To była przesłodka historia! Naprawdę czarująca. I choć należy do tych naiwnych, zupełnie nierealnych opowiastek dla młodzieży, jestem nią absolutnie oczarowana. Bo, co tu ukrywać, nadal żyje we mnie mała dziewczynka, która bardzo chciałaby wierzyć w bajki oraz „żyli długo i szczęśliwie”. I mimo przeciwności losu, od lat uparcie wypatruje swojego „księcia z bajki”.
Ella i Cinder poznali się przez internet i od tego czasu piszą do siebie regularnie, dzieląc się swoimi myślami i zainteresowaniami. Jednak pewnego dnia Ellę spotyka straszna tragedia i dziewczyna znika z życia Cindera na długi czas. Kiedy w końcu bohaterka jest gotowa ponownie odezwać się do starego przyjaciela, świat staje na głowie. Bo Cinder ukrywa swoją prawdziwą tożsamość i nie chce, by Ella ją poznała, i być może na zawsze przestała być jego przyjaciółką. A stała się zbyt ważna, by mógł ryzykować jej ponowną utratę…
Kelly Oram napisała bardzo emocjonalną książkę. Tragedia, która dotyka Ellę, staje się niezwykle namacalna i boleśnie uderza w odbiorcę dzięki dobrej narracji pierwszoosobowej. Ból Elli jest naszym bólem, jej trudny i niełatwy powrót do normalności sprawia, że czytelnik współczuje nastolatce oraz kibicuje jej. Ja szczerze ją podziwiałam, bo trudno sobie wyobrazić takie życie. A jednak historia nie jest jedynie smutna i szara, ma bowiem w sobie wiele jasnych momentów. Wszystko za sprawą Cindera, który stara się wspierać Ellę. Cinder ukrywa jednak przed nią tajemnicę, i choć czytelnik od początku wie, czego ona dotyczy, z niecierpliwością oczekuje momentu, w którym prawda wyjdzie na jaw i Ella dowie się wszystkiego. Autorka świetnie buduje napięcie, a romantyczna strona tej opowieści z każdą stroną rozbudza wyobraźnię. Tak było właśnie ze mną.
Jest coś magicznego w tej książce. I nie mówię o tym oczywistym nawiązaniu do bajki o Kopciuszku. Ta historia w moim odczuciu jest kwintesencją pragnień wielu młodych dziewczyn na całym świecie. Mówi o tym, że warto marzyć i że każdy ma szansę na swoje „żyli długo i szczęśliwie”, nawet jeśli życie obfituje w trudy i nie układa się się tak, jak oczekiwaliśmy. Owszem, powieść Kelly Oram wydaje się naiwna i oderwana od rzeczywistości, niemniej realizmu nadaje jej codzienność, z jaką zmaga się bohaterka, humor i dobrze nakreślone sylwetki bohaterów, także tych drugoplanowych. Jestem zachwycona powieścią Cinder i Ella i stanowczo polecam ją wszystkim, nie tylko romantycznym duszyczkom.
Tytuł oryginalny: Cinder and Ella
Ilość stron: 344
Data wydania: 31.01.2018
Tłumaczenie: Joanna Nykiel
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
Opis wydawcy: KLIK
„Vanessa nie wie,
jak przetrwać jako syrena. Kiedy wraca do nadmorskiego miasteczka na
letnie wakacje, wszystko dookoła przypomina jej o byłym chłopaku,
Simonie. Wciąż go kocha i gotowa jest zrobić wszystko, aby
naprawić dawne błędy. Czy powinna jednak pozwolić Simonowi
zbliżyć się do siebie, skoro teraz może mu zadać tylko ból?
Czy Simon odwzajemni jej uczucie, jeśli pozna straszliwą
prawdę? Vanessa musi podążać za swoją syrenią naturą,
niezależnie od ofiar…”
Vanessa Sands wraz z
rodzicami ponownie wyjeżdża na wakacje do Winter Harbor, gdzie wszystko się zaczęło. Bohaterka potrzebuje czasu, by pomyśleć o przyszłości, bowiem odkąd dowiedziała się o swojej prawdziwej
naturze, nic nie jest takie samo – między innymi straciła
ukochanego, który nie był w stanie znieść dziwnych zachowań
dziewczyny. Okazuje się jednak, że Simon jest w miasteczku.
Czy Vanessa zdecyduje się odzyskać jego zaufanie? Czy Simon
będzie chciał zacząć od nowa, pomimo tego, kim dziewczyna się
stała? Tymczasem w Winter Harbor zaczynają się dziać dziwne
rzeczy – ktoś śledzi Vanessę, po okolicy rozchodzą
się plotki o stworzeniach z głębin oceanu, aż w końcu w tajemniczych okolicznościach ginie młoda dziewczyna. Vanessie nie daje spokoju
jedno pytanie – czy ONE wróciły?
Mroczna toń Trici
Rayburn to długo oczekiwana, finałowa część trylogii Syreny,
wydana nakładem wydawnictwa Dolnośląskiego. Zakochana w
pierwszej części serii, z lekkim niepokojem wyczekiwałam
ostatniego tomu, gdyż – co tu ukrywać – sequel (Głębia)
mocno mnie rozczarował. Okazało się jednak, że pani Rayburn
potrafi zaskakiwać, przygotowując dla swoich fanów zgrabne
zwieńczenie historii o Vanessie Sands i niebezpiecznych syrenach.
Ostatni tom serii
obfituje w kolejne zaskakujące wydarzenia, nie brakuje w nim zagadek
do rozwiązania, wątku miłosnego oraz wartkiej akcji. Narracja
pierwszoosobowa z punktu widzenia Vanessy ponownie wciąga odbiorcę
w mroczną historię, w której teraźniejszość łączy się
z opowieściami o morskich stworzeniach rodem ze starożytnych
mitów. Tym razem jednak autorka skupia się przede wszystkim
na rozwiązaniu wewnętrznych dylematów głównej
bohaterki, natomiast intryga, zagadki i niebezpieczeństwosą jedynie
dodatkiem, który ma za zadanie pociągnąć czytelnika głębiej
w wir wydarzeń i jednocześnie pomóc Vanessie podjąć
konkretne decyzje. Opowieść zaczyna się od przyjazdu do Winter
Harbor, gdzie cała seria tak naprawdę ma swój początek –
to tu wszystko się zaczęło i tu musi się skończyć. Historia
Vanessy zatacza pełne koło, a bohaterka staje przed trudnymi
wyborami, które mogą zadecydować nie tylko o jej
przyszłości, ale także o życiu jej bliskich.
