Menu

27 czerwca 2012

"W pogoni za marzeniem" Kate Le Vann

"Cassidy czuje się zagubiona i osamotniona, brakuje jej prawdziwej przyjaźni. Wszystko się zmienia, kiedy poznaje nieco starszego od siebie licealistę Jonasa. Spędza czas z nim i z jego kolegami - imponuje jej to, że włączyli ją do swoich poważnych dyskusji. Jonas jest miły i wrażliwy, a ona nigdy jeszcze nie czuła się tak szczęśliwa.
Niespodziewanie jednak zaczynają docierać do Cassidy niepokojące opinie na temat Jonasa, które podkopują jej zaufanie do niego. Cassidy nie wie już, czy może wierzyć własnym ocenom i uczuciom.
Jeśli kochasz kogoś - jak daleko wolno ci się posunąć w ignorowaniu jego błędów?
Powieść o bolesnych procesach dojrzewania i odkrywania własnego 'ja'."


Cassidy ma szesnaście lat, uczęszcza do ostatniej klasy gimnazjum i – jak każda zwyczajna dziewczyna – ma swoje problemy. W domu nie układają jej się kontakty z mamą i ojczymem, w szkole musi znosić obecność byłego chłopaka i jego nowej, idealnej dziewczyny, a na przyjaciółki nie zawsze można liczyć. Aż pewnego dnia dochodzi do poważnej kłótni domowej i Cassidy postanawia spędzić dzień w mieście. To wtedy poznaje kilku chłopaków, wśród których dostrzega Jonasa – przystojnego i starszego od niej młodzieńca, który właśnie przeniósł się ze swoją paczką do liceum nieopodal jej gimnazjum. Coś zaczyna między tą dwójką iskrzyć, a życie nastolatki nabiera nowego wymiaru...

Uwielbiam powieści Kate Le Vann – Zakochana Tessa i Wszystko co wiem o miłości to dzieła, do których uwielbiam wracać, choć są bardzo smutne i wyciskają łzy. Kiedy więc usłyszałam o nowej powieści autorki, nie wahałam się przed zakupem – byłam bowiem pewna, że i ta książka mnie nie zawiedzie, nawet jeśli bałam się kolejnej rozpaczy (Kate ma skłonność do dramatycznych finałów). Okazało się jednak, że W pogoni za marzeniem to opowieść zupełnie inna od tych, które dotychczas poznałam. I niestety o wiele, wiele gorsza.

Narracja pierwszoosobowa z punktu widzenia Cassidy daje czytelnikowi możliwość poznania emocji dziewczyny, jej rozterek i niepewności. Tylko jeden rozdział w książce został przedstawiony z punktu widzenia narratora wszechwiedzącego, a to dlatego, że ukazywał wydarzenia, których bohaterka nie była świadkiem. Niemniej przede wszystkim historię poznajemy dzięki nastolatce i to pozycjonuje powieść Kate Le Vann na konkretnym stanowisku – to historia młodzieżowa i historia dla młodzieży. Podejmuje tematy typowe dla tego rodzaju powieści – dorastanie, pierwsza miłość, poszukiwanie własnego ja, wątpliwości, tolerancja oraz problemy w domu i w szkole. Na pierwszy plan wysuwa się jednak wątek uczuć pomiędzy Cassidy a Jonasem, które będą motorem napędowym kolejnych wydarzeń.

Język powieści jest prosty, co doskonale pasuje do narracji młodej dziewczyny. Muszę przyznać jednak, że momentami nie podobały mi się dialogi pomiędzy bohaterami – wydawały się wyjęte z kontekstu, sztuczne, a czasami zbyt dojrzałe jak na nastolaktów. To sprawiło, że czytałam książkę z lekko uniesioną brwią i sporą dozą sceptycyzmu. Co prawda powieść podejmuje naprawdę ciekawe tematy, ale minusem jest fakt, iż nie mają one w sobie żadnej głębi, a zakończenie nie daje odpowiedzi na istotne pytania. Brakuje puenty. To chyba największe niedociągnięcie – czytałam bowiem tę książkę po to, by wynieść z niej coś istotnego, a zostałam odprawiona z kwitkiem. I wciąż się zastanawiam, czy coś mi nie umknęło.

Podsumowując powiem tak – Kate Le Vann to dobra pisarka. Nawet bardzo dobra, bowiem potrafi pisać sensownie i tworzy pasjonujące historie z pełnowymiarowymi bohaterami. Okazuje się jednak, że W pogoni za marzeniem to niewypał w jej karierze – ta książka wydaje mi się nieprzemyślana, niedokończona, a nawet płytka. O ile pierwsza połowa miała szansę mnie zainteresować, o tyle druga była nudna i sprawiła, że lekturę skończyłam na siłę. Ciężko mi powiedzieć, czy czytelnicy odnajdą coś interesującego w tym dziele. Ja czuję się zawiedziona, choć przygoda z tą powieścią na pewno nie umniejsza mojej sympatii do pisarki. Czy polecam? Fanom Kate na pewno – warto poznać jej najnowszą powieść. Jednak dla tych, którzy dopiero zaczynają znajomość z autorką, proponuję najpierw jedno ze starszych dzieł. Daję ocenę 3+/6, choć obawiam się, że prawdopodobnie to i tak zbyt wysoka nota.

Original: The worst of me
Wydawnictwo: Akapit Press
Data wydania: 1.04.2011

A tu moje recenzje innych książek autorki:

24 czerwca 2012

"Niewidzialna" Sophie Jordan

KONTYNUACJA OGNISTEJ!

