22 lutego 2014

"Maria Antonina. W Wersalu i Petit Trianon" Juliet Grey

„Paryż, 1774 rok. Młodziutka, zaledwie osiemnastoletnia Maria Antonina wstępuje na tron u boku swego męża, Ludwika XVI. Monarchini prezentuje światu olśniewające jedwabne toalety i kunsztowne strzeliste uczesania, ale w głębi jej serca czai się strach o ciągłość dynastii Burbonów i o własną przyszłość. Od bolesnych początków małżeństwa, przez radość długo wyczekiwanego macierzyństwa, miłość do przystojnego Szweda Axela von Fersena po nieszczęsną aferę naszyjnikową — przez cały okres panowania Maria Antonina usiłuje wznieść się ponad dworskie plotki i intrygi. Jednak niebezpieczeństwo, że francuska monarchia może zostać zmieciona raz na zawsze z powierzchni ziemi, czai się tuż za złoconymi bramami Wersalu. Już wkrótce zapuka do nich śmiertelny wróg.”


Maria Antonina, arcyksiężniczka austriacka, zostaje żoną delfina Francji, Ludwika Augusta. Pomimo mijających wiosen, młoda para wciąż nie skonsumowała małżeństwa, dlatego nad Antoniną wisi groźba powrotu do kraju – dopóki nie urodzi Francji dziedzica, jej pozycja na dworze królewskim jest niepewna. Wkrótce umiera papa król – Ludwik XV, a młody delfin zostaje władcą Francji jako Ludwik XVI. Antonina – teraz jako królowa – postanawia wprowadzić zmiany w Wersalu, co wiąże się z gigantycznymi wydatkami. Nastroje w kraju stopniowo się pogarszają, gdyż coraz więcej ludzi boryka się z biedą, a rozrzutność młodej królowej, przejawiająca się m.in. w pięknych toaletach i organizowaniu nowych rozrywek, nie sprzyja pozytywnemu nastawieniu do dworu królewskiego. Niegdyś witana z honorami Maria Antonina powoli staje się obiektem kpin i nienawiści. Czy Austriaczka podoła obowiązkom władczyni?

Z historii wiemy, jak zakończyło się panowanie Ludwika XVI i Marii Antoniny, lecz ta wiedza nie przeszkodziła mi w sięgnięciu po powieść autorstwa Juliet Grey. Maria Antonina. W Wersalu i Petit Trianon to druga część doskonale skonstruowanej serii powieści historycznych, w których autorka z niezwykłą skrupulatnością i wyczuciem maluje przed czytelnikiem obraz życia na dworze królewskim w XVIII wieku. Świetne oddanie realiów tamtych czasów, a przede wszystkim wyśmienite wręcz studium psychologiczne młodej królowej sprawiły, że podczas lektury poczułam się tak, jakbym naprawdę przebywała na dworze Burbonów jako jedna z bardzo bliskich przyjaciółek Antoniny.

Kreacja głównej bohaterki i jednocześnie narratorki powieści, Marii Antoniny, jest stanowczo największym atutem powieści. W Antoninie zachodzi drastyczna zmiana – zmiana, którą świetnie udało się wychwycić autorce książki. O ile w części pierwszej (Maria Antonina. Z Wiednia do Wersalu) Antonina była słodką dziewczyną, którą wrzucono na głęboką wodę (czyli na obcy dwór i do obcego łoża), przez co wzbudzała w czytelniku współczucie i sympatię, o tyle tutaj możemy obserwować tę gorszą stronę austriackiej arcyksiężniczki, będącą niewątpliwie wynikiem zbyt wielkiej presji, jaką na niej wywierano. Maria Antonina to postać tragiczna – jej młody wiek, narzucone konwenanse (często doprawdy absurdalne), odpowiedzialność i jasno postawiony wymóg urodzenia dziedzica na pewno nie wpłynęły na nią zbyt dobrze. Nie zamierzam jej ani bronić, ani krytykować, lecz nie ukrywam, że jej zachowanie nierzadko mnie irytowało, przez co moja sympatia do bohaterki dramatycznie zmalała. Poza tym Antonina, zamiast zaufać matce i jej radom, chciała być panią swojego losu – doskonale widać to w przytaczanych przez Juliet Grey listach pomiędzy matką a córką. Strzałem w dziesiątkę okazała się także narracja pierwszoosobowa w wykonaniu Antoniny, która zbliża nas do bohaterki i jeszcze pełniej pozwala zrozumieć jej sytuację (choć pojawiają się także fragmenty narracji trzecioosobowej, ale dotyczą tych wydarzeń, w których Antonina nie brała udziału). Ukoronowaniem świetnej i szalenie realistycznej kreacji jest doskonale dobrana okładka książki – młoda kobieta w pięknej sukni, która przymierza się do zjedzenia ciastka jest kwintesencją tego, jak widziano w tamtych czasach Marię Antoninę.

