10 kwietnia 2021

„Mój Książę” Julia Quinn


Nie ukrywam, że nim ekranizacja powieści Julii Quinn trafiła do Internetu, nie słyszałam o serii Bridgerton. Powiem więcej, mimo bardzo pozytywnych opinii o serialu, długo się przed nim wzbraniałam. Bo trudno tu mówić o romansie historycznym w kontekście czegoś, co tak rażąco historię ignoruje. Jednak ostatecznie serial obejrzałam i w końcu zrozumiałam, dlaczego wygląda właśnie tak. 

Nim przejdziemy do porównań i powiem Wam o moich wrażeniach z lektury, chciałabym zauważyć, że pierwsze wydanie tej powieści, pt. Książę i ja, pojawiło się mniej więcej w 2000 roku nakładem Pol-Nordica w serii Romanse sprzed lat. Później tę samą powieść wydano jeszcze kilka razy. Nie muszę chyba mówić, że publikacja w formie harlequina skutecznie ograniczyła możliwości rozgłosu książkom pani Quinn, gdyż czytelnicy dosyć niechętnie podchodzą do literatury wydanej pod takim szyldem. Dopiero właśnie wspomniane wcześniej zapowiedzi, iż Netflix planuje zekranizować serię o niepoprawnych członkach rodziny Bridgerton sprawiła, iż książki zaczęły trafiać do kolejnych ciekawskich rąk i nagle romans historyczny okazał się być wart zainteresowania. To trochę zabawne, że wystarczy inna oprawa i dokładnie ten sam tekst może być odbierany tak różnie. 

O czym jest ta historia? Daphne Bridgerton, główna bohaterka powieści, bardzo chce założyć rodzinę, lecz żaden z młodzieńców nie traktuje jej jak kobiety, bardziej jak przyjaciółkę. Wkrótce na jej drodze staje zatwardziały kawaler, książę Hastings, który z osobistych powodów poprzysiągł, że nigdy się nie ożeni i rodziny nie założy. Niestety dla matek z towarzystwa enigmatyczny książę jest idealnym materiałem na męża dla ich córek. Będący w potrzasku Simon postanawia wykorzystać znajomość z Daphne. I tak oto bohaterowie postanawiają "pomóc" sobie wzajemnie w osiągnięciu swoich celów. 
 
Szczerze mówiąc nie mogę uwierzyć, że to powiem, a jednak: serial jest lepszy od książki! Powieść Julii Quinn jest po prostu uboga. Bohaterowie są ciekawie nakreśleni, choć ich zachowanie nie zawsze można uznać za sensowne. Ich perypetie są interesujące, choć ich ostateczny finał wypada nijako, brakuje w nich czegoś głębszego, prawdziwych emocji. Mimo iż serial dosyć wiernie podchodzi do wątków zaczerpniętych z książki, ich efekt jest bardziej spektakularny. Quinn skupiła się tylko na jednym wątku, odbierając innym bohaterom możliwość zabrania głosu, podczas gdy serial rozbudowuje sieć powiązań i wprowadza pobocznych bohaterów, których poznamy dopiero w dalszych częściach książkowej serii. W ekranizacji  pojawiają się także motywy, których w książkach w ogóle nie ma. I choć można odnieść wrażenie, że filmowcy bezczelnie zignorowali prawdę historyczną, ja to odczytuję jako ciekawą próbę interpretacji, może nawet podkoloryzowania wydarzeń z początku XIX wieku. Poza tym nie będę ukrywała, że Julia Quinn także nie popisała się poprawnością historyczną. Autorka postawiła bowiem na wyjątkowo prosty, wręcz potoczny język, nawet nie zadając sobie trudu, żeby w choć niewielkim stopniu dostosować słownictwo do opisywanych czasów. Powieść traci przez to jakikolwiek klimat, historia równie dobrze mogłaby się rozgrywać współcześnie. Owszem, język to częsty problem w romansach historycznych, ale tutaj pani Quinn poległa z kretesem. Czy podeszłabym do tej historii inaczej, gdybym nie znała ekranizacji? Trudno ocenić. Obawiam się jednak, że w ostatecznym rozrachunku gdyby nie serial, Mój książę byłby jedną z setek podobnych powieści romantycznych, o której się nie dyskutuje z przyjaciółką, i o której się szybko zapomina. 

