22 marca 2017

„The Iron Queen” Julie Kagawa


Minęło pięć (PIĘĆ!) lat, odkąd sięgnęłam po Żelazną Córkę i w zachwycie śledziłam losy moich ulubionych bohaterów. Pięć lat niespełnionych oczekiwań na kontynuację, której polscy wydawcy nigdy nie wydadzą. Kiedy więc w moje ręce trafiła trzecia część serii, The Iron Queen, której polski tytuł brzmiałby Żelazna Królowa, nie zawahałam się. Chciałam się przekonać, czy wciąż będę z zapartym tchem śledziła przygody Meghan i czy książę Ash ponownie rozpali moją wyobraźnię.

Nie ukrywam, że pierwsza połowa Żelaznej Królowej jest nudna. Byłam tym tak niesamowicie sfrustrowana, że brałam nawet pod uwagę rezygnację z dalszej lektury! Wszak minęło tyle lat od poznania poprzednich części, że może już zwyczajnie „nie czułam” tej historii? Jednak patrząc na Żelazną Królową jako całość wiem, że ten początek miał swój sens – po dramatycznym finale Żelaznej Córki, akcja musiała zwolnić – Meghan zostaje wygnana, a jej książę podąża za nią. Bohaterowie odkrywają, że ich świat umiera – żelazo się rozprzestrzenia, a fałszywy król chce opanować całą baśniową krainę. Historia powoli nabiera rozpędu, stopniowo wciągając czytelnika w mistrzowsko wykreowany świat elfów. Jednak tak naprawdę dopiero ostatnie sto stron mnie zaskoczyło, a finał serii zostawił w autentycznym oszołomieniu. Byłam wkurzona, zachwycona, totalnie wzruszona! Decyzje bohaterów i ich wybory po prostu rozdarły moje serce. I w końcu poczułam to, co pięć lat temu – absolutny zachwyt. 

Językowo seria utrzymuje się na stałym poziomie – to prosta, pisana w pierwszej osobie powieść młodzieżowa, niezbyt wymagająca, za to przyjemna w odbiorze. Główna bohaterka, choć nieco zagubiona i podejmująca nierzadko naprawdę śmieszne decyzje, jest postacią, której nie brakuje odwagi, a jej ostateczne wybory napawają czytelnika dumą i wzruszeniem. Książę Ash okazał się tak samo doskonały, jak go zapamiętałam, a to obudziło we mnie wspomnienia sprzed lat, kiedy Żelazny Król i Żelazna Córka zawładnęły na trochę moją wyobraźnią. I choć Żelazna Królowa przy pierwszych rozdziałach naprawdę mnie zawiodła, finał okazał się w pełni satysfakcjonujący, wzruszając mnie i w ostateczności przekonując, bym koniecznie sięgnęła po The Iron Knight, które – o ile się nie mylę – napisane zostało z punktu widzenia Asha. Zatem szczerze mogę Wam polecić trzeci tom Żelaznego Dworu – dla fanów to niewątpliwie książka, o której nie można zapomnieć. Jeśli jednak nie mieliście okazji poznać serii Julie Kagawy, polecam nadrobić tę zaległość – Żelazny Dwór to przepiękna, baśniowa, wzruszająca opowieść nawiązująca do dzieła Shakespeare'a oraz mitów o elfach i magicznych stworzeniach, dzięki której wyruszymy w niezwykłą podróż do niesamowitego Nigdynigdy. To seria, której się nie zapomina, i do której się chętnie wraca. Bardzo, bardzo polecam!

Tytuł oryginalny: The Iron Queen
Seria: The Iron Fey (#3)
Ilość stron: 368
Data angielskiego wydania: styczeń 2011
Wydawca: Harlequin Teen
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:



Seria The Iron Fey składa się z: 

#1 The Iron King (Żelazny Król, moja RECENZJA TU)

#2 The Iron Daughter (Żelazna Córka, moja RECENZJA TU)

#3 The Iron Queen

#4 The Iron Knight

#5 The Lost Prince

#6 The Iron Traitor

#7 The Iron Warrior

16 marca 2017

OMG! Pierwszy od ponad roku stosik książkowy! xD

Ojoj, czy wiecie, że ostatni mój stosik książkowy pojawił się w lutym 2016 roku? Minął już ponad rok! Najpierw przeprowadziłam się za granicę, co ucięło otrzymywanie papierowych egzemplarzy recenzenckich i zakupy w polskich księgarniach, a później miałam 8 miesięcy przerwy w blogowaniu. Ale w końcu przyszedł ten moment, że nie wytrzymałam – dwa tygodnie temu odwiedziłam dom rodzinny i ulubione księgarnie. I wróciłam z kilkoma nabytkami. Jesteście ciekawi, co sobie kupiłam? :D


Ci, którzy obserwują mojego instagrama i facebooka, na pewno wiedzą już, że tak pokochałam serię od Sarah J. Maas, że MUSIAŁAM kupić Dwór Cierni i Róż oraz Dwór Mgieł i Furii. I tak oto oba te tytuły są już tu ze mną <3 Czekam teraz na premierę kolejnego tomu!

Ponadto w biedronkowej promocji kupiłam kieszonkowe wydanie powieści Między książkami od Gabrielle Zevin – podobno dobre. Czytaliście? 

No i trzy tytuły zakupione w księgarni Tak Czytam w Łodzi (gorąco Wam to miejsce polecam). Pierwszy z nich to Walet Pik autorstwa Joyce Carol Oates – opinie o tym tytule są różne, ale pani z księgarni powiedziała, że to będzie dobry tytuł na początek, a potem mogę sięgnąć po Tatulo (podobno mocne!). Kolejny zakup to polecana swego czasu powieść Magdaleny Knedler Pan Darcy nie żyje. No cóż, wiadomość z pierwszej ręki – panów Darcy już nie ma, wyginęli na amen! Wiem co mówię, w końcu od jakiegoś czasu mieszkam w kraju Jane Austen. Dlatego też ten tytuł jakoś wyjątkowo mnie ujął i chętnie poznam tę opowieść xD No i trzeci zakup z księgarni to Ślad na lustrze od Janis Heaphy Durham – jestem strasznie ciekawa tej książki i jednocześnie trochę się jej obawiam. Bo czy istnieje coś po drugiej stronie? Chyba każdy choć raz w życiu się nad tym zastanawiał. A niewiadoma zawsze nas przeraża. 

Na koniec stosika prezentuję prezent od mojej kochanej Dzosefinn – ta wariatka tak bardzo chce mnie przekonać do prozy Agaty Czykierdy-Grabowskiej, że aż mi sprezentowała książkę z autografem autorki. No dzięki, bejb, niech Ci będzie, przeczytam Jak powietrze! :D

Poza zakupami książkowymi przywiozłam z Polski także lektury wygrzebane z moich starych zbiorów – więcej na moim instagramie ;)

Czytaliście któryś z powyższych tytułów? Polecacie coś w pierwszej kolejności?

Co do nadchodzących recenzji – właśnie kończę Żelazną Królową od Julii Kagawy, więc wkrótce napiszę kilka słów na jej temat, poza tym chcę powalczyć trochę z Żonami i córkami od Elizabeth Gaskell (co za cegła, 850 stron! Ale wydawca już baaaardzo długo czeka na reckę, więc jest motywacja, haha). Ponadto dostałam do zaopiniowania od PK trzeci tom Podwieczności (nareszcie!!!) i nową książkę od Marissy Meyer. Tak więc plan recenzji jest, pozostaje mi tylko go wykonać xD Trzymajcie kciuki! :)