03 października 2013

"Szukając Alaski" John Green

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!

„Życie Milesa Haltera było totalną nudą aż do dnia, gdy zaczął naukę w równie nudnej szkole z internatem. Wtedy spotkał Alaskę Young.

Piękną, inteligentną, zabawną, seksowną, szaloną i do bólu fascynującą. Alaska owinęła sobie Milesa wokół palca, wciągając do swojego świata i kradnąc mu serce. Czy dzięki niej chłopak odnajdzie to, czego szuka? Wielkie Być Może – najintensywniejsze i najprawdziwsze doświadczenie rzeczywistości.

Głęboko poruszający debiut Johna Greena, porównywany z przełomowym Buszującym w zbożu J.D. Salingera, to powieść o myślących i wrażliwych młodych ludziach. Zbuntowanych, szukających intensywnych wrażeń i odpowiedzi na najważniejsze pytania: o miłość, która wywraca świat do góry nogami, o przyjaźń, której doświadcza się na całe życie.”


Miles to nastoletni outsider, który pewnego dnia postanawia wyjechać do szkoły z internatem. Wierzy, że tam, z dala od rodziców i dawnych „przyjaciół”, w końcu wkroczy w dorosłość i odnajdzie swoje Wielkie Być Może, czyli coś, co nada sens jego życiu. I rzeczywiście już pierwszego dnia w nowym miejscu poznaje pewną dziewczynę – Alaskę Young. Alaska jest piękna, inteligentna, szalona i totalnie bezpośrednia. I nie da się jej nie pokochać. Od tej pory już nic nie będzie dla Milesa takie samo...

Szukając Alaski to debiutanckie dzieło Johna Greena, popularnego amerykańskiego autora, którego największym sukcesem literackim jest niewątpliwie powieść Gwiazd naszych wina. Po zachwytach nad Gwiazdami oraz lekkim rozczarowaniu Papierowymi miastami, postanowiłam sięgnąć po pierwsze dzieło w dorobku pisarza – liczyłam na to, że zachwyty nad książką udzielą się i mnie. Czy tak się stało?

Nie da się ukryć, że John ma świetny warsztat i już przy pierwszej swojej książce udowodnił, że potrafi pisać. Język dostosowany do bohaterów, zgrabna narracja, wyjątkowe poczucie humoru (które nierzadko przeplata się z trudnymi tematami), bezpośrednie opisy, drobiazgowość w minimalizmie – wszystkie te cechy sprawiają, że przez każdą powieść Johna się płynie lekko i przyjemnie. Dodatkiem do tych dobrych literacko utworów jest także przekaz, który autor wplata w swoje powieści – są to ukryte gdzieś pod boleśnie głębokimi cytatami życiowe prawdy, o których często zdajemy sobie sprawę dopiero po sięgnięciu po książkę Greena. I choć mogłabym się nad tą kwestią rozwodzić w nieskończoność, nie mogę pominąć jednego faktu – piękny język i idea to nie wszystko, by uznać powieść za arcydzieło. Musimy jeszcze otrzymać dobrze skonstruowaną fabułę i interesujących bohaterów, a przede wszystkich doświadczyć znaczących emocji.

Z fabułą w Szukając Alaski problemu specjalnie nie ma, choć w pierwszej części książki wieje trochę schematami. Plusem jednak jest podział książki na dwie części – „przed” i „po” – który wyraźnie sugeruje, że zbliżamy się do istotnego punktu, który odmieni życie naszych bohaterów. I mamy ten punkt – dramatyczny oczywiście – a potem musimy dojść do siebie, bo historia – tak jak w prawdziwym życiu – toczy się dalej i nie jest prosta. Z bohaterami w tej książce też nie jest najgorzej – przynajmniej jeśli mówimy o kreacji. Widać wyraźnie, że John stawia przede wszystkim na indywidualność postaci, tworzy sylwetki jaśniejące na tle pobocznych bohaterów. O ile jednak oryginalność jest fajna i stanowczo ją popieram, o tyle przejaskrawienie mnie denerwuje i zniechęca do lektury. A w przypadku głównej bohaterki – tytułowej Alaski – to przejaskrawienie było bardzo czytelne, momentami wręcz bolesne. Choć posiadała wszystkie te cechy, które tworzą osobowość niesamowitego bohatera, to i tak z jakiegoś powodu nie mogłam jej polubić – po prostu mnie irytowała. Może to kwestia różnicy wieku, a może mentalności – amerykańskie nastolatki różnią się diametralnie od znanej nam młodzieży. Niemniej pewnego rodzaju niechęć do tej dziewczyny w znacznym stopniu rzutuje na mój odbiór książki, a co za tym idzie – minimalizuje emocje, które powieść mogłaby we mnie wywołać.

