Menu

21 marca 2016

Piąte urodziny bloga! WOW! :)

Tak, moi Kochani, Tirindeth's istnieje od pięciu (5!!!) lat! Jejku, tyle czasu! Pierwszą notkę na tym blogu opublikowałam 10 marca 2011. Dopiero wczoraj zorientowałam się, że jedenaście dni temu powinnam była świętować urodziny mojej strony. Skleroza nie boli! :)

źródło

Kurcze, w sumie nie wiem, co z tej okazji mogłabym napisać. To było dobre pięć lat - razem z Wami i dla Was tworzyłam to miejsce, zmieniałam wygląd bloga, nazwę, raz nawet adres, ale jedno było niezmienne - miłość do książek. Nie wyobrażam sobie, bym mogła nie mieć tej strony. Blog jest moim azylem, miejscem, gdzie mogę się podzielić z innymi tym, co naprawdę lubię. A lubię opowiadać o książkach, nie da się tego ukryć ;) I lubię poznawać opinie innych osób, dlatego chętnie czytam blogi książkowe - dzięki wielu osobom poznałam naprawdę wspaniałe lektury, za co serdecznie im dziękuję! 

Na początku Tirindeth's było blogiem tylko książkowym - publikowałam recenzje przeczytanych powieści oraz informacje ze świata literatury. Z czasem blog troszkę ewoluował - zaczęłam pisać o filmach, o muzyce, przygotowywałam różnego rodzaju rankingi. Ale książki wciąż są na pierwszym miejscu i to się na pewno nie zmieni :)

Dzięki prowadzeniu bloga poznałam wiele cudownych osób, nawiązałam przyjaźnie, które dziś stanowią ważną część mojego życia. W sumie większość moich znajomych na fejsie to inni blogerzy lub czytelnicy mojego bloga, a także kumpelki z forów książkowych. Oto najlepszy dowód a to, że książki łączą ludzi! :D

Poza blogiem prowadzę także fanpejdża na FB oraz konto na Instagramie. Co prawda zaczęłam w zeszłym roku, ale oba miejsca w sieci stały się nieodłącznym dodatkiem do Tirindeth's. To tam dzielę się z Wami najświeższymi informacjami, publikuję zdjęcia i zapraszam do odwiedzania bloga, gdy pojawi się nowy wpis. Dziękuję Wam za wszystkie lajki i serduszka, Wasza obecność dodaje skrzydeł, naprawdę! Dziękuję także za komentarze pod moimi postami na blogu - każde słowo jest dla mnie bardzo cenne i sprawia, że z zapałem pracuję nad kolejnymi notkami. Jesteście WSPANIALI! Dlatego też z okazji piątych urodzin bloga składam sobie życzenia, by nadal chciało mi się pisać o książkach, a Wam życzę, by nadal chciało Wam się te wpisy czytać. Dzięki! <3

19 marca 2016

"Szczęście do wzięcia" Jason F. Wright

„Drobny gest wystarczy, aby zmienić świat i nas samych na lepsze.

Hope jest młodą, ambitną dziennikarką, prawdziwą dumą swojej adopcyjnej mamy. Marzy o napisaniu reportażu, który przyniesie jej wielką sławę. Zafascynowana fenomenem tajemniczych podarunków, które otrzymują ludzie w potrzebie, rozpoczyna prywatne śledztwo.
Rozwiązując zagadkę, Hope przekona się, że uczynione dobro zawsze do nas wraca w najbardziej niespodziewanym momencie. Przeżyje wspaniałą przygodę - spotka cudownych ludzi i zrozumie, że dla osiągnięcia własnych celów nigdy nie można wykorzystywać zaufania drugiej osoby.

