01 stycznia 2013

"Zaklinacz koni" Nicholas Evans

W spokojny, śnieżny poranek dziewczynka i jej koń dostają się pod koła czterdziestotonowej ciężarówki. Zarówno Grace, jak i Pielgrzym uchodzą z życiem, jednak wypadek ma destrukcyjny wpływ na losy osób z nimi związanych. Matka Grace, Annie, nie zgadza się na uśpienie konia, bo czuje, że wówczas w Grace również coś umrze. Przejeżdża pół Ameryki szukając człowieka, który potrafi oddziaływać na psychikę koni.

Jeszcze przed publikacją książka wzbudziła wielkie zainteresowanie mediów. Prawa do jej ekranizacji zostały sprzedane Hollywood Pictures i Robertowi Redfordowi za rekordową sumę trzech milionów dolarów, a prawa do tłumaczenia osiemnastu krajom na całym świecie.”

Wielu z Was, nawet jeśli nie widziało, to słyszało o niezwykłej ekranizacji Zaklinacza koni z Robertem Redfordem w roli głównej. I ja miałam okazję obejrzeć film i zachwycić się nie tylko grą aktorską kilku osób, ale także wzruszającą historią, która zapada w pamięć na długi czas. Kiedy więc nadarzyła się okazja, by sięgnąć po powieść Nicholasa Evansa, nie wahałam się ani chwili!

Ten poranek wydawał się jakiś inny i choć dzień był słoneczny, a gruba warstwa śniegu pięknie skrzyła się w promieniach słońca, coś niewątpliwie wisiało w powietrzu. Trzynastoletnia Grace i jej przyjaciółka Judith właśnie postanowiły wybrać się na konną przejażdżkę. Przemierzając lasy nieopodal ich gospodarstw, śmiały się beztrosko, nie mając pojęcia, że oto nadciąga katastrofa. Kiedy więc nagle konie poślizgnęły się na lodzie, a na drogę wyskoczyła ciężarówka, wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Jedna z dziewczynek nie przeżyła tego wypadku. Druga będzie walczyła nie tylko o życie, ale także o swoje miejsce na świecie. I o ducha swojego konia...

Kiedy spadłeś, od razu wspinaj się z powrotem, by nie stracić panowania nad sobą.” *

Zaklinacz koni to dla wielu książka poruszająca i piękna, i muszę przyznać, że poniekąd zgadzam się z tą opinią. Powieść jednak ma w sobie też pewne mankamenty, które nie pozwoliły mi w pełni cieszyć się z lektury. Im bardziej bowiem zagłębiałam się w historię Grace, jej konia Pielgrzyma i bliskich dziewczynki, tym bardziej ubolewałam nad faktem, iż autor w pewnym momencie ograniczył prezentację praktyk zaklinacza, a skupił się na wątku romansowym, który – prawdę mówiąc – był ciutkę zbędny. I choć po zakończeniu lektury można wysnuć przypuszczenia, że wszystko miało swój sens, każdy bowiem w tej książce (i to nie tylko dziecko i jego poranione zwierze) musiało przejść pewną przemianę, to jednak brakowało mi głębi. Czegoś, co by mnie całkowicie obezwładniło.

Prawdę mówiąc dla mnie najbardziej wzruszającymi momentami w książce były chwile, gdy na pierwszy plan wychodził Pielgrzym – płakałam, gdy doszło do wypadku, a także później, gdy to nieszczęsne, przerażone zwierzę musiało cierpieć z powodu jednego tak niefortunnego wydarzenia. Uroniłam łzę także nad małą Grace, która musiała się zmierzyć nie tylko ze swoim kalectwem, ale także z nieporozumieniami w rodzinie i despotyczną matką. Wypadek stał się osią, wokół której rozegrały się kolejne sceny, niosące ze sobą ból, smutek i strach.

Jakim ryzykownym towarem jest miłość oraz, że właściwe zrównoważenie dawania i brania jej jest zbyt precyzyjnym zadaniem dla zwykłych istot ludzkich.” *

Przyznam szczerze, że zgłębiając dzieło Nicholasa Evansa (a przede wszystkim śledząc sposób jego narracji i dobierania słów) miałam wrażenie, jakbym zapoznawała się z kolejną książką Nicholasa Sparksa. Ci dwaj panowie mają podobny styl, niby to nastawiony na wywoływanie uczuć, a jednak odrobinę jałowy, nie do końca kompatybilny z emocjami, które chcą wywołać w odbiorcy. I tak, jak w przypadku Sparksa, ekranizacje jego książek zawsze są lepsze od samych książek, tak i tu, w przypadku Zaklinacza koni stwierdzam, że film z 1998 roku okazał się po stokroć bardziej wzruszający, niż książka (która notabene kończy się fatalnie i zupełnie tego finiszu – przeczącego ogólnej idei – nie rozumiem). Myślę jednak, że mimo wszystko warto poznać tę historię (niezależnie od tego, czy film jest Wam znany czy nie i jakie emocje wywołał), bowiem powieść niesie ze sobą mądre przesłanie, które warto zachować w pamięci. A przede wszystkim pokazuje, że nigdy, przenigdy nie należy się poddawać.

