05 grudnia 2016

„Sekrety letniej nocy” Lisa Kleypas


Lisa Kleypas nigdy mnie nie zawodzi, po jej książki mogę więc sięgać w ciemno. I tym razem autorka udowodniła, że jest mistrzynią pióra – stworzyła cykl romansów historycznych Wallflowers, które nie tylko mnie w sobie rozkochały, ale i wyrwały z trwającego ponad pół roku kryzysu czytelniczego! Sekrety letniej nocy to pierwsza część Paprotek.

Historia rozgrywa się w pierwszej połowie XIX wieku w Anglii. Piękna acz uboga Annabelle musi jak najszybciej znaleźć dobrze sytuowanego męża, aby uratować rodzinę przed nędzą. Jej wybranek musi być jednak nie tylko bogaty, ale i winien pochodzić z arystokracji. Dlaczego więc jej serce tak niebezpiecznie reaguje na przystojnego syna rzeźnika, który w nieprzystający dżentelmenowi sposób dorobił się wielkiej fortuny? Simon Hunt bowiem zupełnie nie odpowiada jej wyobrażeniom o wymarzonym ukochanym, lecz cóż począć – serce nie sługa!

Bohaterowie są kapitalni – po raz kolejny autorka pokazuje, z jaką łatwością przychodzi jej kreowanie pełnokrwistych, realistycznych postaci, które łatwo polubić. Akcja powieści rozwija się powoli, by stopniowo nabierać tempa i podgrzewać atmosferę. Dopiero przy ostatnich stu stronach opowieść odrobinę zwalnia, niestety pojawia się kilka nużących momentów, lecz historia nieubłaganie kieruje nas ku finałowi, który pozostawia czytelnika usatysfakcjonowanym. Oczekiwania wobec gorących scen także zostają spełnione – Lisa ma dar do tworzenia pikantnych i smakowitych momentów ociekających erotyzmem i romantycznością. 

Podsumowując – tom otwierający Paprotki oceniam jako bardzo dobry. Poza kilkoma nudniejszymi momentami, książkę czytałam z ogromną przyjemnością, nie mogąc się doczekać finału opowieści. Wykreowane postaci bardzo przypadły mi do gustu, gorące sceny pozostawiły rumieniec na twarzy, a humor dopisujący bohaterom udzielił się także mnie, przez co nieustannie chichotałam podczas lektury. Słowem: POLECAM!


Tytuł oryginalny: Secrets of a Summer Nights 
Seria: Wallflowers #1
Ilość stron: 384
Data polskiego wydania: 24.03.2016
Przełożyła: Agnieszka Myśliwy
Wydawca: Prószyński i S-ka
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:

26 kwietnia 2016

Zawieszam bloga!


Jestem zmęczona. Naprawdę. Od miesiąca nie przeczytałam książki. Zacięłam się na drugim rozdziale Wielkiego Gatsby’ego i nie mogę ruszyć dalej. Żadna lektura mnie nie cieszy. A skoro nie czytam książek, nie mam dla Was nowych recenzji, a nie chcę zapychać bloga tagami i innymi bezsensownymi postami. Dlatego zawieszam na jakiś czas mojego bloga – aby nie umarł śmiercią tragiczną i abym ja nie zaczęła go postrzegać jak obowiązek. Muszę odpocząć, pomyśleć, zebrać trochę pomysłów. Ogarnąć się w nowym miejscu. Bo nie jest łatwo.

Mimo iż na blogu nie będą się pojawiały wpisy, nie zawieszam mojego konta na instagramie i na facebooku – zachęcam do odwiedzania obu kanałów. Na bieżąco będę dawała Wam znać, co u mnie, jakie nowe miejsca zwiedziłam i jak sobie radzę z czytelniczym kryzysem. Mam nadzieję, że to szybko minie i ponownie odnajdę radość z czytania książek i opowiadania o książkach. A przede wszystkim znajdę czas na to, by pisać na blogu i odwiedzać inne blogi. Oczywiście nie zapominam o Was – obserwuję wielu blogerów i czytelników zarówno na fb, jak i na instagramie, i wciąż będę miała na Was oko ;) 

Mam nadzieję, że mimo mojej nieobecności nie zapomnicie o Tirindeth’s i będę miała do kogo wrócić z nową odsłoną bloga. Bo wrócę na pewno! Taką mam nadzieję. Zatem proszę, trzymajcie kciuki za mój szybki powrót i pamiętajcie – prowadzenie bloga to ma być przyjemność. Dlatego ja muszę ją ponownie odnaleźć, by móc dla Was pisać. Do przeczytania za jakiś czas!

16 kwietnia 2016

CYKL: Niezrecenzowane, odcinek 9

Zapraszam Was na kolejny, tym razem dziewiąty wpis w ramach mojego autorskiego cyklu. „Niezrecenzowane” to przemyślenia na temat książek lub filmów, których nie jestem w stanie zrecenzować w tradycyjny sposób. To luźne notki nie tylko o tych dziełach, na które szkoda strzępić języka (tudzież klawiatury), ale także o dziełach, które zrobiły na mnie tak duże wrażenie, że nie umiem napisać na ich temat sensownej, pełnej recenzji. Mam nadzieję, że taka forma dzielenia się wrażeniami z lektury lub seansu filmowego przypadnie Wam do gustu ;)

Odcinek 9
Jeden dzień z panem Julesem
Diane Broeckhoven

Poranek zaczyna się niewinnie, od zapachu kawy, który jak zwykle towarzyszy Alice w drodze z sypialni do kuchni. Dopiero tam odkrywa, że nagle została wdową. Aby móc w spokoju pożegnać się z mężem, ukrywa fakt jego śmierci. Pragnie spędzić z nim jeszcze jeden dzień, by podzielić się wszystkimi niewypowiedzianymi myślami i uczuciami, które kryła w sobie przez długie lata. W tym niezwykłym dniu towarzyszy jej autystyczny chłopiec, dla którego śmierć Pana Julesa oznacza nagły koniec codziennych, nadających rytm jego dobie rozgrywek szachowych. Jeden dzień z Panem Julesem to ciepła, poetycka i poruszająca opowieść o stracie, przemijaniu, ale także o miłości i nadziei.