Moja ocena:




Tytuł oryginalny: The Duke and I
Ilość stron: 480
Data wydania: 2021
Tłumaczenie: Lipowski Wiesław, Krawczyk Katarzyna
Wydawca: Zysk i S-ka
Opis wydawcy: KLIK

10 marca 2021

Romanse historyczne w zbiorach Tirindeth (edycja 2)

Dzisiaj mija dziesięć lat od pierwszej opublikowanej recenzji na tym blogu! Szmat czasu! Gdzie się podziały te wszystkie lata?! Niestety ostatni post opublikowałam prawie dwadzieścia trzy miesiące temu. To strasznie dawno. Zwłaszcza, że jeszcze wcześniejsze lata niestety nie obfitowały w nadmiar recenzji. Stało za tym wiele czynników, w tym również moje lenistwo. I trochę poczucie, że nie wiem tak do końca, w którą stronę kontynuować prowadzenie tej strony. Blogosfera w ostatnim czasie bardzo się zmieniła. wiele blogów, które obserwowałam z ogromnym zainteresowaniem, po prostu zniknęło. Inni przerzucili się na youtuba i prowadzą vlogi, ale tego typu działalność w ogóle mnie nie pociąga. I w sumie do dziś nie wiem, jak to dokładnie będzie wyglądało. Ale czuję, że bez blogowania jest jakoś inaczej. Jakoś smutno. I że może spróbuję jeszcze raz. Ta okrągła rocznica właśnie mi to uświadomiła. Może to właśnie ten moment, aby ponownie usiąść do pisania? Czas pokaże.

Przeglądając mojego bloga, zauważyłam, że jeden post szczególnie przypadł Wam do gustu. To post z 2014 roku o romansach historycznych w moich zbiorach [KLIK]. Nie sądziłam, że tyle osób odwiedzi moją stronę, aby zobaczyć, jakie babskie książki mam na półce! :) To naprawdę bardzo miłe, że tak z pozoru zwyczajny post, jak każdy stosikowy wpis, przyciągnął taką uwagę. Nie liczę, że dziś będzie tak samo, niemniej postanowiłam pokazać to, co obecnie stanowi u mnie stosik romansów historycznych. Bo to właśnie ten typ literatury jest moim ulubionym i to się nie zmieni chyba nigdy ;) Muszę przyznać, że moje zbiory dziś wyglądają zupełnie inaczej. Na dobre zniknęła różowa seria z Oxford Educational. Przybyło dużo książek Lisy Kleypas, jest kilka zupełnie nowych autorek, a część starych tytułów już dawno znalazło nowe domy. Kiedy w 2016 roku przygotowywałam się do przeprowadzki do UK, ponad połowa mojego zbioru wyszła w świat. Także te romantyczne powieści. Nie było łatwo, ale jest coś oczyszczającego w takich generalnych porządkach, kiedy po prostu pozwalasz, by Twoje ukochane powieści trafiły do rąk innych ludzi i inspirowały ich. Mam nadzieję, że tak się stało z tą częścią kolekcji, której dziś już nie mam. Jak więc wygląda obecny zestaw?



Lisa Kleypas to zdecydowanie moja najukochańsza autorka ever, co z resztą widać ;) Mam jeszcze dwie jej powieści, ale ich akcja dzieje się współcześnie, nie pasowały więc do tego zestawienia. Ponadto niezmiennie od lat kolekcjonuję książki Judith McNaught, mojej drugiej ukochanej autorki, oraz Jill Barnett i Jude Deveraux. Takich romansów już nikt nie pisze. Dorobiłam się również w ostatnim czasie kilku świetnych powieści od wydawnictwa BIS (mają teraz promocje na romanse, można za dyszkę kupić większość tych tytułów, które posiadam!) Przede wszystkim Sabrina Jeffries, Cóż za niesamowita pisarka! Nie wszystkie jej książki prezentują tak samo wysoki poziom, ale cykl Diablęta z Hallstead Hall jest po prostu nieziemski. Trafiły także do mnie książki takich autorek jak Kat Martin, Loretta Chase, Jo Beverley oraz Lynn Kurland. BIS ma nosa do dobrych romansów! Do tego mam w zbiorach książki bestsellerowych autorek romansów - Nicole Jordan i popularnej teraz Julii Quinn oraz Karen Lynn. Znajdzie się nawet jeden romans polskiej autorki - Melisy Bel. Lekturę zaczęłam już dawno temu, ale nie było okazji jej dokończyć. Dorobiłam się też jednego typowego harlekina, którym jest powieść Jenni Fletcher ;) Jest co czytać! Nie wszystkie jednak posiadane przeze mnie tytuły w tradycyjny sposób wpisują się w rubryczkę "romans historyczny". Są to jednak powieści romantyczne, z historycznymi wydarzeniami w tle, zatem także znalazły się w stosiku. To przede wszystkim moja ukochana Elizabeth Camden i jej Chicago w ogniu, które polecam dosłownie każdemu! Ciekawie prezentuje się też powieść Tary Johnson i Tracy Rees. Nie miałam okazji ich jeszcze przeczytać, ale niedługo to się zmieni i może będę mogła powiedzieć Wam coś więcej.

