07 kwietnia 2017

„Fantastic Beasts and Where To Find Them” reż. David Yates


Chyba nikogo z moich Czytelników nie zdziwi stwierdzenie, że jestem totalnym potterhead. Kocham uniwersum stworzone przez J. K. Rowling! Książki o Harrym Potterze to lektury, do których wracałam najwięcej razy, a ekranizacje powieści znam na pamięć. Nie mogłam więc odpuścić sobie poznania kolejnej historii ze świata magów – historii Newta Scamandera i jego magicznych stworzeń. Czy mi się podobało? I to jak! Choć opowieść o Newcie jest całkowicie inna, klimat pozostaje ten sam – obezwładniający, magiczny, stworzony dla potterowych geeków takich jak ja. 

Przede wszystkim podoba mi się to, jak otwiera się historia Newta. Muzycznie rozpoczęcie Fantastycznych zwierząt nawiązuje do HP, by za chwilę – wraz z pojawieniem się tytułu – przejść w motyw przewodni nowej opowieści. Dla potteromaniaka to szalenie ważne, że tak drobnym akcentem obie historie zostają ze sobą związane. Owszem, pojawiają się odniesienia do Hogwartu, wspomina się Albusa Dumbledore'a i jednym z głównym bohaterów jest sam Grindelwald, wciąż jednak nie można zapomnieć, że to odrębna opowieść – dzieje się nie tylko wiele lat przed HP, ale także na innym kontynencie, bo w Ameryce. Główny bohater – Newt – przybywa do Nowego Yorku z walizką pełną magicznych stworzeń i tym samym ściąga na siebie uwagę amerykańskiego ministerstwa magii. Co gorsza – kilka bestyjek ucieka z walizki i Newt musi je jak najszybciej odnaleźć! Tym bardziej, że miasto nawiedza nieznana niszczycielska siła i ktoś może oskarżyć jego stworzenia o sianie zamętu na ulicach NY. 


Powiem tak – Eddie Redmayne w roli Newta jest po prostu niesamowity! Zakochałam się w tej kreacji już w pierwszych sekundach filmu. To taki typ introwertyka kochającego magiczne stworzenia ponad wszystko na świecie, trochę jak czarodziejski obrońca zwierząt. Jego gesty, zachowanie i ta niezwykła dobroć bijąca z postaci przykuwają uwagę i sprawiają, że nie sposób go nie polubić. Ale nie tylko Eddie zasługuje na pochwałę! Niesamowicie spodobała mi się rola Colina Farrella, ten facet jest jakby stworzony do swojej postaci! No i filmowy nie-mag (mugol), czyli pan Kowalski – ta jego mimika i reakcje na magiczne wydarzenia są kapitalne, śmiałam się z niego do łez. W sumie dzięki tej postaci w filmie nie brakuje dobrego humoru, a niektóre sytuacje są absolutnie przezabawne.


Oczywiście nie można zapomnieć o tytułowych fantastycznych bestiach. Nie ukrywam, że wyobraźnia Rowling, jak i twórców filmu, jest po prostu nie do opisania! Choć na razie poznaliśmy tylko garstkę czarodziejskich stworzeń, wszystkie niesamowicie mi się podobały. Oczywiście niuchacz zdobywa tutaj pierwsze miejsce (za każdym razem, gdy wspominam scenę przy witrynie sklepowej w 49. minucie filmu, nie mogę przestać się śmiać). No i nieśmiałkowi Pickettowi także udało się zdobyć moje serce – też bym chciała takiego przyjaciela!


Choć w filmie nie brakuje słabszych momentów i – jak wspomniałam – konwencja tej opowieści jest zupełnie inna od przygód Harry’ego Pottera, warto zauważyć, iż w realiach Fantastycznych zwierząt magia wcale nie traci na swoim uroku i historia nie odbiega kunsztem od znanych przygód młodego czarodzieja z Hogwartu. Może to kwestia czasów trwania akcji – lata 30. w USA wydają się dobrym wyborem dla rozwoju wypadków. Do tego należy pochwalić dobrą ścieżkę dźwiękową – choć nic nie pobije muzyki do ostatniej części HP, i tu odnajduję wiele pięknych melodii, do których chętnie wracam i które budują klimat. Nie wszystko w Fantastycznych zwierzętach jest w pełni wyjaśnione i kończąc seans, pozostajemy z kilkoma pytaniami bez odpowiedzi, ale podobno mają powstać kolejne części przygód Newta, zatem liczę tutaj na rozwinięcie wielu wątków. Pokładam także duże nadzieje w Johnnym Deppie, który wcieli się w rolę niebezpiecznego maga – oby nie zawiódł tych oczekiwań! Mam nadzieję, że poznamy także kolejne wspaniałe stworzenia, także te, które już widzieliśmy w filmach o Harrym Potterze. A więc nie muszę Wam chyba mówić, że Fantastyczne zwierzęta bardzo mi się spodobały. Myślę, że nie należy oceniać tej opowieści przez pryzmat znanych nam przygód Pottera – to mimo wszystko dwie całkowicie odrębne historie, których wspólnym mianownikiem jest cudowny świat magii i czarodziejstwa. Oraz siła przyjaźni – bo właśnie to zyskał główny bohater, gdy trafił na obcy kontynent. A przyjaźń i miłość to największa magia na tym świecie, o czym na pewno wiedzą fani HP. Z niecierpliwością oczekuję kolejnej odsłony serii, a tym, którzy jeszcze nie mieli okazji poznać Fantastycznych zwierząt, polecam seans – naprawdę warto!

PS Za każdym razem po obejrzeniu filmu ze świata wykreowanego przez Rowling czuję się jak Kowalski:


A Wam podobał się film? Kto jeszcze nie widział, musi szybko nadrobić tę zaległość :)

6 komentarzy:

  1. Nie widziałam, ale przyznaję, że nawet mnie nie ciągnie ;) Może kiedyś, w wolnej chwili. Nie jestem fanką filmów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Fantastyczne zwierzęta" oglądałam nie dawno, chyba tydzień temu, uwielbiam ten film ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Oglądałam i.. osobiscie się trochę wynudziłam XD Ale ja nie przepadam za tym uniwersum jakoś szczególnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja jeszcze nie widziałam! Frustruje mnie to dość ;-) Koniecznie muszę zobaczyć, kocham świat wykreowany przez Rowling :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jestem od samego początku oczarowana tą historią i Eddiem jako Newt. Tak jak ty zakochałam się w nim od samego początku i już czekam na kolejną część!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie widziałam jeszcze i koniecznie muszę to zmienić, bo widzę, że mam co nadrabiać! :)

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję! :)