23 lipca 2012

"Dom na placu Waszyngtona" Henry James

"Klasyka gatunku: frapujący portret kobiety, walczącej o siebie i swą
miłość. Niezapomniana historia miłosna z akcją w XIX-wiecznym Nowym
Jorku, stylowo opisana przez wielkiego pisarza. "


Doktor Sloper wraz ze swoją siostrą, wdową Penniman, wychowuje swą jedyną córkę, którą otwarcie uważa się za pospolitą i ledwie interesującą. Młoda Katarzyna jest cicha, spokojna i zamknięta w sobie, nie ma więc wielu przyjaciół, natomiast ponad życie kocha swego ojca, choć ten nie okazuje jej wylewnie uczuć. Pewnego dnia młoda dama poznaje przystojnego młodzieńca – Maurycego Townsenda, który zaczyna interesować się dziewczyną. Doktor Sloper, początkowo zaskoczony, z czasem zaczyna mniemać, iż Maurycy nie interesuje się Katarzyną dla niej samej, lecz dla jej fortuny. Postanawia więc wybić córce z głowy tę znajomość...

Dom na placu Waszyngtona, powieść wydana w 1881 roku, to moje pierwsze spotkanie z twórczością Henry'ego Jamesa, jednego z najpopularniejszych pisarzy XIX wieku. Przyznaję, że już wcześniej przymierzałam się do innej jego książki – Portretu damy, ale ostatecznie piękna ekranizacja Domu zmobilizowała mnie do sięgnięcia najpierw po historię Katarzyny. Przyznaję, że obok wielkiej ciekawości i świadomości, że to spotkanie będzie czymś niezwykłym, czułam też obawę – czy aby autor nasyci swoją opowieścią tę romantyczną część mojej duszy, która domaga się wielkich uniesień? Czy przyciągnie moje spojrzenie w kierunku dziejów Katarzyny, tak przepięknie pokazanych w ekranizacji z 1997 roku?

Narracja powieści sama w sobie przykuwa uwagę, bowiem od pierwszych stron wiemy, że historię opowiada sam autor, niczym bohater powieści, który żyje razem ze Sloperami. Nad wyraz wnikliwa obserwacja Henry'ego, jego wyważony język i obrazowe przedstawienie sytuacji młodej bohaterki i jej rodziny sprawiają, że dzieło Jamesa można określić jako świetną powieść psychologiczną, której motorem napędowym jest przede wszystkim dojrzewanie Katarzyny. Niezwykłą cechą powieści (którą niechybnie niejedna osoba mogłaby nazwać wadą, lecz punkt widzenia zmienia się z biegiem wydarzeń) jest owa oczywista świadomość, jakie pobudki kierują bohaterami – nie ma tajemnicy, którą należy odkryć. Jako widz doskonale wiemy, dlaczego pan Sloper nie ufa panu Townsendowi, jakie plany wobec młodzieńca ma panna Penniman, by z czasem cicho domyślić się finału.

Katarzyna Sloper tak naprawdę jest najdziwniejszą i najbardziej tajemniczą bohaterką w całej tej historii i niewątpliwie jedną z najbardziej niezwykłych kobiecych postaci, jaką poznałam w całym moim życiu. Jej spokojna, cicha natura i powściągliwość w wydawaniu osądów oraz okazywaniu uczuć potrafi rozstroić nerwowo czytelnika, który w pewnym momencie nie pragnie niczego innego, jak tylko wyjaśnienia – co czuje ta młoda dama? Jakimi myślami się zadręcza? Czy ta historia ją zmieni? Na te pytania odpowie finał powieści, który niechybnie niejedną osobę bardzo zaskoczy.

Czytając Dom na placu Waszyngtona pojęłam jedną niezwykłą rzecz. Powieść ta z pozoru może wydawać się pozbawiona wielkich emocji, bowiem kalkulująca, spokojna narracja Jamesa przywodzi na myśl bardziej sprawozdanie lekarskie, niż opowieść o namiętności. Jeśli jednak pozwolimy sobie na otwarcie serca, jeśli pozwolimy sobie poczuć się jak XIX-wieczna dama, która właśnie czyta ową powieść w zaciszu ojcowskiej biblioteki, w lot zrozumiemy, że będą nam potrzebne chusteczki.

My, ludzie XXI wieku, czasem zupełnie nieświadomie oczekujemy gwałtowności, bezapelacyjnej otwartości i emocjonalnego ekshibicjonizmu – tak teraz wygląda nasz świat. Ostentacyjny, wylewny, nastawiony na mocne doznania. Kiedy jednak wyciszymy umysł i serce, dostrzeżemy w niepozornej, ledwie 220-stronicowej historii życia Katarzyny prawdziwą namiętność, czystą i nieskalaną pędem codzienności. Zrozumiemy emocje bohaterki, zapłaczemy w stosownych momentach, by w innych uśmiechnąć się z nadzieją. Dzieło Henry'ego Jamesa to przepiękna, bogata opowieść o młodej kobiecie, która po prostu mi zaimponowała. I nawet znajomość fabuły (wynikająca z wcześniejszego obejrzenia ekranizacji) nie popsuła mi smaku poznania tej historii, a jedynie pogłębiła we mnie pewność, iż próżno szukać we współczesnej literaturze tak doskonałych emocji. Czy polecam? Byłoby absurdem użyć tak trywialnego słowa – ja Was błagam, byście sięgnęli po dzieło Jamesa! Ocena 6/6 także nie odda moich emocji, niemniej jestem pewna, że do Domu na placu Waszyngtona jeszcze wiele razy powrócę...

Original: Washington Square
Wydawnictwo: Świat Książki
Data wydania: 10/2009 
Plakat do filmu:  


Dodam, że film nakręcony w 1997 roku, z Jennifer Leigh i Benem Chaplinem w rolach głównych to piękna i jedyna w swoim rodzaju ekranizacja. Gorąco polecam, a oto najbardziej znana scena z filmu (trailera coś nie mogę namierzyć :P):

23 komentarze:

  1. Koniecznie chciałabym przeczytać! Obejrzeć tym bardziej. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. recenzja jak zwykle ciekawa i jedyna w swoim rodzaju.

    OdpowiedzUsuń
  3. Po takiej recenzji, nic tylko trzeba poszukać książki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ostatnio same romanse! Jak nie czytam tego gatunku tak mam ostatnio coraz większą ochotę to zmienic:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się to, że nie jest to kolejna krzykliwa powieść, w której więcej jest formy niż treści:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetna recenzja :) A co do książki to jeszcze pomyślę :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Po tak zachęcającej recenzji nie mam innego wyboru jak tylko poszukać jej w bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja także rozejrzę się za nią w bibliotece :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Niestety tym razem muszę spasować. Zupełnie nie dla mnie;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wiem czy znajdę w biblio, ale na ekranizację powinnam się pokusić ;)Gdyby nie Ty, raczej bym nie zwróciła na nią uwagi tak prędko :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Recenzja jak zawsze świetna!;) Ale książka raczej nie w moim guście literackim, ale może w przyszłości... kto wie.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :) Myślę, że warto tę książkę poznać choćby przez wzgląd na to, że Henry James jest światowej sławy pisarzem i jego dzieła wiele wniosły do literatury :)

      Usuń
  12. Hmm.. no na razie się wstrzymam ;) Ciekawie brzmi, i w ogóle po takiej recenzji kiedyś będę musiała na pewno przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  13. Kolejna książka historyczna i recenzja świetna, a ja musiałbym przemyśleć moją decyzję w sprawie kupna tej ksiażki, bo tak do końca nie jestem przekonany.

    OdpowiedzUsuń
  14. Mamy podobny gust. Do mojego chyba wkrótce dołączą romanse historyczne, i to za Twoją sprawką! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trinity, Dom na placu Waszyngtona to nie jest romans :) To powieść psychologiczno-obyczajowa napisana w 1881 roku.

      Usuń
  15. Mimo, że recenzja zachęcająca, jakoś nie wydaje mi się, żeby to była książka dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w konkursie na moim blogu. Do wygrania powieść naszej rodzimej autorki o temacie, który chyba wszystkich nas się tyczy - "Blogostan"
    Szczegóły: http://zlodziejkaksiazek.blogspot.com/2012/07/konkurs-czym-jest-dla-ciebie-blog.html

    OdpowiedzUsuń
  17. Mój ukochany okres- XIX wiek <3 Już samo to wystarczyłoby bym sięgnęła po tą książkę. Jeśli dodatkowo bohaterowie (a zwłaszcza główna bohaterka) są oryginalnie i dobrze wykreowani a fabuła potrafi wciągnąć to nie pozostaje mi nic innego jak tylko udać się na poszukiwanie 'Domu..' ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. W sumie nie interesują mnie takie powieści, ale napisałaś o niej w taki sposób, że aż chce się biec do biblioteki ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Właśnie skończyłam czytać, opinia "się tworzy" :)

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze serdecznie dziękuję! :)