09 lutego 2012

"Zieleń Szmaragdu" Kerstin Gier

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!

"Co robi dziewczyna, której właśnie złamano serce?
To proste: gada przez telefon z przyjaciółką, pochłania czekoladę i całymi dniami rozpamiętuje swoje nieszczęście. Ale Gwen – podróżniczka w czasie mimo woli – musi wziąć się w garść, chociażby po to, żeby przeżyć. Nici intrygi z przeszłości także dziś splatają się w zabójczą sieć. Złowrogi hrabia de Saint Germain jest bardzo bliski swego celu: Gwendolyn musi stanąć do walki o prawdę, miłość i własne życie."


Właściwie to dziwne, że złamane serce w ogóle jeszcze może bić.”*

Gwen znalazła się w wielkim niebezpieczeństwie i doskonale wie, że nie może się teraz poddawać, gdyż podstępny hrabia de Saint Germain nie tylko pragnie zamknąć Krąg Dwanaściorga, ale i prawdopodobnie ma wobec bohaterki wyjątkowe plany. Ale w tym momencie dla Gwen nie liczy się nic poza bólem, jaki wywołało poznanie prawdy o uczuciach Gideona. Albo raczej o ich braku. Nastolatka wypłakuje więc oczy i wisi na telefonie z przyjaciółką, gdyż to jedyne, co jej pozostało – oczywiście poza dramatycznym obmyślaniem swojego równie dramatycznego odejścia z tego świata z powodu złamanego serca. Lecz Leslie, jej najlepsza przyjaciółka, nie pozwala dziewczynie się poddawać. Nastolatki z pomocą małego, działającego na nerwy ducha-gargulca, decydują się dowiedzieć prawdy nie tylko o hrabim, ale także odkryć, kto jest zdrajcą ukrywającym się w szeregach Strażników. I przede wszystkim rozwiązać zagadkę chronografów oraz przepowiedni, w której Gwendolyn zajmuje szczególne miejsce…

Nie da się ukryć, że na trzeci, ostatni tom Trylogii Czasu czytelnicy czekają z wielką niecierpliwością. Historia w trzech aktach, którą stworzyła niemiecka pisarka, Kerstin Gier, oczarowała fanki na całym świecie i muszę przyznać z radością, że także znalazłam się w ich gronie. Powieść nie tylko mnie w sobie rozkochała, ale i doprowadziła do obłędnego zachwytu, którego nie potrafię okiełznać.

- Gotowa? – wyszeptał.
- Gotowa, jeśli i ty jesteś gotów (…)”**

Po raz kolejny wyruszamy w podróż z Gwendolyn i Gideonem, by odkryć prawdę o hrabim de Saint Germain. Niemniej jednak na pierwszy plan wysuwają się przede wszystkim emocje głównej bohaterki – jej rozpacz wkrada się w serce widza i wywołuje uczucia, jakich - mimo, iż się ich spodziewaliśmy - nie umiemy opanować. Narracja Gwen jest zabawna i wnikliwa, dziewczyna skrupulatnie przekazuje nam wszystkie poznane fakty, a przede wszystkim swoją determinacją motywuje i zmusza do pochylenia się nad tajemnicą ukrytą w przeszłości rodów Montrose i de Villiers.

Akcja powieści nie pozostawia nam wątpliwości – tu nie będzie czasu na odpoczynek i zaczerpnięcie oddechu, kiedy tak wiele sekretów czeka na swoje rozwiązanie. Czytelnik, porwany w wir wydarzeń, nawet nie zauważy upływającego czasu, gdy pochłonie go zgrabna opowieść Gwendolyn. Intrygi uknute przez bohaterów, ich niepewności, strach i pragnienia uderzają w widza z ogromną mocą i nawet po skończeniu lektury na długo pozostaną w nas, nie pozwalając uspokoić szybszego bicia serca.

