09 października 2011

"Błękit Szafiru" Kerstin Gier

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!

"Błękit Szafiru to już drugi tom Trylogii czasu. 
Gwendolyn i Gideon zapatrzeni w siebie wrócili właśnie z początku XX wieku. Ale sprawy tylko się skomplikowały. Czy Strażnicy mają rację uznając Lucy i Paula za przestępców, czy też może mylą się w swej wierności Hrabiemu de Saint Germain? Gwendolyn jako jedyna zdaje się mieć wątpliwości. Uczucia Gideona do Gwen wystawione zostają na najpoważniejszą próbę… 

Podróże w czasie, niebezpieczeństwa, miłość… 
Trylogia czasu cię pochłonie. Czerwień Rubinu jest już dostępna. Błękit Szafiru trzymasz w dłoni. Zieleń Szmaragdu pojawi się niebawem…"


Przepowiednia (omen, znak, wróżba, wierzenie) to istniejące we wszystkich kulturach sposoby interpretacji wizji lub zdarzeń, mające przybliżyć nam prawdopodobną przyszłość. Od zarania dziejów ludzkość tłumaczyła w ten sposób wszelkie tajemnicze znaki na niebie i słowa ludzi uznających siebie za proroków. Z czasem wiara w przepowiednie zanikła, lecz nadal w ludziach pozostaje obawa przed tym, czego nie znają – przed niewiadomą…

Gwen wie już, że to nie żart – to ona, a nie jej znienawidzona kuzynka Charlotta, ma w sobie gen umożliwiający podróże w czasie. Jest dwunastym i ostatnim podróżnikiem zamykającym krąg obdarzonych. Teraz przed dziewczyną pojawiają się kolejne wyzwania – przede wszystkim będzie musiała przygotować się na bal w realiach XVIII wieku, na który osobiście została zaproszona przez samego Mistrza – hrabiego de Saint-Germaina. Gwendolyn doskonale pamięta pierwsze spotkanie z tym dziwnym człowiekiem i jest pewna, że hrabia może być bardzo niebezpieczny.

Tymczasem powstaje przypuszczenie, że wśród członków organizacji przebywa zdrajca i wszystkie oczy mimowolnie kierują się w stronę Gwen. Bohaterka jest tym oburzona i jednocześnie sama zaczyna wątpić w dobre intencje otaczających ją ludzi – dlatego też, chce przeprowadzić własne śledztwo. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy Gideon zaczyna węszyć – Gwen nie wie już, czy może mu zaufać, a ich napięte ostatnimi czasy stosunki tylko utrudniają podjęcie decyzji, która może ją drogo kosztować…

Cała recenzja na: 


Original: Saphirblau - Liebe geht durch alle Zeiten
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania 19.10.2011
Ocena dla książki: 10+/10!
Moja recenzja Czerwieni Rubinu dla zainteresowanych: [klik]

Okładka ostatniej części trylogii - prawda, że wspaniała?

08 października 2011

"Jutro" John Marsden


"Nie ma już żadnych zasad.

Mam na imię Ellie. Kilka dni temu wybraliśmy się w siedem osób na wyprawę do samego Piekła. Tak nazywa się niedostępne miejsce w górach. Wycieczka była próbą naszej przyjaźni. Niektórych z nas połączyło nawet coś więcej. Szczęśliwi wróciliśmy do domu. Ale to był powrót do piekła. Znaleźliśmy martwe zwierzęta, a nasi rodzice i wszyscy mieszkańcy miasta zniknęli.

Okazało się, że naszego świata już nie ma.
Że nie ma już żadnych zasad.
A jutro musimy stworzyć własne."



Obserwując ludzi, którzy co rano śpieszą do pracy, szkoły, lub gdy idą na zakupy, spotkanie ze znajomymi, do lekarza... uświadamiam sobie, że dla każdego z nich to tylko kolejny dzień, jeden z wielu, które trzeba jakoś spożytkować. Prawdopodobnie każdy z nas myśli wtedy o tym samym – jutro będzie to samo. I tak w kółko. Lecz co by się stało, gdyby nagle życie uległo wielkiej zmianie? Co, jeśli jutro nie będzie już takie, jak zaplanowaliśmy...?