By uratować życie ukochanego, Jacinda złamała tabu: zdradziła najpilniej strzeżoną tajemnicę swojego gatunku.
Teraz musi powrócić pod ochronę stada, wiedząc, że może już nigdy nie zobaczy Willa. Mało tego, działanie mgły zacierającej wspomnienia mogło sprawić, że Will zapomniał o tamtej znamiennej nocy i powodzie ucieczki Jacindy. Po powrocie do domu Jacinda wszędzie napotyka wrogość i musi zadawać sobie dużo trudu, by na każdym kroku udowadniać swą lojalność. Dla dobra własnego i swojej rodziny. Wśród tych niewielu, którzy z nią rozmawiają, jest następca alfy stada – Cassian, który zawsze jej pragnął, oraz siostra Tamra, odtąd na zawsze odmieniona przez nagłe zrządzenie losu. Jacinda wie, że powinna zapomnieć o Willu i ułożyć sobie życie bez niego. Zdaje sobie sprawę z tego, że nawet jeśli zdołał ją zapamiętać i dotrzyma obietnicy odnalezienia jej, tylko narazi na niebezpieczeństwo ich oboje. Jednak nie porzuca nadziei, że kiedyś znów będą razem. Czy gdy pojawi się szansa, by podążyć za głosem serca, zaryzykuje wszystko dla miłości?”


„Ucieknij ze mną *

Jacinda popełniła błąd – ujawniła swoją dragońską naturę na oczach ludzi. Nie byli to jednak zwyczajni ludzie, lecz łowcy dragonów, którzy nie cofną się przed niczym, by dostać to, czego pragną – śmierci wszystkich istot podobnych Jacindzie. Teraz dziewczyna ucieka – z pomocą przyszłego alfy stada, Cassiana w towarzystwie matki i siostry. Wracają do domu, z którego uciekły. Dziewczyna wie, że będzie musiała wziąć odpowiedzialność za swoje czyny i przyjąć karę, jaką wymierzy jej starszyzna. I choć wie, że nie umiałaby zniszczyć dragonki żyjącej głęboko w niej, nie może pozbyć się uczuć, jakimi obdarzyła jednego z łowców – Willa. Rozumie, że nie ma dla nich przyszłości, ale serce nie sługa – wciąż bije szaleńczo tylko dla tego jedynego...

Niewidzialna to sequel Ognistej, powieści napisanej przez znaną i cenioną autorkę romansów historycznych – Sophie Jordan. Jej seria opowiadająca o potomkach smoków spotkała się z niezwykłym entuzjazmem czytelników. I ja znalazłam się wśród osób, których zachwyciła Ognista. Czy zatem Niewidzialna, ze swoją hipnotyzującą oprawą, sprostała moim – nie da się ukryć – wysokim oczekiwaniom?

Narracja Jacindy w czasie teraźniejszym znacząco dynamizuje powieść, choć i bez tego akcja mknie, zasypując widza kolejnymi wydarzeniami, które potrafią wbić w fotel przede wszystkim ze względu na dramatyczny wydźwięk sytuacji, w jakiej znalazła się dziewczyna. O ile Ognista mogła się wydawać w pewnym momencie nieco nudna, o tyle w Niewidzialnej nie ma nawet chwili spokoju – strach i niepewność Jacindy udzielają się czytelnikowi, a dzięki temu silniej odczuwamy więź z główną bohaterką i silniej przeżywamy jej historię. I nawet wtedy, gdy dziewczyna popełnia błędy, nie jesteśmy w stanie się od niej odwrócić. Stosunkowo prosty język pozwala na łatwy odbiór dzieła, a dzięki temu książkę czyta się niezwykle szybko i z nieskrywaną przyjemnością.

„Jesteś po prostu samolubną, wystraszoną dziewczynką, która woli lizać swoje rany niż żyć.”**

Autorka bardzo skupia się na bohaterach, co jest dodatkowym atutem jej powieści. Skrupulatnie tworzy sylwetki postaci pełnych najróżniejszych uczuć, kreując je na realistycznych i żywych. W tej części nie tylko Jacinda skupia na sobie wzrok widza – pojawia się także dziewczyna z okładki, równie ważna, jak nasza ognioziejka. Natomiast postacie, które nie przypadły mi do gustu w pierwszej części, teraz wydają mi się bliższe, gdyż poznanie emocji i pragnień tych bohaterów pozwoliło zrozumieć motywy ich działania. Przy pierwszej części byłam bardzo na „nie” w stosunku do Cassiana, teraz odczuwam jedynie smutek i ciche zrozumienie dla jego postępowania. Myślę, że postawę bohaterów zrozumiemy tylko wtedy, jeśli sami nosimy w sobie podobne doświadczenia – wówczas ich przeżycia odczuwamy o wiele silniej.

Niewidzialna to godna kontynuacja bestselleru, jakim okazała się Ognista. Być może, gdybym miała w tym momencie na nowo ocenić pierwszą część serii, byłabym nieco surowa, gdyż Niewidzialna przypadła mi do gustu o wiele bardziej od swojej poprzedniczki. Nic w tej książce nie jest nudne, sztuczne czy wymuszone. Narracja płynie swobodnie, kolejne wydarzenia zapadają głęboko w pamięć, a bohaterów nie można nie pokochać. W dodatku zakończenie pozostawia widza w stanie osłupienia i nie przesadzę mówiąc, iż najchętniej już dziś widziałabym ostatnią część powieści na półkach księgarń – głód historii nie daje spokoju, domagając się odpowiedzi na dręczące pytania. Sophie spisała się na medal, dlatego też jej powieść polecam nie tylko fanom Ognistej, ale każdemu, kto lubi nietypowe stworzenia i zapierające dech w piersi opowieści o wielkiej miłości. Niewidzialna dostaje w pełni zasłużoną ocenę 6/6, a to wszystko dzięki emocjom, jakie we mnie wzbudziła!

