Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Papierowy Księżyc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Papierowy Księżyc. Pokaż wszystkie posty

23 czerwca 2017

FRAGMENT: „Wieczna Prawda” Brodi Ashton + KONKURS

Kochani, kilka dni temu do księgarń trafiła trzecia, finałowa część serii Podwieczność  Wieczna Prawda. Jako ambasadorka książki mam dla Was fragment powieści  prolog i pierwszy rozdział. Mam nadzieję, że lektura zaostrzy Wasz apetyt na poznanie tej historii, bo wierzcie mi, takiego zakończenia serii chyba nikt się nie spodziewał! :) Dla ciekawych moja recenzja TUTAJ :)

Wieczna Prawda
Trylogia Podwieczność 
tom 3

Długo wyczekiwane zakończenie bestsellerowej trylogii autorstwa Brodi Ashton, która podbiła serca czytelników na całym świecie dwoma poprzednimi tomami – „Podwieczność” oraz „Podwieczność. Wieczna więź”.

Teraz, kiedy Nikki uratowała Jacka, jedyne czego chce, to być z nim i ukończyć szkołę. Lecz Cole podstępem nakłonił Nikki, by się nim pożywiła, przez co sama rozpoczęła proces przemiany w Wiecznie żywą... co oznacza, że sama niedługo musi pożywić się Dawcą… albo umrze.

Ogarnięta strachem o własne przetrwanie, Nikki i Jack podejmują rozpaczliwą próbę odwrócenia tego procesu za pomocą wszelkich możliwych środków. Nawet Cole, z którym na każdym kroku oczekiwali walki, stał się ich nieoczekiwanym sojusznikiem. Lecz jak długo może to trwać? Żeby przeżyć, Nikki potrzebuje żywić się Cole’em, Cole potrzebuje Nikki, by przejąć tron Podwieczności, a Jack potrzebuje Nikki, która jest dla niego wszystkim… Razem muszą powrócić do Podziemia, by zmienić przeznaczenie Nikki i ponownie uczynić ją śmiertelną. Lecz nie tylko Cole ma plan wobec Nikki: Królowa nie zapomniała o jej zdradzie i pragnie ją zabić. Czy Nikki będzie zmuszona spędzić wieczność w Podziemiu, czy ma w sobie to, czego potrzeba, by raz na zawsze zniszczyć Podwieczność?

W tym oszałamiającym finale trylogii, Brodi Ashton ukazuje wytrzymałość ludzkiej duszy i niezłomną potęgę prawdziwej miłości.

FRAGMENT:

PROLOG

DWA TYGODNIE TEMU
Powierzchnia. Moja sypialnia.

Jack potarł oczy i usiadł na łóżku.
– Czekaj. Co powiedziałaś?
– Podwieczność – odparłam. – Powiedziałam, że chcę ją zniszczyć. Rozwalmy ją. Zrzućmy bombę atomową albo coś. – Moje dłonie zaczęły się trząść.
Jack zerknął na zegarek, po czym wyciągnął do mnie rękę.
– Wróć do łóżka. Wszystko jest w porządku. Tunele nie wrócą po żadne z nas. Już po wszystkim.
Po wszystkim. Nigdy nie będzie po wszystkim. Już nie. Spojrzałam na otwarte okno – to, przez które Cole wyskoczył po tym, jak ukradł mi serce. Jack podążył za moim wzrokiem, zobaczył, że jest otwarte i popatrzył na mnie, jakby dopiero teraz wyczuwając, że coś jest nie w porządku.
– Co się stało, Becks?
– Cole tu był. – Mój głos drżał. – Powiedział, że trzykrotnie pożywiłam się nim w Podwieczności. Powiedział, że dlatego straciłam teraz serce. Zobaczył kompas na moim biurku, zabrał go i… i… – Gwałtownie nabrałam powietrza.
Jack w jednej chwili znalazł się przy mnie i otoczył masywnymi ramionami.
– Cii. Już dobrze. Powoli. Mówisz, że Cole ukradł kompas?
Zacisnęłam powieki.
– Leżał tutaj, na biurku. Powiedział, że to moje serce.
Jack na moment wstrzymał oddech.
– Twoje serce?
Skinęłam głową i odetchnęłam głęboko, po czym zrobiłam to, czego naprawdę się bałam. Chwyciłam jego dłoń i przyłożyłam do mojej piersi – tam, gdzie powinno znajdować się serce – dokładnie w ten sam sposób, w jaki kilka minut temu zrobił to Cole.
Nic. Żadnego bicia.
Mój oddech stał się urywany. Jack przycisnął dłoń mocniej do mojej skóry i przytrzymał ją przez długą chwilę. Krew odpłynęła mu z twarzy.
– Jak…? Dlaczego?
Jego głos zamarł, jakby nie był pewny, o co dokładnie chciał zapytać.
Powróciłam w myślach do ostatniego tygodnia i podróży, jaką odbyłam z Cole’em przez labirynt, żeby uratować Jacka. Następne słowa same spłynęły z moich ust:
– Kiedy szliśmy przez labirynt, by ciebie odnaleźć, bywały sytuacje, kiedy musiałam żywić się Cole’em, żeby przetrwać. – Potrząsnęłam głową. – Powiedział, że przez to, że zrobiłam to trzykrotnie, teraz stanę się Wieczną. A potem powiedział, że są pewne korzyści dla tego, kto posiada serce Wiecznie żywego. Wtedy właśnie… zniknął z kompasem. – Wpatrywałam się w Jacka. – Z moim sercem.
Jack popatrzył na otwarte okno.
– Dlaczego mnie nie obudziłaś?
– Byłeś taki zmęczony. Nie sądziłam też, że jest się czego bać. To był Cole. On… pomógł mi cię uratować. Był… – Moim przyjacielem. Zacisnęłam oczy i zganiłam samą siebie. Mój przyjaciel. Jak mogłam być tak głupia? Tak ślepa? – Oszukał mnie. Sprowadził mnie do Podwieczności tylko po to, żebym się nim pożywiła. Nigdy nie chciał ciebie ocalić. Był nawet zaskoczony, że tu jesteś. Powinnam była się tego spodziewać.
Poczułam, jak kolana uginają się pode mną, lecz zanim osunęłam się na podłogę, Jack mnie podtrzymał.
– Cii. Wszystko będzie dobrze, Becks.
– Musimy ją zniszczyć – powiedziałam. – Podwieczność. Musimy unicestwić ją całą. Boże, jak moja krew może pulsować tak szybko, skoro nie mam serca?
Jack skinął głową i pociągnął mnie w stronę łóżka, na którym usiedliśmy.
– Przemyślmy to. Pierwsze, co musimy zrobić, to odzyskać twoje serce.
Widząc mój oszalały wyraz twarzy, uniósł dłoń.
– Najpierw twoje serce – powtórzył. – Potem, kiedy już będziemy je mieli, pogadamy o rozwaleniu. Obiecuję.
– Dlaczego? – Pociągnęłam nosem. – Co nam da odzyskanie mojego serca?
– Cole najwyraźniej chce go dla jakiejś korzyści. Być może po to, by móc grozić ci, że je złamie.
Potrząsnęłam głową.
– Właśnie o to chodzi. Myliliśmy się co do jego serca. Jego kostki do gitary. Gdybyśmy ją złamali tamtej nocy, wcale by go to nie zabiło. – Wypuściłam powietrze z płuc. – Powiedział mi, że każdy Wieczny ma dwa serca. To z Powierzchni i drugie, z Podwieczności. Złam je oba, a ponownie staniesz się śmiertelny. Właśnie tak kobieta, która zmieniła Cole’a w Wiecznego, odzyskała swoją śmiertelność. Lecz złamanie tylko serca z Powierzchni? – Usilnie starałam się sobie przypomnieć, co to mogło oznaczać. Jedyne, co wiedziałam na pewno, to że Cole’a to nie zabije.
– W takim razie właśnie dlatego go chce. Złamanie tego serca to pierwszy krok do uczynienia cię z powrotem śmiertelną. Nie możesz stać się człowiekiem, skoro to on ma twoje serce. – Jack skrzywił się. – Wciąż nie mogę uwierzyć, że o tym rozmawiamy. Jak on… – Urwał i potrząsnął głową. – Ale sukinsyn.
– To moja wina.
Popatrzył na mnie ostro.
– Becks, nie mów tak.
– To prawda. Zaufałam mu. Błagałam, żeby ze mną poszedł. Zapakowałam się dla niego w prezentowy papier i jeszcze ozdobiłam wielką, czerwoną kokardą.
Przycisnął usta do mojego czoła.
– Na szali było moje życie. Zrobiłbym to samo.
Podniosłam na niego wzrok, na co pochylił głowę i pocałował mnie. W tej jednej chwili jego spokój otulił mnie niczym koc, uciszając wszelkie moje lęki. Jeszcze niedawno nie mogliśmy się pocałować, żebym nie kradła od niego energii. Teraz był to… zwyczajny pocałunek.
Chwila. To był zwyczajny pocałunek.
Gdybym była prawdziwą Wieczną, czy nie byłoby transferu energii? Za każdym razem, kiedy Cole zbliżał do mnie swoje usta, następował między nami nagły przepływ emocji. Czy teraz nie powinno być ze mną podobnie?
Odsunęłam się.
– O co chodzi? – spytał Jack.
– Niczego nie poczułam. Niczego. Nic od ciebie nie wzięłam. Gdybym była Wiecznie żywą, pozbawiłabym cię energii.
Jack odetchnął przez nos.
– Widzisz? Nie możesz być jeszcze Wieczną. Nie może być za późno. Nie jest za późno. Odnajdziemy twoje serce i złamiemy je. Nie jest za późno.
Skinęłam głową, po czym przytuliłam się do niego i schowałam twarz w jego piersi. Może Jack miał rację. Nie czułam się ani trochę inaczej, poza małym faktem, że nie miałam serca. Jednak nawet bez niego wciąż miałam puls. Pocałowałam Jacka, nie kradnąc mu przy tym energii.
Czując ogarniającą mnie ulgę, ponownie uniosłam ku niemu twarz. Może rzeczywiście nie było za późno.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

TERAZ
Powierzchnia. Biblioteka. Dziewięćdziesiąt dziewięć lat do następnego Karmienia.

