Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leniwa Niedziela. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Leniwa Niedziela. Pokaż wszystkie posty

10 kwietnia 2016

"Mamifest" Linda Green

„Nawet grupka pracujących mam może zmienić świat, jeśli odpowiednio się do tego zabierze!

Bohaterkami powieści są Sam, Anny i Jackie. Każda z pań ma problem, którym, jej zdaniem, obecnie rządzący nie chcą bądź nie potrafią się zająć. Syn Sam cierpi na rdzeniowy zanik mięśni. Anna, pedagog szkolna, czuje się bezradna, gdy jej nastoletnia córka pada ofiarą prześladowań w szkole. Matka Jackie cierpi na chorobę Alzheimera, a sama Jackie od lat bezskutecznie próbuje zajść w ciążę. Kobiety postanawiają poprawić sytuację nie tylko swoją, lecz także innych kobiet borykających się z podobnymi problemami. Okazuje się, że aby to zrobić, nie trzeba być w parlamencie; wystarczy rozpocząć od zmian na własnym podwórku.”


Trzy mamy – Sam, Anna i Jackie – zrobią wszystko dla swoich pociech. Kiedy pewnego dnia dowiadują się, że kobieta przeprowadzająca dzieci przez ulicę przed szkołą ma zostać zwolniona, nie wahają się zawalczyć o bezpieczeństwo uczniów. We trójkę organizują kampanię, nagłaśniają sprawę i wkrótce odkrywają, jak wiele potrafią razem zdziałać. A to dopiero początek ich wspólnej przygody – przekonane do pewnego szalonego pomysłu postanawiają spróbować swoich sił w… polityce. 

Mamifest to moje drugie spotkanie z prozą Lindy Green. Po fenomenalnej powieści I wtedy to się stało nie miałam najmniejszym obaw przed sięgnięciem po kolejną książkę autorki. I się nie zawiodłam, choć nie ukrywam, że Mamifest nie poruszył mnie tak bardzo, jak wspomniana wyżej lektura. 

Mamifest ma przede wszystkim bardzo społeczny wydźwięk. Dotyczy problemów zwykłego człowieka i tego, z czym muszą się zmagać na co dzień zapracowane matki. Każda z bohaterek ma inną historię do opowiedzenia, każda z nich jest narratorką i obserwatorką rzeczywistości, w której żyje. I każda wnosi do historii coś ważnego. Niestety mimo tego, iż rozdziały naprzemiennie zostały przedstawione z punktów widzenia trzech kobiet, nie potrafiłam doszukać się w ich sposobie wypowiedzi indywidualnych cech charakteru. Owszem, każda z nich ma swoje życie i odrębne doświadczenia, niemniej uważam, że Lindzie Green nie udało się tak zróżnicować narracji, by oddawała charakter wykreowanych postaci. O wiele lepiej sytuacja wygląda przy postaciach dzieci – te otrzymały indywidualne cechy, stając się mocnymi punktami historii.

Powieść Lindy Green promowana jest m.in. hasłem „Jeśli potrafisz być dobrą mamą, będziesz umiała rządzić całym krajem”. I wiecie co? Jest w tym sporo prawdy! Bycie matką to nie tylko praca 24 na dobę i 7 dni w tygodniu, ale to całkowita, totalna zmiana życia i priorytetów. Dla oddanej matki całe życie kręci się wokół dzieci i nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. I to właśnie pokazała Linda – wykreowała postaci trzech kobiet, które zrobią naprawdę wszystko dla swoich pociech. Mamifest to dobra książka – momentami zabawna, momentami poważna, trochę refleksyjna, ale nie przytłaczająca problemami, z odrobiną radosnych chwil, a także dramatem, który chwyta za serce. Przy prozie Lindy Green odbiorca śmieje się przez łzy, a po skończonej lekturze ma ochotę na przygodę z kolejną książką autorki. Polecam!

Original: The Mummyfesto
Wydawca: Świat Książki
Data wydania: 23.09.2015
Ilość stron: 400
Przeł. Grażyna Woźniak
Moja ocena: 4+/6

Za możliwość poznania lektury dziękuję wydawnictwu Świat Książki.

02 marca 2016

"Na imię jej Rose" Christine Breen

„Ciepła, wzruszająca opowieść o tym, co może się zdarzyć, gdy życie przestaje się toczyć zgodnie z naszymi oczekiwaniami.

Ludzie uważali Iris Bowen za piękność. Miała burzę rudych włosów, wysokie kości policzkowe, poruszała się jak tancerka. Ale to było dawno.

Teraz Iris, ogrodniczka i matka adoptowanej Rose, w wiejskim domu na zachodzie Irlandii stara się prowadzić w miarę normalne życie po śmierci męża. Uwiera ją jednak obietnica dana mężowi przed jego śmiercią; obietnica, której nie zamierza spełnić. Tak jest do dnia, w którym odbiera telefon od swojej lekarki.

Po tej rozmowie niespełnione przyrzeczenie Iris, że odnajdzie biologiczną matkę Rose, żeby dziewczyna miała rodzinę, gdyby z nią stało się coś złego, zaczyna ją wręcz prześladować. Wiedziona impulsem, z jedynym dowodem – kopertą sprzed dwudziestu lat – udaje się w podróż śladami przeszłości, która zawiedzie ją do Bostonu i przyniesie zaskakujący rozwój sytuacji nie tylko jej, ale i Rose, przyjaciołom, a nawet zupełnie nieznanym ludziom.”


Na imię jej Rose to debiutancka powieść Christine Breen. Książka trafiła do mnie troszkę przypadkowo, ale nie ukrywam, że byłam jej ogromnie ciekawa – piękna oprawa oraz intrygujący opis obiecywały dobrą opowieść. Poza tym dotychczas wszystkie książki z serii Leniwa Niedziela mi się spodobały, więc podeszłam do lektury kolejnej publikacji bardzo optymistycznie.

Iris podejrzewa, że może być poważnie chora. Świadomość, że mogłaby zostawić swoją adoptowaną córkę samą na świecie, nie daje jej spokoju. Podobnie jak obietnica, którą wymusił na niej jej umierający mąż – że Iris odnajdzie biologiczną matkę Rose, aby dziewczyna miała kogoś bliskiego. Iris, pomimo niechęci do tego pomysłu, postanawia odnaleźć rodzinę córki. Niestety jedyny trop stanowi koperta z adresem sprzed dwudziestu lat... 