Cóż, to chyba na tyle. Czterdzieści cztery książki w mojej domowej biblioteczce to romanse historyczne. Jestem bardzo dumna z mojego zbioru i mam nadzieję, że będzie się on systematycznie rozrastał. Chciałabym Wam obiecać, że już niedługo wrócę z całą masą nowych tekstów, ale prawda jest taka, że na razie żadnego nowego nie napisałam. Jeszcze będąc w UK w 2018 roku (w grudniu 2018 wróciłam na stałe do Polski) postanowiłam założyć taki zeszyt, w którym na bieżąco po każdej lekturze spisuję swoje przemyślenia, aby później wiedzieć, na co zwrócić szczególną uwagę przy pisaniu opinii na bloga. I nadal ten zeszyt mam i stanowi dla mnie realną pomoc w zrecenzowaniu tych tytułów, które w ostatnich latach przeczytałam. Mam więc nadzieję, że mój zapał mnie nie opuści. 

Już na sam koniec chciałabym Wam bardzo podziękować za te wszystkie wspólne lata blogowania, za Wasze komentarze i zainteresowanie blogiem nawet wtedy, gdy świecił pustkami przez wiele miesięcy. Dziękuję, że jesteście <3 Miłego dnia!

14 kwietnia 2019

„Chicago w ogniu” Elizabeth Camden


Płonąca metropolia, wielkie uczucie i walka o przetrwanie w świecie ogarniętym chaosem? Jestem na tak! Uwielbiam romanse historyczne, więc nie było mowy, bym nie sięgnęła po Chicago w ogniu autorstwa Elizabeth Camden. Tym bardziej, że inna jej powieść, Sekrety róż, bardzo mi się spodobała. Autorka rozpoczyna opowieść w momencie wybuchu pożaru, który miał miejsce 8 października 1871 roku w Chicago. Poznajemy głównych bohaterów, Mollie Knox i Zacka Kazmarka, którzy próbują uciec przed śmiercią w płomieniach. Autorka przerywa jednak opisywanie walki z żywiołem, aby przytoczyć wydarzenia poprzedzające dramatyczną akcję, a tym samym nakreślić czytelnikom rozwijające się relacje między postaciami. Dzięki temu lepiej poznajemy bohaterów i jesteśmy gotowi na tragiczne wydarzenia, które mają wkrótce nastąpić.