Przepiękna, wzruszająca książka, która zainspirowała miliony Amerykanów do dzielenia z bardziej potrzebującymi. Przeczytaj i przyłącz się do wielkiej wspólnoty pomagania. Tak, aby kiedyś ktoś pomógł również Tobie…”


Istnieją książki, które motywują czytelnika do czegoś wielkiego. Dla jednych poznanie takiej lektury jest objawieniem, dla innych to tylko utwierdzenie w przekonaniu, jak należy postępować. Szczęście do wzięcia to jedna z tych historii, która zmusza do zastanowienia się nad swoim życiem i sprawia, że człowiek chce coś zmienić, chce pomagać. Bo każdy z nas może kiedyś potrzebować pomocy.

Historia Hope promowana była jako lektura idealna na święta Bożego Narodzenia. Ja poznałam tę opowieść już po świętach, ale nie uważam, by był to błąd – książki pokroju Szczęścia do wzięcia można czytać przez cały rok, bo aby zainspirować się i pomagać innym, nie potrzeba ku temu specjalnej okazji. Niewielka objętościowo lektura opowiada o młodej kobiecie, która pragnie zostać wziętą dziennikarką i poszukuje dobrego tematu do swojego reportażu. Wkrótce odkrywa, że ktoś – nieznany darczyńca – przekazuje poszkodowanym przez los słoiki z drobniakami. Bohaterka postanawia więc dowiedzieć się, skąd taki pomysł i kto za tym stoi. To 'śledztwo' odmieni nie tylko jej życie.

Przyznam szczerze, że liczyłam na coś więcej. Po tylu tak pozytywnych opiniach na temat książki Jasona F. Wrighta, liczyłam na objawienie – na opowieść, która zwali mnie z nóg, wzruszy, zachwyci i zmotywuje do natychmiastowej zmiany swojego życia. Owszem, książka jest dobra – podejmuje ważny temat, jakim jest pomaganie bardziej potrzebującym, bez splendoru, oklasków i podziękowań. Ponadto motywuje do tego, by samemu zacząć pomagać – każdy według własnych możliwości. Ale mimo to nie poruszyła mnie na tyle, bym miała rzucić wszystko dla idei, jaką przedstawił autor. Bohaterka powieści nie obudziła we mnie sympatii, nie kibicowałam jej działaniom, może nawet byłam jej zachowaniem zdegustowana i zastanawiałam się, czy ta postać będzie w stanie mnie do siebie przekonać. Niestety nie.

Szczęście do wzięcia, pomimo nieco suchej narracji i niezbyt sympatycznej bohaterki, niesie z sobą ważne przesłanie. Mówi, że aby pomagać innym, nie trzeba być bogatym. Każdy z nas może dać od siebie coś drugiemu człowiekowi.  I każdy zasługuje na drugą szansę. Nie odwracajmy oczu od tego, co dla nas niemiłe i spróbujmy – na własną rękę, na ile potrafimy – zmienić choć kawałek świata wokół nas. Może się okazać, że właśnie odmieniliśmy czyjeś życie. Jason F. Wright napisał książkę, która może zainspirować niejednego z Was – oczywiście jeśli pozwolicie sobie na to, by zostać zainspirowanym. I zechcecie pomagać :)

Origial: The Christmas Jars
Wydawca: WAM
Data wydania: 21.10.2015
Ilość stron: 168
Przeł. Zbigniew Kasprzyk
Moja ocena: 3+/6

14 marca 2016

"Szczurynki" Olga Gromyko

„Czasami pisarze muszą robić dziwne rzeczy. Na przykład łazić po piwnicy z zapalniczką (sprawdzając, na ile wystarczy i co za jej pomocą można zobaczyć), studiować grzyby jadalne z atlasem w ręku lub czytać śmiertelnie nudne podręczniki do fizyki. Albo hodować szczura, żeby jak najbardziej prawdopodobnie opisać jego zwyczaje”. 