Szukając Alaski to takie Wielkie Być Może – być może to powieść świetna i oryginalna, a przy tym stanowi niezaprzeczalny dowód, że John Green nawet w swoim debiucie potrafił zawrzeć wiele piękna i życiowych mądrości. Ale być może to właśnie ten rodzaj historii, który do mnie po prostu nie przemawia, choć – jak podkreślam za każdym razem – cenię sobie twórczość Johna i po każdą jego książkę sięgam z zainteresowaniem. Kiedy jednak porównam Szukając Alaski do Papierowych miast (swoją drogą wyczuwalne są pomiędzy tymi powieściami pewne podobieństwa) czy ukochanej przeze mnie Gwiazd naszych wina, widzę ewolucję warsztatu pisarza – każda kolejna jego powieść jest coraz lepsza. Dlatego pozostanę wierną fanką Gwiazd naszych wina i wciąż będę powtarzała, że to od tej książki należy zacząć przygodę z dziełami Johna. A Szukając Alaski polecam młodym, spragnionym literackich doznań czytelnikom, którzy w powieściach młodzieżowych szukają czegoś głębszego – tu na pewno to znajdziecie. Daję ocenę 4/6.

Original: Looking for Alaska
Wydawca: Bukowy Las
Premiera: 9 października 2013!
Ilość stron: 320
Za książkę dziękuję wydawnictwu Bukowy Las :)

Inne książki Johna Greena, które zrecenzowałam:

18 komentarzy:

  1. W takim razie ciekawa jestem jak bardzo mi się spodoba Gwiazd naszych wina skoro "Szukając Alaski" jestem bardziej zachwycona nawet od "Papierowych miast" :) Ale zgadzam się z Twoim stwierdzeniem, że między tymi dwoma pozycjami wyczuwalne jest pewne podobieństwo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo bym chciała poznać twórczość tego autora. Szczególnie jestem zainteresowana:Gwiazd naszych wina, ale i powyższa pozycja również wydaje się być godna uwagi, dlatego popytam w mojej bibliotece o obie a nawet i trzy książki Johna Greena.

    OdpowiedzUsuń
  3. Koniecznie muszę przeczytać choćby jedną książkę tego pisarza. Bardzo mnie intryguje jego twórczość.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapewne nie wytrzymam i kiedyś się skusze na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem ciekawa bardzo, chociaż nie czytałam nic autora, ale z pewnością to nastąpi :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem po ,,Gwiazd naszych wina", posiadam ,,Papierowe miasta", a ,,Szukając Alaski" jeszcze przede mną. Green mnie zainteresował, ma ,,ciekawe" pióro i chętnie poznam jego dalszą twórczość.

    OdpowiedzUsuń
  7. Do tej pory czytałam jedynie "Gwiaz naszych wina". Muszę zajrzeć i do tej książki.

    OdpowiedzUsuń
  8. jeśli "Szukając Alaski" jest dość podobna do "Papierowych miast", to pewnie mi się spodoba. "Papierowe miasta" pokochałam calutkim serduszkiem, w przeciwieństwie do "Gwiazd naszych wina" (chociaż też nie była zła). no cóż, jak zawsze inna. w każdym razie nie mogę się doczekać lektury najnowszej książki Greena :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Na mojej półce czeka "Gwiazd naszych wina" więc do 'Szukają Alaski" jeszcze długa droga. Ale mam nadzieję, że uda mi się poznać Johna dość szybko.

    OdpowiedzUsuń
  10. W życiu nie wpadłabym na to, że tytułowa Alaska to imię dziewczyny, a nie stan w USA ;-) Twórczości Greena nie znam, ale mam w planach i teraz nie wiem czy zacząć od podobno najlepszej ("Gwiazd naszych wina") i potem czuć lekkie rozczarowanie tak jak Ty przy okazji "Papierowych miast", czy odwrotnie - zacząć od najsłabszej, a "Gwiazd naszych wina" zostawić na koniec :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może być tak, że zaczniesz od słabszej i się zniechęcisz do reszty, więc jednak obstawiam, byś sięgnęła najpierw po GNW :)

      Usuń
  11. "Gwiazd naszych wina" spodobało mi się, ale nie porwało mnie tak, jak stało się u większości czytelników. Jednak chętnie sięgnę również po "Szukając Alaski".

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie mogę się doczekać lektury, zapowiada się super :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem bardzo ciekawa tej książki. Dopiero niedawno skończyłam czytać "Gwiazd naszych wina" i autor mnie tak zaciekawił, że nie mogę się doczekać sięgnięcia po inne jego dzieła :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Bałam się cholernie tej książki, bo nie cierpię Buszującego w zbożu. I początek właściwie przez cały czas potwierdzał moje obawy - brałam książkę i po kilku stronach ją odkładałam, bo mi się nie podobała. I dopiero po 100 którejś stronie przestałam porównywać to do Buszującego i mnie oczarowała. Do końca czytałam każdą stronę z ogromną ciekawością i stała się jedną z ulubionych książek, chociaż na pewno nie przebiła Gwiazd naszych wina. I Alaska też nie bardzo mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mam nadzieję, że wydadzą wszystkie powieści Johna w pięknym pakieciku, bo ciekawią mnie bardzo. Wszystkie bez wyjątku.

    OdpowiedzUsuń
  16. Książka przede mną, trochę się jej boję ale zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ponoć najsłabsza z całej trójki... Mam zamiar przekonać się sama :)

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję! :)