Ostatnia część serii pełna jest niesamowitego humoru, więc czytając przemyślenia Gwen i widząc świat jej oczami, mimowolnie chichotałam pod nosem niczym mała dziewczynka. Tak, Zieleń Szmaragdu to ogromna dawka dobrego samopoczucia, która gwarantuje silne emocje przyspieszające oddech oraz niespodziewane, pełne napięcia podróże w przeszłość razem z bohaterami. Byłam tam – razem z Gwen – obserwując świat minionych stuleci. Widziałam zielone oczy Gideona i wzdychałam do niego z zachwytu. I właśnie to sprawia, że powieść pani Gier jest niesamowita, bo pozwala nam wczuć się w położenia ulubionych postaci, niezaprzeczalnie przyciągając widza niczym magnes.

Moja miłość do Zieleni Szmaragdu jest wręcz nie do opisania nawet przy najwyższej ocenie 6/6. Ci, którzy mają już za sobą dwa poprzednie tomy, nie potrzebują mojej rekomendacji – i tak sięgniecie po dzieło Kerstin Gier. Moje słowa natomiast skieruję do czytelników, którzy serii nie poznali – nie marnujcie ani chwili! Trylogia Czasu to nie tylko najpiękniejsze okładki książkowe na świecie, to przede wszystkim jedna z najwspanialszych serii, jaką miałam okazję przeczytać! I choć po skończonej lekturze poczułam przygnębienie, że to już ostatni tom, to tak naprawdę wiem, iż nie jest to koniec moich przygód z Gwen i Gideonem: oboje zamieszkali w mojej wyobraźni, i to tam właśnie pielęgnowana i wciąż żywa będzie ich historia!
 

Za książkę bardzo gorąco dziękuję Pani Edycie i Wydawnictwu Egmont!!!
 
Cała Trylogia Czasu w oryginalnych (równie pięknych jak nasze) okładkach:

 

Original: Smaragdgrün. Liebe geht durch alle Zeiten
Wydawnictwo: Egmont
Premiera: 22.02.2012!!!

* cytat z Zieleń Szmaragdu, str. 16.
** cytat z Zieleń Szmaragdu, str. 228.
***
A teraz słów kilka na marginesie, ale w sumie też tematycznie będzie. Rzecz pierwsza - gdyby można było umrzeć z miłości do książki, to na bank umarłabym przy lekturze Szmaragdu (a już zwłaszcza wtedy, gdy zobaczyłam fragment mojej recenzji do Szafiru na wewnętrznej stronie okładki)! <3 Sprawa kolejna - obrazek obok. Naprawdę nie mam pojęcia, kto jest autorem, ale podaję źródło, żeby nie było -> LINK ;)  Prawda, że piękny?? Według mnie cudeńko ^^ I ogólnie nie chciałabym krakać, ale mam wrażenie, że ostatnia część Trylogii Czasu ma szansę startować do tytułu najlepszej powieści wydanej w 2012 roku - oczywiście jeszcze dużo czasu przed nami, by się o tym przekonać, niemniej mam wrażenie, że tak się stanie!!! I jestem bardzo ciekawa, czy też będziecie tego zdania ;] Szczerze mówiąc jeśli chodzi o motyw podróżowania w czasie - lepszej serii niż Trylogia Czasu nie ma!! Na koniec moich luźnych wywodów pozwolę sobie jeszcze dodać linka do takiego jakby openera części pierwszej - co prawda nie o tej części rozmawiamy, ale podoba mi się muzyka i taki ogólny wydźwięk^^ Oto LINK (znalezione przez Cassin) :) I oczywiście dla zainteresowanych moje recenzje tomu #1 - Czerwień Rubinu, oraz tomu #2 - Błękit Szafiru. Enjoy!!

06 lutego 2012

TOP 10: Bohaterowie, z którymi zamieniłabym się miejscami!

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.