W taki to sposób do domu Olgi Gromyko trafił szczur, ochrzczony imieniem Falk. Miał to być tylko jeden, jedyny, malutki szczurek, kupiony jako materiał badawczy do tworzonej właśnie powieści. A potem… Zaszczurzyło się w domu pani Olgi błyskawicznie, kiedy jedna po drugiej zaczęły w rodzinie pojawiać się ogoniaste damy. Ryska, Vesta, Fudżi… Każda z własnym, indywidualnym charakterem, obyczajami i gustami. 

Na podstawie obserwacji szczurzego towarzystwa powstała następnie książeczka pt. „Szczurynki” zawierająca przezabawne anegdoty z życia zwierzątek, dramatyczne opowieści o ich przygodach w domu, na wystawach i nawet na planie filmowym(!), jak również konkretne porady praktyczne dla początkujących hodowców (aczkolwiek bez moralizatorstwa). Szczur to nie zabawka i nie mebel – szczur to osoba!


Wciągająca opowieść o szczurach? Czy to w ogóle możliwe? Owszem – dla Olgi Gromyko to pestka! Ukraińska autorka powieści fantasy napisała niesamowity niby-poradnik dla każdego, kto chciałby mieć w domu szczura. „Niby”, ponieważ nie jest to typowa książka ze wskazówkami dotyczącymi hodowli i pielęgnacji tych ogoniastych zwierząt, a składająca się z różnych przeżyć, anegdotek i obserwacji opowieść o przyjaźni pomiędzy autorką a jej niezwykłymi przyjaciółmi.

źródło
Szczurynki to niewielka objętościowo książeczka okraszona pięknymi, nieco zabawnymi ilustracjami przedstawiającymi szczurzych bohaterów opowieści. Każdy rozdział to inna przygoda i inny problem, z którym musiała się zmierzyć autorka. Na końcu każdego rozdziału Gromyko dzieli się z czytelnikami kilkoma ważnymi wskazówkami na temat zachowań szczurów lub ich potrzeb – te części najbardziej przypominają poradnik dla obecnych lub przyszłych właścicieli gryzoni. Anegdotki z udziałem szczurzych przyjaciół pisarki są pełne dobrego humoru, mają lekki i przyjemny wydźwięk, a to sprawia, że lekturę można pochłonąć w jeden wieczór. 

Książka Olgi Gromyko była dla mnie miłym zaskoczeniem. Nie spodziewałam się bowiem, że historia o szczurach może być wciągająca, zabawna i tak pozytywnie nastrajająca do tych gryzoni. Ba! Po lekturze Szczurynek zapragnęłam mieć takie zwierzątka w domu. Myślę więc, że lektura spełniła swoje zadanie – „ociepliła” wizerunek szczurów, wprawiła mnie w dobry nastrój i wzbudziła apetyt na dalsze dzieła ukraińskiej autorki. Szczurynki będą odpowiednie nie tylko dla fanów ogoniastych stworzeń, ale także dla każdego, kto ma ochotę poznać nietuzinkową opowieść o niezwykłej przyjaźni pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem. Polecam gorąco!

Original: Крысявки. Крысиное житие в байках и картинках
Wydawca: Papierowy Księżyc
Data wydania: 1.07.2015
Ilość stron: 224
Przeł. Ewa Białołęcka
Moja ocena: 5/6

10 marca 2016

Kwietniowe zapowiedzi książkowe

Kwiecień to poniekąd mój miesiąc – obchodzę wtedy urodziny :) Postanowiłam więc zrobić mały przegląd nadchodzących premier i zastanowić się nad moim urodzinowym prezentem. Może Wy też coś tu dla siebie znajdziecie? :)

Premiera: 7 kwietnia 2016
Subtelny urok samobójstwa
Judith Claire Mitchell
Prószyński i S-ka

Hipnotyzujący i oryginalny literacki majstersztyk, od którego nie sposób się oderwać. Trzy niezwykłe siostry, jedna rodowa klątwa, jeden list pożegnalny obejmujący historię czterech pokoleń. 

Poznajcie Lady, Vee i Delph – trzy zachwycająco skomplikowane, dowcipne i błyskotliwe kobiety o nieokiełznanych fryzurach, mrocznym poczuciu humoru i odziedziczonych w genach skłonnościach samobójczych. Zbliża się koniec XX wieku, a ostatnie potomkinie długiej linii pechowego rodu Alterów postanawiają położyć kres również własnemu życiu. Żegnając się ze światem, spisują losy własne i swoich przodków, począwszy od pradziadka, nagrodzonego Noblem genialnego chemika, który opracował pierwszy gaz bojowy, a następnie środek owadobójczy, później wykorzystany w komorach gazowych obozów zagłady... Jego upiorna spuścizna kładzie się cieniem na całej rodzinie, bowiem Bóg zsyła kary za niegodziwość ojców na synów i wnuków aż do trzeciego i czwartego pokolenia... Klątwa latami zbiera swoje żniwo, doprowadzając do samobójstwa kolejnych członków rodu. Główne bohaterki: Lady – najstarsza, zdruzgotana nieudanym małżeństwem, Vee – zmagająca się z nawracającą chorobą nowotworową i żałobą po ukochanym mężu, oraz Delph – najmłodsza, nieprzystosowana do życia stara panna, należą do ostatniej generacji dotkniętej jej niszczycielskim działaniem...

To słodko-gorzka epicka opowieść o potędze krwi i przeznaczenia, o grzechu i rozgrzeszeniu; po części memuar sióstr zjednoczonych przez to samo brzemię, po części bezlitosna mowa pogrzebowa dla tych, którzy dawno już odeszli, a przede wszystkim głęboki i wnikliwy portret XX wieku.

Premiera: 13 kwietnia 2016
Pustelnia parmeńska
Stendhal
MG

Dzieje Fabrycego del Dongo – młodszego syna mediolańskiego arystokraty i bogacza, który odrzuca syna, ponieważ ten przejawia fascynację Napoleonem. Brak miłości ojcowskiej z nawiązką rekompensują Fabrycemu kobiety, od ukochanej ciotki, przez markietanki, aktorki i właściwie wszystkie, które spotyka na swej drodze. Stendhal cudownie plecie burzliwą historię miłości między Fabrycym, hrabiną Sanseverina i córką strażnika więzienia.

Znajdziemy w tej opowieści mistrzowskie opisy uczuć, zawiłe intrygi i znakomite portrety psychologiczne. A także opis uroczego świata, którego dawno już nie ma.

Premiera: 16 kwietnia 2016
Bramy Rutherford Park
Elizabeth Cooke
Marginesy

Ostatni tom trylogii dziejącej się w południowej Anglii.

Charlotte Cavendish marzyła o swoim starym domu w Rutherford Park. Jest kwiecień 1917 roku. Ma dziewiętnaście lat. I wszystko powoli się zmienia. Na kontynencie wciąż szaleje wojna, na której walczy jej brat. Małżeństwo rodziców chwieje się w posadach, ponieważ jej matka uległa uroczemu Amerykaninowi, który cudem uniknął śmierci, gdy zatonął liniowiec „Lusitania”. William Cavendish powoli dochodzi do siebie po zwale serca i choć jego życie stało się pasmem udręk, wciąż zakłada tę samą maskę chłodnego arystokraty. Pocieszenie znajduje w swojej córce Louise.

Nie wszystko jednak jest ponure. Charlotte wychodzi za mąż za Prestona, niewidomego żołnierza, któremu pomagała wrócić do zdrowia. Jej rodzice nie mogą być bardziej szczęśliwi z tego powodu. Młody człowiek pochodzi z szanowanej i bogatej rodziny z hrabstwa Kent. Jest solidny i godny szacunku. Cavendishowie mają nadzieję, że będzie w stanie okiełznać ich upartą córkę.

Ale w miarę upływu czasu Charlotte dochodzi do wniosku, że tak naprawdę nie jest szczęśliwa. I dopiero zaczyna rozumieć powód, przez który tak czuje. Powód, którego nie śmie wyjawić rodzinie – a tym bardziej światu…

Premiera: 19 kwietnia 2016
Nowy rozdział
Elisabeth Egan
Prószyński i S-ka

Alice Pearse myślała, że będzie żyła długo i szczęśliwie… Później uświadomiła sobie, że trafiła do niewłaściwej opowieści.

Pełni wiele funkcji (nigdy nie nazywa tego „noszeniem wielu masek” i wolałaby, żebyście wy także tego nie robili). Jest: przez większość czasu szczęśliwą żoną i matką, troskliwą córką, właścicielką psa, co do którego ma mieszane uczucia, redaktorką na pół etatu, lojalną sąsiadką, dojeżdżającą do pracy bez niepotrzebnych napięć. Nie jest: kucharką, dekoratorką, aktywną członkinią Stowarzyszenia Rodziców i Nauczycieli, urodzoną opiekunką, główną żywicielką rodziny. Kiedy sytuacja zawodowa jej męża ulega radykalnej zmianie i Alice zatrudnia się w nowoczesnej, młodej firmie, która obiecuje, że stanie się przyszłością świata książek, myśli, że chwyciła Pana Boga za nogi – będzie miała ważną, sensowną pracę, harmonijnie łączącą się ze szczęśliwym życiem rodzinnym. Oczywiście wtedy wszystko idzie nie tak i Alice musi się zmagać z chorobą ojca, opieką nad dziećmi, wymagającymi szefami oraz zdrowiem psychicznym swoim i męża.

Wielbicielki „Gdzie jesteś, Bernadette” będą kibicować Alice, kiedy uświadomi sobie ona, że problem nie polega na tym, czy można mieć wszystko, ale na tym, czego ona – Alice Pearse – pragnie najbardziej.

Premiera: 27 kwietnia 2016
Miejsce dla dwojga
Richard Paul Evans
Znak

Alan stracił wszystko, co było dla niego drogie. Nie chciał żyć, nie chciał pamiętać. Rozwiązaniem miała być wędrówka. Przez całą Ameryką. Pieszo, z małym plecakiem. Bez planu.

W sytuacjach, które wydają się bez wyjścia, z bezinteresowną pomocą przychodzą mu zupełnie obcy ludzie. Ich proste gesty wsparcia pozwalają Alanowi przetrwać samotność. Przypominają, że nie jest sam. Że jest ktoś, kto czuwa nad nim w chwilach największego zwątpienia.

Alan zostaje poddany kolejnej ciężkiej próbie. Choroba niespodziewanie przerywa jego podróż i mężczyzna wraca do domu, do ojca, który nie do końca rozumie wybór syna. Ten przymusowy przystanek przynosi moment zastanowienia, a także ujawnia niespodziewaną prawdę. Że czasem to, czego szukamy, jest tuż pod naszym nosem. Tylko czy Alan zdąży na czas ją odkryć? Zanim Ci, którzy są naprawdę ważni odejdą na zawsze.

Miejsce dla dwojga to kolejna powieść wchodząca w skład bestsellerowych Dzienników pisanych w drodze Richarda Paula Evansa. Autor Kolorów tamtego lata i Stokrotek w śniegu zabiera nas w podróż, która odmienia życie i pozwala odzyskać nadzieję.

Premiera: 27 kwietnia 2016
Cześć, co słychać?
Magdalena Witkiewicz
Filia

Dziś wiem i widzę już nieco więcej. Nauczyłam się patrzeć, ale umiem też przymykać oczy. Ze strachu, że popełnię błąd.
Jestem taka jak inne, to wiem na pewno. Matki, żony i kochanki. Kobiety w połowie życia. Mądrzejsze niż 20 lat temu, ale za to z bagażem doświadczeń.
Pełne głęboko skrywanych tajemnic, o które nikt nas nie podejrzewa.