Myślę, że dylematy
Vanessy – choć bardzo istotne i na pewno warte opisania –
przesłaniają jednak wiele innych wątków, które
nadają powieści Tricii specyficznego klimatu. Oczywiście nie jest
to już ten sam klimat, co w przypadku tomu pierwszego, gdzie groza i
poczucie niepewności biło z każdej strony powieści, a czytelnik z
niecierpliwością kartkował książkę w poszukiwaniu odpowiedzi na
dręczące go pytania, lecz na pewno przy lekturze Mrocznej toni
nie można mówić o nudzie. Muszę jednak zauważyć, że
intryga i kryminalna zagadka naprawdę miały niesamowity potencjał
i rozwiązanie wszystkich problemów mogło być bardzo
satysfakcjonujące, gdyby nie fakt, że autorka zdecydowała się na
najprostsze rozwiązanie. Osobiście miałam najróżniejsze
przypuszczenia co do prześladowcy i finału, a wyszło...
zwyczajnie. I na dokładkę w kulminacyjnym momencie akcja potoczyła
się niestety zbyt szybko.
W
ostatecznym rozrachunku przyznaję jednak, że Mroczna toń mnie
wciągnęła i spędziłam z tą lekturą miłe chwile. Wątek
tajemniczego prześladowcy bardzo mnie zaintrygował,
a i wybory Vanessy podniosły notowania tej serii w moich oczach. Mam
tylko niejasne wrażenie, że dosyć „otwarte” zakończenie może
być pretekstem do stworzenia kolejnej i kolejnej opowieści – nie
jest to rozwiązanie do końca satysfakcjonujące, gdyż osobiście
wolałabym radykalne decyzje i konkretne wyjaśnienie wszystkich
napoczętych wątków, a przy tym zdecydowane zamknięcie
historii. I nadal uważam, że tom pierwszy jest najlepszy – tej
niesamowitej atmosfery autorka nie potrafiła już odtworzyć w
kolejnych częściach opowieści. Czy to jednak przeszkadza w
poznaniu dalszych przygód Vanessy? W żadnym razie – cieszę
się, że miałam możliwość towarzyszyć bohaterce w jej
zmaganiach i poznać finał pasjonującej historii, która w
świeży i nowoczesny sposób ożywia starożytne mity. Dajcie
się porwać w mroczne głębiny oceanów, zwabieni syrenim
śpiewem. To będzie niezapomniana przygoda! Daję ocenę 4+/6.
Original: Dark Water
Wydawca: Dolnośląskie
Data wydania: 23.01.2013
Za możliwość poznania finału serii serdecznie dziękuję Grupie Publicat :)
„To szósta i zarazem ostatnia część cyklu
NIEŚMIERTELNI, opowieści o losach Ever Bloom i jej bliskich.
Ever
i Damen musieli zmierzyć się z najpotężniejszymi wrogami, walczyć
ze złem, zazdrością i zdradą. Teraz, by na zawsze być razem,
muszą wrócić do samego początku i podważyć wszystko, w co
wierzą. Czy przetrwają tę najpoważniejszą próbę miłości?
Wierni czytelnicy wreszcie dotrą do zaskakującego finału!”
W przeznaczenie można
wierzyć albo nie, lecz bez względu na obraną drogę możemy być
pewni, że losu nie oszukamy. Podobnie jak i karmy, która
rozliczy nas z każdego uczynku. Ever Bloom, dziewczyna obdarzona nieśmiertelnością, doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że
musi wypełnić swój los i odwrócić złą passę, która
nie pozwala jej i Damenowi być w pełni szczęśliwymi. Kiedy więc
widzi, jak piękny, słonecznySummerland nagle ogarnia mrok,
postanawia działać. Przed Ever najtrudniejsze zadanie –
odnalezienie swoich wszystkich poprzednich wcieleń i odkrycie
przyczyny, dla której ona i Damen przez setki lat nie mogli
być razem. Nie będzie to jednak zadanie łatwe – przed bohaterką
nie tylko trudna droga w głąb swoich lęków i strachu, ale
także konfrontacja z tym, którego kocha najbardziej na
świecie...
Na zawsze to
szósty i ostatni tom oszałamiającej serii Nieśmiertelni
autorstwa Alyson Noël. Czekałam na ten tom z utęsknieniem,
bowiem uwielbiam przygody Ever i Damena (który swoją drogą
już dawno skradł moje serce!). Kiedy więc
otrzymałam książkę, od razu zatopiłam się w lekturze. Pytanie
tylko, czy finał powieści o moich ulubionych bohaterach okazał się
tak ekscytujący, jak przewidywałam?
Przyznaję od razu, że w
tym tomie akcja jest wyjątkowo dynamiczna, ciągle „coś” się
dzieje, a czytelnik nie znajdzie nawet chwili na złapanie oddechu. Fabuła
kręci się wokół najważniejszego zadania, które może wypełnić tylko Ever – odkrycia powodu, dla którego
ona i jej ukochany przez tysiące lat tracili siebie nawzajem i nadal
nie mogą być w pełni razem. Przyznam, że nasza bohaterka mocno
mnie zaskoczyła – okazała się bowiem postacią inteligentną,
spostrzegawczą i niezwykle moralną. Dodam nawet, że momentami sama
nie nadążałam z wyciąganiem wniosków – robiła to za
mnie panna Bloom! Minusem natomiast może być fakt, iż ów szalona akcja nie
zawsze pozwalała odnaleźć się w danej sytuacji –
niektóre sceny dosłownie „przelatują” czytelnikowi przed
oczami. Myślę, że autorka chciała zbyt wiele „wcisnąć” w tę
część – postawiła sobie za zadanie wyjaśnienie wszystkich
wątków i choć co prawda jej się to udało, to jednak nie
ukrywam, że wyszło dosyć chaotycznie.
