RECENZJA PRZEDPREMIEROWA
„Saga przyszłości ma swój początek dawno, dawno temu...
Cinder mieszka w hałaśliwym Nowym Pekinie, zdziesiątkowanym przez zarazę. Jako dziewczyna cyborg o tajemniczej przeszłości jest obywatelem drugiej kategorii. Lecz kiedy na jej drodze staje przystojny książę Kai, Cinder nagle znajduje się w epicentrum międzygalaktycznej walki z bezlitosną królową Luny.
Rozdarta pomiędzy obowiązkiem a wolnością, wiernością a zdradą, musi wyjawić sekrety swojej przeszłości, bo ochronić swoją przyszłość...”
Odległa przyszłość.
W Nowym Pekinie, stolicy Wspólnoty Wschodniej, żyje
dziewczyna – cyborg, a na imię jej Cinder. Jest
najlepszym w mieście mechanikiem, ma dwie siostry i macochę, która nie
ukrywa niechęci do nastoletniej podopiecznej. Życie Cinder ma stały
rytm, podporządkowany żądaniom opiekunki i pracy na stoisku w
centrum miasta. Aż pewnego dnia do szarej, obskurnej budki mechanika
przybywa niezwykły gość, a jego wizyta całkowicie zmienia
poukładaną, monotonną codzienność bohaterki. Od teraz już nic
nie będzie takie samo, zwłaszcza, gdy wydarzenia niespodziewanie
nabiorą dramatycznego obrotu…
„Zabrały jej piękne suknie, ubrały ją w stary zszarzały fartuch,
a na nogi włożyły drewniaki.” *
Cinder to debiutanckie dzieło
amerykańskiej autorki, Marissy Meyer i pierwszy
tom Sagi księżycowej, pasjonującej historii
osadzonej w futurystycznej przyszłości. Choć istotnym
tematem powieści jest sytuacja świata targanego zarazą oraz
wieloletnim konfliktem międzygalaktycznym, to jednak nie o
kosmicznej wojnie usłyszałam, gdy pierwszy raz pojawiła się zapowiedź powieści Marissy, lecz
o… odwołaniu do bajki o Kopciuszku!
Opowieść poprowadzona
została przez narratora wszechwiedzącego, co pozwala na
obserwowanie wydarzeń zarówno z różnych punktów
widzenia, jak i różnych miejsc. Na pierwszy plan wyłaniają
się historie dwóch istnień – Cinder Linh i księcia
Wspólnoty Wschodniej, z którym przecinają się drogi
naszej cybernetycznej bohaterki. Język jest nieskomplikowany,
dostosowany dla czytelnika w każdym wieku. Odbiorca otrzymuje dużą
dawkę informacji pozwalających wyobrazić sobie świat rządzony
technologią, gdzie androidy i cyborgi nie są niczym zaskakującym –
towarzyszymy więc Cinder m.in. w chwilach, gdy naprawia zepsute
maszyny, albo odbiera wiadomości wymagające użycia najnowocześniejszych narzędzi. Akcja powieści rozwija się
powoli, w zasadzie od pierwszych stron nakierowując widza do
wysnucia skojarzeń z baśnią o Kopciuszku – a
pozwalają na to przede wszystkim cytaty rozpoczynające każdą z
czterech części tomu, odpowiadające kolejnym „etapom” historii
Kopciuszka, jak i podobieństwo imion obu bohaterek – Cinder i Cinderella.
„Czy istoty twojego pokroju wiedzą, czym jest miłość? Czy ty w ogóle coś odczuwasz, czy to jedynie kwestia... oprogramowania?” **
Kreacja bohaterów
udała się autorce wyśmienicie, choć przyznaję, że nie miałam
problemu z ustaleniem, kto jest czarnym charakterem, a kto zasługuje
na sympatię. Ale chyba właśnie na tym polega tworzenie baśni – na wyraźnym oddzieleniu bieli od czerni. Uwagę
odbiorcy skupia przede wszystkim Cinder – dziewczyna niesprawiedliwie traktowana
przez los i swoją „rodzinę”, która za wszelką cenę
stara się ukryć własną „ułomność”, jaką jest posiadanie
mechanicznych części ciała. To postać godna zainteresowania oraz warta
naszej sympatii i współczucia – emocji, które
niewątpliwie zagoszczą w sercu czytelnika, gdy tylko zetknie się
on z historią cybernetycznej nastolatki. Cinder nie jest jednak
dziewczyną, którą można ślepo porównać do
Kopciuszka – panna Linh bowiem to silna osobowość, która
nie boi się podejmować własnych decyzji i walczyć o niezależność,
a przede wszystkim jest inteligentna i odważna.
