Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Judith McNaught. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Judith McNaught. Pokaż wszystkie posty

21 grudnia 2017

„Świąteczny romans” Jude Deveraux, Judith McNaught , Jill Barnett, Arnette Lamb


Jestem zagorzałą fanką romansów historycznych, kiedy więc dwa lata temu natrafiłam w księgarni na antologię Świąteczny romans (wydany wcześniej także pod tytułem Miłość pod choinkę) autorstwa  znanych autorek romansów, z których trzy pisarki są moimi ulubionymi, nie zawahałam się przed zakupem. Potrzebowałam jednak trochę czasu, by się zdecydować na przeczytanie czterech historii. Czy moje ukochane autorki porwały mnie swoimi opowiadaniami? Czy zakochałam się w którymś z wykreowanych bohaterów?

Dawno nie czułam się tak zawiedziona, jak po opowiadaniu Jude Deveraux pt. Zmiana uczuć. To był jakiś absolutny koszmar, historia nie tylko zupełnie nieświąteczna, ale także głupiutka. Mały chłopiec bowiem planuje wyswatać swoją matkę z pewnym wyjątkowo oschłym mężczyzną. Powiem tak – Jude umie pisać i wiem to z własnego doświadczenia, kilka jej książek po prostu kocham... Ale to, co zaserwowała w antologii, nie mieści się w żadnej skali żenady. Odradzam definitywnie!

Cud autorstwa Judith McNaught to krótki dodatek do Sagi Westmoreland, którą ubóstwiam. Tym razem autorka przedstawia historię Nicholasa DuVillle, jednego z bohaterów pobocznych jej poprzednich książek. Nie ukrywam, że nawet w tak krótkim utworze Judith potrafiła mnie zachwycić, tworząc słodką historię o zranionych nadziejach i wielkich uczuciach. Choć pewne wydarzenia i zachowania były mocno przesłodzone, a święta stały się jedynie pretekstem do rozwoju fabuły, całość oceniam bardzo dobrze. Poza tym miło było chociaż na chwilę spotkać się ze starymi znajomymi.

Trzecie opowiadanie to Daniel i anioł od Jill Barnett. Przyznam szczerze, że to najlepszy tekst z całej antologii. Inspirację do tej historii autorka zaczerpnęła niewątpliwie z Opowieści wigilijnej Dickensa, tworząc na kanwie klasycznego utworu przepiękną opowieść o odnajdywaniu w sobie głęboko ukrytego dobra i odkrywaniu na nowo magii świąt. Oraz o niesamowitej, oszałamiającej miłości, która zwala z nóg. Jestem tą historią absolutnie oczarowana!

Ostatnie opowiadanie stworzyła Arnette Lamb, jedyna w tym gronie pisarka, której w ogóle nie znam. I szczerze mówiąc chyba nie mam czego żałować, bo jej Królewski posłaniec to tytuł, o którym w zasadzie mogę powiedzieć niewiele. Akcja historii dzieje się w XIV wieku w Szkocji, a magii świąt nie ma w niej żadnej. Co więcej, główny bohater opowiadania to w moim odczuciu bezmózgi osiłek, zatem nie ukrywam – nawet nie doczytałam tego tekstu do końca. I myślę, że nic nie straciłam.

Podsumowując – antologie to nie moja bajka, czasami można jednak natrafić na perełki, do których chętnie się później wraca. Tak jest i w tym przypadku – opowieść Jill Barnett jest po prostu przepiękna i na pewno jeszcze nie raz w okresie przedświątecznym spotkam się z bohaterami jej historii. Także Judith McNaught sprostała zadaniu, choć klimat jej opowiadania nie jest tak świąteczny, jak u Jill Barnett. Natomiast Deveraux i Lamb powinny się wstydzić za to, co napisały. Czy polecam? Jeśli będziecie mieli okazję poznać teksty McNaught i Barnett, to owszem, naprawdę warto! Natomiast pierwsze i ostatnie opowiadanie od razu sobie odpuśćcie. Szkoda czasu.


Tytuł oryginalny: A Holiday of Love
Ilość stron: 383
Data wydania: 3.12.2007
Tłumaczenie: Katarzyna Kosterka, Katarzyna Jacyna
Wydawca: Prószyński i S-ka
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:

27 sierpnia 2014

"Zanim się pojawiłaś" Judith McNaught

„Piękna, pełna temperamentu, ognistowłosa młoda Amerykanka przypływa statkiem do Londynu. W porcie czeka wytworny arystokrata Stephen Westmoreland. Dziewczyna ulega jednak nieszczęśliwemu wypadkowi, a kiedy odzyskuje przytomność w domu Stephena, okazuje się, że straciła pamięć i własna tożsamość stanowi dla niej zagadkę. Między obojgiem rodzi się namiętne uczucie, lecz na skutek niefortunnego splotu okoliczności każde z nich bierze to drugie za kogo innego. Gdy wreszcie pomyłka się wyjaśnia, wygląda na to, że wspólna, szczęśliwa przyszłość jest nierealna.”


Stephen Westmoreland znany jest ze swojego zamiłowania do pięknych, obeznanych w sztuce miłosnej kobiet. Kiedy więc w jego domu pojawia się młoda niewiasta, która w dodatku w wyniku nieszczęśliwego wypadku straciła pamięć, skandal wisi w powietrzu. Nie to jednak jest dla Stephena najgorsze – obca kobieta wzbudza w nim uczucia, o które nigdy by siebie nie podejrzewał. Mężczyzna broni się jednak przed tym ze wszystkich sił, gdyż doskonale wie, że to on jest przyczyną wszelkich nieszczęść, które spadły na piękną nieznajomą.

