16 maja 2017

PRZEDPREMIEROWO: „Bez Serca” Marissa Meyer



Moje pierwsze spotkanie z twórczością Marissy Meyer miało miejsce kilka lat temu, gdy sięgnęłam po Sagę Księżycową – czterotomową serię będącą retellingiem baśni o Kopciuszku, Czerwonym Kapturku, Królewnie Śnieżce i Roszpunce. Dwie wydane w Polsce części tej serii bardzo przypadły mi do gustu i wiedziałam, że chętnie sięgnę po kolejne dzieła autorki. Kiedy więc w moje ręce trafiła jej nowa powieść, Bez Serca, z jednej strony wiedziałam, czego się spodziewać, a z drugiej byłam nieco zawiedziona wyborem historii. Alicja w Krainie Czarów Lewisa Carrolla nie jest moją lubioną opowieścią, zatem i przeszłość Królowej Kier nigdy specjalnie mnie nie interesowała. Dlatego też rozpoczynając lekturę Bez Serca wciąż powtarzałam w myślach pytanie, czemu Meyer nie może w końcu wymyślić własnej opowieści, tylko wciąż opiera swoje dzieła na historiach stworzonych przez innych? Pamiętałam jednak o swoich zachwytach nad Sagą Księżycową, dlatego rozpoczęłam lekturę. Na początku trudno było mi się wciągnąć w opowieść. W pewnym momencie jednak coś zaskoczyło i… przepadłam z kretesem. Co więcej, pokochałam tę opowieść całym sercem!

Lady Catherine Pinkerton, córka Markiza ze Skalistej Zatoki Żółwiowej, marzy o własnej cukierni. W zaciszu domowym tworzy prawdopodobnie najlepsze smakołyki w całym Królestwie Kier. Bohaterkę poznajemy, gdy pracuje nad trzema cudownymi tartami dla Króla, wkładając w to całe swoje serce. Nie spodziewa się jednak, że na nadchodzącym balu jej życie ma się wywrócić do góry nogami. Król Kier bowiem jest oczarowany nie tylko jej wypiekami, ale także nią samą i pragnie pojąć młodą dziewczynę za żonę. Cath marzy o innym życiu i wie, że jako Królowa nigdy nie będzie mogła mieć swojej wymarzonej cukierni. Bohaterka zrobi więc wszystko, by osiągnąć swój cel. A kiedy w jej świat wkroczy tajemniczy Joker wraz ze swoimi szalonymi przyjaciółmi, nic już nie będzie takie samo.

Królowa Kier to postać negatywna, przedstawiana jako postrach Krainy Czarów. Meyer pokusiła się o to, by w pięknej, romantycznej i smutnej opowieści wyjaśnić, kim była, nim zasiadła na tronie i stała się najbardziej znienawidzoną monarchinią w świecie wykreowanym przez Lewisa Carrolla. Każdy bowiem ma swoją przeszłość i powody, dla których stał się tym, kim jest. I wiecie co? W pełni zrozumiałam tę przemianę. Zrozumiałam, co się stało z bohaterką w trakcie walki o własne marzenia, kiedy jedna błędna decyzja pociągnęła za sobą kolejne i w zasadzie nie było już odwrotu. Meyer udało się pokazać tę przemianę dobra w zło w bardzo przekonujący sposób, jednocześnie tworząc wokół historii niesamowity, baśniowy klimat. Ponadto nie da się odmówić autorce doskonałego pióra i niesamowitego talentu do opowiadania znanych historii w całkowicie nowy, a jednocześnie tak dobrze korespondujący z oryginałem sposób. Nie mogę się nadziwić, że pomimo wszystkich obaw związanych z tematyką książki, tak bardzo pokochałam opowieść o Catherine. Już chyba nigdy nie spojrzę na Królową Kier tak, jak dotychczas.

Dlaczego kruk jest podobny do biurka? 

Marissa Meyer w swojej powieści pokazuje, że każde zło ma swoje źródło i świat nie składa się tylko z odcieni bieli i czerni. Pokazuje także, że każda nasza decyzja może być brzemienna w skutkach i może odmienić na zawsze nie tylko nasze życie. Choć finał historii jest nieco dołujący i przyprawia o smutek i żal, nie da się nie spojrzeć na Bez Serca z fascynacją i zachwytem. Magia zaklęta na stronach powieści potrafi omamić czytelnika i wciągnąć w niesamowity świat, w którym wszystko jest możliwe, a doskonała kreacja bohaterów umożliwia ich pokochanie i zżycie się z nimi. Nie wątpię, że historia Królowej Kier zostanie w mojej głowie jeszcze na długo i jestem pewna, że nie raz wrócę do tej opowieści, by na nowo spotkać się z Jokerem, Catherine, Krukiem, Kapelusznikiem i cudownym Kotem z Cheshire. Bardzo, bardzo szczerze polecam!

Moja ocena:


Tytuł oryginalny: Heartless
Ilość stron: około 450
Data polskiej premiery: Maj 2017
Tłumaczenie: brak danych
Wydawca: Papierowy Księżyc
Opis wydawcy: w przygotowaniu


Za możliwość poznania przeszłości Królowej Kier dziękuję wydawcy:

05 maja 2017

Urodzinowy stosik książkowy

Aby osłodzić nieco swoje trzydzieste (30!!!) urodziny, postanowiłam zrobić sobie prezent i zamówić kilka… kilkanaście książek ;) Od marca robiłam zakupy na różnych stronach internetowych, które następnie mama cierpliwie odbierała i pod koniec kwietnia przesłała w urodzinowej paczce. Trafiło do mnie w sumie osiemnaście tytułów – siedemnaście z nich kupiłam sama, jeden dostałam w prezencie od kumpeli z Epik Page. Co zagościło w moich zbiorach? Prezentację uświetnia swoją obecnością mój urodzinowy prezent od siostry – niuchacz (ang. niffler) :) Dałam mu na imię Niffi <3 Słodki, prawda?


Pierwszy stosik otwierają trzy podręczniki z Hogwartu – nowe wydanie Baśni Barda Beedle’a, Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć oraz Quidditch przez wieki. Ponadto kupiłam to piękne wydanie Pięknej i Bestii od Elizabeth Rudnick oraz Duchowe życie zwierząt – gdyby ktoś nie wiedział, jestem absolutnym zwierzolubem i myślę, że ta książka bardzo mnie wciągnie. Do mojej biblioteczki trafiła też najnowsza powieść Katarzyny Zyskowskiej-Ignaciak pt. Koma oraz Dziwne losy Jane Eyre od Charlotte Bronte z serii Angielski ogród. Poza tym skusiłam się na Magię olewania oraz na kolejną książkę Reginy Brett – Jesteś cudem  – to już trzeci tytuł tej autorki w moich zbiorach. Pierwszy stosik zamyka powieść Jojo Moyes Kiedy odszedłeś – jestem bardzo ciekawa dalszych losów bohaterki Zanim się pojawiłeś.

Drugi stosik otwierają cztery tomy serii Wallflowers od Lisy Kleypas – Sekrety letniej nocy, Jesienne zauroczenie, Zimowy ślub i Wiosna pełna tajemnic. Wszystkie książki po prostu uwielbiam i musiałam je mieć w wersji papierowej! Kolejny tytuł to wspomniany prezent od kumpeli z Epik Page – Zakon Mimów, za który bardzo dziękuję <3. Aż trudno mi uwierzyć, że jeszcze nie poznałam kontynuacji serii Czas Żniw. Wkrótce się to zmieni i będę gotowa zmierzyć się z Pieśnią Jutra! Na koniec trzy tomy serii Tearling – tyle osób chwali, że postanowiłam zaryzykować i kupiłam całą trylogię. Oby było warto!