Elizabeth Camden w swojej twórczości najczęściej osadza akcję pod koniec XIX wieku. W jej historiach pojawiają się silne, świadome swoich praw kobiety, którym nie w głowie szukać królewiczów na białych koniach. Mollie jest jedną z takich kobiet - mądrą i niezależną, a jednak w swojej odwadze i zadziorności wciąż ma w sobie coś z delikatnej istotki, budzącej w mężczyznach przekonanie, że należy ją chronić i się nią opiekować. Muszę przyznać, że spodobała mi się ta postać, choć niektóre jej reakcje były nieprzemyślane i dowodziły, że Mollie, choć chce być panią swojego losu, wciąż jest zagubiona i potrzebuje kogoś, na kim mogłaby się oprzeć. Zack natomiast wywoływał we mnie bardzo mieszane odczucia. To typ zbuntowanego, twardego mężczyzny, który nie cofnie się przed niczym, by osiągnąć swój cel. To facet, który mówi prosto z mostu i czasem swoim zachowaniem przypomina słonia w składzie porcelany. Kiedy jednak zaczęłam się zastanawiać głębiej nad jego osobowością, zrozumiałam, że to musiał być celowy zabieg autorki. Camden wplata bowiem w opowieść polski pierwiastek, wszak rodzice Zachariasza Kazmarka są Polakami, którzy wyjechali z kraju, ale ani na moment nie zapomnieli o korzeniach i właśnie na obczyźnie niestrudzenie walczyli z wrogiem, który doprowadził do rozbiorów i zniknięcia Polski z mapy Europy. Myślę, że autorka w bardzo dosadny sposób chciała pokazać żywiołowość i bezpardonowość polskiego ducha, a wszystko to zamknęła w postaci Zacka i jego rodziców, tak innych od ówczesnych amerykańskich obywateli. I choć na początku nie zapałałam sympatią do męskiego bohatera, z czasem udowodnił, że jest warty uwagi.

Chicago w ogniu to powieść dynamiczna, żywiołowa i romantyczna, To historia, którą czytałam z zapartym tchem, poświęcając jej każdą wolną chwilę. Niezwykła akcja, charakterni bohaterowie i pełen pasji konflikt pomiędzy nimi sprawił, że pokochałam tę książkę! Elizabeth Camden właśnie tą powieścią sprawiła, że stałam się jej wielką fanką i mam w planie poznać wszystkie jej dzieła. Choć autorka nie stylizuje języka, nietrudno mi było wczuć się w realia końca XIX wieku w Ameryce. zatem nie ukrywam, że ta opowieść na stałe trafia do moich ulubionych i już nie mogę się doczekać kolejnej lektury jej pióra. Chicago w ogniu polecam wszystkim fankom odważnych bohaterek i żywiołowej akcji, przeplatanej z niełatwym wątkiem romantycznym. Przy tej historii nuda Wam nie grozi!

Tytuł oryginalny: Into the Whirlwind
Ilość stron: 400
Data wydania: 2017
Tłumaczenie: Martyna Żurawska
Wydawca: Wydawnictwo Dreams
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:


PS Przyznam Wam szczerze, że zupełnie nie przemawia do mnie polska okładka. Nie rozumiem, czemu wydawca nie mógł postawić na oryginał (tym bardziej, że przy innych powieściach autorki wydanych w PL oryginalne okładki zostały zachowane!). Nasza polska oprawa jest ciut jałowa, przedstawiona kobieta nie przypomina głównej bohaterki, a poza tym rozmiar książki (duży i dosyć nieporęczny) dodatkowo działa na niekorzyść tego wydania. Szkoda. 

16 marca 2019

„Chata” William Paul Young


Niedawno przeczytałam interesujący wpis na jednym z ulubionych blogów o słuchaniu audiobooków i o tym, że z książką można przebywać w każdej chwili, nawet podczas wykonywania nudnych, codziennych zajęć. Niestety z doświadczenia wiem, że audiobooki nie są dla mnie, gdyż łatwo zapominam treści wysłuchanej historii. Stroniłam od nich aż do chwili, kiedy w moje ręce wpadła Chata autorstwa Williama Paula Younga, właśnie w wersji mp3. Pomyślałam: czemu nie? W końcu i tak spędzam pół godziny codziennie na dojazd do pracy i kolejne tyle na powrót, mogę więc spędzić ten czas ze słuchawkami w uszach. Tak więc zaryzykowałam spotkanie z tą historią w wersji do posłuchania i... nie żałuję ani trochę!

Mack, główny bohater powieści, od czterech lat pogrążony jest w Wielkim Smutku. Wszystko za sprawą zaginięcia jego najmłodszej córeczki, Missy. Odnalezione w rozpadającej się chacie w samym sercu pustkowia ślady krwi wskazują, że dziecko zostało zamordowane, lecz jej ciała nigdy nie udało się odszukać. Rodzina Macka na rożne sposoby radzi sobie z żałobą i próbuje żyć dalej, lecz mężczyzna obwinia się za utratę dziecka i nie potrafi zrozumieć tego, co go spotkało. Za swoje nieszczęście wini również Boga i Jego bierność. Kiedy więc pewnego dnia dostaje tajemniczy list, który wygląda jak zaproszenie na spotkanie ze Stwórcą w tamtym upiornym miejscu, tytułowej chacie, mężczyzna nie wie, co myśleć. Pomimo strachu i niepewności wyrusza w podróż, by rozmówić się z Bogiem.

