Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Amber. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Amber. Pokaż wszystkie posty

10 kwietnia 2021

„Mój Książę” Julia Quinn


Nie ukrywam, że nim ekranizacja powieści Julii Quinn trafiła do Internetu, nie słyszałam o serii Bridgerton. Powiem więcej, mimo bardzo pozytywnych opinii o serialu, długo się przed nim wzbraniałam. Bo trudno tu mówić o romansie historycznym w kontekście czegoś, co tak rażąco historię ignoruje. Jednak ostatecznie serial obejrzałam i w końcu zrozumiałam, dlaczego wygląda właśnie tak. 

Nim przejdziemy do porównań i powiem Wam o moich wrażeniach z lektury, chciałabym zauważyć, że pierwsze wydanie tej powieści, pt. Książę i ja, pojawiło się mniej więcej w 2000 roku nakładem Pol-Nordica w serii Romanse sprzed lat. Później tę samą powieść wydano jeszcze kilka razy. Nie muszę chyba mówić, że publikacja w formie harlequina skutecznie ograniczyła możliwości rozgłosu książkom pani Quinn, gdyż czytelnicy dosyć niechętnie podchodzą do literatury wydanej pod takim szyldem. Dopiero właśnie wspomniane wcześniej zapowiedzi, iż Netflix planuje zekranizować serię o niepoprawnych członkach rodziny Bridgerton sprawiła, iż książki zaczęły trafiać do kolejnych ciekawskich rąk i nagle romans historyczny okazał się być wart zainteresowania. To trochę zabawne, że wystarczy inna oprawa i dokładnie ten sam tekst może być odbierany tak różnie. 

O czym jest ta historia? Daphne Bridgerton, główna bohaterka powieści, bardzo chce założyć rodzinę, lecz żaden z młodzieńców nie traktuje jej jak kobiety, bardziej jak przyjaciółkę. Wkrótce na jej drodze staje zatwardziały kawaler, książę Hastings, który z osobistych powodów poprzysiągł, że nigdy się nie ożeni i rodziny nie założy. Niestety dla matek z towarzystwa enigmatyczny książę jest idealnym materiałem na męża dla ich córek. Będący w potrzasku Simon postanawia wykorzystać znajomość z Daphne. I tak oto bohaterowie postanawiają "pomóc" sobie wzajemnie w osiągnięciu swoich celów. 
 
Szczerze mówiąc nie mogę uwierzyć, że to powiem, a jednak: serial jest lepszy od książki! Powieść Julii Quinn jest po prostu uboga. Bohaterowie są ciekawie nakreśleni, choć ich zachowanie nie zawsze można uznać za sensowne. Ich perypetie są interesujące, choć ich ostateczny finał wypada nijako, brakuje w nich czegoś głębszego, prawdziwych emocji. Mimo iż serial dosyć wiernie podchodzi do wątków zaczerpniętych z książki, ich efekt jest bardziej spektakularny. Quinn skupiła się tylko na jednym wątku, odbierając innym bohaterom możliwość zabrania głosu, podczas gdy serial rozbudowuje sieć powiązań i wprowadza pobocznych bohaterów, których poznamy dopiero w dalszych częściach książkowej serii. W ekranizacji  pojawiają się także motywy, których w książkach w ogóle nie ma. I choć można odnieść wrażenie, że filmowcy bezczelnie zignorowali prawdę historyczną, ja to odczytuję jako ciekawą próbę interpretacji, może nawet podkoloryzowania wydarzeń z początku XIX wieku. Poza tym nie będę ukrywała, że Julia Quinn także nie popisała się poprawnością historyczną. Autorka postawiła bowiem na wyjątkowo prosty, wręcz potoczny język, nawet nie zadając sobie trudu, żeby w choć niewielkim stopniu dostosować słownictwo do opisywanych czasów. Powieść traci przez to jakikolwiek klimat, historia równie dobrze mogłaby się rozgrywać współcześnie. Owszem, język to częsty problem w romansach historycznych, ale tutaj pani Quinn poległa z kretesem. Czy podeszłabym do tej historii inaczej, gdybym nie znała ekranizacji? Trudno ocenić. Obawiam się jednak, że w ostatecznym rozrachunku gdyby nie serial, Mój książę byłby jedną z setek podobnych powieści romantycznych, o której się nie dyskutuje z przyjaciółką, i o której się szybko zapomina. 

Moja ocena:




Tytuł oryginalny: The Duke and I
Ilość stron: 480
Data wydania: 2021
Tłumaczenie: Lipowski Wiesław, Krawczyk Katarzyna
Wydawca: Zysk i S-ka
Opis wydawcy: KLIK

07 maja 2014

"Książę" Gaelen Foley

„Książę Hawkscliffe zrobi wszystko, by odkryć tajemnicę śmierci ukochanej i ukarać mordercę. Nawet jeśli będzie musiał zhańbić swoje dobre imię, wikłając się w skandaliczny romans z królową londyńskich kurtyzan - pożądaną i niedostępną Belindą. Nie wie jednak, że ma ona swój własny cel...”