Narracja Ever jak zawsze
została przedstawiona w czasie teraźniejszym, co nie tylko
dynamizuje powieść, ale także pozwala nam znaleźć się obok
bohaterki. Razem z nią przeżywamy jej poprzednie wcielenia i
odkrywamy tajemnicę przeszłości, która połączyła ją i
Damena. A skoro już mowa o naszym przystojnym Włochu, przyznaję
otwarcie, że wyjątkowo mnie zirytował. Zawsze miałam wrażenie,
że Damen Auguste jest ideałem, wzorem cnoty (nawróconym) i
postacią, która zawsze będzie podejmowała odpowiednie
decyzje (w przeciwieństwie do jego dziewczyny, która już nie
raz popełniała straszne gafy). W Na zawsze jednak on i Ever
zamienili się miejscami – ona nagle nabrała pokory i potrafiła
wyciągnąć odpowiednie wnioski, podczas gdy Damen stał się
kapryśnym facetem z humorkami. Ach ci mężczyźni...
"Z mrocznych głębin przedostać się chce do światła..."*
Na zawsze to udany
finał serii, choć niewątpliwie historia zawarta w tym tomie
mogłaby być bardziej rozbudowana, wzbogacona o głębszą analizę
poszczególnych wątków i powiększona o szereg
niezbędnych opisów. Niemniej samo zakończenie jest
wzruszające, a podjęte przez bohaterów decyzje wydają się
być słuszne, choć na pewno niejednego odbiorcę zaskoczą i
wprowadzą w konsternację.Ponadto przyznaję, że byłam pod
wrażeniem niektórych scen – zwłaszcza wizji Shadowlandu,
który naprawdę potrafi przerazić swoją realnością. W owych momentach czułam się dokładnie tak, jakbym oglądała
niesamowity film pełen zaskakujących motywów, które
mrożą krew i zachwycają jednocześnie. Alyson Noël spektakularnie
kończy serię Nieśmiertelni i cieszę się, że mogłam poznać
Ever i Damena – to była niezapomniana przygoda! Szczerze polecam
całą serię nie tylko fanom autorki, ale i każdemu, kto lubi
paranormalne opowieści o miłości, która zespala dwie dusze
na całą wieczność... i nawet śmierć nie jest w stanie ich
rozłączyć! Daję ocenę 4+/6!
"Odkąd Vanessa Sands odkryła, kto zamordował jej siostrę, a wszystko, co wiedziała o swojej rodzinie, okazało się kłamstwem, jej świat runął. Osobiste problemy bohaterki przestają jednak mieć znaczenie w obliczu powrotu żądnych zemsty istot z Winter Harbor. Teraz Vanessa musi zmierzyć się z przeszłością i zaakceptować fakt, że jest dokładnie taka sama jak one - równie kusząca i równie niebezpieczna..."
Od chwili, gdy nastoletnia Vanessa w wyniku niefortunnego wypadku straciła starszą siostrę, a później odkryła swoją prawdziwą tożsamość, jej życie uległo znacznej zmianie. Teraz, chcąc poznać wszystkie sekrety z przeszłości oraz rozwiązać problemy–nie tylko te rodzinne, ale także targające jej sercem –może liczyć tylko na przyjaciółkę – Paige. Kiedy dziewczęta wracają po wakacjach do szkoły, wokół Vanessy zaczynają dziać się dziwne rzeczy, a to dopiero początek przeciwności, z którymi przyjdzie się zmierzyć głównej bohaterce...
Głębia to drugi tom cykluSyrena, niezwykle udanej powieści autorstwa Tricii Rayburn. Po lekturze tomu pierwszego byłam po prostu zachwycona wizją, którą autorka zawarła w swoim dziele – wizją mitologicznych, niebezpiecznych stworzeń, które wabią mężczyzn swoim wdziękiem, po czym brutalnie zabijają. Jako mała dziewczynka uwielbiałam opowieści o tajemniczych, morskich pół kobietach – pół rybach, lecz były to opowieści z rodzaju disneyowskiej Małej Syrenki. Dzieło Tricii otworzyło przede mną bramy do zupełnie innego, mrocznego świata, w którym piękno przeplata się z brzydotą, a delikatna pieśń potrafi omamić i pozbawić wszelkich zmysłów. Dlatego też do lektury Głębi zasiadłam z wielką nadzieją, która niestety z każdą kolejną stroną powieści słabła...
"Najstraszniejsze potwory wcale nie czają się w mroku, czekając, aż do nich przyjdziesz. Jeśli zechcą, same po ciebie przyjdą."
Ponownie narratorką wydarzeń jest główna bohaterka – siedemnastoletnia Vanessa. Dziewczyna właśnie idzie do ostatniej klasy szkoły średniej i ma świadomość, że najbliższe miesiące powinny być wypełnione podaniami na wyższą uczelnię oraz rozmyślaniem o przyszłości. Ale Vanessa nie myśli o przyszłości, bo od chwili, gdy dowiedziała się o swoim pochodzeniu, jej życie wywróciło się do góry nogami. Teraz, próbując poskładać wszystkie elementy układanki, walczy z własnymi słabościami i strachem, że wróg powróci, by ją zniszczyć. Im dłużej jednak obserwujemy jej poczynania, tym bardziej zaczynamy zdawać sobie sprawę z tego, że w pierwszej kolejności Vanessa niszczy samą siebie. Jej nieprzemyślane, impulsywne zachowania i notorycznie popełniane błędy niechybnie mogą doprowadzić czytelnika do białej gorączki i jednocześnie skutecznie ochłodzić uczucia względem powieści.