Ellie wraz z paczką przyjaciół postanawia wybrać się na kemping. Siódemka nastolatków planuje przebyć trudną drogę wśród gór, by dotrzeć do osławionego, niedostępnego miejsca zwanego Piekłem. Tak więc spragnieni przygód wyruszają na kilkudniową wycieczkę. Tam, gdzie nie dotarła ludzka ręka, cieszą się z wolności i zbliżają do siebie. A gdy w końcu nadchodzi czas powrotu do domów, obiecują sobie, że kiedyś powtórzą ten wypad na łono natury. Jednak ich powrót do domu nie wygląda tak, jak sobie to zaplanowali – pierwsze, co spostrzegli, to martwe zwierzęta i przerażająca pustka. Wszyscy zniknęli, a oni, ledwie siedmioro dzieciaków, teraz muszą radzić sobie samemu... Pytanie tylko, co się stało z ich rodzinami, z całym miasteczkiem?

John Marsden podjął się niełatwego zadania, stworzył bowiem historię opowiedzianą z punktu widzenia nastoletniej bohaterki (narracja pierwszoosobowa). Musiał więc wiernie oddać emocje i problemy osoby w wieku licealnym, która nagle ze zwyczajnego, trochę beztroskiego życia zostaje wplątana w wir przedziwnych, nierzadko przerażających wydarzeń. Dlatego też nie można nie przyznać, że autor poradził sobie z tym całkiem dobrze. Wykreowana przez niego postać Ellie jest wyrazista i żywa, a jej zachowanie i reakcje zmuszają czytelnika do refleksji nad tym, jak sami byśmy postąpili w podobnej sytuacji.

Kreacja przyjaciół głównej bohaterki jest równie ciekawa – oto grupa ludzi połączonych ze sobą wspólnymi przeżyciami. Są jednak tak różni, jak to tylko możliwe – od szkolnego dowcipnisia do bogobojnej katoliczki, a jednocześnie każdy na swój sposób wzbudza zainteresowanie i sympatię. Ja osobiście byłam, ba! – jestem oczarowana postacią Lee – skromny i utalentowany chłopak w pewnym momencie zwrócił moją uwagę i już do końca dopingowałam mu w każdym przedsięwzięciu.

Historia, jaką stworzył pisarz, nie jest ani post apokaliptyczną wizją przyszłości, ani tym bardziej science-fiction. Opowieść uderza w czytelnika przede wszystkim swoim prawdopodobieństwem. Analizując wciąż kolejne wątki i działania bohaterów mimowolnie zadajemy sobie pytanie: „jak ja bym postąpił?” Autor nie oszczędza widza, wciąga go w samo centrum nowej rzeczywistości. Oczami Ellie obserwuje świat i nagle już wiadomo, że czujemy dokładnie to samo, co ona. A to naprawdę niesamowite dokonanie – połączyć czytelnika więzią z bohaterem!

Przyznam, że choć spodziewałam się trochę innej historii i innych wyjaśnień opisujących okoliczności tajemniczego zniknięcia całego miasteczka, to i tak książka była dla mnie miłym zaskoczeniem. Powieść czyta się bowiem szybko i z zapartym tchem. Śledząc poczynania wykreowanych postaci i nieustannie towarzysząc im wtapiamy się w strukturę fabuły, a głód historii nie pozwoli na odłożenie książki na bok przed poznaniem finału.

Muszę przyznać, że dobrym posunięciem było najpierw przeczytanie dzieła literackiego, a dopiero potem sięgnięcie po ekranizację z 2010 roku. Chociaż film ściśle oddaje wydarzenia książkowe, duży nacisk położono na efekty specjalne i widowiskowość (co mnie nie dziwi, znając kino zagraniczne i jego tendencyjność), niestety zapominając o najważniejszym – oddaniu emocji targających bohaterami. Spłaszczając wyraźnie relacje między nastolatkami, odebrano fanom możliwość poczucia tego „czegoś”, tej wyczuwalnej w książce więzi. Dlatego też stanowczo polecam najpierw zapoznanie się z powieścią. Film jest po prostu miłym dodatkiem.