Belinda Hamilton powoli traci wszystko – pracę, dom, a także ukochanego ojca, który niespodziewanie trafia do więzienia. Piękna dziewczyna jest jednak zbyt dumna, by prosić o pomoc – postanawia sama zarobić na życie i kaucję, za którą będzie mogła uwolnić swojego tatę. Jednak późniejsze wydarzenia zmieniają dziewczynę, wywracając jej świat do góry nogami. Aby się ratować, będzie musiała podjąć dramatyczną decyzję. Tymczasem książę Robert Hawkscliffe poszukuje mordercy swojej ukochanej. Nie wie, że już wkrótce jego los splecie się z losem panny Hamilton. Oboje rozpoczną grę, której finału zupełnie się nie spodziewają…

źródło
Książę to pierwsza część serii Knight Miscellany autorstwa Gaelen Foley i jednocześnie moje pierwsze spotkanie z twórczością tej amerykańskiej autorki romansów historycznych. Po powieść sięgnęłam dzięki rekomendacji Lady Lukrecji i przyznaję, że nie żałuję tej decyzji – choć historia napisana przez Foley nie jest idealna, to jednak spędziłam przy niej kilka przyjemnych godzin.

Narrator wszechwiedzący przedstawia nam historię z kilku punktów widzenia – nie tylko głównego bohatera, tytułowego księcia, ale także z perspektywy Belindy oraz postaci pobocznych. Znając ich myśli i motywy działania, łatwiej wczuć się w fabułę, choć z drugiej strony dzięki tej wiedzy dość szybko możemy wyrobić sobie zdanie na temat niektórych postaci i jednocześnie łatwiej nam odgadnąć finał historii. Nie przeszkadza to jednak w lekturze – pomimo pewnej przewidywalności i naiwności, powieść czyta się z zainteresowaniem i niemałym rozrzewnieniem. 

Czytając Księcia miałam na początku wrażenie, że trzymam w rękach nową wersję Pięknej i Bestii, co oczywiście bardzo mi się spodobało, gdyż lubię tę disnejowską bajkę. Później jednak, im bardziej zagłębiałam się w lekturę, odkryłam coś o wiele ciekawszego – opowieść o Robercie i Belindzie to jakby dziewiętnastowieczna wersja Pretty Woman – romantyczna, pełna zakazanego uczucia opowieść o ludziach z różnych światów, którzy ze względu na dzielące ich różnice, nie powinni być razem. Myślę, że to skojarzenie z filmem nie odbiera książce uroku, wręcz przeciwnie – działa na jej korzyść. Nawet nie zauważyłam, kiedy lektura pochłonęła mnie całkowicie, a ja z niecierpliwością oczekiwałam na finał. Dlatego Księcia szczerze polecam tym czytelniczkom, które lubią porządne romanse historyczne, ja zaś z czystym sumieniem wystawiam tej powieści ocenę 4+/6!

Original: The Duke
Wydawca: Amber na zlecenie Amercom SA 
Data wydania: 2013
Ilość stron: 399

***
Na marginesie dodam tylko, że okładka do tej książki w nowym wydaniu Love & Story (tzw. "różowa seria") jest okropna i zapewne niejedną osobę może zrazić do lektury. Dlatego tym bardziej chciałabym podkreślić  nie sugerujcie się okładką! Książka jest naprawdę warta uwagi, ale niestety wydawca nie postarał się o odpowiednią oprawę. W takich chwilach jestem zmuszona przyznać, że nawet amberowska okładka z porcelanowymi figurkami (powyżej) jest lepsza! ;)

Jeszcze raz serdecznie dziękuję Lady Lukrecji za polecenie mi tej książki! <3

09 września 2013

"Bunt bogini" Josephine Angelini

 
"Helena Hamilton, pozornie zwyczajna szesnastolatka z amerykańskiego miasteczka, jest potomkinią Heleny Trojańskiej. Poznała już swoje przeznaczenie i rolę, jaką ma odegrać w planach bogów. Wie, że musi co noc przemierzać Podziemie, by zapobiec krwawej wojnie i uwolnić swoją rodzinę od klątwy.

Do tej pory dodawała jej sił miłość Lucasa. I pomoc tajemniczego Oriona, który podczas wędrówek przez mityczną krainę umarłych stał się jej tak bliski. Lecz teraz

Przepowiednia ostrzega Helenę, że ktoś, komu ufa, jest zdrajcą…

Helena wciąż nie jest pewna, czy kocha Oriona, czy Lucasa. Rozdarta pomiędzy uczuciem do nich obu musi teraz ostatecznie zdecydować. I raz jeszcze zejść do Hadesu, żeby wyrwać ukochanego z królestwa śmierci...
"


Helena Hamilton, amerykańska nastolatka o niezwykłej urodzie, jest potomkinią Heleny Trojańskiej i jedyną osobą, która może wypowiedzieć wojnę bogom Olimpu. Uwięziona pomiędzy obowiązkiem a pragnieniem, musi wypełnić swoje przeznaczenie, by uratować najbliższych. Teraz żądni krwi bogowie powracają, by zniszczyć Sukcesorów. Tymczasem moc Heleny rośnie. Dziewczyna wie, że musi stawić czoła wrogom z Olimpu, a jednocześnie walczy z własnymi słabościami – miłością do Lucasa, z którym jej drogi połączyły się dawno temu oraz z zauroczeniem do Oriona, towarzysza wędrówek po Podziemiach. Czy dziewczyna odnajdzie w sobie siłę, by ocalić swoich najbliższych? Czy będzie potrafiła wybrać pomiędzy dwoma mężczyznami? Helenę czeka podróż nie tylko w głąb siebie, ale także ponowne zejście do Hadesu... i uratowanie tego, którego kocha najbardziej na świecie.

Bunt bogini to finałowa część trylogii Spętani przez bogów autorstwa Josephine Angelini. Pierwsza część trylogii podobała mi się niesamowicie, niestety druga była sporym rozczarowaniem. Jak na tle poprzedniczek wypada trzeci tom?