Poza stosikiem pochwalę się jeszcze czymś – obserwatorzy mojego instagrama oraz fanpejdża na fejsie już mieli okazję podziwiać moją mini biblioteczkę. Zawsze marzyły mi się białe regały do sufitu wypełnione wspaniałymi powieściami. Niestety w moim nowym miejscu zamieszkania nie mam ani miejsca ani wystarczającej ilości książek – obecnie naliczyłam, że mam 65 tytułów ze sobą. I specjalnie dla nich kupiłam mały regalik – jestem z niego szalenie dumna i nie mogę się na niego napatrzeć. Oto on:


Małe, ale własne :) Chociaż nie ukrywam, że wciąż mam nadzieję, iż kiedyś dorobię się wymarzonej biblioteczki xD

I już na samiutki koniec świeżynka, która dotarła do mnie dosłownie chwilę temu – malowanka z Dworem Cierni i Róż! A tak w zasadzie to z wszystkimi trzema częściami Dworu, gdyż ilustracje pokazują także sceny z trzeciego tomu, na który polscy fani czekają tak niecierpliwie :)


A jak wygląda w środku? CUDOWNIE! <3 Po jednej stronie plansz znajduje się cytat, który dotyczy obrazka ulokowanego po drugiej stronie. Wszystkie ilustracje są przepiękne, widać dbałość o szczegóły, każdy z artystów pracujących nad tymi małymi dziełami sztuki jest naprawdę niesamowity! Szczerze mówiąc chyba będzie mi szkoda kolorować którykolwiek z obrazków :D

20 kwietnia 2017

Trzydziestkę obchodzi się tylko raz w życiu!

Trzydziestka zawsze była dla mnie magiczną, odległą liczbą. Do czasu. Bo właśnie dziś osiągnęłam ten "magiczny" wiek, po którym lata lecą już dziesiątkami (podobno) ;) 

Urodziny to dobra okazja, by odrobinę zaszaleć. A więc zaszalałam kupując 17 książek, które wkrótce dotrą do mnie wielką paczką. Wszystkie już niedługo pokażę Wam w stosiku. A dzisiaj zdradzę, co chciałabym jeszcze mieć w swojej biblioteczce. Trochę się tego nazbierało, więc wybrałam kilka najciekawszych :) 


Ambasadorowie Henry James

Poluję na tę książkę od dawna. Z resztą jak na większość powieści Jamesa, ale dotychczas udało mi się zebrać tylko trzy tytuły. Spoko, kiedyś będę miała całą kolekcję!

Hrabia Monte Christo Alexander Dumas

Ostatnio pojawiło się piękne, dwutomowe wydanie powieści Dumasa. Moje oczy od razu się zaświeciły jak u sroczki :) Chcę!

Szóstka wron & Królestwo kanciarzy Leigh Bardugo

Tyle ludzi chwali, w dodatku oba wydania są takie piękne, a ja lubię serię Szturm i Grom tej autorki, więc dlaczego miałabym nie chcieć nowej serii w swoich zbiorach? 

Klaśnięcie jednej dłoni Richard Flanagan

Mam straszną ochotę na ten tytuł i choć posiadam wersję elektroniczną na czytniku, marzę o papierowej. Mam nadzieję, że nadzieje związane z tym tytułem nie pójdą na marne i książka okaże się świetną lekturą :) 

Pieśń Jutra Samantha Shannon

Przede mną Zakon Mimów, który wkrótce zamierzam poznać i coś czuję, że nie będę mogła przestać myśleć o tej historii. Chciałabym więc mieć w swoich zbiorach kolejną część z serii, a potem kolejną i kolejną xD

* * * 
A tak przy okazji...


Tak, mój blog skończył w marcu 6 lat! SZEŚĆ lat wymiany myśli na temat książek, filmów, muzyki i wielu, wielu ważnych dla mnie rzeczy. SZEŚĆ lat poznawania cudownych ludzi o podobnych zainteresowaniach, a przy tym zawierania wspaniałych przyjaźni na całe życie. SZEŚĆ lat pisania dla Was, drodzy Czytelnicy... 

Dziękuję, że jesteście tu ze mną :) <3

14 kwietnia 2017

„Wieczna Prawda” Brodi Ashton (Podwieczność #3)

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA


Premiera: 31 maja 2017

Z niecierpliwością oczekiwałam ostatniego tomu trylogii Everneath. Kiedy więc książka trafiła do mnie przedpremierowo, porzuciłam wszystko, by móc ponownie spotkać się z Nikki i jej przyjaciółmi. I wiecie co? Po raz kolejny warto było! Co prawda trójka nie dorównuje drugiej części, ale finał historii okazał się w pełni satysfakcjonujący. Dokładnie takie zwieńczenia serii lubię – wciągające, dynamiczne, zaskakujące, chwytające za serce. Co prawda po Wiecznej Więzi nie miałam najmniejszych złudzeń, że MUSZĘ poznać kontynuację, nie spodziewałam się jednak TAKIEGO zamknięcia historii.

Nikki ma tylko jeden cel – zniszczyć Podwieczność. Bohaterka jest zdesperowana – jej czas dobiega końca i tylko odzyskanie skradzionego przez Cole kompasu pozwoli jej na życie u boku ukochanego Jacka. Jednak Cole nie zamierza zrezygnować z uczynienia z Nik swojej królowej. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Nie ukrywam, że byłam naprawdę zaskoczona zakończeniem poprzedniej części i deklaracją Nikki dotyczącą zniszczenia Podwieczności. Pomyślałam nawet: „Jak ona, do licha, chce to osiągnąć?! Przecież to Podziemie!” Później sprawa się jeszcze bardziej skomplikowała, akcja nabrała tempa, a zegar nieubłaganie odliczał godziny do punktu zero. I choć jedna rzecz wydała mi się tu nieco oklepanym rozwiązaniem, śledziłam fabułę z zapartym tchem. Bohaterowie byli coraz bardziej zdesperowani, działając nieco po omacku. I w końcu nadszedł moment kulminacyjny i… wydarzyły się dwie rzeczy. Pierwsza z nich to stanowczo zbyt przyspieszona akcja – jakby autorce bardzo się spieszyło zakończyć już książkę. Drugą zaś była decyzja jednego z bohaterów, która po prostu złamała mi serce. Nie spodziewałam się tego, miałam łzy w oczach! 

Podwieczność to seria wpasowująca się idealnie w nurt paranormal romance. Nie jest to jednak kolejna oklepana historyjka o nastoletnich romansach (choć oczywiście romans odgrywa tu znaczącą rolę). W powieści Brodi Ashton odnalazłam coś, co sprawiło, że tak chętnie sięgnęłam po kolejne jej części – w tej nieco magicznej, opartej na mitologii opowieści na pierwszy plan wysuwa się skrzywdzona i doświadczona przez los dziewczyna, która musi odnaleźć nie tylko swoje miejsce na świecie, ale i zrozumieć, czym naprawdę jest miłość i co ją ukształtowało. Myślę, że najwięcej tych przemyśleń i tej najbardziej naładowanej emocjonalnie treści znajdziemy w drugim tomie. Wieczna Prawda jest bardziej dynamiczna, bohaterowie mają konkretny cel, Nikki wie, o co walczy i nie podda się, nim tego nie osiągnie. Podobało mi się to! Podobnie jak i finał, który – choć może odrobinę nie fair – spektakularnie zakończył historię. Myślę, że warto poznać tę serię – to powieść nie tylko dla nastolatek, czego jestem najlepszym przykładem. Polecam!

Tytuł oryginalny: Evertrue
Seria: Everneath #3
Ilość stron: około 400
Data polskiej premiery: 31 maja 2017
Tłumaczenie: Gabriela Jakubowska
Wydawca: Papierowy Księżyc
Opis wydawcy: w przygotowaniu

Moja ocena:


Moja recenzja Podwieczności TUTAJ

Moja recenzja Wiecznej Więzi TUTAJ

PS Jestem bardzo ciekawa, do którego teamu należą czytelniczki Podwieczności! Ja cały czas byłam Team Jack, ale przy Wiecznej Prawdzie zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie popełniłam życiowego błędu! Ta świadomość jest ciut przerażająca ;)


Za możliwość poznania ostatniej części serii dziękuję wydawcy i serdecznie zapraszam wszystkich na facebooka Papierowego Księżyca, gdzie na bieżąco będziecie informowani o nowościach i zapowiedziach książkowych :)

07 kwietnia 2017

„Fantastic Beasts and Where To Find Them” reż. David Yates


Chyba nikogo z moich Czytelników nie zdziwi stwierdzenie, że jestem totalnym potterhead. Kocham uniwersum stworzone przez J. K. Rowling! Książki o Harrym Potterze to lektury, do których wracałam najwięcej razy, a ekranizacje powieści znam na pamięć. Nie mogłam więc odpuścić sobie poznania kolejnej historii ze świata magów – historii Newta Scamandera i jego magicznych stworzeń. Czy mi się podobało? I to jak! Choć opowieść o Newcie jest całkowicie inna, klimat pozostaje ten sam – obezwładniający, magiczny, stworzony dla potterowych geeków takich jak ja. 