Nie ukrywam, że jeszcze do niedawna postawiłabym wszystkie pieniądze na książki Judith McNaught – moje dotychczasowe spotkania z jej twórczością zawsze kończyły się wzruszeniami i okrzykami zachwytu. Przeczytanie więc Zanim się pojawiłaś było tylko kwestią czasu – tytuł ten wieńczy serię o rodzie Westmoreland, a dwa pierwsze tomy – Królestwo Marzeń i Whitney, moja miłość mogę śmiało nazwać najlepszymi romansami historycznymi wszech czasów. Jakże więc zaskoczona byłam, gdy po lekturze Zanim się pojawiłaś zamiast zachwytu było… gorzkie rozczarowanie. 

źródło
W sumie od pierwszej strony historia niesamowicie mnie wciągnęła – wypadek głównej bohaterki i związane z nim nieporozumienia niewątpliwie okazały się atutem powieści. Z niesłabnącym zainteresowaniem i zapartym tchem obserwowałam poczynania bohaterów, szczerze ubawiona i jednocześnie ciekawa, jak rozwinie się ta historia i do czego doprowadzą kłamstwa oraz niedopowiedzenia pomiędzy Sherry i Stephenem. Klimat powieści, podobnie jak w przypadku dwóch poprzednich tomów trylogii, jest wyjątkowy, a język, jakim posługuje się narrator, elegancki i na swój sposób prosty. Dzięki temu przez powieść się po prostu płynie. 

Kreacja bohaterów udała się Judith wyśmienicie, choć z perspektywy znajomości całej trylogii nie mogę pozbyć się wrażenia, że postacie kreowane są nieco tendencyjnie. O ile na podobieństwo u mężczyzn z rodu Westmoreland można przymknąć oko, o tyle momentami irytował mnie fakt, że Sherry okazała się kopią Whitney, bohaterki drugiego tomu serii. Obie kobiety są uparte, nieokiełznane, piękne i inteligentne. I obie posiadają bardzo oryginalne osobowości. Zdaję sobie sprawę z faktu, że romans z nijaką bohaterką byłby nie do zaakceptowania, niemniej nie mogę się pozbyć wrażenia, że te postaci są momentami identyczne.

Tym, co w szczególności nie spodobało mi się w Zanim się pojawiłaś, okazał się wyjątkowo tandetny finał. Jakieś 3/4 książki czytałam z prawdziwym zainteresowaniem, by nagle zupełnie stracić ochotę na kontynuację lektury. Ostatnie kilkadziesiąt stron powieści bowiem było napisanych jakby „na kolanie” – w sposób całkowicie nieprzemyślany, jakby niedokończony. Akcja nagle bardzo przyspieszyła, zabrakło magii i romantyzmu, a bohaterowie zbyt szybko i zbyt łatwo podejmowali decyzje, od których zależało całe ich życie. Nie ukrywam również, że sceny erotyczne także były wyjątkowo niedopracowane, co bardzo gryzło się z moimi wrażeniami po lekturach innych książek pani McNaught. 

Zanim się pojawiłaś to przyzwoity romans historyczny, który pomimo niedopracowania i mało satysfakcjonującego finału, czytało się całkiem przyjemnie. Niestety na tle poprzednich dwóch części serii, ta część wypada wyjątkowo słabo, dlatego mogę ją polecić przede wszystkim fankom Judith, które już znają jej pióro i których nie zniechęci ta słabsza powieść. Zaś tym osobom, które dopiero planują rozpocząć znajomość z dziełami amerykańskiej autorki, polecam najpierw sięgnąć po Królestwo marzeń. Zanim się pojawiłaś dostaje ode mnie nieco naciąganą ocenę 4-/6.

Original: Until you (Westmoreland #3)
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 12.01.1998
Ilość stron: 475

Saga Westmoreland:
#3 Zanim się pojawiłaś 4-/6

Książka bierze udział w akcji Sierpień miesiącem romansów :)

18 lutego 2013

"Whitney, moja miłość" Judith McNaught

„Mając niespełna piętnaście lat, Whitney Stone postanowiła, że Paul Sevarin, przystojny i czarujący właściciel pobliskiego majątku, zostanie w przyszłości jej mężem. Wszelkimi sposobami starała się zwrócić uwagę ukochanego, ku oburzeniu i zgorszeniu całej okolicy. Owo naiwne, dziewczęce uczucie dojrzało i umocniło się jeszcze w Paryżu, dokąd zawieźli Whitney wujostwo, by nabrała ogłady i stała się elegancką młodą damą. Po kilku latach Whitney, odniósłszy oszałamiający sukces towarzyski w paryskich salonach, wraca do Anglii. Zamierza oczarować Paula i wyjść za niego za mąż. Nie wie, że ojciec, zagrożony bankructwem, zgodził się oddać jej rękę znanemu uwodzicielowi i pogromcy serc niewieścich, Claytonowi Westmorelandowi, księciu Claymore. Kontrakt narzeczeński jest już podpisany, a Martin Stone otrzymał od księcia sto tysięcy funtów na spłatę długów. Ale czy uparta i samowolna Whitney, bezgranicznie zakochana w Paulu, zgodzi się poślubić innego mężczyznę?”


