Menu

28 października 2015

"Po prostu bądź" Magdalena Witkiewicz

„W pobliżu zawsze był przyjaciel. Jego przyjaciel, któremu nie wolno było czuć.

Ale możemy się umówić i zawrzeć pewien pakt

Zaopiekował się nią na dobre i na złe.

Ktoś do nich dołączył, a on nadal trwał.

Pewnie nie taką miłość wymarzyłaś sobie w snach

Miłość przychodzi bezszelestnie, nikogo nie uprzedza.

Równie cicho odchodzi niezauważona.

Lecz może pokochasz mnie

Za jakiś czas.


Są takie książki, przy których nie możesz przestać płakać, a potem nie możesz przestać się uśmiechać przez łzy. Powieści, które rozczłonkowują czytelnika na milion kawałków i pozostawiają w absolutnym szoku. Lektury, po których nie wiemy, jak wrócić do normalności. Takie właśnie jest Po prostu bądź Magdaleny Witkiewicz! Sięgając po ten tytuł wiedziałam, że to będzie wzruszająca opowieść. Hasło z okładki obiecywało najpiękniejszą historię o miłości. Co więcej, dotychczas wszyscy, którzy sięgnęli po ten tytuł, byli zachwyceni. Jakie więc miałam wyjście? Kupiłam. Przeczytałam. I przepadłam.

Nie zdradzę Wam, o czym jest ta historia, bo najlepiej rozpocząć lekturę zupełnie w ciemno. Opowieść została poprowadzona z punktu widzenia głównej bohaterki, Pauliny, natomiast w drugiej części książki pojawiają się fragmenty z punktu widzenia mężczyzny. W historii Poli odnalazłam odrobinę własnych doświadczeń i być może dlatego ta opowieść tak bardzo mnie poruszyła. Znałam emocje, które targały główną bohaterką i dlatego współczułam jej bardziej, niż się spodziewałam. Jestem pod wrażeniem tego, jak autorka trafnie ubrała w słowa czystą rozpacz, jak przedstawiła targające człowiekiem uczucia. Historia wciąga w zasadzie od pierwszej strony. Lekturę rozpoczęłam wieczorem, skończyłam w środku nocy – nie mogłam odłożyć tej książki na później, po prostu musiałam wiedzieć, co będzie dalej. Uwielbiam to – czytanie do późnych godzin, wzruszenia i całkowite zaangażowanie się w losy bohaterów. Gdybym mogła sobie czegoś zażyczyć w życiu, to na pewno więcej takich książek!

Po prostu bądź to piękna historia. Opowiada o prawdziwej, szczerej miłości, o głębokiej rozpaczy i stracie, a także o nadziei, która trwa wbrew wszystkiemu. Magdalena Witkiewicz świetnie przedstawiła uczucia targające bohaterami i to, co ich połączyło. Miłość w jej wydaniu to nie są wielkie słowa i obietnice, ale codzienne, małe, czasem niezauważalne gesty. Miłość to ciche poświęcenie dla drugiej osoby, to trwanie w dobrych i złych chwilach, kochanie „pomimo” a nie „ponieważ”. Przyznaję wydawcy rację, Po prostu bądź to rzeczywiście jedna z najpiękniejszych książek o miłości – bez patosu, bez wzniosłych słów, po prostu o miłości. Uważam, że to najlepsza książka w dorobku Magdy Witkiewicz – gratuluję i poproszę o jeszcze! A Wam z całego serca polecam tę cudowną historię – łzy wzruszenia gwarantowane!

Original: Po prostu bądź
Wydawca: Filia
Data wydania: 7.10.2015
Ilość stron: 344
Moja ocena: 6/6

Inne książki Magdaleny Witkiewicz, które zrecenzowałam: 

24 października 2015

Kilka słów o tym, jak Tom Hiddleston rozkochał mnie w sobie w niecałe 20 sekund!


Długo nie rozumiałam, o co chodzi z tym całym zachwytem nad Tomem Hiddlestonem. Moje koleżanki zachwycały się jego rolą Lokiego w Thorze (i nie tylko), a ja obserwowałam tę "hiddlestonomanię" i nie wiedziałam, co powiedzieć. No buźka ładna, głos w sumie przyjemny, brytyjski akcent jak najbardziej na plus, ale żeby od razu taki szał?

Ale wystarczyło niecałe 20 sekund, by wszystko się zmieniło. 20 sekund! Poniżej filmik, który Wam to wyjaśni.


Teraz patrzę na Thomasa Williama Hiddlestona zupełnie inaczej. Jego uśmiech coś mi przypomina. Nie wiem, co, może to jakieś odległe wspomnienie, ale jest w tym uśmiechu tyle ciepła, tyle dobrego. Rozgrzewającego w te chłodne, jesienne wieczory. Mój plan na najbliższe tygodnie – obejrzeć filmy z tym Panem (może nie wszystkie, ale większość) i rozgrzewać się tym jego uśmiechem. Ach, piękna jesień mi się szykuje! ;)

22 października 2015

Filmy, które chciałabym obejrzeć znów po raz pierwszy

Są takie filmy, które chciałoby się obejrzeć jeszcze raz po raz pierwszy – filmy ukochane, takie, które "nigdy nam się nie znudzą", najlepsze z najlepszych. Mam kilka takich filmów, które uwielbiam oglądać wciąż i wciąż. Wiele bym dała, by móc je zobaczyć ponownie pierwszy raz –poczuć ten dreszczyk emocji, tę niepewności, śledzić losy bohaterów z zapartym tchem. Oto moja lista sześciu filmów, które chciałabym ponownie odkryć (kolejność chyba przypadkowa):

Seria Harry Potter 


Ten wybór chyba nikogo nie dziwi ;) W sumie najbardziej chciałabym zobaczyć znów po raz pierwszy Księcia Półkrwi i obie części Insygniów Śmierci. Przedwczoraj znowu zrobiłam sobie seans potterowy i oglądałam te ostatnie części do późnej nocy. Za każdym razem zachwycam się ekranizacjami, wzruszam, płaczę i śmieję się przez łzy, ale pierwszego wrażenia nic nie zastąpi. 

Władca Pierścieni


Ach, ile bym oddała, by móc znów po raz pierwszy zobaczyć Legolasa, znów się w nim zakochać i śledzić jego losy z zapartym tchem. Ileż bym dała, by znów po raz pierwszy zapłakać przy Evenstar i wstrzymywać oddech przy decydującej bitwie w Powrocie Króla! Cała trylogia do obejrzenia po raz pierwszy! <3

Dziennik Bridget Jones


Niby zwykła komedia romantyczna, ale uwielbiam ją ponad wszystkie inne. Perypetie Bridget mogę oglądać non stop – zarówno pierwszą część, jak i W pogoni za rozumem. Chciałabym móc obejrzeć obie adaptacje znów po raz pierwszy, by jeszcze raz zachwycić się Colinem i śledzić z zapartym tchem losy głównej bohaterki. To takie emocjonujące!

Piraci z Karaibów 3 - Na krańcu świata


Lubię wszystkie części Piratów z Karaibów, ale tę trzecią ukochałam najbardziej – najbardziej ze względu na Willa i zaskakujący finał. Niezapomniane emocje podczas pierwszego oglądania tej części – chciałabym to powtórzyć!

Północ i Południe


Kiedy oglądałam ten serial po raz pierwszy i na ekranie pojawił się John Thornton, wstrzymałam oddech. Dosłownie! A potem nie mogłam się odkleić do komputera – musiałam wiedzieć, co będzie dalej, śledziłam każde słowo i gest głównego bohatera, i nie mogłam się doczekać finału. Chciałabym móc to przeżyć jeszcze raz! <3

Patriota


To chyba mój ulubiony film kostiumowy – serio! Nigdy mi się nie znudzi, mogę go oglądać ciągle i ciągle, i za każdym razem ryczę w kilku strategicznych momentach. Mel Gibson zachwycił mnie tu swoją grą! Pamiętam moje wrażenia po obejrzeniu historii Benjamina Martina po raz pierwszy – totalny szok i zachwyt. Wiele bym dała, by móc powtórzyć tamten pierwszy seans.

A Wy macie swoje filmy, które chcielibyście obejrzeć ponownie po raz pierwszy?

18 października 2015

"Jeden krok" Heather Gudenkauf

„Emocjonująca powieść, w której napięcie wzrasta z każdą umykającą minutą, a na światło dzienne wychodzą ukryte lęki i konflikty małej społeczności Broken Branch.

Mieszkańcy próbują ustalić tożsamość napastnika z bronią, przetrzymującego w szkole ich dzieci jako zakładników. Na policjantce Meg Barrett spoczywa odpowiedzialność za dzieci z Broken Branch. Will Thwaite, opiekujący się dwójką wnucząt, powierzonych mu niechętnie przez córkę, przypatruje się wszystkiemu bezradnie, zastanawiając, czy znów zawiódł swoje dziecko. Uwięziona w klasie nauczycielka Evelyn Oliver wyczekuje okazji, by uratować swoich uczniów. Zaś trzynastoletnia Augie Baker zmagająca się z konsekwencjami straszliwego wypadku, zaryzykuje swoim życiem, aby ocalić młodszego brata. 

Krucha normalność miasteczka zostaje zachwiana. Liczy się każda minuta, prawda musi zostać odkryta.”


Co jakiś czas słyszymy o dramatycznych wydarzeniach w amerykańskich szkołach – uzbrojeni napastnicy strzelający do niewinnych dzieci, ginący w obronie uczniów nauczyciele. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie sytuacji, w której do szkoły mojego dziecka wchodzi uzbrojony mężczyzna, by zrobić komuś krzywdę. Heather Gudenkauf postanowiła poruszyć ten temat w swojej książce Jeden krok. Byłam bardzo ciekawa, czy autorka poradzi sobie z tym pomysłem, czy będzie umiała realistycznie oddać sytuację i targające rodzicami emocje, czy wykreowała dobrą, trzymającą w napięciu opowieść, a przede wszystkim czy pokaże, jak w takich chwilach działa policja. I już teraz mogę Wam zdradzić, że tak – poradziła sobie doskonale!

Jeden krok to książka mocna, ale napisana lekkim językiem. Narracja poprowadzona została z punktu widzenia kilku bohaterów – każdy rozdział napisany z innej perspektywy pozwala czytelnikowi obserwować wydarzenia z różnych stron. Dzięki temu zabiegowi fabuła jest dynamiczna, a każdy z bohaterów – posiadający własną, nieco skomplikowaną historię – gwarantuje wielowątkową opowieść pełną najróżniejszych emocji. Ponadto autorka doskonale zbudowała napięcie i zmusiła odbiorcę do intensywnego poszukiwania odpowiedzi na pytanie, kim jest uzbrojony mężczyzna i czego chce? W trakcie śledztwa otrzymujemy kilka tropów – wszystkie równie prawdopodobne. A jednak tożsamość napastnika niesamowicie mnie zaskoczyła! 

Heather Gudenkauf poznałam dzięki jej powieści Małe cuda, która bardzo mi się spodobała. Jeden krok jest równie dobry! Fabuła tej książki trzyma w napięciu do ostatniej strony – wciąga odbiorcę w wir wydarzeń i angażuje w śledztwo, nie pozostawiając złudzeń, że zakończenie będzie niespodzianką. Podoba mi się to, jak autorka poprowadziła tę opowieść – bez zbędnego lamentu, bez dłużyzny. Otrzymujemy całkiem sprawnie napisany thriller psychologiczny, w którym stawką jest życie dzieci przebywających w szkole z uzbrojonym, tajemniczym mężczyzną. Ale to nie koniec! Jeden krok to także opowieść o rodzinie, o trudach codzienności, o konfliktach, które wydają się czasem niemożliwe do rozwiązania i o miłości, która potrafi wiele zdziałać, jeśli tylko umiemy wybaczyć. Do zmiany swojego życia wystarczy czasem tylko jeden krok... 

Czy policji uda się odkryć tożsamość napastnika i pochwycić go, nim wydarzy się tragedia? Czy bohaterowie poradzą sobie ze swoimi własnymi, małymi tragediami? Na te pytania otrzymacie odpowiedź, jeśli sięgniecie po Jeden krok. Bardzo szczerze polecam! :)

Original: One Breath Away
Wydawca: Filia
Data wydania: 23.09.2015
Ilość stron:441
Przeł. Joanna Dziubińska
Moja ocena: 5/6


Za książkę dziękuję wydawnictwu Filia.

10 października 2015

Krótka relacja ze spotkania z Magdaleną Witkiewicz

W minioną środę wraz z Dzosefinn, Awiolą i Damą Karo miałam przyjemność wziąć udział w niesamowitym spotkaniu autorskim. Gościem łódzkiego Empiku w Manufakturze była Magdalena Witkiewicz. Autorka m.in. Opowieści niewiernej i Zamku z piasku promowała swoją najnowszą powieść, Po prostu bądź, która tego dnia (7 października) miała swoją premierę. Moje wrażenia? Było CUDOWNIE!


Magdalena to bardzo pozytywna osoba. Jeszcze nim zaczęło się spotkanie, rozdawała autografy i rozmawiała z fanami, a uśmiech nie schodził z jej twarzy. Na spotkanie przyszły tłumy – podobno było nas nawet więcej, niż w Warszawie. Wiadomo, Łódź rządzi! :D Autorka opowiedziała nieco o swojej nowej książce (kupiłam w dniu premiery!), o swoich planowanych następnych powieściach, a także o perypetiach z wydaniem Milaczka i Opowieści niewiernej. Później autorka zdradziła nam swoje plany dotyczące książki, którą tworzy od 4 lat – akcja miała się rozgrywać w dawnym Gdańsku, ale wspólnie przekonałyśmy (chyba) Madzię, by akcję powieści osadziła w XIX-wiecznej Łodzi. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy ;) W każdym razie zadeklarowałam, że służę pomocą, wszak piszę magisterkę o Łodzi przemysłowej i rezydencjach fabrykanckich. Ogólnie powiem tak – było wesoło, a ja ciągle się uśmiechałam – to chyba najlepszy dowód na to, że spotkanie było absolutnie wspaniałe.


Po części oficjalnej nadszedł moment na rozdawanie autografów i wspólne zdjęcia. Ustawiła się gigantyczna kolejka, my trafiłyśmy gdzieś w środek tego tłumu. Kiedy dotarłam z moimi książkami do autorki, Magda zdradziła mi pewną SZOKUJĄCĄ informację. Mianowicie jakiś czas temu współpracowałam z Filią jako wewnętrzny recenzent, tzn. wydawca wysyłał mi książki, które miał w planie wydać lub które właśnie się pisały, z zapytaniem, co o nich myślę. Tak trafił do mnie fragment Szkoły żon Magdy Witkiewicz. I wiecie co? Magdalena przyznała, że strasznie bała się mojej opinii, bo Filia zarekomendowała mnie jako „eksperta od erotyków” :D Aż sama zaczęłam się siebie bać ^^

Na koniec oczywiście cyknęłyśmy sobie z autorką pamiątkowe selfie – była także wersja z dzióbkiem :) Całą relację foto można obejrzeć na fanpejdżu Magdaleny Witkiewicz – o TU. Poniżej wybrane zdjęcia: 

Najnowsze dzieło Magdy (źródło)

Są i dzióbki! (źródło)

Wciąż powtarzam, że moja mimika mnie rozwala :D (źródło)

Jak wspominałam - zjawiły się tłumy! (źródło)

Powiem tak – chcę więcej takich spotkań! Magdalena, zapraszamy do Łodzi! 
Oprowadzanie po rezydencjach fabrykanckich gratis! :D

A to mój najnowszy nabytek z dedykacją od autorki. Dziękuję! <3

06 października 2015

Najlepsze książki na jesień

Mam wrażenie, że najlepszymi książkami na jesień są kryminały – zwłaszcza ciężkie i mroczne, odpowiadające aurze tej pory roku. Ja jednak kryminałów nie czytuję. W poniższym zestawieniu pojawią się więc tytuły z różnych gatunków literackich – będą to książki, które znam i które wydają mi się najlepszymi lekturami na październikowe i listopadowe wieczory. Mam nadzieję, że dzięki tej różnorodności każdy będzie mógł znaleźć coś dla siebie :) A więc:

Jeden krok
Heather Gudenkauf


Jestem w trakcie lektury tej powieści i przyznaję, że to bardzo dobra, trzymająca w napięciu proza. Nie jestem w stanie ocenić, czy Jeden krok jest lepszy od innej znanej mi książki autorki – Małe cuda – niemniej zasługuje na szczególną uwagę. Więcej nie zdradzę, niedługo napiszę recenzję :) 

Ptaki ciernistych krzewów
Collen McCullough


Ciężki, zwiastujący tragedię klimat tej opowieści idealnie koresponduje z atmosferą listopadowych wieczorów. Co prawda nie doczytałam jeszcze tej książki, ale przeczuwam, że już niedługo nadrobię zaległości.

Zanim się pojawiłeś
Jojo Moyes


Przepiękna, romantyczna i jednocześnie bardzo smutna opowieść o miłości i umieraniu. Doskonała dla osób, które lubią płakać przy lekturze. Moja recenzja TUTAJ.

Droga
Cormac McCarthy


Dla osób, które wolą nieco mocniejsze lektury, idealna będzie książka Cormaca McCarthy. Droga to surowa i trzymająca w napięciu opowieść, w której specyficzny styl narratora tworzy niepowtarzalny klimat i wciąga czytelnika w niepokojącą, przerażającą wizję postapokaliptycznej rzeczywistości. Moja opinia TUTAJ.

Duma i uprzedzenie
Jane Austen


A dla tych, którzy lubią klasykę, na jesień polecam najgłośniejszą powieść Jane Austen – Dumę i uprzedzenie. Porywów serca nie będzie końca i choć na chwilę jesień stanie się przyjemniejsza, jaśniejsza :) Moja recenzja TUTAJ.

A Wy jakie książki lubicie czytać jesienią? Jakie gatunki literackie preferujecie na ten czas? Czekam na Wasze propozycje! :)

04 października 2015

Krótka relacja z 26. Międzynarodowego Festiwalu Komiksu i Gier

Gry i komiksy to nie do końca moja bajka. Serio. Co prawda w kilka gier w życiu zagrałam, a kiedy byłam dzieckiem, bardzo lubiłam komiksy. I jaram się wydawnictwami z uniwersum Metro 2033. Nie zmienia to jednak faktu, że na 26. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier trafiłam troszkę przypadkowo – dostałam po prostu zaproszenie i grzechem było z niego nie skorzystać. Na swoje usprawiedliwienie zdradzę Wam, że mimo mojego braku zainteresowania komiksami i grami, jestem na bieżąco w tej tematyce! „Winić” za to mogę moją współpracę z Kawerną, dla której nie raz przygotowywałam newsy o najnowszych wydawnictwach z tej tematyki.  


Na 26. Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier wybrałam się z moją kumpelą i jej ośmioletnim synkiem. W sobotni poranek wspólnie wyruszyliśmy na podbój Atlas Areny, w której odbywała się tegoroczna edycja festiwalu. 

Fakt nr 1 – o 10:30 już była spora kolejka do wejścia!

Fakt nr 2 – nawet rozkopane ulice Łodzi nie dały rady powstrzymać fanów gier i komiksów przed szturmowaniem Atlas Areny ;)

Fakt nr 3 – bawiłam się wyśmienicie! ^^

Spotkaliśmy szturmowców z Gwiezdnych Wojen oraz kilku stalkerów z Metro 2033. W drugiej połowie dnia Atlas Arenę na bank wypełniła cała masa najróżniejszych bohaterów ze znanych gier i filmów. Dla dzieciaków to super sprawa – widziałam na twarzy synka mojej kumpeli totalny zachwyt! A szturmowcy co chwilę byli proszeni do pozowania do zdjęć z małymi i dużymi gośćmi festiwalu ;) Ponadto w trakcie imprezy odbywały się spotkania z pisarzami (dziś np. miało być spotkanie z Andrzejem Sapkowskim). Nie da się nie zauważyć, że twórcy wydarzenia włożyli dużo pracy w zapełnienie harmonogramu imprezy i zorganizowanie dla gości wielu atrakcji.

Poza stoiskami wystawienniczymi i giełdą kolekcjonerską, na której można było nabyć najróżniejsze gadżety, nie zabrakło także wydawnictw książkowych. Wszystkie te stoiska usytuowane zostały w koronie Areny. Ja oczywiście trafiłam do Naszej Księgarni, gdzie kupiłam mojemu 2,5 letniemu siostrzeńcowi bajkę o żabach ;) 

Na płycie głównej hali rozstawione zostały stoiska do gier komputerowych i planszowych, scena oraz kilka stoisk sprzedających różne gadżety. Znalazła się także wydzielona przestrzeń, na której można było stoczyć pojedynek na miecze świetlne. Chętnych nie brakowało :) My skusiliśmy się na partyjkę gry planszowej i zagraliśmy z przezabawną grę Kot Stefan – bardzo przyjemna, rodzinna gra od wyd. Egmont (fotka powyżej). Radości nie było końca i nawet taka stara baba, jak ja, bawiła się wyśmienicie! 

Cieszę się, że w Łodzi odbywają się takie imprezy, jak Festiwal Komiksu i Gier. Cieszę się, że przyjeżdżają na niego ludzie z całej Polski i – mam nadzieję – wracają ze wspaniałymi wspomnieniami. Moje miasto daje radę! <3

A Wy byliście na łódzkim festiwalu? A może odwiedziliście inne tego typu imprezy w Polsce? :)

01 października 2015

"Angelfall. Penryn i Kres Dni" Susan Ee

"Spektakularny finał bestsellerowej trylogii Susan Ee. Po brawurowej ucieczce z gniazda aniołów Penryn i Raffe muszą się ukrywać. Oboje za wszelką cenę chcą znaleźć lekarza, który potrafiłby odwrócić wynaturzone efekty operacji przeprowadzonych przez anioły na Raffem i siostrze Penryn. Ledwie zaczynają szukać wyjścia z sytuacji, Penryn odkrywa zaskakujący sekret z przeszłości Raffego, budząc jednocześnie mroczne, zagrażające wszystkim bohaterom siły.

Anioły sprowadzają do świata ludzi apokaliptyczne bestie. Obie strony szykują się do wojny, zawierając nietypowe sojusze i modyfikując strategie. Kto wyjdzie zwycięsko z tego starcia? Raffe i Penryn zostają zmuszeni do opowiedzenia się po którejś ze stron. Stają przed wyborem: dołączyć do przedstawicieli swoich gatunków albo trzymać się razem."


Trudno zrecenzować ostatnią część ulubionej serii. Emocje zawsze w takich sytuacjach biorą górę nad rozsądkiem i chłodną oceną. W sumie ponad rok czekałam na finał opowieści Penryn, więc kiedy Kres Dni trafił w moje ręce, zabrałam się za lekturę z pewnym niepokojem. Od finału zawsze wymagamy najwięcej i bałam się, że książka nie spełni moich oczekiwań. Okazało się jednak, że Penryn i Kres Dni jest dokładnie takie, jak należy! 

Wszystkie części Angelfall są ze sobą ściśle powiązane, w zasadzie mogłaby to być jednotomowa historia – akcja Kresu Dni rozpoczyna się w momencie zakończenia Świata Po. Raffe odzyskał skrzydła i wraz z Penryn stara się dotrzeć do lekarza, który może mu je przyszyć. Trop za doktorkiem z gniazda aniołów prowadzi do obozu ruchu oporu. Tymczasem anioły szykują się do apokalipsy.  

źródło
Nie da się opisać emocji, jakie wywołała we mnie lektura Kresu Dni. Finał Angelfall to eksplozja najróżniejszych doznań. To zbiór doskonale skonstruowanych i sugestywnie przedstawionych scen, które zapierają dech, zachwycają i przerażają. Dziś mogę to powiedzieć z całą odpowiedzialnością – trylogia Angelfall jest niewątpliwie najlepszą powieścią postapokaliptyczną, jaką było mi dane przeczytać. To fenomenalna, obłędna, po prostu jedyna w swoim rodzaju historia. Każdą kolejną stronę książki przewracałam z niesłabnącym zachwytem oraz strachem o losy ukochanych bohaterów. Susan Ee pokazała, że potrafi wywołać w czytelniku najróżniejsze uczucia, a nawet najbardziej nieprawdopodobną historię uczynić szalenie realną. Angelfall idealnie nadaje się do przedstawienia na dużym ekranie – to byłby mroczny, ciężki i naładowany emocjami film.

Ponownie opowieść poprowadzona została z punktu widzenia głównej bohaterki. Prosty język i ciągłe zwroty akcji zdynamizowały opowieść, nie pozwalając czytelnikowi nawet na chwilę oddechu. Kiedy czytałam Kres Dni (podobnie, jak i poprzednie części), po prostu zapomniałam o całym świecie! Angelfall ma w sobie coś, co od razu pokochałam – niesamowity klimat i bohaterów. I nie mówię tu tylko o Penryn i Rafaelu, których uwielbiam – Susan poświęciła sporo uwagi także bohaterom drugoplanowym, ubierając ich w indywidualne charaktery. Dlatego trudno mi było się z nimi rozstać.

Powiem tak – finał serii okazał się niesamowity i zaskakujący, a jednocześnie przewrotny. Kiedy patrzę na Angelfall jako całość, wiem, że historia Penryn nie mogła zakończyć się inaczej. To, co zobaczyłam w kulminacyjnym momencie, jest po prostu wspaniałe. Zatem jeśli ktoś z Was jeszcze nie miał okazji sięgnąć po trylogię Susan Ee, naprawdę powinien szybko nadrobić zaległości. Fanów serii do sięgnięcia po trzeci tom na pewno namawiać nie muszę. Ja jeszcze nie raz wrócę do tej historii i raz za razem będę wyruszała z Penryn w niebezpieczną misję, aby odnaleźć jej siostrę, po cichu wzdychając do przystojnego archanioła. Polecam Wam tę trylogię z całego serca! :)


Original: Angelfall #3. End of Days
Wydawca: FILIA
Data wydania: 2.09.2015
Ilość stron: 363
Przeł. Jacek Konieczny
Ocena: 6/6!

Cała seria:


#1 Opowieść Penryn o końcu świata  |  #2 Penryn i Świat Po     |    #3 Penryn i Kres Dni


Za książkę dziękuję wydawnictwu Filia :)