Przyznaję otwarcie – na początku historia Iris bardzo mnie wzruszyła i od razu polubiłam tę bohaterkę. Jej przeżycia, historia jej małżeństwa, relacja z córką – wszystko to sprawiło, że bohaterka stała się dla mnie nie tylko bliska, ale przede wszystkim była prawdziwa. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że siła zawarta w tej postaci, jak i jej opowieść, zostały zmarnowane przez niezbyt porywające wykonanie. Styl Christine Breen jest przyjemny i dopracowany, niemniej w jej narrację często wkrada się nuda. Być może winni temu są inni bohaterowie opowieści – nie do końca przyciągający uwagę, odrobinę bladzi, trochę zwyczajni. 

Na imię jej Rose, pomimo nużących momentów, to w gruncie rzeczy udany debiut – historia przedstawiona przez Christine Breen opowiada o miłości rodzicielskiej, o poszukiwaniu swojego miejsca i swojej drogi w życiu. Jest trochę o stracie, trochę o miłości, sporo o rodzinie i przyjaźni, o spełnianiu swoich marzeń. To jedna z tych książek, przy których można się wzruszyć i odprężyć. Jest to jednak bardzo… leniwa historia. I nie zachwyciła mnie na tyle, by polecać ją każdemu. Zatem Na imię jej Rose proponowałabym przede wszystkim sympatykom serii Leniwa Niedziela oraz tym osobom, które lubią niezobowiązujące książki, idealne na samotne popołudnie przy dobrej kawie.

Original: Her name is Rose
Wydawca: Świat Książki
Data wydania: 20.01.2016
Ilość stron: 320
Przeł. Anna Zielińska
Moja ocena: 3+/6


Za książkę dziękuję wydawcy :)

19 lutego 2016

"Sekretna herbaciarnia" Vanessa Geene

„Podnosząca na duchu powieść o sile płynącej z prawdziwej przyjaźni.

Charyzmatyczna dziennikarka Charlotte ma wybrać najlepsze herbaciarnie Wielkiej Brytanii.

Wie, że herbaciarnia Nadmorska to miejsce wyjątkowe, ale czy powinna podzielić się tym odkryciem z czytelnikami? Kathryn, samotna matka, dla której Nadmorska jest jedynym azylem, przekonuje Charlie, by nie umieszczała tej herbaciarni w swoim artykule, a w zamian zgadza się uczestniczyć w rekonesansie. Wraz z inną stałą klientką, Séraphine, francuską au pair pasjonującą się wypiekami, podróżują po kraju, odkrywając urocze zakątki. Ale żadna z nich nie przeczuwa, że te podróże pozwolą im odkryć coś jeszcze…”


Uwielbiam herbaciarnie! Staromodny wystrój, delikatne, porcelanowe filiżanki, zapach różnych herbat i kwiatów, pyszne, domowe ciasta i ciasteczka oraz niepowtarzalna atmosfera sprawiają, że można w takim miejscu zapomnieć o całym świecie! Klimatu dobrej herbaciarni nie da się pomylić z żadnym innym. Zatem powieść Vanessy Greene od pierwszych zapowiedzi stanowiła dla mnie lekturę obowiązkową – jako fanka herbaciarni oraz wierna czytelniczka serii Leniwa Niedziela po prostu wiedziałam, że to książka dla mnie.

źródło
Sekretna herbaciarnia to opowieść o… kobietach. Trzy główne bohaterki – Kat, Charlotte i Seraphine – pochodzą z różnych światów. Każda ma inne problemy, inne spojrzenie na życie, inne plany, ale łączy je jedno – sympatia do pewnej klimatycznej herbaciarni prowadzonej przez przemiłą Letty. Nadmorska to miejsce magiczne, ciche i pełne kuszących zapachów oraz smaków. Każdy zakochuje się w tym miejscu. To właśnie tu bohaterki się poznają i tu rozpocznie się ich wspólna przygoda. 

Muszę przyznać, że Vanessa Greene bardzo realistycznie przedstawiła miejsce, wokół którego kręci się akcja powieści – miałam wrażenie, jakbym dobrze znała tę herbaciarnię. Zgrabna kreacja bohaterów i ich „życiowe” perypetie sprawiają, że książkę czyta się z zainteresowaniem. Mnie osobiście najbardziej przypadła do gustu Kat  wydawała mi się taka do bólu prawdziwa, autentyczna i dobra. Choć nie ukrywam, że kreacja jej trzyletniego syna nie wypadła już tak realistycznie – miałam wrażenie, jakby autorka książki nie do końca wiedziała, jak mówią i zachowują się trzyletnie dzieci. Leo w moim odczuciu był stanowczo zbyt dorosły.

Sekretna herbaciarnia to lekka i ciepła opowieść o przyjaźni oraz odnajdywaniu swojego miejsca na świecie. Przyjemny styl autorki oraz dobrze wykreowane postaci kobiece to największe atuty tej historii. Niestety brakowało mi w niej kotwicy – czegoś, co sprawiłoby, że czytałabym książkę z totalnie zapartym tchem, niepewna losów ulubionych bohaterów. Owszem, opowieść ma swój urok, odpowiedni klimat i bardzo kobiecy wydźwięk, niemniej nie jest to książka, do której będę wracała myślami. To dobra lektura na jeden wieczór – taka, przy której na chwilę się odprężymy, ale o której nie będziemy rozmyślali po jej przeczytaniu. Dlatego też Sekretną herbaciarnię polecam fankom serii Leniwa Niedziela oraz tym osobom, które lubią niezobowiązujące, przyjemne historie  – powieść Vanessy Greene to idealna odskocznia od szarej rzeczywistości.

Original: The Seafront Tea Room
Wydawca: Świat Książki
Data wydania: 18.11 2015
Ilość stron: 368
Przeł. Urszula Smerecka
Moja ocena: 4/6


Za tę sympatyczną lekturę dziękuję wydawcy!

05 czerwca 2015

"Przy mnie będziesz bezpieczna" Amy Hatvany

„Wzruszający portret dwóch matek, które połączyła tragedia

Nieszczęśliwy wypadek kładzie kres dotychczasowemu życiu Hannah Scott. W rok po podpisaniu dokumentów o przekazaniu organów córki do przeszczepu kobieta wciąż bardzo cierpi. Wtedy poznaje rodzinę Bellów. Ich piętnastoletnia córka Maddie żyje tylko dlatego, że Emily umarła. Zafascynowana tą kruchą więzią, bojąc się ujawnić, kim jest naprawdę, Hannah nawiązuje niespodziewaną przyjaźń z matką dziewczynki, Olivią.