Nie da się ukryć, że Bunt bogini to książka wyjątkowo chaotyczna – już od pierwszych stron narrator skacze pomiędzy scenami, przez co niełatwo jest wciągnąć się w fabułę. Pierwsza połowa książki to po prostu dramat – zero emocji, infantylne dialogi, śmieszne zachowania bohaterów. Później coś zaczyna się dziać – czołowe postacie dokonują trudnych wyborów, aż w końcu dochodzi do wojny pomiędzy bogami Olimpu a Sukcesorami. Akcja w końcu nabiera tempa, wydarzenia są coraz dramatyczniejsze, bohaterowie coraz bardziej zdesperowani. Każda strona obfituje w kolejne zdarzenia i nim się czytelnik obejrzy, z niedowierzaniem dociera do ostatniej strony powieści.

Czegoś mi jednak tu brakuje – akcja akcją, ale gdzie są emocje? Gdzie to uczucie, które towarzyszyło mi podczas lektury pierwszego tomu? Mam wrażenie, że autorka w pewnym momencie utraciła coś cennego – magię, którą wplotła w pierwszą odsłonę Spętanych przez bogów. Chciała nagromadzić jak najwięcej wątków, wzbogacić opowieść, ale zapomniała o najważniejszym – o prawdopodobieństwie uczuć głównych bohaterów. Nagle przestałam odczuwać siłę miłości pomiędzy Heleną i Lucasem. Na próżno szukać tego w ich nierzadko śmiesznych dialogach. A szkoda, bo wątek miłości, która ma swoje korzenie w Starożytności, mógłby być świetnie poprowadzony i mógłby – a nawet powinien – wywoływać w odbiorcy najróżniejsze odczucia. Druga sprawa to właśnie same dialogi – jak wspomniałam: infantylne, sztuczne, momentami nawet niedorzeczne – całkowicie nie pasowały do postaci, jakimi byli Sukcesorzy czy bogowie olimpijscy. Miałam wrażenie, jakbym czytała o dzieciakach, które bawią się w wojnę. Wojnę, która w dodatku zaskakująco nagle i prosto się kończy.

Przyznaję, że nie można odmówić autorce pomysłu na spektakularne przedstawienie wojny w ostatnich rozdziałach powieści – jest mrocznie, niebezpiecznie i dużo się dzieje. A jednak momentami miałam wrażenie, jakbym widziała przerobioną wersję filmów Starcie Tytanów z Liamem Neesonem i Troja z Bradem Pittem w rolach głównych. Może to tylko moje odczucie, ale mam wrażenie, że autorka w jakiś sposób musiała się posiłkować tymi dziełami kinowymi (abstrahując oczywiście od treści Iliady). Plus jest taki, że mamy dużo zaskakujących momentów, minus – książka jest mocno niedopracowana.

Powiem tak – Bunt bogini mnie zawiódł. Dynamiczna akcja i mnogość wydarzeń nie są w stanie nadrobić braków, jakie wynikają z niedopracowania postaci i jałowej narracji, w której nie znajdziemy podstawowego czynnika, jakiego szukam w książkach – emocji. Nie płakałam, gdy umierał jeden z głównych bohaterów, było mi także obojętne, z którym facetem zwiąże się Helena. Josephine miała piękny pomysł, a pierwsza część Spętanych przez bogów pokazuje, że autorka potrafiła z greckich mitów stworzyć coś świeżego i interesującego. Okazuje się jednak, że pomysł to nie wszystko. A szkoda, liczyłam bowiem na wzruszającą opowieść z mitologią w tle. Bunt bogini polecam fanom autorki oraz mniej wymagającym czytelnikom, którym niestraszne są błędy w tekstach czy śmieszne dialogi pomiędzy równie śmiesznie wykreowanymi postaciami. Jednocześnie dodam, że polska okładka książki to jedna z najgorszych okładek, jakie w życiu widziałam! Odrzucono całkiem znośny projekt (zdjęcie powyżej) na rzecz sztucznie przyklejonej postaci dziewczyny na tle wzburzonego oceanu – czy tylko na tyle stać wydawnictwo Amber?

Daję ocenę 2/6. W zasadzie z sentymentu.

Original: Goddess
Wydawca: Amber
Data wydania: 18.07.2013 
Ilość stron: 335 

Za książkę dziękuję ParanormalBookS :)

Trylogia Spętani przez bogów:

14 maja 2013

"Anna i pocałunek w Paryżu" Stephanie Perkins

„Każda siedemnastolatka byłaby wniebowzięta, gdyby ojciec postanowił wysłać ją na rok do Paryża. Ale Anna jest szczęśliwa w Atlancie – ma fajne liceum, najlepszą przyjaciółkę i chłopaka… no prawie. Więc nie skacze do góry z zachwytu. Paryż wcale jej się nie podoba – dopóki w nowej szkole nie pozna Etienne’a. Etienne jest superparyski, megaprzystojny i ma wszystko – niestety, z dziewczyną włącznie. Ale przecież w Paryżu każde marzenie może się spełnić. Czy najbardziej romantyczny rok w najbardziej romantycznym mieście świata zakończy się tak wyczekiwanym przez Annę najbardziej romantycznym pocałunkiem?”