W zasadzie ponad połowa książki to wydarzenia, które można by było zmieścić w kilku rozdziałach, niewyobrażalnie rozwleczone i wciąż podejmujące ten sam problem – niepewności Vanessy i jej walki z sobą samą. Autorka najważniejsze wydarzenia i dynamiczną akcję zostawiła na sam koniec, przez co czytelnik, nim w ogóle do tego momentu dotrze, jest już poważnie znudzony i zniesmaczony. Finał na szczęście rekompensuje niedogodności, choć miałam nieodparte wrażenie, że wszystko dzieje się zbyt szybko (zaczęłam się nawet zastanawiać, czy w mojej książce nie brakuje przypadkiem kilku stron!), a chwilami pokrętna narracja nie do końca oddała klimat sytuacji. Choć język jest prosty i nastawiony na odbiorcę w każdym wieku, nie raz zdarzało mi się czytać poszczególne fragmenty po kilka razy, gdyż nie byłam do końca pewna, co bohaterka może mieć na myśli.
"Te dziewczyny wcale nie są moimi przyjaciółkami. To koła zębate młyna plotek. Jestem ich smarem."
Podsumowując przyznam, że nie wiem, jak ocenić sequel Syreny. Z jednej strony czytelnik odnajdzie w tej części odpowiedzi na kilka pytań, a z drugiej będzie obserwował, jak Vanessa na własne życzenie wiele spraw skomplikuje. Finał zaś zrodzi kolejne pytania, co też niewątpliwie zmusi widza do niecierpliwego wyczekiwania na kontynuację trylogii. Czasu przy tej lekturze nie mogę nazwać straconym, ale nie ukrywam, że Głębia wyjątkowo mnie rozczarowała, a zachowanie Vanessy, którą szczerze lubiłam, teraz całkowicie zmieniło moje podejście nie tylko do bohaterki, ale też do historii. Po ostatni tom (Dark Water) sięgnę na pewno i mam nadzieję, że będzie bardziej spektakularny, niż część druga. Z sympatii do autorki i sentymentu do Syreny, daję Głębi ocenę 4-/6, a książkę polecam fanom Tricii.
Pod TYM LINKIEM można przeczytać fragment książki :) A TU moja recenzja Syreny :)
Original: Undercurrent
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 25.01.2012 * cytaty z książki
Trailer do serii:
I muzyka, która według mnie idealnie pasuje do tej książki i która towarzyszyła mi zarówno przy lekturze Syreny, jak i Głębi :)
"Zmierzch to porywająca opowieść o miłości, łącząca cechy horroru, romansu i powieści o dojrzewaniu. Jej bohaterka, siedemnastoletnia Isabella Swan, przeprowadza się do ponurego miasteczka w deszczowym stanie Washington, gdzie spotyka tajemniczego, niezwykle przystojnego Edwarda Cullena. Chłopak ma nadludzkie zdolności - nie można mu się oprzeć, ale i nie można go przejrzeć. Bella usiłuje poznać jego mroczne sekrety, nie zdaje sobie jednak sprawy, że naraża tym siebie i swoich najbliższych na niebezpieczeństwo. Już niedługo może nie być odwrotu..."
Izabella Swan, nieśmiała i zagubiona dziewczyna, musi opuścić rodzinny dom w słonecznym Phoenix i przenieść się do ponurej mieścinki, w której żyje jej ojciec, komendant policji, Charlie Swan. Izabella (która woli, gdy inni zwracają się do niej Bella) nie jest zachwycona nowym miejscem, bowiem ukochała ciepło i słońce, a w Forks tego stanowczo brakuje. Boi się także nowych kolegów i koleżanek z liceum, do którego zapisał ją ojciec. Okazuje się jednak, że już pierwszego dnia nastolatka poznaje kilka osób i nawiązuje nowe znajomości, lecz wszystko to przyćmiewa obecność tajemniczego chłopaka z tej samej ławki – Edwarda. Bowiem Edward Cullen wyraźnie daje dziewczynie do zrozumienia, że coś mu się nie podoba i Bella czuje się przez to nieco skołowana. Dlaczego jeden z najprzystojniejszych chłopaków w szkole wydaje się jej nienawidzić? Dziewczyna postanawia odkryć motywy kierujące chłopakiem, ale wynik może okazać się nie tylko zaskakujący, lecz także śmiertelnie groźny…
O fabule Zmierzchu w zasadzie nie trzeba opowiadać, bowiem większość zna tę historię, jeśli nie z własnego doświadczenia popartego lekturą i obejrzanym filmem, to ze słyszenia, parodii oraz kąśliwych uwag osób trzecich. Miłość nieśmiertelnego wampira i śmiertelnej nastolatki stała się w zasadzie historią numer jeden w 2009 roku, czyli natychmiast po polskiej premierze ekranizacji. Czy zatem powieść Stephenie Meyer, otwierająca czterotomową Sagę Zmierzch, jest w ogóle godna polecenia? Cóż takiego zawiera w sobie historia o przeciętnej nastolatce i przystojnym młodzieńcze obdarzonym niezwykłą mocą?
„- Nie przejmuj się - szepnął mi do ucha - Gdybym mógł śnić, śniłbym tylko o tobie. I nie wstydziłbym się tego.”
Historia przede wszystkim została ukazana z punktu widzenia głównej bohaterki, dzięki czemu otrzymujemy nie tylko pełen obraz jej odczuć i przemyśleń, lecz także zgrabną, stylizowaną na młodzieńczy wiek analizę wydarzeń i język – prosty, lecz obrazowy, doskonale pasujący do narracji młodej, troszkę głupiutkiej dziewczyny. Akcja powieści płynie wolno, może chwilami nieco leniwie, by zaraz momentalnie przyspieszyć. Lekkość języka sprawia, że powieść czyta się niezwykle szybko, wciągając się w historię stworzoną przez panią Meyer, a wydźwięk dzieła – pełen romantyzmu i emocji – sprawia, że jest to twór doskonały przede wszystkim dla płci pięknej. Bowiem każda z nas marzy o swoim własnym księciu z bajki, czyż nie?