Mogę z całą odpowiedzialnością ocenić dzieło na 8/10 (choć trochę szkoda, że książka jest taka cieniutka - nawet nie trzysta stron). Ci, którzy jeszcze nie spotkali się z twórczością Marsdena powinni wiedzieć, że cykl jego powieści ma 7 części. Po zakończeniu pierwszej wiem, że kolejne muszą być równie dramatyczne jak prequel. I na to też liczę! Dlatego na koniec dodam tylko – sięgnijcie po książkę, nim nadejdzie Jutro! Później może być już za późno... Polecam!!!

Original: Tomorrow. When The War Began
Wydawnictwo: Znak Literanova
Data wydania: 6.04.2011


I na koniec trailer filmu (uprzedzam jednak, że to trochę spoiler):


A za możliwość przeczytania książki dziękuję Shadow :)

04 października 2011

TOP 10: Bohaterowie, z którymi wybrałabym się na randkę!

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.


Postanowiłam wziąć udział w powyższej zabawie :) W tym tygodniu wybieramy 10 najciekawszych męskich postaci, z którymi chciałabym się wybrać na randkę. Temat ciekawy i nie ukrywam, intrygujący. Zastanawiałam się przez jakiś czas - niektóre osoby wpadły mi do głowy od razu, nad innymi musiałam się zastanawiać dosyć długo. W końcu jednak zdecydowałam się na te dziesięć najciekawszych opcji. Zatem zaczynamy!!!



1. Greyfriar - "Imperium Wampirów"


Dlaczego on? Po pierwsze to urodzony wojownik, jest więc odważny i silny, a przy tym także zabójczo przystojny. Jednocześnie kobieta może poczuć się przy nim bezpieczna. To typ inteligenta i gentlemana w jednym. Myślę, że spotkanie z nim byłoby mile spędzonym wieczorem przy kulturalnej rozmowie, z lampką (lub dwiema) wytwornego wina (oczywiście krwistoczerwonego).



2. Lucjusz Vladescu - "Przyrzeczeni"



W zasadzie Lucjusz i Greyfriar są do siebie dosyć podobni, lecz o ile Greyfriar to typ wojownika i banity, Lucjusz jest typowym arystokratą. Nienaganne maniery, pełna kultura i oczywiście uroda zwalająca z nóg. Myślę, że nie mogłabym oderwać od niego spojrzenia! A przy tym nie ma opcji, by ktokolwiek mógł się do mnie zbliżyć - Lucjusz broni ukochanej jak wilk :] Fajnie mieć własnego ochroniarza, co?



3. Christopher Garron - "Trylogia Moorehawke"



Zastanawiałam się, czy to dobry pomysł - jak zauważycie z każdym kolejnym wpisem, wszystkie moje wybory wiążą się z pewnymi czynnikami, które określają bohaterów jako wiernych i kochających. Christopher na pewno do wiernych nie należał, lecz akurat w tym wypadku wybrałabym go ze względu na czekającą nas świetną zabawę i jego poczucie humoru. Ten wieczór niewątpliwie upłynąłby nam na radosnym, niezobowiązującym flircie.


4. Gideon de Villiers - "Trylogia czasu"



Za te zielone oczy mogłabym zabić. I w zasadzie to przeważyło na moim wyborze - Gideon nie ma bowiem w sobie jakiś zachwycających cech, które przykułyby moją uwagę. W Czerwieni Rubinu raczej nie zwróciłam na niego uwagi, za to w Błękicie szafiru... Miodzio! Poza tym facet odznacza się dużą odwagą i roztacza wokół siebie  poczucie bezpieczeństwa. Myślę, że przygody u jego boku mogłyby być co najmniej pasjonujące. O ile w pobliżu znalazłby się jakiś konfesjonał ;)


5. Peeta Mellark - "Igrzyska Śmierci"


No tak, tu powstaje dylemat, czy team Peeta czy team Gale - kto czytał Igrzyska, ten zna ból wyboru. Obaj niesamowici, ale... Gale był zbyt gniewny. Peeta za to miał w sobie coś takiego, co sprawia, że robi się cieplej na sercu. Przy nim każda kobieta może się poczuć bezpieczna, doceniana, piękna. Myślę, że tego brakuje współczesnym facetom - nie potrafią sprawić, że ich wybranka będzie się czuła pełnowartościową kobietą. Peeta nie potrzebował flirciarskich zagrań ani tym bardziej seksualnych, aby oczarować płeć przeciwną. I to mi się w nim podoba!



6. Ash - "Żelazny Dwór"


Nie wiem, czy randka z elfem jest możliwa, a tym bardziej z mrocznym elfem z Zimowej Krainy? Jeśli jednak dano by mi tę szansę, na pewno skorzystałabym z okazji. Ash ma w sobie to coś, co sprawia, że kobiecie szybciej bije serce - jest niedostępny i chłodny, a jednak ma w sobie ogromne pokłady namiętności. Myślę, że jeden wieczór z nim byłby warty tysięcy nocy ze zwyczajnym chłopakiem z blokowiska ;) Zwłaszcza, jeśli zabrałby mnie do Nigdynigdy xD



7. Daniel Grigori - "Upadli"



Dla tego anioła jestem gotowa zrobić wiele, a historia jego miłości do Luce utwierdziła mnie w przekonaniu, że facet tego pokroju to największy na świecie skarb. Nie bał się mówić o miłości i nie bał się jej okazywać - czy w obecnych czasach spotkamy takich mężczyzn? No proszę Was - to niemożliwe! Dlatego i dla Daniela znalazło się miejsce w moim rankingu :)



8. Ian O'Shea - "Intruz"


Ten bohater ujął mnie jedną rzeczą - oczywiście poza urodą i imponującą muskulaturą (zawsze wyobrażam go sobie jako dobrze zbudowanego, wysokiego faceta) - mianowicie tym, że dla niego kobieta jest piękna bez względu na to, jak wygląda. Rzadkość, trzeba przyznać, prawda? I domyślam się, że w ostatecznym rozrachunku ja bym na siebie narzekała, a on by mi zaprzeczał - układ całkowicie bezcenny!



9. Kent McFuller - "7 razy dziś"
  


Zwyczajny facet o niezwykłej osobowości - opiekuńczy, inteligentny i skromny, a przy tym pełen pasji i szacunku do innych. Można by było spędzić z nim zarówno miłe popołudnie w parku, jak i na kanapie przed telewizorem. I nikt tu nie mówi o rutynie ;)




10. Frederick Wentworth - "Perswazje"

To już mój ostatni kandydat na udaną randkę. Dlaczego on? Po pierwsze to angielski gentleman o wysokiej pozycji społecznej. W dodatku inteligentny. I udowodnił, że zrobi wszystko dla miłości. Czego chcieć więcej? ;)




***

I takim oto sposobem przedstawiłam Wam 10 najciekawszych kandydatów na moją wymarzoną poniekąd randkę. Jak widać, u faceta cenię sobie inteligencję, dobry gust i odwagę. Pewnie zdziwiło niejedną osobę, że nie ma wśród wytypowanych Jace'a Waylanda czy Williama Herondale? No cóż - to bezwarunkowo najlepsi faceci, ale niestety nie ukrywajmy - randka z którymś z nich zakończyłaby się katastrofą - zważywszy na mój ciężki charakter prędzej byśmy się pozabijali, niż dogadali ;)
Zachęcam do zabawy!

"Wakacje z Piekła" C. Clare, C. Gray, M. Johnson, L. Bray, S. Mlynowski

"Autorka Miasta kości, autorka Wiecznej Nocy i inne bestsellerowe pisarki zapraszają na Wakacje z piekła
 
Luksusowy statek, willa na Jamajce, francuskie miasteczko, malownicza wioska w Karpatach mogą okazać się przerażająca pułapka dla dziewczyn, które marzyły o ekscytującej wakacyjnej przygodzie. Bo podczas tych wakacji zgubiony bagaż to tylko drobna niedogodność w porównaniu z tym, co knuje zazdrosna czarownica. Poparzenie słoneczne jest bolesne, ale nie trwa tak długo jak rzucona klątwa czy ukąszenie wampira, a nudne towarzystwo nie jest tak straszne jak opowiadanie, które zmienia słuchacza w...

