12 czerwca 2012

"Uwieść aroganta" Adrienne Basso


"Harriet przyjmuje posadę guwernantki, by uciec przed skandalem. Pragnie spokoju i ciszy. Ale gdy przybywa do zamku w Szkocji i staje twarzą w twarz ze swym pracodawcą, zagadkowym i pociągającym, już wie, że jej serce nie zazna tu spokoju. Nie wie jednak, jak wielki sekret ukrywa Mr. Wainwright. I że nie jest on wcale tym, za kogo się podaje."


Skandal sezonu - młoda Angielka zostaje porzucona po kilku latach narzeczeństwa przez swojego wybranka, hulakę i niegodziwca. Londyn huczy od plotek i spekulacji, nie dając nieszczęśliwej dziewczynie możliwości odetchnięcia od dramatycznych dla niej wydarzeń. Ale Harriet chce być niezależna, dlatego też postanawia przyjąć posadę guwernantki i wyjeżdża na północ Szkocji, by opiekować się trójką podopiecznych pana Wainwrighta. Pragnie nie tylko pozostawić za sobą nieszczęśliwą historię, ale także rozpocząć wszystko od nowa. Ale w szkockim zamku jej życie nie stanie się ani prostsze, ani spokojniejsze. Zadba o to jej nowy pracodawca…

Uwieść aroganta to moje pierwsze spotkanie z twórczością Adrienne Basso, szkockiej pisarki romansów historycznych. Zaintrygowana opisem postanowiłam poświęcić popołudnie dla jednej z jej powieści i dziś przedstawię Wam tego efekty.

Narracja obserwatora wszechwiedzącego przedstawia nam wydarzenia z punktu widzenia dwójki głównych bohaterów - Harriet oraz Nathaniela. Dzięki temu nie tylko znamy ich odczucia, ale także mamy możliwość poznania historii na długo przed zetknięciem się tej dwójki. Powieść jest wówczas pełniejsza i bardziej przyciąga uwagę, gdyż wiemy, co kierowało bohaterami i jaka jest ich przeszłość. A później dochodzi do spotkania, które wywraca życie obojga do góry nogami i odmienia ich losy. Czytelnik obserwuje zmagania obojga ze swoimi emocjami, ich strach i niepewność, a przede wszystkim błędy, które popełniają – zwłaszcza te w stosunku do siebie nawzajem. Język jest prosty, niespecjalnie stylizowany na XIX-wieczny, ale zawiera elementy, które są niezbędne do odzwierciedlenia rozmów pomiędzy ludźmi tamtej epoki (m.in. zwroty grzecznościowe i częste używanie słowa „pan”, „pani”). 

Interesująca jest kreacja realiów początku XIX wieku. Gdy tylko ujrzałam datę - 1811 rok - aż uśmiechnęłam się pod nosem, spodziewając się wielkiej klapy. Początek XIX wieku to ciężki okres dla współczesnych pisarzy i doskonałe odzwierciedlenie londyńskiego życia tamtych lat jest po prostu trudne. A jednak Adrienne miło mnie zaskoczyła - choć nie przeczytałam niczego nowego, z aprobatą przyglądałam się wykreowanej rzeczywistości, zachowaniom postaci, sztywnej etykiecie i myślałam przy tym: „Coś takiego, pokazała to całkiem poprawnie”. Tak więc powieść Uwieść aroganta może uchodzić za romans historyczny, gdzie słowo „historyczny” nie dotyczy tylko daty wydrukowanej na pierwszej stronie, lecz rzeczywiście odzwierciedla ducha epoki, w której osadzona jest akcja.