 
I kolejny ranking czas przygotować… Bohaterzy, z którymi zamieniłabym się miejscami? Ho ho ho, w sumie to zestawienie będzie trochę podobne do zestawienia z ulubionymi bohaterkami – wiadomo, że chciałoby się być jedną z nich. Ale trochę poszerzę zakres o kilka nowych twarzy. A zatem…


1. Hermiona Granger 
– Seria Harry Potter


Bezkonkurencyjnie numer jeden – inteligentna, utalentowana czarownica, a w dodatku dostała się do Hogwartu – czyli ma wszystko to, czego ja nie mam :( Chciałabym móc zwiedzić Szkołę Magii i Czarodziejstwa, poznać te wszystkie niezwykłe postaci, wybrać się na lekcję do Severusa Snape’a, no i spróbować fasolek wszystkich smaków – to musi być obłędne doświadczenie :D


2. Wynter Moorehawke 
– „Trylogia Moorehawke


W sumie miałam dylemat, czy Wynter nie powinna się pojawić na miejscu pierwszym. Dlaczego? Przez Christophera! Zazdroszczę jej niesamowicie, że poznała takiego faceta, po prostu to nie fair, że tacy mężczyźni nie istnieją naprawdę… Christopher Garron to mój ideał. A Winter była piękna, ruda (moje marzenie) i odważna. Mogłabym nią być ;)
[zdjęcie z bloga Celine Kiernan]


3. Gwendolyn Shepherd 
– „Trylogia Czasu


Chciałabym móc podróżować w czasie… a podróżowanie w towarzystwie super przystojniaka to już w ogóle nie lada gratka. Dlatego chętnie zamieniłabym się z Gwen na miejsca – chciałabym zobaczyć, jak wyglądał świat 100 czy nawet 300 lat temu… tak z ciekawości.


4. Elizabeth Bennet 
– „Duma i uprzedzenie


Co prawda Duma i uprzedzenie to nie jest moja ulubiona książka, ale film uwielbiam – chciałabym móc wybrać się na bal w XIX wieku, móc wdać się w konwersację z tamtejszymi arystokratami… poznać jakiegoś przystojnego gentlemana. Ale najbardziej chciałabym nosić takie suknie, jak bohaterki powieści Jane Austen… Kobieta wówczas była prawdziwą kobietą.
[okładka filmowa]


5. Tessa Gray 
– Trylogia Diabelskie maszyny


Idąc tym tropem – kolejna postać z XIX wieku, ale z końca epoki – równie interesujący czas, trochę inne stroje, ale wydźwięk podobny. No i wielkie miasto. Londyn ponad sto lat temu musiał być piękny… *_* A w dodatku interesujące talenty Tessy działają na jej korzyść – chciałabym móc się przekonać, jak to jest… być, kim się chce.



6. Meghan Chase 
– Seria „Żelazny dwór


Córka króla elfów? Kolejna rola dla mnie! Chętnie zamieniłabym się z Meghan, bo bardzo chciałabym zwiedzić Nigdynigdy i poznać Asha, zimowego księcia. Myślę, że byłaby to niezapomniana przygoda :D


7. Linda 
– „Bestia


Co prawda ta postać nie należy do moich ulubionych, ale jest współczesną wersją Belli z baśni Piękna i Bestia. A ponieważ była to bajka mojego dzieciństwa, nie miałabym nic przeciwko takiej roli, jaką odegrała Linda dla Kyle’a.
[okładka do filmu Beastly, będącego bardzo luźną ekranizacją książki - stanowczo nie oddaje klimatu powieści...]


8. Ever Bloom 
– Seria „Nieśmiertelni


Bycie Nieśmiertelnym wydaje mi się bardzo pociągające. A w dodatku nieśmiertelność u boku przystojnego Damena Auguste może być pewnego rodzaju "rajem na ziemi" ;D Ever specjalnie rozgarnięta nie jest, zatem chętnie zajęłabym jej miejsce, by parę spraw wyprostować w powieści Alyson Noel. Niestety to tylko pobożne życzenia…