Maria Antonina. W Wersalu i Petit Trianon to wciągająca opowieść o jednej z najbardziej znanych kobiet w historii. To książka, która trzyma w napięciu do ostatniej strony, wzbudza niepokój o losy Antoniny i jej bliskich, a jednocześnie w bardzo malowniczy i rzetelny sposób pokazuje realia życia na dworze królewskim w XVIII-wiecznej Francji. Choć doskonale wiem, jak ta opowieść się zakończy, to i tak z niecierpliwością oczekuję na ostatni tom trylogii – jestem pewna, że otrzymam solidną, dobrze nakreśloną i pozbawioną wyolbrzymień historię. Z drugiej strony muszę podtrzymać moje zarzuty, które pojawiły się przy lekturze pierwszego tomu – w powieści pojawia się wiele francuskich określeń, które nie zawsze są tłumaczone, co momentami utrudnia lekturę. Także język, jakim posługuje się narratorka, niestety nie jest stylizowany na dawny. Nie zmienia to jednak faktu, że Juliet Grey pięknie i wyjątkowo realistycznie przedstawiła historię Francji w przededniu Wielkiej Rewolucji. Dlatego drugi tom serii o Marii Antoninie otrzymuje ode mnie ocenę 5/6. Szczerze polecam!

Original: Days of Splendor, Days of Sorrow
Wydawca: Bukowy Las
Data wydania: 13.09.2013
Ilość stron: 392
Za książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu Bukowy Las!

Moja recenzja tomu pierwszego: Maria Antonina. Z Wiednia do Wersalu

17 lutego 2014

"Sucha sierpniowa trawa" Anna Jean Mayhew

„Wciągająca opowieść w duchu Służących i Sekretnego życia pszczół o przyjaźni między Mary, ciemnoskórą służącą, i Jubie, trzynastoletnią białą dziewczynką z szanowanej, zamożnej rodziny, która, jak się okazuje, skrywa wiele niewygodnych tajemnic… Poruszająca historia o potrzebie bliskości, szczerości, tolerancji, wyrozumiałości dla inności, niezgody na rasizm i zarazem pasjonujący obraz amerykańskiej rodziny i prowincji Południa Stanów w burzliwych i pełnych napięć latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku.”


Trzynastoletnia Jubie Watts mieszka z trójką rodzeństwa i rodzicami na południu Stanów Zjednoczonych. Jest rok 1954, gdy pani Watts wraz z dziećmi wyjeżdża na wakacje do swojego brata na Florydę, a towarzyszy im czarnoskóra służąca, czterdziestoośmioletnia Mary Luther. W domu Wattsów Mary traktowana jest z szacunkiem i zaufaniem, dlatego wrażliwa Jubie nie rozumie, dlaczego ludzie wokół odnoszą się do osób o innym kolorze skóry z takim uprzedzeniem i nieuprzejmością bohaterka staje się świadkiem sytuacji, w których jej czarnoskóra opiekunka nie może zarezerwować pokoju w hotelu, korzystać z publicznych toalet, a nawet kąpać się w morzu!  Lecz już wkrótce dziewczynka przekona się o tym, do czego naprawdę zdolni są rasiści…

