Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Wilga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Wilga. Pokaż wszystkie posty

28 sierpnia 2012

"Uprowadzona" Lucy Christopher

"Ta historia mogła się przydarzyć każdej dziewczynie. 
Tak, tobie też.
 Lotnisko. Oczekiwanie na przygodę. 
Przystojniak, który proponuje ci kawę. 
A po chwili jesteś na końcu świata, zdana na łaskę i niełaskę porywacza.
Czy przetrwasz?
Czy wrócisz do swojego życia?
A co będzie, jeżeli się zakochasz?"


Lotnisko, ostatnia godzina do odlotu, gwar i setki ludzi przemierzających zatłoczoną halę, ryk silników samolotów w oddali. Gemma właśnie stoi w kolejce po kawę, gdy poznaje tajemniczego, młodego mężczyznę. Nieznajomy proponuje jej kawę, siadają razem przy jednym stoliku. Rozmawiają chwilę, trochę nieporadnie, jak to podczas pierwszego spotkania. On się denerwuje, ona także jest onieśmielona. Przedstawiają się sobie. Tyler, takie proste imię, prawda? Ona ukradkiem wypatruje rodziców, chociaż wie, że czekają na nią całkiem niedaleko. A potem coś się dzieje. Z nią. I nim się spostrzega, zostaje uprowadzona...

Zobaczyłeś mnie, zanim ja zauważyłam ciebie.” *

Powieść Lucy Christopher to jedna z tych książek, po które za żadne skarby bym nie sięgnęła, gdyż z okładki i opisu nie spodziewałabym się niczego więcej poza lekką opowiastką dla nastoletnich panien. Ale zaryzykowałam, wszak tyle pozytywnych opinii poznałam w ostatnim czasie. I pierwsze, co mnie uderzyło, to nota od wydawcy, który przyznaje, że jest zaskoczony zdumiewającym wydźwiękiem tej powieści. Może bym się nawet zaśmiała i powiedziała, że kręci – każdy wydawca będzie promował swoją powieść najlepiej, jak potrafi. Ale to nazwisko wydawcy powstrzymało mnie przed wykrzywieniem ust w pobłażliwym uśmieszku. Autorem słów jest bowiem nie kto inny, jak odkrywca Harry'ego Pottera. Nie pozostało mi więc nic innego, jak mu zaufać.

Najdziwniejsza w tej powieści jest narracja – pierwszoosobowa, z punktu widzenia bohaterki, pisana w czasie przeszłym w formie... listu do porywacza. Gemma (mam do tego imienia sentyment, bo lata temu przyjęłam je na bierzmowaniu) zwraca się bezpośrednio do swojego oprawcy i opowiada o tym, co czuła od pierwszej chwili, gdy go zobaczyła, przeklinając jednocześnie siebie za naiwność i łatwowierność. Po kolei opisuje wszystkie wydarzenia od momentu spotkania i porwania, nie szczędząc szczegółów, nawet tych najbardziej szokujących. Czytelnik obserwuje, jak młoda, ledwie szesnastoletnia dziewczyna zostaje wywieziona przez młodego mężczyznę z kraju, a następnie ukryta w miejscu – można by rzec – zapomnianym przez Boga. Strach Gemmy, ale i pewna rozwaga w doborze słów oraz w języku, którym się posługuje sprawiają, że jej historię czytamy z zapartym tchem, całkowicie niezdolni wybiec myślami w poszukiwaniu możliwej drogi ucieczki. Nawet nie jesteśmy w stanie pomyśleć o tym, co może się za chwilę wydarzyć...

Te niebieskie oczy, tak bardzo niebieskie, lodowato błękitne, patrzyły na mnie, jakbym to ja mogła je rozgrzać. Wiesz, te twoje oczy są piękne, a ich spojrzenie ma dużą siłę.” **

Akcja mknie od pierwszej strony – zostajemy wciągnięci w wir wydarzeń, by razem z nastolatką znaleźć się w rękach porywacza i razem z nią próbować wydostać się z pułapki. Im jednak dłużej obserwujemy jej próby ucieczki, tym bardziej zdajemy sobie sprawę, że finał nie będzie łatwy. Nawet w najśmielszych wyobrażeniach jednak nie spodziewałam się tego, co otrzymałam. Zakończenie wycisnęło ze mnie łzy, odarło z wszelkiej radości i nadziei oraz siły, by walczyć z odrętwieniem po skończonej lekturze. Byłam wypruta z emocji, przerażona i zaskoczona jednocześnie, choć podświadomie wiedziałam, co mnie czeka. Autorka z niesamowitą wprawą bawi się emocjami czytelnika, prowadząc go nad krawędź przepaści, a potem zadaje jedno proste pytanie – jak ty byś postąpił?