Anna Oliphant jest zwyczajną, amerykańską uczennicą, która lubi swoją szkołę, ma oddaną, najlepszą przyjaciółkę i fajnego chłopaka na oku. Aż pewnego dnia jej ojciec – wzięty pisarz dramatów obyczajowych – postanawia sprezentować swojej córce rok nauki w najbardziej romantycznym mieście Europy – w Paryżu. Anna jest przeciwna tej decyzji, ale wie, że z ojcem nie wygra – zrezygnowana wyjeżdża więc do Francji. A tam poznaje nowych ludzi i nowe, niezwykłe miejsca. Lecz dopiero spotkanie z superprzystojnym Etiennem St. Clairem odmieni jej uczucia nie tylko względem Paryża…

Niejedna dziewczyna marzy o wyjeździe do Paryża – stolicy sztuki i miasta zakochanych. Jako nastolatka miałam przyjemność zobaczyć to miasto na własne oczy i zwiedzić wiele urokliwych zakątków, o których mówi się z nostalgią i rozmarzeniem. Bo Paryż ma w sobie coś naprawdę magicznego. Kiedy więc sięgnęłam po Annę i pocałunek w Paryżu, miałam nadzieję, że powieść pozwoli mi przenieść się do miejsc, które kiedyś widziałam – że poczuję klimat Dzielnicy Łacińskiej i zapach świeżo parzonej kawy. Niestety nie wszystko okazało się tak piękne, jak obiecywał opis książki.

Historia przedstawiona została z punktu widzenia głównej bohaterki, co wiąże się też ze stylem i prostotą języka. Akcja powieści rozwija się powoli – początek obfituje tak naprawdę przede wszystkim w przemyślenia i zażalenia Anny, która nie potrafi pogodzić się z koniecznością wyjazdu do Francji. Później zostajemy wciągnięci w codzienność z życia internatu paryskiej szkoły i możemy – nierzadko z politowaniem – obserwować perypetie naszej amerykańskiej nastolatki, która nie umie odnaleźć się w nowym miejscu i która na każdym kroku podkreśla swoje niezadowolenie. Z jednej strony było to bardzo irytujące – Anna to typ bohaterki, której chyba nie jestem w stanie polubić. Z drugiej strony jej zachowanie dodawało realizmu – to jedna z tych dziewczyn, która dotychczas miała swój własny świat, a jej życie płynęło w konkretnym kierunku i rytmie. Można powiedzieć, że to typ trochę rozpieszczonej panienki, którą nagle rodzice wrzucają na głęboką wodę – wbrew pozorom Anna musi poradzić sobie w nowym miejscu, nie znając ani języka francuskiego, ani Francuzów. Czasami więc można przymknąć oko na humory bohaterki, bo w niektórych momentach są one zrozumiałe.


Cała recenzja na:


Original: Anna and the French Kiss
Wydawca: Amber
Data wydania: 5.03.2013
Ilość stron: 368

Za książkę dziękuję ParanormalBookS :)

22 marca 2013

"Patrol" Ann Aguirre

KONTYNUACJA ENKLAWY!

Dziewczyna urodzona w ciemności musiała uciekać z podziemnej enklawy – żeby przeżyć.
Teraz przekona się, że na Powierzchni może stracić coś więcej, niż życie…
Świat Karo się zmienił, odkąd wraz z Cieniem wyszła na Powierzchnię. Tam na dole, w enklawie pośród podziemnych tuneli, była Łowczynią, doświadczoną, niebezpieczną wojowniczką. Dla mieszkańców osady, w której teraz znaleźli schronienie, jest zwykłą nastolatką i musi się uczyć – szyć i gotować jak inne dziewczęta. Ona, która potrafi tylko walczyć...
Ale nie to jest najgorsze. Cień – tajemniczy chłopak, z którym połączyło ją tak wiele podczas niebezpiecznej wędrówki – odsuwa się od niej coraz bardziej.
Samotna i nieszczęśliwa Karo zgłasza się do patrolu, który sprawdza, czy Dzicy – krwiożercze potwory polujące na ludzi – nie zagrażają pracującym na polach za murem enklawy. To było zawsze łatwe, rutynowe zadanie. Ale na górze, tak jak i na dole, wszystko się zmieniło. Dzicy stali się sprytniejsi. Obserwują. Czekają. I planują atak, którego ma nie przeżyć nikt w nowej enklawie Karo…”


Kiedy Karo decyduje się wyjść na Powierzchnię u boku tajemniczego Cienia, nie ma pojęcia, co ją czeka tam, na górze. Od urodzenia wychowywała się w podziemnym świecie, a jej zadaniem – jako Łowczyni – było chronienie swojej enklawy przed Dzikimi – człekopodobnymi mutantami żywiącymi się ludzkim mięsem. Pojawienie się Cienia w życiu Karo zmienia wszystko. Teraz oboje trafiają do Salvation, osady na Powierzchni, w której są jedynie nastolatkami. Karo nie może pogodzić się z tym, że mieszkańcy tego miejsca nie traktują jej poważnie – tu nie może być Łowczynią. Nadchodzi jednak czas, kiedy wiele spraw ulegnie zmianie – w oddali czają się Dzicy i tylko czekają na odpowiedni moment, by zniszczyć całą osadę...

Patrol to druga część Enklawy autorstwa Ann Aguirre, amerykańskiej pisarki, która za pierwszą część serii otrzymała nagrodę Rita Award dla najlepszej powieści młodzieżowej roku 2012. Ta informacja niewątpliwie budzi w potencjalnym odbiorcy niemałe zainteresowanie, a hasło na okładce głoszące: „Znajdziecie tu wszystko, co najlepsze w bestsellerach Metro 2033 i Igrzyska śmierci” sprawia, że jeszcze bardziej pragniemy poznać dzieło Ann. Okazuje się jednak, że nie zawsze należy wierzyć hasłom promocyjnym, bowiem nierzadko finał może być rozczarowujący.

