Menu

10 marca 2011

"Blask" Alexandra Adornetto

"Do sennego miasteczka Venus Cove przybywają trzy anioły: Gabriel – wojownik, Ivy – uzdrowicielka oraz najmłodsza,
a przy tym mającą w sobie najwięcej z człowieka, Bethany. Zadaniem aniołów jest nieść dobro światu, który w coraz większej skali ulega wpływom ciemności. Podczas misji zmuszeni są ukrywać swe nadnaturalne zdolności, świetlistą poświatę, a także – co najtrudniejsze – anielskie skrzydła. Pomagając całej społeczności, próbują nie przywiązywać się do pojedynczych ludzi…
I wtedy Bethany poznaje w szkole Xaviera. Żadne z nich nie potrafi  oprzeć się wzajemnemu przyciąganiu. Kiedy zaczyna łączyć ich prawdziwe  uczucie, zdają sobie sprawę,
że przekraczają granice ustalone przez niebo. I nie jest
to jedyne zagrożenie dla ich szczęścia. Ciemne moce nie czekają i wciąż rosną w siłę. Nie ma czasu do stracenia.
Czy miłość do człowieka stanie się źródłem klęski Bethany
i jej misji?"
 

Obiecałam szybką recenzję i naprawdę starałam się szybko przeczytać te książkę, jednak na planach się skończyło. Do pierwszych 200 stron szło całkiem dobrze, a potem... No cóż, zacznijmy od początku. 

Książka panny Adornetto (dziewczynka ma osiemnaście lat) opowiada o trzech aniołach, którzy wysłani z misją ratowania świata, dostają w przydziale miasteczko Venus Cove. Tak więc Archanioł Gabriel, uzdrowicielka Ivy i najmłodsza - Bethany, mają wtopić się w społeczność, by lepiej poznać ludzi i ich zwyczaje, a tym samym doskonalej wypełnić powierzoną im przez Najwyższego misję. 

Początki są trudne - jako, że w Niebie nie mieli cielesnej postaci, ciężko jest się przyzwyczaić do krępujących ciał i ubrań oraz do wszystkich codziennych rytuałów takich jak kąpiel, mycie zębów czy spożywanie posiłków. Wkrótce jednak anioły przekonują się, że potrafią poradzić sobie w nowym wcieleniu, choć tak naprawdę Gabriel i Ivy już nie raz przeżyli taką misję. Beth, najmłodsza z nich, wszystko poznawała pierwszy raz. 

Dlatego też kiedy młoda, śliczna anielica pojawiła się w szkole, wywołuje niemałe zamieszanie, ściągając na siebie ciekawskie spojrzenia. Wśród nich pojawia się także Xavier Woods, przewodniczący samorządu szkolnego, super przystojny, bogobojny i ułożony chłopak. Beth jest nim wręcz zachwycona, co stwarza problem dla wykonania ich misji - mają wtopić się w tłum i koegzystować przy ludziach, ale nie z nimi. Wszelkie zainteresowanie poszczególnymi osobami, angażowanie się uczuciowe było surowo zabronione. Dlatego też od samego początku Beth napotyka przeszkody przede wszystkim w postaci swojego brata i towarzysza - Gabriela, który zaczyna z czasem żałować, że zgodził się, by taka niedoświadczona anielica jak Bethany miała mu towarzyszyć w misji. 

Bethany walczy z uczuciem, stara się zapomnieć o Xavierze, ale niestety coś ją ciągnie do chłopaka, nie daje spokoju. Kiedy więc w końcu postanawia poddać się uczuciu i wyjawić ukochanemu prawdę o sobie, wpada w poważne tarapaty. Choć w jakiś sposób (Boska Opatrzność?) problemy zostają chwilowo zażegnane, a życie młodych wydaje się sielanką, dochodzi do „niespodziewanego” zwrotu akcji. Chociaż ja bym to bardziej nazwała najzwyklejszym w świecie podążeniem za stereotypem - pojawia się drugi facet - Jake. 