Najbardziej wkurza mnie infantylność naszej polskiej okładki. Tak, dobrze przeczytaliście – wkurza. Jest całkowicie niekompatybilna z treścią powieści – wprowadza w błąd potencjalnego odbiorcę, który – widząc te słodkie odcienie różu i klucz z oczkiem w kształcie serca – będzie spodziewał się cukierkowej historii o nastoletniej miłości. A potem sięga po powieść, zaczyna czytać i... jest zaskoczony! Bo przecież to nie jest cukierkowa opowiastka, nie ma w niej beztroski i szaleństwa, nie ma motyli w brzuchu, nie ma szkolnych korytarzy i przystojniaków na balu absolwentów. Jest tylko on, porywacz. I jego ofiara. Oraz trudne, pełne sprzeczności uczucia.

Uprowadzona Lucy Christopher to powieść niezwykła, kontrowersyjna i naprawdę przerażająca w swojej prostocie i wyważonej narracji młodej dziewczyny. To historia o poszukiwaniu ocalenia za wszelką cenę, o sile strachu, niepewności, ale także o próbie odkupienia win, chęci zrozumienia otaczającego nas świata i zespolenia się z nim. Może nawet o nadziei? Świetnie wykreowane sylwetki głównej dwójki bohaterów pozwalają wtopić się w fabułę i poczuć wszystkie te emocje, które targały postaciami – ona, młoda dziewczyna, która desperacko szuka wyjścia z sytuacji oraz on – doświadczony przez los i niełatwe życie porywacz, który wcale nie przypomina gangsterów z hollywoodzkich filmów. To właśnie ta dwójka sprawiła, że o książce nie sposób zapomnieć! Uprowadzoną oceniam na 5+/6 i polecam szczerze dosłownie każdemu – nie dajcie się zwieść infantylnej okładce, ta powieść ma w sobie coś więcej, niż tylko imiona i obrazy. Ma w sobie dojmującą, chwytającą za serce historię, która zwala z nóg!

Original: Stolen, A letter to my captor
Wydawnictwo: Wilga
Data wydania:  21.05.2010
* cytat str.  7
**cytat str. 7

18 czerwca 2011

"Złamane serca" Pamela Wells

 
Dziewczyny marzą o prawdziwej miłości i potrafią ją zdobyć!

Cztery przyjaciółki
Cztery historie miłosne
Cztery złamane, porzucone i samotne serca
i jeden skuteczny kodeks postępowania!


Motyle w brzuchu, spocone dłonie, rumieńce, niewidzący wzrok, roztargnienie... Mogłabym wymieniać do jutra, lecz to zbędne, bo każda z nas wie, jakie są objawy zakochania. Pierwsza miłość to coś niezwykłego, prawda? To uczucie niepodobne do żadnego, jakie znamy. A jednak nie zawsze kojarzy się pozytywnie. Czemu? Cóż takiego jest w  miłości, że ma ten znany wszystkim gorzko-słodki smak?

Sydney, Kelly, Raven i Alexia to cztery nastoletnie przyjaciółki. Cztery zupełnie różne osobowości, cztery pragnienia, cztery serca. I każde na swój sposób złamane. Mega przystojny Drew zrywa z Syd po dwóch latach związku, Raven nie może się zdecydować, czy woli swojego chłopaka czy kolegę z zespołu, Kelly uparcie wierzy, że Will kiedyś ją pokocha tak jak ona jego, a Alexia jako jedyna nie oddała nikomu serca, bo... Właśnie. Bo się bała.

I tak oto wszystkie cztery spotykają się w chwili, kiedy ich świat wali się im na głowy. Dlatego też Alexia, jako jedyna, która nie zaznała jeszcze bólu złamanego serca, wpada na pomysł, by założyć kodeks postępowania – „Kodeks zerwań”. Tak oto dwadzieścia pięć zasad ma pomóc przyjaciółkom pokonać ból i rozpacz, odnaleźć szczęście w sobie i dać szansę swojemu sercu. Wszak złamanie można wyleczyć, choć to bardzo powolny i bolesny proces. Czy dziewczynom się to uda? Czy będą wiedziały, jak się zachować w stosunku do swoich eks? Czy jeszcze kiedyś pokochają innego? O tym, moje drogie, przekonajcie się same!