Kreacja bohaterów została wykonana naprawdę świetnie – nie można tego odmówić autorce. Bez problemu stworzyła postać zakompleksionej, zupełnie zwyczajnej dziewczyny, która nie wierzy w swoje możliwości i w zasadzie żyje we własnym świecie. Bella jest tak zwyczajna, jak to tylko możliwe. Natomiast Edward tak niesamowity i doskonały, że w połączeniu z bohaterką stanowią niezwykłą, bardzo kontrastową parę. Poza tą dwójką pojawia się też cała gama bohaterów drugoplanowych, m.in. rodzina chłopaka, której członkowie wyjątkowo się między sobą różnią, oraz koledzy ze szkoły, ojciec Belli i czarne charaktery, których oczywiście nie mogło zabraknąć. Od razu widać, iż każdy bohater został ubrany w swoje własne, indywidualne cechy charakteru, dzięki czemu staje się realistyczny, a czytelnik może „wybrać” sobie ulubioną postać.
„Prawda jest taka, że ludzie mają pewną wspaniałą cechę. Zmieniają się.”
Ze Zmierzchem to obecnie jest tak – publiczność dzieli się na fanów serii, przeciwników serii i osoby, które uwielbiały powieść, ale poznanie kolejnych dzieł z gatunku paranormal lub negatywne opinie innych wywarły na nich taki wpływ, że zmienili zdanie. Niemniej początkowo był to wielki hit i nie można nie zgodzić się z faktem, iż otworzył na rynku wydawniczym drzwi przed kolejnymi powieściami tego rodzaju. Dzieło Meyer to bowiem stuprocentowy romans paranormalny, ze wszystkimi jego niedociągnięciami, mankamentami i – jak na jego czasy – oryginalnością. Przyznaję, że moja przygoda zaczęła się dopiero po obejrzeniu ekranizacji pierwszego tomu, a zarówno film, jak i książka wywołały we mnie równie silne emocje, rozbudziły wyobraźnię i rozkochały w głównym bohaterze. I z zasady odcinam się od negatywnych opinii i naśmiewania się z autorki, gdyż nie mogę zaprzeczyć – powieść pokochałam z całego serca (choć podkreślam, iż warto jest oddzielić twór literacki od filmowego, gdyż nigdy ekranizacja nie odda w pełni idei dzieła, jakiekolwiek by ono nie było)… Dlatego otwarcie się przyznaję – jestem fanką Zmierzchu, o!
Reasumując moje przemyślenia – powieść Meyer to dzieło ponadczasowe, prekursorskie i w pewien sposób oryginalne, na którym później wzorowało się wiele pisarek współczesnej literatury paranormalnej. Bella i Edward na stałe trafili do grupy bohaterów, których przygody potrafią trzymać w napięciu, a historia wzbudzić emocje w czytelniczkach i (na długo po lekturze) powracać we wspomnieniach. Pierwsza cześć sagi otworzyła nam drogę do pasjonującej serii, którą pokochały miliony kobiet, nie tylko w wieku nastoletnim (ja do nastolatek już na pewno się nie zaliczam)! Dlatego, jeśli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z twórczością Stephenie, gorąco polecam jej dzieło. Warto jednak odciąć się od ”hejterskich” komentarzy, gdyż literaturę ocenia się po czymś więcej, niż tylko złośliwościach wynikających z odmiennych gustów. A ponieważ o gustach się nie dyskutuje… daję 6/6!
Original: Twilight
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 7.03.2007
(wszystkie cytaty pochodzą ze Zmierzchu)
Saga Zmierzch dzieli się na 4 części:
Zmierzch, Księżyc w nowiu, Zaćmienie i Przed świtem. Oraz warto wspomnieć, że istnieje też niedokończona na razie, osobna część opowiadana z punktu widzenia Edwarda - Midnight Sun.
A na koniec trailer do filmu - jeśli ktoś jeszcze nie oglądał ;)
A teraz na marginesie - chyba wszyscy wiedzą, że Meyer, poza sagą o Belli i Edwardzie, napisała też powieść Intruz?? Otóż... już dziś jest dostępny pierwszy zwiastun do tej ekranizacji!!! LINK - voila ^^ A dla zainteresowanych - moja recenzja IntruzaTU ;)
Trzecia część trylogii fantasy, kontynuacja powieści „Zatruty tron” i „Królestwo cieni”.
"Po długo wyczekiwanym spotkaniu Raziego z Alberonem okazuje się, że lata wojen i rozłąki odcisnęły na braciach mocne piętno. Alberon nie wierzy w dyplomację i zdecydowany jest bronić królestwa siłą. Z dumą prezentuje wszystkim swą tajną broń – Krwawą Maszynę skonstruowaną przed laty przez Lorcana Moorehawke. Razi obawia się jednak, że Maszyna zniszczy wszystko, co w czasie swego panowania zdołał osiągnąć ich ojciec.
Pomimo kontrowersyjnych sojuszy Alberona, Wynter coraz częściej staje po jego stronie. Kiedy jednak ostatnimi, wyczekiwanymi w obozie sprzymierzeńcami okazują się Wilkołaki, jej lojalność wobec następcy tronu zostaje wystawiona na ciężką próbę. Czy zdoła stanąć u boku brata, gdy ten negocjuje z ludźmi, którzy zrujnowali życie Christophera? Kto przetrwa decydujące stracie?"
Tolerancja i sprawiedliwość oraz wolność osobista to wartości, które powinien pielęgnować i zaszczepiać w innych każdy władca panujący na świecie. To wartości, o które w istocie warto walczyć, o których warto śnić i nie zapominać w chwilach słabości. Zatem jak wiele człowiek jest w stanie poświęcić dla wolności i prawdy? Jak długo można walczyć z nieprawością, zakłamaniem i niedopowiedzeniami, które potrafią zniszczyć świat i na zawsze oddalić od siebie ludzi, którzy niegdyś byli sobie tak bliscy…?
