Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stephenie Meyer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stephenie Meyer. Pokaż wszystkie posty

23 marca 2012

"Zmierzch" Stephenie Meyer

"Zmierzch to porywająca opowieść o miłości, łącząca cechy horroru, romansu i powieści o dojrzewaniu. Jej bohaterka, siedemnastoletnia Isabella Swan, przeprowadza się do ponurego miasteczka w deszczowym stanie Washington, gdzie spotyka tajemniczego, niezwykle przystojnego Edwarda Cullena. Chłopak ma nadludzkie zdolności - nie można mu się oprzeć, ale i nie można go przejrzeć. Bella usiłuje poznać jego mroczne sekrety, nie zdaje sobie jednak sprawy, że naraża tym siebie i swoich najbliższych na niebezpieczeństwo. Już niedługo może nie być odwrotu..."


Izabella Swan, nieśmiała i zagubiona dziewczyna, musi opuścić rodzinny dom w słonecznym Phoenix i przenieść się do ponurej mieścinki, w której żyje jej ojciec, komendant policji, Charlie Swan. Izabella (która woli, gdy inni zwracają się do niej Bella) nie jest zachwycona nowym miejscem, bowiem ukochała ciepło i słońce, a w Forks tego stanowczo brakuje. Boi się także nowych kolegów i koleżanek z liceum, do którego zapisał ją ojciec. Okazuje się jednak, że już pierwszego dnia nastolatka poznaje kilka osób i nawiązuje nowe znajomości, lecz wszystko to przyćmiewa obecność tajemniczego chłopaka z tej samej ławki – Edwarda. Bowiem Edward Cullen wyraźnie daje dziewczynie do zrozumienia, że coś mu się nie podoba i Bella czuje się przez to nieco skołowana. Dlaczego jeden z najprzystojniejszych chłopaków w szkole wydaje się jej nienawidzić? Dziewczyna postanawia odkryć motywy kierujące chłopakiem, ale wynik może okazać się nie tylko zaskakujący, lecz także śmiertelnie groźny…

O fabule Zmierzchu w zasadzie nie trzeba opowiadać, bowiem większość zna tę historię, jeśli nie z własnego doświadczenia popartego lekturą i obejrzanym filmem, to ze słyszenia, parodii oraz kąśliwych uwag osób trzecich. Miłość nieśmiertelnego wampira i śmiertelnej nastolatki stała się w zasadzie historią numer jeden w 2009 roku, czyli natychmiast po polskiej premierze ekranizacji. Czy zatem powieść Stephenie Meyer, otwierająca czterotomową Sagę Zmierzch, jest w ogóle godna polecenia? Cóż takiego zawiera w sobie historia o przeciętnej nastolatce i przystojnym młodzieńcze obdarzonym niezwykłą mocą?

„- Nie przejmuj się - szepnął mi do ucha - Gdybym mógł śnić, śniłbym tylko o tobie. I nie wstydziłbym się tego.”

Historia przede wszystkim została ukazana z punktu widzenia głównej bohaterki, dzięki czemu otrzymujemy nie tylko pełen obraz jej odczuć i przemyśleń, lecz także zgrabną, stylizowaną na młodzieńczy wiek analizę wydarzeń i język – prosty, lecz obrazowy, doskonale pasujący do narracji młodej, troszkę głupiutkiej dziewczyny. Akcja powieści płynie wolno, może chwilami nieco leniwie, by zaraz momentalnie przyspieszyć. Lekkość języka sprawia, że powieść czyta się niezwykle szybko, wciągając się w historię stworzoną przez panią Meyer, a wydźwięk dzieła – pełen romantyzmu i emocji – sprawia, że jest to twór doskonały przede wszystkim dla płci pięknej. Bowiem każda z nas marzy o swoim własnym księciu z bajki, czyż nie?