Przy opiniowaniu Enklawy we wnioskach podkreśliłam, że powieść miała potencjał, ale nie został on w pełni wykorzystany. I szczerze przyznam, że przy drugiej części mamy dokładnie taką samą sytuację. Choć akcja w tym tomie staje się dynamiczna, a i charakter wydarzeń jest bardziej przejrzysty, to i tak widzimy w powieści wiele nieścisłości i ogólników. Można za to winić przeciętną, a nawet słabą kreację świata przedstawionego, ale myślę, że największym problemem tej powieści jest tak naprawdę główna bohaterka, od której wszystko się zaczyna i która mimowolnie staje się w oczach czytelnika wizytówką powieści. Historia opowiedziana została (podobnie, jak w części pierwszej) w narracji pierwszoosobowej z punktu widzenia Karo, która ani nie grzeszy inteligencją, ani tym bardziej nie jest postacią oryginalną czy intrygującą. Jej (niestety) częste śmieszne zachowania, upór i szczeniackie dylematy mogą działać na nerwy i potęgować w odbiorcy odruch wymiotny. Tak było w moim przypadku. Poza tym warto podkreślić, że opisom dzieła brakuje sensu, szczegółowości – wątki są jedynie lekko nakreślone, a mechanizmy działania świata czy zachowań bohaterów nie mają stanowczego uzasadnienia. Momentami czytelnik może mieć wrażenie, że czyta streszczenie jakiejś większej historii.

Zabawnym wnioskiem po lekturze Patrolu staje się fakt, iż rzeczywiście w dziele Ann odnajdujemy odniesienia do Metro 2033 – w „kreacji” Dzikich. To jeden z tych wątków powieści, któremu brakuje jakiegokolwiek sensu, a gdzie wyraźnie widzimy kalkę z powieści rosyjskiego pisarza, Dmitra Glukhovsky'ego. Idąc dalej – wątek romantyczny to kolejne niedopowiedzenie w tej powieści – owa „miłość” nie ma nic wspólnego z prawdziwym uczuciem, a opisanie go najwyraźniej przerosło autorkę, gdyż spłaszczyła wszelkie relacje między bohaterami. Na marginesie dodam, że nie zabraknie tu także tego „drugiego” oryginalność w powieściach młodzieżowych to przecież podstawa!

Powiem wprost – dla mnie Patrol to tandetna, śmieszna, pozbawiona głębi opowieść o niczym. Dawno tak się nie umęczyłam, jak podczas czytania książki Ann Aguirre. To stanowczo lektura dla czytelników wyjątkowo młodych, niewymagających, nastawionych na lekką opowiastkę z dreszczykiem emocji. Napisana prostym językiem historia być może spodoba się więc nie tylko fanom autorki, ale także tym osobom, które nie znają Igrzysk śmierci i Metro 2033. Dlaczego? Bo znajomość tych dzieł z góry przekreśli serię Ann w Waszych oczach – porównanie tych powieści do siebie jest jak zestawienie dzieł Tolkiena z twórczością Stephenie Meyer. Tu jednak winę ponosi wydawnictwo, które postanowiło podnieść wartość Enklawy i Patrolu chwytliwym hasełkiem. Szkoda tylko, że nie ma w nim prawdy. Stawiam  ocenę 1+/6 i stwierdzam, że po ostatni tom tej serii mi nieśpieszno. 


Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości ParanormalBookS :)
Moja recenzja Enklawy --> TU.
Original: Outpost
Wydawca: Amber
Data wydania: 20.11.2012
Ilość stron: 319

PS I malutka uwaga już poza recenzją – w opisie na okładce Patrolu serię tę nazwano wysokooktanową powieścią akcji! Błagam... kto wymyśla te opisy?! -.-

14 stycznia 2013

"Po Tamtej Stronie Ciebie i Mnie" Jess Rothenberg

Rozdzierająca i rozgrzewająca duszę opowieść o dziewczynie, która kochała tak mocno, że aż pękło jej serce, i która raz jeszcze poświęciła swoje życie, by uratować ukochanego.
 
Życie Brie jest doskonałe: wspaniała rodzina, najlepsze przyjaciółki i chłopak, o jakim marzy każda dziewczyna. Ale dzień przed swoimi szesnastymi urodzinami słyszy od Jacoba straszne słowa: „Nie kocham cię”.

Nieważne, że ma wiele innych powodów do szczęścia. Nieważne, że jej ojciec jest sławnym kardiologiem. Nic nie może zapobiec temu, co ma nastąpić: z rozpaczy Brie pęka serce – dosłownie...
Lecz jej pęknięte serce jest nadal pełne emocji: żalu za tym, co straciła, wściekłości na cały cholerny świat, tęsknoty za tymi, których kocha, bólu, kiedy patrzy z tamtej strony na to, jak jej śmierć zmieniła ich życie.
A jeśli mogłaby wrócić – na jeden dzień? Czy zdołałaby coś zmienić?
Patrick – przewodnik Brie, który jest po tamtej stronie o wiele dużej niż ona – ostrzega ją, jak wysoka jest cena takiego powrotu...
Czy można zacząć życie od nowa? Czy trzeba spojrzeć na nie z drugiej strony, by pojąć, co jest w nim dobre, a co złe? Czy można naprawić błędy, zrozumieć tych, których się kocha, i wybaczyć - im i sobie? I co trzeba poświęcić, by móc znów kochać?

A może to miłość wskazuje nam zawsze najlepszą drogę?”


Szesnastoletnia Brie ma wszystko – niesamowitą, kochającą się rodzinę (czyli mamę, tatę, młodszego brata i psa), trzy oddane przyjaciółki oraz najwspanialszego na świecie chłopaka. Świat swoi przed nią otworem, lecz bohaterka na razie nie myśli o niczym poza swoim ukochanym. Bo Jacob jest idealny. Aż do pewnego dnia, gdy nastolatek wyznaje dziewczynie straszną prawdę. Prawdę, która odmienia życie Brie – trzy słowa tak bardzo nią wstrząsają, że pęka jej... serce. Dosłownie. Teraz nastolatka trafia w zaświaty i odkrywa, że może „podglądać” swoich bliskich, którzy zostali w świecie żywych i muszą poradzić sobie z jej odejściem...