Chata to powieść niełatwa. To historia, przy której należy być skupionym i w pełni otwartym na treść, którą niesie. I w dodatku jest to jedna z tych książek, która naprawdę daje do myślenia.  Osoby, które porzuciły wiarę, prawdopodobnie nie odnajdą w tej opowieści interesujących ich kwestii. To książka dla ludzi poszukujących odpowiedzi. Dla ludzi otwartych na nowe możliwości, gotowych spojrzeń nieco inaczej na wiarę i religie. Chata to swoiste spotkanie z samym Bogiem. To konfrontacja z naszymi największymi słabościami i pytaniami o sens istnienia, o plan, który Ktoś stworzył i według którego żyjemy. Myślę, że ta książka przez każdego będzie odbierana diametralnie inaczej, gdyż każdy z nas ma swoje własne wyobrażenie Boga. Nie znajdziemy w niej odpowiedzi na wszystkie nurtujące pytania, historia pozostawia po sobie bowiem sporo niepewności i wciąż wiele pytań, na które być może odpowiedzi nigdy nie otrzymamy. Chata zmusza jednak do czegoś istotnego – przeanalizowania swojego życia, gruntownego przewartościowania swoich priorytetów oraz do zastanowienia się nad tym, czego oczekujemy od Boga i siebie nawzajem. Autor próbuje (i to z niezłym powodzeniem) odpowiedzieć na pytanie o obecność Boga w świecie, w którym cierpią niewinni ludzie. Zderza ze sobą ludzkie ograniczenia z boskością Stwórcy, którego nie ogranicza nic ani nikt. To powieść teologiczna, jednak pozbawiona kościelnych frazesów i moralizatorskiego tonu. W świecie, w którym wielu walczy z religią, bądź w imię religii, Young przedstawia Boga dalekiego od utartych kanonów i sztywnych ram naszego wyobrażenia. To jedna z tych książek, która pozostawia czytelnika zaangażowanym, otwartym i świadomym. Osobiście jestem poruszona historią Macka. Niejednokrotnie podczas słuchania audiobooka, musiałam powstrzymywać łzy (wszak nie wypada płakać w komunikacji miejskiej, prawda?), a koniec tej historii pozostawił we mnie tęsknotę i głód wiedzy, ale też dziwny spokój. Chata to niewątpliwie książka oryginalna. Książka, która nie mieści się w żadnych ramach i której nie da się ocenić obiektywnie. Każdy z Was musi sam sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jest gotowy na tę podróż z Mackiem. czy jest gotowy na spotkanie z Bogiem. Ja nie żałuję ani minuty poświęconej dziełu Williama Paula Younga. I wiem, że ta historia pozostanie ze mną na zawsze.

Tytuł oryginalny: The Shack
Czyta Wojciech Żołądkowicz
Czas: 8h 53min
Data wydania audiobooka: 2013
Data wydania filmowego: 2017
Tłumaczenie: Anna Reszka
Wydawca: Nowa Proza
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:


10 marca 2019

„Jej wysokość P.” Joanne MacGregor



Jej wysokość P. przeczytałam prawie rok temu, lecz do dziś wspominam ją naprawdę miło. Historia autorstwa Joanny MacGregor  trafiła do mnie z polecenia – lekturę zarekomendowała mi przyjaciółka i okazuje się, że był to strzał w dziesiątkę. Właśnie tego potrzebowałam po wielu tygodniach czytelniczego kryzysu  – romantycznej, lekkiej i zabawnej  historii o miłości, przyjaźni oraz walce z własnymi kompleksami i słabościami. Dlaczego akurat ten tytuł przypadł mi do gustu?

Jej wysokość P. to jedna z tych młodzieżówek, która nie tylko bawi i pozwala oderwać się od szarej rzeczywistości, by przeżywać nastoletnie przygody bohaterów. To także lektura, która niesie ze sobą życiowe prawdy, odkrywane przez czytelnika wraz z rozwojem wydarzeń. Mam tu na myśli życie z kompleksami, z którymi zmagają się młodzi ludzie, a zwłaszcza młode dziewczyny. Tego rodzaju  problem towarzyszy głównej bohaterce prawie całe życie i dotyczy jej bardzo wysokiego wzrostu, który przeszkadza w codziennym, normalnym funkcjonowaniu. W dodatku jej relacje rodzinne są mocno skomplikowane, co wymusza na nastolatce dążenie do szybkiego usamodzielnienia się. Bohaterka nie jest oczywiście idealna i mimo trudności życiowych, popełnia błędy i często dość nieudolnie poszukuje możliwości radzenia sobie z nimi. I tutaj autorka także stara się przekazać odbiorcy, że jednak nie wszystko jest takie, jak się nam wydaje, a pochopne osądzanie może doprowadzić do wielu komplikacji. 

Jedyny mój zarzut dotyczący tej opowieści wymierzony będzie w stronę wydawcy – zmiana tytułu w moim odczuciu była absolutnie niepotrzebna, oryginalny The Law of Tall Girls nadaje się do pięknego przetłumaczenia, nie byłoby więc problemu z jego odbiorem przez polskich czytelników, zwłaszcza że dotyczy istotnego motywu. To jednak nie pierwszy raz, kiedy wydawcy w naszym kraju pozwalają sobie na "szaleństwo" przy doborze tytułu, kiedy to zazwyczaj oryginał pasuje najlepiej i najlepiej oddaje charakter powieści. Cóż, w takich sytuacjach chyba wolałabym, aby na okładkach książek pojawiały się oryginalne tytuły. 

Jej wysokość P. polecam przede wszystkim nastoletnim czytelniczkom, choć i osoby dorosłe znajdą w tej historii coś dla siebie. Lekki język i narracja pierwszoosobowa to typowe cechy charakterystyczne dla tego typu literatury. Tę jednotomową opowieść czyta się szybko, fabuła jest wciągająca, a przygody Peyton Lane są zabawne i romantyczne. Przyznam, że przy takich historiach ma się ochotę samemu wrócić do czasów szkolnych. Spotkanie z książką MacGregor wspominam bardzo dobrze i wiem, że jeśli na polskim rynku pojawią się inne książki tej autorki, chętnie po nie sięgnę.  Jeśli więc jeszcze nie mieliście okazji poczytać o przygodach Peyton, szczerze Wam tę lekturę polecam. 


Tytuł oryginalny: The Law of Tall Girls
Ilość stron: 440
Data wydania: 2018
Tłumaczenie: Edyta Świerczyńska
Wydawca: Wydawnictwo Kobiece
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:


* * *

OSIEM LAT BLOGA!

Tym, którzy tutaj dotarli, bardzo dziękuję za odwiedzanie mojego bloga, mimo iż od wielu miesięcy świecił on pustką. W ostatnim czasie czytam mało książek, ale uzbierało się trochę planów związanych z napisaniem zaległych recenzji, problemem jest jednak ich realizacja. Przyznam, że jeszcze do niedawna byłam pewna, iż mój blog po prostu umrze śmiercią naturalną przez zaniedbanie i już nie wrócę do pisania. Ale przychodzą takie dni jak dzisiaj, kiedy po prostu usiadłam do komputera i napisałam recenzję, która powinna była powstać prawie rok temu. To chyba ta osławiona wena twórcza :D Poza tym nie ukrywam, że kiedy widzę, jak licznik odsłon bloga nadal rośnie mimo pustki i nieaktualnych wpisów, coś we mnie każe mi się nie poddawać i szukać inspiracji. Pisanie zawsze było dla mnie przyjemnością i mam nadzieję, że ten kilkumiesięczny kryzys i "odstawienie" bloga pomoże mi ponownie zaprzyjaźnić się z pisaniem o tym, co kocham. Bo choć czytam mało z powodu braku czasu, nie zapomniałam o książkach. 
Nieobecność w blogosferze to także kłopot w odnalezieniu się w obecnych trendach. Postaram się przejrzeć zaprzyjaźnione blogi i podpatrzeć, co dziś wszyscy czytają. Może wśród rekomendowanych przez Was lektur znajdę coś dla siebie ;) 
Dziękuję, że jesteście i mam nadzieję, że jeszcze tu ze mną zostaniecie. Miłego dnia! <3