04 grudnia 2013

"Spotkajmy się w kawiarni" Jenny Colgan

„Pokochałyście zabawną i niewydarzoną Bridget Jones? Poznajcie rezolutną Issy Randall.

Issy ma 31 lat, pracuje w międzynarodowej korporacji i po uszy zakochała się w swoim szefie. Tak naprawdę ma z nim romans, tylko nikt o tym nie wie. Ups! Już nie! Issy właśnie została zwolniona z pracy i wszystko się wydało. I co teraz? Co prawda, Issy ma pewien talent, odziedziczyła go po dziadku, a wszyscy przyjaciele i znajomi, widząc jego efekty, tylko oblizują się ze smakiem… Tak, Issy potrafi wypiekać prawdziwe cudeńka. Tylko czy to wystarczy, by poprowadzić własną kawiarnię? Issy, przestań w końcu użalać się nad sobą. Do dzieła!”


Życie trzydziestojednoletniej Issy wydawało się być całkiem poukładane – miała dobrą pracę w korporacji, super przystojnego faceta (który był też jej szefem!) oraz wierną przyjaciółkę, z którą dzieliła mieszkanie. A także hobby, które narodziło się wiele lat temu za sprawą dziadka dziewczyny – tym hobby było pieczenie ciasteczek (i to nie byle jakich!). Pewnego dnia jednak wszystko się zmienia – Issy dostaje wypowiedzenie z pracy, która dawała jej oparcie i poczucie stabilizacji... Teraz musi poradzić sobie z utratą zatrudnienia i faktem, że jej idealny mężczyzna ją zostawił. Przede wszystkim jednak musi odnleźć w sobie siłę, która pozwoli jej iść przez życie z podniesioną głową. Czy jej się to uda?

Spotkajmy się w kawiarni od Jenny Colgan to książka, którą porównuje się do kultowych przygód Bridget Jones. Przyznaję, uwielbiam perypetie Bridget, więc nie wahałam się sięgnąć po opowieść o Issy Randall. W dodatku słodka, nieco cukierkowa okładka i bardzo zabawny opis (inny od tego na stronie wyd. Literackiego) sugerowały, że będzie to idealna lektura na ponure, listopadowe popołudnia. I nie zawiodłam się!

Opowieść poprowadzono z punktu widzenia narratora wszechwiedzącego. Język i styl jest lekki, wręcz sielankowy – przez opowieść się płynie, a każda strona przesiąknięta jest jakąś niesamowitą, pozytywną aurą. Dodatkowo akcja przeplata się z przepisami na różne słodkości – babeczki, ciasta czy cukierki, a wszystko opracowane zostało w formach listów (od dziadka do Issy), notatek albo porad (skierowanych do czytelnika). Choć nie znam się na pieczeniu, to jednak muszę przyznać, że niektóre przepisy wydawały mi się nieco przekombinowane (ale tutaj pozostawiam miejsce na ocenę tym osobom, które zdecydują się na pieczenie według przepisów pani Colgan). 

Kreacja głównej bohaterki może się wydawać nieco stereotypowa – oto dziewczyna (niektórzy mogliby złośliwie nazwać ją starą panną) z lekką nadwagą, w dodatku flirtująca z własnym szefem, której nagle wali się całe życie, a ona musi odnaleźć receptę na szczęście. Warto podkreślić, że z charakteru to poczciwe dziewczę, które zawsze pakuje się w jakąś dziwną historię. Brzmi znajomo? I o to chodzi! Bo przecież jak nie polubić takiej bohaterki – zwyczajnej, sympatycznej, może nawet nieco łatwowiernej, ale po prostu realistycznie przedstawionej – momentami miałam wrażenie, jakbym znała ją naprawdę! I oczywiście bardzo ją polubiłam. Inną wartą uwagi postacią jest przyjaciółka Issy – Helena. Helena to typ kobiety, która wie, czego chce, jest bezpośrednia, wygadana i nie boi się powiedzieć, co naprawdę myśli. A jednocześnie to bohaterka, która dla ukochanych osób zrobi naprawdę wiele. Issy i Helena tworzą zabawny duet, z którym czytelnik niewątpliwie spędzi przemiłe godziny, śmiejąc się i wzruszając na przemian. 