Original: Vanish: A Firelight Novel
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 30.05.2012
* cytat str. 118. 
** cytat str.  83.
 
Za powieść gorąco dziękuję Krzyśkowi i Wydawnictwu Bukowy Las :)

TU moja recenzja Ognistej, a cała seria prezentuje się następująco:

23 czerwca 2012

"Jutro 5. Gorączka" John Marsden

Na chwilę przestałam oddychać. Wiedziałam, że nie zdołam go powstrzymać. W pewnym sensie wcale nie chciałam go powstrzymywać. Naprawdę lubiłam Lee. Może nawet go kochałam. Nie byłam pewna. Czasami przypominało to miłość. Innym razem wolałam nie mieć z nim nic wspólnego. Czułam do niego pełną gamę emocji, od dzikiej namiętności po obrzydzenie. Ale miałam wątpliwości nie tylko co do Lee. Niczego nie byłam pewna. Wszystko wywróciło się nam do góry nogami.

A uczucia, które próbowaliśmy zagłuszyć, wracają, coraz silniejsze. I okazuje się, że udawanie twardych i racjonalnych nie ma sensu. Bo gdy dopuścisz do głosu emocje, nieważne staje się to, po czyjej stronie ktoś stoi. Ważne, co do niego czujesz.”


Ponownie w Piekle. Piątka nastolatków – Ellie, Homer, Lee, Fiona oraz Kevin – wciąż mają nadzieję na ratunek, lecz dopóki są w kraju ogarniętym wojną, nie potrafią siedzieć bezczynnie. Za namową Lee postanawiają rozeznać się w terenie, wybadać sytuację w mieście, dowiedzieć się czegoś, co mogłoby pomóc wygrać wojnę, więc wyruszają z bezpiecznej kryjówki ku Wirrawee. Nie spodziewają się jednak, że ich sytuacja szybko się zmieni, a jedna decyzja zaważy na przyszłości całej piątki. Nie mając nadziei, podejmują się samobójczej misji...

Gorączka to piąta część serii Jutro i niewątpliwie najbardziej niezwykły tom, jaki dotychczas wydano. Może dlatego, że został skonstruowany odmiennie od jego poprzedników? A może to inna od wszystkich okładka, która burzy cykl, jaki narodził się z połączenia czterech poprzednich opraw? Możliwe, lecz myślę, że przede wszystkim Gorączka jest inna, bo niesie z sobą naprawdę dramatyczne wydarzenia, przy których poprzednie przygody naszych bohaterów wydają się być zabawą w ciuciubabkę. I stąd właśnie ta część niezwykle mocno mną wstrząsnęła...

Ellie prowadzi nas w głąb najbardziej przerażającej akcji, jakiej dotychczas podjęła się grupa nastoletnich bohaterów serii. Jej historia potrafi spędzić sen z powiek i nie pozwoli odłożyć książki aż do końca lektury. Narracja dziewczyny szczegółowo opisuje nam poszczególne wydarzenia, nie szczędząc informacji o jej przyjaciołach, którzy decydują się na akcję wręcz niemożliwą. Jednocześnie każdy bohater na swój szczególny sposób przeżywa to, co się dzieje wokoło i dzięki temu możemy lepiej zrozumieć motywy ich działania.

Przez cały czas czytelnik odczuwa jedno – strach. Niesamowity i obezwładniający, który zakrada się w nasze umysły i nie pozwala myśleć o niczym innym poza bohaterami i niebezpieczeństwem, które na nich czyha. Ponadto sugestywny i obrazowy język, jakim posługuje się Ellie sprawia, że widz trafia w samo centrum wydarzeń – jako współudziałowiec. Strach bohaterów staje się naszym strachem, a przez to jeszcze silniej odczuwamy każdą kolejną sytuację, w jakiej znajdują się nastolatkowie.

Bardzo spodobała mi się odmienność tej części od poprzednich, bowiem tym razem akcja została osadzona przede wszystkim w pierwszej połowie książki (choć także później nie brakuje momentów pełnych napięcia) dzięki temu powieść nabiera już od pierwszych stron niezwykłego rozmachu, nie dając odetchnąć nawet na chwilę. O ile Jutro 4 mogło niejednego czytelnika trochę znudzić, o tyle Jutro 5 nie pozwoli nawet na moment oderwać oczu od lektury.

Gorączka to doskonały przykład tego, że wielotomowa seria wcale nie musi być nudna i pisana „na siłę”. John Marsden pokazał, że potrafi stworzyć coś niesamowitego i wstrząsającego, jednocześnie dając do zrozumienia, że to wciąż nie koniec. I myślę, że kolejne części siedmiotomowej, fenomenalnej serii nas nie zawiodą. Dlatego też nie mogę się doczekać, gdy sięgnę po Cienie, natomiast Gorączka ląduje na liście moich ulubieńców z oceną 6/6. Piekielnie gorąco polecam serię Jutro wszystkim bez wyjątków – to powieść idealna zarówno dla Pań, jak i dla Panów w każdym wieku. Dlaczego? Ponieważ podejmuje uniwersalne tematy związane z życiem każdego z nas – mówi o odwadze, sile, determinacji, a także o strachu i zwątpieniu, ale przede wszystkim pyta o to, jak my byśmy się zachowali, gdyby jutro wybuchła wojna...