Uraza, jaką czułam do Cole’a, osiągnęła ekstremalny poziom. Musiało istnieć jakieś konkretne słowo, by opisać to, co do niego czułam, lecz jeszcze go nie znalazłam. Nienawiść to za mało. Nie wyrażała wiecznego aspektu moich uczuć. Nie wyjaśniała jej wykładniczego, rosnącego codziennie ogromu.
Cole kiedyś mi powiedział, że niektóre kary trwają po wsze czasy: Syzyf wtaczał głaz pod górę, żeby ten na koniec z powrotem się stoczył; Prometeusz, któremu orzeł zjadał wątrobę, by następnego dnia odrosła i ponownie została zjedzona... Moja nienawiść do niego była równie nieskończona. Podobnie jak nieśmiertelność.
Usłyszałam, jak Jack poruszył się na krześle.
– Znów wbijasz się w tę spiralę nienawiści? – zapytał.
Otworzyłam oczy i dostrzegłam, jak patrzy na mnie spod osłony lampki na biurku w kącie biblioteki. Odłożył pożółkłą stronę na sporą stertę podobnych kart, z których wszystkie były częścią dokumentów, jakie zabrałam z domu pani Jenkins po tym, jak umarła.
Potrząsnęłam głową, by pozbyć się wspomnienia tego, jak znalazłam ją martwą na kanapie. Cole powiedział mi, że zabił ją Max i pozostali członkowie Dead Elvises. Zbyt dużo o mnie wiedziała, a Cole nie chciał, by do królowej dotarło choć słowo o tym, że Dawca przeżył Karmienie. Nie miałam pojęcia, jak Cole zamierzał przejąć tron, lecz wiedziałam, że liczył na element zaskoczenia.
Dokumenty przed Jackiem to wszystko, co pozostało po pani Jenkins. A ponieważ dwa tygodnie temu Cole zabrał moje serce i zniknął z miasta – jak zawsze, kiedy go potrzebowaliśmy – były jedyną rzeczą, na której mogliśmy się skoncentrować.
– Skąd wiedziałeś, że zaczynam się wkręcać w tę całą spiralę? – spytałam.
Jack zmarszczył brwi.
– Bo mrużyłaś oczy. I trzymałaś dłoń na sercu. Poza tym masz taki wyraz twarzy, jakbyś chciała widzieć czyjąś głowę nabitą na pal.
Sięgnęłam przez szerokość biurka i odsunęłam mu z czoła pasmo brązowych włosów.
– Ty też go nienawidzisz.
Wzruszył ramionami.
– Absolutnie. Lecz staram się skupić moją nienawiść na znalezieniu lekarstwa na twój… stan.
– Właśnie tak mam to nazywać? Stan? Brakuje mi ważnego organu. Nie jestem pewna, czy stan wystarczająco to określa.
– Wciąż jeszcze nie wiemy, czy jesteś Wiecznie żywą. Nie byłaś w stanie się mną pożywić.
Jack miał rację. Od czasu tamtej pierwszej nocy próbowałam się nim karmić, lecz nic się nie wydarzyło. Czy możliwe było, żeby Cole ukradł moje serce, a ja wciąż pozostałam człowiekiem?
Gdyby Cole tutaj był, zapytałabym go, lecz zdążył już wyjechać z zespołem. I – najprawdopodobniej – z moim sercem.
Razem z Jackiem przez trzy noce czatowaliśmy przed jego mieszkaniem, dopóki w internecie nie natknęliśmy się na wpisy o koncercie Dead Elvises w Milwaukee. Od tamtej pory go nie było.
– Mogę mówić szczerze? – zapytałam.
– Masz na myśli, czy możesz powiedzieć coś pesymistycznego – poprawił mnie Jack.
– Prawda. Pesymizm. Ostatnio wydaje się, jakby były jednym i tym samym.
Jack westchnął.
– Mów.
– Przejrzeliśmy już wszystkie papiery. Tysiące razy. Niczego nie znaleźliśmy.
Jack wskazał na jeden z dokumentów, który czytał.
– Właściwie, to ten zawiera instrukcję, jak zostać Cieniem. Najwyraźniej, jeśli wystarczająco długo jesteś Wiecznym, lecz z jakiegoś powodu opuściłeś Karmienie, zmieniasz się w Cień.
Opuścić Karmienie. Znałam tylko jednego Wiecznego, który to zrobił. Myślami wróciłam do podróży przez Podwieczność.
– Przyjaciel Cole’a, Ashe, opuścił Karmienie. Wyglądał, jakby był stworzony z dymu. Być może właśnie stawał się Cieniem. – Potrząsnęłam głową. – To bez znaczenia. Instrukcja tego, jak zostać Cieniem, w niczym mi nie pomoże.
– Nigdy nie wiesz, co ci pomoże. Będziemy szukać dalej. – Przewrócił kilka kolejnych kartek, po czym podniósł jedną z nich. – Tutaj jest coś o lśniącym kamieniu. Może to będzie coś oznaczać. Coś, co będziemy mogli zanieść do profesora Spearsa.
Przewróciłam oczami i wyjrzałam przez okno. To również zrobiliśmy. Poszliśmy do profesora Spearsa. Kiedyś był już w stanie nam pomóc – gdy rozszyfrował antyczną bransoletkę i powiedział nam, że serce Cole’a to przedmiot.
W zeszłym tygodniu poszliśmy do jego biura i powiedzieliśmy mu prawdę o Cole’u, o mnie, moim brakującym sercu i fakcie, że teraz byłam Wieczną. Oskarżył nas, że robimy mu ogromny kawał. Jeszcze chwila, a kazałby nas wyrzucić z budynku. Mieliśmy z nami bransoletkę Meredith, lecz to niczego nie dowodziło. Nie sądziłam też, żeby dokumenty o lśniącym kamieniu zrobiły jakąkolwiek różnicę. Czułam frustrację, że nie mogłam sprawić, by zrozumiał.