No i tu pozostaje mi już zamknąć buzię na kłódkę, aby nie popsuć Wam czytania, jednak... Może powiem, że wszystko jest doskonale przewidywalne, jakby autorka kierowała się jakimś wytyczonym przez wieki schematem? Dokładnie od strony 247 wiedziałam już, co będzie dalej. Dlatego dalsze czytanie było wyjątkowo męczące i nie ukrywam, że z ulgą dobrnęłam do końca lektury. 

Jaka jest Bethany? Naiwna, to chyba najlepsze słowo. Najbardziej ludzka ze wszystkich aniołów, najbardziej podatna na pokusy. I najbardziej kochająca. Natomiast Xavier... Miałam nadzieję, że będzie to postać, którą wpiszę sobie na listę ulubionych super bohaterów, że powali mnie swoją błyskotliwością, tajemniczością, urokiem osobistym. Nic bardziej mylnego. Xavier jest tak przewidywalny, jak to, że po zjedzeniu ogórków kiszonych popitych zsiadłym mlekiem napewno wylądujemy w WC na resztę popołudnia. Tak wiem, porównanie iście mało poetyckie, ale chyba najlepiej opisujące Xaviera. Z resztą... czego mogłam się spodziewać po facecie, w którym zakochała się anielica z aureolą nad głową? No przecież nie drugiego Patcha! 

W całej tej historii nie ma ani jednego bohatera, który byłby silną osobowością, żaden mnie nie zachwycił. Beth staje się męcząca, Xavier to pantoflarz, Ivy i Gabriel są zbyt doskonali by w ogóle brać ich pod uwagę. Może jedynie Molly, przyjaciółka Beth, wydaje się być zwykłą nastolatką z codziennymi, ludzkimi problemami. Choć nie jest moją ulubioną postacią, wydaje się bowiem głupia jak but. 

Nie mogę nie wspomnieć o języku powieści. Jest nad wyraz dojrzały. Tu panna Adornetto nadrabia kiepską fabułę właśnie sposobem pisania. Jest dokładna, skrupulatna, wręcz czasem męcząca. Z dokładnością co do milimetra poznajemy otoczenie, domy, wystroje wnętrz. Wszystko fajnie, pięknie, ale w pewnym momencie te opisy pomijałam, męczyły mnie. Co nie zmienia faktu, że warsztatowo książka napisana jest bardzo elegancko i chociażby dla samego sposobu stworzenia powieści warto ją przeczytać. 

Czy ją polecam? Zależy, kto czego oczekuje. Jak na cenę 39,90, trochę za bardzo przereklamowana, aureola sukcesu i bestselleru otoczyła te pozycję literacką. Natomiast okładka – ponad wszystko przyciąga uwagę. Romantyczna, hipnotyzująca, iście bajkowa. I w sumie pasuje – bo ta książka to nic innego jak baśń o aniołach, które mają nieść dobro, o miłości i wierze w drugiego człowieka. Ciężko mi ją ocenić, może to sentyment, może złość, że się tak zawiodłam, może po prostu moja dobra wola... daję 6/10. Nie chcę być okrutna tylko dlatego, że nie znalazłam w książce tego, czego szukałam – emocji. Adornetto ma dobry warsztat i nawet kilka fajnych cytatów wychwyciłam,  choć nie dodałam, że książka jest pisana w narracji pierwszoosobowej. To też trochę zmienia postrzeganie, bo wszystko widzimy oczami poczciwej Beth. Mimo wszystko mam nadzieję, że trochę się dziewczyna rozwinie, pisząc kolejną część. W sumie każdy kiedyś zaczynał...

3 komentarze:

  1. Ja pokochałam tą książkę ;D I czekam na kontynuację pt. "Niebo"

    OdpowiedzUsuń
  2. Cały czas poszukuję tej książki, ale kiedy ją znajdę muszę ją mieć. Mam nadzieje, że mnie nie zawiedzie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdecydowanie chcę przeczytać :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Ten blog tworzę dla Was i każdy Wasz komentarz to dla mnie motywacja do dalszego pisania. Dziękuję, że jesteście tu ze mną! :)