9. Amanda Devereaux 
– „Rozkosze nocy


Niezależna, inteligentna, odważna i… piękna. Tak, brzmi nieźle, ale ja chciałabym zamienić się miejscami z Amandą w zasadzie z jednego prostego powodu – przez Kyriana. Dotychczas jest to najlepsza postać męska, jaką wykreowała Sherrilyn Kenyon, zatem wiele bym dała, by go poznać… A ze względu na zażyłe stosunki między nim a Amandą wiadomo, że chciałabym być właśnie jego obiektem zainteresowań… :D


10. Lúthien Tinúviel  
– „Silmarillion


Tolkien nie był mistrzem w kreowaniu wątków romantycznych. Ba, nie był mistrzem nawet w kreowaniu postaci kobiecych. Ale Lúthien wyjątkowo polubiłam ze względu na jej zaangażowanie i poświęcenie dla ukochanego Berena, a także z zachwytu nad jej urodą. Chciałabym choć na jeden dzień stać się taką elficką księżniczką, móc poznać tolkienowski świat, przeżyć jakieś niezapomniane przygody…
[tu - dzieło Alana Lee]




A na koniec super piosenka i wspaniały Jared Leto *_* 

05 lutego 2012

"Enklawa" Ann Aguirre

"Znam tylko podziemne tunele.
Tak jak Skręt i Kamień, moi przyjaciele, którzy mieli tyle szczęścia, żeby dożyć piętnastu lat i dostać imiona.
Tak jak Cień. Podobno był na Powierzchni, ale ja w to nie wierzę.
Przecież tam na Powierzchni nie ma nic…
Czy dziewczyna urodzona w ciemności przeżyje zesłanie w światło dnia?
W świecie Karo, enklawie głęboko pod ziemią, prawo do imienia zyskujesz, jeśli zdołasz przeżyć piętnaście lat. Od tej pory jesteś Łowcą, Robotnikiem lub Reproduktorem.
Karo zawsze chciała być Łowcą. Teraz wyrusza na pierwsze polowanie – z tajemniczym Cieniem, chłopakiem, którego dotyk jest tak delikatny, jak sztylet jest śmiercionośny. Ale nawet razem mogą paść ofi arą czających się w tunelach potworów. Zwłaszcza gdy odkryją, że te bezmyślne krwiożercze bestie zmieniły się w zorganizowanych, inteligentnych myśliwych. 
Lecz starszyzna nie zamierza tego rozgłaszać. Karo i Cień chcą ostrzec mieszkańców enklawy, więc… zostają z niej wygnani. Nie mają dokąd pójść. W tonących w ciemności, spowitych dymem tunelach czeka ich śmierć. Pozostaje tylko droga na Powierzchnię – skąd jeszcze nikt nie wrócił…"

Powieści postapokaliptyczne  przeżywają ostatnio oblężenie, ale nie można ich nazwać nowością na rynku wydawniczym – dzieła traktujące o "nowym" świecie powstawały już w połowie XX wieku – chociażby Kantyczka dla Leibowitza - W. M. Millera, czy Świt 2250 -  A. Norton. Jednak do największych hitów tego gatunku niewątpliwie zalicza się Metro 2033 Glukhovskiego, do którego porównuje się teraz wiele nowości. Co jednak sprawia, że historie opowiadające o świecie po zagładzie są takie interesujące i przyciągają uwagę czytelników? Czy istnieje jakaś recepta na udaną książkę o tematyce postapokaliptycznej?

Karo, główna bohaterka Enklawy, żyje w ciemnościach podziemnych labiryntów. Świat na powierzchni nie istnieje – tak jej powiedziano. Tam, ludzi czeka tylko śmierć. Więc jedyne, co ocaleni mogli zrobić, to ukryć się głęboko pod ziemią i stworzyć nowy świat. Teraz żyją podzieleni na enklawy, w których panuje hierarchia i każdy ma swoje zadanie. Karo chce być Łowczynią – pragnie bronić enklawy i swoich przyjaciół, chce być silna i niezależna. I tak się staje – dziewczyna zostaje przydzielona do tajemniczego Cienia, z którym od tej pory musi współpracować, choć chłopak napawa ją niepokojem. Wkrótce jednak Cień stanie się dla niej jedynym sojusznikiem, gdy ukochana enklawa odwróci się od Łowczyni i wygna ją na pewną śmierć. Na powierzchnię...

