25 marca 2012

"The Hunger Games"

W ostatnim czasie prawdopodobnie nie było bardziej oczekiwanej premiery, niż ekranizacja bestsellerowej powieści Suzanne Collins – Igrzyska Śmierci. I szczerze przyznaję, że należałam do grupy tych osób, które śledziły (może nie fanatycznie, ale jednak) postępy na planie filmowym, szukając w sieci trailerów, fanowskich filmików, ścieżki dźwiękowej do każdego spotu (tak natrafiłam na projekt Sama Cushiona, o którym wspominałam TU). Moja miłość do powieści Suzanne tak mną zawładnęła, że postanowiłam nawet wytatuować sobie kosogłosa na ramieniu – teraz część tej historii będzie na zawsze ze mną. I uparcie tkwiłam w postanowieniu, że nie przeczytam żadnej przedpremierowej recenzji, by móc cieszyć się filmem w pełni, a nie przez pryzmat poznanych opinii. Więc przede wszystkim czekałam na ekranizację, bo cóż mi pozostało? I dziś oficjalnie ogłaszam, że naprawdę było warto!

Ponieważ nakreślanie fabuły filmu jest zbędne (osoby, które nie miały okazji jeszcze poznać książki i nie znają fabuły, odsyłam chociażby do strony filmweb), czas na moje własne spostrzeżenia. Najważniejszy wniosek i jednocześnie zaskoczenie, jakie nasuwa mi się od razu na myśl, to doskonale dobrani aktorzy – Jennifer Lawrence jako Katniss, Josh Hutcherson jako Peeta i Liam Hemsworth jako Gale (choć w tej części akurat za często się nie pojawiał) czy nawet Woody Harrelson jako Haymitch. Wszyscy pokazali, na co ich stać, od samego początku wzbudzając w widzu swoją grą niezwykłe emocje. Jennifer okazała się strzałem w dziesiątkę, gdyż wczucie się w buntowniczą i waleczną dziewczynę nie było dla niej problemem (nie wspominając o tym, że w dodatku jest naprawdę śliczna!), dzięki czemu rzeczywiście widziałam na ekranie moje własne wyobrażenie bohaterki z książki. Natomiast miałam ogromne obawy co do obsadzenia Josha w roli Peety – teraz wiem, że całkowicie niepotrzebne, bowiem Josh okazał się idealny! Od drugiej połowy filmu nie mogłam oderwać od niego spojrzenia, skradł moje serce swoją naturalnością i zniewalającym uśmiechem!

Fabuła filmu zasługuje na szczególną uwagę, bowiem trzyma się oryginału i większych odstępstw od powieści nie odnajdujemy. Niestety pominięto kilka istotnych scen, a niektóre były nieco skrócone i przez to bardzo spłaszczone  sytuacje, które powinny wywoływać emocje, nie zawsze były dopracowane na sto procent. Jednak w kilku momentach zdarzyło mi się nawet zapłakać, zwłaszcza podczas osławionych w oficjalnym trailerze dożynek - to wydarzenie zostało pokazane znakomicie! Niestety druga co do emocjonującego wydźwięku scena (zgadnijcie, która) nieco mnie zawiodła – spodziewałam się ze swojej strony tony wykorzystanych chusteczek i pociągania nosem do końca seansu... Ogromnym minusem dla filmu jest niewątpliwie cenzura – z tego, co się orientuję, aby ekranizacja nadawała się do obejrzenia przez młodszą publiczność, wycięto i zredukowano sceny krwawych walk do minimum. Uważam, że takie ograniczenia zadziałały tylko na niekorzyść filmu – w sumie to przecież z założenia opowieść o okrucieństwie oraz walce na śmierć i życie w antyutopijnej rzeczywistości. Najwyraźniej jednak twórcy postawili na przychód z biletów – im mniej ograniczeń, tym więcej ludzi kupi bilet do kina i obejrzy, prawda? Modlę się, by jednak zlitowali się nad starszym widzem i przy edycji DVD dołączyli owe dodatkowe sceny...

Muzyka filmowa nie była żadnym zaskoczeniem – spodziewałam się świetnej ścieżki dźwiękowej i taką też otrzymałam. Podobnie, jak i cała oprawa dla przedstawionej historii okazała się niezwykle trafnym wyborem – piękne krajobrazy, wspaniałe przedstawienie zepsutego do szpiku kości Kapitolu i zapowiedź wydarzeń w kolejnej części, której premiera jest przewidziana na – uwaga – prawdopodobnie 22 listopada 2013 roku (takie info znalazłam na facebooku IŚ)! Nie ukrywam, że już nie mogę się doczekać!

Podsumowując – ekranizacja jest tworem udanym, prezentuje kawał dobrego kina ze świetnymi efektami specjalnymi i mrożącą krew w żyłach historią spod pióra pani Collins. Niemniej ma też wspomniane wcześniej niedociągnięcia wynikające przede wszystkim z faktu, że to wciąż TYLKO ekranizacja (do tego made by Hollywood!)  – a największą moc niepodważalnie zawsze będzie miała nasza wyobraźnia, która zbuduje sceny z powieści tysiąc razy bardziej dokładnie, niż film. Natomiast co do porównywania Igrzysk Śmierci z ekranizacją Zmierzchu, to jedynym podobieństwem, jaki tu dostrzegam, może być nieuchronne nadejście mody na powieści Collins – gdy Zmierzch trafił do kin, Meyer stała się bardzo popularna. Teraz dokładnie tak samo będzie z twórczością Suzanne (oraz powieściami antyutopijnymi, które powoli opanowują rynek wydawniczy). Ufam jednak, że Igrzyska osiągną wszelkie możliwe rekordy oglądalności – już teraz wiadomo, że film pobił rekord pod względem sprzedanych w ciągu jednego dnia biletów, którym do tej pory szczyciła się ekranizacja Zaćmienia! (źródło TU)

Szczerze przyznam, że film Gary'ego Rossa wywołał we mnie spore emocje – już od pierwszych scen serce waliło mi jak oszalałe i nie mogłam opanować strachu przed kolejnymi wydarzeniami, choć przecież znam powieść na pamięć! W dodatku zauroczył mnie jeden z  aktorów (ten na zdjęciu obok :P), co w dużej mierze (choć to nie jest jedynie zasługa Peety!) wzmogło mój apetyt na powtórną przygodę z bohaterami (iść na Igrzyska tylko raz to w zasadzie nie tyle grzech, co tortura!). Dlatego też gorąco polecam ekranizację wszystkim fanom powieści Suzanne Collins, a także tym osobom, które z dziełem nie miały jeszcze styczności – chociaż w tym przypadku proponowałabym chociaż przejrzeć informacje o fabule książki, bo bez podstawowych informacji prawdopodobnie będzie ciężko zrozumieć wszystkie sceny. Przymykam oko na niedociągnięcia i braki, dając ocenę 5/6 i z niecierpliwością oczekując na ciąg dalszy przygód Katniss i Peety!


Premiera: 22 marca 2012 (świat), 23 marca 2012 (Polska)

Obsada
Oraz trzy trailery:

21 komentarzy:

  1. Masz rację - bez przynajmniej powierzchownego zapoznania się z fabułą książki można mieć problem ze zrozumieniem wszystkiego. Obawiam się tylko, że po ekranizacji nastąpi 'boom' na "Igrzyska...", prze co książka straci swój urok. Ale ogółem duży plus, a ja mam zamiar wybrać się jeszcze raz :)

    A tak na marginesie, wciąż przed oczami mam widok tych dziwadeł z Kapitolu... :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się. 8D Film genialny i mam zamiar wybrać się ponownie. W ogóle świetnie, że wspomniałaś o wyciętych scenach! Już niedługo na internecie powinny się pojawić. 8D

    OdpowiedzUsuń
  3. Najpierw muszę przeczytać książkę, a najlepiej wszystkie 3 części. Dopiero potem obejrzę film :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja książkę przeczytałam kilka miesięcy po jej wydaniu, dzięki opowieściom mojej przyjaciółki podczas wyprawy w góry. Tak zgrabnie streściła książkę, a w dodatku dając mi ogromny niedosyt, że po prostu musiałam ja mieć! I tak oto w krótkim czasie dorobiłam się całej trylogii (dzięki siostrzyczce!) i mogłam się nią zachwycać na własnej półce co rusz do niej wracając. Cały czas dziwił mnie fakt, że książka ta jest tak mało znana, ale tera po premierze mam wrażenie, że wejdzie na nią taki szał, że koniec końców skończy jak HP, czy Zmierzch przytłoczona od nadmiaru uwagi i krytyków - czego oczywiście bym nie chciała. Dla mnie mimo wszystko zawsze będzie na pierwszym miejscu i wiecznie będę do niej wracać. Filmu niestety jeszcze nie oglądałam (skandal i hańba!), ale w najbliższym czasie wybieram się do kina - tyle czasu czekałam i nie odpuszczę sobie, a co!

    OdpowiedzUsuń
  5. A tak przy okazji, bo zapomniałam wspomnieć - tatuaż musi być zjawiskowy! Chętnie bym takowy zobaczyła - i tak, jestem fanatyczką (próbuję zdobyć własną "cząstkę" igrzysk, tylko może w innej formie =P)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lilien, specialnie dla Ciebie:
      http://s2.ifotos.pl/img/383168317_rnnxwpq.jpg ;)

      Usuń
  6. Byłam, widziałam, zachwyciłam się.
    Aczkolwiek moje koleżanki, które nie miały przyjemności przeczytać książki, nie zrozumiały wieelu rzeczy i musiałam służyć za podręcznego narratoro-podpowiadacza. Weź tu człowieku streść całą fabułę i to szeptem, coby ludzie na sali kinowej mnie nie pogryzli.
    I tak na moje oko, Peeta jest za niski, albo Katniss za wysoka. Jakoś mi się to ciągle gryzło, na wszystkich artach które oglądałam, Peeta był wyższy i mniej szeroki, po prostu przystojniejszy, no. :<

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja tez jestem już po seansie ale wybieram się ponownie w środę ze znajomymi. Film mnie niestety nie zachwycił. Był nawet fajny i ciekawy, ale jakoś to nadal nie było to. Może po ponownym obejrzeniu zmienię zdanie. Wiele mi brakowało i już czuję, że muszę znajomym walnąć długi wykład co i jak :D.

    Gratuluje tatuażu. Podziwiam ludzi, którzy sobie je robią. Ja niestety mam jakąś awersję i nie mogę znieść myśli o "skażeniu" mojego ciała (toleruje tylko po jednej dziurce w każdym uchu, mimo iż u mojej koleżanki całe zakolczykowane ucho wygląda świetnie), choć tatuaże same w sobie bardzo mi się podobają :D.

    OdpowiedzUsuń
  8. tez byłam na Igrzyskach i wcześniej nie umiałam się ich doczekać, jednak ja sie raczej zawiodłam . Bohaterowie są dobrze dobrani to fakt, jednak sama fabuła mnie nie zachwyciła. Jak zauważyłaś była to wersja ocenzurowana, poza tym ogólne odwzorowanie mnie momentami trochę nudziło. Film był fajny, jednak nie trafił do końca w moje gusta xd

    OdpowiedzUsuń
  9. Byłam wczoraj, zobaczyłam i planuję pójść drugi raz :) I przy okazji napisać recenzję, jak tylko znajdę trochę czasu :)

    Masz rację - trzeba mniej więcej znać fabułę książki, żeby zrozumieć film. Dla moich znajomych, które nie czytały powieści (zamierzają to zrobić:)), nie wszystko było jasne.

    Mi się podobała bardzo scena dożynek, podobnie jak Tobie - wywarła na mnie duże emocje, podobnie jak przejazd rydwanów (mniej emocjonujące, ale też mi się podobało). Zgadzam się z Tobą (po raz kolejny) - Kapitol został świetnie przedstawiony.

    Aktorzy mi początkowo nie pasowali z wyglądu, ale po jakimś czasie się przyzwyczaiłam. Masz rację - stanęli na wysokości zadania.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Na dniach będę oglądać :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Przyznam, że nie przeczytałam notki i nie będę kłamać ;) Nie chcę czytać Twojej opini [na razie], bo sama chcę obejrzeć film i nie kierować się moimi odczuciami przez pryzmat opinii innych ;) Jak tylko uda mi się obejrzeć film, na pewno tutaj wrócę i sprawdzę, czy moje odczucia są podobne czy zupełnie inne ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Paula, bardzo dobrze robisz :P Dokładnie postępowałam tak samo - przez obejrzeniem filmu nie czytałam żadnych opinii, dopiero po kinie przejrzałam recenzje innych osób. W ten sposób miałam czysty umysł przed oglądaniem i mogłam się w pełni cieszyć historią ;D

      Usuń
  12. Jeśli chodzi o "Numery", to odjęłam przede wszystkim za wulgarny język (dużo, bo aż trzy punkty), później jeszcze ucięłam jeden punkt za małe zróżnicowanie bohaterów, stąd tylko 6/10. Ale ogólnie książka mi się podobała ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeszcze nie byłam niestety, ale nadrobię niebawem! Świetny post, jeżeli to ogóle jeszcze możliwe, to przekonałaś mnie bardziej, że muszę brać zad w troki i wio do kina ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och Sol, koniecznie musisz obejrzeć ten film!!! Wierzę, że Ci się spodoba! :D Zwróć uwagę na śpiew kosogłosów, coś niesamowitego ^^

      Usuń
  14. Książki jeszcze nie czytałam, ale zamierzam przeczytać najszybciej, jak się da. O filmie chyba póki co muszę zapomnieć, bo jestem kompletnie spłukana, niestety :( A tak mnie korci, żeby obejrzeć, że chyba zwariuję! Ehh... niestety biegam teraz jak wariatka, bo mam za dużo na głowie i nawet nie mam czasu skończyć Miasta Szkła :( Coś mi się zdaje, że znowu zacznę czytać po nocach pod kołdrą :/

    OdpowiedzUsuń
  15. Właśnie chciałem przeczytać książkę, ale muszę na nią czekać, a nie chce sobie spalić książki więc na film troszkę poczekam ;(

    OdpowiedzUsuń
  16. Książka jest genialna:) pochłonęłam ją w mgnienu oka, i tylko się dziwiłam "to już koniec? ja chcę wiecej":) także teraz czas wyruszyć do kina jak wolne będe miała:))
    Pozdrawiam serdecznie!!

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja też bardzo długo czekałam na tą ekranizację. Niestety czuję lekki niedosyt. Brakowało mi tych emocji i krwawych scen (o czym również wspomniałaś). Swoją opinię wrzuciłam do siebie na bloga. Jak będziesz miała ochotę poczytać to zapraszam :). Jednak mimo wszystko już z niecierpliwością czekam na "W pierścieniu ognia". Przede mną jeszcze lektura "Kosogłosa". "Igrzyska śmierci" to zdecydowanie moja ulubiona trylogia! :)
    Bardzo podoba mi się Twój styl pisania. Mam nadzieję, że nie obrazisz się jeśli dodam Twojego bloga do polecanych.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Na filmie byłam już dwa razy, ale widziałam (tak w sekrecie powiem) cztery razy w całości XD Wyobrażałam to sobie kompletnie inaczej, a odtwórca roli Peety nie podobał mi się początkowo za bardzo ... ale po pierwszym seansie XD Nie trzeba komentarza. Hymn Panem jest bardzo udany - cały czas gdzieś się obija po głowie. "Songs from 12 District and Beyond" słucham cały czas - szczególnie piosenkę z napisów końcowych :D

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję! :)