Lecz miłość kwitnie nawet w najbardziej upiornych okolicznościach…"


Wakacje, urlopy, ferie... Jakkolwiek tego nie nazwiemy, przekaz jest jasny - to nie tylko czas odpoczynku, ale także szansa na wspaniałą, niezapomnianą przygodę. Młodzież wręcz marzy o pasjonujących wydarzeniach, które mogą, a nawet muszą stać się ich udziałem. Dlatego też sięgnęłam po Wakacje z Piekła by przekonać się, jakie paranormalne przygody i wątki miłosne zgotowały czytelniczkom niezwykłe pisarki. Opowiadań jest pięć, a każde z nich na swój sposób inne:

Łowy - Sarah Mlynowski


Historia o dwóch koleżankach, które wybierają się w czasie wakacji na rejs statkiem. Chcą się dobrze bawić, a jedna z nich, jak by się wydawało, ma wielki plan - chce przeżyć ten pierwszy raz. Spotykają więc odpowiedniego ku temu ich zdaniem młodego mężczyznę, a główna bohaterka nie ukrywa swojego zainteresowania jego urodą. Jednak to, co wyniknie z ich spotkania, powinno zaskoczyć czytelnika, lecz także niestety mimowolnie przywieść na myśl  skojarzenie z Wieczną Nocą Claudii Gray. Opowieść sama w sobie jest ciekawa, lecz brakuje jej  oryginalności.

Dom Luster - Cassandra Clare 


Niestety po Cassie spodziewałam się czegoś dużo lepszego. Oczywiście historia utrzymana w klimacie – jest wyjazd wakacyjny, zakazana miłość, magia, wątek prawie kryminalny do rozwiązania... Ale finał wydaje się przewidywalny i tym samym nudny. Pani Clare zasłynęła z Darów Anioła i wolałabym kojarzyć ją z nieco ambitniejszą lekturą. Zatem przyznam – spore rozczarowanie.

Nie lubię twojej dziewczyny - Claudia Gray


To stanowczo jeden z najciekawszych utworów w tej antologii. Dziewczyna imieniem Cecily, której matka jest czarownicą, wybiera się na wakacyjny zlot czarownic. Wie, że spotka tam swojego największego wroga – uwielbianą przez wszystkich koleżankę. Ale kiedy koło znienawidzonej dziewczyny pojawia się super przystojny chłopak, coś w Cecily pęka. Bohaterka postanawia rozgryźć tajemnicę tego związku. Zaskakujące zakończenie nawet mnie rozbawiło i przyznam – Claudia miło mnie do siebie przekonała. Warto więc tej historii poświęcić chwilę czasu.

Dekret o podejrzanych - Maureen Johnson


Ciekawie wplątana w fabułę opowieść historyczna i typowy dla wszystkich dzieł motyw paranormalny – to niewątpliwie intrygujące połączenie. Niestety wykonanie nieco gorsze,  brakowało klimatu, wyrazistych postaci, wciągającego rozpoczęcia... W skrócie: jest Francja, jest tajemnica rewolucji i dziwny chłopak między dwoma siostrami. Trójkącików ciąg dalszy...?

Nigdzie nie jest bezpiecznie - Libba Bray


Mistrzowskie opowiadanie! Stanowczo numer 1 całej antologii. Co prawda, kiedy oswajałam się z pierwszymi stronami, fabuła wydawała mi się nudna i schematyczna, ale nie mogę zaprzeczyć, że ma w sobie grozę i dreszczyk emocji. Opowieść dotyczy czwórki przyjaciół, którzy postanawiają wyjechać na tereny wschodniej Europy, do tajemniczego miasteczka, które rzekomo wiele wieków temu oddawało hołd diabłu. Zainteresowani nastolatkowie chcą przekonać się, ile jest prawdy w starych zabobonach. Historia i jej zakończenie nie wyjaśniają nam zbyt wiele, przez co mamy wrażenie, iż Libba mogłaby tę opowieść jeszcze pociągnąć, stworzyć więcej wątków, rozwinąć działania bohaterów. W dodatku jest klimat, a to niesamowity atut. Opowiastka z potencjałem i naprawdę wyrazistymi bohaterami - brawo!


Antologię oceniam na 6/10. Wszystkie przedstawione opowiadania czytało się całkiem miło – ot typowa lektura w sam raz na raz. Nie ukrywajmy jednak – niektóre z nich były napisane trochę "po łebkach", dla zaspokojenia głodu fanów. Autorki ani nie wykazały się talentem ani zbytnią pomysłowością. Gdyby nie twórczość pani Bray i pani Gray, książka byłaby całkowitą klapą. Do tego ogromny minus za okładkę – ten żałosny kwiatek nie ma zupełnie nic wspólnego z przedstawionymi fabułami! Na nieszczęście kolejne części tej serii także opatrzono podobną roślinnością...

Ujmę to tak: oryginalności za grosz, antologia bardziej pod wymogi komercyjnej sprzedaży niż wspaniała współpraca znanych autorek paranormali. Czy polecam? Jeśli słońce mocno praży, a Wam się nie chce myśleć o poważnych sprawach, książka będzie idealna. Ale wymagający czytelnicy powinni sobie darować. 

Original: Vacations from Hell
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 1.06.2010

01 października 2011

"Syrena" Tricia Rayburn

"Dla Vanessy i Justine Sands miały to być zwyczajne wakacje w miasteczku Winter Harbor, w towarzystwie braci Carmichaelów.
Jednak kiedy Justine wybiera się nad urwisko, by skakać do wody, a nazajutrz fale wyrzucają jej ciało na brzeg, Vanessa nie ma wątpliwości, że to coś więcej niż wypadek.
Całe nadbrzeżne miasteczko wpada w popłoch, kiedy następuje seria ponurych zdarzeń – fale wyrzucają na brzeg ciała mężczyzn z twarzami zastygłymi w uśmiechu…
Vanessa i Simon próbują ustalić, czy te wypadki mają cokolwiek wspólnego z Justine i Calebem. Ale to, co odkryje Vanessa, może oznaczać koniec jej wakacyjnej miłości, a może nawet życia..."


Wśród sztormowych, wzbudzonych i rozszalałych wód rozciągających się, jak okiem sięgnąć, człowiek myśli tylko o jednym – o lądzie. O ucieczce. Dlatego strach sprawia, że dopiero po chwili coś słyszy. Najpierw są to delikatne dźwięki, które narastają z każdą sekundą, z każdym biciem serca, przebijając się przez zawodzenie wiatru. Głosy. Piękne, delikatne, zwodnicze i zmysłowe. Człowiek szeroko otwartymi oczami rozgląda się, walcząc z emocjami – uciekać, czy poddać się? Kto by bowiem się spodziewał, że doskonałość i piękno w jednym może być złem wcielonym?

To miały być wakacje, jak każde inne. Rodzina Sands przyjeżdża do Winter Harbor w stanie Maine. Dwie siostry – Vanessa i Justine, oraz ich przyjaciele – bracia Simon i Caleb, pragną korzystać z życia i dobrze się bawić. Kiedy jednak pewnego poranka do domku letniskowego Sandsów pukają funkcjonariusze policji, nikt nie spodziewa się wieści, jaką przynieśli: Justine ten nocy wykonała swój ostatni skok z urwiska. Vanessę jednak nawiedza dziwne poczucie, że śmierć starszej siostry nie była jedynie przypadkiem. Zmuszona do powrotu do kurortu przez niepewność i chęć odkrycia prawdy, staje się świadkiem przedziwnych wydarzeń – na plażach znajdywane są kolejne zwłoki, tym razem mężczyzn, których twarze zastygły w uśmiechu. Miasteczko stopniowo ogarnia panika...