Narratorem Suchej sierpniowej trawy jest trzynastoletnia Jubie, która z prostotą i szczerością przybliża nam historię swojej rodziny i tego, co wydarzyło się owego upalnego lata 1954 roku. Jej język jest prosty, nieco powściągliwy. Od pierwszej strony czytelnik jest w stanie wyczuć specyficzną atmosferę, która nadaje powieści dramatycznego wydźwięku – nie tylko ze względu na tematykę, ale także z powodu dość oszczędnej w emocje narracji bohaterki, dzięki której sami możemy zadecydować, na ile wczujemy się w opowieść i jakie emocje w nas wywoła. Jedynym minusem opowieści Jubie jest brak konkretnego rozróżnienia pomiędzy wydarzeniami rozgrywającymi się „teraz”, a retrospekcjami, w których dziewczynka powraca myślami do różnych wydarzeń z przeszłości – podczas lektury trzeba bardzo uważnie śledzić akcję, by nie pogubić się w chronologii. 

Trudno wyrazić słowami to, co czułam po lekturze Suchej sierpniowej trawy. Debiutanckie dzieło Anny Jean Mayhew to książka niezwykła pod każdym względem, gdyż z niezwykłą prostotą (ubraną w słowa dziecka) i wnikliwością maluje przed czytelnikiem realia życia w latach 50-tych XX wieku w Stanach Zjednoczonych, otwarcie mówiąc o powszechnie akceptowanej wówczas ideologii rasistowskiej i nietolerancji oraz istniejącym od wieków poczuciu wyższości białego człowieka nad ludnością kolorową. Jest to tym bardziej szokujące, że mówimy o kraju, w którym dziś na stanowisku prezydenta zasiada czarnoskóry mężczyzna! 

„MURZYNI
Przestrzegajcie godziny policyjnej!
Po zachodzie słońca!
TYLKO DLA BIAŁYCH”*

Sucha sierpniowa trawa jest jedną z tych książek, która pokazuje brzydką prawdę o Stanach Zjednoczonych sprzed kilkudziesięciu lat – kraju, który dziś tak szczyci się tolerancją i poszanowaniem praw człowieka. Nie ukrywam, że ta historia mną wstrząsnęła i to nie tylko ze względu no moją osobistą niechęć do rasizmu, ale także ze względu na atmosferę powieści, która od pierwszych stron jest niezwykle ciężka i przytłaczająca. Już w pierwszych zdaniach mała Jubie zdradza nam, co się wydarzy – później możemy jedynie obserwować rozwój wydarzeń, czekając na dramatyczny finał historii. I choć wiemy, co nas czeka, wciąż mamy nadzieję, że opowieść potoczy się inaczej... Sucha sierpniowa trawa jest książką piękną, ale także niełatwą, na wskroś przejmującą i jednocześnie boleśnie prawdziwą, dlatego polecam ją nie tylko fanom Służących – to lektura dla każdego! Moja ocena: 5/6!  

Original: The Dry Grass of August
Wydawca: Black Publishing
Data wydania: 14.01.2014
Ilość stron: 299
* cytat str. 19 
Za tę wzruszającą lekturę dziękuję Oficynie Black Publishing!

14 lutego 2014

TOP 10: Filmy na Walentynki!

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - wypatruj na blogu KREATYWY nowego tematu.  

Dziś święto zakochanych, więc i u mnie zrobi się odrobinkę romantycznie ;) Przedstawiam Wam 10 filmów, które warto obejrzeć w Walentynki – bez względu na to, czy jesteśmy zwolennikami czy przeciwnikami tego święta :)


1. Duma i uprzedzenie (2005) – ten tytuł oglądałam dokładnie rok temu w Walentynki i przyznaję, że był to bardzo udany wieczór. Z resztą w towarzystwie Pana Darcy’ego nie ma mowy o nudzie ;)

2. Oświadczyny po irlandzku (2010) – bardzo ciepła i wyjątkowo zabawna opowieść o dwojgu ludzi, którzy teoretycznie zupełnie do siebie nie pasują… teoretycznie. Uwielbiam ten film, bo ma w sobie wszystko to, co powinna mieć dobra komedia romantyczna – fajnych bohaterów, ciekawą historię, a w dodatku akcja rozgrywa się w malowniczej Irlandii. Polecam!