Miłość jest właśnie taka: megapodstępna.” 
 
Po Tamtej Stronie Ciebie i Mnie to debiutanckie (i jak na razie jedyne) dzieło Jess Rothenberg. Po książkę sięgnęłam dzięki namowom koleżanki, która określiła tę lekturę jako „bardzo dobrą”. Pomyślałam, że w sumie czemu nie? Pożyczyłam więc egzemplarz i... przepadłam! Książka okazała się bowiem nie tyle bardzo dobra, co wręcz totalnie piękna, a przy tym wzruszająca i zmuszająca do refleksji.  
 
Narracja pierwszoosobowa z punktu widzenia głównej bohaterki to chyba największy atut tej powieści – Brie jest nie tylko szalona, zabawna i inteligentna, ale także ma w sobie to coś, co sprawia, że nie sposób jej nie polubić. Od pierwszej strony jej pełne humoru opowieści, nierzadko okraszone odrobiną ironii sprawiały, że od lektury nie mogłam się oderwać. Stosunkowo prosty i dostosowany do wieku nastolatki język obrazowo pokazuje rzeczywistość, w której przyszło żyć głównej bohaterce, a także maluje bogatą paletę jej emocji, z którymi czytelnik musi się zmierzyć. A tych jest pod dostatkiem! Możemy więc oczami młodej dziewczyny zobaczyć nie tylko świat „po tamtej stronie”, ale i poczuć strach, niepewność oraz gniew, które nią zawładnęły. Bo przecież taka młoda dziewczyna nie powinna była umrzeć! 
  
Powieść obfituje w szereg niegłupich cytatów, które przede wszystkim pokazują prawdziwość takich uczuć, jak zakochanie, osamotnienie czy nienawiść. Z pewną dozą dystansu do siebie samej bohaterka przekazuje nam życiowe prawdy, do których sama tak naprawdę nie miała okazji się zastosować. Dzięki prostocie jej słów, myśli te jeszcze bardziej oddziałują na odbiorcę, uzmysławiając mu jego własne błędy. 

Miłym i niewątpliwie ubogacającym powieść akcentem są tytuły piosenek (w większości z lat 80tych), które otwierają każdy rozdział powieści – dzięki nim opowieść nabiera niepowtarzalnego klimatu. Można wychwycić takie perełki, jak Heaven Is a Place on Earth Belindy Carlisle, Losing My Religion R.E.M. czy Every Breath You Take The Police. I co więcej, okazuje się, że każdy z tych hitów jest świetnym podkładem do danego rozdziału. Osobiście po lekturze wielokrotnie odsłuchiwałam ulubione utwory, wracając myślami do chwil, którym towarzyszyły dane dźwięki.

 „Piekło jest wtedy, kiedy ludzie, których kochasz najbardziej na świecie, sięgają po twoją duszę i wyrywają ci ją. I robią to tylko dlatego, że mogą.”

Po Tamtej Stronie Ciebie i Mnie to książka, przy której płakałam i śmiałam się jednocześnie. To historia, która absolutnie mnie oczarowała i sprawiła, że po prostu nie potrafię o niej zapomnieć. To romantyczna, ciepła, a jednak niepozbawiona powagi opowieść o życiu i śmierci, o porażkach, smutkach, samotności i tęsknocie, a przede wszystkim o miłości, która dodaje skrzydeł i przebaczeniu, którego każdy z nas potrzebuje. Pod delikatną i niepozorną okładką kryje się historia, która wstrząśnie niejednym czytelnikiem, wzbudzając ogrom najróżniejszych odczuć – Jess w swojej powieści pokazuje bowiem, jak ważne i ulotne jest nasze życie, a historia Brie sprawia, że zaczynamy się zastanawiać nad tym, co byśmy zrobili, będąc na jej miejscu. Dlatego też szczerze polecam Wam tę oryginalną, przepiękną historię. Ufam, że pełna humoru i dramatu opowieść zachwyci Was tak, jak mnie. Daję w pełni zasłużoną ocenę 6/6!


Original: The Catastrophic History of You and Me
Wydawca: AMBER
Data wydania: 25.05.2012
Ilość stron: 415



Na koniec dodam tylko, że książkę miałam przyjemność przeczytać dzięki Sihh – dziękuję! <3 
A ponieważ ta historia bardzo mi się spodobała,  już niedługo moją biblioteczkę wzbogaci własny egzemplarz Po Tamtej Stronie Ciebie i Mnie – w Matrasie jest właśnie promocja -25% :D

04 stycznia 2013

"Hobbit, czyli tam i z powrotem" J.R.R. Tolkien

Hobbit to jedno z największych i najpopularniejszych dzieł Tolkiena. To opowieść o niebezpiecznej wyprawie podjętej przez krasnoludy, które wyruszają wykraść strzeżone przez smoka złoto. Ich nieoczekiwanym partnerem jest hobbit Bilbo Baggins. Bilbo bardzo sobie ceni dobre jedzenie, spokój i wygodę, lecz jego udziałem staje się wielka przygoda...”


Są takie dzieła, które po prostu trzeba znać. Jednym z nich jest kultowy Hobbit, czyli tam i z powrotem Johna Ronalda Reuela Tolkiena – książka wydana po raz pierwszy w 1937 roku i przez wielu uznawana za prequel trylogii Władcy Pierścieni. Obecnie powieść znajduje się na liście lektur szkolnych, a do kin niedawno weszła jej ekranizacja. Mimo to nie wątpię, iż wielu z Was będzie się zastanawiało, co takiego jest w Hobbicie, że znalazł się wśród klasyki literatury współczesnej?

Bilbo Baggins z Bag End to szanowany w społeczności hobbit, a także typowy przedstawiciel swojego gatunku – ma ładną, przytulną norę, lubi jeść (a jada bardzo dużo i bardzo często), palić fajkę i mieć po prostu święty spokój. Kiedy więc pewnego słonecznego dnia na progu jego pięknego domu pojawia się czarodziej Gandalf, Bilbo ma bardzo złe przeczucia. Okazuje się, że czarodziej chce mu zaproponować udział w wielkiej wyprawie i najwyraźniej nie zamierza przyjmować odmowy. A gdy następnego dnia do drzwi domu małego hobbita zapukają niezwykli goście, będzie to zapowiedź wielkiej, szalonej przygody, o jakiej naszemu bohaterowi nigdy się nie śniło...

Kto szuka, ten najczęściej coś znajduje, niestety czasem zgoła nie to, czego mu potrzeba.”

Czasami mam wrażenie, że z twórczością Tolkiena zapoznałam się w złej kolejności – najpierw miałam okazję przeczytać Władcę Pierścieni, później Silmarillion, a dopiero teraz Hobbita. I muszę zauważyć, że każda z tych książek, choć opowiadająca o wydarzeniach rozgrywających się w tym samym świecie, rożni się od siebie diametralnie stylem i charakterem. Tak, jak Silmarillion jest lekturą niezwykle ciężką i zmuszającą czytelnika do maksymalnej koncentracji, tak Hobbit szalenie lekką i odpowiednią dla każdego odbiorcy. Gawędziarski, swobodny styl, w jakim opowieść o Bilbie została poprowadzona sprawia, że czytelnik ma wrażenie, jakby Tolkien snuł tę historię siedząc nieopodal nas. Częste zwroty do widza dodatkowo przyciągają uwagę i przekonują, byśmy uważniej śledzili wydarzenia rozgrywające się na kartach powieści.

A tych obfitujących w dynamiczną akcję z pewnością nie brakuje, bowiem od chwili, gdy Bilbo wyrusza na niezapodziewaną wyprawę, ciągle coś się dzieje. Bohaterowie wpadają w kolejne tarapaty, muszą stawić czoła zarówno niebezpieczeństwom czyhającym w mrocznych lasach Śródziemia, jak i własnym słabościom, niepewnościom oraz wzajemnym uprzedzeniom. Tolkien za pomocą prostego języka ubiera w słowa kilka ważnych myśli, które niosą ze sobą istotne prawdy, jakimi winniśmy kierować się w życiu: Nigdy się nie poddawaj. Nigdy nie trać wiary w przyjaciela. Miej otwarte serce i umiej wybaczać. A przede wszystkim zaryzykuj i wybierz się na wielką wyprawę, bowiem lepiej spróbować, niż żałować, że nigdy się nie spróbowało. Wszak to może być niezwykła przygoda, która całkowicie nas odmieni... 

„Przygody! To znaczy: nieprzyjemności, zburzony spokój, brak wygód. Przez takie rzeczy można się spóźnić na obiad.”

Początkowo miałam wrażenie, że autor stworzył opowiastkę ni to dla dzieci, ni dla dorosłych, chcąc tym samym w powieść fantasy tchnąć lekki, baśniowy klimat. Im jednak dalej w las, jak to mówią, tym silniej historia zaczęła na mnie oddziaływać i poczęłam dostrzegać w opowieści Bilba coś więcej, niż tylko przygodę hobbita i grupy krasnoludów, których pragnienia mogą wydawać się wygórowane i niewarte zachodu. Tolkien po raz kolejny mnie zaskoczył pokazując, że czasem całkowicie niepozorna istota może odmienić bieg wydarzeń, że każda historia może nieść z sobą bardzo ważne przesłanie, zaś każda decyzja bohaterów pociąga za sobą szereg konsekwencji, z którymi należy się zmierzyć. To była bardzo udana lekcja! 

Hobbit, czyli tam i z powrotem to doskonałe wprowadzenie w świat tolkienowski i jednocześnie historia odpowiednia dla każdego, bez względu na wiek. Wyśmienity humor, dynamiczna akcja, niebezpieczeństwo i wielka przygoda to cechy, które wyróżniają Hobbita na tle innych dzieł z gatunku fantastyki i stale udowadniają, że powieść Tolkiena (wydana w latach trzydziestych ubiegłego wieku) po tylu dziesięcioleciach od swojej premiery nadal zachwyca i rozkochuje w sobie czytelników. Czy to nie wystarczający dowód na to, że dzieło Johna jest po prostu oszałamiające? Mnie dwa razy nie trzeba przekonywać i jestem pewna, że po tę lekturę sięgnę jeszcze nie raz! :)

