30 października 2011

"Anielski ogień" Courtney Allison Moulton

"Najpierw pojawiają się koszmary. Każdej nocy Ellie dręczą przerażające sny o monstrualnych potworach, które polują na nią i ją zabijają.Potem przychodzą wspomnienia. Kiedy Ellie spotyka Willa, odnosi wrażenie, że coś sobie przypomina, lecz nie potrafi tego określić. Will troszczy się o nią, jest romantyczny, ale to coś więcej, ona czuje, że jej dusza zna go od wieków. W dniu siedemnastych urodzin Will budzi w Ellie jej moc. Uświadamia jej, kim tak naprawdę jest i jaką rolę odgrywa w odwiecznej wojnie dobra ze złem.
T
o ona musi polować. Jej zadaniem jest walka z kosiarzami, potwornymi istotami, które pożerają ludzkie ciała i dusze. Ellie jest dzielną wojowniczką, lecz by przetrwać niebezpieczną walkę aniołów z upadłymi, musi poznać prawdę o swoich poprzednich wcieleniach, tajemnice, które mogą okazać się zbyt straszne, by je unieść."


Bycie nastolatką to całkiem fajna rzecz – imprezy, przyjaciele, beztroskie życie... Tak właśnie wyglądała rzeczywistość Ellie Monroe, przynajmniej dopóki nie pojawił się w jej życiu Will. Tajemniczy chłopak z tatuażami na ramieniu wzbudził w dziewczynie przedziwne uczucia – wrażenie, że już się skądś znają, że coś ich łączy. Jednak wiadomość, jaką przyniósł z sobą ów nieznajomy, nie była już tak romantyczna... Nagle życie ledwie siedemnastoletniej bohaterki wywraca się do góry nogami – dowiaduje się, że jest wojownikiem walczącym z demonicznymi mocami, które zjadają ludzkie dusze. Tak, w sumie można by taką nowinkę jeszcze zignorować, gdyby nie fakt, że William przynosi ze sobą nie tylko wiedzę, lecz i moc, a oczy Ellie całkiem niespodziewanie otwierają się na wyłaniające się z mroku istoty. A przecież to dopiero początek...

Nie będę owijała w bawełnę, do tej książki podchodziłam naprawdę sceptycznie. Od pierwszej chwili, gdy przeczytałam opis, w mojej głowie ożywały wspomnienia i porównania do innych powieści, które miały podobną fabułę. Obawiałam się, że nie będę mogła się przemóc i wystarczająco wczuć w historię... i rzeczywiście do pierwszych pięćdziesięciu stron było ciężko, lecz w momencie, gdy opadły owe negatywne emocje i burzące spokój odczucia, zagłębiłam się w dzieło panny Moulton i odkryłam coś niezwykłego – Przepadłam!

Narracja pierwszoosobowa z punktu widzenia bohaterki jest ujęta językiem prostym i młodzieżowym, przez co czytelnik naprawdę może poczuć się jak  młoda dziewczyna, której świat nagle stanął do góry nogami. Fabuła jest skonstruowana dosyć nietypowo – spodziewalibyśmy się powolnego, stopniowego odkrywania wszystkich tajemnic, ale autorka nas zaskakuje, zmuszając poniekąd czytelnika prawie do skoku na głęboką wodę. Także główny wątek tchnie świeżością – choć walkę dobra ze złem spotykamy na każdym kroku, a anielskie moce i demony to nie pierwszyzna, na pewno miłym zaskoczeniem będzie motyw kosiarza jako istoty pożerającej ludzi. Ponadto pojawia się jeszcze kilka ciekawych odniesień na przykład do wiary chrześcijańskiej, co działa tu jak najbardziej na korzyść.

Jak się zaś spisała autorka w kwestii kreacji bohaterów, na których zawsze zwracam uwagę w pierwszej kolejności? Przyznam, że byłam miło zaskoczona. A może to zasługa imienia, jaki nosi główna bohaterka? Elisabeth jest niezwykła jak na swój młody wiek. Normalna. Zarówno odważna, jak i przerażona. Zarówno silna, jak i słaba. Musi walczyć nie tylko ze złem, ale także z własnymi słabościami. A Will? No tak, tu pewnie niejedna czytelniczka zapragnie znaleźć jakieś wskazówki dotyczące jego osoby, ale zaskoczę Was – nic nie powiem! William to taki typ faceta, z którym trzeba poznać się osobiście, ale nie martwcie się, Wasze odczucia będą (a przynajmniej tak przypuszczam, patrząc po sobie) bardzo pozytywne. Pisarka stworzyła dwie niezwykle silne osobowości, które przyciągają uwagę i oczarowują swoją naturalnością. Kolejny plus dla książki.

Zaskakująca jest też objętość dzieła - ponad 400 stron! Nie ma więc obaw, że przygoda z dziełem będzie za krótka, albo mało zrozumiała. Co do okładki - jest piękna, choć nie można nie zauważyć różowego napisu, który nieco burzy kolorystykę. Osobiście zamieniłabym róż na odcień włosów Ellie. Nasze spojrzenie jednak mimowolnie kieruje się na ogromny zakrzywiony miecz, który dziewczyna trzyma w dłoni - aż strach pomyśleć, jak wiele można nim zdziałać w walce z demonem! Jednocześnie zachwycająca i przerażająca wizja!

Minusem jest jednak fakt, że mimo najszczerszych chęci nie da się całkowicie pozbyć wrażenia, iż fabuła Anielskiego ognia jest podobna do kilku innych wydanych już książek. Porównania, porównania i jeszcze raz porównania – naprawdę zgubna rzecz! Przynajmniej początkowo to dosyć silne odczucie, lecz później następuje bum i nagle znajdujemy się w całkowicie nowej rzeczywistości. Cóż, od czegoś autorka musiała zacząć, a nie ukrywajmy – wymyślić coś niepowtarzalnego i innowacyjnego to niesamowicie trudne zadanie. 

Powiem tak – Anielski ogień niesłychanie mnie zaskoczył. Nie jest to co prawda arcydzieło, po którym każdy czytelnik padnie na kolana, by wielbić debiutantkę – pannę Moulton, ale ma w sobie coś, co niesłychanie przyciąga. Jeśli więc pozwolimy sobie na zaufanie, niechybnie dostrzeżemy, że w gąszczu tysięcy paranormalnych historii, z jakimi mamy dziś do czynienia na rynku literackim, opowieść o Ellie i Willu okaże się być powieścią nie tylko interesującą, ale także cudownie wciągającą. Warto zatem zanurzyć się w świat młodej dziewczyny walczącej z kosiarzami, by ocalić nasze dusze. Zapewniam – to będzie niezapomniane przeżycie!


Daję 8/10.  


Original: Angelfire
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 19.10.2011

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las! 


Dodaję zapowiedź książki:

I na dokładkę dorzucam piosenkę, która dla mnie osobiście pasuje to tej powieści:
Age Of Loneniess.

27 października 2011

Październikowy stosik książkowy!

Chyba to wejdzie na stałe w repertuar mojego bloga - czyli comiesięczne sprawozdanie z zakupów książkowych ^^ Tak więc i dziś przedstawię Wam moje nabytki oraz szepnę parę słów o nadchodzących najciekawszych premierach listopada :]

1. Miłość po grób - Ellen Schreiber - zakupiona w promocji -25% w Matrasie (promocja do końca tego miesiąca).

2. Blask Nocy - Andrea Cremer - dokładnie ta sama promocja.

3. Cisza - Becca Fitzpatrick - jejku, słyszałam tyle negatywnych opinii, że zaczynam się bać :P Książka zakupiona podczas Zlotu forum Książkimłodzieżowe.fora.pl .

4. Pomiędzy - Tara Hudson - książka zakupiona od Charliego :*

5. Anielski Ogień - Moulton Courtney Allison - od Wydawnictwa Bukowy Las - własnie czytam, wkrótce recenzja ^^

6. Królestwo Cieni - Celine Kiernan - jedna z najwspanialszych powieści, jakie w życiu przeczytałam, obłędna i doskonała - RECENZJA.

7. Powietrze na śniadanie - Jana Frey - od Oficyny Wydawniczej Foka - już wkrótce recenzja.

Czekam jeszcze na Enklawę i Bestię - mam nadzieję, że to będą wspaniałe książki. Jak już wspominałam przy poprzednim wpisie - oby świetnej lektury było w naszym życiu jak najwięcej, a gniotom mówimy NIE xD 

A teraz interesujące premiery listopada!


2 Listopada

"Zawładnięci" Elana Johnson

Porównywana do Delirium i Igrzysk Śmierci, kolejna postapokaliptyczna historia o świecie, w którym można albo dać sobą rządzić, albo walczyć o wolność. Obawiam się trochę porównań do Igrzysk Śmierci - rzadko się zdarza, żeby jakaś książka mogła choć w 1/4 dorównywać temu arcydziełu, ale przekonajmy się. Zawładnięci podobno już przedpremierowo w sprzedaży.

Wydawnictwo: Amber
Original: ?
Ilość stron: 320




9 Listopada

"Nevermore - Kruk" Kelly Creagh

Paranormalny romans zainspirowany twórczością Poego? Brzmi nieźle, w a dodatku postać Varena - mrocznego gota, który jest "wesoły jak cmentarzysko, ciepły jak granitowa płyta, a na dodatek potwornie zgryźliwy" - brzmi nawet bardzo interesująco! Poza tym przedpremierowe recenzje są naprawdę pozytywne, zatem nie ma na co czekać - tę książkę najwyraźniej trzeba kupić!

Wydawnictwo: Jaguar
Original: Nevermore
Ilość stron: około 480

25 października 2011

"Królestwo Cieni" Celine Kiernan

Druga część "Zatrutego tronu".

"Wynter Moorehawke podróżuje przez nieprzebyte lasy w poszukiwaniu zbuntowanego księcia. W ciemnościach czai się wielu nieprzyjaciół. Dziewczyna nabiera otuchy, gdy spotyka Raziego i Christophera. W ślad za przyjaciółmi podążają też dawni wrogowie, a Wynter musi stawić goła strasznym Wilkom. Bohaterowie szukają schronienia u Merronów – tajemniczych ludzi z Północy. Okazuje się jednak, że Merroni sprzymierzyli się z odwiecznym wrogiem królestwa"


Sprawiedliwość, jako pojęcie odnoszące się do jednej z najważniejszych rzeczy w życiu społeczeństwa i jednostki – uczciwości, jest obecnie często zaniedbywana. Korzyści polityczne i materialne zazwyczaj przesłaniają nam słuszność działania i nie pozwalają na dobry wybór. Naginanie prawdy, manipulacje, intrygi – to rzeczywistość ludzkości od setek lat. Lecz skąd tak naprawdę możemy mieć pewność, co jest słuszne lub którą drogą należy iść? Czy potrafimy odnaleźć prawdę w stosie setek różnych możliwości? I jak niebezpieczna może być pomyłka...?

Wynter podróżuje przez mroczną krainę w poszukiwaniu księcia Alberona, pragnąc dowiedzieć się, co stało się z jej dawnym bratem. Jednak kobieta podróżująca samotnie przez lasy jest łatwym celem i Wynter musi uważać na czające się w ciemności zagrożenia. Kiedy więc w niespodziewanych okolicznościach spotyka swoich przyjaciół – Raziego i Christophera, jest niezmiernie zaskoczona i uradowana. Teraz całą trójką pragną tylko jednego – prawdy. Lecz przed nimi ciężka i długa droga pełna niebezpieczeństw – w lasach roi się od żołnierzy, tajemniczych wojowników i krwiożerczych Wilkołaków...

Drugi tom powieści irlandzkiej pisarki wciąga nas głębiej w niezwykłą rzeczywistość Lady Moorehawke. Na fundamentach średniowiecznej Europy maluje się nam pełna emocji historia o dziewczynie, która pragnie sprawiedliwości i prawdy, a nade wszystko spokojnego życia, o jakie walczył jej ojciec. Fabuła dzieła zaskakuje czytelnika niemal na każdym kroku – trzymająca w napięciu, pełna zagadek i tajemniczości, lecz bez zbędnego, szaleńczego tempa i krwi płynącej strumieniami. W wyważonej dynamice narodziła się opowieść przepełniona grozą, sekretami i walką. Bywały momenty, że nie mogłam uwierzyć w kolejne posunięcia bohaterów, a niezdolna do jakiejkolwiek reakcji, mogłabym jedynie rwać włosy z głowy.

Bohaterowie powieści – bo to o nich należałoby wspomnieć w pierwszej kolejności – są idealni nie ze względu na brak wad, lecz ze względu na ich obecność – autorka urzeczywistnia żywe postaci, wplatając w ich osobowości zarówno dobro jak i zło, tworząc sylwetki autentyczne, naturalne i jedyne w swoim rodzaju. Wynter, Razi i Christopher – główna trójka – targana jest emocjami, które udzielają się także i nam. Czytelnik z zapartym tchem śledzi ich losy i dopinguje działania, nie zawsze zgadzając się z wyborami, jakich dokonują. Ich błędy są naszymi błędami, ich ból jest naszym bólem, ich miłość... naszą miłością. Związanie widza z historią jest tak niebywałe, iż wciąż ciężko mi uwierzyć w zaangażowanie, jakiego doświadczyłam, poznając sequel Zatrutego tronu. A jednak! 

