Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Linda Green. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Linda Green. Pokaż wszystkie posty

10 kwietnia 2016

"Mamifest" Linda Green

„Nawet grupka pracujących mam może zmienić świat, jeśli odpowiednio się do tego zabierze!

Bohaterkami powieści są Sam, Anny i Jackie. Każda z pań ma problem, którym, jej zdaniem, obecnie rządzący nie chcą bądź nie potrafią się zająć. Syn Sam cierpi na rdzeniowy zanik mięśni. Anna, pedagog szkolna, czuje się bezradna, gdy jej nastoletnia córka pada ofiarą prześladowań w szkole. Matka Jackie cierpi na chorobę Alzheimera, a sama Jackie od lat bezskutecznie próbuje zajść w ciążę. Kobiety postanawiają poprawić sytuację nie tylko swoją, lecz także innych kobiet borykających się z podobnymi problemami. Okazuje się, że aby to zrobić, nie trzeba być w parlamencie; wystarczy rozpocząć od zmian na własnym podwórku.”


Trzy mamy – Sam, Anna i Jackie – zrobią wszystko dla swoich pociech. Kiedy pewnego dnia dowiadują się, że kobieta przeprowadzająca dzieci przez ulicę przed szkołą ma zostać zwolniona, nie wahają się zawalczyć o bezpieczeństwo uczniów. We trójkę organizują kampanię, nagłaśniają sprawę i wkrótce odkrywają, jak wiele potrafią razem zdziałać. A to dopiero początek ich wspólnej przygody – przekonane do pewnego szalonego pomysłu postanawiają spróbować swoich sił w… polityce. 

Mamifest to moje drugie spotkanie z prozą Lindy Green. Po fenomenalnej powieści I wtedy to się stało nie miałam najmniejszym obaw przed sięgnięciem po kolejną książkę autorki. I się nie zawiodłam, choć nie ukrywam, że Mamifest nie poruszył mnie tak bardzo, jak wspomniana wyżej lektura. 

Mamifest ma przede wszystkim bardzo społeczny wydźwięk. Dotyczy problemów zwykłego człowieka i tego, z czym muszą się zmagać na co dzień zapracowane matki. Każda z bohaterek ma inną historię do opowiedzenia, każda z nich jest narratorką i obserwatorką rzeczywistości, w której żyje. I każda wnosi do historii coś ważnego. Niestety mimo tego, iż rozdziały naprzemiennie zostały przedstawione z punktów widzenia trzech kobiet, nie potrafiłam doszukać się w ich sposobie wypowiedzi indywidualnych cech charakteru. Owszem, każda z nich ma swoje życie i odrębne doświadczenia, niemniej uważam, że Lindzie Green nie udało się tak zróżnicować narracji, by oddawała charakter wykreowanych postaci. O wiele lepiej sytuacja wygląda przy postaciach dzieci – te otrzymały indywidualne cechy, stając się mocnymi punktami historii.

Powieść Lindy Green promowana jest m.in. hasłem „Jeśli potrafisz być dobrą mamą, będziesz umiała rządzić całym krajem”. I wiecie co? Jest w tym sporo prawdy! Bycie matką to nie tylko praca 24 na dobę i 7 dni w tygodniu, ale to całkowita, totalna zmiana życia i priorytetów. Dla oddanej matki całe życie kręci się wokół dzieci i nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. I to właśnie pokazała Linda – wykreowała postaci trzech kobiet, które zrobią naprawdę wszystko dla swoich pociech. Mamifest to dobra książka – momentami zabawna, momentami poważna, trochę refleksyjna, ale nie przytłaczająca problemami, z odrobiną radosnych chwil, a także dramatem, który chwyta za serce. Przy prozie Lindy Green odbiorca śmieje się przez łzy, a po skończonej lekturze ma ochotę na przygodę z kolejną książką autorki. Polecam!

Original: The Mummyfesto
Wydawca: Świat Książki
Data wydania: 23.09.2015
Ilość stron: 400
Przeł. Grażyna Woźniak
Moja ocena: 4+/6

Za możliwość poznania lektury dziękuję wydawnictwu Świat Książki.

20 sierpnia 2014

"I wtedy to się stało" Linda Green

„Wzruszająca powieść o miłości wystawionej na ciężką próbę, książka dla fanów „P.S. Kocham Cię” Cecelii Ahern i „Jednego dnia” Davida Nichollsa.