Niepokorna Whitney Stone od zawsze sprawiała swemu ojcu same kłopoty. Wszystkie jej działania jednak motywowane były miłością do Paula Sevarina, starszego od niej młodzieńca, któremu początkowo przychylność dziewczyny sprawiała przyjemność, lecz z czasem zmieniła się w udrękę i powód drwin całej wsi. Pewnego dnia Martin Stone postanawia raz na zawsze uporać się z okropną pannicą, wysyłając ją do Francji do jej wujostwa – wierzy, że tam jego córka zmieni się w normalną dziewczynę. Najwyraźniej jednak nie wie, że Whitney jest zdeterminowana, by poślubić Paula i nie spocznie, nim ten jej nie pokocha tak mocno, jak ona jego. Niemniej dziewczyna nie zdaje sobie sprawy z tego, że we Francji ktoś może się nią zainteresować. I nie spodziewa się, że ów mężczyzna – bardzo wpływowy mężczyzna – zawrze z jej ojcem pewien układ. Układ, który może całkowicie pokrzyżować plany zakochanej pannie Stone...

„Ale ja nie chcę być jedynie twoją przyjaciółką”.

W zasadzie za każdym razem, gdy postanawiam napisać recenzję książki Judith, zastanawiam się, czy to w ogóle ma sens – nie jestem w stanie o powieściach tej pisarki pisać inaczej, jak tylko w superlatywach. Po Whitney, moja miłość sięgnęłam ze względu na wysokie rekomendacje od Lady Lukrecji, dla której Saga Westmoreland jest najulubieńszą serią. I po raz kolejny, poznając historię autorstwa Judith, absolutnie przepadłam!

Sequel Królestwa marzeń to przede wszystkim historia wojny płci. Na drodze samowolnej i upartej dziewczyny staje arogancki i intrygujący mężczyzna, który nie przywykł do tego, by ktoś mu odmawiał. Cała jego postawa oraz zachowanie wskazują na to, że ów dżentelmen nie spocznie, nim nie dostanie tego, czego pragnie. Czytelnik od początku zostaje wciągnięty w opowieść o młodzieńczej miłości nastolatki – miłości, która rozczula i zachwyca, by następnie móc zobaczyć, jak świat Whitney rozpada się, gdy tajemniczy arystokrata wkracza w jej życie. Co więcej – dzięki niesamowitej kreacji głównych bohaterów – odbiorca nagle orientuje się, że współczuje młodej pannie, która musi walczyć nie tylko o swoją niezależność, ale także o uczucie rodzica, akceptację oraz miłość, dla której poświęciła w swoim życiu naprawdę wiele – łącznie z dumą. Wszystko to sprawia, że Whitney po prostu nie da się nie lubić!

„- Żałuję, że nie mogę znaleźć właściwych słów, aby powiedzieć, jak bardzo nienawidzę ciebie i wszystkiego, co sobą reprezentujesz.
- Jestem pewien, że będziesz się starała tak długo, aż znajdziesz.”

Książę Claymore natomiast to kawał drania, ot co! Ale za to jakiego kochanego drania! Muszę przyznać, że na początku u boku Whitney widziałam naprawdę kilku ciekawych młodzieńców, a na prowadzenie wysunął się jej przyjaciel z Francji, natomiast Clayton wzbudzał we mnie czystą wściekłość. Im dalej jednak w las... zaczęłam patrzeć na niego troszkę inaczej. Trudno mi ocenić, co zmieniło moje podejście do tego aroganckiego, bezczelnego, niebezpiecznego ale i szalenie atrakcyjnego mężczyzny – myślę, że każda czytelniczka będzie miała o nim własne zdanie. Buntowniczki, feministki i indywidualistki najprawdopodobniej będą odczuwać do niego pewną niechęć, co wrażliwsze dziewczyny natomiast mogą być zarówno przerażone, jak i zaintrygowane znajomością z takim człowiekiem, zaś ja... ja jestem nim oczarowana! To mężczyzna przez mocne M – silny, władczy, niebezpieczny, ale także delikatny i czuły. Po prostu fascynujący!

Whitney, moja miłość to historia walki o akceptację i zrozumienie. To szalona przygoda w pogoni za ukochaną osobą, opowieść o nieporozumieniach, nienawiści, strachu oraz miłości, która obezwładnia i zmienia człowieka. Piękny język powieści oraz malownicze opisy arystokratycznego świata przeplatają się z prostotą życia na angielskiej wsi XIX wieku. Myślę, że Saga Westmoreland to najbardziej dojrzała seria w dorobku Judith – to książki, które obezwładniają, zachwycają, rozkochują i pozostawiają czytelnika w całkowitym oszołomieniu oraz pragnieniu przeżycia przygód, które stały się udziałem głównych bohaterów. Szczerze mówiąc, gdyby wszystkie romanse historyczne były tak dobre jak ten, czytałabym tylko takie książki! Powieści Judith to prawdziwe perełki, dlatego, nie przedłużając, polecam Wam serdecznie tę powieść – jestem szalenie ciekawa, jak Wy, drogie Panie, zareagujecie na aroganckiego Claytona. Gwarantuję, że przy nim nuda Wam nie grozi! Daję oczywiście ocenę 6/6!

Original: Whitney, my love (Westmoreland #2)
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2002
Ilość stron: 528
Saga Westmoreland:

1 Królestwo marzeń (The Kingdom of Dreams, 1989)
#2 Whitney, moja miłość (Whitney, my love, 1985)
#3 Zanim się pojawiłaś (Until You, 1994) 
#3.5 Trzy zaklęcia (Miracles w antologii A Holiday of Love, 1995)
oraz
 #4 Someone Like You (premiera w 2014)
Swoją drogą ja przygodę z tą serią zaczęłam właśnie od Whitney – spokojnie można każdą część czytać jako osobną historię  :)
Ciekawi mnie też to, czy ktoś wyda w Polsce planowaną na 2014 nową powieść z tej serii – wszystkie dotychczasowo wydane romanse historyczne Judith są już niedostępne w regularnej sprzedaży i póki co wydawnictwo Prószyński nie zapowiedziało wznowienia. A szkoda...