Original: Burning for revenge
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 21.03.2012

Moje recenzje tomów poprzednich: 

21 czerwca 2012

TOP 10: Nieprzeczytane książki!


Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.


Dzisiaj nadszedł czas na... książki, których jeszcze nie przeczytałam, a które znają wszyscy (albo znaczna większość) ;)

Większość wybranych dzieł mam już na swojej półce i po prostu zabieram się do ich czytania jak sójka za morze... Ale kiedyś na pewno przeczytam wszystkie 10, które tu zebrałam. A będą to:

1. Delirium (chyba większość moich znajomych już czytała, tylko nie ja - strasznie mnie to denerwuje, że książkę kupiłam, a nie mam chwili, żeby ją poznać...)

2. Gone (cała seria oczywiście, ale najpierw zacznę od jedynki ;))  

3. Hobbit (wstyd, że go jeszcze nie przeczytałam!!!)

4. Jeden Dzień (mój przyjaciel z Anglii bardzo wychwalał, no to kupiłam)
5. Metro 2034 (znam Metro 2033, więc i tę część muszę poznać, zwłaszcza, że tyle ludzi twierdzi, że dwójka jest gorsza od jedynki - muszę to sama ocenić!!!)

6. Światła pochylenie (podobno niesamowita, leży u mnie już z pół roku jak nie lepiej i jeszcze do niej nie zajrzałam!)

7. Wichrowe wzgórza (w ogóle książki sióstr Bronte muszę ogarnąć kiedyś)
 
8. Złodziejka Książek (wstyd, wstyd i wstyd, że jeszcze tego nie znam)
 
9. Potem (powieść Siostra także jest na liście "must have")  

10. Rok 1984 (klasyk, którego po prostu trzeba znać, tylko jakoś nigdy nie mam odpowiedniego nastroju na tę książkę... )

Poza tym powinnam też dodać dzieła Zafona, bo tego też każdy zna, tylko nie ja :( Zatem jest co nadrabiać, jak widzicie... Szczerze mówiąc, na upartego uzbierałoby się jeszcze drugie tyle powieści, które są obowiązkowe, a jednak ja nie miałam okazji ich przeczytać... Zwłaszcza z klasyką jestem bardzo do tyłu, np. z dzieł Jane Austen znam tylko Dumę i Uprzedzenie oraz Perswazje - niewybaczalny błąd! Kiedyś to nadrobię...

A teraz dodam od siebie słów kilka, a mianowicie pochwalę się nowym tatuażem. Co prawda dzisiaj miało być o bransolecie, którą zaprojektowała mi Celine Kiernan, ale wyszły pewne komplikacje z przełożeniem tego projektu na ramię, więc praca nad tym tatuażem została przeniesiona na sierpień tego roku. Natomiast dzisiaj zrobiłam sobie takie maleńkie cudeńko nad kostką prawej nogi - R+, czyli logo zespołu Rammstein. To jeden z moich najukochańszych zespołów, choć miałam sporą przerwę w śledzeniu ich kariery, co jednak nie umniejsza faktu, że znam ich od momentu, gdy wydali pierwszy singiel - Du riechst so gut - który kocham *_* Ostatnio znowu mnie ostro trzepnęło, nadrabiam zaległości i oto efekt mojej fascynacji :) Teraz tylko brakuje mi koncertu chłopaków w Polsce <3

Na koniec piosenka - wiadomo, czyja :)  Co prawda jest już stara, ale moja najukochańsza ze wszystkich.
Enjoy :)

19 czerwca 2012

"Rozkosze damy" Nicole Jordan

Marcus Pierce, przystojny arystokrata o podejrzanej reputacji, dziedziczy po wuju tytuł, majątek i - aczkolwiek bez entuzjazmu - prawną opiekę nad trzema siostrami, swoimi dalekim kuzynkami. Aby pozbyć się problemu, postanawia natychmiast wydać je za mąż. Jednak żadna z dziewcząt nie chce słyszeć ani o zamążpójściu, ani o pomocy Marcusa w tym względzie. Na domiar złego najstarsza z sióstr wzbudza w swoim opiekunie zupełnie nieodpowiednie uczucia...”


Londyn roku 1817. Młody lord Danvers nie ma łatwego życia, odkąd odziedziczył tytuł po zmarłym wuju, gdyż poza dobrami materialnymi przyszło mu również sprawować opiekę nad trzema niezamężnymi pannami. Wydawałoby się, że sprawa jest prosta – trzeba wydać młode kobiety dobrze za mąż i po kłopocie. Okazuje się jednak, że idealny plan napotkał pewną trudność – Arabella Loring i jej siostry – Roslyn i Liliana, wcale nie zamierzają wychodzić za mąż! Co więcej – gardzą takim pomysłem i nie chcą, by hrabia się nimi opiekował, uparcie twierdząc, że potrafią same o siebie zadbać. Lord Danvers nie jest jednak przekonany do ich pomysłu, a kiedy poznaje w końcu piękną, lecz upartą i krnąbrną Arabellę, postanawia mieć oko na dziewczęta. Zwłaszcza na tę jedną, rudowłosą, do której zapałał gorącym pożądaniem...