Po wyczerpującej podróży Wynter Moorehawke oraz jej przyjaciele – Lord Razi i Christopher Garron – natrafiają na ślad Alberona, zbuntowanego księcia. W towarzystwie Merronów podążają więc do obozowiska swego brata, a spotkanie jest zarówno wylewne, jak i oschłe. Wynter nie wie, czy może w pełni zaufać odnalezionemu bratu, lecz miłość do Alberona nie zniknęła pomimo dzielących ich lat rozłąki i odmiennych poglądów. Teraz jednak dziewczyna wie, że przepaść, jaka powstała pomiędzy nimi, jest nie do przejścia – bohaterka nie chce być już ograniczoną dworskimi etykietami damą, której nakazuje się odpowiednio i stosownie zachowywać. Traktowana z przymrużeniem oka stara się jednak zaufać Albiemu, bowiem wierzy w jego dobroć. Niestety im dalej daje się wciągnąć w działania księcia, tym bardziej jest niepewna swojej decyzji…
Zbuntowany książę, finałowa część Trylogii Moorehawke, to powieść, na którą z utęsknieniem czekałam od chwili, gdy tylko przeczytałam Królestwo Cieni, a poznanie autorki dodatkowo wzmogło mój apetyt na ostatni tom przygód walecznej Wynter. I choć przyznam, że przez cały czas czytania nie mogłam pozbyć się trudnego do zdefiniowania lęku, parłam naprzód, wtapiając się w rzeczywistość średniowiecznej Europy, pomieszkując w obozowisku Merronów i obserwując wydarzenia, poniekąd jako jego uczestnik…
"- Słuchaj mnie uważnie, panie Garron, bo właśnie mówię ci, że cię kocham." *
Po raz kolejny Celine zabiera nas w podróż przez królestwo ogarnięte wojną domową, motywując czytelników do przedzierania się przez gęsty las, mieszkania w żołnierskich obozowiskach i uczestnictwa w politycznych rozgrywkach pomiędzy dwójką braci i czającymi się nieopodal wrogami. Z lekkością i gracją kreuje rzeczywistość, która swym bogactwem i oryginalnością mami widza i nie pozwala o sobie zapomnieć na długo po skończonej lekturze. Piękny język przetykany nieco dworskimi manierami pozwala wczuć się w sytuację bohaterów, otwierając drzwi do całkowicie innego świata. I przede wszystkim nie pozostawia złudzeń – to nie jest bajka lecz ciężka i niebezpieczna walka o władzę, poddanych i autonomię. A także walka o człowieczeństwo i prawo do miłości.
Ponownie spotykamy się z ukochanymi bohaterami, do których nie sposób się nie przywiązać. Ich wybory i niepewności niejednokrotnie zmuszały mnie do zadania sobie pytania – zwłaszcza w przypadku Wynter – jak ja bym postąpiła na jej miejscu, jaką decyzję bym podjęła? Sytuacja, w jakiej dziewczyna się znalazła, motywuje bowiem widza do refleksji. Poza Wyn ponownie spotkałam się także z Christopherem Garronem, bohaterem, który na zawsze skradł moje serce. I po raz kolejny rozmarzyłam się, mogąc poznać jego kolejne przygody, mogąc obserwować jego zachowania i emocje, które nim targały. Pojawiają się także nowe postaci, o których dotychczas mogliśmy tylko usłyszeć – Alberon i jego świta. Nie zabraknie też Wilków, których na razie znaliśmy jedynie pobieżnie, lecz teraz wywoływały we mnie obezwładniające poczucie zagrożenia i niepewności. Niezwykłość wykreowanych przez autorkę bohaterów polega na tym, że Celine ich nie idealizuje. Nie tworzy kukieł, nad którymi mamy się rozpływać w zachwycie, czy opiewać ich prawość i doskonałość. Autorka daje nam inny rodzaj idealizmu – poprzez pokazanie, że to prawdziwi ludzie, którzy, tak jak my, mają swoje słabości, wady i uczucia, którzy popełniają błędy i na nich się uczą. Pokazuje również więzi, jakie łączą ich ze sobą, wzbudzając w czytelniku ciepłe, wzruszające emocje.
Zbuntowany książę niezwykle mnie zaskoczył – przede wszystkim zakończeniem, które nie tylko doprowadziło mnie do łez, ale i do zadumy. Wciąż rozmyślam nad losami bohaterów, analizując od początku całą ich historię. Mam więc gorącą nadzieję, że Celine kiedyś napisze kolejną część, że da mi odpowiedzi na pytania, jakich potrzebuję i ukoi tęsknotę towarzyszącą mi przy lekturze ostatniego tomu serii. I choć uważam, że drugi tom – Królestwo Cieni – jest zdecydowanie najlepszą częścią, przyznam, iż Zbuntowany książę to godne zwieńczenie historii stworzonej przez panią Kiernan. To także najbardziej krwawa część, która niewątpliwie na długo pozostaje w pamięci czytelnika, zmuszając go do pochylenia się nad losem królestwa i przyjaciół, z którymi odbył niezwykłą podróż. Pokazuje, jak ważna jest wolność wyboru i tolerancja w świecie pełnym różnorodności. Celine w swojej historii zawarła uniwersalne prawdy, obok których nie można przejść obojętnie. Jeśli więc nie mieliście jeszcze okazji poznać Trylogii Moorehawke, gorąco polecam Wam tę historie – gwarantuje ona niesamowite emocje i zapierającą dech w piersi przygodę!
Data wydania: 28.02.2012 *cytat ze Zbuntowanego księcia, str. 162.
***
Dla zainteresowanych dołączam moje recenzje
tomu I –Zatruty tron, oraz tomu II –Królestwo Cieni. A na koniec – wywiad z Celine Kiernan, który jakiś czas temu przeprowadziłam dla ParanormalBooks –LINK. Enjoy :)
"Haven wciąż obwinia dawną przyjaciółkę o śmierć Romano. W jednym z dotychczasowych istnień Ever kryje się straszliwa tajemnica Damena, która rzuca nowe światło na związek pomiędzy Ever i Judem, ale jednocześnie tak mroczna i brutalna, że może raz na zawsze rozdzielić dwoje zakochanych. Dziewczyna będzie musiała dołożyć wszelkich starań, by zmierzyć się ze swym największym wrogiem. Jednak aby zwyciężyć, musi najpierw odpowiedzieć sobie na pytania: Czy jej własne przetrwanie skaże Haven na wieczność w mrokach Shadowlandu? Czy klucz do przyszłości kryje się w tajemnicy z przeszłości związanej z Damenem?"
Wielu ludzi wierzy w przeznaczenie i w to, że każdemu z nas przypisana jest ta „druga połówka”. Wielu ma też nadzieję, że kiedy ją spotka, poczuje to COŚ. Nikt jednak nie powiedział, że wybór będzie łatwy, zwłaszcza, gdy nie do końca wiemy, KTO tak naprawdę jest „tym jedynym”… Czy istnieje zatem recepta na tzw. „dobry wybór”? Na podjęcie decyzji, która będzie słuszna, a od której nierzadko zależy cała nasza przyszłość…?
Ever Bloom ma nie lada problem – jej najlepsza przyjaciółka, teraz jako Nieśmiertelna, obraca się przeciwko niej. Haven, pełna nienawiści i chęci zemsty, daje jasno do zrozumienia, że nie spocznie, póki nie zniszczy zarówno panny Bloom, jak i Jude’a, którzy są winni jej tragedii. I ma w planach posłużyć się tajemnicami z poprzednich wcieleń Ever, o których ta nie ma pojęcia – tajemnicami, które mogą zmienić nie tylko uczucia dziewczyny względem Damena, ale także doprowadzić do jej zguby. Dlatego też Ever musi w końcu dowiedzieć się prawdy o swoim przeznaczeniu. A przede wszystkim zrobić wszystko, by odzyskać przyjaciółkę…
" Zawsze byłaś tylko ty."*
Szczerze mówiąc po lekturze Mrocznego płomienia miałam obawy co do Nocnej gwiazdy – tom czwarty był zaskakująco słaby i nie napawał optymizmem w stosunku do kontynuacji. I choć nadal uważam, że obie te części można by było połączyć w całość, to i tak przyznaję, że moje obawy rozwiały się, gdy tylko rozpoczęłam piątą przygodę z Ever i Damenem. Przygodę, która niesamowicie zaskakuje!
Ever ponownie staje przed wyjątkowo ważnym, o ile nie najważniejszym pytaniem, które zagraża nie tylko jej przyszłości, ale i całemu związkowi – czy Damen naprawdę jest tym jedynym? Czy może przeznaczenie nie bez powodu na drodze Ever zawsze stawia Jude’a? Bohaterka musi więc odkryć prawdę o swojej przeszłości, by zrozumieć, co lub kto miał wpływ na jej los,oraz jaką drogę powinna wybrać. I właśnie przez owe niejasności narracja pierwszoosobowa w czasie teraźniejszym jest niezwykle emocjonująca – bohaterka walczy ze swoimi słabościami i niepewnościami, uświadamiając nam, w jak ciężkiej sytuacji się znalazła – skazana na wieczność z kimś, kto być może nie jest dla niej najlepszym wyborem? Sytuacja stanowczo nie do pozazdroszczenia. Niemniej Ever się nie poddaje, ma w sobie siłę i determinację, by walczyć o prawdę – jednocześnie głęboko w sobie nosząc strach przed porażką.
Po raz kolejny spotykamy się z mniej lub bardziej ulubionymi postaciami. Jednak tym razem na pierwszy plan wyłania się Haven, która napędza historię i jest prowodyrem wszelkich działań innych postaci – przyjmuje zaskakującą rolę, która zmienia spojrzenie widza, a przede wszystkim gra na emocjach.. Nie zabraknie także Milesa – poczciwego, sympatycznego chłopaka i przyjaciela obu dziewczyn, który dotychczas ukrywał się w cieniu, by teraz stanąć w świetle jupiterów. A ponieważ osobiście uwielbiam tego bohatera, czytanie stało się jeszcze milsze, gdy się pojawił. Natomiast nie da się też nie wspomnieć o Damenie i Jude – dwóch pretendentach do roli ukochanego Ever, dwóch tak samo niesamowitych i doskonałych młodzieńców. A jednak nie miałam kłopotu z własnym wyborem i nawet teraz, po lekturze tylu części, wciąż jestem wierna włoskiemu przystojniakowi!
Tak, Nocna gwiazda jest zdecydowanie lepsza od poprzedniczki – wyjątkowo mroczna i zagadkowa, a jednocześnie utrzymana na wysokim poziomie. Przynosi ze sobą odpowiedzi na wiele nagromadzonych przez poprzednie tomy pytań, lecz także zgrabnie zadaje kolejne, które teraz czekają na swoje ostateczne rozwiązanie w finałowym tomie – „Na Zawsze”. I choć tytuł szóstki przynosi ze sobą nadzieję, to po lekturze piątki czytelnik nie będzie miał złudzeń, że nasi bohaterowie mają jeszcze przed sobą ogromne wyzwanie, któremu muszą sprostać. Dlatego daję ocenę 5+/6 i czekam z niecierpliwością na ostateczną rozgrywkę! A tym osobom, którzy serii nie znają – bardzo gorąco polecam!
Kochani! Dzisiaj Walentynki, stąd wybór powyższej zrecenzowanej lektury na ten dzień :) I chociaż nie lubię tego święta, to i tak życzę Wam duuuużo miłości i uśmiechów :) Oby każdy z Was spotkał swoją drugą połówkę (dla pań Książę z bajki, dla panów Królewna z bajki) i abyście nigdy nie musieli się zastanawiać nad słusznością swojego wyboru!!! A na koniec dodaję dla zainteresowanych moje recenzje do poprzednich części serii Nieśmiertelni:
"Wynter Moorehawke podróżuje przez nieprzebyte lasy w poszukiwaniu zbuntowanego księcia. W ciemnościach czai się wielu nieprzyjaciół. Dziewczyna nabiera otuchy, gdy spotyka Raziego i Christophera. W ślad za przyjaciółmi podążają też dawni wrogowie, a Wynter musi stawić goła strasznym Wilkom. Bohaterowie szukają schronienia u Merronów – tajemniczych ludzi z Północy. Okazuje się jednak, że Merroni sprzymierzyli się z odwiecznym wrogiem królestwa"
Sprawiedliwość, jako pojęcie odnoszące się do jednej z najważniejszych rzeczy w życiu społeczeństwa i jednostki – uczciwości, jest obecnie często zaniedbywana. Korzyści polityczne i materialne zazwyczaj przesłaniają nam słuszność działania i nie pozwalają na dobry wybór. Naginanie prawdy, manipulacje, intrygi – to rzeczywistość ludzkości od setek lat. Lecz skąd tak naprawdę możemy mieć pewność, co jest słuszne lub którą drogą należy iść? Czy potrafimy odnaleźć prawdę w stosie setek różnych możliwości? I jak niebezpieczna może być pomyłka...?