Język powieści utrzymany jest w konwencji pierwszego dzieła, lecz nie obfituje już w dworskie zwroty stylizowane na dawne czasy – zmiana miejsca wydarzeń zmienia jego zapotrzebowanie. Natomiast z miłym zaskoczeniem przyjęłam wplecenie w historię języka Merronów, który – według słowniczka – przypomina język irlandzki i brzmi bardzo melodyjnie. Niesamowita wydaje się także kultura tego zadziwiającego ludu, którego dziś nazwalibyśmy pogańskim ze względu na ich wierzenia i obrzędy. Dla mnie wydawali się zarówno fascynujący jak i przerażający w swojej naturalności.

I na koniec okładka – najpiękniejsza ze wszystkich części – mroczna, tajemnicza i uwodzicielska. Postać wyłaniającego się z lasu mężczyzny przyciąga spojrzenie i wzbudza niepokój, kiedy wzrok pada na dwa ostre noże, które bohater trzyma w dłoniach. Kolorystyka narzucona przez płomienie na drugim planie wzniecają w czytelniku zachwyt i strach. Domyślam się, iż przedstawioną postacią jest Christopher. Ogromny więc plus dla wydawnictwa za wykorzystanie do polskiej wersji oryginalnej okładki.

Królestwo Cieni to powieść z duszą i... powieść dla duszy. Nie da się ukryć – na drugą cześć Trylogii Moorehawke czekałam z zapartym tchem i z radością stwierdzam, że było warto. Autorka zaserwowała czytelnikom niezapomniane wrażenia i fabułę trzymającą w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Jednak czy to mnie zadowoliło? I tak i nie, bowiem już teraz czuję ogromną tęsknotę za bohaterami i ich przygodami, a zakończenie – tak niespodziewane i zaskakujące – tylko wzmogło mój apetyt na ostatni tom trylogii – Zbuntowanego Księcia. Dodatkowo nie mogę nie podkreślić, że już wcześniej przyciągający uwagę Christopher Garron osiągnął coś niebywałego – totalnie skradł moje serce, odsuwając na dalszy plan wszystkich innych bohaterów, których dotychczas uwielbiałam. Celine, brawo! Stworzyłaś coś niesamowitego, coś zaskakującego i całkowicie niebywałego! Dlatego każdemu, kto kocha fantastykę, naprawdę polecam tę niebanalną opowieść. Daj się wciągnąć w krainę cieni i polityczną intrygę, od której zależą losy całego królestwa. Pytanie tylko, czy zdołasz wykonać zadanie...?

Daję 11/10. Ta książka nie mieści się w skali. Obłędna!
A dla zainteresowanych - recenzja pierwszego tomu - Zatruty tron.

Original: The Crowded Shadows
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 5.10.2011
***

Tym samym właśnie opublikowałam setną recenzję w moim wykonaniu, bardzo się cieszę, że tą recenzją jest opinia do Królestwa Cieni - wspaniale, że takie niezwykłe książki powstają i mam możliwość poznawać ów nietuzinkowe historie. Życzę i Wam i sobie, oby jak najwięcej dobrej literatury pojawiało się w naszym życiu :)

In English [here]

21 października 2011

"Ciepłe ciała" Isaac Marion

"Nadszedł czas zombie

R nie ma imienia, wspomnień, pulsu. Wraz z innymi zombie zamieszkuje opuszczone lotnisko. Żadne z nich nie pamięta, jaka katastrofa zamieniła świat w przerażające i puste miejsce, a ich – w chodzących Martwych. Żeby podtrzymać swoją egzystencję, muszą polować na Żywych, ukrywających się w opuszczonym mieście.
Pożeranie Żywych to smakowanie ich wspomnień, odtwarzanie tego, kim byli.
 Podczas jednej z krwawych wypraw R znajduje Julie i – zupełnie niespodziewanie dla samego siebie – ocala ją przed śmiercią, zabierając ze sobą. Tak właśnie rozpoczyna się pełna napięcia znajomość, która diametralnie zmieni nie tylko ich samych. Jednak zimny i martwy świat nie podda się bez walki."


Zombie – pojęcie to prawdopodobnie w prostej linii pochodzi z kultu voodoo. Słowo oznacza zniewolonego człowieka – człowieka, który po śmierci powstaje z grobu, wezwany przez kapłana, tudzież czarownika i wykonuje jego rozkazy. Nie ma własnej woli, jest chodzącym trupem. W fantastycznym rozumieniu tego słowa mówimy o postaciach z horrorów, umarlakach zabijających ludzi i pożywiających się ludzkim mięsem.  Zatem nasuwa się pytanie – jeśli zastanowimy się nad funkcjonowaniem takiego organizmu, czy możemy mówić o tym, iż zombie może mieć uczucia?

Post apokaliptyczna rzeczywistość. R to zombie, prawdopodobnie dosyć młody. R nie ma wspomnień, nie wie więc, kim był, a tym bardziej, jakie jest jego prawdziwe imię. Mieszka na opuszczonym lotnisku wraz z hordą innych umarłych i egzystuje tak od nieokreślonego czasu. Wciąż jednak na świecie istnieją ośrodki ludzi, teraz ukryte i chronione – ostatnie ostoje Żywych.

Pewnego dnia R i kilku innych Martwych wybierają się na polowanie. Docierają do miejsca, w którym przebywa grupa młodych ludzi – jeszcze nastolatków. Atak jest oczywisty, dochodzi do rzezi, R zabija młodego chłopaka i nagle coś się dzieje. Zombie po zjedzeniu ludzkiego mózgu są w stanie na chwilę przejąć wspomnienia ofiary. R doświadcza wspomnień młodzieńca i dzieje się rzecz nietypowa – Martwy odczuwa jego emocje i postanawia uratować obecną w trakcie ataku dziewczynę – ukochaną zabitego – Julie. A to dopiero początek…
Cała recenzja na: 


Ocena blogowa 3,5/10.

Original: Warm Bodies
Wydawnictwo: REPLIKA
Data wydania: 7.09.2011

Oto zombie, które do mnie przemawiają: Thriller

19 października 2011

"Jutro 2. W pułapce nocy" John Marsden

"Mam na imię Ellie. Coś wam opowiem.