14 lutego 2013

"Królestwo marzeń" Judith McNaught

„Anglia na przełomie XV i XVI wieku. 

Royce Westmoreland, najlepszy i najzdolniejszy rycerz Henryka VII, dowodzi wojskami króla podczas wyprawy przeciw Szkotom. Znany jako Czarny Wilk, budzi lęk i grozę w sercach wrogów, szkockie wieśniaczki straszą nim dzieci. Tylko piękna Jennifer, córka przywódcy dumnego klanu Merrick, nie lęka się potężnego wojownika. Porwana z siostrą z klasztoru przez Anglików, przeciwstawia się Royce’owi, który zamierza wykorzystać zakładniczki w rokowaniach z ich ojcem. Jednak któregoś dnia Jennifer zauważa, że jej uczucia do znienawidzonego wroga uległy całkowitej zmianie; Royce też myśli z niechęcią o chwili, gdy przyjdzie mu odesłać krnąbrną i arogancką piękność do domu. Nagle oboje dostrzegają, że tkwią w samym środku splątanej sieci, na którą złożyły się duma, namiętność i wszechwładna miłość.”


Znajdujemy się właśnie w samym środku niecodziennego wesela, gdy Jennifer Merrick, najstarsza córka władcy szkockiego klanu, powraca myślami do dnia, w którym wszystko się zaczęło. Przez dwa lata przebywała w klasztorze, do którego została wysłana przez własnego ojca, bowiem jej klan nie darzył cieplejszymi uczuciami tej krnąbrnej i upartej, lecz niepozbawionej odwagi siedemnastolatki – wszystko za sprawą jej przybranego brata, który nie szczędził oszczerstw pod adresem Jenny. Aż pewnego dnia do klasztoru przybyła jej siostra i życie dziewczyny całkowicie się zmieniło – nierozważna wyprawa z Brenną kończy się porwaniem – obie panny Merrick zostają uprowadzone przez rycerzy niebezpiecznego Czarnego Wilka – pogromcy Szkotów. Tak zaczyna się zapierająca dech w piersi opowieść o nienawiści przeplatanej gorącym uczuciem.

Królestwo marzeń to pierwszy tom Sagi Westmoreland, choć technicznie część ta została wydana cztery lata po publikacji sequela Whitney, my love. Akcja Królestwa rozgrywa się w XV wieku w Anglii, kiedy na tronie zasiada Henryk VII, a pomiędzy Anglią a Szkocją toczy się krwawa wojna. W samym środku tych wydarzeń znajduje się Royce Westmoreland, najwspanialszy wojownik króla Henryka i jednocześnie największy wróg Szkotów. Nazywany Czarnym Wilkiem, plagą Szkocji, budzi postrach, a kobiety straszą nim swoje nieposłuszne dzieci. To właśnie na drodze Royce'a stanie waleczna panna Merrick.

Nie ukrywam, że sięgając po tę opowieść, obawiałam się tego, czy akcja osadzona w XV wieku przypadnie mi do gustu – nie są to czasy, które by mnie interesowały, choć nierzadko miałam styczność z powieściami osadzonymi na przełomie epoki średniowiecza i renesansu. Kiedy więc zdecydowałam się przeczytać ową powieść, spodziewałam się wielu emocji, ale nie byłam przygotowana na tak obezwładniającą, szaloną, totalnie wciągającą fabułę, która porwała mnie w samo centrum wojny angielsko-szkockiej i sprawiła, że opowieść o Czarnym Wilku i Jenny po prostu pokochałam! I choć mogłabym w samych superlatywach mówić o kreacji świata przedstawionego, o realizmie przytoczonych faktów, a także o klimacie powieści, który mami odbiorcę, otulając go cudownie baśniową mgiełką, to jednak nic nie przebije kreacji bohaterów – a ci wykreowani zostali idealnie!

Jenny jest Szkotką z krwi i kości – dumną i waleczną, gotową walczyć o swój klan i najbliższych. Royce zaś to mężczyzna, który większość swojego życia spędził na polu walki, przelewając krew za króla i Anglię. Kiedy ich drogi przecinają się ze sobą, mamy pewność, że potyczki między tą dwójką będą wręcz spektakularne. I takie są! Powieść obfituje w wiele zaskakujących wydarzeń oraz wartką akcję. Przyznam, że w niektórych momentach zdradzieckie łzy cisnęły mi się do oczu, by przy całkowicie zaskakującym finiszu popłynąć prawdziwą rzeką! Zupełnie nie spodziewałam się takiego punktu kulminacyjnego, takich decyzji i zachowań bohaterów, a także tych wszystkich emocji, które wywołały we mnie wybory Jenny i Royce'a. To była prawdziwa wojna charakterów i niesamowita uczta dla takiej entuzjastki romansów historycznych, jak ja.