O Enklawie usłyszałam jeszcze zanim w Polsce pojawiły się zapowiedzi – przyciągnął mnie wówczas trailer do książki przez przypadek znaleziony w sieci. Trzeba przyznać – sam pomysł był intrygujący i tajemniczy. Dlatego pełna nadziei sięgnęłam po książkę, gdy pojawiła się na polskim rynku wydawniczym. I niestety bardzo się zawiodłam...

Narracja została przedstawiona z punktu widzenia głównej bohaterki – Karo – która  w zasadzie niewiele wie o sytuacji, o powodach, dla których świat przestał istnieć, o mechanizmach działania tuneli, nawet o tym, gdzie tak naprawdę żyje – poza nazwą enklawy i okolicznych grup. Niewiedza dziewczyny jest więc irytująca, gdyż każdy widz pragnie wyobrazić sobie wszystko jak najpełniej – skąd i w jaki sposób pojawia się woda w rurach, gdzie znajdują się tunele, aż wreszcie – czym są potwory, które żyją w ciemnościach. Niestety pytania trafiają w próżnię.

Język powieści jest prosty tak, jak i narratorka, brakuje opisów, które poszerzyłyby horyzonty i pozwoliły na odnalezienie się w akcji. Fabuła ma własne tempo – momentami mknie, by po chwili się zatrzymać i pozwolić odetchnąć – w zasadzie bardziej postaciom wykreowanym w powieści, niż czytelnikowi. Brak odpowiedniego klimatu i głębi sprawia, że tak naprawdę akcja dzieje się gdzieś obok, a widz nie ma z nią zbyt wiele wspólnego. Obserwowałam zmagania młodych ludzi, którzy próbują przetrwać w niebezpiecznym, pełnym zagrożeń świecie, lecz nie poruszyło to we mnie większych emocji, nie wzdychałam z przejęcia, nie drżałam z przerażenia. Z lekkim znużeniem pozwoliłam, by historia po prostu toczyła się dalej.

Co sprawia, że powieść postapokaliptyczna porusza widza i zmusza do refleksji? Oczywiście poza pełnokrwistymi bohaterami i doskonale opracowanym pomysłem na kreację świata, jest to także atmosfera i poczucie grozy. Tu, w Enklawie, nie ma żadnej z tych rzeczy. Momentami miałam wrażenie, że czytam babską wersję Metra 2033 – a to, niestety, nie podnosi w żaden sposób oceny książki. Powiem więcej – porównywanie Enklawy do Metra czy Igrzysk to jak porównanie słonia do baletnicy – nie ma żadnego punktu zaczepienia poza faktem, że wszystkie te dzieła traktują o postapokaliptycznym świecie, w którym ludzkość musi walczyć o przetrwanie i własną tożsamość. Dlatego podobne odniesienia stanowczo działają na niekorzyść dzieła, mocniej im szkodzą, niż je promują. Cóż nam da fraza: "Znajdziecie tu wszystko, co najlepsze w bestsellerach Metro 2033 i Igrzyska Śmierci", skoro czytelnik, zachwycony tą informacją, po lekturze krzywi się z niesmakiem?

Enklawa miała potencjał i gdyby Ann Aguirre pozwoliła sobie na odrobinę wyobraźni, mogłaby stworzyć całkiem dobrą, młodzieżową historię z morałem. Ale w tym wypadku nie mogę mówić o dziele, które by mnie zachwyciło, wciągnęło, czy tym bardziej wywołało emocje. Tu nawet romans był mdły i nudny. Daję naciągane 2/6. Czy polecam? No cóż, od czegoś trzeba zacząć, a czytanie samych wspaniałych książek byłoby... niemoralne? Dlatego owszem, młodemu czytelnikowi polecam, bo tylko przy takich lekturach możemy – choć nie musimy – wyrobić  sobie gust czytelniczy i jednocześnie w miarę rzetelnie oceniać wartość lektury, nad którą się właśnie pochylamy. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję ParanormalBooks :)

Original: Enclave (Razorland, #1)
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 14.10 2011
I trailer :

03 lutego 2012

"Śmiercionośne fale" Carrie Ryan

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!