To były nasze najlepsze wakacje. Ale po powrocie zastaliśmy coś, co na zawsze zmieniło nasze życie. Jeszcze nigdy nie mieliśmy takich kłopotów.

Na początku było nas ośmioro, teraz została szóstka. Nie wiemy, co się dzieje z dwójką naszych najlepszych przyjaciół. Umieramy ze strachu i bardzo za nimi tęsknimy. I dlatego, chociaż to niebezpieczne, a nasz plan nie jest idealny, spróbujemy ich odbić, nawet jeśli nie mamy pojęcia, co przyniesie jutro.

A ja? Chyba się zakochałam. Nie wiem, czy to najlepszy czas na takie rzeczy."


Świat stanął na głowie, kiedy grupa nastolatków wybrała się na kemping, a po powrocie zastali puste domy i martwe zwierzęta. Ich kraj bowiem został opanowany przez wroga, a wszyscy mieszkańcy przebywający akurat w mieście wzięci do niewoli. Młodzież jednak nie planowała stać z założonymi rękoma i postanowiła zrobić wszystko, co w ich mocy, by pokrzyżować najeźdźcy plany.

Teraz Ellie i piątka przyjaciół mieszkających w Piekle czekają na jakiś znak życia od Kevina i Corrie, która podczas ich ostatniego spotkania była ciężko ranna. Im dłużej jednak czekają, tym bardziej są przerażeni i nieszczęśliwi. Ukryci w górach, postanawiają obmyślić plan kolejnych posunięć. Lecz zadanie nie jest łatwe, gdy do miasta powoli zaczynają zjeżdżać obcy ludzie mający zasiedlić okolicę. Beztroskie życie nastolatków zamieniło się w walkę o przetrwanie...

„Żyję w świetle,
Ale noszę z sobą mrok.”*

Po kontynuację Jutra sięgnęłam z prawdziwym zapałem, który nie słabł aż do samego końca, choć książki nie nazwę arcydziełem. Autor po raz kolejny pokazuje swój talent pisarski, tworząc pełne napięcia i grozy sceny z życia młodych ludzi, którzy niefortunnie znaleźli się w samym centrum wojny. Prawdziwej wojny, nie jakiejś tam opowiastki z lekcji historii, do której nie przywiązywalibyśmy uwagi. Tu nie ma żartów, nie ma miejsca na błąd, szczeniackie zachowanie, czy zawahanie się. Tu każdy fałszywy ruch może zakończyć się jednym – śmiercią.

Ponownie oglądamy wydarzenia z punktu widzenia Ellie i przyznam szczerze – byłam jeszcze bardziej zaskoczona, niż przy lekturze pierwszego tomu. Przemyślenia głównej bohaterki, jej obawy, niepewności, strach – wszystko to tworzyło mozaikę niesamowicie bliskich mi uczuć. Miałam wrażenie, jakby Ellie czytała w moich myślach – martwiło ją, cieszyło i przerażało dokładnie to, co mnie. Nie wiem, jak wyjaśnić fenomen tej narracji, lecz jednego jestem pewna – John Marsden umie wczuć się w rolę nastolatki!

Muszę jednak zauważyć też niepokojącą rzecz, jaka wyłania się, gdy rozmyślam o serii Jutro. Mianowicie pod koniec lektury byłam gotowa stwierdzić, jak zakończy się historia. Autor ma przewidywalny sposób konstruowania wydarzeń i choć do samego końca nie wiemy, jaka jest treść fabuły, znamy jej strukturę. Oczywiście zrozumiałym jest, że każda powieść powinna się kończyć punktem kulminacyjnym, lecz nie ukrywajmy – im więcej zaskakujących wydarzeń, im szybsza akcja i dramatyczniejsze wydarzenia, tym bardziej przedstawiona historia zaczyna nas przytłaczać. A nie da się nie zauważyć – Marsden jest mistrzem w budowaniu niepokojących momentów, od których czytelnikowi aż kręci się w głowie. "Co za dużo to niezdrowo" - doskonale o tym wiemy. Czasami więc brakuje mi takiej chwili spokoju – nie szeregu opisów, które wprowadziłyby co najwyżej nudę, lecz jakiejś drobnostki, która rozładowałaby odrobinę gromadzące się napięcie.

Jutro 2 to dobra książka, którą warto przeczytać, więc szczerze ją polecam. Jednak w porównaniu z pierwszą częścią nie mogę powiedzieć, że jest lepsza – dlatego daję taką samą ocenę – 8/10. Mam nadzieję, że trzeci, dostępny już na rynku tom tej siedmiotomowej serii, w końcu powali mnie na kolana, skoro nie udało się to jego poprzednikom. A nawet jeśli nie, czas umili - prawdopodobnie nie tylko mnie - postać Homera, który już teraz wyszedł na prowadzenie, spychając w cień wcześniej upatrzonego przeze mnie Lee! :)

Original: The Dead of the Night
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 15.06.2011
* cytat z Jutro 2, str. 175.

I na koniec dodam piosenkę, która świetnie mi pasuje do tej historii i tym samym towarzyszyła mi cały czas podczas lektury :)

17 października 2011

"Batalista" Arturo Perez-Reverte


Słynny niegdyś fotograf maluje na ścianie wieży ogromną panoramę bitwy, która odbyła się w nieokreślonym czasie. W tej pracy prześladuje go obraz wynurzającej się z przeszłości twarzy, twarzy kogoś, kto pragnie wyrównać krwawy dług, i cień kobiety, która zniknęła dziesięć lat temu. Wokół tych trzech postaci Arturo Pérez-Reverte stworzył najbardziej intensywną i niepokojącą ze swych powieści.”


Wojna... czymże jest, jeśli nie zbrodnią wobec własnego gatunku? To burza negatywnych emocji, które z pomocą potężnej broni mogą obrócić cywilizację w perzynę. Zmienia jednak nie tylko świat zbudowany przez ludzkość, ale także samych ludzi. Strach, jaki towarzyszy człowiekowi w chwilach zagrożenia, gdy w samym centrum rzezi patrzy na śmierć bliskich, przyjaciół i wszelkiego żywego stworzenia, jest czymś całkowicie nie do zrozumienia dla tych, którzy wojny nie odczuli na własnej skórze. Wojna to nie epicka opowieść z kinowego ekranu pełna narodowych bohaterów, wzniosłej muzyki i łez wzruszenia.

Andres Faulques, były reporter wojenny, postanawia oddać się malarstwu. Lecz jego sztuka nie jest zwyczajna – mężczyzna ma w planach namalowanie fresku – wielkiej panoramy bitwy, w której pragnie połączyć wszystkie batalistyczne wizje ludzkiej śmierci, jakie miał okazje zobaczyć. Jego działanie ma określony cel, określone znaczenie, o czym dowiadujemy się nieco później.