Państwo Bell mają jednak własne problemy. Olivia, jeszcze niedawno gotowa opuścić bogatego, ale despotycznego męża, czuje się z nim związana po przeszczepie, który uratował życie ich córki. Tymczasem Maddie, zmęczona ograniczeniami, jakie narzuca jej słaby stan zdrowia i lęk przed coraz częstszymi wybuchami gniewu ojca, regularnie ucieka w świat, gdzie może być tym, kim chce: świat internetu.

Mistrzowsko poprowadzona narracja i sugestywnie zarysowane postaci bohaterów, którzy muszą stawić czoło prawdzie, to główne atuty tej trzymającej w napięciu lektury.”


Przy mnie będziesz bezpieczna Amy Hatvany, najnowsza publikacja z serii Leniwa Niedziela, to jedna z tych powieści, po której można się spodziewać wszystkiego – wzruszeń, rozpaczy, złości. W książce pojawia się motyw utraty dziecka, niełatwa kwestia przekazania organów ukochanej osoby do przeszczepu, trudności w radzeniu sobie z bólem, aż wreszcie nadzieja, gdy bohaterka niespodziewanie spotyka dziewczynkę, której wszczepili organ jej tragicznie zmarłej córeczki. Nie ma więc wątpliwości – autorka obiecuje wiele wzruszeń i swoją książką pragnie zmusić czytelnika do refleksji. Czy jej się to udało?

źródło
Opowieść przedstawiona została z punktu widzenia trzech bohaterek – dwóch matek, Hannah i Olivii, w narracji trzecioosobowej i nastoletniej Maddie w narracji pierwszoosobowej. Autorka konsekwentnie przedstawia każdy rozdział oczami innej bohaterki i trzyma się ustalonej przez siebie kolejności. Niektórzy czytelnicy porównują powieść Amy do dzieł takich sław, jak Jodi Picoult czy Diane Chamberlain. Niestety nie znam tych autorek i nie mogę zweryfikować wyżej wymienionych porównań, mogę natomiast z całą pewnością stwierdzić, że Amy potrafi poruszyć odbiorcę i sprawić, że czytelnik będzie współczuł bohaterkom. Kreację postaci także uważam za udaną, choć zdarzały się momenty, kiedy nie mogłam zrozumieć decyzji podejmowanych przez bohaterki. 

Historia ma w sobie kilka mankamentów, które niestety wpłynęły na moją ocenę. Przede wszystkim niektóre reakcje bohaterek wydawały mi się nieadekwatne do sytuacji – wyciszone, niewystarczająco naładowane emocjami. Najbardziej uderzyło mnie to na początku historii, kiedy lekarz informuje Hannah o tragedii. Owszem, trudno sobie wyobrazić, co przeżywa matka, która słyszy o śmierci własnego dziecka, ale zachowanie bohaterki było podejrzanie spokojne, całkowicie niepasujące do sytuacji, a tym bardziej do jej późniejszego zachowania. Ponadto przy wadze dramatów przeżywanych przez bohaterki, okropnie irytowały mnie całkowicie zbędne opisy ubiorów wtrącane w najmniej odpowiednim momencie – oderwane od akcji, burzące rytm narracji. Prawda jest taka, że informacja o kolorze bluzki nic nie wnosi do historii, uważam więc tego rodzaju wiadomości za całkowicie zbędne.

Przy mnie będziesz bezpieczna to dobra lektura, która potrafi wzbudzić w odbiorcy wiele emocji. To jedna z tych pięknie wydanych książek, którą czyta się w napięciu, z niecierpliwością oczekując zakończenia, ale o której niestety nie pamięta się zbyt długo. Bohaterowie tej historii nakreśleni są przyzwoicie, ich dramatyczna opowieść potrafi poruszyć wrażliwych odbiorców, a niełatwy temat przeszczepów i wiążącej się z tym zależności „czyjeś życie za czyjąś śmierć” dodaje dziełu odrobinę niepokojącej atmosfery i zmusza do refleksji. Nie żałuję czasu spędzonego przy tej lekturze, choć miałam nadzieję, że książka wzruszy mnie troszkę bardziej, że będę płakała nad losem bohaterek i z niecierpliwością oczekiwała innych książek autorki. Owszem, doceniam tę historię i doceniam pomysł Amy Hatvany, ale mimo wszystko spodziewałam się po jej dziele czegoś mocniejszego. Przy mnie będziesz bezpieczna polecam więc przede wszystkim fankom serii Leniwa Niedziela.

Original: Safe with Me
Wydawca: Świat Książki
Data wydania: 8.04.2015
Ilość stron: 352
Ocena: 4/6

Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Świat Książki :)

04 maja 2015

"Ostatni list od kochanka" Jojo Moyes

„Kilka słów może zakończyć romans albo... wskrzesić utraconą miłość.

Romantyczna i wzruszająca powieść o namiętności, zdradzie i bolesnych doświadczeniach, która jest także hołdem oddanym zapomnianej sztuce pisania listów miłosnych.

Ellie, dziennikarka "Nation", trafia w archiwach gazety na tajemnicze i dramatyczne listy miłosne: ślad romansu, jaki na początku lat 60. przeżyła piękna Jennifer, żona biznesmena, z Anthonym, reportażystą. Sama Ellie, związana z żonatym mężczyzną i niepewna swego związku, też porozumiewa się z nim listami. Próbując poznać sekret dawnych kochanków, Ellie coraz lepiej rozumie swoją beznadziejną sytuację. Czy będzie umiała ją rozwiązać?”


Ostatni list od kochanka to moje drugie spotkanie z twórczością Jojo Moyes. Pierwszym była lektura powieści Zanim się pojawiłeś – tytuł ten okazał się tak niezwykły, że z miejsca zakochałam się w twórczości brytyjskiej pisarki. Z wielkimi nadziejami sięgnęłam więc po Ostatni list od kochanka – miałam przeczucie, że i ta historia może mnie zachwycić. 

Jojo Moyes przedstawia losy dwóch kobiet: żyjącej współcześnie młodej dziennikarki – Ellie oraz Jennifer, która swoją młodość przeżywała w latach 60. Obie kobiety łączą skomplikowane relacje z ukochanymi mężczyznami – Ellie jest kochanką żonatego, Jennifer zaś jest mężatką i ma kochanka. Opowieść poprowadzona została z punktu widzenia narratora wszechwiedzącego, a akcja rozgrywa się dwutorowo – najpierw poznajemy żyjącą współcześnie Ellie, która odnajduje tajemniczy list napisany 40 lat temu. To właśnie ten list pozwoli czytelnikowi przenieść się do lat 60., w których żyła młoda Jennifer. Książka została podzielona na trzy części, a w każdej z nich pomiędzy rozdziałami pojawiają się fragmenty różnych wiadomości (listownych, e-mailowych, smsowych) wysyłanych pomiędzy ludźmi, których łączy lub łączyła więź. Prolog i trzecia część książki przedstawiają czasy współczesne, zaś pierwsza oraz druga opowiada o latach 60. Co do kreacji głównych bohaterek – Ellie i Jennifer mają w sobie to „coś” co sprawia, że trudno ich nie polubić, mimo że są to kobiety całkowicie od siebie różne. Co prawda niektóre ich zachowania strasznie mnie irytowały, ale miały w sobie pewien nieunikniony tragizm i być może dlatego bardziej im współczułam, niż je oceniałam.

Jojo Moyes jest mistrzynią w tworzeniu przejmujących opowieści i ma wręcz niesłychany talent do rozkochiwania czytelników w swoich dziełach. Ostatni list od kochanka jest tego najlepszym przykładem – to niezwykła opowieść o sile miłości, która potrafi przetrwać każdą próbę i pomimo przeciwności – trwa nieprzerwanie. To poruszająca, romantyczna lektura, która potrafi wywołać w odbiorcy skrajnie różne emocje – z jednej strony jest pocieszeniem, z drugiej zaś potrafi rozczarować w najbardziej dojmujący sposób. Myślę, że utalentowani filmowcy mogliby stworzyć z tej historii przepiękną ekranizację – wzruszającą i rozczulającą. Ostatni list do kochanka to książka, która wkradła się do mojego serca i jeszcze długo będę ją wspominała z niesłychanym rozrzewnieniem. Powieść polecam przede wszystkim fankom życiowych, emocjonujących historii oraz wszystkim osobom, które – podobnie jak ja – kochają dzieła wydawane w serii Leniwa Niedziela. Daję piątkę z plusem!

Original: The Last Letter From Your Lover
Wydawca: Świat Książki
Data wydania: 3.12.2014 (poprzednie wydanie w 2011)
Ilość stron: 496
Ocena: 5+/6


Za książkę dziękuję wydawnictwu Świat Książki!

PS. Na koniec dodam tylko, że Ostatni list od kochanka to ósma powieść w dorobku Brytyjki i jednocześnie drugie wydanie tego tytułu w Polsce – wcześniej Świat Książki wydał tę książkę w 2011 roku.

Książka bierze udział w wyzwaniu:

18 stycznia 2015

Kalendarz "Leniwa Niedziela"


Ostatnio trafiłam na promocję w księgarni Świata Książki i postanowiłam z niej skorzystać, kupując kalendarz Leniwej Niedzieli. Skusiłam się na ten zakup w zasadzie z jednego powodu – uwielbiam książki z serii LN, więc taki gadżet uznałam za idealny dodatek do mojej książkowej kolekcji :) 

Kalendarz Leniwej Niedzieli wydany jest przepięknie. Kolorystyka ujęła mnie od razu – połączenie szarawego brązu z różowym detalem okazuje się być wyjątkowo kobiecym połączeniem. W dodatku kalendarz ma wklejoną różową wstążkę, która pełni funkcję zakładki. Wymiary kalendarza także są odpowiednie – 18 na 12,5 cm – zatem spokojnie mieści się w damskiej torebce. Wnętrze kalendarza w zasadzie standardowe – mamy podział na poszczególne tygodnie i dużo miejsca na notatki. Co kilka stron wstawiono zdjęcia okładek książek z serii LN (także zapowiedzi tych tytułów, które mają się ukazać w bieżącym roku), nie zabrakło również cytatów. Wszystko utrzymane zostało w delikatnych szarościach z ciemnoróżowymi wstawkami – datami i logami Leniwej Niedzieli. Miłe dla oka są także delikatne, szarawe kwiatuszki zdobiące krawędzie kartek – nawiązują do detali umieszczanych na okładkach książek LN. 


Wydanie ma też minusy. Największym w moim odczuciu jest brak pętelki (zaczepki?) na długopis. Mając przy sobie tak ładny kalendarz, który pełni również funkcję notatnika, warto mieć w zasięgu ręki coś do pisania. A pewnie nie będę jedyną kobietą, dla której znalezienie długopisu w czeluściach pojemnej torby często staje się zadaniem wręcz niewykonalnym :) Kolejna sprawa – przydałaby się także gumka, wstążka (różowa?) lub jakaś zapinka pełniąca funkcję zamknięcia kalendarza. Zabrakło też miejsca na adresy. Wiem, że w dobie telefonów komórkowych i Internetu (ach, ten facebook!) mało kto zaprząta sobie tym głowę, ale ja jestem staromodna i uwielbiam wysyłać np. kartki świąteczne. Dlatego chciałabym mieć w moim ulubionym kalendarzu odpowiednie miejsce na adresy (mimo najszczerszych chęci naprawdę nie jestem w stanie zapamiętać wszystkich kodów pocztowych). Tak, wiem, jestem upierdliwa ;)


Powiem tak – cena 11,99 PLN jest bardzo atrakcyjna (standardowo cena wynosi 19,90, ale – jak wspomniałam wcześniej – trafiłam na promocję), a i kalendarz jest w miarę wygodny i poręczny, zatem na pewno spełni swoje zadanie na ten rok. Ponadto piękne, bardzo kobiece wydanie to ogromny, o ile nie największy atut produktu. Kalendarz cieszy oczy, więc nawet największe niedostatki stają się mało ważne i – mam nadzieję – nie przeszkodzą w korzystaniu z niego. Jestem zadowolona z tego zakupu i na pewno – jeśli za rok ŚK wyda kolejny kalendarz z tej serii – zakupię go z radością :) 

03 grudnia 2014

"Niech w końcu coś się zdarzy" Trixi von Bülow

„Zabawna i inteligenta odpowiedź na „Jedz, módl się, kochaj”; opowieść o kobiecie, która na półmetku życia musi na nowo odnaleźć jego sens. Fritzi Berger, kobieta silna z konieczności, od roku nie ma męża. Ma za to mnóstwo niespełnionych pragnień i wątpliwości, córeczkę, kiepsko opłacaną pracę redaktorki w wydawnictwie Best & Seller, piętnaście lat małżeństwa za sobą, i czterdzieste urodziny przed sobą. Pewnego dnia przyjaciółka namawia ją, by pojechały razem na kilka dni nad morze… I tak, pomiędzy codziennym kieratem a chęcią, by jeszcze raz poszukać szczęścia, rozwija się porywająca, czasem smutna, a czasem bardzo zabawna i pełna niespodzianek historia.”