3. Perswazje (2007) – kolejne kino kostiumowe i kolejna ekranizacja powieści Jane Austen. Perswazje porwały mnie swoim klimatem i emocjonującą grą aktorską Sally Hawkins, która sprawiła, że przez większość filmu miałam łzy w oczach. Tę ekranizację polecam w szczególności romantycznym duszyczkom.

4. Dziennik Bridget Jones (2001) – tym osobom, które przede wszystkim chcą się pośmiać, polecam kultowe przygody Bridget Jones – starej panny, której ciągle przytrafiają się zabawne sytuacje. Mnie osobiście ten film chyba nigdy się nie znudzi – zawsze bawi mnie tak samo ;)

5. Dziś 13, jutro 30 (2004) – i kolejna świetna komedia romantyczna, w dodatku z morałem :) Stanowczo moja ulubiona!

6. Zakochana złośnica (1999) – Heath Ledger podbił moje serce w tej roli i za każdym razem, gdy oglądam ten film, aktor rozkochuje mnie w sobie wciąż i wciąż na nowo. Zakochana złośnica to bardzo luźna adaptacja sztuki Shakespeare’a.

7. Wichry namiętności (1994) – ten film polecam osobom, które wolą bardziej dramatyczne historie, w których miłość przeplata się z rodzinnymi tragediami i zawiłościami losu. To doskonały przykład kina na najwyższym poziomie (nie tylko ze względu na doskonałą obsadę!).

8. Spacer w chmurach (1995) – to jeden z tych filmów, po których robi się cieplej na sercu – niezwykle romantyczna opowieść o miłości, która rodzi się powoli, niepostrzeżenie. Ogromny plus za wspaniałą rolę Keanu Reevesa i Aitany Sánchez-Gijón.

9. Czasem słońce czasem deszcz (2001) – dla fanek Bollywoodu także mam propozycję – słynny film z Kajol i Shah Rukh Khanem w rolach głównych. To w zasadzie jeden z moich ulubionych filmów tego gatunku: wspaniała historia, piękna muzyka i oczywiście duża dawka romantyzmu. 

10. Romeo i Julia (1968) – na mojej liście nie mogło zabraknąć także klasyki kina – włoska adaptacja sztuki Shakespeare’a z 1968 roku jest szalenie wzruszająca. To wersja doskonała, a wybrani do głównych ról aktorzy – fenomenalni!

A jakie filmy Wy polecacie na dzisiejszy wieczór? :) 

12 lutego 2014

Lutowy stosik książkowy & zapowiedzi!


W tym miesiącu mój stosik bardzo skromny, ale za to już w połowie przeczytany :) Czyli niedługo na moim blogu będzie można rzucić okiem na recenzję książki A.J. Mayhew - Sucha sierpniowa trawa (egzemplarz otrzymałam od Black Publishing), a także poznacie moją opinię na temat najnowszej powieści Jennifer E. Smith - Tak wygląda szczęście (do zrecenzowania od Bukowego Lasu). W ramach własnych zakupów nabyłam Księcia Gaelen Foley (Lady Lukrecja bardzo chwaliła ten tytuł, więc gdy dorwałam go na wyprzedaży w Tesco, kupiłam bez zastanowienia :)), a także Jezioro Marzeń Lisy Kleypas, mojej ukochanej autorki romansów - mam już wszystkie jej książki wydane w Polsce! :)

Przy okazji się pochwalę, a co! Kilka dni temu dostałam od Celine Kiernan takie oto cudowne ekslibrisy z autografami autorki. Skarby zostały już dołączone do mojej Trylogii Moorehawke <3

A teraz słów kilka o nowościach i zapowiedziach wydawniczych, które ukażą się w najbliższych dniach.