Pewnego dnia do wieży, w której pracuje artysta, przybywa tajemniczy Chorwat. Mężczyzna przedstawia się jako Ivo Marković i po krótkiej rozmowie oznajmia bataliście, że przybył, by go zabić. Faulques początkowo jest niepewny zachowania mężczyzny i stara się rozwikłać problem, jaki między nimi narodził się w przeszłości. Obaj prowadzą rozmowy, odkrywając przed sobą swoje przemyślenia, niczym wytrawni dziennikarze nagrywający wywiady z gwiazdami. Im bardziej jednak zagłębiają się w swoją przeszłość, tym poważniejsze problemy ukazują się naszym oczom...

Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej nie spotkałam się z dziełami Pereza-Reverte, więc nie mam porównania, czy istotnie „Batalista” jest „najbardziej osobistą i niewątpliwie najlepszą” z jego powieści. Jeśli jednak miałabym ocenić tę książkę samą w sobie, muszę przyznać, że była dla mnie zaskakującym odkryciem, historią pełną głębokich przemyśleń i nierzadko drastycznych obrazów.

Przede wszystkim autor nie oszczędza widza. Tworzy panoramę wydarzeń, w których czytelnik może zobaczyć wszystko – od nienawiści i okrucieństwa po strach, rozpacz, a nawet miłość. Leniwie płynąca fabuła, która obfituje przede wszystkim we wspomnienia malarza, ma w sobie zarówno grozę jak i łagodność. Bogata narracja trzecioosobowa ukazująca sposób myślenia głównego bohatera wciąga nas w świat, którego nie znamy, który może wydawać się zarówno interesujący jak i przerażający. Język pisarza pozwala nam zagłębić się w historię, a barwność jego języka, dokładność i skrupulatność malują przed naszymi oczami żywe obrazy zdarzeń z przeszłości postaci. Zamykając powieki, możemy zobaczyć wszystko to, co widzieli oni.

Kreacja bohaterów zasługuje na szczególne uznanie. Choć głównie akcja obraca się wokół dwóch postaci – Andresa i Ivo, poznajemy także szereg innych postaci, w tym kobietę imieniem Olvido. Każda z tych sylwetek jest wyrazista, pełna charakteru, indywidualnych cech osobowości, a także naznaczona wadami, które czynią z nich rzeczywiste, pełne głębi i życia jednostki.

Powieść stanowczo należy dawkować sobie powoli i ostrożnie. Ogrom emocji, faktów z niejednego pola bitwy i przemyśleń, nierzadko drastycznych, potrafią oszołomić czytelnika. Autor nie boi się mówić wprost o dramacie wojny, nie ukrywa „wstydliwych”rzeczy.

Jeszcze w czasie studiów miałam okazję przygotować projekt dotyczący fotografii wojennej. Dużą część pracy poświęciłam takim twórcom, jak Robert Capa, P.J. Griffiths, Walentino Sobolew, Don Stown, Larry Burrows, czy Donald McCullin. Ich dzieła miały przede wszystkim za zadanie pokazać okrucieństwa wojny, nienawiść człowieka wobec drugiej osoby, ból kobiet i dzieci cierpiących w wydarzeniach, które zgotowali im rządzący. Czy były to fotografie prawdziwe? Nie wiem. Ale swoją role spełniły – wzbudziły we mnie niesamowite uczucia – strach i smutek, a także złość na tych, którzy doprowadzili do śmierci tak wielu niewinnych ludzi. Czy dzieło Pereza-Reverte miało takie samo zadanie? Myślę, że owszem. Autor nie zasypuje nas jedynie okropnymi obrazami śmierci, lecz także tymi drobnymi okruchami miłości, radości i wiary w lepsze jutro. A taka mieszanka jest wyjątkowo zabójcza, gdyż uświadamia nam, jak bardzo jesteśmy bezradni wobec śmierci.

Koło tej książki na pewno nie można przejść obojętnie, lecz uprzedzam tych, którzy mają słabe nerwy – powieść potrafi wstrząsnąć i co najważniejsze – zmusić nas do refleksji. Pyta wprost: Jak Ty byś postąpił w czasie wojny? Czy sprawiedliwością nazywamy walkę o własny kraj, który spływa krwią wroga? Czy zabijanie można jakoś usprawiedliwić?

Daję ocenę 8/10.
Original: El Pintor de batallas
Wydawnictwo: MUZA SA
Data wydania: 9.05.2007

09 października 2011

"Błękit Szafiru" Kerstin Gier

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!

"Błękit Szafiru to już drugi tom Trylogii czasu. 
Gwendolyn i Gideon zapatrzeni w siebie wrócili właśnie z początku XX wieku. Ale sprawy tylko się skomplikowały. Czy Strażnicy mają rację uznając Lucy i Paula za przestępców, czy też może mylą się w swej wierności Hrabiemu de Saint Germain? Gwendolyn jako jedyna zdaje się mieć wątpliwości. Uczucia Gideona do Gwen wystawione zostają na najpoważniejszą próbę… 

Podróże w czasie, niebezpieczeństwa, miłość… 
Trylogia czasu cię pochłonie. Czerwień Rubinu jest już dostępna. Błękit Szafiru trzymasz w dłoni. Zieleń Szmaragdu pojawi się niebawem…"


Przepowiednia (omen, znak, wróżba, wierzenie) to istniejące we wszystkich kulturach sposoby interpretacji wizji lub zdarzeń, mające przybliżyć nam prawdopodobną przyszłość. Od zarania dziejów ludzkość tłumaczyła w ten sposób wszelkie tajemnicze znaki na niebie i słowa ludzi uznających siebie za proroków. Z czasem wiara w przepowiednie zanikła, lecz nadal w ludziach pozostaje obawa przed tym, czego nie znają – przed niewiadomą…

Gwen wie już, że to nie żart – to ona, a nie jej znienawidzona kuzynka Charlotta, ma w sobie gen umożliwiający podróże w czasie. Jest dwunastym i ostatnim podróżnikiem zamykającym krąg obdarzonych. Teraz przed dziewczyną pojawiają się kolejne wyzwania – przede wszystkim będzie musiała przygotować się na bal w realiach XVIII wieku, na który osobiście została zaproszona przez samego Mistrza – hrabiego de Saint-Germaina. Gwendolyn doskonale pamięta pierwsze spotkanie z tym dziwnym człowiekiem i jest pewna, że hrabia może być bardzo niebezpieczny.