Czterdziestoletnia Fritzi Berger, etatowa redaktorka bestsellerowych powieści, po piętnastu latach małżeństwa rozwiodła się ze swoim mężem. Teraz, mieszkając ze swoją kilkuletnią córeczką, stara się radzić sobie w codziennych obowiązkach domowych, wychowaniu dziecka oraz pracy. Nie przestaje jednak marzyć o szczęściu i wielkiej miłości, która prawdopodobnie gdzieś tam na nią czeka. Kiedy więc jej przyjaciółka proponuje wspólny wyjazd na urlop, Fritzi się zgadza. To będzie początek jej nowego życia. 

źródło
Leniwa Niedziela to cykl powieści wydawanych przez Świat Książki, po które sięgam z niekłamaną przyjemnością. Dotychczas lektury z tej serii mnie nie zawiodły – wystarczy logo Leniwej Niedzieli umieszczone na okładce książki, bym wiedziała, że to powieść dla mnie. Niech w końcu coś się zdarzy to kolejny tytuł z tego cyklu, który wpadł mi w oko zaraz po pojawieniu się zapowiedzi. Powieść Trixi von Bülow okazała się dokładnie taką książką, jakiej oczekiwałam – lekturą idealną na odstresowanie, lekką, przyjemną, choć również nieco przewidywalną.

Historia opowiedziana została z punktu widzenia głównej bohaterki – Fritzi. Jej narracja obfituje w najróżniejsze refleksje na temat codzienności. Proste, życiowe prawdy zawarte w tej nieco gorzko-słodkiej opowieści o poszukiwaniu miłości, spełnienia i sposobu na dorosłość, obrazują czytelnikowi nie tylko problemy bohaterki, ale także zmuszają nas samych do refleksji nad własnym życiem. Choć niektóre wydarzenia mogą się wydawać nieco komiczne, a nawet nieprawdopodobne, a zachowanie bohaterki – nad wyraz niedojrzałe (momentami miałam ochotę potrząsnąć nią i krzyknąć jej w twarz: „Ogarnij się, kobieto!”), to jednak odnajduję w tej historii sporo realizmu. Bo czyż nie tracimy głowy w obliczu zakochania? Czyż nie popełniamy czasem śmiesznych błędów? Wiek nie jest tu czynnikiem decydującym o naszej nieomylności. Fritzi jest trochę podobna do Bridget Jones – to inteligentna i szczera osoba, ale momentami zachowuje się niedorzecznie głupio.

Niech w końcu coś się zdarzy to książka odpowiednia dla tych osób, które lubią odprężyć się przy lekturze, które szukają niezobowiązującej powieści idealnej na chłodny wieczór. Dzieło Trixi von Bülow to historia kobiety, która – jak wiele z nas – pragnie być po prostu kochana. Minusem książki jest przewidywalność wielu wątków oraz mało prawdopodobny, wręcz banalny finał. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czytało mi się dobrze, opowieść Fritzi mnie wciągnęła i na kilka godzin pozwoliła zapomnieć o własnych problemach. Dlatego też Niech w końcu coś się zdarzy polecam szczególnie tym z Was, którzy pilnie potrzebują lektury na odstresowanie. Ja oceniam tę książkę na cztery z plusem.

Original: Ich wünsche mir, dass endlich mal was Schönes passiert
Wydawca: Świat Książki
Seria: Leniwa Niedziela
Data wydania: 27.08.2014
Ilość stron: 288

Za lekturę dziękuję wydawnictwu Świat Książki :)

21 września 2014

"Klub Filmowy Meryl Streep" Mia March

„Trzy siostry - dwie rodzone i jedna cioteczna - dorastające w cieniu tragedii, jaka przed kilkunastu laty dotknęła ich bliskich, zostają wezwane przez matkę ostatniej z nich do prowadzonego przez nią pensjonatu, gdzie otrzymują szokującą wiadomość.

Isabel, June i Kat nieoczekiwanie zamieszkują w jednym pokoju na poddaszu pensjonatu. Lolly, ciotka dwóch pierwszych i matka trzeciej, prosi je o pomoc i zaprasza do uczestniczenia w cotygodniowym wieczorze filmowym. W pensjonacie trwa właśnie miesiąc filmów z udziałem Meryl Streep.

Każda z kobiet spogląda na swoje życie przez pryzmat oglądanych filmów i na własnej skórze doświadcza magii kina.”


Sylwestrowa noc sprzed piętnastu laty całkowicie zmieniła życie Isabel, June i Kat. Dziewczęta przez kolejne lata oddalały się od siebie, zajęte swoim życiem i problemami codzienności. Kiedy jednak matka Kat – Lolly – wzywa wszystkie trzy do siebie, kobiety są szczerze zaniepokojone. Informacja zaserwowana im przez Lolly zmusza je do zastanowienia się nad przeszłością i przyszłością – nie tylko swoją, ale także członków rodziny. A pomóc ma im w tym klub filmowy, który prowadzi Lolly, a zwłaszcza filmy z niezwykłą aktorką, Meryl Streep. To dzięki nim Isabel, June i Kat spojrzą na swoje życie z innej perspektywy. I będą chciały naprawić błędy przeszłości…

źródło
Klub Filmowy Meryl Streep to pierwsza część serii autorstwa Mii March. Jakiś czas temu miałam okazję przeczytać drugi tom serii – Poszukiwany Colin Firth – który bardzo mi się spodobał, dlatego z przyjemnością sięgnęłam po pierwszą część (choć obie książki można czytać jako całkowicie oddzielne historie). Akcja Klubu Filmowego także rozgrywa się w Boothbay Harbor w stanie Maine. Muszę przyznać jednak, że z tych dwóch tytułów Poszukiwany Colin Firth podobał mi się bardziej.