WYSZŁO:

30 stycznia 2014
Wieczorem w Paryżu
Nicolas Barreau
Bukowy Las

Alain Bonnard, właściciel kina Cinéma Paradis w Paryżu jest romantykiem: chciałby pokazywać inspirujące filmy dla marzycieli i lubi ludzi przychodzących do jego kina. W szczególności czarującą kobietę w czerwonym płaszczu, która zjawia się co środa i zawsze siada w siedemnastym rzędzie.
Pewnego wieczoru Alain zbiera się na odwagę i zaprasza piękną nieznajomą na kolację. Po tym spotkaniu jest przekonany, że przeżyje najcudowniejszą z historii miłosnych Jednak dzieje się coś, co przewraca mu życie do góry nogami: w jego kinie mają być kręcone zdjęcia do najnowszego filmy Allana Wooda Czułe wspomnienia o Paryżu. Soléne Avril, ulubiona aktorka słynnego amerykańskiego reżysera, zna kino Bonnarda jeszcze z dzieciństwa i uparła się, aby kręcić właśnie u niego. Nagle niedochodowe studyjne kino i jego właściciel znajdują się w centrum zainteresowania, a sala co wieczór jest wypełniona po brzegi widzami. Tymczasem kobieta w czerwonym płaszczu, o której Alain tak mało wie, jakby zapadła się pod ziemię. Młody mężczyzna rozpoczyna poszukiwania i przeżywa historię, jakiej nie wymyśliłby najlepszy scenarzysta filmowy…

[Lady Lukrecja chwaliła ten tytuł w swojej recenzji - TUTAJ - więc  nie pozostaje mi nic innego, jak się skusić na powieść Barreau]

31 stycznia 2014
W objęciach Casanovy
Robert Foryś
Bellona

Czasy Wersalu: mężczyźni pojedynkują się o honor dam, plotka i śmieszność potrafią zabić, a miłość bywa śmiertelnie niebezpieczna. Do Polski przybywa Giacomo Casanova, uwodziciel, gracz, szpieg i sławny kochanek. W Warszawie spotyka Elżbietę, tajemniczą damę pragnącą za wszelką cenę odzyskać dawne życie. Oboje zaczynają grę, której finału nie są w stanie przewidzieć. Namiętność, seks, intryga i zdrada, splatają się w przepojoną erotyką fabułę, będącą śmiałym połączeniem nowej powieści kobiecej i romansu godnego "Niebezpiecznych Związków".

[Czekam na ten tytuł od wyd. Bellona - zobaczymy, czy autor poradził sobie z realiami XVIII wieku i wiernie odtworzył postać Casanovy :)] 

ZAPOWIEDZI:

19 lutego 2014
Mój na zawsze
Ann Bauer
Świat Książki

Przesiąknięta tajemnicą, pasjonująca i szelmowska powieść o kobiecie dokonującej rozrachunku z błędami przeszłości, dorównująca największym dokonaniom Anne Tyler, Elizabeth Berg czy Alice Sebold.
Carmen jest matką trójki dzieci i żoną mężczyzny, któremu życzy śmierci. Kiedy jednak go traci, odkrywa, że jest w nim zakochana. Wkrótce dowiaduje się, że i jej życiu grozi niebezpieczeństwo. W tych burzliwych okolicznościach Carmen rozpamiętuje wybory, których dokonała w młodości i które przesądziły o tym, że stała się tym, kim jest: żyjącą w dostatku żoną, matką dziecka z zespołem Downa, bezkompromisową przyjaciółką.

[Po prostu czuję, że to będzie dobra lektura!]

