26 kwietnia 2016

Zawieszam bloga!


Jestem zmęczona. Naprawdę. Od miesiąca nie przeczytałam książki. Zacięłam się na drugim rozdziale Wielkiego Gatsby’ego i nie mogę ruszyć dalej. Żadna lektura mnie nie cieszy. A skoro nie czytam książek, nie mam dla Was nowych recenzji, a nie chcę zapychać bloga tagami i innymi bezsensownymi postami. Dlatego zawieszam na jakiś czas mojego bloga – aby nie umarł śmiercią tragiczną i abym ja nie zaczęła go postrzegać jak obowiązek. Muszę odpocząć, pomyśleć, zebrać trochę pomysłów. Ogarnąć się w nowym miejscu. Bo nie jest łatwo.

Mimo iż na blogu nie będą się pojawiały wpisy, nie zawieszam mojego konta na instagramie i na facebooku – zachęcam do odwiedzania obu kanałów. Na bieżąco będę dawała Wam znać, co u mnie, jakie nowe miejsca zwiedziłam i jak sobie radzę z czytelniczym kryzysem. Mam nadzieję, że to szybko minie i ponownie odnajdę radość z czytania książek i opowiadania o książkach. A przede wszystkim znajdę czas na to, by pisać na blogu i odwiedzać inne blogi. Oczywiście nie zapominam o Was – obserwuję wielu blogerów i czytelników zarówno na fb, jak i na instagramie, i wciąż będę miała na Was oko ;) 

Mam nadzieję, że mimo mojej nieobecności nie zapomnicie o Tirindeth’s i będę miała do kogo wrócić z nową odsłoną bloga. Bo wrócę na pewno! Taką mam nadzieję. Zatem proszę, trzymajcie kciuki za mój szybki powrót i pamiętajcie – prowadzenie bloga to ma być przyjemność. Dlatego ja muszę ją ponownie odnaleźć, by móc dla Was pisać. Do przeczytania za jakiś czas!

20 kwietnia 2016

Wymarzone prezenty książkowe na 29. urodziny!

Kojarzycie książkę Adeny Halpern pt. 29? No właśnie ja dziś kończę 29 lat. Jestem w szoku, że to już tyle, a jednocześnie dopiero tyle. Mam wrażenie, jakbym była o wiele starsza, choć wszyscy znajomi mi słodzą, że wyglądam najwyżej na 24 lata! W nowej pracy wciąż nie chcą uwierzyć, że za rok stuknie mi trzydziecha. Ja sama trochę w to nie wierzę. Wciąż sobie powtarzam, że to po prostu kolejna osiemnastka ;)

Urodziny do wspaniały moment, by zażyczyć sobie jakiś super fajny prezent. Bo kto powiedział, że post o wymarzonych prezentach można stworzyć tylko przed Wigilią? No i oczywiście jaki prezent mógłby być lepszy od książki?! Zwłaszcza takiej wymarzonej! Oto moja dycha książek, o których marzę i które na pewno kiedyś zdobędę :D


1. Whitney moja miłość

Znam już ten tytuł, ale bardzo chciałabym móc do niego wracać, gdy tylko najdzie mnie ochota. Niestety nakład tej książki już dawno się wyczerpał, wydawca nie planuje wznowienia, a w sieci ta książka „chodzi” za minimum stówkę. Może kiedyś sobie ją kupię...

2. Ilustrowana teoria wszystkiego

Mam Krótką historię czasu Hawkinga, którą na pewno przeczytam. Ostatnio jednak na jednym z blogów znalazłam recenzję tego pięknego wydania ilustrowanego i pomyślałam „MOM PLEASE!” Muszę to mieć!

3. Jesteś cudem & Bóg zawsze znajdzie Ci pracę

Regina Brett przekonała mnie do swojej twórczości książką Bóg nigdy nie mruga (moja recenzja TUTAJ), więc bardzo chętnie poznałabym inne jej dzieła.

4. Zjawa

Znam książkę i film, obie wersje tej historii szalenie mi się spodobały. Książkę mam jednak tylko na czytniku, a chętnie widziałabym tę pozycję u siebie w księgozbiorze. Na pewno kiedyś dorwę papierowe wydanie powieści Michaela Punke w swoje ręce :)

5. Fantastyczne Zwierzęta i jak je znaleźć

Może przy okazji nadchodzącego filmu pojawi się w Polsce wznowione wydanie Fantastycznych Zwierząt? A jeśli nie, kupię sobie wydanie angielskie. Chyba nawet wybiorę się po wypłacie do księgarni ;) 

6. Wichrowe Wzgórza

Bardzo chciałabym mieć tę książkę w twardej oprawie i wydaniu z serii Angielski ogród. Historia wciąż przede mną, ale jak już czytać to w porządnej wersji ;)

7. Piter Pan

Chciałabym mieć piękne, oryginalne wydanie Piotrusia Pana – nie jakąś wersję okrojoną dla najmłodszych, ale porządne wydanie. Może znajdę takie w Anglii!