Rozkosze damy to powieść Nicole Jordan. Spotkałam się z tą autorką pierwszy raz, a do zakupu książki w zasadzie przekonała mnie promocja w księgarni oraz przyciągająca spojrzenie okładka. Ponadto warto dodać, że autorka jest jedną z najbardziej cenionych pisarek romansów historycznych – otrzymała nagrodę Romantic Times Book Reviews Career Achivement Award 2007, RITA Award czy Romance Writers of America Award (informacja z okładki). Jak więc miałabym przejść obojętnie obok takiej gratki?

Nowy hrabia jest nie tylko irytujący, ale chyba też szalony!”* 

Narracja obserwatora wszechwiedzącego zgrabnie opowiada o uczuciach dwójki głównych bohaterów – widzimy więc świat zarówno oczami Arabelli, jak i Marcusa. Każdy rozdział rozpoczyna się zdaniem z listów Arabelli do przyjaciółki Fanny, a są to fragmenty wyjątkowo zabawne, przesycone ironią oraz smakiem. Sugestywny, lecz prosty język narratora sprawia, że czytanie powieści jest przyjemne i wciągające. Niestety dialogi nie do końca oddawały charakter języka początku XIX wieku, co odebrało nieco powieści autentyczności. Nawet, jeśli reszta jest całkiem poprawna.

Bohaterowie Rozkoszy damy to przede wszystkim osoby z wyższych sfer. Na pierwszy plan wyłania się uparta Arabella i namiętny Marcus, a walka pomiędzy nimi przywodzi na myśl wyjątkowo zmysłowy taniec. To sprawia, że książkę czyta się w zasadzie z ciągłym uśmiechem i rumieńcami na twarzy. Choć z drugiej strony nie ukrywam – nie znajdziemy tu wyjątkowo pikantnych scen, jak w przypadku chociażby powieści Lisy Kleypas – Nicole wydaje się być nieco bardziej powściągliwa i więcej uwagi przywiązuje do samych potyczek pomiędzy bohaterami. Poza Arabellą i Marcusem mamy także plejadę wielu innych ciekawych postaci – w tym sióstr Belli, które będą grały pierwsze skrzypce w kolejnych powieściach autorki.

Po Rozkoszach damy nie należy się spodziewać wielkich fajerwerków. Nie jest to także książka wysokich lotów, bo znam o wiele lepsze powieści z gatunku romansów historycznych. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że utwór Nicole Jordan to romans przez duże 'R', bowiem cały czas coś się dzieje i poboczne wątki znikają, byśmy mogli na pierwszym planie podziwiać batalię pomiędzy głównymi bohaterami. Zakończenie zupełnie przewidywalne (a jakżeby inaczej!), ale nie ukrywam, że książka jest idealna na rozluźnienie i uspokojenie nerwów. Dlatego też gorąco polecam Rozkosze damy tym Paniom, które nie stronią od namiętnych historii miłosnych i pragną zapomnienia – nawet na parę godzin przy ciekawej lekturze. Daję ocenę 4/6.


Original: To Pleasure a Lady
Wydawnictwo: Amber 
Data wydania: 24.11.2008
* cytat str. 35.

A na koniec tylko dodam, że autorka tak mnie zaciekawiła historią o Arabelli, że zakupiłam dwie kolejne jej książki - o siostrach bohaterki ^^ Ostatnio mam jakieś zapotrzebowanie na romanse historyczne :P Zaczyna mnie to przerażać ;)

16 czerwca 2012

"Heretycka Królowa" Michelle Moran

"Starożytny Egipt. Pożar zniszczył właśnie pałac królewski, a ostatnią przedstawicielką XVIII dynastii staje się mała księżniczka Nefertari. Na jej przeszłości ciąży cień krewnych, osławionych heretyków, Nefertiti i Echnatona. Kiedy Nefertari zakochuje się w Ramzesie II, najpotężniejszym faraonie w historii, ciotka pomaga jej zostać jego żoną. Jednak nawet po ślubie Nefertari czuje, że lud jej nienawidzi, i boi się nowego życia. Czy mimo jej odwagi, uporu i miłości męża Egipt kiedykolwiek zapomni o jej przeszłości?
Heretycka królowa, książka pełna historycznych szczegółów, politycznych intryg i dramatycznych szczegółów dworskiego życia, to porywająca opowieść, od której trudno się oderwać."


Nefertari od najmłodszych lat kochała Ramzesa, lecz była zbyt młoda, by go poślubić, gdy zasiadł na tronie Górnego Egiptu. Będąc świadkiem jego zaślubin z pustą, lecz niezwykle piękną Iset, miała zaledwie trzynaście lat. Nefertari zapragnęła zostać żoną faraona, lecz ciążyło nad nią widmo przeszłości jej rodziny – ciotki Nefertiti i jej męża Echnatona – faraona-heretyka, który obalił bogów, wprowadzając monoteizm i nakaz czczenia Atona. Teraz Nefer będzie musiała zrobić wszystko, by lud zapomniał o jej heretyckich przodkach – tylko wówczas byłaby godna zostania żoną Ramzesa i królową Egiptu jako Pierwsza Żona. Ciotka młodego władcy postanawia pomóc w tym młodziutkiej księżniczce – tak zaczyna się niełatwa droga Nefertari ku władzy i ku sercu faraona...

Moja miłość jest wyjątkowa i nikt jej nie przyćmi... Odchodząc, skradła mi serce”

Te słowa znajdują się na grobowcu Nefertari, a zostały wyryte przez Ramzesa II Wielkiego, jednego z najpotężniejszych władców Starożytnego Egiptu. I właśnie te dwa zdania z okładki powieści Michelle Moran sprawiły, że zapragnęłam poznać Heretycką Królową, zatopić się w zupełnie mi nieznany, egzotyczny świat faraonów i odkryć tajemnice życia dworskiego za czasów starożytności. I jestem oczarowana historią, którą przedstawiła autorka!

Zgrabna narracja pierwszoosobowa z punktu widzenia Nefertari to doskonały zabieg, który pozwolił czytelnikom poznać wszystkie emocje, jakie targają tą niezwykłą postacią. Śliczna, młoda dziewczyna staje się naszymi oczami i skrupulatnie, szczegółowo opisuje nam rzeczywistość za panowania XIX dynastii. Mamy rok 1283 przed naszą erą, ale dzięki inteligentnej Nefer i jej barwnym opisom nie czujemy, że jest to zamierzchły czas, o którym każdy już zapomniał. Egipcjanie, wbrew pozorom, prowadzili niezwykłe życie, a wiele przedmiotów, które wydają się być wynalazkami naszej ery, tak naprawdę były znane wieki przed Chrystusem. Czy to nie jest niezwykłe?

Michelle zgrabnie przeplata fakty historyczne z fikcją literacką, a wiele elementów, które wydawały by się wymyślone, okazują się prawdą. I to sprawia, że powieść jest jeszcze bardziej wartościowa. Autorka w „nocie historycznej” (umieszczonej na końcu książki) opowiada o swojej pracy nad powieścią, przytacza interesujące fakty z życia Ramzesa II Wielkiego, uzmysławiając tym samym, o jak niezwykłym świecie przyszło jej pisać. Znajdziemy także słowniczek, który wyjaśnia nieznane pojęcia oraz imiona bóstw, jakich czcili Egipcjanie. Nie zabrakło również kalendarza, który objaśnia nam nazwy miesięcy i okres ich trwania.

Przyznam szczerze, że ciężko było mi zrozumieć świat, w którym mężczyzna może mieć dwie małżonki i gdzie właśnie kobiety walczą o władzę, bo bycie Pierwszą Żoną oznacza władzę absolutną – nie tylko nad mężem. Od samego początku powieść wywoływała we mnie skrajnie różne emocje – od zachwytu po niedowierzanie. Pierwsze kilka rozdziałów niesamowicie mnie poruszyło! I choć znamy historię, która już dawno odpowiedziała na pytanie, co stało się z Nefertari, i tak bardzo emocjonalnie podeszłam do wydarzeń, które rozegrały się w powieści. Autorka pokazała, jak piękna kobieta może omamić mężczyznę. Momentami ma się wrażenie, że to właśnie ciało jest towarem przetargowym, podobnie jak płodność – jeśli kobieta nie urodzi syna, staje się mniej wartościowa. W tamtych czasach zaloty były doprawdy... egzotyczne. Ale nie umniejsza to faktu, że poza pięknem ciała istotna była też inteligencja jest to cecha, która potrafi zachwycić mężczyznę w równym stopniu, jak piękne ciało i śliczna buzia. Pocieszające, prawda?

Heretycka Królowa to niezwykła, błyskotliwa powieść osadzona w realiach Starożytnego Egiptu, od której trudno się oderwać i która potrafi wzbudzić ogromne emocje. Pokazuje bezwzględność życia na dworze, sieć intryg i kłamstw, z którymi musiał walczyć władca oraz wyrafinowane sposoby kobiet na zawładnięcie sercem i umysłem mężczyzny. To barwna i pełnowymiarowa opowieść o wielkim uczuciu, które pomimo przeciwności losu kwitło, by ostatecznie zapisać się na kartach historii. Wzruszająca miłość Nefertari do młodego faraona podbiła moje serce i sprawiła, że pomimo różnic kulturowych, które kładły się cieniem na moim odbiorze powieści (chociażby haremy, poślubianie własnych córek itd.), długo jeszcze będę wspominała niezwykłość tej historii i wzdychała, gdy przyjdzie mi przeczytać jakąkolwiek książkę o faraonie Ramzesie II. Jednocześnie przyznaję, że ta powieść nauczyła mnie więcej o Starożytnym Egipcie, niż pół roku wykładów z historii tego okresu. Dlatego powieść Michelle Moran otrzymuje ode mnie 5+/6, a dzieło gorąco polecam wszystkim bez wyjątków! 

Original: The Heretic Queen
Wydawnictwo: Sonia Draga
Data wydania: 28.07.2010
 

I trailer do książki - nic nadzwyczajnego, ale jest ;)
A poniżej znalezione w sieci przedstawienie Nefertari. Prawda, że piękna? (TU źródło) Przynajmniej według mnie piękniejsza, niż ją przedstawiono na starożytnych malowidłach choć dla Egipcjan ówczesne malowidła uchodziły za oszałamiająco piękne.
Zabawne, że na niektórych zagranicznych stronach znalazłam informację, że żoną Ramzesa II była Nefertiti, choć ta żyła ciutkę wcześniej i wsławiła się jako żona Amenhotepa IV (Echnatona) ;) Mam nadzieję, że wkrótce będę miała okazję przeczytać też dwie inne powieści Michelle, które pojawiły się na polskim rynku Nefertiti oraz Córkę Kleopatry.

13 czerwca 2012

"Jutro 4. Przyjaciele mroku" John Marsden


Na myśl o powrocie robi mi się niedobrze. Mam ochotę krzyknąć: „Posłuchajcie mnie, do diabła! Mam gdzieś wasze wielkie plany!”. Chcę, żeby ktoś, ktokolwiek, przyznał, że to, czego ode mnie oczekują, jest wielkie, olbrzymie, gigantyczne.
I nie chodzi wcale o to, że tu jest nam tak wspaniale. Nie jest.
Mam wrażenie, że wszyscy przestaliśmy być sobą. Homer chce nami rządzić bardziej niż kiedykolwiek. Fi i Kevin wszystkiego się boją, a Lee... nie poznaję go.
No i zrobiłam coś, czego dawna Ellie nigdy by sobie nie wybaczyła.
Jedyne, co pomaga mi przetrwać, to nadzieja, że tam, na miejscu, znów staniemy się sobą.”


Kolejny etap walki o przetrwanie właśnie się rozpoczyna! Ellie i jej przyjaciele przez kilka miesięcy dochodzili do siebie, przyjmując pomoc od Nowej Zelandii. Wydarzenia, których byli świadkami, na zawsze odmieniły tych nastolatków – wojna zmusiła młodzież do szybkiego dorastania, porzucenia beztroski i spokoju na rzecz walki z wrogiem na śmierć i życie. Kiedy więc dostają kolejne zadanie, nie są specjalnie zaskoczeni – nawet jeśli pragnęliby innej możliwości. Czas wrócić do gry. Czas odnaleźć w sobie odwagę, by ponownie stanąć na australijskiej, opanowanej przez wroga, ziemi…

Seria Jutro to fenomen i nie jest to tylko slogan z okładki, ale fakt oczywisty. Jakkolwiek staralibyśmy się temu zaprzeczyć, jest to niemożliwe. John Marsden stworzył niezwykłą historię o grupie młodych ludzi, których jedynym zmartwieniem powinien być sprawdzian w szkole, albo męcząca praca w gospodarstwie, a nie ucieczka przed uzbrojonymi żołnierzami i walka o życie. Dlatego też w oczekiwaniu na nowe przygody Ellie i jej paczki, sięgnęłam po czwarty tom powieści – Przyjaciół mroku.

Narracja pierwszoosobowa z punktu widzenia Ellie po raz kolejny okazała się strzałem w dziesiątkę – ta dziewczyna to świetna obserwatorka i doskonała narratorka, która z typową dla siebie skrupulatnością maluje przed czytelnikami obraz grupy nastolatków przedzierających się nocą przez niebezpieczne rejony ogarnięte wojną. Zgrabnie pokazuje relacje pomiędzy przyjaciółmi, jednocześnie dając do zrozumienia, że wydarzenia ostatnich miesięcy mocno nadwerężyły jej nerwy i przez to pogmatwały jej uczucia  nie tylko wobec Lee. Ellie jest zwyczajna, a przez to jeszcze bardziej ludzka i prawdziwa – nie stara się być bohaterką na siłę, nie zgrywa chojraka. Nie można jej nie lubić, nawet jeśli popełnia karygodne czasami błędy.

W tej części grający nieraz pierwsze skrzypce Homer schodzi na plan dalszy, bo jego miejsce zajęła Fi – śliczna, filigranowa dziewczyna, po której nikt nie spodziewał się takiego heroizmu, jakim zasłynęła w poprzednich częściach. Niespecjalnie za nią przepadałam, lecz teraz wszystko uległo zmianie. Myślę, że wraz z kolejnymi tomami Jutra nie tylko bohaterowie się zmieniają, ale także czytelnicy – to niezwykła właściwość tej książki, bo sprawia, że dojrzewamy razem z bohaterami – stajemy się ich towarzyszami w walce, ich orędownikami. I dzięki temu kochamy tę opowieść jeszcze bardziej. Realizm postaci nie pozwala nam bowiem na odwrócenie wzroku od ich problemów i niebezpieczeństw, które czekają na te dzieciaki.

Niestety minus także się pojawił i to on zaważył w zasadzie na odbiorze dzieła – niezwykle nużący początek. Ellie opowiada i opowiada, a od tego można po prostu zasnąć. Dopiero w okolicy ¼ książki zaczęłam się wciągać w fabułę, a im dalej brnęłam, tym bardziej szaleńczo biło moje serce – ze strachu, podniecenia, a może niepewności. Każda kolejna strona coraz bardziej podnosiła temperaturę, co dodatkowo wzmaga w czytelniku głód historii. Marsden ma jednak manierę, która troszkę mnie denerwuje – każda powieść skonstruowana jest tak samo. Schemat prosty: wprowadzenie – planowanie – akcja – wyciszenie. Myślę, że każdy czytelnik w pewnym momencie bez znajomości fabuły będzie wiedział, co się dalej wydarzy. A to nie jest dobrym znakiem.

Jutro 4 Przyjaciele mroku to wciągająca historia ze sporą dawką refleksji dotyczącej wojny. Trzymająca w napięciu akcja, która w drugiej połowie książki mknie jak szalona, nie pozwoli czytelnikowi na chwilę oddechu, a zakończenie nie da ukojenia. To sam środek wielkiej historii i autor wyraźnie daje nam do zrozumienia – jeszcze dużo przed nami. Nie jest to najlepsza cześć z dotychczas wydanych, ale wnosi interesujące fakty w opowieść i dzięki temu staje się ogniwem niezbędnym do dalszej kreacji serii. Dlatego też daję powieści ocenę 4+/6 i czekam na więcej emocjonujących wydarzeń – oby takie się pojawiły w piątej i szóstej części, które są już dostępne na naszym rynku wydawniczym. Serię polecam nie tylko fanom Marsdena, ale także wszystkim osobom uwielbiającym akcję, dreszczyk emocji i strach, który potrafi sparaliżować. Nigdy nie można mieć pewności, jakie będzie nasze Jutro


Original: Tomorrow 4. Darkness Be My Friend
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 17.11.2011

Moje recenzje tomów poprzednich:
"Jutro 3. W objęciach chłodu" John Marsden


Dostępna jest także ekranizacja pierwszej części - oglądałam, całkiem dobra, a oto trailer: 


12 czerwca 2012

"Uwieść aroganta" Adrienne Basso


"Harriet przyjmuje posadę guwernantki, by uciec przed skandalem. Pragnie spokoju i ciszy. Ale gdy przybywa do zamku w Szkocji i staje twarzą w twarz ze swym pracodawcą, zagadkowym i pociągającym, już wie, że jej serce nie zazna tu spokoju. Nie wie jednak, jak wielki sekret ukrywa Mr. Wainwright. I że nie jest on wcale tym, za kogo się podaje."


Skandal sezonu - młoda Angielka zostaje porzucona po kilku latach narzeczeństwa przez swojego wybranka, hulakę i niegodziwca. Londyn huczy od plotek i spekulacji, nie dając nieszczęśliwej dziewczynie możliwości odetchnięcia od dramatycznych dla niej wydarzeń. Ale Harriet chce być niezależna, dlatego też postanawia przyjąć posadę guwernantki i wyjeżdża na północ Szkocji, by opiekować się trójką podopiecznych pana Wainwrighta. Pragnie nie tylko pozostawić za sobą nieszczęśliwą historię, ale także rozpocząć wszystko od nowa. Ale w szkockim zamku jej życie nie stanie się ani prostsze, ani spokojniejsze. Zadba o to jej nowy pracodawca…

Uwieść aroganta to moje pierwsze spotkanie z twórczością Adrienne Basso, szkockiej pisarki romansów historycznych. Zaintrygowana opisem postanowiłam poświęcić popołudnie dla jednej z jej powieści i dziś przedstawię Wam tego efekty.

Narracja obserwatora wszechwiedzącego przedstawia nam wydarzenia z punktu widzenia dwójki głównych bohaterów - Harriet oraz Nathaniela. Dzięki temu nie tylko znamy ich odczucia, ale także mamy możliwość poznania historii na długo przed zetknięciem się tej dwójki. Powieść jest wówczas pełniejsza i bardziej przyciąga uwagę, gdyż wiemy, co kierowało bohaterami i jaka jest ich przeszłość. A później dochodzi do spotkania, które wywraca życie obojga do góry nogami i odmienia ich losy. Czytelnik obserwuje zmagania obojga ze swoimi emocjami, ich strach i niepewność, a przede wszystkim błędy, które popełniają – zwłaszcza te w stosunku do siebie nawzajem. Język jest prosty, niespecjalnie stylizowany na XIX-wieczny, ale zawiera elementy, które są niezbędne do odzwierciedlenia rozmów pomiędzy ludźmi tamtej epoki (m.in. zwroty grzecznościowe i częste używanie słowa „pan”, „pani”). 

Interesująca jest kreacja realiów początku XIX wieku. Gdy tylko ujrzałam datę - 1811 rok - aż uśmiechnęłam się pod nosem, spodziewając się wielkiej klapy. Początek XIX wieku to ciężki okres dla współczesnych pisarzy i doskonałe odzwierciedlenie londyńskiego życia tamtych lat jest po prostu trudne. A jednak Adrienne miło mnie zaskoczyła - choć nie przeczytałam niczego nowego, z aprobatą przyglądałam się wykreowanej rzeczywistości, zachowaniom postaci, sztywnej etykiecie i myślałam przy tym: „Coś takiego, pokazała to całkiem poprawnie”. Tak więc powieść Uwieść aroganta może uchodzić za romans historyczny, gdzie słowo „historyczny” nie dotyczy tylko daty wydrukowanej na pierwszej stronie, lecz rzeczywiście odzwierciedla ducha epoki, w której osadzona jest akcja.

Niestety jest też minus i będzie on dotyczył tak naprawdę kluczowej części historii - romansu. Mówiąc wprost - jest drętwy! Co prawda na początku czytelnik odczuwa dreszczyk podniecenia, gdy dochodzi do starcia na linii Harriet - Nathaniel, lecz później emocje opadają wraz z kolejnymi suchymi opisami, które nie pozwalają na pobudzenie wyobraźni i nie wywołują szybszego bicia serca. Autorka skupiła się bardzo na wątkach pobocznych, kreacji bohaterów i historii, która przywiodła czytelnika do kulminacyjnego momentu, ale sam motyw romansu nie miał w sobie niczego zaskakującego, namiętnego, ani tym bardziej erotycznego. 

Podsumowując: Uwieść aroganta to poprawnie napisana opowieść, zgrabnie ujęta w realia XIX-wieczne, którą czyta się szybko i przyjemnie, choć po lekturze można odczuć drobny niedosyt wywołany jałowym wydźwiękiem wątku romantycznego. Książka idealnie nadaje się zarówno dla dojrzałych kobiet, jak i nastolatek, gdyż okrojone opisy aktów cielesnych nie wywołują najmniejszego zgorszenia. W zasadzie od początku można się spodziewać konkretnego zakończenia, przez co powieść nie niesie z sobą dreszczyku emocji, ale nie jest też nużąca. Osobiście daję jej ocenę 3+/6 i polecam osobom, które szukają odpoczynku w samotny, chłodny wieczór.


Original: To tempt a rogue
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 1.01.2005 (wznowienie w 2009 roku w różowej serii Love&Story)