Narracja trzecioosobowa z punktu widzenia obserwatora wszechwiedzącego poprowadzona została identycznie, jak w tomie drugim – mamy trzy postaci i każdy rozdział opowiada o jednej z nich. Tak więc pierwszy rozdział mówi o Isabel, kolejny o jej siostrze – June, a następny o najmłodszej z dziewcząt – Kat, by później powtórzyć ten układ w kolejnych rozdziałach. Dzięki temu możemy dobrze poznać każdą z kobiet. Jedynie prolog został przedstawiony z punktu widzenia Lolly, inicjatorki rodzinnego spotkania. W historię kobiet z Maine wplecione zostały filmy z udziałem Meryl Streep – podczas seansów klubu filmowego bohaterki analizują kolejne role sławnej, amerykańskiej aktorki, a perypetie rozgrywające się na ekranie telewizora pozwalają kobietom na dokonanie rachunków sumienia i odnalezienie recepty na swoje problemy. Minusem tych momentów może być jednak fakt, że autorka zdradza czytelnikowi fabuły wielu filmów z udziałem Meryl. Dla osoby, która nie widziała takich dzieł, jak np. Co się wydarzyło w Madison County lub W obronie życia, momenty te niewątpliwie mogą odebrać chęć obejrzenia wspomnianych filmów. Nie podobało mi się to, ale rozumiem zamysł pani March, by historie z ekranu telewizora stały się przyczyną refleksji bohaterek nad ich własnym życiem.

Klub Filmowy Meryl Streep to przyjemna, lekka, ale niepozbawiona nutki goryczy historia o silnych, niezwykłych kobietach, z którymi łatwo się zaprzyjaźnić. Ich codzienne dylematy i dramaty życiowe sprawiają, że każda staje się czytelnikowi na swój sposób bliska i realna. Dodatkowym plusem książek Mii March jest ich lekkość oraz prosty, przystępny język, który sprawia, że powieść czyta się szybko i przyjemnie. Szczerze polecam powieści Mii March wszystkim osobom, które lubią łagodne i niezobowiązujące obyczajówki. Zarówno Klub Filmowy Meryl Streep, jak i wspomniany wcześniej Poszukiwany Colin Firth to książki idealne na leniwe, chłodne wieczory. Dzieła pani March polecam Waszej uwadze, a książce daję ocenę 4+/6!

Original: Meryl Streep Movie Club
Wydawca: Świat Książki
Data wydania: 5.02.2014
Ilość stron: 432

Za książkę bardzo dziękuję Patrykowi i wydawnictwu Świat Książki :)

Moja recenzja książki Poszukiwany Colin Firth TUTAJ :)

20 sierpnia 2014

"I wtedy to się stało" Linda Green

„Wzruszająca powieść o miłości wystawionej na ciężką próbę, książka dla fanów „P.S. Kocham Cię” Cecelii Ahern i „Jednego dnia” Davida Nichollsa.

Mel Taylor już jako trzynastolatka poznała miłość swojego życia. Dwadzieścia lat później nadal kocha Adama, ma wspaniałą córkę, świetną pracę i wymarzony dom. Cieniem na tym pozornie idealnym życiu kładzie się ponury sekret z przeszłości i poczucie, że jej szczęście nie będzie trwało wiecznie. Chociaż Adam powtarza żonie, żeby żyła teraźniejszością i nie martwiła się o przyszłość, Mel nie może się pozbyć najgorszych przeczuć. Nie chce nawet świętować ich dziesiątej rocznicy ślubu, by nie kusić losu. Okazuje się, że kobieca intuicja to potężna siła; wkrótce Mel musi zdecydować, o czyje szczęście powinna najpierw zawalczyć.”



Mel i Adam to małżeństwo idealne – od dwudziestu lat świata poza sobą nie widzą. Kiedy zbliża się ich dziesiąta rocznica ślubu, Adam pragnie zorganizować wielkie przyjęcie, zaprosić przyjaciół oraz rodzinę i pochwalić się światu swoją wspaniałą żoną i czteroletnią córeczką. Ale Mel nie zgadza się na jakiekolwiek świętowanie – boi się, że kuszą w ten sposób los, że są zbyt szczęśliwi, by to miało trwać wiecznie. Adam mimo to postanawia przygotować niespodziankę. Okazuje się jednak, że przeczucia Mel były słuszne. W przeddzień przyjęcia Adam ulega poważnemu wypadkowi…

źródło
I wtedy to się stało to powieść autorstwa Lindy Green. Książkę tę porównuje się do takich dzieł, jak PS Kocham Cię i Jeden dzień. Całkiem niedawno miałam okazję poznać powieść Davida Nichollsa, co pozwoliło mi określić, czego mogę się spodziewać po I wtedy to się stało. Nie spodziewałam się jednak, że dzieło Lindy Green pozostawi mnie w tak emocjonalnej rozsypce! 

Tym, co przede wszystkim do mnie przemówiło w tej historii, była prosta, szczera narracja z punktu widzenia dwóch osób – Mel i Adama. Dzięki temu naprawdę poczułam ich emocje, dotknęłam wręcz miłości, którą obdarzyli siebie nawzajem. Ta miłość jest wielka, niezłomna, mocno zakorzeniona, po prostu niezniszczalna. Idealna. Dlatego poznając ich historię, tak dramatyczną i niesprawiedliwą, jeszcze mocniej im współczułam. Zżyłam się z nimi. Dopingowałam im. I jednocześnie szalenie bałam się tego, co odnajdę na końcu tej drogi, w finale powieści.

Linda Green mówi, że I wtedy to się stało jest fikcją literacką, niemniej do napisania tej opowieści posłużyła jej prawdziwa historia, o której autorka wspomina na końcu publikacji, w rozdziale „O książce”. To, oraz kilka innych wyjaśnień, doprowadziło mnie do prawdziwej frustracji, bowiem zrozumiałam, że takie rzeczy dzieją się naprawdę i że lekarze nie są w stanie w takich sytuacjach pomóc swoim pacjentom. Byłam przerażona statystykami, które przytoczyła autorka. Nie zdradzę Wam, czego dotyczyły, gdyż sami musicie poznać historię Mel i Adama – tylko wtedy te informacje nabiorą odpowiedniego znaczenia. Przyznam jednak, że wiadomości te, w połączeniu z historią dwójki wspaniałych bohaterów, zmusiły mnie do wielu przemyśleń na temat kruchości ludzkiego życia. I do docenienia tego, co mam.