Dostałam tę króciutką książeczkę na targach książki – nie pamiętam nawet, których. Ktoś mi jakiś czas później powiedział, że to niezwykle wzruszająca historia, bardzo smutna i zmuszająca do refleksji. Pomyślałam więc, że chyba warto dać tej opowieści szansę – lektura przeleżała w moich zbiorach dobre dwa, może trzy lata, nim zdecydowałam się po nią sięgnąć. I wiecie co? Totalna klapa! Masakra! Męczyłam te 70 stron, jakby to była wielka cegła. Zastanawiałam się, czy sobie tej historii zwyczajnie nie odpuścić, ale cały czas liczyłam na to, że finał będzie zaskakujący, że w końcu doświadczę tych emocji, o których słyszałam. Nic z tego! Opowieść się skończyła, a ja miałam ochotę podrzeć tę książkę na drobne kawałeczki. Strata czasu. Czemu? Głównymi bohaterami jest starsze małżeństwo. Pewnego dnia Alice odkrywa, że jej mąż, tytułowy Jules, umarł nad ranem na kanapie. Kobieta postanawia jednak ukryć ten fakt przed światem, by móc spędzić ze swoim mężem jeszcze jeden normalny dzień. To ma być dzień jej oczyszczenia – powie mu o wszystkim, co ją gryzło przez te lata, a jednocześnie przygotuje się na zmiany, jakie teraz nastąpią w jej poukładanym życiu. W sumie fabuła naprawdę obiecywała morze łez i wzruszeń, ale otrzymałam tylko niekończącą się nudę. Bohaterka nie była autentyczna, zachowywała się naprawdę dziwnie, brakowało mi w jej chłodnej narracji głębszych uczuć, jakiejś iskry. Jako człowiek nie wywołała również we mnie żadnych ciepłych uczuć, co dodatkowo utrudniało wczucie się w opowieść. Historie takie jak ta muszą być bardzo wzruszające – o to przecież chodzi, o pożegnanie, oczyszczenie, przemyślenia. Niestety nie w tej książce. Poza poprawnym językiem nie odnajduję w Jednym dniu z panem Julesem niczego wartego uwagi. Odradzam.

13 kwietnia 2016

Wiosenny Tag Książkowy


Od czasu do czasu na blogu potrzebny jest przerywnik, więc dziś Waszej uwadze polecam ten oto Wiosenny Tag Książkowy. A więc:

Bocian – czyli książka, do której co rok wracasz:

Szczerze mówiąc nie ma takiej książki. Mogłabym napisać, że Harry Potter, ale nie wracam do tej serii równo co rok, lecz wtedy, gdy najdzie mnie chęć na wycieczkę do Hogwartu ;)

Przebiśnieg – czyli książka, którą przeczytasz jako pierwszą w wiosnę:

Wiosna już trwa i chyba pierwszą książką tej wiosny był Mamifest, który już zrecenzowałam (TUTAJ). Natomiast teraz czytam Wielkiego Gatsbiego.

Marzanna – czyli książka rozczarowanie, którą z chęcią byś utopiła:

Kilka takich książek się znajdzie, ale w tym momencie do głowy przychodzi mi Jestem Numerem Cztery – może dlatego, że kupiłam tę książkę ze względu na film, w którym zagrał Alex Pettyfer (kiedyś to była moja wielka miłość), a tu zarówno książka, jak i adaptacja okazały się totalną klapą.

Motyl – czyli nowoodkryty autor, którego pokochałaś:

Cecelia Ahern. Mam za sobą dopiero trzy jej powieści, a już wiem, że ją kocham. Ta kobieta pisze książki jakby stworzone dla mnie. Na pewno sięgnę po resztę jej dzieł!

Krokus – czyli niesamowicie piękna i wyjątkowa książka:

Oj takich lektur mogłabym wymienić kilka, ale zdecyduję się na jedną: Po Tamtej Stronie Ciebie I Mnie (recenzja TUTAJ) – książka, która była dla mnie objawieniem. Zupełnie nie spodziewałam się tak niesamowitej fabuły i tak pięknej opowieści. Do dziś jestem pod wielkim wrażeniem i wszystkim serdecznie ten tytuł polecam.

Zawilec – czyli książka, którą spotykasz wszędzie:

Dziewczyna z pociągu – wszyscy o niej mówią, chyba już każdy przeczytał, a ja wciąż mam ten tytuł w bardzo dalekich planach. No i książki Remigiusza Mroza – ostatnio każdy go czyta, tylko nie ja! 

Cudowne skowronki – czyli osoby które nominuję do wykonania tego tagu:

Nie chcę na kimś wymuszać wzięcia udziału w tej zabawie, więc nominuję każdego, komu się wiosenny tag podoba ;)