29 września 2014

"Dziewczę z sadu" Lucy Maud Montgomery

„Eric Marshall, świeżo upieczony absolwent college'u przyjeżdża na Wyspę Księcia Edwarda, by w zastępstwie chorego przyjaciela poprowadzić szkółkę w Charlottetown. Poznaje tam piękną i tajemniczą Kilmeny - niemą dziewczynę obdarzoną słuchem absolutnym, która komunikuje się ze światem poprzez grę na skrzypcach. Eric się w niej zakochuje. Musi jednak zawalczyć o swoją miłość. Czy uda mu się zdobyć serce Kilmeny? Dziewczę z sadu to opowiedziana z punktu widzenia młodego mężczyzny historia prawdziwej i głębokiej miłości, która okazuje się mieć uzdrawiającą moc.”


Prawdopodobnie nikomu nie muszę przedstawiać Lucy Maud Montgomery – ta niezwykła kanadyjska pisarka zdobyła ogromną sławę za sprawą serii Ania z Zielonego Wzgórza. Niedawno przeczytałam pierwszy tom przygód o Ani Shirley i niewątpliwie już wkrótce sięgnę po dalsze części tej historii. Tymczasem w moje ręce wpadła inna powieść pani Montgomery – Dziewczę z sadu. Dzieło to znane jest polskim czytelnikom również pod tytułem Kilmeny ze starego sadu. Mając w pamięci wiele pozytywnych emocji, które towarzyszyły mi przy lekturze Ani z Zielonego Wzgórza, postanowiłam sięgnąć po Dziewczę z sadu w nadziei, że ta króciutka, bo ledwie 190 stronicowa książeczka, pozwoli mi choć na chwilę przenieść się do świata pełnego dobra i romantycznych uniesień. Czy tak się stało?

Historia opowiedziana przez narratora wszechwiedzącego skupia się przede wszystkim na przemyśleniach głównego bohatera, Erica, choć nie brakuje także (w drugiej połowie książki) momentów skupiających się na rozmyślaniach Kilmeny. Bohaterowie wykreowani zostali realistycznie. Niestety są to postaci do bólu idealne – prawe, inteligentne, a przede wszystkim piękne. Ta idealizacja momentami działała mi na nerwy. Drugim moim zastrzeżeniem jest miłość, która ma łączyć Erica i Kilmeny. Uczucie młodzieńca opiera się przede wszystkim na fakcie, iż Kilmeny jest niewiarygodnie piękna. I choć później bohater poznaje także jej osobowość, to jednak wciąż w narracji powraca kwestia jej urody – doskonałości, która przyćmiewa ewentualne niedostatki. Początkowo uważałam to za urocze i romantyczne, ale z czasem zaczęło mnie to irytować. Ponadto brakowało mi w tej historii humoru – opowieść kręciła się wokół wyjątkowo banalnej miłości bohaterów, brakowało więc lekkości, z której znana jest chociażby Ania z Zielonego Wzgórza. Plusem natomiast będzie lekki, przyjemny język oraz sielska atmosfera, tak charakterystyczna dla książek pani Montgomery.

Dziewczę z sadu to niewątpliwie romantyczna, słodka historia uczucia, które potrafi odmienić całe życie. To opowieść, którą czyta się jednym tchem, w kilka chwil. Przyznaję, że takie lektury odmładzają czytelnika – poznając historię młodych bohaterów z Wyspy Księcia Edwarda, sami czujemy się częścią tej pozytywnej historii. Dziewczę z sadu to idealna powieść dla romantyczek, które w książkach poszukują dobrych emocji i chwili zapomnienia. Myślę  że opowieść o Kilmeny i Ericu najbardziej trafi do młodszych dziewcząt – jest w tym dziele pewna skromność, niewinność i ckliwość, która starsze czytelniczki może odrobinę znudzić. Uważam jednak, że pomimo naiwności, jaką odnalazłam w tej historii, Dziewczę z sadu zasługuje na chwilę uwagi – warto czasem wrócić do dziewczęcej literatury, która niewątpliwie pozwala oderwać się od szarej codzienności. Opowieść o Kilmeny dostaje więc ode mnie ocenę 4/6.

Original: Kilmeny of the Orchard 
Wydawca: Literacki Egmont
Data wydania: 9.09.2014
Ilość stron: 188

Za książkę dziękuję wydawnictwu Egmont :)

12 komentarzy:

  1. Nigdy nie byłam przekonana do Montgomery, jakoś mi nie przypadka do gustu w kanonie lektur, chyba musiałabym odmienić pogląd na pozycje tej autorki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspominam "Anię z Zielonego Wzgórza" bardzo dobrze, więc warto i z tą spróbować ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Montgomery stworzyła moje dzieciństwo, więc nie wiem, czy potrafię obiektywna w stosunku do jej książek, ale na pewno nie odmówię sobie ich lektury.

    OdpowiedzUsuń
  4. Irytuje mnie i to bardzo takie idealizowanie bohaterów, więc to mnie do książki zniechęciło. A te zachwyty nad urodą bohaterki... brzmi jakby książka promowała pogląd, że wygląd jest najważniejszy :/ Raczej nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszy mnie Twoja pozytywna recenzja, bo niedługo też się zabieram za tą powieść.

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyjemna i klimatyczna :) Miło ją wspominam i niebawem pojawi się u mnie recenzja tej powieści.

    OdpowiedzUsuń
  7. Miło wspominam czas spędzony na lekturze tej książki. To trzecia w kolejności powieść, jaką napisała Montgomery, więc widać sporo z drugiego tomu przygód "Ani z Zielonego Wzgórza" - tam też jest przedstawiona zbliżona opowieść, ale z innym zakończeniem :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Moja ukochana autorka. Mam do niej wielki sentyment. Jaka piękna okładka.

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmm. We wrześniu do mojej biblioteczki w końcu dołączyły: "Ania z Zielonego Wzgórza" i "Ania z Avonlea" i powiem szczerze, że jakoś bardziej kusi mnie by po nie sięgnąć, aniżeli po "Dziewczę z sadu". NIENAWIDZĘ wyidealizowanych bohaterów, a jeśli miłość pomiędzy nimi również jest słabo przedstawiona i przelukrowana, to niestety nie jest to raczej powieść dla mnie. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  10. Ta książka interesuje mnie od pewnego czasu, odkąd zaczęłam czytać recenzje blogerów i mam zamiar ją kiedyś przeczytać. Oby szybciej, niż później.

    Zapraszam do mnie na konkurs:
    http://pasion-libros.blogspot.com/2014/09/konkurs-nr-2-30-day-book-challenge.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Śliczna powieść :) jej lektura sprawiła mi ogromną przyjemność :) nie wiem czy zauważyłaś, ale okładka bardzo pasuje do Twojego szablonu :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo lubię ''Anię z Zielonego Wzgórza'' i właściwie znam tylko tę powieść tej autorki. Chciałabym kiedyś przeczytać inne i w sumie mogłabym sięgnąć po tę, chociaż ma pewne minusy, ale nie jest chyba tak źle. :) I ma uroczą okładkę *.*

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję! :)