W sumie daję ocenę 4/6.

Original: The Horse Whisperer
Wydawnictwo: RTW
Data wydania: 1999
Format: Audiobook (4x kaseta)
Czytał: Marcin Troński
* cytaty z książki
Na koniec chciałabym dodać, że Zaklinacz koni to moja pierwsza przygoda z audiobookiem :) Broniłam się przed tym długo, lecz w końcu zaryzykowałam. I w zasadzie przyznaję, że było okej! W chwilach maksymalnego zmęczenia, kiedy człowiek nie ma nawet siły utrzymać książki w dłoniach (ja akurat podczas odsłuchiwania Zaklinacza byłam chora i prawie bez życia leżałam w łóżku), rzeczywiście wersja audio jest wygodna, choć nie pozwala w pełni cieszyć się z dzieła, które właśnie poznajemy. Wiele zależy pewnie także od lektora, a z tym bywa bardzo różnie (choć Marcinowi Trońskiemu, który czytał Zaklinacza, nie jestem w stanie nic zarzucić). Tak więc wrażenia są jak na razie pozytywne, a ja powoli przymierzam się do „wersji czytanej” Idioty Fiodora Dostojewskiego! :)

20 komentarzy:

  1. Jak na mój gust, to ta książka może się za bardzo dłużyć. Przynajmniej takie mam odczucia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książki nie miałam okazji czytać, ale oglądałam film i rzeczywiście, jest to bardzo poruszająca historia. Ja w każdym razie byłam pod jej wielkim urokiem i jak spotkam wersje papierową tej historii, to również przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  3. hmm, ja nigdy nie sięgnę po audiobooka! to tak, jakbym zabiła kawałek mnie! Ale tobie wyrzutów robić nie będę, bo nie miałoby to sensu i byłoby nie w moim stylu... uważam się za osobę tolerancyjną xDDD
    Och, "Zaklinacz koni"! Obejrzałam film i płakałam chyba przez połowę! Książki nie miałam jeszcze okazji przeczytać, am zamiar zakupić ją gdzieś w lutym, jak już uporam się z tymi, co dostałam pod choinkę (gorączka 1, cała seria jutro, misja ambasadora)

    OdpowiedzUsuń
  4. Książki nie czytałam i raczej się na nią nie skuszę. A co do "Idioty" Dostojewskiego to uważam, że jest to bardzo interesująca książka. Życzę miłęgo słuchania ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trochę nie moja tematyka, ale bardzo mnie do niej ciągnie... może się skuszę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jako wielka miłośniczka koni nieco subiektywnie oceniam film i książkę. Dla mnie oba godne podziwu, ale szkoda, że ekranizacja ma inne zakończenie niż to, które obmyślił autor książki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, z czego mnie się to książkowe nie podobało, do filmowego nic nie mam, choć rzeczywiście mogło się wszystko rozegrać ciutkę inaczej ;)

      Usuń
  7. Ja się jednak po książkę nie skuszę. Wydaję mi się, że już gdzieś podobną historię słyszałam. Nie ciągnie mnie do niej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Film jest niesamowity! Dzięki Twojej recenzji, książkę muszę obowiązkowo przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  9. O, słyszałam wiele o tej książce, ale nie miałam żadnego pojęcia o filmie o.O Sama powieść wydaje się całkiem ciekawa :D Świetna recenzja ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Też słuchałam tego audiobooka. :) Jako miłośniczka koni, również czuję sie rozczarowana zastąpieniem opisu technik zaklinacza przez nieco irytujący romans... Ale zakończenie pamiętam do dziś - "dwa razy była w piekle i dwukrotnie wróciła"...

    OdpowiedzUsuń
  11. Oglądałam ;) Bardzo mi się podobał. Za książkę chyba się nie zabiorę... ale kto wie ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wokół tej książki krążę już od jakiegoś czasu. Chyba w końcu się za nią zabiorę, choćby po to, żeby później spokojnie obejrzeć film (taką kolejność najbardziej lubię).

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam tę powieść na półce od dawna, ale jakoś nie mogę zabrać się za czytanie. Ciągle wybieram coś innego, muszę w końcu przeczytać, bo wstyd nie znać "Zaklinacza koni" Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Książką nie jestem zainteresowana, filmu również nie oglądałam:)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytałam tę powieść kilka lat temu i łkałam jak bóbr! Film jest również piękny, ale książka bije go na głowę. Piękna fabuła, bardzo mi się podobała, wywołała mnóstwo emocji... U mnie miałaby znacznie wyższą ocenę, niż 4/6 :) Choć uważam też, że może forma - audiobook - może nieco obniżyć piękno powieści... choć nie wiem, nie miałam jeszcze z audiobookami do czynienia, ale fakt - na zmęczenie czy chorobę zdają się wygodne. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Z chęcią bym przeczytała, po to, żeby porównać ją z filmem, który mnie bardzo poruszył. ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. http://www.okonkursy.pl/konkurs-blog-z-ksiazkami-11792.html
    hej, może się zgłosisz? wydaje mi się, że się nadajesz!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie czytałam i nie oglądałam, ale mam nadzieję, że kiedyś to nadrobię! :D

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję! :)