Po powieść Pameli Wells sięgnęłam z wielką nadzieją. Jestem jedną z tych dziewczyn, której serce zostało złamane nie raz i nie dwa. Za każdym razem jednak człowiek się czegoś uczy. Ja w swoim dwudziestoczteroletnim życiu nauczyłam się wiele o mężczyznach. Ale żadna wiedza o płci przeciwnej nie da nam odpowiedzi na pytanie, czy zakochanie się w tym czy tamtym chłopcu jest właściwe. Czy będziemy szczęśliwe. Czy to miłość po grób. To bowiem nie są pytania. To fakty. Nie otrzymamy tej odpowiedzi, mówię Wam o tym już teraz. Takiej wiedzy nie uraczycie w książkach, z Internetu, od mamusi. To tylko i wyłącznie kwestia naszych uczuć. NIKT Wam nie powie, czy miłość jest właściwa. Miłość jest ślepa. Dosłownie.

Ale dość o mojej filozofii życiowej. Dzieło Pameli jest interesujące. Zbiera w sobie cztery różne historie, a każda z nich jest tak inna, że możemy ze spokojem odnaleźć w którejś z nich siebie samą. Ja osobiście wczułam się w rolę Raven, bo jestem do niej troszkę podobna. I jednocześnie cieszę się, bo dzięki powieści pani Wells dowiedziałam się poprzez perypetie bohaterki czegoś ciekawego poniekąd o sobie samej. Ba, byłam nawet w szoku, że tak wiele nas łączy. I tu powtórzę to, co zwykle – doskonale wykreowani bohaterowie to połowa sukcesu. A dziewczynom, o których przyszło mi czytać w tej powieści, niczego nie brakuje. Są żywe, prawdziwe i mają w sobie niezwykłą siłę.

Język typowy dla powieści młodzieżowych – prosty. Nieskomplikowane zdania mają za zadanie przekazać podstawową treść, nie nadwerężając naszej uwagi zbędnymi opisami i nadmiernym, psychologicznym analizowaniem  wydarzeń. Czasem ma się wrażenie, że powieść nabiera trywialności, jest bowiem całkowicie prostolinijna, nastawiona na jeden problem – złamane serca czterech przyjaciółek. Historia składa się ze ściśle połączonych ze sobą wątków przedstawiających narracje trzecioosobowe z punktu widzenia każdej z postaci. Dzięki temu widzimy wydarzenia, jakie rozgrywają się jednocześnie w życiu wszystkich czterech dziewcząt, a fabuła nie traci ciągłości i dynamiki.

Problematyka, jak już wiecie, dotyczy ściśle problemów uczuć czterech przyjaciółek. Książka obfituje w próby wyciągnięcia konkretnych wniosków z wydarzeń, w dużej mierze bazuje na dążeniu do wychwycenia uniwersalnych zasad, które mają uchronić nastoletnie serca przed złamaniem, albo raczej przed powtórnym złamaniem, jeśli nie umiemy postępować należycie ze swoimi uczuciami. To dobra lektura dla każdej młodej dziewczyny, która przeżyła swoją pierwszą miłość, a także dla tych, które zakochanie mają dopiero przed sobą. Nie należy jednak pokładać w tym dziele nadziei, że otrzymamy w pigułce wszystko, co potrzebne nam do zbudowania idealnego związku. Takie podręczniki nie miałyby racji bytu, kiedy spojrzymy na różnorodność charakterów i osobowości ludzi, z jakimi przychodzi nam się spotkać w życiu. Dlatego też Złamane serca to bardziej wzór, jakim możemy się podeprzeć, jeśli coś  nie pójdzie po myśli tak, jak powinno.

"Pamiętajcie dziewczyny, żaden facet nie może sprawić, że poczujecie się kompletne i spełnione. Możecie to zrobić tylko wy same!"*

Osobiście stwierdziłam ze smutkiem, że chyba jestem już trochę za stara, mówiąc najprościej, by szukać w powieści pani Wells prawd moralnych, które miałyby mi pomóc poradzić sobie w kwestii uczuć. Ale mimo to cieszę się, że po książkę sięgnęłam. To miła, zabawna i pełna dobrej aury lektura, jak każda porządna młodzieżówka. Niewątpliwie ma nas podnieść na duchu i tak też czyni. Mogę więc śmiało powieść polecić nie tylko wszystkim nastolatkom, lecz i starszym czytelniczkom, które wierzą w magię uczuć. I na koniec daję ocenę 7,5/10 ;)



* Złamane serca, str. 49. 
***
A na koniec pozwolę sobie dodać dla Was piosenkę Jennifer Lopez - What is love
Pozytywna nutka i trochę tematycznie ;)