Mel Taylor już jako trzynastolatka poznała miłość swojego życia. Dwadzieścia lat później nadal kocha Adama, ma wspaniałą córkę, świetną pracę i wymarzony dom. Cieniem na tym pozornie idealnym życiu kładzie się ponury sekret z przeszłości i poczucie, że jej szczęście nie będzie trwało wiecznie. Chociaż Adam powtarza żonie, żeby żyła teraźniejszością i nie martwiła się o przyszłość, Mel nie może się pozbyć najgorszych przeczuć. Nie chce nawet świętować ich dziesiątej rocznicy ślubu, by nie kusić losu. Okazuje się, że kobieca intuicja to potężna siła; wkrótce Mel musi zdecydować, o czyje szczęście powinna najpierw zawalczyć.”



Mel i Adam to małżeństwo idealne – od dwudziestu lat świata poza sobą nie widzą. Kiedy zbliża się ich dziesiąta rocznica ślubu, Adam pragnie zorganizować wielkie przyjęcie, zaprosić przyjaciół oraz rodzinę i pochwalić się światu swoją wspaniałą żoną i czteroletnią córeczką. Ale Mel nie zgadza się na jakiekolwiek świętowanie – boi się, że kuszą w ten sposób los, że są zbyt szczęśliwi, by to miało trwać wiecznie. Adam mimo to postanawia przygotować niespodziankę. Okazuje się jednak, że przeczucia Mel były słuszne. W przeddzień przyjęcia Adam ulega poważnemu wypadkowi…

źródło
I wtedy to się stało to powieść autorstwa Lindy Green. Książkę tę porównuje się do takich dzieł, jak PS Kocham Cię i Jeden dzień. Całkiem niedawno miałam okazję poznać powieść Davida Nichollsa, co pozwoliło mi określić, czego mogę się spodziewać po I wtedy to się stało. Nie spodziewałam się jednak, że dzieło Lindy Green pozostawi mnie w tak emocjonalnej rozsypce! 

Tym, co przede wszystkim do mnie przemówiło w tej historii, była prosta, szczera narracja z punktu widzenia dwóch osób – Mel i Adama. Dzięki temu naprawdę poczułam ich emocje, dotknęłam wręcz miłości, którą obdarzyli siebie nawzajem. Ta miłość jest wielka, niezłomna, mocno zakorzeniona, po prostu niezniszczalna. Idealna. Dlatego poznając ich historię, tak dramatyczną i niesprawiedliwą, jeszcze mocniej im współczułam. Zżyłam się z nimi. Dopingowałam im. I jednocześnie szalenie bałam się tego, co odnajdę na końcu tej drogi, w finale powieści.

Linda Green mówi, że I wtedy to się stało jest fikcją literacką, niemniej do napisania tej opowieści posłużyła jej prawdziwa historia, o której autorka wspomina na końcu publikacji, w rozdziale „O książce”. To, oraz kilka innych wyjaśnień, doprowadziło mnie do prawdziwej frustracji, bowiem zrozumiałam, że takie rzeczy dzieją się naprawdę i że lekarze nie są w stanie w takich sytuacjach pomóc swoim pacjentom. Byłam przerażona statystykami, które przytoczyła autorka. Nie zdradzę Wam, czego dotyczyły, gdyż sami musicie poznać historię Mel i Adama – tylko wtedy te informacje nabiorą odpowiedniego znaczenia. Przyznam jednak, że wiadomości te, w połączeniu z historią dwójki wspaniałych bohaterów, zmusiły mnie do wielu przemyśleń na temat kruchości ludzkiego życia. I do docenienia tego, co mam.

I wtedy to się stało jest doskonale napisaną, bardzo dojrzałą powieścią obyczajową, w której pierwsze skrzypce gra miłość łącząca Mel i Adama. To opowieść o wierze w drugiego człowieka, o niezłomności i trwaniu u boku ukochanej osoby. To książka o tym, że nic, nawet najbardziej dramatyczne wydarzenia, nie złamią prawdziwego, szczerego uczucia. Nie ukrywam, że przepłakałam sporą część tej historii – poruszyła mnie do głębi, by ostatecznie pozostawić z gorzko-słodkim posmakiem, bogatszą w wiedzę, której dotychczas nie posiadałam. Po tej lekturze zrozumiałam, że jeśli mamy kogoś kochać, to tylko całym sercem, bezapelacyjnie, na dobre i złe. Linda Green napisała poruszającą opowieść, która pozostanie ze mną już na zawsze – to książka, która uczy i zmusza do refleksji nad własnym życiem. I wtedy to się stało to kolejna niesamowita, wzruszająca publikacja z serii Leniwa Niedziela i jednocześnie powieść, którą mogę polecić dosłownie każdemu. Daję ocenę 5+/6!

Original: And Then It Happened
Wydawca: Świat Książki
Data wydania: 28.05.2014
Ilość stron: 432





Za tę przepiękną książkę serdecznie dziękuję Patrykowi i wydawnictwu Świat Książki :)