Kreacja bohaterów została wykonana naprawdę świetnie – nie można tego odmówić autorce. Bez problemu stworzyła postać zakompleksionej, zupełnie zwyczajnej dziewczyny, która nie wierzy w swoje możliwości i w zasadzie żyje we własnym świecie. Bella jest tak zwyczajna, jak to tylko możliwe. Natomiast Edward tak niesamowity i doskonały, że w połączeniu z bohaterką stanowią niezwykłą, bardzo kontrastową parę. Poza tą dwójką pojawia się też cała gama bohaterów drugoplanowych, m.in. rodzina chłopaka, której członkowie wyjątkowo się między sobą różnią, oraz koledzy ze szkoły, ojciec Belli i czarne charaktery, których oczywiście nie mogło zabraknąć. Od razu widać, iż każdy bohater został ubrany w swoje własne, indywidualne cechy charakteru, dzięki czemu staje się realistyczny, a czytelnik może „wybrać” sobie ulubioną postać.

„Prawda jest taka, że ludzie mają pewną wspaniałą cechę. Zmieniają się.”

Ze Zmierzchem to obecnie jest tak – publiczność dzieli się na fanów serii, przeciwników serii i osoby, które uwielbiały powieść, ale poznanie kolejnych dzieł z gatunku paranormal  lub negatywne opinie innych wywarły na nich taki wpływ, że zmienili zdanie.  Niemniej początkowo był to wielki hit i nie można nie zgodzić się z faktem, iż otworzył na rynku wydawniczym drzwi przed kolejnymi powieściami tego rodzaju. Dzieło Meyer to bowiem stuprocentowy romans paranormalny, ze wszystkimi jego niedociągnięciami, mankamentami i – jak na jego czasy – oryginalnością. Przyznaję, że moja przygoda zaczęła się dopiero po obejrzeniu ekranizacji pierwszego tomu, a zarówno film, jak i książka wywołały we mnie równie silne emocje, rozbudziły wyobraźnię i rozkochały w głównym bohaterze. I z zasady odcinam się od negatywnych opinii i naśmiewania się z autorki, gdyż nie mogę zaprzeczyć – powieść pokochałam z całego serca (choć podkreślam, iż warto jest oddzielić twór literacki od filmowego, gdyż nigdy ekranizacja nie odda w pełni idei dzieła, jakiekolwiek by ono nie było)… Dlatego otwarcie się przyznaję – jestem fanką Zmierzchu, o!

Reasumując moje przemyślenia – powieść Meyer to dzieło ponadczasowe, prekursorskie i w pewien sposób oryginalne, na którym później wzorowało się wiele pisarek współczesnej literatury paranormalnej. Bella i Edward na stałe trafili do grupy bohaterów, których przygody potrafią trzymać w napięciu, a historia wzbudzić emocje w czytelniczkach i (na długo po lekturze) powracać we wspomnieniach. Pierwsza cześć sagi otworzyła nam drogę do pasjonującej serii, którą pokochały miliony kobiet, nie tylko w wieku nastoletnim (ja do nastolatek już na pewno się nie zaliczam)! Dlatego, jeśli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z twórczością Stephenie, gorąco polecam jej dzieło. Warto jednak odciąć się od ”hejterskich” komentarzy, gdyż literaturę ocenia się po czymś więcej, niż tylko złośliwościach wynikających z odmiennych gustów. A ponieważ o gustach się nie dyskutuje… daję 6/6!

Original: Twilight
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 7.03.2007
(wszystkie cytaty pochodzą ze Zmierzchu) 

Saga Zmierzch  dzieli się na 4 części: 
Zmierzch, Księżyc w nowiu, Zaćmienie i Przed świtem.
Oraz warto wspomnieć, że istnieje też niedokończona na razie, osobna część opowiadana z punktu widzenia Edwarda - Midnight Sun.