Niestety jest też minus i będzie on dotyczył tak naprawdę kluczowej części historii - romansu. Mówiąc wprost - jest drętwy! Co prawda na początku czytelnik odczuwa dreszczyk podniecenia, gdy dochodzi do starcia na linii Harriet - Nathaniel, lecz później emocje opadają wraz z kolejnymi suchymi opisami, które nie pozwalają na pobudzenie wyobraźni i nie wywołują szybszego bicia serca. Autorka skupiła się bardzo na wątkach pobocznych, kreacji bohaterów i historii, która przywiodła czytelnika do kulminacyjnego momentu, ale sam motyw romansu nie miał w sobie niczego zaskakującego, namiętnego, ani tym bardziej erotycznego. 

Podsumowując: Uwieść aroganta to poprawnie napisana opowieść, zgrabnie ujęta w realia XIX-wieczne, którą czyta się szybko i przyjemnie, choć po lekturze można odczuć drobny niedosyt wywołany jałowym wydźwiękiem wątku romantycznego. Książka idealnie nadaje się zarówno dla dojrzałych kobiet, jak i nastolatek, gdyż okrojone opisy aktów cielesnych nie wywołują najmniejszego zgorszenia. W zasadzie od początku można się spodziewać konkretnego zakończenia, przez co powieść nie niesie z sobą dreszczyku emocji, ale nie jest też nużąca. Osobiście daję jej ocenę 3+/6 i polecam osobom, które szukają odpoczynku w samotny, chłodny wieczór.


Original: To tempt a rogue
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 1.01.2005 (wznowienie w 2009 roku w różowej serii Love&Story)

16 komentarzy:

  1. Och ja ostatnio odpoczywałam od ambitniejszej lektury przy romansach. Teraz jednak nadrabiam zaległości biblioteczne. Pocieszam się że za dwie książki czekają mnie już trzy ostatnie tomy Sagi o Ludziach Lodu. Co do języka to to są przecież romanse. Ta historia to tylko takie takie ludne tło, i dobrze kiedy trzyma się w miarę spójnie prawdziwych wydarzeń (jak kiedyś ktoś gdzieś zauważył autorki potrafią umieścić majtki w średniowieczu :D).

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam takie klimaty i obowiązkowo muszę poznać bliżej ową ksiązke, bo tematycznie mnie szalenie zaintrygowała.

    OdpowiedzUsuń
  3. książka musi być całkiem, całkiem skoro jej całkowicie nie "zjechałaś" :) haha :D ale raczej nie sięgnę w najbliższym czasie, jakoś mnie nie ... pociąga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bez przesady, zjechać książkę bez powodu to nie sztuka, ja zjeżdżam gnioty, a poprawne powieści dostają niższą ocenę, ale nie mówię, że miałyby się komuś nie spodobać. Zwłaszcza, że pani Basso świetnie poradziła sobie z realiami początku XIX wieku.

      Usuń
  4. Nie przepadam za romansami, więc raczej nie sięgnę po tę książkę, chociaż ten XIX wiek kusi trochę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak to romans bez romansu? Ale jako, ze przyjęłam sobie za punkt honoru, żeby się tym gatunkiem nie interesować, to chyba taka propozycja będzie dla mnie dobra ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Coś mi się zdaje, że bym się tylko męczyła z tą książką.

    OdpowiedzUsuń
  7. To ja zamiast tej wpiszę sobie na wakacyjną listę "Wyjdź za mnie" Lisa Kleypas :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Lubię czasem sięgnąć po romans historycznym ale musi być dobrze napisany...tu widzę, że czegoś mu zabrakło, więc raczej sobie odpuszczę:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Rzadko sięgam po takie książki, więc tym razem spasuję. Ale recenzja ciekawa, jak zawsze:))
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  10. Za drętwy romans, dziękuję. Zresztą i tak nie pałam wielką sympatia do tego gatunku, więc chyba nie mam nas czym płakać ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  12. Raczej nie dla mnie. ;D Normalnie nie sięgam po takie tytuły. ^^

    OdpowiedzUsuń
  13. może i nie do końca przepadam za podobnymi książkami, ale ta wydaje się być niczego sobie, więc pomyślę ;]

    OdpowiedzUsuń
  14. A ja chętnie przeczytam :) Lubię romanse historyczne :)

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję! :)