– Profesor Spears nie może być jedynym, który coś o tym wie – powiedział Jack.
– Nie jest, ale ludzie, którzy naprawdę posiadają jakąś wiedzę – Córy Persefony, albo sami Wiecznie żywi – nie są zbyt rozmowni. – Przez okno wpatrywałam się w drugą stronę ulicy i miejski park. Matka i ojciec na zmianę huśtali swoje małe dziecko, jakiś mężczyzna rzucał frisbee swojemu psu, grupa dziewczynek bawiła się w berka, ciesząc się błękitnym niebem nadchodzącego lata. Ja jednak skupiałam się na matce i ojcu. Czy Jack i ja kiedykolwiek się razem zestarzejemy? Czy ja kiedykolwiek się w ogóle zestarzeję?
– Becks, popatrz na mnie – powiedział Jack.
Odwróciłam się do niego.
– Znajdziemy sposób, by cię uratować.
Uśmiechnęłam się.
– Spójrz na mnie. Nie potrzebuję ratunku. Po prostu nigdy się nie zestarzeję. A za dziewięćdziesiąt dziewięć lat, kiedy przyjdzie kolejne Karmienie, opuszczę je i umrę. Nie jestem Wieczną długo, więc nie zmienię się w Cień. Mamy więc dziewięćdziesiąt dziewięć lat.
Było jednak coś, o czym mu nie powiedziałam. Dzień po tym, jak Cole ukradł moje serce, zaczęłam słabnąć. Od tamtej pory uczucie to coraz bardziej rosło. Jednak nie chciałam straszyć Jacka.
Jack wyciągnął rękę przez szerokość biurka i dotknął mojego policzka. Zaskoczyło mnie, że dosięgnął tak daleko, lecz z drugiej strony wyszedł z Tuneli o wiele wyższy i generalnie większy niż wcześniej. To miało wpływ na zasięg jego ramion.
– Może to ciebie trzeba ratować – powiedziałam.
Jack uniósł brew.
– A niby dlaczego?
– Bo wróciłeś z Tuneli większy. I wyższy. A kto jeszcze rośnie w wieku osiemnastu lat?
Jack zacisnął usta i opuścił dłoń.
– Nikt jeszcze od tego nie umarł.
– Tak, lecz był jeden chłopak w Indianie, który umarł od robienia zbyt wielu brzuszków.
Jack wygiął usta w uśmiechu.
– Teraz po prostu zmyślasz.
– W Podwieczności nic nie jest takie, jakie się wydaje. Fakt, że tam stałeś się większy…
– Teraz nie będziemy się też martwić domysłami. Nie wiem, dlaczego wróciłem stamtąd większy, lecz przynajmniej mam wszystkie najważniejsze organy. – Ponownie sięgnął przez stół, lecz tym razem wskazał pod mój obojczyk. – Możesz powiedzieć, że jestem samolubny – a jestem kompletnie samolubny, jeśli chodzi o ciebie – ale chcę ciebie. Całej ciebie. Razem z twoim sercem.
– Masz moje serce.
– Tylko metaforycznie.
– Jeśli chcesz odpuścić sobie metafory, to możesz mieć moje ręce – powiedziałam.
Uśmiechnął się i objął palcami moje nadgarstki, po czym uniósł moje dłonie do ust i ucałował każdy z moich palców.
– A co jeszcze mogę mieć? – spytał.
– Hmm – mruknęłam, wciąż koncentrując się na tym, jak jego usta delikatnie dotykały mojej skóry. – Moje łokcie. Na dobrą sprawę je też mogę dorzucić.
Puścił moje nadgarstki i chwycił mnie za łokcie.
– Skoro mam twoje łokcie, muszę mieć też resztę twoich ramion.
– Sądzę, że możemy nad tym ponegocjować.
Z szerokim uśmiechem, wstał i pociągnął mnie do najbliższego kąta, za regał z książkami. Delikatnie prowadził mnie, dopóki plecami oparłam się o ścianę, po czym przeciągnął dłońmi po moich rękach, łokciach, aż w końcu objął nimi moją szyję. Zerknęłam za niego, by upewnić się, że nikt nas nie widzi, lecz wtedy odsunął kołnierzyk mojej koszuli i dotknął ustami mojego barku. Przestało mnie obchodzić czy ktokolwiek nas widzi. Zadrżałam.
– Uhm, nie było mowy o ramionach – powiedziałam dziwnie bez tchu.
– Przepraszam – odparł. – Trochę mnie ponosi, gdy rozmawiam o łokciach i tego typu rzeczach.
Przechyliłam głowę, żeby miał lepszy dostęp do mojej szyi.
– Tylko poczekaj, aż ci powiem o kolanach.
Przesunął wargi na moje usta i minęło trochę czasu, nim byłam w stanie ponownie o nich pomyśleć.
Cichy dźwięk wibracji oderwał nas od siebie i pozwolił nam złapać oddech. Jack wyciągnął swój telefon i zerknął na wyświetlacz.
– To wiadomość od Jules. Ona i Tara Bolton chcą wiedzieć, czy piszemy się na koncert. Najwyraźniej Martwi dają niezapowiedziany występ w Salt Lake.
Otworzyłam szeroko oczy.
– Cole z powrotem jest w mieście. A to znaczy…
– To znaczy, że mamy plany na wieczór. – Chwycił mnie za ręce i spojrzał mi w oczy. – Cole nigdy nie zostawiłby twojego serca w innym mieście. Nie ryzykowałby tak dużego dystansu. A nie sądzę, że odważy się zabrać je ze sobą na koncert. Założę się, że jest teraz w jego mieszkaniu. A to znaczy, że dzisiaj odnajdziemy twoje serce.

* * * 

I czas na KONKURS! Tak, dawno nie było u mnie konkursów (w sumie ostatni zorganizowałam przed przeprowadzką do UK, zgroza!), Do wygrania dwa świeżutkie egzemplarze Wiecznej Prawdy! Co należy zrobić? Wejść na mojego FACEBOOKA i postępować według wskazówek w regulaminie konkursu. 

Powodzenia! <3

16 maja 2017

PRZEDPREMIEROWO: „Bez Serca” Marissa Meyer

Premiera: 28 czerwca 2017


Moje pierwsze spotkanie z twórczością Marissy Meyer miało miejsce kilka lat temu, gdy sięgnęłam po Sagę Księżycową – czterotomową serię będącą retellingiem baśni o Kopciuszku, Czerwonym Kapturku, Królewnie Śnieżce i Roszpunce. Dwie wydane w Polsce części tej serii bardzo przypadły mi do gustu i wiedziałam, że chętnie sięgnę po kolejne dzieła autorki. Kiedy więc w moje ręce trafiła jej nowa powieść, Bez Serca, z jednej strony wiedziałam, czego się spodziewać, a z drugiej byłam nieco zawiedziona wyborem historii. Alicja w Krainie Czarów Lewisa Carrolla nie jest moją lubioną opowieścią, zatem i przeszłość Królowej Kier nigdy specjalnie mnie nie interesowała. Dlatego też rozpoczynając lekturę Bez Serca wciąż powtarzałam w myślach pytanie, czemu Meyer nie może w końcu wymyślić własnej opowieści, tylko wciąż opiera swoje dzieła na historiach stworzonych przez innych? Pamiętałam jednak o swoich zachwytach nad Sagą Księżycową, dlatego rozpoczęłam lekturę. Na początku trudno było mi się wciągnąć w opowieść. W pewnym momencie jednak coś zaskoczyło i… przepadłam z kretesem. Co więcej, pokochałam tę opowieść całym sercem!

Lady Catherine Pinkerton, córka Markiza ze Skalistej Zatoki Żółwiowej, marzy o własnej cukierni. W zaciszu domowym tworzy prawdopodobnie najlepsze smakołyki w całym Królestwie Kier. Bohaterkę poznajemy, gdy pracuje nad trzema cudownymi tartami dla Króla, wkładając w to całe swoje serce. Nie spodziewa się jednak, że na nadchodzącym balu jej życie ma się wywrócić do góry nogami. Król Kier bowiem jest oczarowany nie tylko jej wypiekami, ale także nią samą i pragnie pojąć młodą dziewczynę za żonę. Cath marzy o innym życiu i wie, że jako Królowa nigdy nie będzie mogła mieć swojej wymarzonej cukierni. Bohaterka zrobi więc wszystko, by osiągnąć swój cel. A kiedy w jej świat wkroczy tajemniczy Joker wraz ze swoimi szalonymi przyjaciółmi, nic już nie będzie takie samo.

Królowa Kier to postać negatywna, przedstawiana jako postrach Krainy Czarów. Meyer pokusiła się o to, by w pięknej, romantycznej i smutnej opowieści wyjaśnić, kim była, nim zasiadła na tronie i stała się najbardziej znienawidzoną monarchinią w świecie wykreowanym przez Lewisa Carrolla. Każdy bowiem ma swoją przeszłość i powody, dla których stał się tym, kim jest. I wiecie co? W pełni zrozumiałam tę przemianę. Zrozumiałam, co się stało z bohaterką w trakcie walki o własne marzenia, kiedy jedna błędna decyzja pociągnęła za sobą kolejne i w zasadzie nie było już odwrotu. Meyer udało się pokazać tę przemianę dobra w zło w bardzo przekonujący sposób, jednocześnie tworząc wokół historii niesamowity, baśniowy klimat. Ponadto nie da się odmówić autorce doskonałego pióra i niesamowitego talentu do opowiadania znanych historii w całkowicie nowy, a jednocześnie tak dobrze korespondujący z oryginałem sposób. Nie mogę się nadziwić, że pomimo wszystkich obaw związanych z tematyką książki, tak bardzo pokochałam opowieść o Catherine. Już chyba nigdy nie spojrzę na Królową Kier tak, jak dotychczas.

Dlaczego kruk jest podobny do biurka? 

Marissa Meyer w swojej powieści pokazuje, że każde zło ma swoje źródło i świat nie składa się tylko z odcieni bieli i czerni. Pokazuje także, że każda nasza decyzja może być brzemienna w skutkach i może odmienić na zawsze nie tylko nasze życie. Choć finał historii jest nieco dołujący i przyprawia o smutek i żal, nie da się nie spojrzeć na Bez Serca z fascynacją i zachwytem. Magia zaklęta na stronach powieści potrafi omamić czytelnika i wciągnąć w niesamowity świat, w którym wszystko jest możliwe, a doskonała kreacja bohaterów umożliwia ich pokochanie i zżycie się z nimi. Nie wątpię, że historia Królowej Kier zostanie w mojej głowie jeszcze na długo i jestem pewna, że nie raz wrócę do tej opowieści, by na nowo spotkać się z Jokerem, Catherine, Krukiem, Kapelusznikiem i cudownym Kotem z Cheshire. Bardzo, bardzo szczerze polecam!

Moja ocena:


Tytuł oryginalny: Heartless
Ilość stron: około 450
Data polskiej premiery: 28 CZERWCA 2017
Tłumaczenie: brak danych
Wydawca: Papierowy Księżyc
Opis wydawcy: w przygotowaniu


Za możliwość poznania przeszłości Królowej Kier dziękuję wydawcy:

14 kwietnia 2017

„Wieczna Prawda” Brodi Ashton (Podwieczność #3)

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA / PATRONAT


Premiera: 14 CZERWCA 2017

Z niecierpliwością oczekiwałam ostatniego tomu trylogii Everneath. Kiedy więc książka trafiła do mnie przedpremierowo, porzuciłam wszystko, by móc ponownie spotkać się z Nikki i jej przyjaciółmi. I wiecie co? Po raz kolejny warto było! Co prawda trójka nie dorównuje drugiej części, ale finał historii okazał się w pełni satysfakcjonujący. Dokładnie takie zwieńczenia serii lubię – wciągające, dynamiczne, zaskakujące, chwytające za serce. Co prawda po Wiecznej Więzi nie miałam najmniejszych złudzeń, że MUSZĘ poznać kontynuację, nie spodziewałam się jednak TAKIEGO zamknięcia historii.

Nikki ma tylko jeden cel – zniszczyć Podwieczność. Bohaterka jest zdesperowana – jej czas dobiega końca i tylko odzyskanie skradzionego przez Cole kompasu pozwoli jej na życie u boku ukochanego Jacka. Jednak Cole nie zamierza zrezygnować z uczynienia z Nik swojej królowej. Rozpoczyna się wyścig z czasem. Nie ukrywam, że byłam naprawdę zaskoczona zakończeniem poprzedniej części i deklaracją Nikki dotyczącą zniszczenia Podwieczności. Pomyślałam nawet: „Jak ona, do licha, chce to osiągnąć?! Przecież to Podziemie!” Później sprawa się jeszcze bardziej skomplikowała, akcja nabrała tempa, a zegar nieubłaganie odliczał godziny do punktu zero. I choć jedna rzecz wydała mi się tu nieco oklepanym rozwiązaniem, śledziłam fabułę z zapartym tchem. Bohaterowie byli coraz bardziej zdesperowani, działając nieco po omacku. I w końcu nadszedł moment kulminacyjny i… wydarzyły się dwie rzeczy. Pierwsza z nich to stanowczo zbyt przyspieszona akcja – jakby autorce bardzo się spieszyło zakończyć już książkę. Drugą zaś była decyzja jednego z bohaterów, która po prostu złamała mi serce. Nie spodziewałam się tego, miałam łzy w oczach! 

Podwieczność to seria wpasowująca się idealnie w nurt paranormal romance. Nie jest to jednak kolejna oklepana historyjka o nastoletnich romansach (choć oczywiście romans odgrywa tu znaczącą rolę). W powieści Brodi Ashton odnalazłam coś, co sprawiło, że tak chętnie sięgnęłam po kolejne jej części – w tej nieco magicznej, opartej na mitologii opowieści na pierwszy plan wysuwa się skrzywdzona i doświadczona przez los dziewczyna, która musi odnaleźć nie tylko swoje miejsce na świecie, ale i zrozumieć, czym naprawdę jest miłość i co ją ukształtowało. Myślę, że najwięcej tych przemyśleń i tej najbardziej naładowanej emocjonalnie treści znajdziemy w drugim tomie. Wieczna Prawda jest bardziej dynamiczna, bohaterowie mają konkretny cel, Nikki wie, o co walczy i nie podda się, nim tego nie osiągnie. Podobało mi się to! Podobnie jak i finał, który – choć może odrobinę nie fair – spektakularnie zakończył historię. Myślę, że warto poznać tę serię – to powieść nie tylko dla nastolatek, czego jestem najlepszym przykładem. Polecam!

Tytuł oryginalny: Evertrue
Seria: Everneath #3
Ilość stron: około 400
Data polskiej premiery: 14 czerwca 2017
Tłumaczenie: Gabriela Jakubowska
Wydawca: Papierowy Księżyc
Opis wydawcy: w przygotowaniu

Moja ocena:


Moja recenzja Podwieczności TUTAJ

Moja recenzja Wiecznej Więzi TUTAJ

PS Jestem bardzo ciekawa, do którego teamu należą czytelniczki Podwieczności! Ja cały czas byłam Team Jack, ale przy Wiecznej Prawdzie zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie popełniłam życiowego błędu! Ta świadomość jest ciut przerażająca ;)


Za możliwość poznania ostatniej części serii dziękuję wydawcy i serdecznie zapraszam wszystkich na facebooka Papierowego Księżyca, gdzie na bieżąco będziecie informowani o nowościach i zapowiedziach książkowych :)

14 marca 2016

"Szczurynki" Olga Gromyko

„Czasami pisarze muszą robić dziwne rzeczy. Na przykład łazić po piwnicy z zapalniczką (sprawdzając, na ile wystarczy i co za jej pomocą można zobaczyć), studiować grzyby jadalne z atlasem w ręku lub czytać śmiertelnie nudne podręczniki do fizyki. Albo hodować szczura, żeby jak najbardziej prawdopodobnie opisać jego zwyczaje”. 

W taki to sposób do domu Olgi Gromyko trafił szczur, ochrzczony imieniem Falk. Miał to być tylko jeden, jedyny, malutki szczurek, kupiony jako materiał badawczy do tworzonej właśnie powieści. A potem… Zaszczurzyło się w domu pani Olgi błyskawicznie, kiedy jedna po drugiej zaczęły w rodzinie pojawiać się ogoniaste damy. Ryska, Vesta, Fudżi… Każda z własnym, indywidualnym charakterem, obyczajami i gustami. 

Na podstawie obserwacji szczurzego towarzystwa powstała następnie książeczka pt. „Szczurynki” zawierająca przezabawne anegdoty z życia zwierzątek, dramatyczne opowieści o ich przygodach w domu, na wystawach i nawet na planie filmowym(!), jak również konkretne porady praktyczne dla początkujących hodowców (aczkolwiek bez moralizatorstwa). Szczur to nie zabawka i nie mebel – szczur to osoba!


Wciągająca opowieść o szczurach? Czy to w ogóle możliwe? Owszem – dla Olgi Gromyko to pestka! Ukraińska autorka powieści fantasy napisała niesamowity niby-poradnik dla każdego, kto chciałby mieć w domu szczura. „Niby”, ponieważ nie jest to typowa książka ze wskazówkami dotyczącymi hodowli i pielęgnacji tych ogoniastych zwierząt, a składająca się z różnych przeżyć, anegdotek i obserwacji opowieść o przyjaźni pomiędzy autorką a jej niezwykłymi przyjaciółmi.

źródło
Szczurynki to niewielka objętościowo książeczka okraszona pięknymi, nieco zabawnymi ilustracjami przedstawiającymi szczurzych bohaterów opowieści. Każdy rozdział to inna przygoda i inny problem, z którym musiała się zmierzyć autorka. Na końcu każdego rozdziału Gromyko dzieli się z czytelnikami kilkoma ważnymi wskazówkami na temat zachowań szczurów lub ich potrzeb – te części najbardziej przypominają poradnik dla obecnych lub przyszłych właścicieli gryzoni. Anegdotki z udziałem szczurzych przyjaciół pisarki są pełne dobrego humoru, mają lekki i przyjemny wydźwięk, a to sprawia, że lekturę można pochłonąć w jeden wieczór. 

Książka Olgi Gromyko była dla mnie miłym zaskoczeniem. Nie spodziewałam się bowiem, że historia o szczurach może być wciągająca, zabawna i tak pozytywnie nastrajająca do tych gryzoni. Ba! Po lekturze Szczurynek zapragnęłam mieć takie zwierzątka w domu. Myślę więc, że lektura spełniła swoje zadanie – „ociepliła” wizerunek szczurów, wprawiła mnie w dobry nastrój i wzbudziła apetyt na dalsze dzieła ukraińskiej autorki. Szczurynki będą odpowiednie nie tylko dla fanów ogoniastych stworzeń, ale także dla każdego, kto ma ochotę poznać nietuzinkową opowieść o niezwykłej przyjaźni pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem. Polecam gorąco!

Original: Крысявки. Крысиное житие в байках и картинках
Wydawca: Papierowy Księżyc
Data wydania: 1.07.2015
Ilość stron: 224
Przeł. Ewa Białołęcka
Moja ocena: 5/6

23 lutego 2016

"REAL" Katy Evans

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA 

PREMIERA 9 MARCA 2016!

„Gorący. Seksowny. Potężny. Bolesny. Prawdziwy.

Pełen żaru, międzynarodowy bestseller, który odziera ze wszystkiego, co wiedziałaś o namiętności…

Remington Tate na ringu i poza nim posiada reputację awanturnika, twarde jak granit ciało oraz dziki, zwierzęcy magnetyzm, który wprawia jego fanki w szał. Lecz od chwili, kiedy spotykają się ich oczy, jedyną kobietą, której pragnie, jest Brooke Dumas. Jego pożądanie jest czyste, nieposkromione i realne.

Zatrudniona, by utrzymywać jego ciało w doskonałej kondycji, Brooke w końcu dostaje dobrze płatną pracę rehabilitantki sportowej, o której zawsze marzyła. Lecz gdy z Remym i jego zespołem objeżdża w trakcie tournée niebezpieczny podziemny bokserski krąg, jej własne ciało ożywa, zbudzone najbardziej pierwotnym z pragnień. To, co zaczyna się między nimi jako zwykły flirt, szybko dla obojga zmienia się w erotyczną obsesję, która obiecuje o wiele więcej.

Jednak ich rozpalona do białości żądza ma również mroczną stronę… Kiedy największy sekret Remy’ego wychodzi na jaw, a rodzinne obowiązki Brooke wymagają działania, czy uda im się przetrwać? 
Czy może to, co niegdyś wydawało się takie realne, teraz rozpłynie się jak iluzja?”


Nie czytuję współczesnych powieści erotycznych. Kilka razy bardzo się zawiodłam (najbardziej przy osławionym Grey'u) i zwyczajnie odpuściłam sobie tego typu książki. Kiedy więc przyszło mi poznać REAL od Katy Evans, nie liczyłam na zbyt wiele. Pierwsze kilkadziesiąt stron utwierdzało mnie w tym przekonaniu – język głównej bohaterki mnie irytował, a niektóre jej porównania bawiły do tego stopnia, że zdarzyło mi się nawet spaść z łóżka ze śmiechu. A potem nagle… BUM! Przepadłam. Jak to możliwe?!