Syrena to powieść, po którą sięgnęłam w zasadzie z czystej ciekawości – bowiem ani opis ani rekomendacje nie robiły na mnie specjalnego wrażenia. Mity o syrenach? To dobre na bajkę dla małych dziewczynek – myślałam wtedy. Kiedy jednak zaczęłam książkę czytać, już w zasadzie od pierwszej strony zrozumiałam, jak bardzo się myliłam. Klimat powyższej historii wciągnął mnie do tego stopnia, że powieść połknęłam w kilka godzin, oszołomiona nietuzinkową wizją utalentowanej pisarki.

Narracja pierwszoosobowa z punktu widzenia Vanessy wydaje mi się idealnym punktem zaczepienia – obserwowałam przeżycia dziewczyny, która traci kogoś bardzo bliskiego, a determinacja i pewność, iż musi odkryć powód śmierci siostry sprawiają, że silniej odczuwamy uczucia nią targające. Jestem nawet gotowa stwierdzić, że było mi jej naprawdę żal – stracić kogoś tak bliskiego w tak niewyjaśnionych okolicznościach... Koszmar! Sylwetka Vanessy jest wyrazista i żywa, nakreślona emocjami jak kolorami, nasyconymi i głęboko uderzającymi swoją mocą w czytelnika.

Akcja powieści ma swój własny rytm, który nabiera dynamiki z każdym kolejnym rozdziałem. Wątek kryminalny nie pozwala czytelnikowi na nudę – zamieniamy się w detektywów tropiących wszystkie możliwe ślady, a romantyczna nutka burzy krew, która teraz popłynie szybciej w żyłach. Razem z panną Sands pragniemy zrozumieć, co się stało z nieszczęśliwymi ofiarami morskich fal, a jednocześnie nabieramy pewności, że odpowiedź nie będzie tak prosta, tak oczywista, jak byśmy chcieli. Dodatkowym atutem jest też atmosfera otaczająca rzeczywistość wykreowaną przez pisarkę – mroczna, pełna grozy i tajemniczości, budzi zachwyt i dreszcz podniecenia. Coś niewiarygodnego!

Minusy znalazłam dwa – raz: tytuł. Z opisu można by się spodziewać wielu rzeczy, niekoniecznie od razu kojarząc wydarzenia ze znanymi z mitologicznych wierzeń stworzeniami wabiącymi żeglarzy. Kiedy jednak czytelnik spojrzy na tytuł, podświadomie wie, czego się spodziewać. Dlatego jestem zwolenniczką bardziej zagadkowych tytułów – wystarczyłyby „mroczne głębiny”, lub coś równie prostego, aby natychmiast wyzbyć się wszelkich skojarzeń i tym samym dodać większej tajemniczości dziełu. Druga i chyba ważniejsza rzecz – wydanie książki. Okładka jest piękna, owszem, lecz co z tego, skoro tekst nie zawiera ani jednego akapitu mimo, że każda strona została opatrzona na dole rysunkiem morskich roślinek? Ciągłość treści sprawia tu, że powieść jest NIECZYTELNA. Ogromny minus!

Muszę zauważyć, że pani Tricia w swoim dziele pozostawia wiele niedopowiedzeń, a zakończenie historii jest tak samo zaskakujące co przerażające. Dlatego przymykam oko na niedociągnięcia, z niecierpliwością oczekując na kontynuację – Undercurrent. Powiem wprost – Syrena mnie zachwyciła, oczarowała i przekonała do tego, że nawet najstarszy mit można przeobrazić w wizję pełną realizmu, magii i emocji nie do opisania. Dlatego daję książce ocenę 9,5/10 i polecam ją nie tylko fanom thrillerów i paranormal romance, ale także tym, którzy nie gardzą powieściami z wątkiem kryminalnym. Dajcie się porwać niezapomnianej przygodzie przy akompaniamencie syreniego śpiewu. Zapewniam, nie pożałujecie!




A oto trailer do książki:

Original: Siren
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 4.05.2011

Od siebie dodam tylko, że wspaniale czytało mi się tę powieść przy utworze pochodzącym ze ścieżki dźwiękowej do Piratów z Karaibów - Mermaids [klik]
A za możliwość przeczytania Syreny bardzo, ale to bardzo dziękuję Shadow! Jesteś kochana!!!