Świat wykreowany przez autorkę jest intrygujący i oryginalny, choć niezwykle odległy. Marissa pokazuje nam alternatywną przyszłość Ziemi – widzimy rzeczywistość przepełnioną najnowocześniejszą technologią, podziały na ludzi i maszyny, zagrożenia płynące z szerzenia się epidemii nieuleczalnej choroby i związane z nią próby odnalezienia antidotum. Powoli na pierwszy plan wyłania się groźba konfliktu pomiędzy ludzkością a istotami spoza naszej planety – z Księżyca. Choć muszę zauważyć, iż sami Lunarzy nie zostali przedstawieni nadzwyczaj skrupulatnie (nie otrzymujemy dokładnych informacji o tym, kiedy i jak doszło do pierwszego kontaktu z nimi albo szczegółowych opisów cech odróżniających ich od Ziemian, ani tym bardziej, jak naprawdę wygląda świat Lunarów), to jednak fabuła została tak poprowadzona, byśmy nie mieli złudzeń, że istoty te mają nad ludźmi znaczną przewagę i to nie tylko technologiczną. Ów motyw wyraźnie wprowadza element grozy i skłania czytelnika do pilnego śledzenia wydarzeń rozgrywających się na kartach powieści.
Cinder to baśń
przyszłości, opowieść podejmująca w niezwykle świeży sposób
temat zaczerpnięty z historii o Kopciuszku. Nie jest to
jednak powieść zamknięta w schematach, ślepo naśladująca
sylwetki bohaterów i sytuacje ze starej bajki. Cinder jest nowoczesną opowieścią o
nowoczesnej dziewczynie, która nie boi się walczyć o swoją
przyszłość. To także historia o barierach, jakie człowiek sam
sobie narzuca – o manii ujarzmienia technologii, o odkryciach
naukowych, eksperymentach medycznych i biocybernetycznych oraz międzygalaktycznych sporach, które mogą
zadecydować o istnieniu ludzkości. Przyznaję, że powieść trzyma w napięciu do ostatniej strony, a zakończenie daje
zapowiedź pasjonującej przygody w tomie drugim. Ponadto wiele napoczętych w Cinder
wątków wymaga odpowiedniego rozbudowania, na co bardzo liczę. Szczerze mówiąc
chciałabym móc przedstawić jakiś mankament Sagi księżycowej,
cokolwiek, do czego mogłabym się przyczepić, ale niczego takiego
nie znajduję! Chociaż oczywiście nie mam złudzeń, iż nawiązanie
do Kopciuszka dla wielu z Was będzie motywem dyskryminującym powieść choćby ze względu na kierunek, w którym zmierza cała akcja. Dla mnie nie był to minus, wręcz przeciwnie – stara bajka, którą znam z dzieciństwa, została odświeżona i ubrana w nowe, oryginalne szaty. Cinder z całą odpowiedzialnością uznaję za wspaniały debiut
obfitujący w niezwykłą, zapierającą dech akcję i historię
obezwładniającą emocjami. To alternatywna wersja baśni, która
od dziesiątek lat rozbudzała wyobraźnię małych dziewczynek – wraz
z przybyciem cybernetycznej Cinderelli nadszedł czas na pobudzenie wyobraźni
dziewcząt w każdym wieku! Gorąco polecam nie tylko entuzjastkom
romantycznych opowieści, lecz także każdej osobie otwartej na
eksperymentowanie ze znanymi, klasycznymi dziełami.
Cinder. Saga księżycowa dostaje ode mnie ocenę 6/6!
Original: The Lunar Chronicles #1. Cinder
Wydawca: Literacki Egmont
Premiera: 17 października 2012!
Stron: 440
* cytat str. 7
** cytat str. 76
Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Egmont :)
Na zakończenie dodam tylko, że Saga księżycowa to nie trylogia – zapowiedziane są już cztery tomy serii (plus tzw. "połówki", czyli części 0,5, 1,5...) – info TU. A poniżej okładka do tomu drugiego – Scarlet (premiera zagraniczna w lutym 2013) :) Z opisu dwójki wynika, że... autorka tym razem weźmie pod lupę bajkę o Czerwonym Kapturku! A to jeszcze nie koniec – wystarczy przeczytać opisy do kolejnych tomów. Najwyraźniej Marissa postanowiła przearanżować kilka znanych baśni ;)