A na koniec trailer do filmu - jeśli ktoś jeszcze nie oglądał ;)

A teraz na marginesie - chyba wszyscy wiedzą, że Meyer, poza sagą o Belli i Edwardzie, napisała też powieść Intruz?? Otóż... już dziś jest dostępny pierwszy zwiastun do tej ekranizacji!!! LINK - voila ^^ A dla zainteresowanych - moja recenzja Intruza TU ;)

08 kwietnia 2011

"Intruz" Stephenie Meyer

„Przyszłość. Nasz świat opanował niewidzialny wróg. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała oraz umysły i wiodą w nich na pozór niezmienione życie. W ciele Melanie - jednej z ostatnich dzikich istot ludzkich zostaje umieszczona dusza o imieniu Wagabunda. Wertuje ona myśli Melanie w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów. Tymczasem Melanie podsuwa jej coraz to nowe wspomnienia ukochanego mężczyzny, Jareda, który ukrywa się na pustyni. Wagabunda nie potrafi oddzielić swoich uczuć od pragnień ciała i zaczyna tęsknić za mężczyzną, którego miała pomóc schwytać. Wkrótce Wagabunda i Melanie stają się mimowolnymi sojuszniczkami i wyruszają na poszukiwanie człowieka, bez którego nie mogą żyć.”


Czy wyobrażacie sobie przyszłość? Tę za sto, dwieście lat? Ludzie wierzą, że we wszechświecie to oni będą rasą panującą i zdobędą inne światy, poznając inne cywilizacje. Jakże więc wielkim to będzie szokiem, kiedy sytuacja obróci się o 180 stopni, a najczarniejsze scenariusze z filmów s-f o najeździe obcych na planetę Ziemia nagle okażą się prawdą.

Melanie nie miała wyboru. Musiała się przystosować do nowego świata, w którym bycie człowiekiem oznaczało wyrok śmierci. Albo czegoś gorszego niż śmierci – wegetacji we własnym ciele sterowanym przez intruza. Nikt by nie chciał takiego życia. A jednak...

Dusze opanowują Ziemię. Melanie, schwytana prze Łowców, zostaje poddana zabiegowi wszczepiania, a jej ciało odtąd zamieszkać ma Wagabunda. Zadaniem obcej, jako silnej i doświadczonej duszy, jest dowiedzieć się wszystkiego o rebeliantach, ostatnich niedobitkach ludzi, z którymi Mel miała styczność przed śmiercią. Wagabunda jest pewna swojego zadania, chce je wykonać jak najlepiej. Dlatego obecność Mel w ciele ją trochę denerwuje – to zupełnie tak, jakbyście mieli w sobie sumienie, które potrafi na Was wrzeszczeć wbrew Waszej woli. Nieposłuszne i krnąbrne i wcale nie stanowiące o lepszej stronie Waszej osoby. Czy to nie frustrujące?

W istocie tak było z Wagabundą, dopóki Mel nie zaczęła śnić. O miłości. O mężczyźnie, któremu oddała swoje serce. Jared był dla niej ucieleśnieniem ideału, troskliwym, kochanym i opiekuńczym. Wkrótce więc, bezwiednie i Wagabunda zaczyna odczuwać coraz to silniejszą więź z mężczyzną, którego ukochała jej żywicielka. Ile w tym było jej własnych uczuć, a ile podsycanych przez Melanie wizji? Nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że Wagabunda, choćby naprawdę chciała, nie może przeciwstawić się sile ludzkich uczuć. Dlatego poddaje się Mel i postanawia spełnić jej marzenie – odnaleźć Jareda i ukrywającego się z nim braciszka Melanie – Jamiego.

Podróż może być tylko jedna – w głąb pustyni, w poszukiwaniu, troszkę po omacku, rozwiązania zagadki ukrytej w albumie rodzinnym. To trudna trasa – pustynia bywa zdradliwa i niestety może przynieść tylko śmierć. Dlatego też, kiedy w końcu dziewczyny uwięzione w jednym ciele są pewne, że nigdy nie odnajdą człowieka, którego kochają, coś się zmienia. I tu zaczyna się właściwa część powieści. Część, od której nie można się wręcz oderwać, hipnotyzująca, zniewalająca i także przerażająca.

Bohaterowie powieści pani Meyer są niesamowici. Potrzeba nie lada talentu, aby tak sprawnie wyczarować na kartach papieru ludzi żywych, z krwi i kości, posiadających własne zdanie, uczucia, tożsamość. Dosyć łatwo przychodzi więc czytelnikowi odnalezienie się w tym świecie, wczucie w położenie ulubionych bohaterów, choć sama nie ukrywam, że pewne osoby mnie zaskakiwały. Świat, choć groźny i pełen zasadzek, wśród niektórych mógłby wydawać się znośny,  może nawet do zaakceptowania.