5 marca 2014
Macocha
Natasza Socha
Filia

Roma wzięła ślub z fajnym facetem.
Mogli żyć długo i szczęśliwie gdyby nie to, że pewnego dnia w drzwiach ICH mieszkania stanęła JEGO córka...
Roma dobiega trzydziestki, kocha i jest kochana przez swojego męża - weterynarza Bruna.
Sielanka zostaje brutalnie przerwana przez wtargnięcie w ich spokojne życie czternastoletniej Kasi, córki Bruna z pierwszego małżeństwa.
Niezależna, czasami lekkomyślna i zupełnie do tego nieprzygotowana Roma zostaje z dnia na dzień macochą krnąbrnej i bezczelnej dziewczyny o niewyparzonym języku.
Czy uda im się do siebie zbliżyć? Czy dwie tak silne osobowości potrafią żyć pod jednym dachem? Jak zachowa się w środku tego huraganu Bruno?
Dowcipna i wzruszająca powieść o nietypowej rodzinie w nietypowej sytuacji.

[Nie czytuję zbyt wielu polskich powieści, ale tutaj rozbawił mnie opis - może więc skuszę się na nową publikację od Filii :)]

A Wy polujecie na któryś z tych tytułów? :)

08 lutego 2014

"Moja siostra mieszka na kominku" Annabel Pitcher

„Od tamtego wydarzenia dziesięcioletni Jamie nie płakał ani razu. 

Chłopiec wie, że powinien – przecież Jasmine płakała, i mama, a tacie zdarza się to do dziś. Roger wprawdzie nie uronił ani jednej łzy, ale to w końcu kot, poza tym nie znał Rose aż tak dobrze.

Wszyscy dookoła zapewniali, że czas leczy rany, tylko że to jedno z tych kłamstw powtarzanych przez dorosłych, gdy nie wiedzą, co powiedzieć. Minęło już pięć lat, a jest jeszcze gorzej: tata wciąż pije, mama zniknęła, a Jamie został z pytaniami, na które sam musi sobie odpowiedzieć.

Ta historia to właśnie jego opowieść. To niewyobrażalnie prawdziwa i wzruszająca relacja z wysiłków małego chłopca, próbującego zrozumieć tragedię, która rozbiła jego rodzinę.”


Są takie książki, które pozostawiają w czytelniku trwały ślad – cząstkę historii, która zakorzenia się głęboko w sercu i choć wydaje się, że jej tam nie ma, ona wciąż jest i daje o sobie znać w najmniej spodziewanych momentach. Dokładnie tak się czuję po lekturze Moja siostra mieszka na kominku. Choć książkę tę przeczytałam wiele tygodni temu, wciąż żywa jest we mnie historia Jamiego, który opowiada o rozpadzie swojej rodziny po tragicznej śmierci jego siostrzyczki. Nie ukrywam, że bałam się tej książki – naprawdę! Po wielu opiniach innych czytelników, którzy podkreślali smutny wydźwięk powieści Annabel Pitcher, nie wiedziałam, jak odbiorę tę historię. Ale w końcu zaryzykowałam i nie żałuję ani minuty spędzonej z tą lekturą!

Opis wydawcy zgrabnie nakreśla sytuację głównego bohatera i dzięki temu możemy się od razu domyślić, że to nie będzie lekka lektura. Opowieść została przedstawiona z puntu widzenia Jamiego, w narracji pierwszoosobowej. Język dziesięcioletniego chłopca  jest płynny, lekki  i zaskakująco – ja na takiego malucha – dojrzały, a jednak odnajdziemy w nim też typową dla jego młodego wieku naiwność i świeżość spojrzenia. Jego sposób opowiadania wciąga odbiorcę w historię, wzbudzając różne emocje. Powieść została okraszona wieloma prostymi, ale niezwykle życiowymi cytatami, które podkreślają uniwersalny charakter książki i jeszcze mocniej splatają czytelnika z tym, co chce mu przekazać narrator. Z jednej strony widzimy jego zmagania z codziennością, bezradność wobec sytuacji w domu i dziecięcą naiwność, a z drugiej czujemy niezwykły ciężar tej historii i wiemy, że finał opowieści będzie trudny do przełknięcia.

„Ciężko jest pozwolić komuś odejść”.

Muszę przyznać, że na początku poznawania historii Jamiego byłam troszkę zdezorientowana – choć książkę czytało się dobrze i szybko, to jednak momentami zastanawiało mnie, co w niej takiego niezwykłego. Wszak to tak naprawdę kolejna historia o tym, jak niesprawiedliwa i okrutna jest śmierć dziecka i jak ta strata może wpłynąć na życie całej rodziny. A jednak w pewnym momencie coś mnie poruszyło i pojęłam, że choć opowieści o podobnej tematyce nie brakuje, to Moja siostra mieszka na kominku wyróżnia się na ich tle niezwykle mocno. Opowieść Jamiego wzruszyła mnie dogłębnie, totalnie rozbiła emocjonalnie i na długo po lekturze nie dawała spokoju! Nagle pojęłam tajemnicę tej lektury, jej prawdziwą moc i siłę zawartą w prostych, ale pełnych treści słowach małego chłopca. I wiedziałam już, że dzieło Annabel – tak piękne i smutne jednocześnie – zostanie ze mną już na zawsze.

„Kochał ją za bardzo, żeby móc się pożegnać”.

Moja siostra mieszka na kominku to doskonały debiut Annabel Pitcher i jednocześnie jedna z najlepszych premier ubiegłego roku, którą miałam okazję poznać. To piękna, szczera historia dziecka, które po prostu chciało mieć normalną, kochającą się rodzinę. Dziecka, które było za małe, by zrozumieć tragedię, jaka spadła na jego rodzinę. Ta historia pokazuje, że czasem zbyt długo i żarliwie pielęgnowana żałoba zmienia się w obsesję, a towarzyszący jej smutek niszczy wszelką radość w życiu i sprawia, że zapomina się o tych, którzy są tuż obok. I choć nie odnajdziemy w historii Jamiego recepty na ujarzmienie śmierci ani zasad, jak postępować w obliczu tragedii, to z całą pewnością znajdziemy w niej uniwersalne przesłanie i paletę najróżniejszych emocji, które potrafią obezwładnić czytelnika. Szczerze polecam!

Książka otrzymuje ocenę 5+/6!

Original: My Sister Lives on the Mantelpiece
Wydawca: Papierowy Księżyc
Data wydania: 8.08.2013
Ilość stron: 288
* cytaty pochodzą ze str. 258 

Za książkę dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc.

04 lutego 2014

"Jedenaście godzin" Paullina Simons

„Historia, od której nie sposób się oderwać. Początek serii sprzedanej w blisko milionie egzemplarzy.

Młoda kobieta w zaawansowanej ciąży opuszcza centrum handlowe w upalny dzień. Życie upływa jej na zakupach, dbaniu o rodzinę: ukochanego męża Richa oraz dwie córeczki, i oczekiwaniu narodzin trzeciego dziecka. Nagle zostaje ono brutalnie zakłócone przez zdesperowanego młodego człowieka, który porywa Didi. Jakie są jego motywy?
Rozpoczyna się morderczy wyścig z czasem, z udziałem policji, FBI i zrozpaczonego Richa. W ciągu kolejnych jedenastu godzin Didi dociera do granic ludzkiej wytrzymałości, mierząc się z koszmarnym przeznaczeniem.


W Jedenastu godzinach Simons stworzyła nowy gatunek thrillera, który prowadzi czytelnika do najmroczniejszych zakamarków ludzkiej duszy.”


Swoją sławę Paullina Simons, amerykańska pisarka rosyjskiego pochodzenia, zawdzięcza trylogii o Tatianie i Aleksandrze (Miedziany Jeździec jest pierwszą częścią tej historii). Nie miałam jeszcze okazji sięgnąć po tę serię, ale kiedy zdarzyła się okazja, by poznać inne dzieło autorki, nie zawahałam się! Jedenaście godzin miało być wciągającym, trzymającym w napięciu thrillerem, sprzedanym w tysiącach egzemplarzy na całym świecie. Jak więc mogłam się nie skusić po takiej rekomendacji?