Tymczasem powstaje przypuszczenie, że wśród członków organizacji przebywa zdrajca i wszystkie oczy mimowolnie kierują się w stronę Gwen. Bohaterka jest tym oburzona i jednocześnie sama zaczyna wątpić w dobre intencje otaczających ją ludzi – dlatego też, chce przeprowadzić własne śledztwo. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy Gideon zaczyna węszyć – Gwen nie wie już, czy może mu zaufać, a ich napięte ostatnimi czasy stosunki tylko utrudniają podjęcie decyzji, która może ją drogo kosztować…

Cała recenzja na: 


Original: Saphirblau - Liebe geht durch alle Zeiten
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania 19.10.2011
Ocena dla książki: 10+/10!
Moja recenzja Czerwieni Rubinu dla zainteresowanych: [klik]

Okładka ostatniej części trylogii - prawda, że wspaniała?

08 października 2011

"Jutro" John Marsden


"Nie ma już żadnych zasad.

Mam na imię Ellie. Kilka dni temu wybraliśmy się w siedem osób na wyprawę do samego Piekła. Tak nazywa się niedostępne miejsce w górach. Wycieczka była próbą naszej przyjaźni. Niektórych z nas połączyło nawet coś więcej. Szczęśliwi wróciliśmy do domu. Ale to był powrót do piekła. Znaleźliśmy martwe zwierzęta, a nasi rodzice i wszyscy mieszkańcy miasta zniknęli.

Okazało się, że naszego świata już nie ma.
Że nie ma już żadnych zasad.
A jutro musimy stworzyć własne."



Obserwując ludzi, którzy co rano śpieszą do pracy, szkoły, lub gdy idą na zakupy, spotkanie ze znajomymi, do lekarza... uświadamiam sobie, że dla każdego z nich to tylko kolejny dzień, jeden z wielu, które trzeba jakoś spożytkować. Prawdopodobnie każdy z nas myśli wtedy o tym samym – jutro będzie to samo. I tak w kółko. Lecz co by się stało, gdyby nagle życie uległo wielkiej zmianie? Co, jeśli jutro nie będzie już takie, jak zaplanowaliśmy...?

Ellie wraz z paczką przyjaciół postanawia wybrać się na kemping. Siódemka nastolatków planuje przebyć trudną drogę wśród gór, by dotrzeć do osławionego, niedostępnego miejsca zwanego Piekłem. Tak więc spragnieni przygód wyruszają na kilkudniową wycieczkę. Tam, gdzie nie dotarła ludzka ręka, cieszą się z wolności i zbliżają do siebie. A gdy w końcu nadchodzi czas powrotu do domów, obiecują sobie, że kiedyś powtórzą ten wypad na łono natury. Jednak ich powrót do domu nie wygląda tak, jak sobie to zaplanowali – pierwsze, co spostrzegli, to martwe zwierzęta i przerażająca pustka. Wszyscy zniknęli, a oni, ledwie siedmioro dzieciaków, teraz muszą radzić sobie samemu... Pytanie tylko, co się stało z ich rodzinami, z całym miasteczkiem?

John Marsden podjął się niełatwego zadania, stworzył bowiem historię opowiedzianą z punktu widzenia nastoletniej bohaterki (narracja pierwszoosobowa). Musiał więc wiernie oddać emocje i problemy osoby w wieku licealnym, która nagle ze zwyczajnego, trochę beztroskiego życia zostaje wplątana w wir przedziwnych, nierzadko przerażających wydarzeń. Dlatego też nie można nie przyznać, że autor poradził sobie z tym całkiem dobrze. Wykreowana przez niego postać Ellie jest wyrazista i żywa, a jej zachowanie i reakcje zmuszają czytelnika do refleksji nad tym, jak sami byśmy postąpili w podobnej sytuacji.

Kreacja przyjaciół głównej bohaterki jest równie ciekawa – oto grupa ludzi połączonych ze sobą wspólnymi przeżyciami. Są jednak tak różni, jak to tylko możliwe – od szkolnego dowcipnisia do bogobojnej katoliczki, a jednocześnie każdy na swój sposób wzbudza zainteresowanie i sympatię. Ja osobiście byłam, ba! – jestem oczarowana postacią Lee – skromny i utalentowany chłopak w pewnym momencie zwrócił moją uwagę i już do końca dopingowałam mu w każdym przedsięwzięciu.

Historia, jaką stworzył pisarz, nie jest ani post apokaliptyczną wizją przyszłości, ani tym bardziej science-fiction. Opowieść uderza w czytelnika przede wszystkim swoim prawdopodobieństwem. Analizując wciąż kolejne wątki i działania bohaterów mimowolnie zadajemy sobie pytanie: „jak ja bym postąpił?” Autor nie oszczędza widza, wciąga go w samo centrum nowej rzeczywistości. Oczami Ellie obserwuje świat i nagle już wiadomo, że czujemy dokładnie to samo, co ona. A to naprawdę niesamowite dokonanie – połączyć czytelnika więzią z bohaterem!

Przyznam, że choć spodziewałam się trochę innej historii i innych wyjaśnień opisujących okoliczności tajemniczego zniknięcia całego miasteczka, to i tak książka była dla mnie miłym zaskoczeniem. Powieść czyta się bowiem szybko i z zapartym tchem. Śledząc poczynania wykreowanych postaci i nieustannie towarzysząc im wtapiamy się w strukturę fabuły, a głód historii nie pozwoli na odłożenie książki na bok przed poznaniem finału.

Muszę przyznać, że dobrym posunięciem było najpierw przeczytanie dzieła literackiego, a dopiero potem sięgnięcie po ekranizację z 2010 roku. Chociaż film ściśle oddaje wydarzenia książkowe, duży nacisk położono na efekty specjalne i widowiskowość (co mnie nie dziwi, znając kino zagraniczne i jego tendencyjność), niestety zapominając o najważniejszym – oddaniu emocji targających bohaterami. Spłaszczając wyraźnie relacje między nastolatkami, odebrano fanom możliwość poczucia tego „czegoś”, tej wyczuwalnej w książce więzi. Dlatego też stanowczo polecam najpierw zapoznanie się z powieścią. Film jest po prostu miłym dodatkiem.

Mogę z całą odpowiedzialnością ocenić dzieło na 8/10 (choć trochę szkoda, że książka jest taka cieniutka - nawet nie trzysta stron). Ci, którzy jeszcze nie spotkali się z twórczością Marsdena powinni wiedzieć, że cykl jego powieści ma 7 części. Po zakończeniu pierwszej wiem, że kolejne muszą być równie dramatyczne jak prequel. I na to też liczę! Dlatego na koniec dodam tylko – sięgnijcie po książkę, nim nadejdzie Jutro! Później może być już za późno... Polecam!!!