„Główna bohaterka pierwszego tomu dociera do społeczności żyjącej nad brzegiem oceanu. Kim są? Dlaczego Siostrzeństwo tyle czasu okłamywało mieszkańców wioski? Na te i inne nurtujące czytelników bestsellerowej pisarki Carrie Ryan pytania odpowie druga część cyklu jej autorstwa – „Śmiercionośne fale”.
Poznajemy w niej nastolatkę Gabrielle, która razem z matką mieszka w starej latarni sprzed Powrotu. Dotychczas wiodła względnie bezpieczne życie - jej miasteczko otoczone jest Barierą, której przekroczenie grozi najsurowszą karą, ale jednocześnie chroni ich przed Mudo. W świecie, po którym wciąż krążą hordy ogarniętych niewysłowionym głodem martwych, każda czynność podporządkowana jest względom bezpieczeństwa. Otoczeni przez śmierć ludzie muszą niejedno poświęcić, by przetrwać. Wystarczy jeden nieostrożny ruch, by utracić wszystko…
Niestety Gabrielle przyszło przekonać się o tym na własnej skórze. Dziewczyna w ciągu jednej nocy traci wszystko – przyjaciół, rodzinę, ukochanego. Nie wie już, kim jest, więc postanawia zaryzykować życie, by odnaleźć tego, który pokazał jej, czego naprawdę pragnie. Nawet jeśli nie ma już dla niego ratunku…
Czy poradzi sobie po drugiej stronie Bariery? Czy wybierając wolność da się przeżyć? Czy miłość może pokonać śmierć?”


Czy zastanawialiście się kiedyś, czym tak naprawdę jesteśmy? Czy człowiek to tylko ciało, które żyje tak długo, jak działa mózg i serce? Czy tak naprawdę różnimy się czymś od innych żywych istot, które „funkcjonują” podobnie, jak my? Co tak naprawdę decyduje o człowieczeństwie? Co w życiu jest najcenniejsze? Na te pytania próbuje nam odpowiedzieć pani Ryan…

Gabrielle mieszka z matką w Viście – mieście otoczonym przez ocean z trzech stron i z czwartej przez Barierę, która ma chronić ludność przed martwymi – Mudo – żyjącymi poza granicami miasta. Przez całe życie Gabry była wychowywana w poczuciu bezpieczeństwa – jej matka dbała o to, by córka mogła spokojnie spać we własnym łóżku, podczas gdy światem targają zaraza i śmierć. Aż pewnego dnia wszystko się zmienia – jedna nieodpowiednia decyzja odmienia życie dziewczyny – łamiąc zakaz i wychodząc poza Barierę bohaterka zmienia bieg swojego życia. I nie tylko swojego. Teraz Gabrielle musi wybrać – albo wróci do swojego dawnego życia i zapomni o dramatycznych zdarzeniach, albo zaryzykuje wszystko, by odnaleźć ukochanego i uspokoić własne sumienie. Lecz co może zrobić samotna nastolatka z dala od domu, otoczona przez Mudo, które pragną jedynie ludzkiego mięsa?

Carrie Ryan w Lesie Zębów i Rąk pokazała nam inną rzeczywistość. Przerażającą rzeczywistość, w której rządzi śmierć i z której tak naprawdę nie widać drogi ucieczki – prędzej czy później mamy wrażenie, że walka jest przegrana. Akcja Śmiercionośnych fal dzieje się wiele lat po wydarzeniach opisanych w tomie poprzednim, ale rozgrywa się w dokładnie tym samym, pogrążonym w mroku świecie. Czy zatem możemy spodziewać się czegoś nowego?

Przedstawienie fabuły przypada w udziale głównej bohaterce, Gabrielle, dzięki czemu widzimy nie tylko sytuacje, w których dziewczyna bierze udział, ale i poznajemy jej emocje, obawy i strach.  Dynamika, którą wprowadza narracja w czasie teraźniejszym sprawia, że czytelnik ma poczucie obecności w samym centrum wydarzeń – mknie między stronami powieści pełny obaw przed tym, co za chwilę ujrzy. Ekspresja, jaka płynie z opowieści Gabry jest właśnie tym, co nadaje dziełu niepowtarzalności – głęboko wstrząsa widzem i zmusza do zastanowienia się nad tym, jak my byśmy postąpili na miejscu tej młodej, niedoświadczonej dziewczyny, która nagle musi zmierzyć się ze złem świata, w jakim przyszło jej żyć.

Po raz kolejny autorka funduje nam nie tylko niezwykłą, zapierającą dech w piersiach przygodę, lecz także kreuje postaci, których nie sposób nie pokochać. Każda z osób bliskich Gabrielle staje się bliska i nam – czytelnikom. Trudno jest mi jednoznacznie określić, kogo polubiłam najbardziej, gdyż każda z tych postaci to osobny, indywidualny i charakterystyczny byt walczący o przetrwanie. Ich działania wzruszają, oburzają, zachwycają i frustrują. Czasem mamy dosyć zachowania niejednego bohatera, by po chwili na nowo go pokochać. Autorka bawi się naszymi emocjami, lecz zamysł jest oczywisty – pragnie pokazać nam właśnie tą niepowtarzalność istnienia każdego człowieka i przede wszystkim stara się nas naprowadzić na trop, który przybliży do odpowiedzi na pytanie „Co w życiu jest absolutnie najważniejsze?”

Przyznam szczerze, że obawiałam się rozczarowania. Już sama wieść o tym, że Śmiercionośne fale będą opowiadały o przygodach nowych bohaterów, była dla mnie zasmucająca – stęskniłam się bowiem za postaciami z Lasu Zębów i Rąk, a ich niepewna przyszłość nie dawała mi spokoju. Jednak mogę Was uspokoić – znajdziemy trochę odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Odkryjemy nowe możliwości, nabierzemy kolejnych podejrzeń, wstrzymamy oddech, gdy dotrzemy do samego końca lektury. A potem będzie cisza. Westchnienie. Może nawet łzy w oczach, jak w moim przypadku. Odkryjemy rzeczy, które zapadną nam w pamięć na długi, bardzo długi czas i już będziemy wiedzieli, że ostatni tom trylogii jest niezbędny. Pokładam w nim niesamowite nadzieje i wierzę, że autorka mnie nie zawiedzie. Uwielbiam Las Zębów i Rąk, ale Śmiercionośne fale kocham. Ten klimat, przygoda, ciągłe niebezpieczeństwo… aż szkoda, że mogę dać tylko ocenę 6/6. Ale szczerze Wam tę powieść polecam i dodam na koniec myśl, która narodziła się w mojej głowie przy lekturze tomu pierwszego i towarzyszyła w trakcie poznawania Śmiercionośnych fal – dzieła spod pióra Carrie Ryan polecam każdemu, kto w powieści szuka czegoś głębszego, czegoś prawdziwego. Suspensu, który zwali z nóg i odbierze oddech na bardzo długie chwile…

 
Za książkę bardzo gorąco dziękuję Wydawnictwu Papierowy Księżyc!!!

Original: The Dead-Tossed Waves
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Data wydania: 5.03 2012

Recenzja tomu pierwszego - Las Zębów i Rąk :)
Polecam fragment książki - LINK, oraz trailer:

31 stycznia 2012

"Wariant" Robison Wells

"W Akademii Maxfield musisz wybierać: Porządek albo Spustoszenie albo Wariant.
Benson musi przyłączyć się do jednej z tych grup, żeby przetrwać.
Ale wie, że powinien uciec. I że ufać może tylko sobie.
Siedemnastoletni Benson myślał, że stypendium Akademii Maxfield będzie przepustką do lepszego świata. Mylił się.Został uwięziony w szkole otoczonej drutem kolczastym. W szkole, w której kamery śledzą każdy ruch. W której nie ma dorosłych. W której uczniowie podzielili się na trzy grupy, po to żeby przeżyć. Jeśli nie jesteś w żadnej z nich, to nie ma ciebie.
Jeśli złamiesz regulamin, znikasz...
Lecz Benson nie wie jeszcze wszystkiego. A kiedy odkrywa prawdziwą tajemnicę Akademii Maxfield, uświadamia sobie,że posłuszeństwo może przypłacić losem znacznie gorszym niż śmierć. I że ucieczka – jedyna szansa na przetrwanie – może okazać się niemożliwa..."


Szkoła bez nauczycieli, bez prac domowych i sprawdzianów, rządzona przez uczniów? W zasadzie niejedna osoba uśmiechnęła by się z zadowoleniem, inna zaś stwierdziłaby, że to przeczy w ogóle idei tworzenia placówek oświaty. Ale abstrahując od tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni – a gdyby jednak? Gdyby nagle znaleźć się w miejscu, które z pozoru przypomina raj, ale daleko mu do ideału – gdzie kamery śledzą każdy nasz ruch,  nieposłuszeństwo jest karane tajemniczym aresztem, a jedyny widok zza okna to las i mur praktycznie nie do sforsowania…?

Benson tułał się od jednej rodziny zastępczej do kolejnej, aż w końcu dostał szansę na stypendium w prestiżowej szkole – Akademii Maxfield. Dla takiego wyrzutka jak on, w zasadzie był to los wygrany na loterii – dlatego przyjął propozycję. Niestety po dotarciu na miejsce przekonał się, że jeśli dotychczas narzekał, to zupełnie bezpodstawnie – nowy „dom” jest bowiem bardziej przerażający, niż mógł się spodziewać. Szkoła, otoczona murami i lasem, jest więzieniem dla dzieciaków. I to dosłownie – kamery w każdym pokoju, regulamin przestrzegany wystarczająco restrykcyjnie, by uznać to za obłęd i uczniowie, którzy potworzyli gangi, by zapanował względny porządek – teoretycznie. A wreszcie tajemnica, która spędza sen z powiek niejednej osobie – czemu w ogóle znaleźli się w tym miejscu? Czy to jakiś eksperyment, a może szkolenie? Benson chce odkryć sekret Akademii, lecz z każdym kolejnym krokiem zbliża się do prawdy, której tak naprawdę wolałby nie znać. Prawdy, która może być śmiertelnie niebezpieczna…

Po Wariant sięgnęłam z pewną obawą, bowiem po raz kolejny odnalazłam w zapowiedziach porównanie do kultowej serii – czego nie lubię – tym razem do Gone. Jeśli jednak miałam wcześniej jakieś obiekcje, rozwiały się one zaraz po przeczytaniu pierwszych kilku stron powieści. Dlaczego?

Narracja pierwszoosobowa z punktu widzenia głównego bohatera – siedemnastoletniego Bensona – to strzał w dziesiątkę: chłopak nic nie wie o Akademii i czytelnicy dzięki temu odkrywają z bohaterem szkołę dokładnie tak, jakby sami byli nowymi uczniami. Wszelkie niepewności Bensona są naszymi niepewnościami, a sposób, w jaki przekazuje nam swoje myśli – pełny ekspresji, ale i prosty język, silne emocje, chęć walki o przetrwanie i potrzeba poznania prawdy – pozwala nam w pełni wczuć się w wydarzenia, być w centrum największej burzy.

Cała recenzja na:


Za książkę bardzo dziękuję ParanormalBooks!!!
Original: Variant
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 17.01.2012
 Trailery do książki: