29 listopada 2015

"Decyzja" Penny Vincenzi

„Autorka poczytnych powieści „Wystarczy chwila” i „Niebywały skandal” niezwykle wciągająco opowiada o miłości, namiętności i zdradzie w swingującym Londynie lat 60. XX wieku. Pochodząca z „dobrego domu” Eliza postanawia, że wbrew tradycji zostanie kobietą niezależną. Jej plany bliskie są spełnienia, kiedy otrzymuje pracę redaktorki działu mody w popularnym czasopiśmie. Przemiany społeczne, przełamywanie obyczajowych stereotypów, nowe trendy w modzie sprzyjają aspiracjom ambitnej dziewczyny, która staje się częścią artystycznej socjety. Wtedy na jej drodze pojawia się Matt, który mimo robotniczego pochodzenia imponuje Elizie przedsiębiorczością. Czy miłość przezwycięży dzielącą ich przepaść społeczną i różnice poglądów? Czy oboje zdołają spełnić swoje marzenia?”


Decyzja to moje pierwsze spotkanie z Penny Vincenzi, którą uznaje się za jedną z poczytniejszych angielskich autorek. Pisarka tworzy od końca lat 80., w Polsce wydane zostały jej cztery tytuły. Nie ukrywam, że Decyzja trafiła do mnie całkowicie przypadkowo i długo wzbraniałam się przed rozpoczęciem lektury. W końcu jednak nadszedł ten moment, w którym zdecydowałam, że chcę poznać historię niezależnej Elizy. Czy spotkanie z twórczością Vincenzi okazało się udane?

źródło
Eliza to kobieta ambitna i – jak na swoje czasy – bardzo odważna. Jako indywidualistka postanawia iść własną drogą i nie poddaje się konwenansom. Ale spotkanie Matta wszystko zmienia w jej życiu. Niezwykła miłość łączy tę dwójkę, choć w zasadzie dzieli ich tak wiele. Podobało mi się to, jak autorka sprawnie nakreśliła charaktery tych postaci. Ale to nie jedyni tak dobrze wykreowani bohaterowie – powieść pełna jest indywidualnych, realistycznie przedstawionych postaci, które mają swoje problemy i interesujące życie. Dzięki ich różnorodności, książka staje się rozbudowaną, wielowątkową opowieścią nie tylko o miłości, w którą można wsiąknąć na długie godziny (wszak lektura liczy sobie prawie 600 stron!). Mimo to nie udało mi się zaprzyjaźnić z tym tytułem. Przede wszystkim drażniły mnie dialogi – domyślam się, że ich nieco wystylizowany, przesadnie elegancki styl był celowym zabiegiem autorki, nie zmienia to jednak faktu, że część rozmów między bohaterami mnie raziła i nie pozwalała wczuć się w historię. Również bohaterowie, mimo swoich indywidualnych, dobrze przedstawionych charakterów, nie byli w stanie rozbudzić we mnie sympatii, a im dalej śledziłam ich losy, tym większą niechęć we mnie wywoływali. Zakończenie niestety mnie nie usatysfakcjonowało, choć w sumie sama nie wiem, jakiego finału mogłabym się po tej książce spodziewać. 

Na plus działa świetne przedstawienie realiów życia w Londynie w latach 60. – mam tu na myśli przemiany społeczne i kulturalne, a także wnikliwa analiza sytuacji kobiet, które wychodziły poza kanon przeciętnej żony i matki. Dodatkowym atutem powieści jest lekkie pióro autorki – przez książkę się płynie i gdyby nie te zgrzytające dialogi, mogłabym uznać Decyzję za lekturę obowiązkową dla tych, którzy poszukują zgrabnej i realistycznie napisanej historii. Niestety dwa najważniejsze dla mnie punkty w dobrej powieści – bohaterowie, których mogłabym polubić oraz realizm w ich relacjach – mnie nie przekonują. Dlatego Decyzja zasłużyła jedynie na ocenę dobrą. Polecam entuzjastkom książek o dużych gabarytach, w których miłość i nienawiść dzieli cieniutka granica, a wszystko rozgrywa się na tle dobrze przedstawionych realiów życia sprzed ponad sześćdziesięciu lat.

Original: The Decision
Wydawca: Świat Książki
Data wydania: 25.06.2014
Ilość stron: 589
Przeł. Anna Zielińska
Moja ocena: 4/6

Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki.

25 listopada 2015

V Salon Ciekawej Książki w Łodzi - krótka relacja

Jak wiecie, pochodzę z „miasta meneli”. I jestem z tego dumna. Mieszkanie od urodzenia w Łodzi to prawdziwa szkoła życia. Nie zamieniłabym tego doświadczenia na żadne inne. Dlatego teraz, kiedy mam już prawie trzydziestkę na karku, w planie wielkie zmiany i nie wiem, czy na stare lata zostanę w rodzinnym mieście, doceniam jego uroki. I jestem dumna, gdy dzieje się tu coś fajnego. 


Od pięciu lat odbywa się w Łodzi Salon Ciekawej Książki. To takie nasze „targi książki”, ale nie na taką skalę, jak warszawskie czy krakowskie. No cóż. W sumie mogłoby być na taką skalę, gdyby nasi organizatorzy zabrali się za to z pomysłem. Niestety organizowanie takiej imprezy w zabytkowej fabryce pełniącej funkcje wystawiennicze nie jest dobrym rozwiązaniem chociażby z powodu strasznej duchoty panującej w pomieszczeniach – okien muzeum nie da się ot tak otworzyć. Mamy piękną halę na osiedlu łódzkiej Politechniki, ale z jakiegoś powodu tylko jedna edycja targów (tj. II Salon Ciekawej Książki) się tam odbyła. A szkoda, bo moim zdaniem była najbardziej udana, o czym napisałam tutaj

Tegoroczny, V Salon Ciekawej Książki odwiedziłam w towarzystwie Wioli z Subiektywnie o Książkach (którą chyba wszyscy na tych targach znali!). To w sumie były ekspresowe odwiedziny, bo w niecałe dwie godzinki obskoczyłyśmy trzy spotkania autorskie, zrobiłyśmy książkowe zakupy, strzeliłyśmy sobie kilka selfie, a na koniec odprowadziłam moją towarzyszkę kawałek do tramwaju, po czym wróciłam na spotkanie z pewnym przystojniakiem ;) 

Na targach książki można spotkać ulubionych pisarzy. Łódzka impreza zbyt wielu gości nie miała, ale kilku udało nam się złapać i chwilkę z nimi porozmawiać :) Dzięki Wioli kupiłam książkę Carte Blanche i poznałam autora tej historii, p. Jacka Lusińskiego. Kolejny autograf do kolekcji ;)


Poznałam też Hannę Cygler i Krzysztofa Beśkę, choć autografów od nich nie wzięłam, bo nie przeczytałam na razie żadnej ich książki (wstyd, wiem.) Ale za to Wiola strzeliła mi fotkę ze świstakiem, który promował wydawnictwo Tatrzańskiego Parku Narodowego :D 


Z targów przywiozłam kilka smakowitych kąsków, w tym Podaruj mi miłość. Ale to nie koniec – Wiola postanowiła zrobić mi niespodziankę i podarowała mi książkę Katherine Webb oraz czekoladki. Strasznie mnie tym wzruszyła, dziękuję! <3




Na koniec wycieczki strzeliłyśmy sobie kilka pamiątkowych zdjęć (dzióbki też były). Jedno z nich: 


Tegoroczna edycja Salonu Ciekawej Książki była skromna pod względem ilości wystawców i atrakcji. Wydaje mi się, że najwięcej radochy miały dzieciaki na warsztatach. W pewnym momencie razem z Wiolą doszłyśmy do wniosku, że impreza zaczyna się przeradzać w targi książki dla dzieci – coraz więcej wystawców oferowało atrakcje dla młodszych gości imprezy, a w niedzielę (wtedy tam byłyśmy) wśród zwiedzających przeważały rodziny z dziećmi. Może to nawet dobrze, miasto meneli ociepla wizerunek ;)

23 listopada 2015

"Wieczna Więź" Brodi Ashton

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

„Nikki Beckett mogła jedynie patrzeć, jak jej ukochany Jack poświęca się, by ją uratować. Chłopak zajmuje miejsce w Tunelach Podwieczności, by spłacić jej dług. Teraz Nikki żyje pożyczonym życiem, walcząc z wyrzutami sumienia. Jack co noc wraca do niej w snach, lecz jego energia słabnie. On powoli umiera.

Nikki jest zdesperowana i wie, że nie cofnie się przed niczym, by uratować Jacka. Postanawia prosić o pomoc Cole’a. Wspólnie wyruszają do Podwieczności, jednak podróż okazuje się trudniejsza i bardziej niebezpieczna, niż się spodziewali. Ścigani przez niebezpieczeństwa świata Wiecznie żywych, starają się nie tylko odnaleźć Jacka, ale także nie zatracić samych siebie.

W tym zapierającym dech w piersiach sequelu Podwieczności, Brodi Ashton zadaje pytanie o to, czym jest przeznaczenie i jak wiele jesteśmy w stanie zrobić dla tych, których kochamy.”


Ponad dwa lata czekałam na kontynuację debiutanckiej powieści Brodi Ashton. Dwa lata niepewności i powracających pytań o to, co zrobi Nikki Beckett, by odzyskać ukochanego chłopaka, którego los wydaje się być przesądzony. I wiecie co? Warto było czekać! Wieczna Więź okazała się bowiem lepsza od  pierwszej części serii!

źródło
Tym, co odróżnia Wieczną Więź od Podwieczności, jest miejsce akcji. Bohaterowie zabierają nas w niezwykłą podróż do świata opartego na motywach z greckiej mitologii, w którym żyją Wiecznie żywi. Podwieczność nie jest miejscem przyjaznym i otwartym dla wędrowców. Bohaterowie zostają wystawieni na próbę i muszą walczyć nie tylko z czyhającym na każdym kroku niebezpieczeństwem, ale także z własnymi słabościami i uprzedzeniami. 

Przy lekturze Wiecznej Więzi bardzo zżyłam się z główną bohaterką (narratorką historii) i szczerze jej współczułam. Nikki swoim prostym, współczesnym językiem szybko wciąga czytelnika w wir wydarzeń, wywołując na zmianę smutek, współczucie, nadzieję i niedowierzanie. Jej opowieść dzieli się na wydarzenia rozgrywające się w czasie teraźniejszym oraz na retrospekcje, dzięki którym możemy poznać przeszłość dziewczyny i zrozumieć uczucia, jakie nią targają. Dzięki temu zabiegowi Nikki stała się w moich oczach bohaterką z krwi i kości, zaimponowała mi determinacją i odwagą. Pokazała, że dla miłości jest w stanie poświęcić naprawdę wiele. Brodi Ashton otwarcie pyta o to, co zrobilibyśmy dla tych, których kochamy. Autorka z łatwością kreuje sylwetki bohaterów, nadając im indywidualnych cech charakteru. Co więcej, zaskakuje podejmowanymi przez bohaterów decyzjami i finałem, który pozostawia odbiorcę w totalnym osłupieniu. Nie ukrywam, że zupełnie nie spodziewałam się takiego cliffhangera! 

Podsumujmy: Wieczna Więź jest lepsza od Podwieczności. Bardziej romantyczna. Bardziej wciągająca. Bardziej dynamiczna. Tu wszystko jest bardziej! Nie da się opisać słowami, jak mocno zaskoczyła mnie druga część serii. Nie sądziłam, że młodzieżówka z pogranicza paranormal romance może mnie tak wzruszyć i zachwycić. A jednak! Z niecierpliwością wypatruję trzeciego tomu i jestem pewna, że będzie to spektakularne zwieńczenie serii! Powiem tak: jeśli znacie Podwieczność, koniecznie sięgnijcie po Wieczną Więź, a jeśli nie znacie tej historii – szybko nadróbcie zaległości. Warto! :)

Original: Everbound (Everneath #2)
Wydawca: Papierowy Księżyc
Ilość stron: 400
Przeł. Gabriela Jakubowska
Moja ocena: 5+/6

Premiera: 25 listopada 2015!

Za książkę dziękuję wydawcy.

21 listopada 2015

CYKL: Niezrecenzowane, odcinek 5

Oto piąty wpis w ramach mojego autorskiego cyklu. „Niezrecenzowane” to przemyślenia na temat książek lub filmów, których nie jestem w stanie zrecenzować w tradycyjny sposób. To luźne notki nie tylko o tych dziełach, na które szkoda strzępić języka (tudzież klawiatury), ale także o dziełach, które zrobiły na mnie tak duże wrażenie, że nie umiem napisać na ich temat sensownej, pełnej recenzji. Mam nadzieję, że taka forma dzielenia się wrażeniami z lektury lub seansu filmowego przypadnie Wam do gustu ;)

Odcinek 5
Zew górzystej krainy 
Amy Cameron

Edynburg, rok 1913. Młodej nauczycielce, Lili Campbell, nieślubnej córce kucharki, niespodziewanie oświadcza się przystojny i zamożny baronet, sir Niall Munroy. Dziewczyna wyrusza z narzeczonym do odległego zamku w Highlands, gdzie liczna rodzina Nialla przyjmuje ją z ostentacyjnym lekceważeniem. Lili musi się zmierzyć z mroczną atmosferą pełną skrywanych tajemnic i zapiekłej nienawiści, która od wielu pokoleń dzieli klany Munroyów i Makenziech. Wiele wskazuje na to, że o genezie waśni najwięcej wie babcia sir Nialla, lady Mhairie, jedna z niewielu życzliwych Lili osób.

Czy uczucie łączące pannę Campbell i jej narzeczonego okaże się dostatecznie silne nawet wówczas, gdy Lili odkryje, że jej ojciec należał do klanu Makenziech, a niedawne samobójstwo pierwszej żony sir Nialla nadal kładzie się głębokim cieniem na jego życiu i podejściu do kwestii małżeństwa?


Gdy zobaczyłam okładkę tej książki, wiedziałam, że Zew górzystej krainy musi być mój. Szkocja na początku XX wieku, wielka miłość prowincjonalnej nauczycielki i obrzydliwie bogatego baroneta oraz tajemnica ukryta w zamku stojącym gdzieś na wrzosowiskach? Miałam wrażenie, jakby tę książkę ktoś napisał specjalnie dla mnie! Być może dlatego jestem tak strasznie zawiedziona – powieść Amy Cameron okazała się totalną klapą.

Główna bohaterka, Lili, na początku wydała mi się całkiem sensowną postacią, ale jej zachowanie po poznaniu amanta nieco ostudziło mój entuzjazm. Również historia „wielkiej” miłości okazała się mało porywająca. Próby odkrycia rodowej tajemnicy bardziej mnie irytowały, niż wciągnęły w opowieść, a zachowanie reszty bohaterów było irracjonalne. W pewnym momencie przyłapałam się na tym, że usilnie próbuję odnaleźć w tej książce jakieś plusy, ale nawet język autorki mnie denerwował – książka, mimo lekkiego wydźwięku, ma w sobie jakąś ciężkość, język jest toporny i mało wystylizowany. Miałam wrażenie, jakby każde kolejne słowo zgrzytało mi w zębach. Myślę, że można było tę powieść napisać lepiej, bo fabuła naprawdę miała potencjał! 

Zawiodłam się. Tak po prostu. Piękna, nastrojowa okładka i opis obiecywały mi pełną tajemnic opowieść o miłości, stracie i sekretach z przeszłości, a niestety zamiast tego otrzymałam czytadło o nie do końca zrównoważonych bohaterach i romansie, który w zasadzie nie istniał. Obawiam się, że inne dzieła Amy Cameron będę obchodziła szerokim łukiem.

17 listopada 2015

Mój pierwszy patronat: "Wieczna Więź" Brodi Ashton + fragment

Bardzo miło mi poinformować, że mój blog Tirindeth's po raz pierwszy w swojej karierze objął książkę patronatem! I to nie byle jaką książkę, a drugą część Podwieczności od Brodi Ashton – Wieczną Więź. Osoby, które obserwują mojego facebooka wiedzą, że niedawno pracowałam nad korektą tego tekstu. Dziś przychodzę do Was z fragmentem pierwszego rozdziału :) Ale to nie koniec atrakcji – pod koniec tygodnia na blogu pojawi się przedpremierowa recenzja, a w dniu premiery książki ogłoszę konkurs, w którym będzie można wygrać dwa egzemplarze Wiecznej Więzi

Miłego czytania!


ROZDZIAŁ PIERWSZY

NOC
Moja sypialnia.

Każdej nocy widzę Jacka. W snach.
Leży obok mnie. Równoległe światy – Powierzchnia dla mnie, a dla niego Tunele Podwieczności – w tym jednym miejscu, zaledwie na moment, nakładają się na siebie. W mojej sypialni, gdy śpię.

Jego włosy wciąż zwijają się za uszami w idealne fale. Dzisiejszej nocy stalowy ćwiek w jego brwi lśni w mdłym, księżycowym świetle wpadającym przez moje okno. Wygląda tak realnie, że mogłabym wyciągnąć rękę i dotknąć go. Jednak muszę sobie przypominać, że ten blask nie jest prawdziwy, gdyż ćwiek jest jedynie bladą kopią prawdziwego przedmiotu. Podobnie jak Jack, który zaczyna już zapominać różne rzeczy. Rzeczy, o których wcześniej zawsze pamiętał.
O czym rozmawiamy, gdy tu jestem? – pyta.
– O wszystkim – odpowiadam.
Na przykład?
– Zawsze mówisz, że za mną tęsknisz.
Nakrywa ręką moją dłoń, lecz jego palce przenikają przez moją skórę. Zapomniał, że jest dla mnie tylko duchem. A może jestem nim ja?
– To oczywiste – mówi. – Co jeszcze?
– Opowiadasz o tym, jak Jules powiedziała ci, że cię lubię.
– I…?
Słowa płyną z moich ust, gdy wspomnienia owinęły moje serce niczym ciepły koc.
– Mówisz o domku swojego wuja. O Tańcu Bożonarodzeniowym. O tym, jak moje włosy ukrywają moje oczy. Jak moja dłoń doskonale pasuje do twojej. Że mnie kochasz. I że nigdy nie odejdziesz.
– A co ty odpowiadasz?
– Że przepraszam. I pytam cię, jak mam to robić. – Mój głos zaczyna drżeć. – Jak ja mam to robić, Jack?
– Co robić?
– Żyć tym pożyczonym życiem. Bez ciebie. Wiedząc, że jesteś tam przeze mnie.
Milczy. Przez okno wpadają pierwsze promienie słońca. Nadchodzi ranek (jak zawsze za szybko) i mimowolnie przewracam się przez sen.
Jack przygląda mi się. Wie, że zaraz się obudzę.
– Jak się żegnamy?
Staram się, by na mojej twarzy nie pokazał się ból, jaki poczułam w sercu na dźwięk tego słowa, gniew na Podwieczność za to, że w ogóle istnieje, albo moja niechęć do Cole’a za to, że nieco ponad rok temu zabrał mnie na Karmienie. Przede wszystkim jednak muszę ukrywać złość na samą siebie. Jack nie lubi patrzeć na mój gniew.
Kiedy zaczynam mówić pilnuję, by mój głos był spokojny.
– Mówimy: „Do zobaczenia jutro”.
– Do zobaczenia jutro, Becks. – Zaciska mocno oczy, jakby nie był w stanie patrzeć, jak znikam. Przykrywam dłońmi jego ręce, z desperacją chwytając powietrze.
Martwi mnie to zapominanie. Podczas większości naszych spotkań jest w pełni świadomy, a jego myśli są jasne. Czasami jednak miewa złe noce i zastanawiam się, czy w końcu całkowicie mnie zapomni i przestanie odwiedzać mnie w snach.
Jeśli tak się stanie, jak będę mogła utrzymać go przy życiu?
Wschodzi słońce i otwieram oczy. Jack zniknął. Moje łóżko jest puste, a mnie pozostało jedynie poczucie winy z powodu towarzysza. Przyciskam do siebie poduszkę i zastanawiam się, jak długo jeszcze będę w stanie żyć z pęknięciem w sercu.
Być może stanie się ono wystarczająco duże, by mnie pochłonąć.
Jeśli tak się stanie, jak odnajdę Jacka w następnym życiu?

TERAZ
Powierzchnia. Moja sypialnia.

Nagłówek krzyczał: MARTWI WPADNĄ DO AUSTIN.
Przewróciłam oczami. Brzmiało to jak zapowiedź apokalipsy zombie, a nie prawdziwego wydarzenia, jakim był niezapowiedziany koncert zespołu Dead Elvises w Austin.
Kilka miesięcy temu pewien dziennikarz z magazynu Rolling Stone nazwał ich „następnymi Wdzięcznymi Martwymi”. Od tamtej pory przezwisko „Martwi” przylgnęło do nich. Miałam ochotę pobić tego pismaka.
Ostatnio jednak miałam ochotę pobić każdego.
Wydrukowałam artykuł, wycięłam nagłówek i zaniosłam na biurko. Większość ludzi prawdopodobnie zachowałaby taką rzecz na komputerze, lecz kiedy chodziło o odnalezienie Cole’a – i reszty zespołu – wolałam namacalne wskazówki. Mapę, którą mogłam rozłożyć. Nagłówki, które mogłam składać i na powrót rozkładać.
Skoro zajmowało to moje ręce, zajmowało też umysł. A jeśli zajmowało mój umysł, było niemal możliwe, że ukryję wspomnienia o moim ostatnim spotkaniu z Jackiem.
Niemal.
Kogo chciałam oszukać? W większość poranków czułam się, jakbym musiała posklejać fragmenty siebie, by w ogóle zacząć dzień. Bo to, co zrobił dla mnie Jack – kiedy wskoczył do Tuneli i zajął moje miejsce w piekle – doszczętnie rozbiło moją duszę.
Ukradkiem zerknęłam na półkę nad moim biurkiem, gdzie obok karteczki z nabazgranymi jego niestarannym pismem słowami Twój na wieczność, leżało kilka naszych zdjęć. Ślady jego niedawnej obecności były wszędzie – w talii kart na biurku, kołdrze na łóżku, książce, którą pożyczył mi wieki temu – jednak największe było na tej półce. Sama już nie wiedziałam, ile razy chciałam zabrać stamtąd te zdjęcia. Schować je w szufladzie pod łóżkiem tak, by zniknęły mi z oczu. Jednak nie mogłam się do tego zmusić.
Sięgnęłam po jedną z fotografii w rogu, na której widniała połowa mojej twarzy i cała Jacka. Było to jedno z selfie. Na szczycie Alpine Slide Jack odwrócił kamerę, lecz jedynym, co można było dostrzec, były nasze twarze i rozmyta roślinność w tle.
Na to wspomnienie moje serce ścisnęło się niczym w imadle, lecz ledwo moje palce dotknęły ramki, gwałtownie cofnęłam rękę. Zdjęcie spadło z półki, a szkło w oprawie roztrzaskało się na drewnianej podłodze. Dźwięk, jaki się przy tym rozległ nie był jedynie odgłosem rozpryskujących się odłamków. Był to dźwięk otwierającej się na nowo rany, rozbrzmiewający z głębi mojej duszy. Objęłam głowę rękami i ścisnęłam. Czasami był to jedyny sposób, by utrzymać wszystkie fragmenty wewnątrz.
Właśnie takie myśli uświadamiały mi, że żadna ilość ćwiczeń na wizualizację od doktor Hill – terapeutki zatrudnionej przez mojego ojca – mi nie pomoże.
Z korytarza dobiegły mnie czyjeś kroki i wstrzymałam oddech. Może ojciec usłyszał trzask rozbijanego szkła? Czekałam na pukanie do drzwi, lecz to się nie rozległo. Przeciągnęłam dłońmi po włosach, po czym starałam się uporządkować biurko i skupić na mapie. Nie mogłam pozwolić, by mój ojciec zobaczył, jak bardzo byłam załamana. Nie tylko załamana nagłym zniknięciem chłopaka, którego kochałam. Załamana tym, że to była moja wina.
Ojciec wystarczająco już przeszedł.
Górna szuflada mojego biurka była szeroka i płaska – idealna na mapę Stanów Zjednoczonych. Zdjęłam zatyczkę z czerwonego flamastra i drżącą ręką postawiłam kropkę na Austin, po czym dodałam wycinek do sterty przy mapie.
DEAD ELVISES NIEZAPOWIEDZIANYM KONCERTEM DZIĘKUJĄ FANOM CHICAGO.
DEAD ELVISES GRAJĄ IMPROWIZOWANY, DARMOWY KONCERT W NOWYM JORKU.
NASTĘPNY PRZYSTANEK NA TAJEMNICZEJ TRASIE: MARTWI W DURHAM
W POSZUKIWANIU MARTWYCH: VLOG.
Ja również szukałam Martwych, lecz nie dlatego, że byłam ich fanką. Trzy tygodnie temu Cole Stockton, ich główny gitarzysta, przepadł bez śladu, zabierając mi jedyną szansę na dotarcie do Podwieczności.
Moją jedyną szansę na odnalezienie Jacka.
Zamknęłam oczy.
Zostań ze mną, Becks. Śnij o mnie. Jestem twój na wieczność.
Właśnie to usłyszałam od Jacka dwa miesiące temu. Były to jego ostatnie słowa, zanim wessały go Tunele Podwieczności. Prześladowały mnie i wiedziałam, że nie będę w stanie żyć jakimkolwiek życiem, dopóki on do mnie nie wróci. Problem w tym, jak go wydostać.
Do Podwieczności nie może wejść każdy. W badaniach, jakie przeprowadzałam od dwóch miesięcy, nie znalazłam żadnej informacji o kimś, kto przeniknąłby do Podwieczności bez pomocy któregoś z Wiecznych. Nie było nikogo, kto dostałby się tam – i wrócił – sam.
Wszystko więc sprowadzało się do Cole’a. On i jego zespół byli jedynymi Wiecznymi, jakich znałam.
Cole odwiedził mnie raz, jakiś miesiąc po tej okropnej nocy. Stał na podwórzu przed moim domem, już nie tak zuchwały. Chciał, bym była nieśmiertelna, tak jak on.
Mam dziewięćdziesiąt dziewięć lat do następnego Karmienia – powiedział. – Czemu myślisz, że się poddam?
Wydawał się taki z siebie zadowolony. Położyłam dłoń na jego piersi.
Jeśli cokolwiek do mnie czujesz, zostaw mnie w spokoju – powiedziałam.
Nie sądziłam, że to zrobi, a jednak. Odszedł. Moje jedyne połączenie z Podwiecznością zniknęło. Teraz żałowałam, że go o to poprosiłam.
Obok Austin dopisałam datę: 1 czerwca.
Przesuwając palcem na wschód odczytałam poprzednie przystanki na trasie zespołu: Houston, 29 maja. Nowy Orlean, 27 maja. Tampa, 24 maja.
Dead Elvises zmierzali na zachód. Przez chwilę próbowałam odgadnąć, które miasto wybiorą jako następne, by móc zapakować samochód i wyjechać. Lecz dla mojego ojca jedno zniknięcie córki było aż nadto, a ja miałam już wystarczająco dużo terapii.
Poza tym spontaniczne wycieczki nigdy nie pomagały mi w badaniach, bo zawsze zgadywałam źle. Kończyło się na bezsensownych poszukiwaniach. Mimo iż sądziłam, że znam Cole’a, byłam naprawdę kiepska w przewidywaniu jego ruchów.
Przeciągnęłam palcem na zachód od Austin, w kierunku następnych miast na ich niezapowiedzianej trasie. Fort Worth? Albuquerque? Phoenix? Zagięłam ścieżkę nieco na północ, aż natrafiłam na moje miasto. Czy mogłam pozwolić sobie na nadzieję, że Dead Elvises powrócą do Park City? Że w końcu uda mi się zdobyć kosmyk włosów Cole’a i dostać się do Podwieczności? Odchyliłam się na krześle i przyjrzałam czerwonym kropkom. Z pewnej odległości tworzyły kształt odwróconego C, zaczynając się w Chicago i skręcając na południe, a potem na zachód. Tak. Mogłam żywić nadzieję, że wrócą do domu, do Park City.
Jeżeli zmieniłam się w ciągu ostatnich kilku miesięcy, to tylko w jeden sposób: zawsze miałam nadzieję.
Prawda jednak była taka, że dopóki nie znajdę Cole’a, albo kosmyka jego włosów, utknęłam na Powierzchni. Widziałam już, jak ludzka ofiara połknęła włos Wiecznego. Kobieta w źle dopasowanych ubraniach i z twarzą, która widziała już zbyt wiele, siedziała na tyłach Shop-n-Go, w miejscu stanowiącym słaby punkt między Powierzchnią a Podwiecznością. Maxwell Bones, drugi gitarzysta zespołu, podał jej pigułkę. Kobieta połknęła ją i prześlizgnęła się w dół, pod podłogę.
Wtedy ta scena przyprawiła mnie o mdłości. Teraz zrobiłabym to co ona, jeśli oznaczałoby to, że dostanę się do Jacka. Nie żebym miała jakikolwiek plan co zrobię, jeśli dotrę do Podwieczności. Cole kiedyś powiedział mi, że nie wiedziałabym, gdzie szukać Tuneli, które więziły Jacka. Jednak być może sędziowie energii – Cienie – odnajdą mnie pierwsze. Odpowiadały za maksymalizowanie energii skradzionej ludziom, by nasycić Podwieczność. To one zabierały ludzi do Tuneli. Dwa miesiące temu sama od nich uciekałam. Teraz jednak może Cienie same mnie odnajdą, może zabiorą mnie do Tuneli i może wymyślę jakiś sposób, by dostać się do Jacka…
Zapędzałam się jednak myśląc o tych wszystkich rzeczach, o których nie miałam pojęcia. Musiałam skupić się na tej jednej, o której wiedziałam na pewno, a mianowicie na fakcie, że nie mogę uratować Jacka bez dostania się do Podwieczności. Do tego zaś potrzebny był mi Cole.
A przynajmniej fragment jego DNA.
Ponieważ tak długo, jak ja tkwiłam na Powierzchni, Jack był uwięziony w Tunelach. Dopóki te nie osuszą go z ostatniej kropli energii.
Dopóki nie umrze.

Original: Everbound
Wydawca: Papierowy Księżyc
Trylogia: Podwieczność, tom 2
Przeł. Gabriela Jakubowska
Ilość stron: 400

Premiera: 25 listopada 2015!


15 listopada 2015

Listopadowe zapowiedzi książkowe

Święta tuż, tuż, więc najwyższy czas przygotować listę książek, które chcielibyśmy dostać pod choinkę ;) Jest w czym wybierać, bo listopad obfituje w dobre premiery. Oto kilka najciekawszych:

WYSZŁO: 

Premiera: 4 listopada 2015
Siedem życzeń
Liliana Fabisińska, Natasza Socha i inni
Wydawnictwo: Filia

Babcia Agnieszka wraz z wnukiem przygotowują mazurski Pensjonat do świąt Bożego Narodzenia. Chociaż tego roku żaden z gość nie zapowiedział swojej wizyty, oni chcą stworzyć idealne święta.

Śnieg ciągle pada, zaspy uniemożliwiają jazdę samochodom, a prąd w całej okolicy zostaje odcięty. W małym pensjonacie koło Pięknej Góry, tej Wigilii, wbrew swojej woli, spotka się kilka rodzin. Okna Pensjonatu rozświetlą się, a jego pokoje wypełni gwar rozmów. Niespiesznych, i chociaż przypadkowych, pełnych nadziei na lepsze jutro.

Premiera: 4 listopada 2015
Podaruj mi miłość.
12 świątecznych opowiadań
Gayle Forman, Rainbow Rowell i inni
Wydawnictwo: Otwarte

W te święta 12 autorów powieści dla młodzieży, m.in. Rainbow Rowell, Gayle Forman i David Levithan, przyniesie Ci najpiękniejszy prezent.

Znana piosenkarka udaje kogoś innego, by uciec przed sławą. Skazany na prace społeczne młodociany przestępca musi wziąć udział w przygotowaniach do jasełek i zakochuje się w najbardziej nieodpowiedniej dla niego osobie. Dziewczyna adoptowana przez Świętego Mikołaja zastanawia się, czy dla miłości jest gotowa opuścić krainę elfów...

Nieważne, skąd pochodzisz, czy jesteś elfem czy zagubionym w świecie dorosłych nastolatkiem – uwierz w magię świąt! A jeśli nie uwierzysz – czy to oznacza, że ona nie istnieje? Przecież wszyscy pragniemy tego samego: by ktoś podarował nam miłość.


ZAPOWIEDZI:

Premiera: 16 listopada 2015
Garść pierników, szczypta Miłości
Natalia Sońska 
Wydawnictwo: Czwarta Strona

Rozgrzej się herbatą z miodem… czujesz, jak pachną pomarańcze i goździki?

Hanna to nowoczesna kobieta, która poświęca wszystko budowaniu kariery. Zraniona przed laty, postanawia, że już nigdy więcej się nie zakocha. Miłość to dla niej staromodny przeżytek, a relacje z mężczyznami opiera na przelotnych romansach. Do czasu.

Wiktor to człowiek sukcesu, który szturmem wdziera się w życie Hanki. Kobieta wkrótce przekonuje się, że jest nie tylko przystojny i czarujący, ale także troskliwy i opiekuńczy. Kiedy Hanka ulega rodzinnej atmosferze przy wspólnym wypiekaniu pierników, coraz trudniej jej poprzestać na niezobowiązującej relacji. Jakby tego było mało, popada w konflikt ze swoją przełożoną, której mąż jest jej dawnym ukochanym. Czy przeszłość stanie na drodze do szczęścia? „Garść pierników, szczypta miłości” to doskonały przepis na zimową opowieść o poszukiwaniu szczęścia. Spróbujesz?

Premiera: 17 listopada 2015
Rozkaz zagłady
James Dashner
Wydawnictwo Papierowy Księżyc

Zanim weszli do labiryntu padł rozkaz zagłady…

„Rozkaz zagłady” to długo wyczekiwany przez fanów prequel bestsellerowej trylogii „Więzień labiryntu”, która zawładnęła wyobraźnią czytelników na całym świecie.

Sądzili, że koniec świata już nastąpił.

Zanim powstał Dreszcz, zanim zbudowano Strefę, zanim Thomas znalazł się w Labiryncie, rozbłyski słoneczne wypaliły powierzchnię Ziemi, zabijając większość populacji globu.

Najgorsze dopiero nastąpi.

Mark i Trina byli tam, gdy to się stało. Przetrwali. Ale teraz wśród ocalałych szerzy się wirus. Wirus, który sprawia, że ludzie wpadają w morderczy szał. Nie ma leku. Nie ma dokąd uciekać. Są przekonani, że istnieje sposób, aby uratować tych, którzy ocaleli – jeśli uda im się przeżyć. Bo w tym nowym, spustoszonym świecie każde życie ma swoją cenę. A dla niektórych jesteś więcej wart martwy niż żywy.

Koniec to zarazem początek.

Premiera: 18 listopada 2015
Księga wyzwań Dasha i Lily
Rachel Cohn, David Levithan 
Wydawnictwo: Bukowy Las

Pełna wdzięku romantyczna historia z książkami, przedświąteczną gorączką i bożonarodzeniowym Manhattanem w tle.

„W środku znajdziesz wskazówki. Jeśli chcesz je poznać, przewróć stronę. Jeśli nie – proszę, odłóż notatnik na półkę”. Zainspirowana przez szczęśliwie zakochanego brata, szesnastoletnia Lily zostawia czerwony notatnik pełen wyzwań na ulubionej półce w swojej ulubionej księgarni. Notes czeka na odpowiedniego chłopaka, który odważy się podjąć grę. Ciekawski, ironiczny, lekko cyniczny Dash nie boi się zagadek - Księga Wyzwań staje się dla niego odskocznią od codzienności, której nieświadomie szukał. Dash i Lily urządzają podchody na wielką skalę - szukają notesu (i siebie) po całym Manhattanie. Podczas gry zaczyna rodzić się uczucie. Tylko czy na żywo zrobią na sobie równie dobre wrażenie, co na papierze? To może okazać się największym wyzwaniem...

Premiera: 18 listopada 2015
Sekretna herbaciarnia
Vanessa Greene
Wydawnictwo: Świat Książki

Charyzmatyczna dziennikarka Charlotte ma wybrać najlepsze herbaciarnie Wielkiej Brytanii.

Wie, że herbaciarnia Nadmorska to miejsce wyjątkowe, ale czy powinna podzielić się tym odkryciem z czytelnikami? Kathryn, samotna matka, dla której Nadmorska jest jedynym azylem, przekonuje Charlie, by nie umieszczała tej herbaciarni w swoim artykule, a w zamian zgadza się uczestniczyć w rekonesansie. Wraz z inną stałą klientką, Séraphine, francuską au pair pasjonującą się wypiekami, podróżują po kraju, odkrywając urocze zakątki. Ale żadna z nich nie przeczuwa, że te podróże pozwolą im odkryć coś jeszcze...

Premiera: 25 listopada 2015
Podwieczność #2:
Wieczna Więź 
Brodi Ashton
Wydawnictwo Papierowy Księżyc

Nikki Beckett mogła jedynie patrzeć, jak jej ukochany Jack poświęca się, by ją uratować. Chłopak zajmuje miejsce w Tunelach Podwieczności, by spłacić jej dług. Teraz Nikki żyje pożyczonym życiem, walcząc z wyrzutami sumienia. Jack co noc wraca do niej w snach, lecz jego energia słabnie. On powoli umiera.

Nikki jest zdesperowana i wie, że nie cofnie się przed niczym, by uratować Jacka. Postanawia prosić o pomoc Cole’a. Wspólnie wyruszają do Podwieczności, jednak podróż okazuje się trudniejsza i bardziej niebezpieczna, niż się spodziewali. Ścigani przez niebezpieczeństwa świata Wiecznie żywych, starają się nie tylko odnaleźć Jacka, ale także nie zatracić samych siebie.

W tym zapierającym dech w piersiach sequelu Podwieczności, Brodi Ashton zadaje pytanie o to, czym jest przeznaczenie i jak wiele jesteśmy w stanie zrobić dla tych, których kochamy.

* * *

I jak, znaleźliście coś dla siebie? ;)

10 listopada 2015

Listopadowy konkurs-wygrywajka!

Listopad to taki smutny miesiąc, postanowiłam więc odrobinę go ożywić :) Kilka książek z mojej półki bardzo chce zmienić właściciela, zatem ogłaszam mały konkurs-wygrywajkę – mam pięć tytułów do oddania! 


Co należy zrobić, aby zdobyć książkę?

1. Należy zgłosić się w komentarzu pod tym postem i podać swój adres mailowy.

2. Należy zostać fanem mojego bloga na Facebooku/Instagramie (w zależności od tego, kto gdzie ma konto – nie wymagam obu!). 

3. I najważniejsze – należy podać tytuł książki, którą chce się otrzymać! ;)

Będzie mi bardzo miło, jeśli przekażecie informację o tym konkursie dalej (np. poprzez wklejenie baneru na bloga lub FB.) Nie jest to jednak punkt obowiązkowy :)

Czas trwania konkursu: od 10 LISTOPADA do 10 GRUDNIA 2015! Wybór zwycięzców nastąpi przez losowanie – do każdej książki osobne. Wyniki ogłoszę maksymalnie do 13 grudnia, na adresy od laureatów będę czekała 3 dni. Wysyłka nagród nastąpi jeszcze przed świętami – aby każdy dostał nagrodę "pod choinkę" ;) Wysyłka nagród tylko na terenie Polski.

A teraz czas na nagrody!


W konkursie można zgarnąć: 

Wybór Sereny – Elizabeth Bailey

Niewyznane grzechy siostry Juany – Kyra Galvan

Poszukiwany Colin Firth  Mia March

Zew górzystej krainy – Amy Cameron

Byłam najlepszą przyjaciółką Jane Austen – Cora Harrison

Wszystkie książki są w stanie idealnym i pochodzą z mojej prywatnej biblioteczki. Podsumujmy – jak powinno wyglądać zgłoszenie? Właśnie tak:

Zgłaszam się!
Mail: …
Obserwuję facebooka/instagrama jako: …
Wybieram książkę: …

Wydaje mi się to oczywiste, ale na wszelki wypadek podkreślę: jedna osoba może się zgłosić w tym konkursie JEDEN raz! Jeśli ktoś będzie próbował "cwaniakować", zostanie zdyskwalifikowany.

Zastrzegam sobie prawo do rozdania mniejszej ilości nagród, jeśli na jakąś z proponowanych książek nie będzie chętnych. Ale o tym poinformuję Was w osobnej notce :)

Dla ułatwienia moje konta:


To na tyle. Życzę wszystkim powodzenia! ;)

08 listopada 2015

Październikowe zdobycze książkowe

Listopad zadomowił się u nas na dobre, więc najwyższy czas, bym pokazała Wam moje nabytki z poprzedniego miesiąca :) A troszkę się ich nazbierało – sama jestem tym zaskoczona! 


Moim najważniejszym, najcenniejszym nabytkiem jest ilustrowana wersja Harry’ego Pottera, do której dostałam także małe dodatki – List z Hogwartu oraz plakat z ulicą Pokątną (zdjęcia poniżej). Wydanie jest przepiękne, choć nie wszystkie wizje Jima Kaya do mnie przemawiają – Ron jest okropny :P

Kolejne nabytki – ułożone w stosik – to: przeczytane już Szczurynki Olgi Gromyko, które dostałam w prezencie od kolegi z wydawnictwa, Po prostu bądź (moja recenzja TUTAJ) i Pierwsza na liście Magdy Witkiewicz (z jej autografami zdobytymi na dwóch, październikowych spotkaniach) oraz Siedemdziesiąte ósme piętro – potargowy nabytek. Ponadto w pierwszej połowie października kupiłam w promocji Wichrowe wzgórza Emily Bronte w pięknym wydaniu od Świata Książki (ale strasznie żałuję, że nie jest w twardej oprawie), a także dostałam do recenzji od wydawnictwa Filia trzecią część Angelfall (moja recenzja TUTAJ). Ponadto od BookGeek dostałam w prezencie Zakon Mimów. Na samym spodzie stosu Kiedy na mnie patrzysz – prezent od Dzosefinn. Książkę już przeczytałam, ale nie napisałam recenzji, bo mam duży problem z tym, jak ładnie ująć wszystkie moje uwagi dotyczące tego tekstu. Może kiedyś się za to wezmę ;)

Stos kończy kalendarz na rok 2016 z kolorowankami – zakup w wydawnictwie Arkady. Piękny ten kalendarz, nie mogę się napatrzeć!


No i wisienką na torcie są moje nowe magnesy na lodówkę z molami książkowymi – takie cuda tylko w księgarni Gandalf! :D

A tak wygląda w środku wspomniany wyżej kalendarz:



A tu zawartość Listu z Hogwartu i zdjęcie plakatu z ulicą Pokątną – pięknie to wygląda, prawda?



Październik w sumie minął mi bardzo szybko. Zmagałam się troszkę z pracą magisterską, ale ostatecznie się udało – akceptacja od promotora zdobyta, pracę złożyłam w dziekanacie, obronę mam 12 listopada! :) Teraz tylko czeka mnie przeczytanie 5 książek na tę obronę ;)

Początek listopada przyniósł trochę zmian, ale o tym opowiem Wam przy innej okazji. Póki co mogę zapowiedzieć, że szykuję dla Was dwa konkursy – jeden z różnymi książkami z mojej półki, dla których chętnie znajdę nowych właścicieli, a drugi, planowany na koniec listopada, z książkami Wieczna więź od Brodi Ashton. Zainteresowani? Stay tuned!

I już całkowicie na koniec – aby Dzosefinn była szczęśliwa – dodam, że mój blog w październiku otrzymał nowe szaty. Mam nadzieję, że Wam się podoba. Ja (nieskromnie) jestem zachwycona! Dzieło oczywiście autorstwa Dzosefinn :)

Aby być na bieżąco, zapraszam do polubienia mojej strony na FACEBOOKU :)

03 listopada 2015

"Kiedy odszedłeś" Maggie O'Farrell

„Niezapomniana historia o miłości, stracie i rodzinie.

Zrozpaczona Alice Raikes wsiada do pociągu na stacji King’s Cross, by odwiedzić rodzinę w Szkocji. Gdy po sześciu godzinach dociera na miejsce, staje się świadkiem czegoś tak wstrząsającego, że niezwłocznie postanawia wrócić do Londynu. Kilka godzin później ulega wypadkowi, po którym zapada w śpiączkę. Niewykluczone, że mogła to być próba samobójcza.

Rodzina Alice czuwa przy jej szpitalnym łóżku. Po jakimś jednak czasie emocje biorą górę. Dochodzi do kłótni i rozdrapywania starych ran. Im więcej ze sobą rozmawiają, tym więcej ukrywają. W tym samym czasie Alice przeżywa różne stany świadomości, podczas których wraca do przeszłości i ostatnio zakończonego romansu.”


Ostatnio w moje ręce coraz częściej wpadają książki, po których nie mogę się pozbierać. Trudne, smutne, często zmuszające do przemyśleń lektury, które coraz dobitniej uświadamiają mi, że wszystko w naszym życiu jest tak kruche, tak ulotne. Sięgając po debiutancką powieść Maggie O’Farrell pt. Kiedy odszedłeś wiedziałam, że to jedna z tych książek, o której będę myślała bardzo długo. Nie pomyliłam się!

Tamtego dnia, w którym próbowała się zabić, zrozumiała,
że znowu zbliża się zima.

Opowieść stworzona przez O’Farrell przypomina rozsypane puzzle. Historia składa się z fragmentów tego co „teraz” i tego co „było” przedstawionych niechronologicznie, w dodatku widzianych z punktu widzenia wielu osób. To może na początku zaskoczyć czytelnika i wywołać pewien chaos w odbiorze lektury. Dopiero z czasem historia nabiera sensu, wydarzenia zaczynają się składać w logiczną całość, a wielogłosowa narracja staje się czytelna. Wówczas, trochę niespodziewanie, odkrywamy historię nie tylko głównej bohaterki, ale także całej jej rodziny, i zaczynamy rozumieć, jak duży wpływ na życie Alice miały wydarzenia z przeszłości. Pierwsze skrzypce gra jednak historia miłości głównej bohaterki i jej ukochanego. Miłości, która wywoływała we mnie zarówno smutek, jak i radość. To ona była motorem napędowym wielu wydarzeń i decyzji podejmowanych przez bohaterów. Poznawanie ich historii zadecydowało o kształcie nurtujących mnie pytań: Skąd taki tytuł powieści? Co się stało w Edynburgu? Czy Alice naprawdę chciała popełnić samobójstwo? A jeśli tak, dlaczego?

Kiedy odszedłeś to piękna, choć niełatwa opowieść o trudnych wyborach, bolesnej stracie, wielkiej miłości i tajemnicach skrywanych przez lata. To świetnie napisana historia, która wzrusza, zachwyca i pozostawia czytelnika w całkowitym oszołomieniu, bowiem kończy się w naprawdę zaskakujący sposób. Przyznam szczerze, że w pierwszej chwili po skończonej lekturze podejrzewałam, iż brakuje kilku ostatnich stron w moim egzemplarzu książki. O to właśnie chodziło – autorka pozostawiła czytelnikowi dużą dowolność, pozwoliła mu samodzielnie „dopisać” zakończenie. I choć O’Farrell nie rozwiązała wszystkich wątków, wywołując w odbiorcy uczucie niedosytu, to jednak jestem pewna, że właśnie poznałam jedną z najpiękniejszych książek o wielkiej miłości. To historia, do której na pewno będę wracała. Bardzo, bardzo polecam!

Original: After You'd Gone
Wydawca: Sonia Draga (w 2005 roku książkę wydał Rebis)
Data wydania: 8.07.2015
Ilość stron: 408
Przeł. Katarzyna Karłowska
Moja ocena: 5+/6