Wynter podróżuje przez mroczną krainę w poszukiwaniu księcia Alberona, pragnąc dowiedzieć się, co stało się z jej dawnym bratem. Jednak kobieta podróżująca samotnie przez lasy jest łatwym celem i Wynter musi uważać na czające się w ciemności zagrożenia. Kiedy więc w niespodziewanych okolicznościach spotyka swoich przyjaciół – Raziego i Christophera, jest niezmiernie zaskoczona i uradowana. Teraz całą trójką pragną tylko jednego – prawdy. Lecz przed nimi ciężka i długa droga pełna niebezpieczeństw – w lasach roi się od żołnierzy, tajemniczych wojowników i krwiożerczych Wilkołaków...
Drugi tom powieści irlandzkiej pisarki wciąga nas głębiej w niezwykłą rzeczywistość Lady Moorehawke. Na fundamentach średniowiecznej Europy maluje się nam pełna emocji historia o dziewczynie, która pragnie sprawiedliwości i prawdy, a nade wszystko spokojnego życia, o jakie walczył jej ojciec. Fabuła dzieła zaskakuje czytelnika niemal na każdym kroku – trzymająca w napięciu, pełna zagadek i tajemniczości, lecz bez zbędnego, szaleńczego tempa i krwi płynącej strumieniami. W wyważonej dynamice narodziła się opowieść przepełniona grozą, sekretami i walką. Bywały momenty, że nie mogłam uwierzyć w kolejne posunięcia bohaterów, a niezdolna do jakiejkolwiek reakcji, mogłabym jedynie rwać włosy z głowy.
Bohaterowie powieści – bo to o nich należałoby wspomnieć w pierwszej kolejności – są idealni nie ze względu na brak wad, lecz ze względu na ich obecność – autorka urzeczywistnia żywe postaci, wplatając w ich osobowości zarówno dobro jak i zło, tworząc sylwetki autentyczne, naturalne i jedyne w swoim rodzaju. Wynter, Razi i Christopher – główna trójka – targana jest emocjami, które udzielają się także i nam. Czytelnik z zapartym tchem śledzi ich losy i dopinguje działania, nie zawsze zgadzając się z wyborami, jakich dokonują. Ich błędy są naszymi błędami, ich ból jest naszym bólem, ich miłość... naszą miłością. Związanie widza z historią jest tak niebywałe, iż wciąż ciężko mi uwierzyć w zaangażowanie, jakiego doświadczyłam, poznając sequel Zatrutego tronu. A jednak!
Język powieści utrzymany jest w konwencji pierwszego dzieła, lecz nie obfituje już w dworskie zwroty stylizowane na dawne czasy – zmiana miejsca wydarzeń zmienia jego zapotrzebowanie. Natomiast z miłym zaskoczeniem przyjęłam wplecenie w historię języka Merronów, który – według słowniczka – przypomina język irlandzki i brzmi bardzo melodyjnie. Niesamowita wydaje się także kultura tego zadziwiającego ludu, którego dziś nazwalibyśmy pogańskim ze względu na ich wierzenia i obrzędy. Dla mnie wydawali się zarówno fascynujący jak i przerażający w swojej naturalności.
I na koniec okładka – najpiękniejsza ze wszystkich części – mroczna, tajemnicza i uwodzicielska. Postać wyłaniającego się z lasu mężczyzny przyciąga spojrzenie i wzbudza niepokój, kiedy wzrok pada na dwa ostre noże, które bohater trzyma w dłoniach. Kolorystyka narzucona przez płomienie na drugim planie wzniecają w czytelniku zachwyt i strach. Domyślam się, iż przedstawioną postacią jest Christopher. Ogromny więc plus dla wydawnictwa za wykorzystanie do polskiej wersji oryginalnej okładki.
Królestwo Cieni to powieść z duszą i... powieść dla duszy. Nie da się ukryć – na drugą cześć Trylogii Moorehawke czekałam z zapartym tchem i z radością stwierdzam, że było warto. Autorka zaserwowała czytelnikom niezapomniane wrażenia i fabułę trzymającą w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Jednak czy to mnie zadowoliło? I tak i nie, bowiem już teraz czuję ogromną tęsknotę za bohaterami i ich przygodami, a zakończenie – tak niespodziewane i zaskakujące – tylko wzmogło mój apetyt na ostatni tom trylogii – Zbuntowanego Księcia. Dodatkowo nie mogę nie podkreślić, że już wcześniej przyciągający uwagę Christopher Garron osiągnął coś niebywałego – totalnie skradł moje serce, odsuwając na dalszy plan wszystkich innych bohaterów, których dotychczas uwielbiałam. Celine, brawo! Stworzyłaś coś niesamowitego, coś zaskakującego i całkowicie niebywałego! Dlatego każdemu, kto kocha fantastykę, naprawdę polecam tę niebanalną opowieść. Daj się wciągnąć w krainę cieni i polityczną intrygę, od której zależą losy całego królestwa. Pytanie tylko, czy zdołasz wykonać zadanie...?
Daję 11/10. Ta książka nie mieści się w skali. Obłędna! A dla zainteresowanych - recenzja pierwszego tomu - Zatruty tron.
Original: The Crowded Shadows
Wydawnictwo: Dolnośląskie
Data wydania: 5.10.2011
***
Tym samym właśnie opublikowałam setną recenzję w moim wykonaniu, bardzo się cieszę, że tą recenzją jest opinia do Królestwa Cieni - wspaniale, że takie niezwykłe książki powstają i mam możliwość poznawać ów nietuzinkowe historie.Życzę i Wam i sobie, oby jak najwięcej dobrej literatury pojawiało się w naszym życiu :) In English [here]