Długo nie rozumiałam, o co chodzi z tym całym zachwytem nad Tomem Hiddlestonem. Moje koleżanki zachwycały się jego rolą Lokiego w Thorze (i nie tylko), a ja obserwowałam tę "hiddlestonomanię" i nie wiedziałam, co powiedzieć. No buźka ładna, głos w sumie przyjemny, brytyjski akcent jak najbardziej na plus, ale żeby od razu taki szał?
Ale wystarczyło niecałe 20 sekund, by wszystko się zmieniło. 20 sekund! Poniżej filmik, który Wam to wyjaśni.
Teraz patrzę na Thomasa Williama Hiddlestona zupełnie inaczej. Jego uśmiech coś mi przypomina. Nie wiem, co, może to jakieś odległe wspomnienie, ale jest w tym uśmiechu tyle ciepła, tyle dobrego. Rozgrzewającego w te chłodne, jesienne wieczory. Mój plan na najbliższe tygodnie – obejrzeć filmy z tym Panem (może nie wszystkie, ale większość) i rozgrzewać się tym jego uśmiechem. Ach, piękna jesień mi się szykuje! ;)