Jedenaście godzin to historia ciężarnej Didi, która w dziewiątym miesiącu ciąży, tuż przed porodem, wybiera się do centrum handlowego na zakupy. To tam spotyka tajemniczego, młodego mężczyznę, który – choć wydaje się być miły – wzbudza w kobiecie niepokój. I słusznie, bowiem chwilę później Didi zostaje porwana przez nieznajomego i nie ma pojęcia, jakie są jego motywy. Czy porwał ją dla okupu? Czy ma zamiar ją zamordować? Tymczasem mąż Didi, Rich, czeka na swoją żonę w umówionym miejscu – mieli razem zjeść lunch. Kiedy jednak kobieta nie zjawia się w restauracji, Rich zaczyna się martwić. Wkrótce odkryje, że jego żona jest w niebezpieczeństwie, do akcji wkroczy nawet FBI. Czy uda im się odzyskać ciężarną kobietę całą i zdrową?

Nie ukrywam – miałam wobec powieści Simons naprawdę ogromne oczekiwania. Pomysł na fabułę wydał mi się doskonały dla skonstruowania mocnego, trzymającego w napięciu thrillera. W dodatku motywy porywacza – choć na początku nieznane – zaskakują i sprawiają, że w kulminacyjnym momencie powieści włos się jeży na głowie czytelnika. Tak, ostatnie sceny są rewelacyjne! Byłam naprawdę przerażona tym, co spotkało Didi! A jednak… emocje opadają, gdy spoglądam na tę powieść jako całość, a przede wszystkim, gdy patrzę na bohaterów.

Kreacja bohaterów to zarówno zaleta jak i wada tej książki. Nie da się ukryć, że każda z postaci została skonstruowana bardzo realistycznie i przekonująco. Kreacja porywacza mnie totalnie zaskoczyła i zachwyciła – autorka stworzyła obraz człowieka, którego zdrowie psychiczne pozostawia wiele do życzenia. O głównej bohaterce nie mogę jednak powiedzieć nic więcej ponad to, że jest wyjątkowo irytującą i głupią osobą. W Didi ścierają się dwie osobowości – z jednej strony to kobieta straszliwie bogobojna, która przez cały czas modli się do Boga i prosi go o pomoc (co było naprawdę męczące!), a z drugiej strony to próżna baba, której największą radością jest wydawanie zarobionych przez męża pieniędzy (zauważmy, że na kilka dni przed porodem ciężarna Didi biegnie w skwarze do centrum handlowego, by zrobić gigantyczne zakupy!). Dlatego przyznaję, że ta postać bardziej mnie irytowała, niż wzbudzała współczucie i litość. Dopiero ostatnie sceny powieści troszkę zmieniły moje nastawienie to tej postaci. Ale tylko troszkę.

Plusem natomiast jest podział powieści na dwie narracje i dwie perspektywy – z jednej strony towarzyszymy Didi, która musi zmierzyć się z trudną sytuacją, z drugiej widzimy Richa, który razem z policją i FBI ściga porywacza. Dzięki temu zabiegowi możemy symultanicznie obserwować rozwój wydarzeń. Warto podkreślić, iż wszystko dzieje się w zaledwie jedenaście godzin – jedenaście najgorszych godzin w życiu Didi.

Podsumowując ujmę to tak: o Jedenastu godzinach Paulliny Simons mogę powiedzieć, że to całkiem znośny thriller psychologiczny, który swoją największą siłę zawdzięcza mocnemu zakończeniu i dobrej kreacji postaci porywacza. Myślę, że ta powieść będzie dobrą lekturą dla osób, które lubują się w podobnej literaturze, a jednocześnie nie są wymagający wobec osobowości bohaterów. Jedenaście godzin w sumie oceniam całkiem dobrze – finał historii stanowczo podnosi wartość dzieła, a tym samym ratuje je w moich oczach. Dlatego książkę oceniam na 4/6. 

Original: Eleven Hours
Wydawca: Świat Książki
Data wydania: 6.11.2013

Ilość stron: 302
Wznowienie wydania z 2000 roku (wydanie Prószyński i S-ka)
 
 Za książkę dziękuję Patrykowi i wydawnictwu Świat Książki!