Narracja powieści dostarcza nam prawdziwej dawki zaskoczenia i zadowolenia w jednym. Prolog opowiedziany jest z punktu widzenia narratora wszechwiedzącego, natomiast od pierwszego rozdziału mamy narrację Wagabundy przeplatającą się ze snami i myślami Melanie. To sprawia, że początkowo trudno jest się odnaleźć – czy ktoś bowiem słyszał o tym, aby „czarny charakter” był narratorem? Czy w ten sposób poznamy naprawdę historię od jak najlepszej strony? Wierzcie mi, ten niezwykły zabieg był tu całkowicie niezbędny! A wykwintny język, jakim posługuje się bohaterka, dostarcza nam prawdziwej przygody.

Wagabunda i Melanie, tworzące nierozłączny organizm, są postaciami na wskroś odmiennymi od siebie. Wagabunda, jako dusza, jest nastawiona optymistycznie do otoczenia, bowiem dusze nie znają pojęcia zła i nienawiści. Melanie zaś, sfrustrowana swoim położeniem, pokazuje ludzką naturę – targające umysłem emocje pełne lepszych i gorszych myśli.  Nie do końca więc można powiedzieć, która z nich jest lepsza.

Powieść pełna jest metafor, ukrytych znaczeń o człowieczeństwie, przesłaniem w stronę ludzkości. Co czyni z nas ludzi? – Zdaje się pytać autorka. Co sprawia, że jesteśmy lepsi od innych? Co daje nam władzę nad życiem i śmiercią? Na te pytania należałoby już odpowiedzieć sobie samemu, bowiem są to kwestie wciąż żywe, sporne i wzbudzające ogromne emocje.

Jeśli miałabym mówić o własnych uczuciach, ze wstydem muszę przyznać, że byłam niezwykle negatywnie nastawiona do tej powieści. Nauczona po rozczarowaniu, jaki przyniósł mi ostatni tom Sagi Zmierzch, byłam wręcz przekonana, że pani Meyer już nic ciekawego dla mnie nie stworzy. Rzeczywiście można mieć takie wrażenie przy pierwszych pięćdziesięciu stronach Intruza. Ale niech Was to nie zmyli – to tylko pozory. Już wkrótce potem dałam się porwać akcji, chłonąc stronę po stronie, zatrwożona i zachwycona jednocześnie tym, co rozgrywało się na kartach tej niemałej książki. Bowiem kogoś mógłby odstraszyć format i ilość stron – całe pięćset pięćdziesiąt kart czystego tekstu. Nie dajcie się zwieść – sama powieść pochłaniałam w tempie tornada, nie mogąc oderwać się nawet na chwilę. Silne emocje, wtopione w strukturę fabuły, zawładnęły mną do reszty sprawiając, że nie tylko się bałam, ale i radowałam tym, co spotykało bohaterki. Nie obyło się też bez łez rozpaczy i wzruszenia. I zakończenie - tak zupełnie nieprzewidywalne, powali Was z nóg!

Intruz to powieść ponadczasowa, mówiąca o miłości, strachu i o człowieczeństwie. Została stworzona dla dojrzałego czytelnika, więc nie można jej porównywać z młodzieżową serią Zmierzch, o czym sama jeszcze niedawno byłam przekonana. To mylne i zwodnicze podejście, które nie pozwoli Wam bez uprzedzeń sięgnąć po lekturę. A wierzcie mi, wiele wówczas stracicie! 

Daję najwyższą możliwą ocenę 10/10 i naprawdę nie żałuję! Z całą pewnością jeszcze nie raz wrócę do tej powieści, na nowo przeżywając prawdziwą podróż w głąb siebie.

Książkę otrzymałam od Grupy Wydawniczej Publicat, za co naprawdę bardzo dziękuję!