Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przemyślenia. Pokaż wszystkie posty

09 grudnia 2016

Czytelniczy kryzys? Nie, dziękuję!


Kochani Czytelnicy, po ośmiu miesiącach nieobecności w końcu powracam do blogowania. Albo przynajmniej mam taki plan ;) Trudno mi powiedzieć, czy minione miesiące bez pisania o książkach były dla mnie dobre. Były na pewno inne niż ostatnie pięć lat, które tu spędziłam. Nagle przestałam śledzić zapowiedzi wydawnicze, nie zaglądałam na inne blogi i strony książkowe, całkowicie się wyłączyłam ze świata literackiego. Na początku było mi to trochę obojętne, lecz z czasem, z tygodnia na tydzień, z miesiąca na miesiąc odkryłam, że gdzieś zgubiłam kawałek siebie. I zrozumiałam, że nigdy nie będę w pełni kompletna, jeśli nie zacznę robić tego, co naprawdę lubię. Na nowo. 

Do powrotu na bloga przygotowywałam się od prawie dwóch miesięcy – będąc w październiku w Polsce spotkałam się z Dzosefinn i pracowałyśmy nad nowym wyglądem mojej strony (teraz możecie podziwiać efekty), zapakowałam także do walizki kolejną porcję książek, które zamierzam przeczytać w niedalekiej przyszłości – wiele z nich to bardzo zaległe egzemplarze recenzenckie, więc na pewno o nich coś napiszę ;) Ale wciąż zmagałam się z kryzysem czytelniczym, z którego nie wyrwał mnie nawet Harry Potter… I wiecie co? Zrozumiałam, że po prostu musi nadejść TEN dzień. Dzień, w którym naprawdę zatęsknię za książką. I stało się – dwa tygodnie temu sięgnęłam po powieść Lisy Kleypas. BUM! Zaskoczyło. Zaczęłam czytać – książka za książką, po kolei wszystkie części serii, a potem kolejne. Właśnie kończę piąty tytuł tej autorki. W ciągu dwóch tygodni przeczytałam więc pięć książek. Chyba mogę być z siebie dumna. Cieszę się, że odzyskałam ten utracony kawałek siebie. 

Moje blogowe plany na razie nie są w pełni sprecyzowane. Powroty są trudne. Zaczęłam na nowo przeglądać zaprzyjaźnione blogi, staram się ogarnąć w zapowiedziach i nowościach książkowych (mam 8 miesięcy do nadrobienia!), robię sobie powoli listę tego, co może mnie zainteresować. Ale przede wszystkim wrzucam na luz – czytam dla przyjemności, koniec z recenzowaniem na akord i opiniowaniem książek, do których nie jestem przekonana. Być może więc moje teksty będą się pojawiały rzadziej niż kiedyś, niemniej postaram się pisać w miarę regularnie i na pewno nie dam Wam o sobie zapomnieć ;)

W planach na grudzień mam na razie opinie o kolejnych książkach Lisy Kleypas. Obym Was nie zanudziła tym na śmierć! Poza tym w końcu przymierzam się do Elizabeth Gaskell – dwa jej tytuły czekają do zrecenzowania dla Świata Książki od dwóch lat, zgroza!

Na koniec chciałabym serdecznie podziękować wszystkim osobom, które wytrwale obserwowały mojego facebooka i instagrama, i uparcie czekały na mój powrót – doceniam to! Wasze wsparcie dodaje skrzydeł, ogromnie Wam dziękuję! 

I już na samiuteńki koniec pragnę podziękować dwóm Paniom, dzięki którym mój blog wygląda tak pięknie – wspomnianej wcześniej Dzosefinn za stworzenie szablonu oraz Joannie Szmerdt, autorce przepięknego łapacza snów, który pojawił się w nagłówku. Zainteresowanych twórczością Joanny zapraszam na jej stronę oraz instagrama – Pani Szmerdt tworzy niesamowite obrazy!

Wasza Tirin


PS Jeśli chcecie mi pomóc odnaleźć się w blogowym światku, wrzucajcie w komentarzu linki do Waszych ulubionych blogów – chętnie je poznam ;)

26 kwietnia 2016

Zawieszam bloga!


Jestem zmęczona. Naprawdę. Od miesiąca nie przeczytałam książki. Zacięłam się na drugim rozdziale Wielkiego Gatsby’ego i nie mogę ruszyć dalej. Żadna lektura mnie nie cieszy. A skoro nie czytam książek, nie mam dla Was nowych recenzji, a nie chcę zapychać bloga tagami i innymi bezsensownymi postami. Dlatego zawieszam na jakiś czas mojego bloga – aby nie umarł śmiercią tragiczną i abym ja nie zaczęła go postrzegać jak obowiązek. Muszę odpocząć, pomyśleć, zebrać trochę pomysłów. Ogarnąć się w nowym miejscu. Bo nie jest łatwo.

Mimo iż na blogu nie będą się pojawiały wpisy, nie zawieszam mojego konta na instagramie i na facebooku – zachęcam do odwiedzania obu kanałów. Na bieżąco będę dawała Wam znać, co u mnie, jakie nowe miejsca zwiedziłam i jak sobie radzę z czytelniczym kryzysem. Mam nadzieję, że to szybko minie i ponownie odnajdę radość z czytania książek i opowiadania o książkach. A przede wszystkim znajdę czas na to, by pisać na blogu i odwiedzać inne blogi. Oczywiście nie zapominam o Was – obserwuję wielu blogerów i czytelników zarówno na fb, jak i na instagramie, i wciąż będę miała na Was oko ;) 

Mam nadzieję, że mimo mojej nieobecności nie zapomnicie o Tirindeth’s i będę miała do kogo wrócić z nową odsłoną bloga. Bo wrócę na pewno! Taką mam nadzieję. Zatem proszę, trzymajcie kciuki za mój szybki powrót i pamiętajcie – prowadzenie bloga to ma być przyjemność. Dlatego ja muszę ją ponownie odnaleźć, by móc dla Was pisać. Do przeczytania za jakiś czas!

20 kwietnia 2016

Wymarzone prezenty książkowe na 29. urodziny!

Kojarzycie książkę Adeny Halpern pt. 29? No właśnie ja dziś kończę 29 lat. Jestem w szoku, że to już tyle, a jednocześnie dopiero tyle. Mam wrażenie, jakbym była o wiele starsza, choć wszyscy znajomi mi słodzą, że wyglądam najwyżej na 24 lata! W nowej pracy wciąż nie chcą uwierzyć, że za rok stuknie mi trzydziecha. Ja sama trochę w to nie wierzę. Wciąż sobie powtarzam, że to po prostu kolejna osiemnastka ;)

Urodziny do wspaniały moment, by zażyczyć sobie jakiś super fajny prezent. Bo kto powiedział, że post o wymarzonych prezentach można stworzyć tylko przed Wigilią? No i oczywiście jaki prezent mógłby być lepszy od książki?! Zwłaszcza takiej wymarzonej! Oto moja dycha książek, o których marzę i które na pewno kiedyś zdobędę :D


1. Whitney moja miłość

Znam już ten tytuł, ale bardzo chciałabym móc do niego wracać, gdy tylko najdzie mnie ochota. Niestety nakład tej książki już dawno się wyczerpał, wydawca nie planuje wznowienia, a w sieci ta książka „chodzi” za minimum stówkę. Może kiedyś sobie ją kupię...

2. Ilustrowana teoria wszystkiego

Mam Krótką historię czasu Hawkinga, którą na pewno przeczytam. Ostatnio jednak na jednym z blogów znalazłam recenzję tego pięknego wydania ilustrowanego i pomyślałam „MOM PLEASE!” Muszę to mieć!

3. Jesteś cudem & Bóg zawsze znajdzie Ci pracę

Regina Brett przekonała mnie do swojej twórczości książką Bóg nigdy nie mruga (moja recenzja TUTAJ), więc bardzo chętnie poznałabym inne jej dzieła.

4. Zjawa

Znam książkę i film, obie wersje tej historii szalenie mi się spodobały. Książkę mam jednak tylko na czytniku, a chętnie widziałabym tę pozycję u siebie w księgozbiorze. Na pewno kiedyś dorwę papierowe wydanie powieści Michaela Punke w swoje ręce :)

5. Fantastyczne Zwierzęta i jak je znaleźć

Może przy okazji nadchodzącego filmu pojawi się w Polsce wznowione wydanie Fantastycznych Zwierząt? A jeśli nie, kupię sobie wydanie angielskie. Chyba nawet wybiorę się po wypłacie do księgarni ;) 

6. Wichrowe Wzgórza

Bardzo chciałabym mieć tę książkę w twardej oprawie i wydaniu z serii Angielski ogród. Historia wciąż przede mną, ale jak już czytać to w porządnej wersji ;)

7. Piter Pan

Chciałabym mieć piękne, oryginalne wydanie Piotrusia Pana – nie jakąś wersję okrojoną dla najmłodszych, ale porządne wydanie. Może znajdę takie w Anglii!

8. Przeminęło z wiatrem

I kolejny klasyk, który chciałabym mieć. Dawno temu próbowałam obejrzeć słynną ekranizację, ale nie dałam rady. Moja mama jednak twierdzi, że książka jest wspaniała. A ostatnio Wydawnictwo MG wydało tę historię w przepięknej oprawie, więc jak się nie skusić? 

9. Z dala od zgiełku

Nie obejrzałam na razie adaptacji tej historii, bo najpierw chcę, wręcz MUSZĘ przeczytać książkę. Z resztą to dzieło Thomasa Hardy, kaman! Trzeba znać :D

10. Władca Pierścieni

Od dawna marzę o pięknym, ilustrowanym wydaniu Władcy Pierścieni – mam takie wydanie Silmarillionu, w twardej, zielonej okładce, ze złotymi literami. Myślę więc, że i WP wypadałoby mieć w takim pięknym wydaniu :)

* * *

Zapewne mogłabym jeszcze wymienić kolejne dziesięć upragnionych tytułów, ale na razie wystarczą te tutaj. Troszkę się ich nazbierało, teraz czas powoli spełniać swoje czytelnicze marzenia, prawda? :) 

21 marca 2016

Piąte urodziny bloga! WOW! :)

Tak, moi Kochani, Tirindeth's istnieje od pięciu (5!!!) lat! Jejku, tyle czasu! Pierwszą notkę na tym blogu opublikowałam 10 marca 2011. Dopiero wczoraj zorientowałam się, że jedenaście dni temu powinnam była świętować urodziny mojej strony. Skleroza nie boli! :)

źródło

Kurcze, w sumie nie wiem, co z tej okazji mogłabym napisać. To było dobre pięć lat - razem z Wami i dla Was tworzyłam to miejsce, zmieniałam wygląd bloga, nazwę, raz nawet adres, ale jedno było niezmienne - miłość do książek. Nie wyobrażam sobie, bym mogła nie mieć tej strony. Blog jest moim azylem, miejscem, gdzie mogę się podzielić z innymi tym, co naprawdę lubię. A lubię opowiadać o książkach, nie da się tego ukryć ;) I lubię poznawać opinie innych osób, dlatego chętnie czytam blogi książkowe - dzięki wielu osobom poznałam naprawdę wspaniałe lektury, za co serdecznie im dziękuję! 

Na początku Tirindeth's było blogiem tylko książkowym - publikowałam recenzje przeczytanych powieści oraz informacje ze świata literatury. Z czasem blog troszkę ewoluował - zaczęłam pisać o filmach, o muzyce, przygotowywałam różnego rodzaju rankingi. Ale książki wciąż są na pierwszym miejscu i to się na pewno nie zmieni :)

Dzięki prowadzeniu bloga poznałam wiele cudownych osób, nawiązałam przyjaźnie, które dziś stanowią ważną część mojego życia. W sumie większość moich znajomych na fejsie to inni blogerzy lub czytelnicy mojego bloga, a także kumpelki z forów książkowych. Oto najlepszy dowód a to, że książki łączą ludzi! :D

Poza blogiem prowadzę także fanpejdża na FB oraz konto na Instagramie. Co prawda zaczęłam w zeszłym roku, ale oba miejsca w sieci stały się nieodłącznym dodatkiem do Tirindeth's. To tam dzielę się z Wami najświeższymi informacjami, publikuję zdjęcia i zapraszam do odwiedzania bloga, gdy pojawi się nowy wpis. Dziękuję Wam za wszystkie lajki i serduszka, Wasza obecność dodaje skrzydeł, naprawdę! Dziękuję także za komentarze pod moimi postami na blogu - każde słowo jest dla mnie bardzo cenne i sprawia, że z zapałem pracuję nad kolejnymi notkami. Jesteście WSPANIALI! Dlatego też z okazji piątych urodzin bloga składam sobie życzenia, by nadal chciało mi się pisać o książkach, a Wam życzę, by nadal chciało Wam się te wpisy czytać. Dzięki! <3

21 lutego 2016

Moja mała wielka podróż życia


Na pewno nie zdziwi Was fakt, że uwielbiam Wielką Brytanię i Brytyjczyków. Zwłaszcza Brytyjczyków! Z resztą która z Was, po przeczytaniu „Dumy i uprzedzenia”, nie pomyślała ciepło o Panu Darcy? :D Są takie miejsca na mapie Anglii, które kusiły mnie od dawna. Londyn oczywiście! Ach, zobaczyć Parlament, Blackfriars Bridge, Opactwo Westminsterskie czy Albert Memorial! Choć najbardziej w tym momencie pragnę zajrzeć do Studia Warner Bros, w którym można obejrzeć plany z filmów o Harrym Potterze! ;) Ale Anglia to oczywiście nie tylko Londyn. To np. piękne ruiny Glastonbury Abbey, które MUSZĘ zobaczyć! To urokliwe Brighton, o którym kiedyś pisałam w mojej „książce do szuflady”. To cudowny Zamek Alnwick, w którym kręcili niektóre sceny z Pottera. Niezwykłości Anglii nie da się opisać w jednym poście, więc nawet nie będę próbowała. Skąd jednak taka notka na moim blogu?

W życiu każdego człowieka przychodzi taki moment, w którym zaczynamy się zastanawiać nad tym, w którą stronę idzie nasze życie, do czego dążymy, czego pragniemy, gdzie chcemy mieszkać na tzw. stare lata. Mnie także dopadły te przemyślenia. Nie było łatwo podjąć taką decyzję. Mój angielski jest bardzo słaby, skończyłam bardzo „nieżyciowe studia” i w dodatku jestem mocno związana z rodziną, więc ta zmiana w moim życiu na pewno nie będzie łatwa. Ale planowałam to od kilku miesięcy i tydzień temu dostałam „zielone światło”, by wprowadzić ów plan w życie. O czym mowa? O wyjeździe. Przeprowadzce. Totalnej zmianie swojego życia.

Moi Kochani, dzisiaj przychodzę do Was z przełomowymi dla mojego życia (i bloga również) informacjami – przeprowadzam się do Wielkiej Brytanii. A dokładniej do przepięknego Bath. Jako historyk sztuki chyba nie muszę Wam mówić, że to miasto jest dla mnie miejscem wymarzonym!

źródło

Moja siostra od dwóch lat mieszka w Anglii. Przeprowadziła się tam ze swoim mężem i synkiem. Postanowiłam więc skorzystać z faktu, że mam w Anglii rodzinę i wyruszyć na poszukiwanie „swojego miejsca na świecie”. Może odnajdę je właśnie tam?

Ta zmiana na pewno odciśnie swoje piętno na blogu. Bo na pewno poza recenzowaniem książek, pojawi się też trochę wpisów o nowym miejscu, w którym żyję. O historii Bath (wreszcie te studia się na coś przydadzą!), o Brytyjczykach, o poznanych ludziach, obyczajach, codzienności. O The Jane Austen Centre, które mieści się w Bath! Ale o książkach też będzie – nie planuję z tego rezygnować. Choć w podróż za granicę zabieram tylko kilka lektur, a reszta będzie na czytniku. Jakoś to przeżyję, prawda? Kupię sobie książki już tam – marzę o angielskich wydaniach Pottera, o wszystkich książkach Austen, Gaskell i sióstr Bronte. Stworzę tam sobie nową biblioteczkę. A polskie książki na razie muszą zostać u rodziców – przewiezienie mojego księgozbioru kosztowałoby majątek. Choć i tak pozbyłam się ponad połowy tego, co miałam na półkach. Taka jest cena „zmiany życia i otoczenia”.

Mam nadzieję, że nadal będziecie odwiedzali mojego bloga – nawet jeśli recenzji będzie trochę mniej, bo będę miała na pewno na początku mniej czasu na pisanie i czytanie. Nowa praca, nowy język, już czuję, że pierwsze tygodnie będą trudne. Wyjeżdżam na początku marca, więc zostało mi raptem półtora tygodnia w Polsce. Półtora tygodnia do pierwszego w życiu lotu samolotem – nie ukrywam, że się boję! Ale jeśli chodzi o sprawy książkowe, mam zamiar do wyjazdu przeczytać jeszcze trzy zaległe recenzenckie egzemplarze i podzielić się z Wami opiniami na ich temat. Będzie też kilka słów o książce, która przeszła moją korektę – gorąca premiera Papierowego Księżyca. Zatem mam nadzieję, że się u mnie nie wynudzicie ;) 

Na koniec tej notki proponuję piosenkę. U mnie na tapecie ostatnio głupiutkie, ale jakże słodkie „Austenland” :D

14 lutego 2016

Bardzo subiektywny wybór najpiękniejszych cytatów o miłości


Dzień Zakochanych to idealny moment, by przedstawić Wam listę pięknych, budujących, bądź wartych przedyskutowania cytatów o miłości. Wśród moich typów znalazły się nie tylko cudowne, romantyczne wyznania uczuć, ale także stwierdzenia, z których wynika, że miłość może być równie rozczarowująca, co piękna. A więc zapraszam Was na tę subiektywną podróż przez najróżniejsze książkowe cytaty ;)

Kocham cię. Będę cię kochał do dnia, w którym umrę. A jeśli po tym jest jakieś życie, to wtedy też będę cię kochał.
Cassandra Clare – Miasto Szkła

Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.
Antoine de Saint-Exupéry – Mały Książę

Wolę jedno życie z Tobą niż samotność przez wszystkie ery tego świata.
Władca Pierścieni (cytat z filmu)

Nic nie zatrzyma miłości: ni rygle, ni bramy.
Przez wszystko przejdzie.
Początku nie ma, od zawsze bije skrzydłami
i na wieki biła będzie.

Matthias Claudius [w:] Kerstin Gier – Błękit Szafiru

Przewodnią myślą mego życia jest on. Gdyby wszystko przepadło, a on jeden pozostał, to i ja istniałabym nadal. Ale gdyby wszystko zostało, a on zniknął, wszechświat byłby dla mnie obcy i straszny, nie miałabym z nim po porostu nic wspólnego.
Emily Jane Brontë – Wichrowe Wzgórza

Miłość w swej prostej i nieśmiałej mowie
Powie najwięcej, kiedy najmniej powie.

William Shakespeare – Sen nocy letniej

Ofiaruję Ci siebie z powrotem – to serce bardziej jest dzisiaj Twoje niż osiem i pół lat temu, kiedyś je nieledwie złamała. Nie powiadaj, że mężczyzna szybciej zapomina niż kobieta, że jego miłość wcześniejszą ma śmierć. Nie kochałem żadnej oprócz Ciebie. Możem był niesprawiedliwy, może słaby i urażony, lecz nigdy – niestały. 
Jane Austen – Perswazje

Była to miłość od pierwszego wejrzenia, od ostatniego wejrzenia, od każdego, wszelkiego wejrzenia.
Vladimir Nabokov – Lolita

Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości.
Paulo Coelho – Alchemik

Prawdziwa miłość oznacza, że zależy ci na szczęściu drugiego człowieka bardziej niż na własnym, bez względu na to, przed jak bolesnymi wyborami stajesz.
Nicholas Sparks – I wciąż ją kocham

(...) my kochamy dłużej, kochamy, gdy przedmiot naszej miłość już nie żyje lub nadzieja umarła.
Jane Austen – Perswazje

Jeśli ktoś kocha nas aż tak bardzo, to nawet jak odejdzie na zawsze, jego miłość będzie nas zawsze chronić.
Joanne Kathleen Rowling – Harry Potter i Kamień Filozoficzny

A wie pan co jest najlepszego w złamanym sercu? (...) Tak naprawdę można je złamać tylko raz. Reszta to ledwie zadrapania.
Carlos Ruiz Zafón – Gra anioła

Ze wszystkich rzeczy wiecznych, miłość trwa najkrócej...
Janusz Leon Wiśniewski – Samotność w Sieci

Wiesz, Prosiaczku... miłość jest wtedy... kiedy kogoś lubimy... za bardzo.
Alan Alexander Milne – Kubuś Puchatek

Miłość to dotrzymywanie obietnic wbrew wszystkiemu.
John Green – Gwiazd naszych wina

Cokolwiek pomiędzy ludźmi kończy się – znaczy: nigdy nie zaczęło się. Gdyby prawdziwie się zaczęło – nie skończyłoby się. Skończyło się, bo nie zaczęło się.
Cokolwiek prawdziwie się zaczyna – nigdy się nie kończy.
Edward Stachura – Fabula rasa. Z wypowiedzi rozproszonych

Bywają wielkie zbrodnie na świecie, ale chyba największą jest zabić miłość.
Bolesław Prus – Lalka

Kiedy kobietę trzyma przy życiu czyjaś miłość, i nagle ta miłość zostaje jej odebrana, żeby nie umrzeć, musi zamienić to uczucie na inne, równie silne: nienawiść.
Éric-Emmanuel Schmitt – Tektonika uczuć

A gdy nasze wargi się zetknęły, wiedziałem, że gdybym nawet dożył setki i zwiedził wszystkie kraje świata, nic nie da się porównać z tą jedną chwilą, gdy po raz pierwszy pocałowałem dziewczynę moich marzeń, i byłem pewny, że moja miłość będzie trwała wiecznie.
Nicholas Sparks – I wciąż ją kocham

Jaka jest różnica pomiędzy kaprysem a dozgonną miłością? Ta, że kaprys trwa trochę dłużej.
Oscar Wilde – Portret Doriana Graya

Gdybyś kiedy we śnie poczuła, że oczy moje już nie patrzą na ciebie z miłością, wiedz, żem żyć przestał...
Stefan Żeromski – Syzyfowe prace

Tam, gdzie jest miłość, nie ma przeszkód nie do pokonania.
Carolyn Jess-Cooke – Zawsze przy mnie stój

Kocham cię. – Odwrócił się do mnie z wyrazem twarzy męczennika. – Kocham cię w każdej sekundzie każdego dnia i nie rozumiem dlaczego. Nie potrafię przestać...
Alexandra Bracken – Nigdy nie gasną

Bo serce nie jest sługa, nie zna, co to pany,
I nie da się przemocą okuwać w kajdany.

Adam Mickiewicz – Pan Tadeusz

Nigdy nie jest się biednym, jeśli ma się coś do kochania.
Lucy Maud Montgomery – Ania z Szumiących Topoli

Miłość znaczy kochać kogoś bardziej niż siebie samego.
Jess Rothenberg – Po tamtej stronie ciebie i mnie

Ten kocha naprawdę, kto nie wie, dlaczego kocha.
Maria Nurowska – Rosyjski kochanek

Jesteś ukrytym wierszem mego serca. Czytam Cię bez przerwy, uczę się ciebie na pamięć w każdej chwili naszej rozłąki.
Laura Whitcomb – Światła pochylenie

Moje ramię będzie zawsze przy Tobie, jeśli kiedykolwiek zechcesz płakać. Wszystko będzie dobrze, bo zawsze będę cię kochać, aż do dnia w którym umrę.
Danielle Steel – Światło moich oczu

Miarą miłości jest kochać bez miary.
Cassandra Clare – Mechaniczna księżniczka

Wydawało mi się, że na tym polega miłość: na poznaniu kogoś tak dobrze, że wydaje się częścią ciebie.
Lauren Oliver – 7 razy dziś

Oraz najbardziej znany cytat o miłości na świecie:

Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje...

Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu

Na koniec jedna z moich najukochańszych piosenek Eda Sheerana, a przy tym piękna opowieść o miłości. Zapraszam do posłuchania (i obejrzenia przesłodkiego teledysku) :)


I już naprawdę na sam koniec życzę Wam, aby ten dzień nie różnił się od innych dni w roku. Bo kocha się zawsze, bez względu na święto. I codziennie należy okazywać sobie miłość. A jeśli nie spotkaliście jeszcze osoby, z którą warto spędzić życie, głowa do góry! Miłość zapuka w najmniej spodziewanym momencie. Każdy z nas jest połówką całości. I każdy z nas kiedyś tę drugą połówkę odnajdzie. Wierzę w to! <3

PS A jak się nie uda, zawsze są książki... :P

03 lutego 2016

7 rzeczy, których możesz o mnie nie wiedzieć


Lubię znać ludzi, których blogi czytam. Nie zawsze się to udaje, niemniej staram się chociaż co nieco wiedzieć o autorach stron, które są mi bliskie. Pomyślałam więc, że może warto podzielić się z Wami kilkoma informacjami na własny temat – tak w ramach samouwielbienia ;) Choć pewnie stali Czytelnicy mojego bloga nie będą zaskoczeni tymi informacjami :P

1. W przyszłym roku stuknie mi 30, a ja wciąż się czuję, jakbym miała 18 lat! W sumie wielu moich znajomych twierdzi, że wyglądam młodo jak na swój wiek. Słodzą strasznie! ;)

2. Jestem językowym analfabetą. W swoim życiu uczyłam się już angielskiego, niemieckiego, francuskiego i rosyjskiego oraz łaciny! Próbowałam nawet z norweskim na własną rękę. Niestety dziś umiem biegle mówić i pisać tylko po polsku. Ale nie poprzestaję w staraniach, by opanować angielski, dlatego teraz wszystkie filmy oglądam po angielsku.

3. Uwielbiam tatuaże i chyba jestem od nich troszkę uzależniona, bo wciąż mam pomysły na kolejne i nie wiem, na co się zdecydować. Mam ich na razie 5 – na obu ramionach, plecach i na kostce prawej nogi. Cztery z nich pochodzą z książek (a to niespodzianka!) – runa z The Mortal Instruments, wężowa bransoleta Garrona z The Moorehawke Trilogy, kosogłos z The Hunger Games oraz insygnia śmierci z serii Harry Potter. "Nieksiążkowym" tatuażem jest logo R+ zespołu Rammstein – właśnie na kostce.


4. Jestem także uzależniona od... muzyki filmowej. Serio! W zasadzie soundtracki stanowią 90% mojej playlisty. Co więcej, filmy często oceniam po... muzyce! Tak bardzo tym przesiąknęłam, że często potrafię rozpoznać kompozytora danej ścieżki, nim w ogóle przeczytam, co to za film i kto to stworzył. Magia! :D W sumie jakieś 6 lat temu przerzuciłam się na muzykę filmową i poważną. Owszem, nadal zdarza mi się słuchać muzyki popularnej, bardzo lubię np. Eda Sheerana, niemniej ścieżki dźwiękowe do filmów to mój numer jeden. Jak już coś mi się spodoba, słucham aż do porzygu. 

5. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, uwielbiam... Brytyjczyków! Ostatnio odkryłam, że każdy facet, który mi się spodoba, jest Brytyjczykiem. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy to jakiś znak od Wszechświata, hmm? Wyjątkiem jest Leonardo DiCaprio, którego uwielbiam odkąd skończyłam 11 lat ;) 

6. Jestem strasznym mięczakiem i czasami naprawdę mnie to wkurza, bo wiem, że nie umiem zachować tzw. "zimnej krwi". Jeśli coś się nie uda, albo wydarzy się coś niedobrego, płaczę. Tak samo się dzieje, kiedy słyszę o jakiejś tragedii, bezdomnym lub skatowanym zwierzaku, porzuconym dziecku czy dramatycznej historii kogoś, kogo mogłam nawet nie zobaczyć na oczy. Możliwe, że przez tę wrodzoną i nadmierną wrażliwość tak mocno przeżywam też książki, które czytam i filmy, które oglądam. Tragedia fikcyjnego bohatera wcale nie jest dla mnie mniejsza od tragedii żyjącego człowieka. 


7. To chyba nie będzie zaskoczeniem – kocham książki i dosłownie nie umiem bez nich żyć. Stanowią ogromną część mojego życia. Najbardziej jednak ze wszystkich książek świata ukochałam serię o Harrym Potterze. Tak, jestem totalną, niepoprawną i niereformowalną potteromaniaczką. I choć mam już trochę lat na koncie, zupełnie się tego nie wstydzę!

Będzie mi bardzo miło, jeśli i u Was na blogach pojawią się podobne wpisy. Chętnie poznam 7 faktów o Was. 

Uff, no to wracam do pracy – pracuję nad korektą nadchodzącej, bardzo gorącej premiery ;) A już niedługo na blogu pojawi się recenzja mojej ulubionej książki Jojo Moyes oraz stosik z nowościami ;) Stay tuned!

Aby być na bieżąco, zapraszam Was do polubienia mojego konta na 

14 stycznia 2016

After all this time? Always.


Mój ulubiony, najlepszy z najlepszych, jedyny w swoim rodzaju. Zawsze mnie zachwycał, w każdej roli sprawdzał się doskonale, udowadniał, że aktorstwo jest prawdziwą sztuką. Kochani, smutną wiadomość nam zgotował ten dzień – zmarł Alan Rickman. Kiedy otrzymałam tę wiadomość, usiadłam i zapłakałam. Płakałam tak, jakbym straciła przyjaciela, kogoś bardzo bliskiego, choć nigdy przecież nie poznałam tego niezwykłego człowieka. Podziwiam jego filmową karierę i chętnie wracam do wielu produkcji, w których wziął udział. Ale najbardziej pokochałam go za rolę Severusa Snape'a. Dziś, kiedy świat usłyszał o jego śmierci, o przegranej walce z rakiem, ciężko mi zebrać myśli. Przecież tak niedawno, ledwo kilka dni temu, przygotowałam dla Was ranking najpiękniejszych filmowych głosów męskich – Alan otrzymał pierwsze miejsce. Zawsze był na pierwszym miejscu. ZAWSZE. I nadal będzie.

Przykro mi, że nie będzie mi dane go poznać, że nie zdobędę jego autografu, nigdy go nie uściskam i nie podziękuję za tak piękną kreację Profesora Snape'a i za wiele innych wspaniałych ról. 

Alan, byłeś i zawsze będziesz najlepszy!

Alan, you were the best! Thank you for everything!

Alan Rickman, brytyjski aktor, reżyser i scenarzysta, zmarł w wieku 69 lat.

21 sierpnia 2015

Książki mojego życia

Jako bloger, który produkuje się na temat książek od ponad pięciu lat (na blogspocie cztery z kawałeczkiem), nigdy jeszcze nie pomyślałam o tym, jakie książki zmieniły mnie na tyle, by pamiętać o nich do końca życia. Mam sporo ulubionych tytułów – według mojej biblioteczki na LC jest ich prawie 90, choć gdybym się naprawdę nad tym zastanowiła, mogłabym mocno zredukować tę listę. Jednak nie o tym chcę Wam dziś opowiedzieć. Dziś będzie o książkach, które tak bardzo na mnie wpłynęły, że jestem przekonana, iż będą ze mną do końca mojego życia. 

Cztery zmierzchy - Mika Waltari


Niepozorną książeczkę Miki Waltari przeczytałam wiele lat temu i jestem dumna z tego, że już wtedy umiałam dostrzec w niej piękno i wynieść z niej wiele dobrego. To krótka, przesycona symboliką opowieść o miłości, przyjaźni, codzienności, procesie twórczym, poszukiwaniu samego siebie, a także poszukiwaniu swojego miejsca. Za każdym razem, gdy sięgam po ten tytuł, odnajduję w nim coś nowego. Nie da się takiej książki zapomnieć.

Mały Książę - Antoine de Saint-Exupery


O wyjątkowości tej historii człowiek przekonuje się z czasem. Mnie do docenienia Małego Księcia przekonała tak naprawdę ekranizacja, którą obejrzałam kilkanaście dni temu. Historię chłopca z asteroidy znałam bowiem od lat, lecz nigdy nie umiałam jej przełożyć na własne życie, może dlatego nie umiałam jej w pełni poznać i zrozumieć. Teraz rozumiem ją aż za dobrze. I wiem, że ta nauka pozostanie ze mną na zawsze.

Seria Harry Potter - J.K. Rowling


Nie wiem, czy ten wybór powinnam w ogóle tłumaczyć. Harry Potter towarzyszy mi tyle lat, że już nie pamiętam jak to było, nim seria pojawiła się na rynku wydawniczym. Fakt faktem, długo się broniłam przed przeczytaniem pierwszej części, ale kiedy już to nastąpiło… Zakochałam się. Dosłownie. I wciąż jestem zakochana, a oczekiwanie na ostatni tom wspominam z niesamowitym rozrzewnieniem i łezką w oku. To były piękne czasy. Byłam wtedy taka młoda ;)


Nie ukrywam – naprawdę strasznie trudno było zdecydować, które z tych książek to te najważniejsze. Wciąż się zastanawiam, czy czegoś nie pominęłam, czy coś jeszcze chciałabym dodać. Ale jednak nie. Wystarczy. ;)

A jakie są Wasze książki życia? Może coś z moich wyborów pokrywa się z Waszymi? ;)

31 sierpnia 2014

Dzień Bloga! :)

W moim kalendarzu z Kotem Simona znalazłam informację, iż 31 sierpnia jest Dniem Bloga. Z tej okazji dzisiaj będzie troszkę o blogu i blogowaniu :)

źródło

Bloga prowadzę, bo po prostu lubię dzielić się z Wami moimi opiniami. Choć od półtora roku postów na Tirindeth's Books jest o połowę mniej, niż na początku blogowania, to jednak wciąż z Wami jestem i nie zamierzam stąd uciekać (chociaż nadchodzą ciężkie miesiące związane z pisaniem magisterki, więc pewnie będę tu jeszcze rzadziej...). Mam nadzieję, że nie zabraknie mi sił, by dalej pisać. I że Wam nie zabraknie cierpliwości, by to wszystko czytać :)

źródło

Blogowanie jest spoko. Blogowanie pozwala poznać nowych ludzi. Pozwala wymieniać się opiniami. Ale przede wszystkim pozwala się rozwijać. Kiedy patrzę na moje recenzje sprzed 3 czy 4 lat, jestem w szoku. Czy ja to naprawdę napisałam?! – myślę sobie i nie wierzę. A jednak! :) Na pewno każdy z Was choć raz przeżył to samo. To wygląda identycznie jak w chwili, w której odnajdujesz stary pamiętnik czy zeszyt z tzw. "złotymi myślami" sprzed dziesięciu czy piętnastu lat i nagle szczęka Ci opada.  Ja ostatnio znalazłam mój pamiętnik jeszcze z czasów gimnazjum. Prawie umarłam... ze śmiechu :P

Z tym śmiechem jest podobnie w momencie, gdy trafiam na blogu w zakładkę "statystyki" i patrzę na hasła, po których mój blog był wyszukiwany. Kilkoma perełkami się dzisiaj z Wami podzielę:

"peeta i gale romans" – hoho, ktoś tu lubi mocne klimaty :P

"dzień casanovy" – czyżby Casanova doczekał się swojego święta?

"legenda o mechanicznym psie" – sorry, nie znam.

"the bitches świat według zolzy" – zołzom wstęp wzbroniony. 

"motyl lisa genova biedronka" – no to motyl czy biedronka? Jest różnica!

źródło

Blog to również takie miejsce, gdzie namawiamy naszych czytelników do wzięcia udziału w pewnych inicjatywach. Ja tego nie robię, bo w sieci jest takich akcji za dużo. Ale w sierpniu zrobiłam wyjątek i postanowiłam dla siebie samej zorganizować wyzwanie "Sierpień miesiącem romansów". O pomyśle przeczytacie TUTAJ. W ramach akcji poznałam jednak tylko 3 tytuły, a są nimi:


W ramach "miesiąca romansów" zaczęłam też lekturę Ptaków Ciernistych Krzewów, ale póki co idzie mi to czytanie bardzo opornie. W planach miałam również Jane Eyre i Północ i Południe, ale niestety zabrakło czasu i sił na tak obszerne lektury. Niemniej na pewno za jakiś czas doczekacie się recenzji tych powieści :)

Uff, no to chyba tyle na dziś. Na koniec tej notki o niczym chciałabym życzyć wszystkim Blogerom i Blogerkom wytrwałości w prowadzeniu Waszych stron, a zwłaszcza czerpania z blogowania samych pozytywnych emocji :) Dorzucam moją ulubioną piosenkę – z dedykacją dla moli książkowych <3

10 maja 2014

Ciężkie jest życie studenta…

źródło

Jako studentka czwartego roku muszę w końcu przyznać przed sobą samą, że nadchodzi trudny okres w moim życiu – sesja. Nauki mam co niemiara, a w dodatku pojutrze wyjeżdżam na tzw. „objazd naukowy” (kierunek: Dolny Śląsk – takie zajęcia są wpisane w nasz program studiów), więc przez tydzień mnie po prostu nie będzie. A kiedy wrócę, moja obecność w blogosferze co najmniej do połowy czerwca będzie nieco ograniczona, gdyż mam dużo prac do napisania i sporo materiału do nauczenia. Oczywiście nie opuszczam Was zupełnie – już za kilka dni planuję opublikować post konkursowy z okazji zbliżających się 200 000 odwiedzin :D Będzie można wygrać świeżutki egzemplarz powieści Hugh Howey’a: Silos! ;) A kiedy wrócę z wyjazdu, opowiem Wam o kilku miejscach, które podczas wyprawy odwiedzę – będzie m.in. o pałacyku myśliwskim Radziwiłłów w Antoninie oraz o pałacu w Kamieńcu Ząbkowickim. Jak dopisze szczęście, to może nawet zobaczę na żywo pałac Scheiblerów w Kwietnie (swoją drogą piszę pracę magisterską m.in. o Scheiblerach)! Ale to nie koniec moich planów ;) Wkrótce mam też zamiar opowiedzieć Wam trochę o XVIII-wiecznym meblarstwie (takie fajne zajęcia mamy na studiach, o!). Poza tym jakiś czas temu obiecałam Wam notkę o moim ulubionym serialu i zamierzam się z tej obietnicy wywiązać. Może nawet zdecyduję się na napisanie czegoś o jednej z moich ulubionych piosenkarek? Zobaczymy ;) Jak więc widzicie, plany są i to nawet dosyć różnorodne, bo nie związane jedynie z książkami (choć i takich nie zabraknie, bo na tapecie obecnie u mnie Lek na śmierć, choć przez tę zbliżającą się sesję pewnie będę czytała książkę dwa miesiące…). 

źródło

Nim jednak zrealizuję moje plany, muszę przetrwać sesję i zdać wszystkie zaliczenia oraz gigantyczny egzamin z metodologii, co na pewno nie będzie łatwe. Dlatego przepraszam Was, jeśli w najbliższym czasie będę trochę nieobecna w blogosferze – obiecuję, że po powrocie do „świata żywych” nadrobię zaległości ;)

Pragnę przy okazji życzyć wszystkim studentom owocnej i przede wszystkim zdanej sesji egzaminacyjnej :)























Na zakończenie dorzucam przepiękną piosenkę, której wykonanie uważam za szalenie udane i... wzruszające :)