Przede wszystkim podoba mi się to, jak otwiera się historia Newta. Muzycznie rozpoczęcie Fantastycznych zwierząt nawiązuje do HP, by za chwilę – wraz z pojawieniem się tytułu – przejść w motyw przewodni nowej opowieści. Dla potteromaniaka to szalenie ważne, że tak drobnym akcentem obie historie zostają ze sobą związane. Owszem, pojawiają się odniesienia do Hogwartu, wspomina się Albusa Dumbledore'a i jednym z głównym bohaterów jest sam Grindelwald, wciąż jednak nie można zapomnieć, że to odrębna opowieść – dzieje się nie tylko wiele lat przed HP, ale także na innym kontynencie, bo w Ameryce. Główny bohater – Newt – przybywa do Nowego Yorku z walizką pełną magicznych stworzeń i tym samym ściąga na siebie uwagę amerykańskiego ministerstwa magii. Co gorsza – kilka bestyjek ucieka z walizki i Newt musi je jak najszybciej odnaleźć! Tym bardziej, że miasto nawiedza nieznana niszczycielska siła i ktoś może oskarżyć jego stworzenia o sianie zamętu na ulicach NY. 


Powiem tak – Eddie Redmayne w roli Newta jest po prostu niesamowity! Zakochałam się w tej kreacji już w pierwszych sekundach filmu. To taki typ introwertyka kochającego magiczne stworzenia ponad wszystko na świecie, trochę jak czarodziejski obrońca zwierząt. Jego gesty, zachowanie i ta niezwykła dobroć bijąca z postaci przykuwają uwagę i sprawiają, że nie sposób go nie polubić. Ale nie tylko Eddie zasługuje na pochwałę! Niesamowicie spodobała mi się rola Colina Farrella, ten facet jest jakby stworzony do swojej postaci! No i filmowy nie-mag (mugol), czyli pan Kowalski – ta jego mimika i reakcje na magiczne wydarzenia są kapitalne, śmiałam się z niego do łez. W sumie dzięki tej postaci w filmie nie brakuje dobrego humoru, a niektóre sytuacje są absolutnie przezabawne.


Oczywiście nie można zapomnieć o tytułowych fantastycznych bestiach. Nie ukrywam, że wyobraźnia Rowling, jak i twórców filmu, jest po prostu nie do opisania! Choć na razie poznaliśmy tylko garstkę czarodziejskich stworzeń, wszystkie niesamowicie mi się podobały. Oczywiście niuchacz zdobywa tutaj pierwsze miejsce (za każdym razem, gdy wspominam scenę przy witrynie sklepowej w 49. minucie filmu, nie mogę przestać się śmiać). No i nieśmiałkowi Pickettowi także udało się zdobyć moje serce – też bym chciała takiego przyjaciela!


Choć w filmie nie brakuje słabszych momentów i – jak wspomniałam – konwencja tej opowieści jest zupełnie inna od przygód Harry’ego Pottera, warto zauważyć, iż w realiach Fantastycznych zwierząt magia wcale nie traci na swoim uroku i historia nie odbiega kunsztem od znanych przygód młodego czarodzieja z Hogwartu. Może to kwestia czasów trwania akcji – lata 30. w USA wydają się dobrym wyborem dla rozwoju wypadków. Do tego należy pochwalić dobrą ścieżkę dźwiękową – choć nic nie pobije muzyki do ostatniej części HP, i tu odnajduję wiele pięknych melodii, do których chętnie wracam i które budują klimat. Nie wszystko w Fantastycznych zwierzętach jest w pełni wyjaśnione i kończąc seans, pozostajemy z kilkoma pytaniami bez odpowiedzi, ale podobno mają powstać kolejne części przygód Newta, zatem liczę tutaj na rozwinięcie wielu wątków. Pokładam także duże nadzieje w Johnnym Deppie, który wcieli się w rolę niebezpiecznego maga – oby nie zawiódł tych oczekiwań! Mam nadzieję, że poznamy także kolejne wspaniałe stworzenia, także te, które już widzieliśmy w filmach o Harrym Potterze. A więc nie muszę Wam chyba mówić, że Fantastyczne zwierzęta bardzo mi się spodobały. Myślę, że nie należy oceniać tej opowieści przez pryzmat znanych nam przygód Pottera – to mimo wszystko dwie całkowicie odrębne historie, których wspólnym mianownikiem jest cudowny świat magii i czarodziejstwa. Oraz siła przyjaźni – bo właśnie to zyskał główny bohater, gdy trafił na obcy kontynent. A przyjaźń i miłość to największa magia na tym świecie, o czym na pewno wiedzą fani HP. Z niecierpliwością oczekuję kolejnej odsłony serii, a tym, którzy jeszcze nie mieli okazji poznać Fantastycznych zwierząt, polecam seans – naprawdę warto!

PS Za każdym razem po obejrzeniu filmu ze świata wykreowanego przez Rowling czuję się jak Kowalski:


A Wam podobał się film? Kto jeszcze nie widział, musi szybko nadrobić tę zaległość :)

04 kwietnia 2017

„Wiosna pełna tajemnic” Lisa Kleypas


Po raz kolejny powiem Wam, że jestem absolutnie i obłędnie zakochana w twórczości Lisy Kleypas. Ta autorka tworzy książki specjalnie dla mnie! Dotychczas tylko jeden jej tytuł nie przypadł mi do gustu, żadnemu autorowi nie daję więc takiego kredytu zaufania, jak Lisie! Kiedy w moje ręce trafiła czwarta część Paprotek, wiedziałam, że spędzę przy tej lekturze bardzo przyjemne wieczory. Nie myliłam się!

Daisy Bowman to ostatnia z czwórki przyjaciółek, której trzeba znaleźć męża. Z Daisy jest jednak pewien problem – dziewczyna bardziej preferuje spędzanie czasu z nosem w książce niż udział w wieczorkach towarzyskich w celu znalezienia konkurenta do swojej ręki. Jej marzycielska, spokojna natura wprawia jej ojca we wściekłość, w końcu więc pan Bowman informuje swoją córkę, że jeśli w ciągu najbliższych tygodni nie znajdzie sobie narzeczonego, będzie zmuszona poślubić zaufanego pracownika Bowmana. Problem polega jednak na tym, ze Daisy pamięta ów młodzieńca jako niezbyt przystojnego, chłodnego bufona. Jak więc tak delikatna z natury dziewczyna miałaby poślubić praktycznego, oschłego karierowicza? Do akcji w poszukiwanie męża włączają się wszyscy jej najbliżsi. I wtedy Daisy poznaje czarującego mężczyznę, który wywraca jej świat do góry nogami. Jakież jest więc jej zdziwienie, gdy tożsamość obcego wychodzi na jaw! 

Fabuła Wiosny pełnej tajemnic wydaje się oklepana, ale wciągnęłam się w tę opowieść całkowicie. Nie jest co prawda tak dobra, jak trzeci tom serii (Zimowy ślub to geniusz!), ale nie można jej odmówić magii. Wyjątkowo polubiłam Daisy (to taki typ XIX-wiecznego mola książkowego), a i jej amant miał w sobie coś interesującego. Ich perypetie okazały się miłą odskocznią od codzienności, z zapartym tchem śledziłam ich losy i byłam bardzo ciekawa, jaką tajemnicę skrywa główny bohater. Autorka po raz kolejny z typową dla swojej prozy lekkością przedstawia obraz XIX-wiecznej angielskiej prowincji i choć nie da się ukryć, że dosyć luźno podchodzi do ówczesnych konwenansów i etykiety, wciąż są one powodem, dla których los kobiety zależy od dobrego ożenku i jest ograniczany z powodu towarzyskich wymogów. Co do polskiego wydania, nie mogę ścierpieć obrzydliwej wręcz okładki, która w żaden sposób nie nawiązuje do czasów trwania akcji powieści, a i tłumaczenie oryginalnego tytułu (Scandal in Spring) pozostawia wiele do życzenia. Na szczęście treść Wiosny pełnej tajemnic całkowicie mnie usatysfakcjonowała i przyznam, że ciężko mi jest rozstać się z paprotkami – ich historie są pełne pasji i romantyzmu, i jestem pewna, że jeszcze nie raz do nich wrócę. Oby więcej takich romansów historycznych! Dlatego też bardzo szczerze polecam Wam wszystkie książki Lisy Kleypas! 