Czasem tęsknię za czymś, czego nie potrafię nazwać, uśmiecham się do ludzi, chociaż w sercu mam bałagan. Może coś tracę, zyskując spokój.
Bardzo dbam, by nie padły słowa, których nie można wymazać.
Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, jak niebezpieczne może być: „Cześć, co słychać”…

I jak? Znaleźliście coś wartego uwagi?

04 marca 2016

Space Book Tag

źródło

Autorka Kulturalnej Szafy zaprosiła mnie do Space Book Tag. Jak wiecie, baaardzo rzadko biorę udział w takich zabawach, jednak tym razem dałam się przekonać – pomysł jest bardzo fajny, no i (o dziwo) udało mi się zebrać odpowiedzi do wszystkich dziewięciu punktów. To jak, zaczynamy?

1. Słońce czyli książka z gorącym bohaterem/bohaterką.


Ojej, ciężko wybrać. Bo tych gorących bohaterów trochę jest! Choć ostatnio mało która postać jest w stanie mnie totalnie oczarować – chyba mam pecha do fajnych, męskich postaci. Na pewno z takich wieloletnich moich miłostek książkowych na wyróżnienie zasługuje Christopher Garron z The Moorehawke Trilogy – facet jest obłędny! Dorzuciłabym także Archanioła Rafaela z Angelfall. No i Royce'a Westmorelanda z Królestwa marzeń – co za ciacho!

2. Merkury czyli mała, ale duża książka.


Stanowczo Mały Książę! Nie spotkałam drugiej tak bogatej w treść opowieści zamkniętej na ledwie kilkunastu stronach. Totalny majstersztyk!

3. Wenus czyli książka z dobrą główną bohaterką.


Z bohaterek, które naprawdę mi imponowały, mogę wymienić Katniss z Igrzysk Śmierci oraz Hermionę z Harry’ego Pottera. Katniss – za odwagę i determinację oraz za to, że nie wahała się poświęcić wszystkiego dla najbliższych. Hermiona – za mądrość, odwagę i za to, że Harry i Ron zawsze mogli na nią liczyć. To się nazywa „prawdziwa przyjaźń” ;)

4. Ziemia czyli dość duża, ale przyjazna książka.


Podróżniczka od Diany Gabaldon – moja ulubiona część z serii Obca, może nie najlepsza książka, jaką znam, ale stanowczo bardzo przyjemna i warta uwagi.

5. Mars czyli książka bliska Twojemu sercu.


Stanowczo cała seria o Harrym Potterze, najbardziej chyba ukochałam szóstą część, Księcia Półkrwi.

6. Jowisz czyli największa cegła w Twojej bibliotece.


Oryginał Laury Nabokova. Co prawda treści w tej książce jest niewiele, ale wydana została na grubym papierze, z piękną, twarda oprawą, słowem prawdziwe cudo!

7. Saturn czyli po prostu książka nie z tej Ziemi.


Nie czytuję sci-fi, ale z takich najbardziej odjechanych lektury był chyba Czas żniw – niesamowity świat i dziwne stworzenia z kosmosu, trochę przypominające mi predatorów, to ewidentnie książka nie z tej Ziemi.

8. Uran czyli książka z niebieską okładką.


O kurcze, jak w tym kawale: „nie pamiętam tytułu, ale okładka była niebieska” :D No cóż, do głowy przychodzi mi Bóg nigdy nie umiera od Reginy Brett.

9. Neptun czyli najdłuższa seria z całej kolekcji.


Oooo, Saga o Ludziach Lodu – 47 tomów jak w mordę strzelił :D I w dodatku jedna z moich najukochańszych serii ever :) Bardzo polecam  – niby tasiemiec, ale wciąga jak diabli!

A jakie byłyby Wasze typy? 
Jeśli macie ochotę wziąć udział w tym tagu, serdecznie zapraszam! :)

02 marca 2016

"Na imię jej Rose" Christine Breen

„Ciepła, wzruszająca opowieść o tym, co może się zdarzyć, gdy życie przestaje się toczyć zgodnie z naszymi oczekiwaniami.