Original: Tomorrow. When The War Began
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 6.04.2011


I na koniec trailer filmu (uprzedzam jednak, że to trochę spoiler):


A za możliwość przeczytania książki dziękuję Shadow :)

04 października 2011

"Wakacje z Piekła" C. Clare, C. Gray, M. Johnson, L. Bray, S. Mlynowski

"Autorka Miasta kości, autorka Wiecznej Nocy i inne bestsellerowe pisarki zapraszają na Wakacje z piekła
 
Luksusowy statek, willa na Jamajce, francuskie miasteczko, malownicza wioska w Karpatach mogą okazać się przerażająca pułapka dla dziewczyn, które marzyły o ekscytującej wakacyjnej przygodzie. Bo podczas tych wakacji zgubiony bagaż to tylko drobna niedogodność w porównaniu z tym, co knuje zazdrosna czarownica. Poparzenie słoneczne jest bolesne, ale nie trwa tak długo jak rzucona klątwa czy ukąszenie wampira, a nudne towarzystwo nie jest tak straszne jak opowiadanie, które zmienia słuchacza w...

Lecz miłość kwitnie nawet w najbardziej upiornych okolicznościach…"


Wakacje, urlopy, ferie... Jakkolwiek tego nie nazwiemy, przekaz jest jasny - to nie tylko czas odpoczynku, ale także szansa na wspaniałą, niezapomnianą przygodę. Młodzież wręcz marzy o pasjonujących wydarzeniach, które mogą, a nawet muszą stać się ich udziałem. Dlatego też sięgnęłam po Wakacje z Piekła by przekonać się, jakie paranormalne przygody i wątki miłosne zgotowały czytelniczkom niezwykłe pisarki. Opowiadań jest pięć, a każde z nich na swój sposób inne:

Łowy - Sarah Mlynowski


Historia o dwóch koleżankach, które wybierają się w czasie wakacji na rejs statkiem. Chcą się dobrze bawić, a jedna z nich, jak by się wydawało, ma wielki plan - chce przeżyć ten pierwszy raz. Spotykają więc odpowiedniego ku temu ich zdaniem młodego mężczyznę, a główna bohaterka nie ukrywa swojego zainteresowania jego urodą. Jednak to, co wyniknie z ich spotkania, powinno zaskoczyć czytelnika, lecz także niestety mimowolnie przywieść na myśl  skojarzenie z Wieczną Nocą Claudii Gray. Opowieść sama w sobie jest ciekawa, lecz brakuje jej  oryginalności.

Dom Luster - Cassandra Clare 


Niestety po Cassie spodziewałam się czegoś dużo lepszego. Oczywiście historia utrzymana w klimacie – jest wyjazd wakacyjny, zakazana miłość, magia, wątek prawie kryminalny do rozwiązania... Ale finał wydaje się przewidywalny i tym samym nudny. Pani Clare zasłynęła z Darów Anioła i wolałabym kojarzyć ją z nieco ambitniejszą lekturą. Zatem przyznam – spore rozczarowanie.

Nie lubię twojej dziewczyny - Claudia Gray


To stanowczo jeden z najciekawszych utworów w tej antologii. Dziewczyna imieniem Cecily, której matka jest czarownicą, wybiera się na wakacyjny zlot czarownic. Wie, że spotka tam swojego największego wroga – uwielbianą przez wszystkich koleżankę. Ale kiedy koło znienawidzonej dziewczyny pojawia się super przystojny chłopak, coś w Cecily pęka. Bohaterka postanawia rozgryźć tajemnicę tego związku. Zaskakujące zakończenie nawet mnie rozbawiło i przyznam – Claudia miło mnie do siebie przekonała. Warto więc tej historii poświęcić chwilę czasu.

Dekret o podejrzanych - Maureen Johnson


Ciekawie wplątana w fabułę opowieść historyczna i typowy dla wszystkich dzieł motyw paranormalny – to niewątpliwie intrygujące połączenie. Niestety wykonanie nieco gorsze,  brakowało klimatu, wyrazistych postaci, wciągającego rozpoczęcia... W skrócie: jest Francja, jest tajemnica rewolucji i dziwny chłopak między dwoma siostrami. Trójkącików ciąg dalszy...?

Nigdzie nie jest bezpiecznie - Libba Bray


Mistrzowskie opowiadanie! Stanowczo numer 1 całej antologii. Co prawda, kiedy oswajałam się z pierwszymi stronami, fabuła wydawała mi się nudna i schematyczna, ale nie mogę zaprzeczyć, że ma w sobie grozę i dreszczyk emocji. Opowieść dotyczy czwórki przyjaciół, którzy postanawiają wyjechać na tereny wschodniej Europy, do tajemniczego miasteczka, które rzekomo wiele wieków temu oddawało hołd diabłu. Zainteresowani nastolatkowie chcą przekonać się, ile jest prawdy w starych zabobonach. Historia i jej zakończenie nie wyjaśniają nam zbyt wiele, przez co mamy wrażenie, iż Libba mogłaby tę opowieść jeszcze pociągnąć, stworzyć więcej wątków, rozwinąć działania bohaterów. W dodatku jest klimat, a to niesamowity atut. Opowiastka z potencjałem i naprawdę wyrazistymi bohaterami - brawo!


Antologię oceniam na 6/10. Wszystkie przedstawione opowiadania czytało się całkiem miło – ot typowa lektura w sam raz na raz. Nie ukrywajmy jednak – niektóre z nich były napisane trochę "po łebkach", dla zaspokojenia głodu fanów. Autorki ani nie wykazały się talentem ani zbytnią pomysłowością. Gdyby nie twórczość pani Bray i pani Gray, książka byłaby całkowitą klapą. Do tego ogromny minus za okładkę – ten żałosny kwiatek nie ma zupełnie nic wspólnego z przedstawionymi fabułami! Na nieszczęście kolejne części tej serii także opatrzono podobną roślinnością...

Ujmę to tak: oryginalności za grosz, antologia bardziej pod wymogi komercyjnej sprzedaży niż wspaniała współpraca znanych autorek paranormali. Czy polecam? Jeśli słońce mocno praży, a Wam się nie chce myśleć o poważnych sprawach, książka będzie idealna. Ale wymagający czytelnicy powinni sobie darować. 

