Menu

10 marca 2011

"Mroczny Książę" Christine Feehan

"Raven, młoda Amerykanka o parapsychicznych zdolnościach, ucieka na koniec świata - przed niechęcią i uprzedzeniami. W mrocznych Karpatach spotyka Mikhaila, księcia Karpatian - ginącej pradawnej rasy. Tylko Raven może ocalić go przed nim samym i rozświetlić noc spowijającą jego duszę. Tylko Mikhail może uleczyć jej rany i obdarzyć wieczną miłością. Łączy ich wyrok przeznaczenia i potęga uczucia. Lecz przeciwko sobie mają tych, w których budzą lęk i nienawiść. Którzy nie spoczną, póki Karpatianie nie znikną ze świata śmiertelników..."


Jeszcze tak strasznej książki to nie czytałam... Strasznej, bo ni to romans, ni erotyk, ni fantastyka! 

Historię poznajemy razem z pojawieniem się głównego bohatera - zabójczo przystojnego, tajemniczego i jedynego w swoim rodzaju Michaiła. Jest jakby księciem Karpatian, pradawnej rasy ni to wampirów, ni wilków. Sa nieśmiertelni, potrzebują krwi i zmieniają się w różne zwierzęta. Ciężko to opisać, bo nie dokończyłam ostatecznie tej książki, a zaraz powiem, dlaczego.

Michaił jest pogrążony w rozpaczy i myśli o samobójstwie. I wtedy słyszy w głowie czyjeś słowa. Kobiety, która ma paranormalne zdolności wnikania w ludzkie umysły i teraz chce pocieszyć tego mężczyznę. On, zaintrygowany, postanawia ją poznać. O ironio, okazało się że to piękna dziewczyna, do której od razu zapałał pożądaniem. I nie przebierał w środkach, od razu jej się pchał między nogi. 

A nasza słodka Raven się nie opierała zbyt długo. Może była samotna, może potrzebowała dobrego kochanka... W każdym bądź razie w ciągu 24 godzin stała się nałożnicą tego dziwnego typa,. o którym nic nie wiedziała. I jedyne, co ją przerażało to fakt, że tego chce, że on ma nad nią władzę. No błagam, tandetne myślenie trochę!

Pierwsze rozdziały czytałam z zainteresowaniem, a w niektórych momentach czułam, jak palą mnie policzki. Książka ocieka erotyzmem i niewybrednymi opisami aktów cielesnych między kobietą i mężczyzną. Autorka zaszalała, trzeba jej to przyznać. Ale szaleństwo w pewnym momencie zamieniło się w niesmaczne opisy chuci i rozpusty, która przestała być romantyczna. Wspaniały, umięśniony i idealny wręcz Michaił i jego słodka, drobna Raven stali się dla mnie nudni, nim dotarłam do połowy książki. I tym samym zrezygnowałam z dalszego czytania.

Jestem fanką dobrego romansu. Lubię romantyczne historie, ale pod warunkiem, że mają smak. Mroczny Książę natomiast mnie przeraził po prostu. I nie wiem, jak można mówić że to był hit przed Zmierzchem, bo w porównaniu do Zmierzchu, Feehan pisze obrzydliwe harlekiny po prostu! Dlatego naprawdę nie polecam, chyba, że któraś z Czytelniczek lubi ostre sceny erotyczne bez cienia romantyzmu i od książki oczekuje jedynie udawanych doznań emocjonalnych. 

Ocena? 2/10. I tyle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Ten blog tworzę dla Was i każdy Wasz komentarz to dla mnie motywacja do dalszego pisania. Dziękuję, że jesteście tu ze mną! :)