Królestwo marzeń to książka, która najpewniej nigdy mi się nie znudzi. To historia pełna intryg, szalonej namiętności, nienawiści i pasji. Historia z duszą. Historia, która rozpala i zachwyca. W dobie mody na romanse historyczne rozgrywające się w XIX wieku, Królestwo marzeń jest nie tylko wyjątkiem ze względu na epokę, w której opowieść została osadzona, ale także na kunszt wykonania – Judith po raz kolejny udowadnia, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych, bowiem z każdej historii jest w stanie stworzyć zapierającą dech w piersi opowieść o prawdziwej, cudownej miłości. I bez względu na to, czy główni bohaterowie będą nosili u boku miecze czy fulary na szyi, zawsze będą to opowieści z duszą, opowieści, od których wręcz nie można się oderwać. Nie wątpię, że po Królestwo sięgnę jeszcze co najmniej sto razy – nie spotkałam drugiego tak doskonałego romansu historycznego! Czy polecam? To chyba oczywiste! Daję ocenę 6+/6!

Original: The Kingdom of Dreams (Westmoreland #1)
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2002
Ilość stron: 351 
Saga Westmoreland:

#1 Królestwo marzeń (The Kingdom of Dreams, 1989)
#2 Whitney, moja miłość (Whitney, my love, 1985)
#3 Zanim się pojawiłaś (Until You, 1994) 
#3.5 Trzy zaklęcia (Miracles w antologii A Holiday of Love, 1995)
oraz
 #4 Someone Like You (premiera w 2014)


Bardzo dziękuję Lady Lukrecji, która poleciła mi przeczytanie tej książki, jak i kolejnych tomów Sagi Westmoreland – jesteś kochana! Ten wybór okazał się strzałem w dziesiątkę, DZIEKUJĘ! <3 Dodam też, że Lady Lukrecja na swoim blogu również napisała słów kilka o powyższej książce – polecam jej opinię [TU] :)

A już wkrótce recenzja Whitney, moja miłość – równie pięknej opowieści o losach potomka z rodu Westmorelandów.

16 stycznia 2013

"Jak w raju" Judith McNaught

„Piękna, siedemnastoletnia hrabianka Elizabeth Cameron odnosi wspaniały sukces towarzyski. Jest królową wszystkich balów, u jej drzwi stoi tłum wielbicieli, a młody, czarujący i bogaty hrabia Mondevale, obiekt westchnień wszystkich panien na wydaniu, zamierza ją poślubić. Niestety znajomość Elizabeth z Ianem Thorntonem, przystojnym awanturnikiem, hazardzistą i uwodzicielem wywołuje skandal w londyńskim wielkim świecie i ściąga na biedną dziewczynę ogólne potępienie. Całe towarzystwo odwraca się od niej, a oburzony hrabia zrywa zaręczyny. Skompromitowana Elizabeth wyjeżdża do rodzinnego majątku Havenhurst, aby po tajemniczym zniknięciu brata samotnie bronić ukochanej posiadłości przed wierzycielami. Tymczasem jedyny opiekun hrabianki, skąpy i chciwy stryj Julius, chcąc za wszelką cenę wydać swą bratanicę za mąż, knuje obrzydliwy plan...”

Niezamężna młoda dama przyłapana podczas potajemnego spotkania z mężczyzną to prawdziwa katastrofa. Dla niej, rzecz jasna. Skompromitowana, skazana na ostracyzm i wykluczenie z konserwatywnego świata arystokracji, może jedynie winić samą siebie. W takiej właśnie sytuacji znalazła się hrabianka Elizabeth Cameron, gdy została przyłapana na spotkaniu z Ianem Thorntonem, szalenie przystojnym kawalerem o niezbyt przyzwoitej reputacji. Skandal zmusza dziewczynę do ucieczki na wieś, by poświęcić się pracy w rodzinnym majątku. Bohaterka nie wie jednak, że jej stryj, człowiek chytry i przebiegły, chce wydać ją za mąż i nie spocznie, nim nie pozbędzie się „problemu”. Elizabeth będzie musiała więc stawić czoło nie tylko wujkowi, ale także bolesnej przeszłości...

Jak w raju to kolejna powieść autorstwa Judith McNaught, zaliczana do serii Sequels, w skład której wchodzą także Na zawsze oraz Coś wspaniałego. Jak w raju jest luźną kontynuacją powieści Coś wspaniałego – bohaterowie Something Wonderful bowiem pojawiają się w Almost Heaven jako postaci drugoplanowe. Przyznaję, że osobiście sięgam po dzieła Judith wtedy, gdy potrzebuję absolutnie romantycznej i rozgrzewającej opowieści. I po raz kolejny otrzymałam to, czego pragnęłam!

Skrupulatnie oddana rzeczywistość XIX-wiecznej Anglii i Szkocji oraz realia życia angielskiej socjety to niewątpliwie największe atuty dzieł Judith. Ponownie za sprawą jej lekkiego i swobodnego pióra oraz malowniczych opisów przeniosłam się do dawnych czasów, by razem z główną bohaterką doświadczyć niesprawiedliwości, która dotknęła tę niewinną dziewczynę. Mogłam więc zobaczyć, jak ludzie – totalni hipokryci – potrafili wykluczyć ze swojego towarzystwa młodą damę, obsmarowując jej reputację, choć sami w gruncie rzeczy nie świecili dobrym przykładem. I tak naprawdę już ten jeden wątek wywołał we mnie wystarczająco dużo emocji, by od lektury nie móc się oderwać nawet na sekundę.

Bohaterowie to kolejny atut, a w zasadzie cecha rozpoznawcza dzieł pani McNaught. Sylwetki kobiece, które kreuje autorka, zawsze mają w sobie odrobinę delikatności i odrobinę zadziorności jednocześnie, a połączenie to tworzy wybuchową mieszankę, która niewątpliwie intryguje i zachwyca. Ale nie o Elizabeth chciałabym tu wspomnieć, lecz o męskiej postaci – bo panów Judith także kreuje doskonałych. Ian Thornton, główny bohater powieści, to mężczyzna... idealny w swojej „nieidealności”. Albo raczej mężczyzna, który potrafi zarazem zachwycić i przerazić. Facet, na widok którego miękną kolana. Moje też. Żałuję, że to tylko postać fikcyjna, bo prawdopodobnie zakochałabym się w nim bez pamięci! I myślę, że nie byłabym w tym osamotniona.


Tak naprawdę jednak nic nie wyróżnia dzieł Judith lepiej od wszechobecnego, najprawdziwszego w świecie, szalonego i rozgrzewającego serca romantyzmu. Takiego, który wręcz wypływa z powieści rwącą rzeką – porywa czytelnika i nie wypuszcza ze swych głębin do ostatniej strony. Klimat Jak w raju jest porównywalny do Na zawsze – nieco baśniowy, łagodny, wzbudzający niemałe emocje, wzbogacony dodatkowo o humor i odrobinę delikatnej erotyki. W zasadzie jedynym minusem może być wrażenie, że historia się trochę dłuży – mimo iż wszystko ma sens, a zakończenie jest bardzo emocjonujące, można by jednak minimalnie zmodyfikować ostatnie sto stron powieści tak, by książka nabrała większej dynamiki i była bardziej zaskakująca. Ale czy ja przypadkiem nie wybrzydzam tak dla zasady?   

Jak w raju to niesamowicie ciepła i romantyczna opowieść o wielkiej miłości, dumie, strachu i próbie odnalezienia drogi nie tylko w swoim życiu, ale także drogi do serca ukochanej osoby. To historia, która rozgrzewa i zachwyca, wywołując w czytelniku szereg najróżniejszych emocji. A przede wszystkim to historia o tym, że nikt nie jest nieomylny i że należy liczyć się z konsekwencjami swoich czynów. Po raz kolejny, pisząc o powieści Judith McNaught, mogę jedynie powiedzieć: POLECAM! Bo tak właśnie jest. Jeśli poszukujecie marzycielskiej, ciepłej i nieco sentymentalnej lektury na samotny wieczór, to niewątpliwie Jak w raju będzie książką idealną. Ja jeszcze nie raz wrócę do historii Elizabeth i Iana, bo jest to opowieść absolutnie cudowna. I już. Daję ocenę 5+/6.

Original: Almost Heaven
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2001
Ilość stron: 455


Moja recenzja Na zawsze (Sequels #1) -> TU
Wszystkie części serii Sequels można śmiało czytać ODDZIELNIE.


PS Ubolewam tylko troszkę nad nietrafnością polskiej okładki – nie dość, że przedstawiona kobieta ma jakąś niewydarzoną fryzurę, zupełnie niepasującą do XIX wieku (o ciuchach nie wspominając), to jeszcze jest brunetką, podczas gdy Elizabeth miała złociste włosy. Bosze, czy naprawdę tak trudno zaprojektować okładkę, która będzie pasowała do treści książki?! Noł koment.

07 listopada 2012

"Każdy twój oddech" Judith McNaught

„Kate Donovan nie może dojść do siebie po śmierci ojca, zamożnego restauratora z Chicago. Nie jest też pewna swoich uczuć do narzeczonego, prawnika z chicagowskiej elity. Wakacje na Karaibach mają przynieść jej ukojenie i pomóc dokonać życiowego wyboru. Jednak spotkanie z zagadkowym milionerem jeszcze bardziej wszystko komplikuje. Kate jest zafascynowana pociągającym mężczyzną, lecz wkrótce zaczyna odkrywać mroczne sekrety przeszłości jego i jego wpływowej rodziny.”


Dwa światy, dwie tajemnice – jedno uczucie... Kiedy Kate poznała Mitchella, przystojnego mężczyznę z mnóstwem sekretów, nie spodziewała się, że jej życie ulegnie całkowitej zmianie. Przeżywała właśnie trudne chwile po śmierci ojca, a jej narzeczony wykręcił się z wyjazdu na wakacje dużą ilością pracy. Młoda kobieta spędzała więc samotnie dni aż do chwili, gdy na jej drodze pojawił się niezwykły nieznajomy. Od razu wiedziała, że coś ją do niego ciągnie. On także czuł to "coś" względem rudowłosej piękności. Lecz czy można budować związek na pożądaniu? Co się stanie, gdy Kate odkryje mroczne tajemnice z przeszłości Mitchella?

Każdy twój oddech to powieść autorstwa bestsellerowej autorki romansów – Judith Mcnaught. Przyznaję szczerze, że najbardziej lubię romanse z akcją osadzoną w XIX wieku, lecz w przypadku dzieł Judith już drugi raz zrobiłam wyjątek. Każdy twój oddech na pierwszy rzut oka wydawał mi się lekturą nieco sztampową oraz przesiąkniętą duchem współczesności, ale postanowiłam zaryzykować i cieszę się, że dałam tej książce szansę!

Narracja trzecioosobowa pokazuje wydarzenia z punktu widzenia różnych bohaterów i dzięki temu czytelnik może poznać ich emocje oraz spróbować odkryć tajemnice, jakie ukrywają. Akcja powieści od początku zaskakuje odbiorcę – rozpoczyna się od śledztwa, które ma wyjaśnić zaginięcie syna bardzo wpływowego milionera. Od pierwszych stron czytelnik więc nabiera pewnych podejrzeń, kto może być związany ze zniknięciem młodego mężczyzny oraz niejednokrotnie natrafia na poszlaki, które tak naprawdę wskazują konkretnego winowajcę. Ale! Nic nie jest oczywiste. Im bardziej odbiorca skupia się na odkryciu prawdy o rodzinie zaginionego milionera, tym więcej sprzecznych informacji otrzymuje. I choć nie jest to powieść czysto kryminalna, to jednak przyznaję, że ów element niepewności, a także śledztwo i zagadki są wyjątkowo silnym atutem książki.

Zdawałoby się, że pomysł na opowieść jest bardzo zwyczajny, wręcz szablonowy. Ona – nieszczęśliwa, młoda i piękna kobieta, która musi się pogodzić ze śmiercią ojca oraz on – bogaty i tajemniczy nieznajomy, który fascynuje delikatną, lecz odważną Kate. W dodatku bajeczna sceneria – Karaiby (a dokładniej Anguilla), luksusowy hotel oraz nutka niebezpieczeństwa w postaci narzeczonego dziewczyny, który już wkrótce przylatuje z Chicago, by spędzić z nią wakacje. Szczerze mówiąc, gdybym wiedziała jedynie o zarysie fabuły, prawdopodobnie w ogóle po książkę bym nie sięgnęła. I tu cieszę się, że znam autorkę, gdyż właśnie ta wiedza pozwoliła mi wysnuć przypuszczenie, iż lektura nie będzie zwyczajna. Poza tym opis z okładki jest bardzo enigmatyczny i chwała mu za to, bowiem dzięki temu czytelnik może spodziewać się po powieści dosłownie wszystkiego. I tak też się dzieje! Judith po raz kolejny pokazuje, że z prostego, na pozór zwyczajnego i nieco schematycznego szablonu umie stworzyć pasjonującą opowieść o wielkiej miłości, zdradzie, namiętnościach i intrygach, które potrafią zmienić całe życie bohaterów. Udowadnia, że jej książki nie są lekkimi opowiastkami, lecz powieściami podejmującymi nierzadko trudne problemy – w Każdy twój oddech otrzymujemy więc portret psychologiczny człowieka, którego niegdyś potraktowano wyjątkowo okrutnie oraz kobiety, która staje przed być może najtrudniejszym zadaniem w swoim życiu – poukładaniem uczuć i uporaniem się ze stratą rodzica. Można by się spodziewać, że spotkanie Kate z Mitchellem będzie cukierkowe, a ich historia okaże się istną sielanką. I tu kolejna niespodzianka – Judith pokazuje, jak zawiłe może być życie i jak czasem łatwo kilkoma kłamstwami i niedopowiedzeniami zniszczyć to, co łączy dwoje ludzi. A odbudowanie relacji jest tysiąc razy trudniejsze...

Każdy twój oddech to interesujący, dobrze zbudowany romans kryminalny, w którym każda entuzjastka powieści kobiecych znajdzie coś dla siebie. To opowieść romantyczna, ale niepozbawiona nutki goryczy, która zagnieżdża się w sercu odbiorcy i sprawia, że lektura ma słodko – gorzki smak. To także historia dwojga ludzi doświadczonych przez los, którzy pomimo pokrewieństwa dusz nie potrafią odnaleźć wspólnej drogi. Każdy twój oddech to prosta, ale sugestywna opowieść o zawiłościach losu, niepewności, tęsknocie i miłości, która odmienia ludzi. Szczerze mówiąc zakochałam się w tej historii, choć jest na wskroś przesiąknięta duchem współczesności (co często mnie  zniechęca). Judith po raz kolejny utwierdziła mnie w przekonaniu, że jest świetną pisarką i jednocześnie przekonała do sięgnięcia po inne jej powieści – nie tylko te osadzone w dawnych czasach. Gorąco polecam Każdy twój oddech tym osobom, które marzą o wielkiej, lecz odrobinę niełatwej miłości, która buduje charaktery i hartuje ducha. Poza tym nie ukrywam, drogie Panie, że w towarzystwie Mitchella nie ma mowy o nudzie! :)

Original: Every Breath You Take
Wydawca: Amber
Data wydania: 21.08.2009
Ocena: 5+/6

I na koniec piosenka, która pasuje mi do książki :) Może to przez ten tytuł.

 

13 września 2012

"Na zawsze" Judith McNaught

"Victoria Seaton, urodzona w Ameryce córka angielskiej arystokratki i irlandzkiego lekarza, w jednej chwili utraciła wszystko: cudownych rodziców, dom i beztroskie, szczęśliwe życie. Daleki krewny, książę Atherton, zaprasza dziewczynę do Anglii, pragnąc wydać piękną, lecz ubogą sierotę za własnego nieślubnego syna, Jasona. Oszałamiająco przystojny i bogaty Jason, uwielbiany przez najpiękniejsze damy z towarzystwa, swą arogancją i pychą budzi niechęć Victorii. Poza tym dziewczyna ma nadzieję, że wkrótce przyjedzie po nią z Ameryki ukochany Andrew. Tymczasem jednak przychodzi list od jego matki, zawiadamiający, że syn właśnie się ożenił. Współczucie okazywane przez Jasona sprawia, że Victoria zaczyna patrzeć nań życzliwiej i stopniowo rodzi się między nimi namiętne uczucie. W końcu, na skutek podstępu księcia, Victoria i Jason biorą ślub. Czy może być jednak szczęśliwy związek oparty na intrygach i kłamstwie? Co zrobi Victoria, gdy pozna szokującą prawdę?"


Victoria Seaton, wychowywana na wsi Amerykanka, to dobra, prostoduszna i pełna optymizmu dziewczyna, która każdego traktuje uprzejmie, nie patrząc na pochodzenie otaczających ją ludzi. Zakochana w swoim przyjacielu z dzieciństwa, Andrew, nie może się doczekać jego powrotu z podróży po Europie. Gdy pewnego dnia jej rodzice giną w strasznym wypadku, osiemnastoletnia młoda dama oraz jej o rok młodsza siostra, Dorothy, zostają bez rodziny i środków do życia. Lekarz, który przyjmuje dziewczyny pod swoją opiekę, postanawia odnaleźć ich krewnych mieszkających w Anglii. Wkrótce potem obie panny wsiadają na statek płynący na Wyspy Brytyjskie. Victoria nie wie jednak, że wuj, u którego ma zamieszkać, postanowił wydać ją za mąż za swojego nieślubnego syna – Jasona. Trzydziestoletni, zgorzkniały i niewyobrażalnie bogaty mężczyzna początkowo wzbudza w Victorii niechęć, lecz w wyniku rozczarowania, jakie dziewczyna przeżywa po otrzymaniu upokarzającej wiadomości z Ameryki, coś się zmienia... Troskliwość Jasona zaskakuje nie tylko Victorię, ale i jego samego. Czy jednak można budować wspólną przyszłość na kłamstwie?

Judith McNaught została okrzyknięta bestsellerową autorką romansów. Jak żadna inna pisarka, potrafi kreować historie osadzone w niezwykłym, baśniowym klimacie, a przy tym pełne humoru, pasji i romantyczności. Powieść Na zawsze to moja druga przygoda z jej twórczością – pierwszą był Triumf miłości, którego lekturę wspominam bardzo przyjemnie. Sięgając po Na zawsze, spodziewałam się nastrojowej, malowniczej historii o wielkiej miłości. I – na Boga – dostałam więcej, niż oczekiwałam!

Rzecz dzieje się w pierwszej połowie XIX wieku w Ameryce, by później przenieść się do Anglii. Młoda dziewczyna o arystokratycznych korzeniach nie czuje się wielką panią. Jej prostoduszność i delikatność z miejsca przyciąga ludzi, a niezwykła uroda zapiera dech. Victoria jest eteryczną, młodą damą, z charakterem łagodnym, ale niepozbawionym zadziorności. Nie godzi się z krzywdzeniem innych i potrafi wyrazić swoje zdanie w sposób elokwentny oraz elegancki. Bohater, z którym krzyżują się jej drogi, jest całkowitym jej przeciwieństwem. Jason to ciężko doświadczony przez los, zgorzkniały mężczyzna, którego wbrew złej sławie, pożądają angielskie arystokratki. Jest przystojny i elegancki, a także inteligentny, lecz chłód w jego oczach i maska wyrachowania, jaką nosi na co dzień, odstrasza większość ludzi. Kiedy więc dochodzi do jego spotkania z panną Seaton, w grubym murze otaczającym Jasona zaczynają pojawiać się pęknięcia. Jednak sieć kłamstw i niedopowiedzeń wciąż oddala ich od siebie.

" - Och, zapomniałam przeprosić... za to wszystko, co panu powiedziałam, kiedy byłam zła.
Wargi Jasona drgnęły.
- Czy żałuje pani czegoś konkretnego?
Victoria uniosła w górę brwi i obrzuciła go zuchwałym spojrzeniem.
- Zasłużył pan sobie na każde słowo.
- Ma pani rację - przyznał, szeroko się uśmiechając. - Ale niech pani nie przeciąga struny." *

Kreacja bohaterów jest niezwykła, ale to przede wszystkim wydarzenia i krajobrazy zapierają dech w piersi. Piękna, malownicza, angielska prowincja i wielki, pełen przepychu Londyn roku 1817 przyciągają czytelnika, rozbudzając wyobraźnię. Ciągłe zwroty akcji, kłótnie pomiędzy Victorią i Jasonem, intrygi wuja dziewczyny oraz tajemnica sprzed lat, która ciąży na bohaterach, nie daje widzowi spokoju. Baśniowy klimat i rodząca się pomiędzy bohaterami więź wzbogacają historię i sprawiają, że lekturę czyta się z zapartym tchem. Finał natomiast jest zaskakujący i wyciska łzy (choć może to tylko ja tak reaguję na niezwykle romantyczne historie?).
 
Na zawsze to książka jedyna w swoim rodzaju. To czarująca, dowcipna i intrygująca opowieść o uczuciach, strachu, namiętności oraz tajemnicy, która może odmienić życie wielu osób. To opowieść o przebaczeniu i nadziei, o łagodności, przywiązaniu, rozczarowaniach i utracie ukochanej osoby. Ale przede wszystkim Na zawsze to historia miłości – tej prawdziwej, wypełniającej serca po same brzegi, zmieniającej percepcję widzenia, stającej się sensem życia. Judith McNaught napisała książkę wprowadzającą czytelnika w stan błogiego rozmarzenia – książkę, którą po prostu pokochałam i od której nie mogłam się oderwać, a nieprzespana noc jest tego najlepszym dowodem. Ba, nawet po skończonej lekturze nie umiem dojść do siebie. Na zawsze jest powieścią, o której będę pamiętała... już zawsze. Jedną z najlepszych, jaką poznałam. Dlatego polecenie jej Wam będzie tylko formalnością – nie dajcie się zwieść etykietce „banalne”, którą tak wiele osób z radością przypina romansom historycznym. Dajcie się porwać marzeniom – to przecież one czynią nasze życie piękniejszym...

Ocena 6/6!
Original: Once and Always
Wydawnictwo:
Prószyński i S-ka
Data wydania:
2002
Stron: 364
*cytat str. 99