06 listopada 2011

"Ballada. Taniec mrocznych elfów" Maggie Stiefvater

"James Morgan został obdarzony niemal nieziemskim talentem muzycznym, który przyciąga Naulę - tajemniczą dziewczynę należącą do krainy Faerii.
Naula to muza, która zabiera śmiertelnikom duszę, najpierw się nimi opiekując, a następnie żerując na twórczej energii zdolnych ludzi
do końca ich dni.
Dzięki wcześniejszym przygodom
James ma mnóstwo powodów, aby obawiać się Faerii, ale kiedy on i Naula zaczynają współpracować nad niezwykłą muzyczną kompozycją, James odkrywa, że jego uczucia do Nauli się pogłębiają.
Inni mieszkańcy Faerii nie patrzą jednak na to zbyt przychylnym okiem. Wkrótce nadchodzi Halloween - dzień zmarłych - a James
, aby ocalić Naulę i własną duszę, musi zmierzyć się z Królową Elfów oraz rogatym królem umarłych."



Małe wróżki z delikatnymi skrzydełkami sypiącymi złoty pyłek? Może dawniej. Dziś już nikt nie wierzy w takie wydanie fejów. I słusznie – przynajmniej według Meggie Stiefvater. Wszak w jej wykonaniu elfy/fejowie/zielony ludek nie są przyjemnymi stworzeniami, które kryją się wśród zieleni. To przerażające, owładnięte żądzą i namiętnością istoty wielbiące muzykę i taniec. Takie, z którymi my, zwykli śmiertelnicy, nie powinniśmy zadzierać...

I właśnie o tym przekonali się Dee i James minionego lata. Teraz, zapisując się do muzycznej szkoły dla wybitnie uzdolnionych, marzą jedynie o spokoju i wyleczeniu własnych ran – złamanych serc. Dee tęskni za Lukiem, James tęskni za Dee i wydaje się, że spirala tęsknoty nie ma końca. Aż nagle na drodze młodego dudziarza pojawia się tajemnicza piękność imieniem Naula. I wszystko zaczyna się komplikować.

Naula jest jednym z fejów – muzą, która dając inspirację uzdolnionemu muzykowi, żywi się odbieranymi mu latami życia. Teraz jej kolejną ofiarą ma być James. Lecz chłopak nie jest głupi – poprzednia przygoda z elfami nauczyła go ostrożności i także tym razem nie zamierza bratać się ze znienawidzonymi istotami. Ale Naula nie zamierza odpuścić... Tymczasem zbliża się Halloween - czas, w którym wszystko może ulec zmianie, gdy na horyzoncie zamajaczy sylwetka rogatego króla, władcy umarłych...

Autorka postanowiła urozmaicić swoją serię, tym razem przedstawiając wydarzenia z punktu widzenia Jamesa Morgana. Mamy więc przeplatającą się narrację pierwszoosobową głównego bohatera z narracją Nauli, która odgrywa w historii niezwykle znaczącą rolę, a pomiędzy tymi rozdziałami - króciutkie wiadomości od Deirdre. Ich sposób patrzenia na rzeczywistość i słownictwo zgotowało czytelnikowi nie lada gratkę – współczesna, często potoczna mowa urzeczywistnia wydarzenia i sprawia, że są realistyczne.

James przyciągnął moją uwagę już w pierwszej części – Lamencie, lecz dopiero w Balladzie możemy go naprawdę poznać. To niesamowicie intrygująca i tajemnicza osobowość, jedyna w swoim rodzaju. Jego humor, cynizm, a także brak poszanowania dla społecznych norm sprawiają, że jest ciekawym i świeżym przykładem na to, iż czasem wystarczy odrobina wyobraźni, by stworzyć bohaterów naturalnych –  z krwi i kości.  I choć pojawia się także dosyć niecodzienna postać Sullivana i irytująca Naula - nikt nie potrafił wzbudzić we mnie takich emocji, jak James. Dee natomiast... oj z Dee dzieją się tym razem dziwne rzeczy. O ile w tomie pierwszym była znośna, w kolejnym jest denerwująca ponad normę! Ale może to i dobrze – dzięki temu przy lekturze Ballady nie ma mowy o nudzie.

Wydawałoby się, że wszystko kręci się wokół trójkącika: Dee – James – Naula, lecz nie jest to jedyny i najważniejszy motyw fabuły. Muszę jednak przyznać, że momenty poświęcone uczuciom postaci niezmiernie mnie wzruszyły i wydawały się takie... realne. Momentami czułam w sobie wszystko to, o czym mówił James – jakby były to także moje emocje, moje problemy. Myślę, że tu wracamy do punktu wyjścia – czyli świetnie wykreowanej sylwetki głównego bohatera. To właśnie dzięki cesze prawdopodobieństwa czytelnikowi łatwiej jest wczuć się w sytuację  i wyciągać z  jego przygód to, co najcenniejsze.

Jest też minus – mianowicie ogólnikowe potraktowanie wydarzeń: niedopowiedzenia, brak wyraźnego zarysowania finisażu książki. Po lekturze ma się wrażenie, że coś pominęliśmy, że czegoś brakuje – może autorka zechce kontynuować historię? Może wyjaśni nam kilka istotnych kwestii, które zostały jedynie zarysowane? Z jednej strony byłoby to wskazane, z drugiej – może czasem sami musimy sobie dopowiedzieć własne, alternatywne zakończenie, które nas wszystkich usatysfakcjonuje. Tu już wybór należy do Was.

Czy książkę polecam? Jak najbardziej! Ta część jest dużo lepsza od pierwszej – przede wszystkim ze względu na niesamowitą, barwną postać Jamesa i jego narrację nie stroniącą od uszczypliwych, kąśliwych uwag i niezwykle trafnego nakreślenia sytuacji, w jakiej się znalazł. Daję więc 4,5/6 i liczę na to, że i Was oczaruje ten szalenie intrygujący młodzieniec! 

Original: Ballad: A gathering of Faerie
Wydawnictwo: Illuminatio
Data wydania: 10.2011
Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Illuminatio! 

A dla zainteresowanych - recenzja Lamentu :)


***

A teraz słów kilka z innej beczki - skala ocen. Postanowiłam zrobić mały eksperyment i przy poprzedniej recenzji nie podałam żadnej liczbowej oceny. Efekt? O połowe mniejszy ruch na blogu, mniej komentarzy. Z czego to wynika? Być może z tego, że ocena liczbowa przykuwa uwagę i pozwala potencjalnemu czytelnikowi na wysunięcie wniosków bez czytania recenzji. No cóż, co poradzić. Idąc za wygodą - zmieniam skalę z 10-cio punktowej na 6-cio punktową. Zobaczymy, czy ta "szkolna" forma oceniania (ocena książki prawie równa ocenie na kartkówce) przyniesie lepsze efekty :)

03 listopada 2011

"Powietrze na śniadanie" Jana Frey

"Serafina waży 64 kilogramy, a mimo to czuje się nieszczęśliwie grubą. Chciałaby mieć sylwetkę piękna i smukłą jak jej przyjaciółka Ernestine lub jej siostra Maria. Postanawia więc spełnić swe pragnienie i pewnego dnia zaczyna się odchudzać. Jej myśli koncentrują się tylko wokół kalorii. Nic nie je. Głodówka ma zapewnić jej spełnienie marzeń.
Los Serafiny nie jest przypadkiem odosobnionym, Tak w Europie, jak i w Polsce anoreksja zbiera coraz większe żniwo. Przejmująca powieść Jany Frey ukazuje, jak marzenia o pięknej sylwetce w łatwy sposób zamieniają się w błędne koło super-diet, z którego trudno się wyrwać i które często prowadzi do śmierci"


Walka o piękną sylwetkę? Dla większości kobiet to stwierdzenie nie brzmi jakoś obco. Która z nas bowiem nie marzyła o "pięknej sylwetce"? O spodniach w mniejszym rozmiarze? O zazdrosnych spojrzeniach koleżanek i powszechnej akceptacji? Tak, dla niektórych dziewcząt walka o idealną figurę to chleb powszedni. Współczesne media i trendy mody narzucają kanon szczupłego ciała jako ideału, do którego każdy powinien dążyć. Teoretycznie. Bo za jaką cenę?

Serafina była nastolatką o nieco pulchnej budowie, choć ja grubasem bym jej nie nazwała. Po prostu taka uroda. Lecz dla Serafiny zawsze ładniejsza była jej młodsza siostra o eterycznej budowie ciała. Dlatego jej zazdrościła. Aż pewnego dnia po prostu zazdrość nie wystarczyła – dziewczyna pod wpływem emocji i różnych czynników postanowiła schudnąć. Raz a dobrze. I podjęła walkę z otyłością dość drastycznie – wymagając natychmiastowych efektów, przestała jeść. Czy zatem marzenie o osiągnięciu wymarzonej sylwetki się spełniło?

No właśnie... Znam wiele dziewcząt, które wciąż się odchudzają lub odchudzały. Sama jestem jedną z nich. I dlatego w historii Serafiny odnalazłam coś więcej, niż słowa – gdzieś tam byłam i ja. W historii dziewczyny, która zechciała być po prostu ładniejsza, mogłam dostrzec zarówno moje, jak i moich koleżanek pragnienie o dobrym samopoczuciu, akceptacji, a także ciuchach w mniejszym rozmiarze. Problemy Serafiny przypominały mi mój sposób myślenia, a jej determinacja wcale nie wydawała mi się przez to urojona czy nieprawdziwa. Była odzwierciedleniem pragnień wielu dziewcząt.

Narracja pierwszoosobowa z punktu widzenia głównej bohaterki to w zasadzie największy atut opowieści. Autorka przedstawia nam dzięki temu cały mechanizm działania umysłu Serafiny – od A do Z poznajemy jej obawy i pragnienia, możemy przez to na bieżąco śledzić wydarzenia i być w ich centrum, niczym w skórze tej nastoletniej dziewczyny. Pozwala nam to także ocenić jej zachowanie i wyrobić sobie zdanie na temat sytuacji, których jesteśmy świadkami. 

Prawdę mówiąc problemy żywieniowe to temat na tyle trudny i powszechny, że ciężko jednoznacznie określić jego genezę i jednocześnie znaleźć lekarstwo. Dlatego też dzieło Jany Frey, pomimo niewielkiej objętości, jest opowieścią jak najbardziej uniwersalną – mówi o pragnieniach młodej dziewczyny, która zrobi wszystko, by osiągnąć cel. Przedstawia sposób myślenia nieszczęśliwej „grubaski” i wprowadza czytelnika w świat nakazów i zakazów, które zamiast się zmniejszać wraz ze zrzuconymi kilogramami, nawarstwiają się jeszcze bardziej. Błędne koło nie ma końca.

Komu polecam książkę? Przede wszystkim młodym dziewczętom, które wciąż marzą o pięknej sylwetce. Sama byłam zaskoczona tą historią, co więcej - było mi naprawdę żal bohaterki. Dzięki tej lekturze można więc wyraźniej dostrzec przepaść pomiędzy racjonalnym stosowaniem diet, a ślepym zapatrzeniem się w czasopisma i trendy, które wręcz krzyczą do nas ze swoich kolorowych okładek „bądź taka, jak modelka” i tym samym uruchamiają w głowach kobiet spiralę niekończących się wymagań względem siebie samej. Choć pewnie i tak wiele z Was zignoruje opowieść Serafiny, przynajmniej warto poznać jej historię i zastanowić się nad tym, jak daleko można posunąć się w stosowaniu super-diet i przede wszystkim – dokąd nas to zaprowadzi?

Original: Luft zum Fruhstuck
Wydawnictwo: Foka
Data wydania: 20.10.2011

Za książkę dziękuję Oficynie Wydawniczej Foka!

30 października 2011

"Anielski ogień" Courtney Allison Moulton

"Najpierw pojawiają się koszmary. Każdej nocy Ellie dręczą przerażające sny o monstrualnych potworach, które polują na nią i ją zabijają.Potem przychodzą wspomnienia. Kiedy Ellie spotyka Willa, odnosi wrażenie, że coś sobie przypomina, lecz nie potrafi tego określić. Will troszczy się o nią, jest romantyczny, ale to coś więcej, ona czuje, że jej dusza zna go od wieków. W dniu siedemnastych urodzin Will budzi w Ellie jej moc. Uświadamia jej, kim tak naprawdę jest i jaką rolę odgrywa w odwiecznej wojnie dobra ze złem.
T
o ona musi polować. Jej zadaniem jest walka z kosiarzami, potwornymi istotami, które pożerają ludzkie ciała i dusze. Ellie jest dzielną wojowniczką, lecz by przetrwać niebezpieczną walkę aniołów z upadłymi, musi poznać prawdę o swoich poprzednich wcieleniach, tajemnice, które mogą okazać się zbyt straszne, by je unieść."


Bycie nastolatką to całkiem fajna rzecz – imprezy, przyjaciele, beztroskie życie... Tak właśnie wyglądała rzeczywistość Ellie Monroe, przynajmniej dopóki nie pojawił się w jej życiu Will. Tajemniczy chłopak z tatuażami na ramieniu wzbudził w dziewczynie przedziwne uczucia – wrażenie, że już się skądś znają, że coś ich łączy. Jednak wiadomość, jaką przyniósł z sobą ów nieznajomy, nie była już tak romantyczna... Nagle życie ledwie siedemnastoletniej bohaterki wywraca się do góry nogami – dowiaduje się, że jest wojownikiem walczącym z demonicznymi mocami, które zjadają ludzkie dusze. Tak, w sumie można by taką nowinkę jeszcze zignorować, gdyby nie fakt, że William przynosi ze sobą nie tylko wiedzę, lecz i moc, a oczy Ellie całkiem niespodziewanie otwierają się na wyłaniające się z mroku istoty. A przecież to dopiero początek...

Nie będę owijała w bawełnę, do tej książki podchodziłam naprawdę sceptycznie. Od pierwszej chwili, gdy przeczytałam opis, w mojej głowie ożywały wspomnienia i porównania do innych powieści, które miały podobną fabułę. Obawiałam się, że nie będę mogła się przemóc i wystarczająco wczuć w historię... i rzeczywiście do pierwszych pięćdziesięciu stron było ciężko, lecz w momencie, gdy opadły owe negatywne emocje i burzące spokój odczucia, zagłębiłam się w dzieło panny Moulton i odkryłam coś niezwykłego – Przepadłam!

Narracja pierwszoosobowa z punktu widzenia bohaterki jest ujęta językiem prostym i młodzieżowym, przez co czytelnik naprawdę może poczuć się jak  młoda dziewczyna, której świat nagle stanął do góry nogami. Fabuła jest skonstruowana dosyć nietypowo – spodziewalibyśmy się powolnego, stopniowego odkrywania wszystkich tajemnic, ale autorka nas zaskakuje, zmuszając poniekąd czytelnika prawie do skoku na głęboką wodę. Także główny wątek tchnie świeżością – choć walkę dobra ze złem spotykamy na każdym kroku, a anielskie moce i demony to nie pierwszyzna, na pewno miłym zaskoczeniem będzie motyw kosiarza jako istoty pożerającej ludzi. Ponadto pojawia się jeszcze kilka ciekawych odniesień na przykład do wiary chrześcijańskiej, co działa tu jak najbardziej na korzyść.

Jak się zaś spisała autorka w kwestii kreacji bohaterów, na których zawsze zwracam uwagę w pierwszej kolejności? Przyznam, że byłam miło zaskoczona. A może to zasługa imienia, jaki nosi główna bohaterka? Elisabeth jest niezwykła jak na swój młody wiek. Normalna. Zarówno odważna, jak i przerażona. Zarówno silna, jak i słaba. Musi walczyć nie tylko ze złem, ale także z własnymi słabościami. A Will? No tak, tu pewnie niejedna czytelniczka zapragnie znaleźć jakieś wskazówki dotyczące jego osoby, ale zaskoczę Was – nic nie powiem! William to taki typ faceta, z którym trzeba poznać się osobiście, ale nie martwcie się, Wasze odczucia będą (a przynajmniej tak przypuszczam, patrząc po sobie) bardzo pozytywne. Pisarka stworzyła dwie niezwykle silne osobowości, które przyciągają uwagę i oczarowują swoją naturalnością. Kolejny plus dla książki.

Zaskakująca jest też objętość dzieła - ponad 400 stron! Nie ma więc obaw, że przygoda z dziełem będzie za krótka, albo mało zrozumiała. Co do okładki - jest piękna, choć nie można nie zauważyć różowego napisu, który nieco burzy kolorystykę. Osobiście zamieniłabym róż na odcień włosów Ellie. Nasze spojrzenie jednak mimowolnie kieruje się na ogromny zakrzywiony miecz, który dziewczyna trzyma w dłoni - aż strach pomyśleć, jak wiele można nim zdziałać w walce z demonem! Jednocześnie zachwycająca i przerażająca wizja!

Minusem jest jednak fakt, że mimo najszczerszych chęci nie da się całkowicie pozbyć wrażenia, iż fabuła Anielskiego ognia jest podobna do kilku innych wydanych już książek. Porównania, porównania i jeszcze raz porównania – naprawdę zgubna rzecz! Przynajmniej początkowo to dosyć silne odczucie, lecz później następuje bum i nagle znajdujemy się w całkowicie nowej rzeczywistości. Cóż, od czegoś autorka musiała zacząć, a nie ukrywajmy – wymyślić coś niepowtarzalnego i innowacyjnego to niesamowicie trudne zadanie. 

Powiem tak – Anielski ogień niesłychanie mnie zaskoczył. Nie jest to co prawda arcydzieło, po którym każdy czytelnik padnie na kolana, by wielbić debiutantkę – pannę Moulton, ale ma w sobie coś, co niesłychanie przyciąga. Jeśli więc pozwolimy sobie na zaufanie, niechybnie dostrzeżemy, że w gąszczu tysięcy paranormalnych historii, z jakimi mamy dziś do czynienia na rynku literackim, opowieść o Ellie i Willu okaże się być powieścią nie tylko interesującą, ale także cudownie wciągającą. Warto zatem zanurzyć się w świat młodej dziewczyny walczącej z kosiarzami, by ocalić nasze dusze. Zapewniam – to będzie niezapomniane przeżycie!


Daję 8/10.  


Original: Angelfire
Wydawnictwo: Bukowy Las
Data wydania: 19.10.2011

Za książkę bardzo serdecznie dziękuję Wydawnictwu Bukowy Las! 


Dodaję zapowiedź książki:

I na dokładkę dorzucam piosenkę, która dla mnie osobiście pasuje to tej powieści:
Age Of Loneniess.

29 października 2011

TOP 10: Ulubione serie książkowe!

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.


Dziś, moi Kochani, czas na 10 ulubionych serii książkowych. Nie ukrywam, ciężko wybrać ledwie kilka spośród dziesiątek świetnych pozycji literackich zwłaszcza, gdy wiele z serii wciąż nie zostało wydanych w całości i musimy posiłkować się jedynie tym, co dotychczas poznaliśmy. Dlatego na początku podkreślam - kolejność jest całkowicie przypadkowa, gdyż będą to serie, które tak bardzo kocham, że nie umiem ocenić, która jest lepsza od poprzedniej. Zatem zaczynajmy!


1. Igrzyska Śmierci - Suzanne Collins


Mojego wyboru chyba nie muszę tłumaczyć - ta seria, a zwłaszcza ostatni tom, całkowicie wytrąciła mnie z równowagi, rozczłonkowała moje serce i umysł, wprowadziła zamęt na niesamowitą skalę. Wciąż żywo wspominam wydarzenia, które zaserwowała nam pani Collins. Naprawdę jedna z najlepszych powieści, jakie pojawiły się w historii - majstersztyk!!!

PS Team Peeta :)





2. Harry Potter - Joanne Kathleen Rowling


Siedmiotomowa saga o przygodach chłopca - czarodzieja prawdopodobnie odmieniła nie tylko mnie, ale i setki fanów na całym świecie. Doskonała, przejmująca historia z morałem, która zapada w pamięć i nigdy się nie nudzi - nie zliczę już, ile razy powracałam do niektórych tomów tej serii, podobnie jak i widziałam wszystkie ekranizacje nie mniej niż tysiąc razy. I choć moje ulubione ksiązki to Więzień Azkabanu i Książę Półkrwi, to i tak wszystkie siedem części traktuję jak jedną nierozerwalną całość. 


3. Trylogia Moorehawke - Celine Kiernan


W tej serii zakochałam się na dobre po drugiej części - Królestwie Cieni. Dobrej fantasy jest teraz naprawdę coraz mniej, zatem powieść Celine wyróżnia się wśród wielu najnowszych pozycji literackich przede wszystkim oryginalnością. W dodatku bohaterowie - a zwłaszcza Christopher - przyciągają spojrzenie i zapadają głęboko w naszą pamięć. Nietuzinkowa i doszczętnie obłędna!


4. Dary Anioła - Cassandra Clare


Obok takich dzieł nie można przejść obojętnie.  A moja miłość do Jace'a i jego przygód jest wciąż żywa, choć minęło już półtora roku od chwili, jak go poznałam. Barwne postaci, zaskakujące wydarzenia, walka z siłami zła i wielki romans - no czego chcieć więcej? Niewątpliwie jedna z najlepszych serii, jaka pojawiła się na rynku wydawniczym. Z zapartym tchem czekam na kolejne części!


5. Trylogia Czasu - Kerstin Gier


Jedne z najbardziej zaskakujących książek, z jakimi miałam styczność -  niesamowita historia, podróże w czasie, pełni życia bohaterowie i niesamowity wątek miłosny w tle. Oczarowana postacią Gideona nie mogę doczekać się ostatniej części serii. I w dodatku te przepiękne okładki, na które mogłabym się patrzeć godzinami...Stanowczo polecam!


6. Imperium Wampirów - Clay & Susan Griffith


Kolejna niesamowita i zaskakująca seria - niezwykłe sceny batalistyczne, piękna historia zakazanej miłości i walka o własną tożsamość.  Nie ukrywam - po lekturze pierwszego tomu byłam i wciąż jestem oczarowana historią stworzoną przez Susan i Clay'a. Z niecierpliwością czekam na kolejną część, która - podobno - już pojawiła się za granicą. Oby jak najwięcej Greyfriara!!! *_*


7. Żelazny Dwór - Julie Kagawa


Niesamowita, obłędna i jedyna w swoim rodzaju - czyli doskonały przykład pokazujący, że moda na elfy nie skończyła się wraz z Tolkienem. Julie stworzyła coś niesamowitego - historię, w której ani na chwilę nie można odetchnąć, w której wszystko może się zdarzyć, a jednak nie czuć przesytu nagromadzonych wątków. Niesamowite postaci, wspaniałe miejsce akcji i przeplatanie się świata śmiertelników i świata magicznego - słowem: CUDEŃKO!


8. Przyrzeczeni - Beth Fantaskey


Czyli kolejna wampirza historia, która oczarowała mnie i wciągnęła w swój świat bezpowrotnie i nieodwołalnie. I chociaż przeczytałam tylko pierwszą część z zaplanowanej trylogii, jestem pewna, że kolejne tomy będą równie doskonałe, a może i nawet lepsze. Wszak drugiego takiego bohatera, jak Lucjusz Vladescu, nie znajdziemy! Wykwintne maniery, współczesność przeplatająca się z historią i mroczne tajemnice to tylko niektóre z atutów dzieła, jakie stworzyła Beth. Stanowczo powieść warta polecenia!


9. Saga Zmierzch - Stephenie Meyer

Śmiejcie się, jeśli chcecie, ale właśnie od tej sagi zaczęła się w ogóle moja przygoda z paranormalami. Najpierw był film - przyciągnął mnie plakat do ekranizacji Zmierzchu, na którym przedstawiono całkiem ładną dziewczynę i mrocznego chłopca pochylającego się w jej stronę. Uwierzycie, że nie miałam wtedy pojęcia, kim jest Pattinson?! Później jakkolwiek bym nie próbowała, podczas czytania wszystkich tomów serii miałam tylko ich przed oczami - tak doskonale wkomponowanych w wizerunek bohaterów pani Meyer. Saga Zmierzch to fenomen i jeśli ktoś się z tym nie zgadza, to ma poważny problem - faktów się nie zmieni. One są ;)


10. Upadli - Lauren Kate

 Ta seria zbiera coraz gorsze opinie, co mnie niesamowicie marwti, bo dla mnie - zwłaszcza po trzecim tomie - to jedna z najlepszych powieści o miłości. Niesamowita historia uczucia, które połączyło Luce i Daniela, nie pozwala mieć wątpliwości, że ostatni tom tej czteroczęściowej sagi będzie czymś niesamowitym. Mam nadzieję, że znajdą się osoby, które poprą ten wybór. A nawet jeśli nie, jednego Lauren odmówić nie można - babka umie pisać i to się liczy. 





Niestety to już koniec mojego rankingu. Ubolewam, że mogłam wybrać tylko 10 przykładów - brakuje mi tu serii o Ever, albo Pożeracza Snów. Dlatego takie rankingi traktuję trochę z przymrożeniem oka. Kto wie, czy przypadkiem za tydzień nie poznam kolejnej niezwykłej powieści, która wywróci wszystko do góry nogami?
Na koniec dorzucam piosenkę związaną ze zbliżającym się świętem - szkoda, że w Polsce go nie obchodzimy, bo jest genialne - This is Halloween z przepięknego filmu Tima Burtona *_* Enjoy!!!

27 października 2011

Październikowy stosik książkowy!

Chyba to wejdzie na stałe w repertuar mojego bloga - czyli comiesięczne sprawozdanie z zakupów książkowych ^^ Tak więc i dziś przedstawię Wam moje nabytki oraz szepnę parę słów o nadchodzących najciekawszych premierach listopada :]

1. Miłość po grób - Ellen Schreiber - zakupiona w promocji -25% w Matrasie (promocja do końca tego miesiąca).

2. Blask Nocy - Andrea Cremer - dokładnie ta sama promocja.

3. Cisza - Becca Fitzpatrick - jejku, słyszałam tyle negatywnych opinii, że zaczynam się bać :P Książka zakupiona podczas Zlotu forum Książkimłodzieżowe.fora.pl .

4. Pomiędzy - Tara Hudson - książka zakupiona od Charliego :*

5. Anielski Ogień - Moulton Courtney Allison - od Wydawnictwa Bukowy Las - własnie czytam, wkrótce recenzja ^^

6. Królestwo Cieni - Celine Kiernan - jedna z najwspanialszych powieści, jakie w życiu przeczytałam, obłędna i doskonała - RECENZJA.

7. Powietrze na śniadanie - Jana Frey - od Oficyny Wydawniczej Foka - już wkrótce recenzja.

Czekam jeszcze na Enklawę i Bestię - mam nadzieję, że to będą wspaniałe książki. Jak już wspominałam przy poprzednim wpisie - oby świetnej lektury było w naszym życiu jak najwięcej, a gniotom mówimy NIE xD 

A teraz interesujące premiery listopada!


2 Listopada

"Zawładnięci" Elana Johnson

Porównywana do Delirium i Igrzysk Śmierci, kolejna postapokaliptyczna historia o świecie, w którym można albo dać sobą rządzić, albo walczyć o wolność. Obawiam się trochę porównań do Igrzysk Śmierci - rzadko się zdarza, żeby jakaś książka mogła choć w 1/4 dorównywać temu arcydziełu, ale przekonajmy się. Zawładnięci podobno już przedpremierowo w sprzedaży.

Wydawnictwo: Amber
Original: ?
Ilość stron: 320




9 Listopada

"Nevermore - Kruk" Kelly Creagh

Paranormalny romans zainspirowany twórczością Poego? Brzmi nieźle, w a dodatku postać Varena - mrocznego gota, który jest "wesoły jak cmentarzysko, ciepły jak granitowa płyta, a na dodatek potwornie zgryźliwy" - brzmi nawet bardzo interesująco! Poza tym przedpremierowe recenzje są naprawdę pozytywne, zatem nie ma na co czekać - tę książkę najwyraźniej trzeba kupić!

Wydawnictwo: Jaguar
Original: Nevermore
Ilość stron: około 480