I wtedy to się stało jest doskonale napisaną, bardzo dojrzałą powieścią obyczajową, w której pierwsze skrzypce gra miłość łącząca Mel i Adama. To opowieść o wierze w drugiego człowieka, o niezłomności i trwaniu u boku ukochanej osoby. To książka o tym, że nic, nawet najbardziej dramatyczne wydarzenia, nie złamią prawdziwego, szczerego uczucia. Nie ukrywam, że przepłakałam sporą część tej historii – poruszyła mnie do głębi, by ostatecznie pozostawić z gorzko-słodkim posmakiem, bogatszą w wiedzę, której dotychczas nie posiadałam. Po tej lekturze zrozumiałam, że jeśli mamy kogoś kochać, to tylko całym sercem, bezapelacyjnie, na dobre i złe. Linda Green napisała poruszającą opowieść, która pozostanie ze mną już na zawsze – to książka, która uczy i zmusza do refleksji nad własnym życiem. I wtedy to się stało to kolejna niesamowita, wzruszająca publikacja z serii Leniwa Niedziela i jednocześnie powieść, którą mogę polecić dosłownie każdemu. Daję ocenę 5+/6!

Original: And Then It Happened
Wydawca: Świat Książki
Data wydania: 28.05.2014
Ilość stron: 432





Za tę przepiękną książkę serdecznie dziękuję Patrykowi i wydawnictwu Świat Książki :)

22 lipca 2014

"Poszukiwany Colin Firth" Mia March

„Kolejna powieść autorki bestsellerowego „Klubu Filmowego Meryl Streep” opowiada o mieszkańcach małej nadmorskiej miejscowości w Maine, których elektryzuje wiadomość o planach nakręcenia w ich okolicy filmu z Colinem Firthem w roli głównej.

Po utracie pracy i rozstaniu z mężem dziennikarka Gemma Hendricks jest święcie przekonana, że przeprowadzenie wywiadu z aktorem uratuje jej karierę i małżeństwo. Jednak to chwytająca za serce historia dwóch miejscowych kobiet pochłonie ją bez reszty. Bea Crane niespodziewanie dowiaduje się, że w dzieciństwie została adoptowana. Po przyjeździe do Boothbay Harbor z ukrycia obserwuje swoją biologiczną matkę, Veronicę Russo, na spotkanie z którą nie jest jeszcze gotowa. Veronica, trzydziestoośmioletnia kelnerka, znana ze swoich „leczniczych” wypieków, wraca do Maine, żeby zmierzyć się z przeszłością. Gdy trafia na plan filmowy jako statystka, zaczyna się zastanawiać, czy przypadkiem nie ucieka przed prawdą i… być może niepowtarzalną okazją spotkania z książkowym panem Darcym. Jak potoczą się losy Bei, Veronici i Gemny? Życie potrafi zaskakiwać, ale zawsze trzeba wierzyć w szczęśliwe zakończenie.”


Bea Crane w pierwszą rocznicę śmierci matki dostaje od niej niespodziewany list... List, w którym Cora Crane, będąc na łożu śmierci, wyznaje córce, że nie jest jej biologiczną matką, że Bea została adoptowana. Świat dwudziestodwuletniej młodej kobiety wywraca się do góry nogami. Wszystko, co Bea dotychczas uważała za oczywiste, teraz staje pod znakiem zapytania. Kobieta postanawia odnaleźć swoją biologiczną matkę i dowiedzieć się czegoś o swojej przeszłości. Trop prowadzi ją do Boothbay Harbor w stanie Maine, gdzie mieszka Veronica Russo, kobieta znana z wypiekania cudownych ciast. Tymczasem do miasteczka przyjeżdża Gemma Hendricks, która właśnie straciła pracę w redakcji i tuż przed wyjazdem pokłóciła się z mężem. Dziennikarka pragnie udowodnić wszystkim, że jest w stanie znaleźć nowe zajęcie i postanawia napisać artykuł dla miejscowej gazety. Jej los niespodziewanie splecie się z losem Bei i Veronici.

Poszukiwany Colin Firth to powieść Mii March, amerykańskiej pisarki i autorki bestsellerowego Klubu Filmowego Meryl Streep. Nie ukrywam, że już sam tytuł książki mnie zaintrygował – ciekawa byłam, jaką rolę odgrywa w tej historii Colin, jeden z moich ulubionych aktorów. To właśnie jego postać zachęciła mnie do sięgnięcia po powieść pani March. I nie żałuję tej decyzji, gdyż przy bohaterkach książki spędziłam kilka wspaniałych  godzin!

Opowieść kręci się wokół trzech głównych bohaterek i tak też podzielone są rozdziały – pierwszy opowiada o Bei, kolejny o Veronice, a następny o Gemmie, by potem powtórzyć ten układ w kolejnych rozdziałach. Dzięki temu możemy poznać historie wszystkich trzech kobiet jednocześnie. Narracja trzecioosobowa została poprowadzona tak, aby pokazać czytelnikowi świat widziany oczami bohaterek. Język jest prosty i lekki, choć nierzadko dotyka trudnych i bolesnych dla kobiet tematów. Znając emocje i przemyślenia każdej z nich, czytelnik mimowolnie się z nimi zżywa i chętnie obserwuje ich kolejne poczynania. Nie da się ukryć, że fabuła jest nieco przewidywalna, niemniej książkę czyta się z zainteresowaniem. Podobało mi się to, że w historię trzech kobiet wpleciona została postać angielskiego aktora. Colin Firth towarzyszy bohaterkom poprzez filmy z jego udziałem, które kobiety tak chętnie oglądają (w pewien sposób pomagając im stawić czoła życiowym dylematom i problemom), a także pośrednio dzięki temu, że w mieścinie ma być kręcony film z jego udziałem. Czy bohaterki spotkają swojego ukochanego aktora i mężczyznę marzeń? O tym przekonacie się, sięgając po powieść pani March!

Nie podobało mi się natomiast to, że autorka w pewnych momentach gubiła się w liczbach, np. znalazłam dwie różne informacje dotyczące tego, ile lat Gemma i jej mąż są małżeństwem. Miałam wrażenie, jakby Mia nie do końca pamiętała o takich drobiazgach, choć nie wykluczam opcji z nieprawidłowym tłumaczeniem. Ponadto w opisie książki na odwrocie okładki pojawił się spory błąd  – Gemma nie rozstała się z mężem!

Poszukiwany Colin Firth to ciepła, lekko napisana powieść obyczajowa, która porusza kilka naprawdę ważnych tematów – mówi o macierzyństwie, adopcji, poszukiwaniu własnej tożsamości i miejsca na świecie. To książka, którą czyta się z prawdziwą przyjemnością – spokojna, subtelna, idealna na lato, a zwłaszcza na leniwą niedzielę, emanująca pozytywną energią i nadzieją. Historie Bei, Veronici i Gemmy, choć z pozoru zwyczajne, przyciągnęły moją uwagę i nie dały się oderwać od powieści, nim nie dotarłam do ostatniej strony! Dlatego też dzieło Mii March polecam wszystkim osobom, które lubią życiowe, przyjemne i bardzo kobiece opowieści – Poszukiwany Colin Firth to doskonały wybór dla tych Pań, które choć na chwilę pragną zapomnieć o bożym świecie i przenieść się do urokliwego miasteczka w stanie Maine, w którym spotykają się trzy cudowne bohaterki. Szczerze polecam! Książka otrzymuje ode mnie ocenę 5/6!