Na koniec dodam, że lekturze Hobbita towarzyszyła mi gorączka związana z premierą pierwszej z trzech części ekranizacji. Przyznam, że gdy usłyszałam o liczbie filmów, które mają obejmować wydarzenia z jednej książki, byłam nie tyle zaskoczona, co zniesmaczona. Moja pierwsza myśl brzmiała mniej więcej twórcy filmu liczą na duże zyski, a im więcej części, tym większa kasa! Ale po obejrzeniu filmu zrozumiałam, że byłam w błędzie. Hobbit. Niezwykła podróż to tak naprawdę interpretacja 1/3 części powieści, zawierająca w sobie wiele scen, które w książce zostały nakreślone raptem kilkoma słowami, a z których reżyser stworzył piękne, epickie panoramy pełne kolorów i realnych bohaterów, okraszone odrobiną humoru i silnymi emocjami. Dodatkowo miłym zaskoczeniem okazały s dialogi wycięte z powieści dzięki nim film jeszcze silniej wiąże się z książkowym pierwowzorem. Peter Jackson niewątpliwie powołał do życia zapierający dech w piersi obraz (połączony z fenomenalną muzyką!), od którego tak naprawdę nie można się uwolnić na długo po obejrzeniu filmu. I tak, jak całym sercem pokochałam trylogię Władcy Pierścieni, tak i ekranizacją Hobbita jestem absolutnie oczarowana! Dlatego z ręką na sercu polecam zarówno powieść, jak i film (dokładnie w tej kolejności)!

Książka otrzymuje ode mnie ocenę 5/6!
Ekranizacja stanowczo 6/6! Wszak to wspaniale znowu zobaczyć na dużym ekranie starych przyjaciół! No i plus za Thorina, który okazał się totalnie doskonały! :)

Original: The Hobbit or There and Back Again
Wydawca: Amber
Data wydania: 2012 

No i czas na nadzwyczajny trailer filmu:


 Plus świetna piosenka, której mogę słuchać wciąż i wciąż:



Oraz kilka zdjęć (wszystkie dostępne m.in. na filmweb.pl


I na koniec wisienka na torcie, czyli mój cudowny, waleczny Thorin <3

21 listopada 2012

"Błękitna nadzieja" S.C. Ransom

Zakochani z „Błękitnej Miłości” i „Błękitnej magii” połączeni uczuciem, za które mogą zapłacić życiem… lub śmiercią.
 
Alexa już wie, że istnieje sposób, by mogli być razem: ona i Callum, jej piękny, widmowy ukochany, chłopak uwięziony pomiędzy światem żywych a umarłych. Jest ktoś, kto potrafi przywrócić go do życia. Lecz nie zamierza wyjawić tego sekretu Alexie. Dla tego kogoś Alexa jest najgorszym wrogiem, którego trzeba zniszczyć. Czy moc magicznej błękitnej bransoletki okaże się potężniejsza niż nienawiść? I czy Alexa zaryzykuje wszystko, by być z tym, kogo kocha – na zawsze?
 

Kiedy szczęście jest w zasięgu ręki, nie każdy potrafi myśleć racjonalnie. Zwłaszcza, gdy do głosu dochodzą emocje, a walka toczy się nie tylko o naszą przyszłość. Tak właśnie czuje się Alexa – dziewczyna zakochana w Callumie, zawieszonym pomiędzy życiem a śmiercią Żałobniku. Siedemnastolatka doskonale wie, kto może pomóc jej ukochanemu wrócić do życia, lecz ma świadomość, że szanse na współpracę są niewielkie. Stara się więc odkryć inną drogę, a jej nadzieje z każdym dniem wystawiane są na ciężką próbę. Na domiar wszystkiego na horyzoncie pojawia się przystojny i jak najbardziej żywy przyjaciel z dawnych lat, który najwyraźniej nie zamierza zrezygnować z dziewczyny,  pomimo iż ta zakochana jest w innym. Czy Alexa poradzi sobie ze strachem o przyszłość swoją i Calluma, z natrętnym przyjacielem oraz nietypową, przerażającą prośbą Żałobników?
 
Błękitna nadzieja to ostatni tom serii autorstwa S.C. Ransom i jednocześnie powieść najbardziej ze wszystkich dynamiczna. Na ledwie dwustu pięćdziesięciu stronach autorka postarała się rozwiązać jak najwięcej nagromadzonych wątków, w tym wyjaśnić tajemnicę błękitnej bransoletki, a przede wszystkim spektakularnie zakończyć opowieść o wielkiej miłości żywej dziewczyny do widmowego chłopaka. Jaki otrzymaliśmy końcowy efekt? Czy książka zadowala czytelnika?

źródło
Narracja pierwszoosobowa z punktu widzenia Alexy pozwala nam poczuć emocje nastolatki i zrozumieć jej rozterki. Siedemnastoletnia dziewczyna staje przed poważnym zadaniem – musi znaleźć sposób na to, by pomóc Callumowi wrócić do świata żywych. Wie, że jeśli jej się to nie uda, straci go na zawsze. I to właśnie ten strach jest motorem napędowym wszystkich wydarzeń w ostatnim tomie trylogii – obserwujemy walkę Alexy z własnymi słabościami i strachem, jej pogoń za rozwiązaniem zagadki istnienia Żałobników oraz jej pragnienie ocalenia ukochanego. Działania dziewczyny, choć początkowo nieśmiałe i pozornie nieprzemyślane, w ostatecznym rozrachunku wydają się być dojrzałymi decyzjami, tworzącymi przed czytelnikiem obraz odważnej młodej kobiety, która dla miłości zrobi dosłownie wszystko. Myślę, że właśnie w Błękitnej nadziei postać Alexy nabiera konkretnych kształtów, klaruje się jej charakter i hart ducha, a przede wszystkim niezłomna wiara w szczęśliwy finał, o którym dziewczyna, pomimo przeciwności losu, uparcie marzy.



Original: Scattering like light
Wydawca: Amber
Data wydania: 27.09.2012

Błękitna trylogia:

 
Błękitna miłość | Błękitna magia | Błękitna nadzieja

 Za książkę dziękuję ParanormalBookS :)