31 stycznia 2012

"Wariant" Robison Wells

"W Akademii Maxfield musisz wybierać: Porządek albo Spustoszenie albo Wariant.
Benson musi przyłączyć się do jednej z tych grup, żeby przetrwać.
Ale wie, że powinien uciec. I że ufać może tylko sobie.
Siedemnastoletni Benson myślał, że stypendium Akademii Maxfield będzie przepustką do lepszego świata. Mylił się.Został uwięziony w szkole otoczonej drutem kolczastym. W szkole, w której kamery śledzą każdy ruch. W której nie ma dorosłych. W której uczniowie podzielili się na trzy grupy, po to żeby przeżyć. Jeśli nie jesteś w żadnej z nich, to nie ma ciebie.
Jeśli złamiesz regulamin, znikasz...
Lecz Benson nie wie jeszcze wszystkiego. A kiedy odkrywa prawdziwą tajemnicę Akademii Maxfield, uświadamia sobie,że posłuszeństwo może przypłacić losem znacznie gorszym niż śmierć. I że ucieczka – jedyna szansa na przetrwanie – może okazać się niemożliwa..."


Szkoła bez nauczycieli, bez prac domowych i sprawdzianów, rządzona przez uczniów? W zasadzie niejedna osoba uśmiechnęła by się z zadowoleniem, inna zaś stwierdziłaby, że to przeczy w ogóle idei tworzenia placówek oświaty. Ale abstrahując od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni – a gdyby jednak? Gdyby nagle znaleźć się w miejscu, które z pozoru przypomina raj, ale daleko mu do ideału – gdzie kamery śledzą każdy nasz ruch,  nieposłuszeństwo jest karane tajemniczym aresztem, a jedyny widok zza okna to las i mur praktycznie nie do sforsowania…?

Benson tułał się od jednej rodziny zastępczej do kolejnej, aż w końcu dostał szansę na stypendium w prestiżowej szkole – Akademii Maxfield. Dla takiego wyrzutka jak on, w zasadzie był to los wygrany na loterii – dlatego przyjął propozycję. Niestety po dotarciu na miejsce przekonał się, że jeśli dotychczas narzekał, to zupełnie bezpodstawnie – nowy „dom” jest bowiem bardziej przerażający, niż mógł się spodziewać. Szkoła, otoczona murami i lasem, jest więzieniem dla dzieciaków. I to dosłownie – kamery w każdym pokoju, regulamin przestrzegany wystarczająco restrykcyjnie, by uznać to za obłęd i uczniowie, którzy potworzyli gangi, by zapanował względny porządek – teoretycznie. A wreszcie tajemnica, która spędza sen z powiek niejednej osobie – czemu w ogóle znaleźli się w tym miejscu? Czy to jakiś eksperyment, a może szkolenie? Benson chce odkryć sekret Akademii, lecz z każdym kolejnym krokiem zbliża się do prawdy, której tak naprawdę wolałby nie znać. Prawdy, która może być śmiertelnie niebezpieczna…

Po Wariant sięgnęłam z pewną obawą, bowiem po raz kolejny odnalazłam w zapowiedziach porównanie do kultowej serii – czego nie lubię – tym razem do Gone. Jeśli jednak miałam wcześniej jakieś obiekcje, rozwiały się one zaraz po przeczytaniu pierwszych kilku stron powieści. Dlaczego?

Narracja pierwszoosobowa z punktu widzenia głównego bohatera – siedemnastoletniego Bensona – to strzał w dziesiątkę: chłopak nic nie wie o Akademii i czytelnicy dzięki temu odkrywają z bohaterem szkołę dokładnie tak, jakby sami byli nowymi uczniami. Wszelkie niepewności Bensona są naszymi niepewnościami, a sposób, w jaki przekazuje nam swoje myśli – pełny ekspresji, ale i prosty język, silne emocje, chęć walki o przetrwanie i potrzeba poznania prawdy – pozwala nam w pełni wczuć się w wydarzenia, być w centrum największej burzy.

Cała recenzja na:


Za książkę bardzo dziękuję ParanormalBooks!!!
Original: Variant
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 17.01.2012
 Trailery do książki:


27 stycznia 2012

"Zapomniane" Cat Patrick

"Przeszłość. Teraźniejszość. Przyszłość. Która z nich ma największe znaczenie?

Mam problem: Widzę migawki przyszłości, jakby to były wspomnienia. Ale przeszłość jest dla mnie tajemnicą. Pamiętam, co będę miała na sobie jutro i kłótnię, która zdarzy się dopiero po południu. Ale nie wiem, co jadłam wczoraj na kolację. Radzę sobie dzięki notatkom, mamie i najlepszej przyjaciółce, Jamie, i system jakoś działa... Do czasu. Bo teraz wszystko się sypie. Jamie się buntuje. Mama nie mówi mi prawdy. I nie widzę w swojej przyszłości chłopaka, za którym szaleję. Ale dzisiaj go kocham. I chciałabym zapamiętać na zawsze, jak bardzo..." 


Wspomnienia są częścią naszego życia – decydują w dużej mierze o poczuciu własnej wartości, o tożsamości, a nawet mają wpływ na poglądy, które głosimy. Czysta kartka bowiem nie ma sobą co zaprezentować, lecz ta zapisana… Pamięć jest niezbędna – pozwala nam zdobywać wiedzę, doświadczenie, zmusza do analizowania minionych godzin, dni, lat. To na pamięci, na skojarzeniach opiera się cały system wartości, jaki w sobie wypracowaliśmy. Nic więc dziwnego, że ludzie, którzy nagle tracą pamięć, czują się tak zagubieni, tak niepewni. Lecz gdyby tracić tę pamięć codziennie, od nowa? Gdyby zamiast wspomnień z przeszłości mieć wspomnienia z… przyszłości?

London Lane jest nietypowa właśnie ze względu na swój dar. Nie pamięta tego, co stało się wczoraj, tydzień czy pięć lat temu, ale za to wie, co ją czeka jutro albo za miesiąc, a nawet  całe lata później. To dosyć przerażający dar – móc poznać swoją przyszłość, lecz London sobie z tym radzi – to, co musi wiedzieć, zapisuje w notatkach co wieczór, a to, czego nie chce pamiętać – pomija. I zawsze ma obok siebie matkę i przyjaciółkę Jamie – dwie kobiety, które wspierają dziewczynę od lat. Aż pewnego dnia wszystko się zmienia – Jamie obraża się na London, matka nie do końca wydaje się być szczera, a w szkole pojawia się przystojny i odizolowany od reszty szkolnego społeczeństwa chłopak, który już pierwszego dnia zwraca uwagę na London – lecz mimo to dziewczyna nie widzi go w swojej przyszłości. Nie mówiąc o tajemnicach, które skrywa przeszłość…

Cat Patrick podobno wpadła na pomysł napisania książki całkowicie przypadkowo i to jest interesujące już samo w sobie – spontaniczność i nietuzinkowy pomysł, który zrodził się w niespodziewanym momencie. Bo rzeczywiście widzenie przyszłości zamiast przeszłości jest nietypowe i nawet oryginalne. Przyznaję – już od pierwszej chwili, gdy przeczytałam opis zapowiedzi, chciałam dostać tę powieść w swoje ręce. Czy było warto?

„Dla mnie czytanie oznacza pamiętanie.”*

Narracja oczywiście pierwszoosobowa – z punktu widzenia głównej bohaterki. Język jest prosty i nie wymagający specjalnego skupienia od czytelnika, co wynika z faktu, iż bohaterka jest młoda i raczej sama nie do końca rozumie to, co się wokół niej dzieje. Akcja powieści toczy się swoim rytmem, którego nie da się jednoznacznie określić – z jednej strony wydarzenia płyną powoli, z drugiej strony bardzo krótkie rozdzialiki prawdopodobnie mają za zadanie wprowadzić dynamikę, podobnie jak przeskoki w czasie – po lutym pojawia się kwiecień i wydarzenia pomiędzy tymi miesiącami są w ogóle pominięte.

Cała recenzja na:  


Original: Forgotten
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 12.01.2012

Za książkę bardzo dziękuję ParanormalBooks!!! :)


I trailer!

* cytat z Zapomniane, str. 240.

21 stycznia 2012

"Metro 2033" Dmitry Glukhovsky

„Rok 2033. W wyniku konfliktu atomowego świat uległ zagładzie. Ocaleli tylko nieliczni, chroniący się w moskiewskim metrze, które dzięki unikalnej konstrukcji stało się najprawdopodobniej ostatnim przyczółkiem ludzkości. Na mrocznych stacjach, rozświetlanych światłami awaryjnymi i blaskiem ognisk, ludzie ci próbują wieść życie zbliżone do tego sprzed katastrofy. Tworzą mikropaństwa spajane ideologią, religią czy po prostu ochroną filtrów wodnych... Zawierają sojusze, toczą wojny.
WOGN to wysunięta najbardziej na północ zamieszkała stacja metra. Kiedyś była jedną z najpiękniejszych, a po zagładzie przez długi czas pozostawała bezpieczna. Teraz pojawiło się na niej śmiertelne niebezpieczeństwo.
Artem, młody mężczyzna z WOGN-u, otrzymuje zadanie: musi przedostać się do legendarnej stacji Polis, serca moskiewskiego metra, aby przekazać ostrzeżenie o nowym niebezpieczeństwie. Od powodzenia jego misji zależy przyszłość nie tylko peryferyjnej stacji, ale być może całej ocalałej w metrze ludzkości.”


Świat, tak dobrze nam znany, uległ zagładzie, gdy narodził się konflikt atomowy i ludzie, pełni nienawiści, zgotowali sobie własny koniec. Ale niektórzy mieli szczęście – schronili się w czeluściach moskiewskiego metra, odgradzając się od niebezpieczeństw czających się na powierzchni zniszczonej ziemi. Musieli nauczyć się żyć od nowa – w mroku, bez słońca, bez roślinności, swobody i gwieździstego nieba nad głową. Niemożliwe? A jednak udało im się – tworząc nowe struktury, nowe hierarchie i walcząc o przetrwanie, zbudowali nowy świat. Wśród  ludzi metra był  Artem – zwyczajny chłopak z północnej stacji WOGN. Wychowywany przez przybranego ojca, żył z dnia na dzień, w ustalonym porządku. Aż pewnego dnia coś się zmieniło – młodzieniec zostaje wybrany do podjęcia misji, od której zależeć może bytność wszystkich ludzi żyjących pod ziemią. Artem wyrusza w podróż, by dotrzeć do legendarnego Polis i odmienić los ludzkości. Lecz czy warto? Na jakie niebezpieczeństwa się naraża i co go czeka w mroku tunelów? I wreszcie – czy jeden człowiek może zmienić bieg historii?

                                                  „Boże, jaki piękny świat zniszczyliśmy...” *

Historia wydania Metro 2033 zaczyna się od nieudanej próby, po której to Dmitry Glukhovsky, rosyjski pisarz i dziennikarz, opublikował swoją powieść w sieci. Strona internetowa, na której ją zaprezentował, stała się niezwykle popularna, a fani włączyli się we wspólną pracę nad udoskonalaniem utworu poprzez przesyłanie pisarzowi swoich uwag i rad. Wkrótce potem udało się wydać Metro 2033 w tradycyjnej oprawie i... książka stała się hitem! Szczerze mówiąc ta informacja ani trochę mnie nie dziwi, bowiem wciąż na nowo wracam myślami do dzieła pełnego dojrzałej i oryginalnej a jednocześnie zaskakującej na wszystkich płaszczyznach kreacji. Ta cecha niewątpliwie wyróżnia twór Dmitra od innych postapokaliptycznych opowieści, choć oczywiście to nie wszystko!

Zarówno świat przedstawiony, jak i bohaterowie są dopracowani – można rzec – na sto dwadzieścia procent. Postaci – począwszy od głównego bohatera Artema przez jego znajomych aż po dalszoplanowe sylwetki ludzi, na których w zasadzie nawet nie zwrócilibyśmy najmniejszej uwagi – to bez wyjątków żywe, silne osobowości skonfrontowane z czyhającymi w mroku metra niebezpieczeństwami, podejmujący trudne decyzje w ułamkach chwil i walczący o przetrwanie. W miarę poznawania kolejnych wydarzeń, ci ludzie stają się w naszych oczach realni, prawdziwi i drodzy, gdyż ich emocje, obawy i przerażenie udzielają się czytelnikowi, tym samym przybliżając widzowi fikcyjnych bohaterów bardziej, niż gdyby były to żywe jednostki.

Rzeczywistość metra roku 2033 można nazwać jednym słowem – jest mroczna. Tunele skąpane w ciemności, przesycone zatęchłym strachem, bolesną ciszą i niewiadomą, która działa na wyobraźnię bardziej, niż najdoskonalej ukazane sceny w dreszczowcach i horrorach – wszystkie te czynniki zmuszają nie tylko bohatera, ale i nas do ciągłej gotowości i czujności. Jesteśmy tam – wiele metrów pod ziemią, pogrążeni w beznadziei i przerażeniu, niezdecydowani. Dmitry pokazuje nam historię zawierającą w sobie sumę wszystkich możliwych rodzajów strachu, jakie mogą zawładnąć człowiekiem – od niepewności poprzez panikę do utraty zmysłów. Rosjanin wykreował świat tak, że zmusza widza do patrzenia przed siebie szeroko otwartymi oczami, przez co jesteśmy gotowi do reakcji w każdej chwili, pewni niechybnego zagrożenia. Jednocześnie zadaje nam konkretne pytanie – jaką drogą idzie ludzkość, czym jest człowieczeństwo, jaka jest wartość życia i wreszcie – czy istnieje przeznaczenie, czy człowiek ma jakieś zadanie do wypełnienia?

Narracja trzecioosobowa opowiadana jest przez obserwatora wszechwiedzącego, który przedstawia nam świat oczami Artema – dzięki temu znamy uczucia i przemyślenia głównego bohatera. Język jest dojrzały i złożony, dialogi zaś mają zróżnicowaną formę dostosowaną do potrzeb każdego bohatera. Fabuła jest rozbudowana, wielowątkowa i nacechowana autentycznością, a także realizmem i emocjami. Akcja mknie przed siebie, napięcie wzrasta z każdym kolejnym rozdziałem i choć doświadczamy krótkich chwil przerwy w tej ciągłej gonitwie, to i tak czuć to nieubłagane przybliżanie się ku wielkiej katastrofie. Prawdę powiedziawszy zagłębiając się w realia życia Artema, nieustannie drżałam ze strachu,  absolutnie zagubiona, a jednocześnie parłam dalej, oczarowana światem, jaki poznawałam dzięki kartom niecodziennej historii
przesyconej gęstą,  ponurą atmosferą.

O dziele Dmitra można opowiadać bez końca, gdyż charakter powieści jest niezwykły i jedyny w swoim rodzaju, zaś ciągłe odwołania  i porównywanie młodszych publikacji do Metro 2033 wyraźnie daje nam jasny przekaz, że mamy do czynienia z dziełem nietuzinkowym, zdumiewającym i na pewno godnym polecenia. Bardzo żałuję, że dopiero teraz poznałam historię ludzi żyjących w tunelach metra (jednego z największych na świecie z resztą) i być może dziś powtórzę to, co już niegdyś zostało powiedziane – koniecznie należy sięgnąć po książkę opowiadającą o przygodach Artema!  Niech pochłonie Was mrok moskiewskiego metra z całym jego bogactwem i tajemnicą, bowiem takiej lektury nie da się później zapomnieć. Dzieło Dmitra Glukhovskiego na zawsze odmieni Wasze postrzeganie świata i obudzi apetyt na naprawdę dobre, wykwintne lektury, spychając w kąt szmatławce, których teraz na rynku wydawniczym jest w bród. Ocena 6/6 i tak nie odda mojego zachwytu, zatem POLECAM i tyle.

Original: метро 2033
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 24.02.2010 

 (tapeta do pobrania TU)
*cytat z: D. Glukhovsky, Metro 2033, str. 227

A na koniec link do polskiej strony poświęconej twórczości Dmitra - Metro2033.pl oraz znaleziony w sieci trailer do gry. Enjoy!

17 stycznia 2012

TOP 10: Ulubione cytaty z literatury!

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.



Dzisiaj czas na... ulubione, książkowe cytaty!!! Wszyscy wrzucają swoje typy, to ja też :) Niestety aby wybrać tylko 10, musiałam się dobrze zastanowić - jest tak wiele wspaniałych książek i tak wiele ukrytych w nich myśli... ale jakoś się udało!



I.
 „Kocham cię. Będę cię kochał do dnia, w którym umrę. A jeśli po tym jest jakieś życie, to wtedy też będę cię kochał.”
Cassandra Clare – Miasto Szkła

II.
„Łzy nie mają nic wspólnego ze słabością.”
Margit Sandemo – Polowanie na czarownice

III. 
„Nie mogę uwierzyć, że tak normalnie wyglądam na zewnątrz, choć w środku mam kompletne pobojowisko.”
Suzanne Collins – Kosogłos

IV. 
„Życie jest jak pudełko czekoladek - nigdy nie wiesz, co ci się trafi.”
Winston Groom – Forrest Gump

V. 
„W chwili, kiedy zastanawiasz się czy kogoś kochasz, przestałeś go już kochać na zawsze.”
Carlos Ruiz Zafón – Cień wiatru

VI. 
„Nic nie zatrzyma miłości: ni rygle, ni bramy.
Przez wszystko przejdzie.
Początku nie ma, od zawsze bije skrzydłami
i na wieki biła będzie". 
(- Matthias Claudius)
Kerstin Gier – Błękit Szafiru

VII. 
„- Niech mi pan powie jeszcze tylko jedno – odezwał się Harry. – Czy to dzieje się naprawdę, czy tylko w mojej głowie? (…)
- Ależ oczywiście to dzieje się w twojej głowie, Harry, tylko skąd, u licha, wniosek, że wobec tego nie dzieje się to naprawdę?”

Joanne Kathleen Rowling – Harry Potter i Insygnia Śmierci

VIII. 
„Zapominamy, że życie jest kruche, delikatne, że nie trwa wiecznie. Zachowujemy się wszyscy, jakbyśmy byli nieśmiertelni.”
Éric-Emmanuel Schmitt – Oskar i Pani Róża

IX. 
„Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć. A niejeden z tych, którzy umierają, zasługuje na życie. Czy możesz ich im obdarzyć? Nie bądź tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci. Nawet bowiem najmędrszy nie wszystko wie.”  
John Ronald Reuel Tolkien – Władca Pierścieni, Drużyna Pierścienia

X. 
„Sarkazm to ostatnia deska ratunku dla osób o upośledzonej wyobraźni.”
Cassandra Clare – Miasto Kości 


***

A na koniec utwór z filmu, który ostatnio obejrzałam i który mnie totalnie powalił na kolana - Incepcja. I ścieżka stworzona przez wspaniałego Hansa Zimmera! Enjoy :) 



A już zupełnie na koniec fragment wyczekiwanej przeze mnie powieści Celine Kiernan - Zbuntowany Książę <3 Miłej lektury! :)

15 stycznia 2012

"Dzieci demonów" J.M. McDermott

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!


"Pełnokrwiste, mroczne fantasy o świecie skażonym przez demony. 

Bezimiennych, sługi bogini Elishty, przed laty zapędzono do podziemi. Niestety, ich pomiot, zrodzony przez śmiertelne kobiety, wciąż plugawi te ziemie. To półdemony, przeklęta krew. Wszystko, czego dotkną, zostaje skażone. Chroniący się w miastach ludzie wysłali ich tropem Wędrowców Błogosławionej Erin – biegających z wilkami członków watahy. Nie spoczną, dopóki nie wytropią ostatniego z dzieci demonów. Co jednak, jeżeli potomkowie Bezimiennych mają dusze?"


Człowiek już taki jest – dzieli świat na dobro i zło, pragnąc w ten sposób zrozumieć rzeczywistość, która go otacza, wprowadzając pozorny ład. Jednak skąd możemy mieć pewność, że zło naprawdę jest czymś niepożądanym, z czym należy walczyć? Skąd ta niezłomna wiara w dobro? Wszak życie nie jest czarno białe – podobno mieni się wieloma odcieniami szarości. Czy zatem nie powinniśmy spojrzeć na zło jako na coś złożonego, co może mieć więcej twarzy, niż pragniemy sądzić? Czy zło może być... dobre?

Polowanie. Od tego się zaczyna cała historia. Od pościgu i poszukiwań demonicznych potomków żyjących w ludzkich ciałach. Dwójka Wędrowców w wilczych skórach rusza śladem niejakiego Jony, który został zrodzony z demona i śmiertelnej kobiety, a tym samym był zagrożeniem dla ludzkości. Wędrowcy mają jedno zadanie – wytropić i zniszczyć czarci pomiot, oczyszczając świat z ich skazy. Lecz aby to zrobić, muszą wejść w głąb historii ich narodzin, odnaleźć wszystkie ścieżki, którymi podążali, zrozumieć ich sposób myślenia – poznać pragnienia i obawy. Tylko wtedy będą mogli wykonać zadanie najlepiej jak potrafią. Ale czasem poznanie wroga nie ułatwia zadania – czasem rodzi niepewność, nakłania do przemyśleń, otwiera nowe możliwości... bowiem czy ktoś mógł się pomylić twierdząc, że demoniczni potomkowie są źli i bezduszni?

Dzieci demonów to pierwszy tom trylogii o Psiej Ziemi autorstwa J.M. McDermotta, amerykańskiego pisarza uzależnionego od literatury, warzyw i kofeiny. Jego dzieło, ubrane w przepiękną oprawę – zarówno zagraniczną jak i polską, wywołało zagranicą burzę dyskusji i zdobyło wiele pochlebnych recenzji. Czy słusznie?

Pierwsza rzecz, o której muszę wspomnieć, to polski opis dzieła – jest zagadkowy i skrywa wiele tajemnic, które odkrywamy dopiero przy zgłębieniu lektury, lecz niestety niesamowicie się rożni od oryginalnego – amerykańska wersja na wstępie przedstawia dwójkę głównych bohaterów i wprowadza widza w wydarzenia, których będzie za chwilę świadkiem. Tymi bohaterami jest Jona i Rachel, którzy ze względu na swoje pochodzenie muszą ukrywać własną tożsamość i walczyć o przetrwanie w świecie, gdzie liczy się pozycja, pieniądz albo tężyzna fizyczna - a inność jest tępiona.

Można rzec, że przewodnia narracja została przedstawiona z punktu widzenia kobiety Wędrowca, która razem z mężem tropi demoniczne dzieci, lecz jej widzenie przeplata się z opisami wydarzeń, które rozgrywały się przy udziale Jony i Rachel – mamy zatem trzy różne punkty widzenia splecione w jedno. Nie da się ukryć, że powieść należy czytać bardzo uważnie, gdyż owo przeskakiwanie w narracjach może skołować, lecz nie jest przeszkodą, a stanowczo zaletą - umożliwia pełne poznanie i zrozumienie historii. Ponadto wykreowana rzeczywistość średniowiecznego królestwa silnie działa na wyobraźnię, a pan McDermott ma niebywałą zdolność do nakreślania pełnowymiarowych obrazów za pomocą niedużej ilości słów.

Bohaterowie wykreowani są znakomicie – mają indywidualne cechy charakterów i nietuzinkowe osobowości, nie można więc przejść obok nich obojętnie. Bardzo polubiłam Rachel, której życie nie rozpieszczało. Dziewczyna żyła w ciągłym strachu, a jednak nie poddawała się, parła na przód, walczyła o prawo do życia pomimo tego, kim była. Jony natomiast nie można zaszufladkować, stanowczo jest postacią nie do rozgryzienia – jego wewnętrzna walka z samym sobą sprawiała, że do końca nie wiedziałam, jak go ocenić.  

Minusem powieści jest jej objętość. Stanowczo zbyt krótka, zbyt okrojona, za mało opisów, które wciągnęłyby mnie głębiej w ten magiczny świat. Nie brakuje natomiast emocji, jest ich niezwykle dużo, a wśród nich dominuje strach. Do tego walka, krew i śmierć – całość jest kapitalna i jedyna w swoim rodzaju. Książka pochłonęła mnie bez reszty i zmusiła do zastanowienia się nad Bezimiennymi i nad misją Wędrowców. Wiele jednak przed nami – tom pierwszy jest enigmatyczny i intrygujący, a tym samym piętrzy przed czytelnikiem sekrety, które wręcz trzeba odkryć.

Przyznam szczerze, że na początku ciężko mi było się wczuć w opowieść, a zmieniające się punkty widzenia w narracji powodowały niemały mętlik w głowie. Kiedy jednak dotarłam do końca powieści, wszystko nabrało sensu, układanka zaczęła w końcu tworzyć pełen obraz, a ja mogłam jedynie stwierdzić: „Wow, chcę więcej!”. Choć dzieło mogłoby być obszerniejsze, to i tak spełniło swoje zadanie w stu procentach – wywołało emocje, wprowadziło zamęt i przekonało mnie, że koniecznie muszę sięgnąć po kontynuację. Daję 5+/6 i polecam Dzieci demonów nie tylko fanom fantastyki, ale każdemu, kto uwielbia mroczne, przesycone emocjami opowieści oprawione w doskonałą atmosferę. Wyruszcie w podróż przez Psie Ziemie w poszukiwaniu prawdy... w poszukiwaniu demonicznych dzieci!


Original: Never Knew Another, Dogsland Trylogy #1
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 17 stycznia 2012


Za książkę serdecznie dziękuję Panu Marcinowi i Wydawnictwu Prószyński i S-ka!

10 stycznia 2012

"Emplarium" Hannibal Smoke

Słynny autor romansów ginie w wypadku samochodowym. Po latach rysy na jego nieskazitelnym wizerunku odkrywa Hannibal Smoke. Dziennikarz - wizjoner nabiera podejrzeń, że śmierć pisarza poprzedziły niejasne kontakty ze światem przestępczym i utrzymywany w głębokiej tajemnicy nieformalny związek. Ślad prowadzi do rezydencji ekscentrycznego miliardera i jego pięknej żony. W młodości jej narzeczony został zamordowany w zagadkowych okolicznościach...
Znany z sensacyjnego TUSCULUM Hannibal Smoke tym razem podejmuje wędrówkę po mrocznych zakamarkach rodzinnych sekretów i własnych nieodpartych fascynacji. EMPLARIUM to labirynt fałszywych tropów i pułapek zmierzających do zaskakującej puenty. Także intrygujący pamiętnik zakazanej potajemnej miłości.”


Kryminał to prawdopodobnie jeden z najbardziej rozchwytywanych gatunków literackich, przyciągający zarówno młodych jak i starszych czytelników, spragnionych historii z tajemniczymi wydarzeniami, zbrodni nie do wyjaśnienia, sekretów owianych mrokiem i niebezpieczeństwem. Najbardziej popularny jest kryminał detektywistyczny, gdzie czytelnik wraz z bohaterami stara się rozwiązać zagadkę, a poszlaki często potrafią wyprowadzić na manowce. Czy jednak istnieje coś takiego, jak recepta na naprawdę dobry kryminał?

Hannibal Smoke, dziennikarz, który poza talentem do pisania, ma też talent do odkrywania tajemnic kryminalnych, właśnie się rozwiódł. Teraz, będąc wolnym i jednocześnie nieco zmęczonym życiem, postanawia odpocząć, może podjąć jakąś pracę, może poznać kogoś, może gdzieś wyjechać – co by było możliwe, gdyby nie lenistwo... Zamiast tego powraca wspomnieniami do twórczości swojego zmarłego ojca, pisarza romansów. I wtedy, niespodziewanie stwierdza, że coś jest nie tak – zbieg kilku dziwnych wydarzeń wzbudza w nim podejrzliwość i mężczyzna powoli zaczyna przypuszczać, że jego zmarły rodzic był wplątany w jakieś mroczne sprawy, a może nawet prowadził podwójne życie. Postanawia więc odkryć prawdę o ojcu, który nagle okazał się obcym człowiekiem...

Emplarium trafiło do mnie przez przypadek i przyznam szczerze, że tytuł przykuł moją uwagę równie mocno jak oprawa książki. Chociaż nie jestem entuzjastką powieści kryminalnych i po prostu nie czytuję tego rodzaju literatury, postanowiłam dać Hannibalowi szansę. Jaki jest tego wynik?

Pierwsza i najważniejsza rzecz – autor jest jednocześnie narratorem, który opowiada historię dziennikarza wizjonera. Postać Hannibala Smoke została wykreowana przez polskiego pisarza Andrzeja Rąkowskiego, który przyjął pseudonim po stworzonym przez siebie bohaterze. Postać Hannibala jest jednak dość nietypowa – to cyniczny, nieco zdystansowany do ludzi mężczyzna, który w bardzo obrazowy sposób opisuje otaczający go świat. Widzi w ludziach rzeczy nie zawsze pozytywne, ba! – często uświadamia czytelnikowi paradoksy rządzące społeczeństwem, ukazuje małostkowość i niekonsekwencje działań współczesnego człowieka. Narracja pierwszoosobowa dodatkowo potęguje wrażenie, jakby Hannibal pisał pamiętnik, w którym zniesmaczony opowiada o teraźniejszości.

Język i styl, którym posługuje się pisarz, jest dojrzały i oryginalny, a jednocześnie ma w sobie jakąś drapieżność, która zmusza czytelnika do pełnej koncentracji podczas zaznajamiania się z lekturą. Nie otrzymujemy oczywistych odpowiedzi na pytania. Dialogi często mają ukryte znaczenie, które odwzorowują osobowość głównego bohatera – jego nietypowe działania i determinację w dążeniu do wytyczonego celu. Powieść nie jest specjalnie obszerna – raptem trochę ponad trzysta stron, lecz zawiera w sobie masę informacji, przemyśleń i tajemnic, które czytelnik musi rozwiązać razem z pisarzem.

Niestety nie mogę powiedzieć, żebym polubiła bohatera wykreowanego przez polskiego pisarza. Hannibal jest nie tylko cyniczny – jest typowym gburem, z którym ciężko byłoby wybrać się na kawę i porozmawiać o przyziemnych sprawach. Wydaje się być człowiekiem, który pragnie pokazać innym ich durnowatość, który z lubością uświadamia każdemu, że jest lepszy, mądrzejszy, nietykalny i wyjątkowy. I już samo to sprawia, że powieść czyta się z pewną trudnością, bowiem w momencie, kiedy nie polubimy głównego bohatera – w dodatku narratora – ciężko jest wczuć się w fabułę.

Watek kryminalny – bo on tu decyduje o atrakcyjności powieści – jest interesujący, ale przyznam z odrobiną niedowierzania, że jak na osobę, która nie czytuje kryminałów, nie miałam problemów z odgadnięciem: kto, gdzie i kiedy był wplątany w intrygę. Oczywiście wielu na pewno zaskoczy ostateczne rozwiązanie historii, lecz nie poczułam tu żadnych większych emocji – prawdopodobnie wynika to z faktu, iż nie przepadam za głównym bohaterem i jego działania nie wywołały we mnie żadnych głębszych uczuć.

Ciężko jest ocenić książkę, której tematyka niespecjalnie łączy się z zainteresowaniami. Dlatego powiem tak – powieść może spodobać się fanom kryminałów i polskiego, cenionego pisarza. Nie polecam natomiast osobom niezdecydowanym, bądź takim, jak ja – które swoje zamiłowania czytelnicze ulokowali w zupełnie innych gatunkach literackich. Emplarium oceniam jako dostatecznie dobre, by móc się nad nim pochylić, lecz nie na tyle dobre, by mogło mnie zachwycić. Daję 3+/6.

Original: Emplarium
Wydawnictwo: FOKA
Data wydania: 12/2011

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Oficynie Foka!

09 stycznia 2012

Wyniki konkursu "Zawładnięci"!

Czas na obiecane wyniki zawładniętego konkursu na moim blogu!

Przyznam szczerze, że wybrać jednego Zwycięzce spośród tylu uczestników to naprawdę trudne zadanie, z którym ja i Sihh musiałyśmy się zmierzyć w niedzielne popołudnie i przyznam - łatwo nie było. Do tego stopnia miałyśmy dylemat, że poprosiłam o pomoc jeszcze kolejne osoby, którym dziękuję za poświęcenie czasu na konsultacje. Ostatecznie więc doszliśmy do porozumienia i ... Tym bardziej  ubolewam nad faktem, iż niestety mogę przyznać nagrodę tylko jednej osobie spośród dziecięciu Uczestników biorących udział w zabawie konkursowej...

Nim jednak ogłoszę, kto otrzyma Zawładniętych Elany Johnson, pragnę podziękować WSZYSTKIM, którzy poświęcili czas na wymyślenie i przesłanie mi swojej odpowiedzi. Uwierzcie, że chciałabym obdarować wszystkich, lecz to w tym momencie nie możliwe. Dlatego też już teraz obiecuję, że na rocznicę mojego bloga (marzec-kwiecień) zorganizuję konkurs z trzema miejscami na podium i większą ilością nagród :) Mam nadzieję, że weźmiecie udział w tym zaplanowanym wydarzeniu!

A póki co, nie przedłużając, podaję zwycięski komentarz:


"No cóż, przyznam że wybór nie jest łatwy, bo w końcu nasz obecny świat nie jest wcale taki zły, ale wybiorę film "Pojutrze". Tak naprawdę jest to chyba najlepszy z możliwych wyborów, gdyż zapewne nikt nie chciał by żyć w świecie zdominowanym przez zombi jak w "Resident Evil", albo doszczętnie zniszczonym tak jak w "2012". Oczywiście globalne zlodowacenie także nie jest niczym przyjemnym, lecz pokazuje że człowiek nigdy nie wygra z naturą, która nawet po tysiącach lat potrafi upomnieć się o swoje. Jednak moim zdaniem daje nam też szanse na odbudowę cywilizacji, nowej bardzie zwróconej ku naturze. Pokazuje także iż nie możemy być obojętni na ludzi trzeciego świata, ponieważ kto wie ale może to oni i ich ziemie będą naszą ostatnią nadzieją. Nie wiem czy pisałam na temat, ale taka jest moja opinia i właśnie taki świat bym wolała wolny od zanieczyszczeń, globalizacji i bardziej szanujący przyrodę."

Zatem wygrywa.... lianat !

Serdecznie gratuluję i proszę o przesłanie mi swojego adresu korespondencyjnego na maila tirindeth@wp.pl
Czekam na wiadomość 3 dni.

Jeszcze raz gorąco dziękuję wszystkim, którzy bawili się razem z nami oraz tym, którzy umieścili baner konkursu na swoim blogu - to bardzo miłe z Waszej strony!! :)

A na koniec gorące podziękowania dla Sihh za zaangażowanie w pracę jury :)

08 stycznia 2012

"Magia Krwi" Anthony Huso

"Huso bierze z fantastyki wszystko to, co najlepsze, tworząc wybuchową mieszankę!

Do bram Księstwa Stoneholdu, w którym nie ma prawowitego władcy, a od dwudziestu lat rządy sprawuje Rada, puka wojna. Następca tragicznie zmarłego króla, Caliph Howl, pobiera nauki w szkole dla magów w Desdae i nie śpieszy się do przejęcia schedy po wuju. W obliczu wojny tron Wysokiego Króla nie może już jednak pozostawać pusty, i Caliph musi opuścić bezpieczne mury Wyższej Szkoły.

Czeka go walka o własne dziedzictwo i losy Księstwa.

Tymczasem wiedźmy Shradnae poszukują zaginionej księgi Cisrym Ta, która pozwala władać mocą zdolną niszczyć całe światy. Aby uwolnić jej potęgę, będą potrzebowały Calipha."

Caliph studiuje w szkole w Desdae, wtapiając się tym samym w tłum tamtejszych uczniów. Lecz tak naprawdę nie jest zwyczajnym młodzieńcem – to następca tronu Księstwa Stoneholdu, który na razie nie pali się do władania swoim krajem. Jego głowę bowiem zaprzątają inne sprawy, a ściśle rzecz biorąc – jedna. Nie byle jaka. Kobieta, którą poznał w zasadzie przez przypadek   Sena. Ta piękna i inteligentna młoda dama przyciągała spojrzenia wielu mężczyzn i Caliph nie spodziewał się, że właśnie między nimi narodzi się nić porozumienia. Więź, która nie zniknęła pomimo tego, że ich drogi się rozeszły.

Kiedy w końcu młody następca tronu kończy pobieranie nauk, powinność wobec poddanych niechybnie kieruje go do podjęcia decyzji o zajęciu należnego mu miejsca, niestety wbrew jego woli. Lecz tak naprawdę problemy dopiero przed nim – kraj pochłania wojna, a gdzieś w cieniu czają się wiedźmy, które potrzebują Calipha, by móc uwolnić moc drzemiącą w pradawnej księdze „Cisrym Ta”...

Dzieło Anthonego Huso zostało okrzyknięte najważniejszym debiutem 2010 roku, a pochlebnych recenzji nie było końca. Co takiego jest w jego powieści, że przyciąga publiczność i wywoduje zachwyt krytyków?

Przede wszystkim powieść ma w sobie niezwykły, oryginalny klimat, a wykreowany świat mami różnorodnością, choć autor postanowił zrezygnować z objaśnień i wstępu, który mógłby teoretycznie pomóc w zrozumieniu mechanizmów działania wykreowanej przez niego rzeczywistości. Huso zmusza widza do działania, do pobudzenia wyobraźni. Nakłada na siebie różne wersje fantastycznych światów, tworząc jeden obraz. Momentami ma się wrażenie, że śledzimy dzieje średniowiecznego królestwa, by po chwili znaleźć się na pokładzie steampunkowego sterowca, który zachwyca swoją wielkością. Technika łączy się tu z pradawną magią, elegancja z prostotą, niepowtarzalność ze zwyczajnością.

Narracja została ukazana z punktu widzenia obserwatora wszechwiedzącego, który przedstawia wydarzenia  oczami dwójki głównych bohaterów. Dwa odmienne światy – Calipha i Seny – ścierają się ze sobą, a zabieg „przeskakiwania” z jednej postaci na drugą wprowadza niezbędną różnorodność emocjonalną. Akcja ma swój własny rytm, który momentami nuży, by za chwilę wciągnąć w wir wydarzeń. Autor czasem prześlizguje się w czasie, przywołując wspomnienia ważne dla kreacji przygód i ubogacenia fabuły, choć zdarza mu się też opowiadać o rzeczach, które są stanowczo nieistotne dla historii.  

Koniecznie muszę też wspomnieć o niesamowitej oprawie, w jaką zostało ubrane dzieło pana Huso. Okładka przyciąga spojrzenie już od pierwszej chwili – tajemnicza, piękna dziewczyna spogląda drapieżnie na widza, skradając się w bliżej nieznanym celu, a jej ciało pokrywają plamy krwi. Osobiście jednak spiłowałabym bohaterce paznokcie w szpic – jako szpony pasowałyby wówczas o wiele bardziej do całokształtu.

Przyznam szczerze, że momentami Magia Krwi mnie nudziła. Miałam chwile słabości, zwłaszcza na początku lektury, kiedy to brak jakichkolwiek wyjaśnień czy wprowadzenia i mnogość nieznanych pojęć po prostu mnie przytłaczała – tego typu sytuacje często wywodują u czytelnika niezdolność do wczucia się w opowieść. W dodatku uderzały we mnie błędy interpunkcyjne i ortograficzne w tekście. Z czasem jednak – jeśli damy powieści szansę – powoli odnajdujemy się w świecie Calipha Howla. Bohaterowie są interesujący i pełni pasji, ale mimo wszystko nie przyciągnęli mojej uwagi na tyle, bym mogła się z nimi zżyć – autor zrezygnował bowiem z głębszej analizy emocji postaci, z jednej strony oszczędzając czytelnikowi łzawych przemyśleń, z drugiej jednak odbierając możliwość wejścia w serca bohaterów i poznania ich najgłębszych lęków. Książka jest dosyć obszerna, jednak czyta się ją szybko, natomiast zakończenie pozostawia niesamowity niedosyt, który – mam nadzieję – zostanie zaspokojony przy lekturze drugiego, obiecanego przez autora tomu.

Anthony Huso łączy rożne światy, zespalając ich idee w jedną całość. Potrafi zadziwić czytelnika nie tylko stylem pisania (swoją drogą łącząc eleganckie słownictwo z potoczną mową) lecz także pomysłowością i nietuzinkową historią. Komu mogę polecić Magię Krwi? Poza oczywistą grupą odbiorców, jaką są wytrawni czytelnicy współczesnej fantastyki, niewątpliwie książka powinna także zadowolić tych, którzy szukają w literaturze powiewu świeżości, którzy lubią innowacyjne sposoby kreowania świata i doceniają pomysłowość młodych pisarzy. Daję ocenę 4/6 i mam nadzieję, że tom drugi będzie równie udany, o ile nie lepszy!


Original: The Last Page
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania:
17.11.2011


Za książkę serdecznie dziękuję Panu Marcinowi i wydawnictwu Prószyński i S-ka!