8. Przeminęło z wiatrem

I kolejny klasyk, który chciałabym mieć. Dawno temu próbowałam obejrzeć słynną ekranizację, ale nie dałam rady. Moja mama jednak twierdzi, że książka jest wspaniała. A ostatnio Wydawnictwo MG wydało tę historię w przepięknej oprawie, więc jak się nie skusić? 

9. Z dala od zgiełku

Nie obejrzałam na razie adaptacji tej historii, bo najpierw chcę, wręcz MUSZĘ przeczytać książkę. Z resztą to dzieło Thomasa Hardy, kaman! Trzeba znać :D

10. Władca Pierścieni

Od dawna marzę o pięknym, ilustrowanym wydaniu Władcy Pierścieni – mam takie wydanie Silmarillionu, w twardej, zielonej okładce, ze złotymi literami. Myślę więc, że i WP wypadałoby mieć w takim pięknym wydaniu :)

* * *

Zapewne mogłabym jeszcze wymienić kolejne dziesięć upragnionych tytułów, ale na razie wystarczą te tutaj. Troszkę się ich nazbierało, teraz czas powoli spełniać swoje czytelnicze marzenia, prawda? :) 

16 kwietnia 2016

CYKL: Niezrecenzowane, odcinek 9

Zapraszam Was na kolejny, tym razem dziewiąty wpis w ramach mojego autorskiego cyklu. „Niezrecenzowane” to przemyślenia na temat książek lub filmów, których nie jestem w stanie zrecenzować w tradycyjny sposób. To luźne notki nie tylko o tych dziełach, na które szkoda strzępić języka (tudzież klawiatury), ale także o dziełach, które zrobiły na mnie tak duże wrażenie, że nie umiem napisać na ich temat sensownej, pełnej recenzji. Mam nadzieję, że taka forma dzielenia się wrażeniami z lektury lub seansu filmowego przypadnie Wam do gustu ;)

Odcinek 9
Jeden dzień z panem Julesem
Diane Broeckhoven

Poranek zaczyna się niewinnie, od zapachu kawy, który jak zwykle towarzyszy Alice w drodze z sypialni do kuchni. Dopiero tam odkrywa, że nagle została wdową. Aby móc w spokoju pożegnać się z mężem, ukrywa fakt jego śmierci. Pragnie spędzić z nim jeszcze jeden dzień, by podzielić się wszystkimi niewypowiedzianymi myślami i uczuciami, które kryła w sobie przez długie lata. W tym niezwykłym dniu towarzyszy jej autystyczny chłopiec, dla którego śmierć Pana Julesa oznacza nagły koniec codziennych, nadających rytm jego dobie rozgrywek szachowych. Jeden dzień z Panem Julesem to ciepła, poetycka i poruszająca opowieść o stracie, przemijaniu, ale także o miłości i nadziei.


Dostałam tę króciutką książeczkę na targach książki – nie pamiętam nawet, których. Ktoś mi jakiś czas później powiedział, że to niezwykle wzruszająca historia, bardzo smutna i zmuszająca do refleksji. Pomyślałam więc, że chyba warto dać tej opowieści szansę – lektura przeleżała w moich zbiorach dobre dwa, może trzy lata, nim zdecydowałam się po nią sięgnąć. I wiecie co? Totalna klapa! Masakra! Męczyłam te 70 stron, jakby to była wielka cegła. Zastanawiałam się, czy sobie tej historii zwyczajnie nie odpuścić, ale cały czas liczyłam na to, że finał będzie zaskakujący, że w końcu doświadczę tych emocji, o których słyszałam. Nic z tego! Opowieść się skończyła, a ja miałam ochotę podrzeć tę książkę na drobne kawałeczki. Strata czasu. Czemu? Głównymi bohaterami jest starsze małżeństwo. Pewnego dnia Alice odkrywa, że jej mąż, tytułowy Jules, umarł nad ranem na kanapie. Kobieta postanawia jednak ukryć ten fakt przed światem, by móc spędzić ze swoim mężem jeszcze jeden normalny dzień. To ma być dzień jej oczyszczenia – powie mu o wszystkim, co ją gryzło przez te lata, a jednocześnie przygotuje się na zmiany, jakie teraz nastąpią w jej poukładanym życiu. W sumie fabuła naprawdę obiecywała morze łez i wzruszeń, ale otrzymałam tylko niekończącą się nudę. Bohaterka nie była autentyczna, zachowywała się naprawdę dziwnie, brakowało mi w jej chłodnej narracji głębszych uczuć, jakiejś iskry. Jako człowiek nie wywołała również we mnie żadnych ciepłych uczuć, co dodatkowo utrudniało wczucie się w opowieść. Historie takie jak ta muszą być bardzo wzruszające – o to przecież chodzi, o pożegnanie, oczyszczenie, przemyślenia. Niestety nie w tej książce. Poza poprawnym językiem nie odnajduję w Jednym dniu z panem Julesem niczego wartego uwagi. Odradzam.