Ludzie uważali Iris Bowen za piękność. Miała burzę rudych włosów, wysokie kości policzkowe, poruszała się jak tancerka. Ale to było dawno.

Teraz Iris, ogrodniczka i matka adoptowanej Rose, w wiejskim domu na zachodzie Irlandii stara się prowadzić w miarę normalne życie po śmierci męża. Uwiera ją jednak obietnica dana mężowi przed jego śmiercią; obietnica, której nie zamierza spełnić. Tak jest do dnia, w którym odbiera telefon od swojej lekarki.

Po tej rozmowie niespełnione przyrzeczenie Iris, że odnajdzie biologiczną matkę Rose, żeby dziewczyna miała rodzinę, gdyby z nią stało się coś złego, zaczyna ją wręcz prześladować. Wiedziona impulsem, z jedynym dowodem – kopertą sprzed dwudziestu lat – udaje się w podróż śladami przeszłości, która zawiedzie ją do Bostonu i przyniesie zaskakujący rozwój sytuacji nie tylko jej, ale i Rose, przyjaciołom, a nawet zupełnie nieznanym ludziom.”


Na imię jej Rose to debiutancka powieść Christine Breen. Książka trafiła do mnie troszkę przypadkowo, ale nie ukrywam, że byłam jej ogromnie ciekawa – piękna oprawa oraz intrygujący opis obiecywały dobrą opowieść. Poza tym dotychczas wszystkie książki z serii Leniwa Niedziela mi się spodobały, więc podeszłam do lektury kolejnej publikacji bardzo optymistycznie.

Iris podejrzewa, że może być poważnie chora. Świadomość, że mogłaby zostawić swoją adoptowaną córkę samą na świecie, nie daje jej spokoju. Podobnie jak obietnica, którą wymusił na niej jej umierający mąż – że Iris odnajdzie biologiczną matkę Rose, aby dziewczyna miała kogoś bliskiego. Iris, pomimo niechęci do tego pomysłu, postanawia odnaleźć rodzinę córki. Niestety jedyny trop stanowi koperta z adresem sprzed dwudziestu lat... 

Przyznaję otwarcie – na początku historia Iris bardzo mnie wzruszyła i od razu polubiłam tę bohaterkę. Jej przeżycia, historia jej małżeństwa, relacja z córką – wszystko to sprawiło, że bohaterka stała się dla mnie nie tylko bliska, ale przede wszystkim była prawdziwa. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że siła zawarta w tej postaci, jak i jej opowieść, zostały zmarnowane przez niezbyt porywające wykonanie. Styl Christine Breen jest przyjemny i dopracowany, niemniej w jej narrację często wkrada się nuda. Być może winni temu są inni bohaterowie opowieści – nie do końca przyciągający uwagę, odrobinę bladzi, trochę zwyczajni. 

Na imię jej Rose, pomimo nużących momentów, to w gruncie rzeczy udany debiut – historia przedstawiona przez Christine Breen opowiada o miłości rodzicielskiej, o poszukiwaniu swojego miejsca i swojej drogi w życiu. Jest trochę o stracie, trochę o miłości, sporo o rodzinie i przyjaźni, o spełnianiu swoich marzeń. To jedna z tych książek, przy których można się wzruszyć i odprężyć. Jest to jednak bardzo… leniwa historia. I nie zachwyciła mnie na tyle, by polecać ją każdemu. Zatem Na imię jej Rose proponowałabym przede wszystkim sympatykom serii Leniwa Niedziela oraz tym osobom, które lubią niezobowiązujące książki, idealne na samotne popołudnie przy dobrej kawie.

Original: Her name is Rose
Wydawca: Świat Książki
Data wydania: 20.01.2016
Ilość stron: 320
Przeł. Anna Zielińska
Moja ocena: 3+/6


Za książkę dziękuję wydawcy :)