Original: Finding Colin Firth
Wydawca: Świat Książki
Data wydania: 11.06.2014
Ilość stron: 416

Za książkę dziękuję Patrykowi i wydawnictwu Świat Książki :)


PS Na koniec dodam tylko, że obie wydane przez wyd. Świat Książki dzieła Mii March są ze sobą odrobinę powiązane, tzn. główne bohaterki z powieści Klub Filmowy Meryl Streep pojawiły się jako postaci drugoplanowe w Poszukiwanym Colinie – nie czytałam jeszcze Klubu Filmowego, niemniej wydaje mi się, że książki te można czytać oddzielnie, traktując jak jednotomowe powieści ;) 

29 grudnia 2013

"Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes

„Autorka „Ostatniego listu od kochanka” o sile miłości dwojga ludzi wyrzuconych poza nawias życia.  

Jest wiele rzeczy, które wie Lou Clark. Wie, ile kroków dzieli przystanek autobusowy od jej domu. Wie, że lubi pracować w kawiarni Bułka z Masłem i że chyba nie kocha swojego chłopaka Patricka. Lou nie wie jednak, że za chwilę straci pracę, ani tego, że przy zdrowych zmysłach trzyma ją wyłącznie wiedza o tym, co się wydarzy.

Will Traynor wie, że wypadek motocyklowy odebrał mu chęć do życia. Wszystko wydaje mu się teraz błahe i pozbawione kolorów. Wie też, w jaki sposób to przerwać. Nie ma jednak pojęcia, że znajomość z Lou wywróci jego świat do góry nogami i odmieni ich oboje raz na zawsze.”

Dwudziestosześcioletnia Lou mieszka z siostrą, rodzicami i dziadkiem w malutkim angielskim miasteczku. Dziewczyna od wielu lat pracuje w małej kawiarni nieopodal zamku Stortfold, ma idealnego chłopaka, a jej życie wydaje się być poukładane i szczęśliwe. Pewnego dnia jednak Lou traci pracę, sytuacja finansowa w domu zaczyna się pogarszać, a ukochany Patrick z każdym dniem staje się jej coraz bardziej obcy. Dziewczyna musi znaleźć pracę, nie wie jednak, że już wkrótce podjęta przez nią posada opiekunki odmieni nie tylko jej życie…

Są takie książki, po które sięgamy z premedytacją – wiemy, że trzymamy w ręku trudną lekturę, która może wywołać w nas wiele różnych emocji, na jakie być może nie jesteśmy gotowi. A jednak mimo to chcemy je poczuć. Kiedy sięgnęłam po Zanim się pojawiłeś, wiedziałam, że powieść Jojo Moyes rozbije mnie emocjonalnie. I tak też się stało.

Historia przedstawiona została z punktu widzenia kilku osób, z czego największą część stanowi narracja pierwszoosobowa głównej bohaterki. Styl jest swobodny, lekki, a dzięki temu powieść czyta się szybko i z niesłabnącym zainteresowaniem. Plusem tej historii jest kreacja głównych bohaterów – to postaci pełnowymiarowe, realne, żywe. Lou to sympatyczna dziewczyna, którą wyróżniają oryginalne stroje i prostoduszność połączona z poczuciem humoru. To jedna z tych postaci, której nie sposób nie polubić – z każdą kolejną stroną dziewczyna staje się bliższa czytelnikowi, któremu udzielają się także jej emocje i rozterki. Will natomiast to typ faceta, który zawsze wiedział, czego chce, był pewny siebie, lekko sarkastyczny, a na dodatek przystojny i bogaty. Jednak ta wersja Willa, którą poznaje Lou, jest inna – mężczyzna zmaga się z ciężkim stanem zdrowia po wypadku – jest sparaliżowany i uważa, że jego życie pozbawione jest sensu, dlatego pragnie śmierci.

Temat umierania, a w zasadzie bardziej chęci popełnienia samobójstwa czy eutanazji, nie jest prosty ani przyjemny. Wywołuje różne reakcje, jest powodem wielu dyskusji, w dużej mierze opierających się na gruncie moralno-religijnym. Historia Lou i Willa pokazuje, że eutanazja to nie tylko słowo – to cała paleta emocji i zachowań, które towarzyszą osobie pozbawionej chęci do dalszego życia. Osobie, która pragnie zakończenia swojej egzystencji. Ale to nie wszystko – autorka bardzo dosadnie pokazuje, jak traktuje się osoby niepełnosprawne i z czym chorzy muszą się zmagać każdego dnia – nie tylko z niewygodą w przemieszczaniu się, ale także z brakiem wyczucia i tolerancji ze strony osób „zdrowych”. Kiedy obserwowałam zmagania Willa, czułam wewnętrzny ból i nie mogłam zrozumieć, dlaczego ludzie potrafią być tak okrutni, tak obojętni...

Zanim się pojawiłeś to historia spotkania, które odmienia życie dwojga ludzi całkowicie, nieprzewidywalnie i absolutnie nieodwracalnie – historia miłości, która wzrusza, zachwyca i daje czytelnikowi do myślenia. To książka, której nie byłam w stanie odłożyć nawet na chwilę – spędziłam z tą lekturą kilka intensywnych godzin, śmiejąc się i płacząc na przemian. To powieść, która trzymała mnie w niepewności do ostatniej strony, a zakończenie wywołało we mnie lawinę łez połączonych z niedowierzaniem, złością, smutkiem oraz... nadzieją. To historia, którą wręcz trzeba przeczytać, gdyż niesie z sobą bardzo ważne przesłanie – „Po prostu żyj”. 

Powieść Jojo Moyes  polecam  każdemu – to niesamowite doświadczenie i najprawdziwsza lekcja życia. Książka dostaje ode mnie ocenę 5+/6

Original: Me Before You
Wydawca: Świat Książki
Data wydania: 11.09.2013
Ilość stron: 383

Za tę piękną opowieść serdecznie dziękuję Patrykowi i wydawnictwu Świat Książki!