Tytuł oryginalny: Scandal in Spring 
Seria: Wallflowers #4
Ilość stron: 312
Data polskiego wydania: 21.03.2017
Tłumaczenie: Agnieszka Myśliwy
Wydawca: Prószyński i S-ka
Opis wydawcy: KLIK

Każdą książkę z serii można czytać jako osobną opowieść, choć oczywiście poznanie historii bohaterek w powyższej kolejności przyniesie najwięcej satysfakcji i pozwoli zrozumieć wszystkie powiązania pomiędzy bohaterami :)

29 marca 2017

"Filmy na doła", czyli produkcje, które pomagają w kryzysowych momentach

Chyba każdy z nas ma swoje ulubione produkcje, do których chętnie wraca i które zwyczajnie potrafią poprawić humor? Ja też takie mam. Za każdym razem, kiedy jestem w dołku albo zwyczajnie nie mam ochoty na nic nowego, sięgam po sprawdzone filmy, przy których zawsze się dobrze bawię i które podnoszą mnie na duchu. ZAWSZE. Oto piątka moich ulubieńców.

Oświadczyny po irlandzku (Leap Year, 2010)

Na pierwszym miejscu od wielu lat utrzymuje się Leap Year. Ten film jest po prostu genialny! Dwójka głównych bohaterów nie mogłaby się bardziej od siebie różnić, a jednak… Niesamowita, romantyczna opowieść, świetna muzyka i piękne, irlandzkie krajobrazy. Tysiąc razy tak!


Ja cię kocham a ty śpisz (While you were sleeping, 1995)

Drugie miejsce zajmuje dosyć stary film z Sandrą Bullock w roli głównej. Pamiętam, że obejrzałam ten film jako mała dziewczynka i jakoś niespecjalnie mnie zainteresował. Jednak pół roku temu odkryłam jego magię i od tamtego czasu wracam do niego nieustannie, zwłaszcza w gorszych dniach. Choć akcja rozpoczyna się w Boże Narodzenie, można tę historię oglądać o każdej porze roku. Ale do tego polecam kubek gorącej czekolady i wygodny fotel. 


Dziennik Bridget Jones (Bridget Jones’s Diary, 2001)

Och, czasem sama jestem taką Bridget – nieogarniętą babą, która ciągle pakuje się w tarapaty. Jak tu nie pokochać tej szalonej Angielki? Opowieść o pannie Jones towarzyszy mi od wielu, wielu lat. I za każdym razem bawię się przy tym filmie tak samo dobrze. Kolejne części też są cudowne (ta ostatnia naprawdę mnie zaskoczyła, bardzo dobre babskie kino!), ale do pierwszej produkcji zawsze będę miała największy sentyment. Kocham Bridget!


Narzeczony mimo woli (The Proposal, 2009)

I kolejny film z Sandrą, do którego wracam tak chętnie. Jest coś w tej opowieści, co mnie do niej przyciąga. Zwyczajnie lubię wracać do tego filmu – przystojny Ryan, piękna Sandra, Alaska i powoli rodzące się uczucie pomiędzy ludźmi, którzy teoretycznie różnią się od siebie tak diametralnie. Ale to nie tylko opowieść o romansie, to także opowieść o domu, o więzach rodzinnych i wzajemnym zrozumieniu. Warto znać.


Dziś 13 jutro 30 (13 going on 30, 2004)

Przez wiele lat (będąc nastolatką) katowałam ten film do porzygu. I choć teraz troszkę przystopowałam z oglądaniem historii Jenny i Matta, wciąż jest to jeden z tych filmów, do których wracam w chwili kryzysu czy dołka. Pozytywna, nieco zakręcona historia o pragnieniach i pogrzebach, niosąca ze sobą naprawdę ważne przesłanie. Pewnych rzeczy jednak w życiu nie można cofnąć, warto więc pomyśleć zawczasu. To absolutnie niesamowita opowieść okraszona świetną muzyką!


Ojej, czyżby wszystkie moje "filmy na doła" okazały się komediami romantycznymi? UPS xD Znacie te tytuły? Jeśli nie, szczerze je Wam polecam :) Do których filmów najchętniej wracacie? 

24 marca 2017

CYKL: Najpiękniejsze ścieżki dźwiękowe według Tirin, odcinek 5 - Najnowsze odkrycia

Gdy ktoś mnie zapyta, jakiej muzyki słucham najchętniej, odpowiadam bez wahania: „Filmowej!”. Od wielu lat się to u mnie nie zmienia – potrafię katować jedną ścieżkę dźwiękową aż do porzygu. I choć czasem zdarza mi się także posłuchać tradycyjnej muzyki popularnej (tu mam na myśli np. Eda Sheerana czy Elvisa Presleya), soundtracki nadal stanowią ponad 80% mojej playlisty. Ostatnio odkryłam kilka nowych ścieżek, które zawładnęły moim muzycznym światem – na niektóre z nich zwróciłam uwagę podczas oglądania filmów, inne wpadły mi w ucho w trakcie słuchania radio w pracy. Oto cztery, które naprawdę warto poznać.

Romeo & Juliet (2013) – Abel Korzeniowski

Absolutny geniusz! Co prawda filmu jeszcze nie widziałam, ale ta muzyka jest tak słodka, tak romantyczna, wręcz idealna dla historii, dla której została stworzona. Kiedy pierwszy raz usłyszałam Forbidden Love w radio, przysiadłam z wrażenia. Naprawdę! Polecam absolutnie! <3


Batman v Superman Dawn of Justice (2016) 
– Hans Zimmer & Junkie XL

Tak wiele osób psioczy na ten film, a ja – po drugim obejrzeniu – naprawdę polubiłam tę historię. A może to zasługa tego ciacha, które wcieliło się w rolę Supermana? Henry naprawdę potrafi rozpalić wyobraźnię, chociaż na Bena też miło popatrzeć ;) Ale nie o mężczyznach tu mowa, a o genialnej muzyce mojego mistrza Zimmera i jego kolegi po fachu – Junkie XL (znanego m.in. ze ścieżki do najnowszego Mad Max – koleś wymiata!). Mocne, twarde dźwięki połączone z pewną subtelnością – to potrafi tylko Hans! Kocham absolutnie <3


The Legend of Tarzan (2016) – Rupert Gregson-Williams

Film jest średni, ale na muzykę miałam fazę przez kilka tygodni po seansie. Opar katowałam non stop – jak pewnie niektórzy zauważyli, lubię takie klimaty (patrz moja ulubiona muzyka do Tears of the sun czy Mandela), a niektóre utwory są niesamowicie klimatyczne, po prostu przepiękne! 


47 Ronin (2013) – Ilan Eshkeri

Zarówno muzyka jak i film cudowne! Ten klimat! *_* Pierwszy raz utwór z tej ścieżki usłyszałam w radio i od razu zapragnęłam poznać resztę – sięgnęłam więc po film i przepadłam! Ścieżka ma swoje mocniejsze momenty, ale są i te delikatne, nostalgiczne nuty, jak np. Mika and Kai. Słuchając tego fragmentu mam łzy w oczach i nie mam zielonego pojęcia, dlaczego! Ale uwielbiam to, że muzyka wywołuje we mnie tak silne emocje. Po to sięgam właśnie po ścieżki dźwiękowe – często tworzone przez niesamowitych geniuszy, a tak rzadko doceniane przez odbiorców. Ale spoko, drodzy kompozytorzy, ja tu jestem i Was słucham! :D


22 marca 2017

„The Iron Queen” Julie Kagawa


Minęło pięć (PIĘĆ!) lat, odkąd sięgnęłam po Żelazną Córkę i w zachwycie śledziłam losy moich ulubionych bohaterów. Pięć lat niespełnionych oczekiwań na kontynuację, której polscy wydawcy nigdy nie wydadzą. Kiedy więc w moje ręce trafiła trzecia część serii, The Iron Queen, której polski tytuł brzmiałby Żelazna Królowa, nie zawahałam się. Chciałam się przekonać, czy wciąż będę z zapartym tchem śledziła przygody Meghan i czy książę Ash ponownie rozpali moją wyobraźnię.

Nie ukrywam, że pierwsza połowa Żelaznej Królowej jest nudna. Byłam tym tak niesamowicie sfrustrowana, że brałam nawet pod uwagę rezygnację z dalszej lektury! Wszak minęło tyle lat od poznania poprzednich części, że może już zwyczajnie „nie czułam” tej historii? Jednak patrząc na Żelazną Królową jako całość wiem, że ten początek miał swój sens – po dramatycznym finale Żelaznej Córki, akcja musiała zwolnić – Meghan zostaje wygnana, a jej książę podąża za nią. Bohaterowie odkrywają, że ich świat umiera – żelazo się rozprzestrzenia, a fałszywy król chce opanować całą baśniową krainę. Historia powoli nabiera rozpędu, stopniowo wciągając czytelnika w mistrzowsko wykreowany świat elfów. Jednak tak naprawdę dopiero ostatnie sto stron mnie zaskoczyło, a finał serii zostawił w autentycznym oszołomieniu. Byłam wkurzona, zachwycona, totalnie wzruszona! Decyzje bohaterów i ich wybory po prostu rozdarły moje serce. I w końcu poczułam to, co pięć lat temu – absolutny zachwyt. 

Językowo seria utrzymuje się na stałym poziomie – to prosta, pisana w pierwszej osobie powieść młodzieżowa, niezbyt wymagająca, za to przyjemna w odbiorze. Główna bohaterka, choć nieco zagubiona i podejmująca nierzadko naprawdę śmieszne decyzje, jest postacią, której nie brakuje odwagi, a jej ostateczne wybory napawają czytelnika dumą i wzruszeniem. Książę Ash okazał się tak samo doskonały, jak go zapamiętałam, a to obudziło we mnie wspomnienia sprzed lat, kiedy Żelazny Król i Żelazna Córka zawładnęły na trochę moją wyobraźnią. I choć Żelazna Królowa przy pierwszych rozdziałach naprawdę mnie zawiodła, finał okazał się w pełni satysfakcjonujący, wzruszając mnie i w ostateczności przekonując, bym koniecznie sięgnęła po The Iron Knight, które – o ile się nie mylę – napisane zostało z punktu widzenia Asha. Zatem szczerze mogę Wam polecić trzeci tom Żelaznego Dworu – dla fanów to niewątpliwie książka, o której nie można zapomnieć. Jeśli jednak nie mieliście okazji poznać serii Julie Kagawy, polecam nadrobić tę zaległość – Żelazny Dwór to przepiękna, baśniowa, wzruszająca opowieść nawiązująca do dzieła Shakespeare'a oraz mitów o elfach i magicznych stworzeniach, dzięki której wyruszymy w niezwykłą podróż do niesamowitego Nigdynigdy. To seria, której się nie zapomina, i do której się chętnie wraca. Bardzo, bardzo polecam!

Tytuł oryginalny: The Iron Queen
Seria: The Iron Fey (#3)
Ilość stron: 368
Data angielskiego wydania: styczeń 2011
Wydawca: Harlequin Teen
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:



Seria The Iron Fey składa się z: 

#1 The Iron King (Żelazny Król, moja RECENZJA TU)

#2 The Iron Daughter (Żelazna Córka, moja RECENZJA TU)

#3 The Iron Queen

#4 The Iron Knight

#5 The Lost Prince

#6 The Iron Traitor

#7 The Iron Warrior

16 marca 2017

OMG! Pierwszy od ponad roku stosik książkowy! xD

Ojoj, czy wiecie, że ostatni mój stosik książkowy pojawił się w lutym 2016 roku? Minął już ponad rok! Najpierw przeprowadziłam się za granicę, co ucięło otrzymywanie papierowych egzemplarzy recenzenckich i zakupy w polskich księgarniach, a później miałam 8 miesięcy przerwy w blogowaniu. Ale w końcu przyszedł ten moment, że nie wytrzymałam – dwa tygodnie temu odwiedziłam dom rodzinny i ulubione księgarnie. I wróciłam z kilkoma nabytkami. Jesteście ciekawi, co sobie kupiłam? :D


Ci, którzy obserwują mojego instagrama i facebooka, na pewno wiedzą już, że tak pokochałam serię od Sarah J. Maas, że MUSIAŁAM kupić Dwór Cierni i Róż oraz Dwór Mgieł i Furii. I tak oto oba te tytuły są już tu ze mną <3 Czekam teraz na premierę kolejnego tomu!

Ponadto w biedronkowej promocji kupiłam kieszonkowe wydanie powieści Między książkami od Gabrielle Zevin – podobno dobre. Czytaliście? 

No i trzy tytuły zakupione w księgarni Tak Czytam w Łodzi (gorąco Wam to miejsce polecam). Pierwszy z nich to Walet Pik autorstwa Joyce Carol Oates – opinie o tym tytule są różne, ale pani z księgarni powiedziała, że to będzie dobry tytuł na początek, a potem mogę sięgnąć po Tatulo (podobno mocne!). Kolejny zakup to polecana swego czasu powieść Magdaleny Knedler Pan Darcy nie żyje. No cóż, wiadomość z pierwszej ręki – panów Darcy już nie ma, wyginęli na amen! Wiem co mówię, w końcu od jakiegoś czasu mieszkam w kraju Jane Austen. Dlatego też ten tytuł jakoś wyjątkowo mnie ujął i chętnie poznam tę opowieść xD No i trzeci zakup z księgarni to Ślad na lustrze od Janis Heaphy Durham – jestem strasznie ciekawa tej książki i jednocześnie trochę się jej obawiam. Bo czy istnieje coś po drugiej stronie? Chyba każdy choć raz w życiu się nad tym zastanawiał. A niewiadoma zawsze nas przeraża. 

Na koniec stosika prezentuję prezent od mojej kochanej Dzosefinn – ta wariatka tak bardzo chce mnie przekonać do prozy Agaty Czykierdy-Grabowskiej, że aż mi sprezentowała książkę z autografem autorki. No dzięki, bejb, niech Ci będzie, przeczytam Jak powietrze! :D

Poza zakupami książkowymi przywiozłam z Polski także lektury wygrzebane z moich starych zbiorów – więcej na moim instagramie ;)

Czytaliście któryś z powyższych tytułów? Polecacie coś w pierwszej kolejności?

Co do nadchodzących recenzji – właśnie kończę Żelazną Królową od Julii Kagawy, więc wkrótce napiszę kilka słów na jej temat, poza tym chcę powalczyć trochę z Żonami i córkami od Elizabeth Gaskell (co za cegła, 850 stron! Ale wydawca już baaaardzo długo czeka na reckę, więc jest motywacja, haha). Ponadto dostałam do zaopiniowania od PK trzeci tom Podwieczności (nareszcie!!!) i nową książkę od Marissy Meyer. Tak więc plan recenzji jest, pozostaje mi tylko go wykonać xD Trzymajcie kciuki! :)

25 lutego 2017

Na co bym się skusiła, czyli nowości marca 2017

W końcu postanowiłam nadrobić zaległości w nowościach książkowych i rozeznać się w tym, co będzie dostępne na rynku wydawniczym. I wiecie co? Pierwsza połowa marca zapowiada się bardzo obiecująco! Wśród zapowiedzi znalazłam kilka tytułów, które wzbudziły moje zainteresowanie. Może i Wy odnajdziecie tu coś dla siebie?

Zakazane życzenie
Jessica Khoury
Data wydania: 1 marca 2017
SQN

Opowiedziana na nowo baśń tysiąca i jednej nocy.

Ona jest potężnym dżinnem. On złodziejem z ulicy. Połączyła ich pradawna magia. Kiedy Aladyn odnajduje magiczną lampę, Zahra zostaje przywrócona światu, którego nie widziała od pięciuset lat. Ludzie i dżinny pozostają w stanie wojny, więc aby przetrwać, musi ukrywać swą tożsamość. Przybierając różne kształty, będzie trwać przy swoim nowym panu aż do czasu, kiedy ten wypowie swoje trzy życzenia. Wszystko się komplikuje, gdy Nardukha, potężny król dżinnów, oferuje Zahrze szansę całkowitego uwolnienia od magii lampy. Uratowanie siebie oznacza jednak zdradzenie Aladyna – człowieka, w którym Zahra… zakochała się wbrew sobie.

Teraz musi podjąć dramatyczną decyzję: wybrać między wolnością a uczuciem – zakazanym, lecz silniejszym niż wszystko, co znała do tej pory. Skrywane przez stulecia tajemnice, baśniowy świat skrzący magią, niebezpieczeństwo i miłość wbrew wszelkim zasadom.

Gniew i świt
Renee Ahdieh
Data wydania: 1 marca 2017
Filia

Epicka historia miłosna inspirowana „Księgą Tysiąca i Jednej Nocy”.

Jedno życie, jeden świt.

W krainie rządzonej przez młodego, żądnego krwi władcę, każdy poranek przynosi cierpienie kolejnej rodzinie. Chalid, osiemnastoletni kalif Chorasanu, jest potworem. Co noc bierze sobie nową małżonkę, by o poranku owinąć jedwabny sznur wokół jej szyi. Kiedy ofiarą Chalida pada szesnastoletnia przyjaciółka Szahrzad, dziewczyna poprzysięga mu zemstę i zgłasza się na jego kolejną oblubienicę. Szahrzad zamierza nie tylko ujść z życiem, ale też raz na zawsze zakończyć okrutne panowanie kalifa.

Noc za nocą Szahrzad mami Chalida, snując zachwycające historie, i odwleka swój koniec, choć doskonale zdaje sobie sprawę, że kolejny świt może okazać się jej ostatnim.

Z czasem dziewczyna zaczyna rozumieć, że w pałacu z marmuru i kamienia nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. Szahrzad zamierza odkryć prawdę. Jest gotowa odebrać życie Chalida i tym samym odpłacić mu za tak wiele skradzionych istnień.

Czy miłość zwycięży w świecie pełnym niesamowitych historii i mrocznych sekretów?

Głębia Challengera
Neal Shusterman
Data wydania: 15 marca 2017
GW Foksal

Niepokojąca podróż przez głębię ludzkiego umysłu.

Wyjątkowo osobista książka jednego z najpoczytniejszych autorów powieści dla młodzieży

Opowieść o chłopcu, który powoli pogrąża się w chorobie psychicznej. Caden Bosch jest rozdarty między tym co widzi, a tym, co wie, że jest prawdziwe. Ma paranoje i halucynacje. Jest zdolnym uczniem liceum obdarzonym artystyczną wrażliwością, jednak coraz częściej wydaje mu się, że bierze udział w misji badającej Głębię Challengera, najgłębiej położonego punktu Rowu Mariańskiego (10 994 metrów pod poziomem morza). Jest świadomy, że jego świat się rozpada i coraz bardziej przerażony, że powoli przestaje odróżniać, co jest prawdą, a co ułudą. Rodzina i przyjaciele dostrzegają zmiany w jego zachowaniu i zaczynają się poważnie niepokoić. Zostaje przyjęty do szpitala psychiatrycznego i poddany leczeniu. Teraz to personel medyczny staje się załogą statku ku zdrowieniu.

Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć. Oryginalny scenariusz
Rowling J.K.
Data wydania: 15 marca 2017
Media Rodzina

Pobyt magizoologa Newta Skamandera w Nowym Jorku miał być tylko krótką przerwą w podróży. Jednak gdy ginie jego magiczna walizka i fantastyczne zwierzęta wydostają się na wolność, zaczynają się prawdziwe kłopoty.

Scenariusz filmowy "Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć" to nowa, oryginalna opowieść inspirowana podręcznikiem dla uczniów Hogwartu autorstwa Newta Skamandera. J.K. Rowling, autorka bestsellerowej, uwielbianej na całym świecie serii o Harrym Potterze, tym razem debiutuje w roli scenarzystki filmowej. Jest to epicka, pełna przygód opowieść w najlepszym wydaniu, fantastyczna galeria niesamowitych postaci i magicznych stworzeń. Nieważne, czy jesteś fanem Pottera, czy po raz pierwszy spotykasz się ze światem czarodziejów, ta pozycja jest obowiązkowa dla każdego kinomana i czytelnika.

* * *

PS Okładka do Zakazanego życzenia jest po prostu OBŁĘDNA! Kto się skusi na tę opowieść? W ogóle pierwsze dwie zapowiedzi są do siebie nawet podobne - obie nawiązują do baśni tysiąca i jednej nocy :) Przypadek? Mam nadzieję, że to będą dobre tytuły!

22 lutego 2017

„Dwór Mgieł i Furii” Sarah J. Maas



Dwór Mgieł i Furii to jedna z tych książek, która zaskoczyła mnie tak bardzo, że wciąż nie wiem, w którym momencie ją pokochałam. Po Dworze Cierni i Róż wiedziałam, że poznanie kontynuacji jest nieuniknione, nie sądziłam jednak, że sequel okaże się tak… obezwładniający! Gdzie te wszystkie niedoskonałości, które byłam w stanie wychwycić przy pierwszej części serii? Gdzie moja niepewność i niechęć do jednego z głównych bohaterów? Sarah J. Maas sprawiła, że moje uczucia zmieniły się tak bardzo, jak zmieniła się sama bohaterka. I to właśnie jest najpiękniejsze.

Feyra powraca jako Wyzwolicielka – ta, która pokonała okrutną Amaranthę i ocaliła cały lud fae. Jednak wydarzenia pod Górą stały się początkiem jej własnego, wewnętrznego koszmaru. Targana wyrzutami sumienia, coraz bardziej odsuwała się od ukochanego i popadała w odrętwienie, niszcząc nie tylko swoje ciało, ale i swojego ducha. Nie ukrywam, że jej walka z samą sobą, z demonami ukrytymi w jej umyśle były zaczątkiem rodzącej się w moim sercu sympatii do Feyry. Jej niepewności i poczucie winy ukształtowały postać tak ludzką, a jednocześnie tak niezwykłą, że choć niektóre jej decyzje wciąż wywoływały dezaprobatę, sama bohaterka stała się dla mnie przez to bliższa. Ale nie tylko Feyra się zmienia. Na moich oczach bowiem bohaterowie, których lubiłam, dokonywali rzeczy, które przerażały i wzbudzały niechęć, zaś ci, których się obawiałam, nagle pokazywali zupełnie nowe oblicza. Nie ma tu mowy o manipulacji czy naginaniu faktów ze strony autorki, Maas bowiem potrafi każde zachowanie wykreowanych przez siebie postaci odpowiednio uargumentować i spleść wydarzenia z pierwszej części serii z wydarzeniami z drugiej w jedną, nierozerwalną, mającą swoje przyczyny i skutki opowieść. Dawno nikt mnie tak nie zaskoczył!

Przyznam Wam się do czegoś. Nie spodziewałam się tego. Absolutnie. Tych emocji, które pochwyciły moje serce i które nie dały mi wytchnienia nawet na sekundę. Emocji, które splotły moje myśli z bohaterami, zmuszając mnie tylko do jednego – towarzyszenia im i przeżywania ich przygód z zapartym tchem. Emocji, które w ostatecznym rozrachunku pozostawiły po skończonej lekturze mieszaninę pustki i euforii, gdyż finał okazał się gorzki, a jednocześnie tak ekscytująco obiecujący. Nie wiem, jak mogłabym opisać to, co dzieje się we mnie, gdzieś w środku duszy i umysłu, kiedy myślę o Dworze Mgieł i Furii. Jestem zakochana w tej książce! Naprawdę. Ostatnie zdanie przeczytałam pięć razy. Aby zapamiętać je, wyryć każde słowo w pamięci, aby przywoływać je za każdym razem, kiedy niecierpliwość w oczekiwaniu na trzecią część nie będzie mi dawała spokoju. Sarah J. Maas stworzyła opowieść, która mną zawładnęła, rozkochała i pozostawiła w oszołomieniu i bezbrzeżnej tęsknocie. Chcę więcej takich książek. Takich, które potrafią roztrzaskać i posklejać serce w tym samym momencie, które poruszają wyobraźnię i nie dają możliwości swobodnego oddychania, które kończą się właśnie w TAKI sposób. Czekam na kontynuację z sercem na dłoni. Obym się nie zawiodła!


Tytuł oryginalny: A Court of Myst and Fury
Seria: A Court of Thorns and Roses (#2)
Ilość stron: 768
Data polskiego wydania: 11.01.2017
Tłumaczenie: Jakub Radzimiński
Wydawca: Uroboros / GW Foksal
Opis wydawcy: KLIK

Recenzja Dworu Cierni i Róż TUTAJ

Moja ocena:


16 lutego 2017

„Czego pragnie mężczyzna” & „Gdy wiarołomca powraca” Sabrina Jeffries



Uwielbiam romanse historyczne, mam jednak swoich zaufanych autorów i rzadko sięgam po nowości w obawie przed rozczarowaniem. Kiedy jednak na blogu Słowem Malowane pojawiły się pochlebne opinie na temat powieści Sabriny Jeffries, dałam się przekonać. Czego pragnie mężczyzna i Gdy wiarołomca powraca to dwa tomy czterotomowej serii Książęcych detektywów. I jednocześnie dwie diabelnie dobre historie.

Czego pragnie mężczyzna otwiera książęcą serię, której akcja rozgrywa się w XIX-wiecznej Anglii. Głównym bohaterem opowieści jest książę Lyons, postać z jednej strony porywcza i pełna namiętności, z drugiej zaś chłodna i uprzedzona do ludzi. Naprzeciw wychodzi młodziutka, krnąbrna Lisette, siostra jednego ze słynnych detektywów agencji Mantona, która ma księciu pomóc w rozwikłaniu pewnej zagadki. Ich wspólna podróż w poszukiwaniu odpowiedzi stanie się początkiem gorącego romansu, a jednocześnie będzie zaczątkiem historii z drugiego tomu serii. Gdy wiarołomca powraca bowiem stanowi bezpośrednią kontynuację, choć akcja skupia się na bohaterze, który w pierwszej części był postacią drugoplanową. W tej opowieści spotykamy się z mężczyzną pragnącym odnaleźć swoją żonę, która przed wieloma laty zniknęła z jego życia w bardzo gwałtowny sposób. Wplątani w intrygi, oskarżając się wzajemnie za błędy z przeszłości, będą musieli stawić czoła temu, co ich spotkało i temu, co do siebie czują mimo upływu czasu. 

Obie części serii Jeffries są napisane bezbłędnie – niezwykle plastycznie, dopracowane w każdym szczególe. Autorka ma niezwykły dar do kreowania historii pełnych tajemnic, w których sensacja przeplata się z romansem, tworząc wybuchową, rozkoszną mieszankę. Choć powieści te zaliczają się do romansu historycznego, nie brakuje w nich dobrej, kryminalnej intrygi i tajemnic, które czytelnik pragnie szybko rozwikłać, a których wyjaśnienie, choć może niespecjalnie zaskakujące, niesie z sobą satysfakcję. Byłam bardzo zadowolona z Czego pragnie mężczyzna, lecz nie ukrywam, że to Gdy wiarołomca powraca całkowicie zdobyło moje serce. Pierwsza część, może za sprawą głównego bohatera, jest odrobinę chłodna, podczas gdy sequel tętni życiem, gorączką, którą trudno opisać. Uczucia, z jakimi zmagają się bohaterowie, są wręcz namacalne, wywołując w czytelniku szereg najróżniejszych emocji. Nie ukrywam, że poznanie tej opowieści było dla mnie objawieniem – dawno nie wciągnęłam się w historię tak bardzo! Serce waliło mi jak młotem i nie mogłam odłożyć książki nawet na moment, po prostu MUSIAŁAM poznać finał, dopingując bohaterom ze wszystkich sił. 

Sabrina Jeffries bardzo mnie zaskoczyła – nie spodziewałam się, że jej książki wywołają we mnie tyle emocji, że tak polubię jej bohaterów. Autorka ma lekkie pióro, tęgą głowę do snucia intryg i dobrą wyobraźnię do tworzenia gorących romansów. Jestem w pełni usatysfakcjonowana lekturą pierwszych dwóch części Książęcych detektywów i z niecierpliwością oczekuję na kolejny tom! Oby było równie gorąco i zaskakująco! 


Tytuł oryginału: #1 What the Duke Desires; #2 When the Rogue Returns
Seria: Książęcy detektywi (The Duke’s Men)
Ilość stron: 392; 372
Data polskiego wydania: 2016
Tłumaczenie: #1 Anna Pajek; #2 Dorota Jankowska-Lamcha
Wydawnictwo: BIS
Opis wydawcy: # 1 KLIK, #2 KLIK

Moja ocena Czego pragnie mężczyzna



Moja ocena Gdy wiarołomca powraca


11 lutego 2017

„Dwór Cierni i Róż” Sarah J. Maas



Moja miłość do książek zaczęła się od fantastyki. Dlatego zawsze do powieści tego typu podchodzę z sentymentem i nadzieją na spotkanie z dobrą historią. Tak się też stało, gdy w moje ręce trafiła pierwsza część nowej serii od Sarah J. Maas – Dwór Cierni i Róż. Historia miała niejako nawiązywać do znanej baśni o Pięknej i Bestii – co by nie mówić, to moja ulubiona bajka, więc od razu wiedziałam, że muszę poznać tę książkę!

Narracja pierwszoosobowa z punktu widzenia głównej bohaterki była dla mnie miłą odmianą po ciągłym czytaniu lektur w narracji trzecioosobowej. Mogłam spojrzeć na historię oczami młodej kobiety, w dodatku niesamowicie ciężko doświadczonej przez los. Jej świat się rozpada, a ona musi walczyć o przetrwanie całej rodziny, która na domiar niespecjalnie docenia jej poświęcenie. Szybko Feyra zdobyła moją sympatię i zaimponowała mi hartem ducha, choć nie ukrywam, że sposób narracji i jej język pozostawiał wiele do życzenia. Do tego należy dołożyć świetnie skonstruowane uniwersum, które zamieszkują najróżniejsze magiczne stworzenia – tu na myśl mimowolnie nasuwa mi się porównanie z serią Julie Kagawy – Żelazny Dwór. Absolutna magia! Jednak o ile Kagawa stworzyła opowieść na podstawie znanych legend i baśni, o tyle Maas postanowiła iść dalej, kreując nowe twory, nadając im przerażający wygląd i tym samym tworząc historię drapieżną, pełną tajemnic. Akcja powieści jest dynamiczna, choć nie brakowało momentów wyciszenia, budujących napięcie przed kolejnymi emocjonującymi scenami. W zasadzie jednak dopiero ostatnie nieco ponad sto stron sprawiły, że moje serce galopowało w zawrotnym tempie. Finał okazał się zaskakujący i w pełni satysfakcjonujący. Dostałam to, czego oczekiwałam – zapowiedź udanej kontynuacji!

Dwór Cierni i Róż to dobra książka, choć pewne jej elementy odrobinę mnie drażniły. Jednym z nich jest wspomniany wcześniej język, który wydawał mi się niedojrzały, podobnie jak niektóre decyzje bohaterów. Poza tym choć autorka potrafiła przedstawić niesamowicie malowniczy obraz magicznego świata, wciąż czegoś mi w tym brakowało. Nie było aż tak mrocznie i niebezpiecznie, jak tego oczekiwałam. Poza tym wciąż mam wrażenie, że kreacja ludu Fae jest niekompletna, brakuje jakiejś głębi, dobrej historii, zapierających dech legend. Może otrzymam to w drugim tomie? Na plus natomiast poczytuję ciekawe nawiązanie do bajki o Pięknej i Bestii oraz doskonale skreślony finał, dzięki któremu Sarah J. Maas przekonała mnie, by sięgnąć po kontynuację. I chyba dzięki tym ostatnim stu stronom moja ocena dla tej książki będzie tak wysoka. Bo wbrew wszystkiemu czytało się bardzo dobrze. Bo opowieść naprawdę pobudziła moją wyobraźnię. Bo – pomimo długiej przerwy czytelniczej i omijania w ostatnim czasie powieści fantasy – ten tytuł przełknęłam gładko i zapragnęłam poznać ciąg dalszy. Jestem tym zaskoczona. I liczę na więcej!


Tytuł oryginalny: A Court of Thorns and Roses
Seria: A Court of Thorns and Roses (#1)
Ilość stron: 524
Data polskiego wydania: 27.04.2016
Tłumaczenie: Jakub Radzimiński
Wydawca: Uroboros / GW Foksal
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:

24 stycznia 2017

„Eleonora i Park” Rainbow Rowell


Zbierałam się do napisania tego tekstu ponad miesiąc czasu. Miesiąc! I wciąż nie wiem, co napisać. Bo są takie książki, o których nie da się napisać czegoś sensownego. To takie książki, które powolutku, niepostrzeżenie wwiercają się w odbiorcę, zakorzeniają głęboko w sercu i zostają tam już na zawsze. Tak właśnie jest z powieścią Rainbow Rowell Eleonora i Park.

Eleonora i Park to zwyczajne dzieciaki o całkiem niezwykłych osobowościach. Oboje pochodzą z zupełnie różnych światów, lecz to nie przeszkadza im się do siebie zbliżyć. Historia rozwija się niespiesznie, czytelnik obserwuje rodzące się pomiędzy dwójką nastolatków uczucie, jednocześnie samemu zakochując się w opowieści. Podział książki na dwa punkty widzenia pozwala zrozumieć sytuację obojga bohaterów i wczuć się w ich problemy. Plastyczne opisy i zabawne dialogi dodają opowieści animuszu i rozbudzają wyobraźnię. Nie brakuje także poważniejszego tonu, wszak autorka podejmuje trudne tematy, m.in. dotyczące przemocy domowej i wyobcowania. Rowell nie podaje nam wszystkiego na tacy, pozwala nam wielu rzeczy się domyślać, a ostatecznie pozostawia w totalnym oszołomieniu, kreując wyjątkowo tajemniczy i niejednoznaczny finał historii. Nie ukrywam, że byłam naprawdę wkurzona z powodu tego zakończenia!

Eleonora i Park to świetnie napisana opowieść o pierwszej miłości, poznawaniu siebie i budowaniu zaufania. To jedna z tych lektur, które sprawiają, że czytelnik ma ochotę wrócić do czasów szkolnych i przeżyć coś takiego na własnej skórze. Bo pierwsza miłość zawsze tak wspaniale smakuje! Autorka doskonale poradziła sobie z kreacją pełnowymiarowych postaci, a przy tym potrafiła rozbudzić we mnie szereg najróżniejszych emocji – śmiałam się i płakałam razem z bohaterami! Spędziłam z tą książką cudowny czas i szczerze mówiąc bardzo bym chciała doczekać się jej kontynuacji. Nie skłamię również, jeśli dodam, że to jedna z najlepszych młodzieżówek, jaką miałam okazję poznać. Zatem polecam Wam ten tytuł z całego serca! <3


Tytuł oryginalny: Eleonora & Park
Seria: wydanie jednotomowe
Ilość stron: 360
Data polskiego wydania: 18.03.2015
Tłumaczenie: Magdalena Zielińska
Wydawca: Otwarte
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:

20 stycznia 2017

10 książek do przeczytania w 2017!

Jestem daleka od podejmowania książkowych wyzwań, gdyż dopiero co wróciłam do blogowania i niestety najprawdopodobniej nie wywiązałabym się nawet z połowy planów. Ale stworzenie listy dziesięciu tytułów, które chciałabym i które BYĆ MOŻE przeczytam to już inna bajka ;) Zatem przejrzałam moją ciągle rosnącą półkę książek "do przeczytania" i wybrałam te najpilniejsze tytuły. Jesteście ciekawi? A więc:


Na liście nie mogło zabraknąć klasyków  od ponad dwóch lat przymierzam się do Północy i Południa od Elizabeth Gaskell  W KOŃCU muszę przeczytać, right? Do listy dochodzą Małe kobietki od Louisy May Alcott  podobno grzech nie znać. Następnie książka od Rainbow Rowell  po Eleonorze i Parku jestem zakochana w tej autorce, więc Fangirl ląduje na liście MUST READ. Na dokładkę Znikasz od Christiana Jungersena oraz Klaśnięcie jednej dłoni autorstwa Richarda Flanagana  opinie na innych blogach mnie naprawdę przekonały, choć książki wydają się zupełnie nie w moim typie! Oczywiście nie brakuje także u mnie babskiej literatury  Apetyt na życie od Mary Simses oraz Kiedy odszedłeś Jojo Moyes to super pilne tytuły. Jak uwodzi drań od Sabriny Jeffries dopiero ma się pojawić w sprzedaży, a ja już niecierpliwie czekam  dwie poprzednie części serii były świetne! Do listy dodaję Słowika autorstwa Kristin Hannah  świeżynka, podobno dobra, czemu nie spróbować? No i na koniec oczywiście nie mogło zabraknąć najnowszego dzieła ze  świata Pottera  Harry Potter i Przeklęte Dziecko. Wciąż nie miałam okazji rzucić okiem, masakra! 

Uch, trochę się tego nazbierało, prawda? Znacie którąś z tych książek? Podobały się? Coś polecacie w pierwszej kolejności? :D

Już wkrótce kolejne recenzje. Planuję napisać kilka słów o Eleonorze i Parku, poza tym właśnie czytam Mine od Katy Evans i już się rozglądam za kolejnymi powieściami do przeczytania :) Może w końcu padnie na którąś z powyższej listy!

14 stycznia 2017

„Zimowy ślub” Lisa Kleypas


Czy wspominałam Wam, że kocham twórczość Lisy Kleypas? Niezliczoną ilość razy, wiem. Gdybym jednak miała wybrać tytuł, za który kocham ją najmocniej, chyba byłby to trzeci tom Paprotek. Devil in Winter absolutnie zawładnął moim sercem!

Evangeline Jenner pragnie uciec od swojej rodziny, która liczy na przejęcie majątku po śmierci jej ojca. A jedynym sposobem, by to osiągnąć, jest jak najszybsze wyjście za mąż. Młoda kobieta nie ma najmniejszych złudzeń, że kiedykolwiek spotka swojego księcia z bajki, postanawia więc zaproponować małżeństwo jednemu z najbardziej zdegenerowanych mężczyzn, jakiego zna – osławionemu hulace, wicehrabiemu St. Vincentowi. Oboje są zdesperowani – ona potrzebuje wolności i bezpieczeństwa, on jej pieniędzy. Czy Evie poradzi sobie u boku mężczyzny, któremu za żadne skarby nie powinna zaufać?

Trzecia część Wallflowers okazała się objawieniem! Choć na początku byłam zniesmaczona wyborem głównego bohatera, szybko o tym zapomniałam – historia wciągnęła mnie bez reszty. Historia Evie jest słodka, wzruszająca, zaskakująca i pikantna, a przy tym chwyta za serce i nie pozwala na odłożenie lektury nawet na chwilę. Nie mogłam się skupić na niczym innym w ciągu dnia – wszystko sprowadzało się do tego, aby ponownie sięgnąć po książkę i poznać dalsze losy bohaterów. Dawno nie byłam tak pochłonięta przez powieść! I dawno już żadnej książki nie pokochałam tak, jak Zimowego ślubu. Może więc dlatego tak bardzo irytuje mnie nasze polskie tłumaczenie tytułu – oryginalny Devil in Winter ma w sobie charakter, którego brakuje polskiemu przekładowi. 

Podsumowując – nie znajduję w trzeciej części Paprotek ani jednego minusika, nawet najmniejszego. Wszystko w tej historii mnie zachwyca i wzbudza ogromne emocje – śmiałam się i płakałam razem z bohaterami, przeżywałam ich przygody z zapartym tchem i jestem pewna, że jeszcze nie raz wrócę do tej lektury. Lisa Kleypas bezpowrotnie wspięła się na szczyt moich ulubionych pisarek, rozbudzając moją wyobraźnię i dostarczając mi ogromnej satysfakcji z przeczytania jej książki. Polecam po tysiąckroć!


Tytuł oryginalny: Devil in Winter 
Seria: Wallflowers #3
Ilość stron: 336
Data polskiego wydania: 13.10.2016
Tłumaczenie: Teresa Komłosz
Wydawca: Prószyński i S-ka
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena: