Oto trzeci wpis w ramach mojego autorskiego cyklu. „Niezrecenzowane” to przemyślenia na temat książek lub filmów, których nie jestem w stanie zrecenzować w tradycyjny sposób. To luźne notki nie tylko o tych dziełach, na które szkoda strzępić języka (tudzież klawiatury), ale także o dziełach, które zrobiły na mnie tak duże wrażenie, że nie umiem napisać na ich temat sensownej, pełnej recenzji. Mam nadzieję, że taka forma dzielenia się wrażeniami z lektury lub seansu filmowego przypadnie Wam do gustu ;)
Odcinek 3
Droga
Cormac McCarthy
Przerażająca postapokaliptyczna wizja przyszłości Ameryki w powieści uznanej za największe arcydzieło Cormaca McCarthy’ego.
Spalona Ameryka, ciemność, proch i kurz przesłaniające niebo. Kamienie pękają od mrozu, a śnieg, który pada, jest szary. Ani jednego ptaka, ani jednego zwierzęcia, gdzieniegdzie tylko zdziczałe bandy kanibali. Jakiś straszliwy a nienazwany kataklizm zniszczył naszą cywilizację i większość życia na ziemi. Na tle martwego pejzażu po katastrofie dwie ruchome figurki – to ojciec i syn przemierzają zniszczoną planetę. Zmierzają ku wybrzeżu lecz co tam zastaną? Przed nimi długa i pełna niebezpieczeństw droga w nieznane. Wokół nich – świat, w którym nawet nadzieja już umarła, lecz nadal – dzięki łączącej ich więzi – trwa miłość…
„Droga” Cormaca McCarthy’ego to połączenie powieści drogi, powieści przygodowej oraz gotyckiego horroru. To przypowieść o świecie apokalipsy spełnionej, ponura odpowiedź na niepokojące pytanie jak świat wyglądałby bez człowieka. Krytyka literacka zalicza tę powieść do nurtu prozy amerykańskiego minimalizmu, w latach 80-tych nazywanego „brudnym realizmem”.
Trudno wyrazić słowami to, jak na odbiorcę działa Droga. To bardzo dziwna i poruszająca książka – opowieść o niezwykłej miłości rodzica do dziecka, walce o człowieczeństwo u kresu świata, walce o zachowanie wspomnień i uczuć, które ukształtowały bohatera i o samotności, która zabija.
Język tej książki jest mocny, sugestywny, autor posługuje się krótkimi zdaniami, które budują napięcie i dynamikę dzieła. Konstrukcja pozbawiona została wyraźnego podziału na opowieść narratora i dialogi bohaterów, przez co pewne sytuacje przenikają się, jakby nie do końca było pewne, czy zaistniały. Sposób, w jaki rozmawiają ze sobą bohaterowie, porusza dogłębnie, wnika w duszę odbiorcy, rozdziera ją. Nie umiem tego opisać.
Choć opowieść wydaje się jakby wyciosana z kamienia, mroczna jak świat, w którym została osadzona, to jednak jest w niej coś pięknego i wzruszającego – owa miłość ojca do syna, miłość, która pomimo dramatycznej sytuacji, trzyma ich przy życiu. To właśnie ona sprawia, że czytelnik kibicuje tej dwójce, szalenie martwiąc się o ich losy, choć doskonale wie, że świat wykreowany przez McCarthy’ego nie daje żadnej nadziei. Nie ukrywam, że zakończenie wycisnęło ze mnie niejedną łzę.
Droga to nie jest książka prosta, łatwa i przyjemna. To niezwykle przygnębiająca wizja apokalipsy, w której jedyne, co nam pozostanie u kresu świata, to miłość. I walka o to, by w najbardziej skrajnych sytuacjach nie zagubić siebie. I człowieczeństwa.
Na koniec dodam tylko, że najpierw obejrzałam ekranizację, a dopiero później przeczytałam książkę. Historia z ekranu jest równie mroczna i smutna, jak w opowieści Cormaca. Szczerze polecam!