Spotkajmy się w kawiarni to lekka, słodka i przyjemna lektura o bardzo pozytywnym wydźwięku, którą idealnie czyta się w ponure popołudnia – optymizm i delikatność stylu Jenny Colgan sprawiają, że mimowolnie uśmiechamy się podczas poznawania przygód Issy. To książka dla tych, którzy lubią sympatyczne bohaterki i proste, nieco przewidywalne historie z happy endem. Spotkajmy się w kawiarni spełnia swoje zadanie – poprawia humor, pozwala oderwać się od szarej rzeczywistości, a przy okazji inspiruje – mówi, by zawsze podążać za swoimi marzeniami i nigdy się nie poddawać, bo przecież wszystko jest możliwe! Polecam przede wszystkim tym osobom, którym jesień daje się mocno we znaki – przy tej lekturze dobry humor gwarantowany! Daję ocenę 4+/6

Original: Meet Me At The Cupcake Cafe
Wydawca: Literackie
Data wydania: 26.06.2013
Ilość stron: 496
Za tę przesympatyczną lekturę dziękuję Wydawnictwu Literackie :)

***

Na marginesie pragnę podziękować Dzosefinn Blake za kolejny przepiękny szablon na bloga! Tym razem możecie oglądać Tirindeth's Books w odsłonie zimowej :)

16 komentarzy:

  1. Zapowiada się ciekawie, z chęcią przeczytam :)
    Ależ proszę. Polecam się na przyszłość ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Darzę dużą sympatią Bridget Jones, dlatego chętnie poznałabym przygody Issy. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie powieści obyczajowe lubię. I intrygują mnie te przepisy o których piszesz. Okładka przepiękna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak śnieżnie tu u Ciebie. :D
    A książkę dodaję do listy. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytałam w wakacje, akurat się idealnie wpasowuje w plażowe lenistwo i niezobowiązującą rozrywkę:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Taka lekka książka przydałaby mi się teraz:))

    OdpowiedzUsuń
  7. jak dla mnie wydaje się zbyt podobna do "Dziennika Bridget Jones", chyba podziękuję.. : /

    OdpowiedzUsuń
  8. Miło wspominam tę pozycję, teraz szukam czegoś w tym klimacie :) Doradzisz coś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Literackie ma sporo tytułów z tej serii lekkich powieści - m.in. Czwartki w parku, które sama mam w planie :)

      Usuń
  9. Nie czytałam jeszcze książki o Bridget, ale mam zamiar. I jestem pewna, że zabiorę się za tę. Rozrywkowe książki naprawdę potrafią odprężyć, a jak dojdzie do tego jeszcze masa śmiechu... Tak, to lektura dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie przepadam za książkową Bridget, ale sam schemat jest całkiem sympatyczny i nadaje się na ponure i zimne wieczory. Jak nadarzy się okazja to sięgnę po tę powieść :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przeczytanie i oglądniecie "Bridget Jones" już od dawna mam w planach- muszę je w końcu zrealizować. :) Swoją recenzją narobiłaś mi też niezłego apetytu na "Spotkajmy się w kawiarni"- takie lekkie, niezobowiązujące i słodkie powieści też są potrzebne. :3

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja raczej odpuszczę. Wydaje mi się to kalką z Bridget, ale chociaż miło, że pisarka sama się od tego nie odżegnuje.

    OdpowiedzUsuń
  13. lubię od czasu do czasu sięgnąć po takie odprężające lektury, także kto wie, może przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Kolejna interesująca książka, która jest dobrą formą niezobowiązującej rozrywki :)

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję! :)