Original: Vacations from Hell
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 1.06.2010

01 października 2011

"Syrena" Tricia Rayburn

"Dla Vanessy i Justine Sands miały to być zwyczajne wakacje w miasteczku Winter Harbor, w towarzystwie braci Carmichaelów.
Jednak kiedy Justine wybiera się nad urwisko, by skakać do wody, a nazajutrz fale wyrzucają jej ciało na brzeg, Vanessa nie ma wątpliwości, że to coś więcej niż wypadek.
Całe nadbrzeżne miasteczko wpada w popłoch, kiedy następuje seria ponurych zdarzeń – fale wyrzucają na brzeg ciała mężczyzn z twarzami zastygłymi w uśmiechu…
Vanessa i Simon próbują ustalić, czy te wypadki mają cokolwiek wspólnego z Justine i Calebem. Ale to, co odkryje Vanessa, może oznaczać koniec jej wakacyjnej miłości, a może nawet życia..."


Wśród sztormowych, wzbudzonych i rozszalałych wód rozciągających się, jak okiem sięgnąć, człowiek myśli tylko o jednym – o lądzie. O ucieczce. Dlatego strach sprawia, że dopiero po chwili coś słyszy. Najpierw są to delikatne dźwięki, które narastają z każdą sekundą, z każdym biciem serca, przebijając się przez zawodzenie wiatru. Głosy. Piękne, delikatne, zwodnicze i zmysłowe. Człowiek szeroko otwartymi oczami rozgląda się, walcząc z emocjami – uciekać, czy poddać się? Kto by bowiem się spodziewał, że doskonałość i piękno w jednym może być złem wcielonym?

To miały być wakacje, jak każde inne. Rodzina Sands przyjeżdża do Winter Harbor w stanie Maine. Dwie siostry – Vanessa i Justine, oraz ich przyjaciele – bracia Simon i Caleb, pragną korzystać z życia i dobrze się bawić. Kiedy jednak pewnego poranka do domku letniskowego Sandsów pukają funkcjonariusze policji, nikt nie spodziewa się wieści, jaką przynieśli: Justine ten nocy wykonała swój ostatni skok z urwiska. Vanessę jednak nawiedza dziwne poczucie, że śmierć starszej siostry nie była jedynie przypadkiem. Zmuszona do powrotu do kurortu przez niepewność i chęć odkrycia prawdy, staje się świadkiem przedziwnych wydarzeń – na plażach znajdywane są kolejne zwłoki, tym razem mężczyzn, których twarze zastygły w uśmiechu. Miasteczko stopniowo ogarnia panika...

Syrena to powieść, po którą sięgnęłam w zasadzie z czystej ciekawości – bowiem ani opis ani rekomendacje nie robiły na mnie specjalnego wrażenia. Mity o syrenach? To dobre na bajkę dla małych dziewczynek – myślałam wtedy. Kiedy jednak zaczęłam książkę czytać, już w zasadzie od pierwszej strony zrozumiałam, jak bardzo się myliłam. Klimat powyższej historii wciągnął mnie do tego stopnia, że powieść połknęłam w kilka godzin, oszołomiona nietuzinkową wizją utalentowanej pisarki.

Narracja pierwszoosobowa z punktu widzenia Vanessy wydaje mi się idealnym punktem zaczepienia – obserwowałam przeżycia dziewczyny, która traci kogoś bardzo bliskiego, a determinacja i pewność, iż musi odkryć powód śmierci siostry sprawiają, że silniej odczuwamy uczucia nią targające. Jestem nawet gotowa stwierdzić, że było mi jej naprawdę żal – stracić kogoś tak bliskiego w tak niewyjaśnionych okolicznościach... Koszmar! Sylwetka Vanessy jest wyrazista i żywa, nakreślona emocjami jak kolorami, nasyconymi i głęboko uderzającymi swoją mocą w czytelnika.

Akcja powieści ma swój własny rytm, który nabiera dynamiki z każdym kolejnym rozdziałem. Wątek kryminalny nie pozwala czytelnikowi na nudę – zamieniamy się w detektywów tropiących wszystkie możliwe ślady, a romantyczna nutka burzy krew, która teraz popłynie szybciej w żyłach. Razem z panną Sands pragniemy zrozumieć, co się stało z nieszczęśliwymi ofiarami morskich fal, a jednocześnie nabieramy pewności, że odpowiedź nie będzie tak prosta, tak oczywista, jak byśmy chcieli. Dodatkowym atutem jest też atmosfera otaczająca rzeczywistość wykreowaną przez pisarkę – mroczna, pełna grozy i tajemniczości, budzi zachwyt i dreszcz podniecenia. Coś niewiarygodnego!

Minusy znalazłam dwa – raz: tytuł. Z opisu można by się spodziewać wielu rzeczy, niekoniecznie od razu kojarząc wydarzenia ze znanymi z mitologicznych wierzeń stworzeniami wabiącymi żeglarzy. Kiedy jednak czytelnik spojrzy na tytuł, podświadomie wie, czego się spodziewać. Dlatego jestem zwolenniczką bardziej zagadkowych tytułów – wystarczyłyby „mroczne głębiny”, lub coś równie prostego, aby natychmiast wyzbyć się wszelkich skojarzeń i tym samym dodać większej tajemniczości dziełu. Druga i chyba ważniejsza rzecz – wydanie książki. Okładka jest piękna, owszem, lecz co z tego, skoro tekst nie zawiera ani jednego akapitu mimo, że każda strona została opatrzona na dole rysunkiem morskich roślinek? Ciągłość treści sprawia tu, że powieść jest NIECZYTELNA. Ogromny minus!

Muszę zauważyć, że pani Tricia w swoim dziele pozostawia wiele niedopowiedzeń, a zakończenie historii jest tak samo zaskakujące co przerażające. Dlatego przymykam oko na niedociągnięcia, z niecierpliwością oczekując na kontynuację – Undercurrent. Powiem wprost – Syrena mnie zachwyciła, oczarowała i przekonała do tego, że nawet najstarszy mit można przeobrazić w wizję pełną realizmu, magii i emocji nie do opisania. Dlatego daję książce ocenę 9,5/10 i polecam ją nie tylko fanom thrillerów i paranormal romance, ale także tym, którzy nie gardzą powieściami z wątkiem kryminalnym. Dajcie się porwać niezapomnianej przygodzie przy akompaniamencie syreniego śpiewu. Zapewniam, nie pożałujecie!




A oto trailer do książki:

Original: Siren
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 4.05.2011

Od siebie dodam tylko, że wspaniale czytało mi się tę powieść przy utworze pochodzącym ze ścieżki dźwiękowej do Piratów z Karaibów - Mermaids [klik]
A za możliwość przeczytania Syreny bardzo, ale to bardzo dziękuję Shadow! Jesteś kochana!!!