źródło
Brooke i Remington, główni bohaterowie tej historii, to silne jednostki. Brooke, choć czasami zachowuje się głupio, ma w sobie determinację i odwagę, które mi imponowały. Potrafiła – wbrew wszystkiemu i wszystkim – podnieść się po życiowej porażce. Remington natomiast to bokser ciałem i duchem – robi wszystko dla sportu, poświęca się mu całkowicie. Na początku nie byłam do niego przekonana, jego zachowanie wywoływało we mnie niechęć i niejednokrotnie pomyślałam: „Boże, co za prostak!” To był błąd. Owszem, Remy to gwałtowny, trochę przerażający i niewątpliwie niebezpieczny facet, a jednak z każdą kolejną stroną zdobywał moje serce. Bo przekonały mnie jego uczucia. To chyba największy sukces Katy Evans – stworzyła bohaterów, którzy naprawdę CZUJĄ. Dzięki temu czytelnik (a raczej czytelniczka) wraz z bohaterami przeżywa najróżniejsze emocje – od niepokoju po gorączkę. Bo gorących, podniecających chwil w tej książce nie brakuje!

No właśnie – erotyka! Jakże łatwo popaść przy konstrukcji takiej książki w banał i schematyczność, powielać znane motywy, zniesmaczać i gorszyć odbiorcę. Evans to nie grozi – historia przez nią stworzona ŻYJE. I jest PRAWDZIWA. Gorące sceny są naprawdę GORĄCE: subtelne i mocne jednocześnie. Dynamiczny język i specyficzne pióro autorki sprawia, że odbiorca potrafi wyobrazić sobie każdy moment – plastyczności opisów dodają oczywiście emocje Brooke jako narratorki powieści oraz wzrastające z każdą kolejną stroną napięcie pomiędzy bohaterami. Są takie momenty, kiedy czytelniczka marzy o tym, by znaleźć się na miejscu Brooke i NAPRAWDĘ poczuć na sobie dłonie Remingtona. Bo facet jest OBŁĘDNY.

REAL był dla mnie zaskoczeniem. Cholernym zaskoczeniem. Spodziewałam się bezsensownej historyjki, a zamiast tego otrzymałam książkę z dobrze skrojoną fabułą, realistycznymi bohaterami i gorącymi scenami, które niejednokrotnie powodowały, że miałam wypieki na twarzy. Historia Brooke i Remingtona niesamowicie mnie wciągnęła, a zakończenie – absolutnie doskonałe – sprawiło, że z ogromną niecierpliwością będę oczekiwała kontynuacji! Komu polecam? Paniom, które marzą o swoim osobistym, wytatuowanym, wysportowanym i bardzo seksownym wojowniku! Gwarantuję – w obecności Remingtona nie ma mowy o nudzie! ;)

Original: REAL (Real #1)
Wydawca: Papierowy Księżyc
Premiera: 9 marca 2016
Ilość stron: 450
Przeł. Gabriela Jakubowska
Moja ocena: 5/6

W książce znalazła się lista piosenek, które towarzyszyły autorce podczas pisania książki. 
Scream przypadła mi najbardziej do gustu, bo związana jest z jednym z moich ulubionych momentów ;)

07 grudnia 2015

Podwieczny konkurs u Tirindeth

Właśnie na moim fanpejdżu na FACEBOOKU ruszył obiecany konkurs, w którym można wygrać dwa zestawy książek Brodi Ashton – „Podwieczność” + „Wieczna Więź”. Nagrody ufundowało Wydawnictwo Papierowy Księżyc


Mam nadzieję, że są chętni!

Zasady są bardzo proste:

1. Udział w konkursie może wziąć każdy, kto polubił mojego fanpejdża Tirindeth's oraz stronę Wydawnictwo Papierowy Księżyc;
2. Będzie mi bardzo miło, jeśli uczestnik obserwuje także mojego bloga www.tirindeth.blogspot.com przez bloggera lub google+ ;)
3. Pod zdjęciem umieszczonym na facebooku (KLIK) należy odpowiedzieć na pytanie konkursowe;
4. Konkurs trwa od 7 do 17 grudnia 2015, wyniki ogłoszę 18 grudnia 2015, a wysyłka nagród nastąpi najpóźniej 21 grudnia 2015 (zatem na adresy od laureatów będę czekała maksymalnie dwa dni);
5. Pytanie konkursowe brzmi: Ile książek liczy seria „Podwieczność”
6. Zwycięzców wylosuję z listy osób, które odpowiedzą poprawnie na pytanie ;)

Jeśli ktoś ma ochotę, zachęcam do udostępniania posta konkursowego na facebooku.

Na pytanie konkursowe odpowiadamy TUTAJ! :)

Powodzenia! 

23 listopada 2015

"Wieczna Więź" Brodi Ashton

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

„Nikki Beckett mogła jedynie patrzeć, jak jej ukochany Jack poświęca się, by ją uratować. Chłopak zajmuje miejsce w Tunelach Podwieczności, by spłacić jej dług. Teraz Nikki żyje pożyczonym życiem, walcząc z wyrzutami sumienia. Jack co noc wraca do niej w snach, lecz jego energia słabnie. On powoli umiera.

Nikki jest zdesperowana i wie, że nie cofnie się przed niczym, by uratować Jacka. Postanawia prosić o pomoc Cole’a. Wspólnie wyruszają do Podwieczności, jednak podróż okazuje się trudniejsza i bardziej niebezpieczna, niż się spodziewali. Ścigani przez niebezpieczeństwa świata Wiecznie żywych, starają się nie tylko odnaleźć Jacka, ale także nie zatracić samych siebie.

W tym zapierającym dech w piersiach sequelu Podwieczności, Brodi Ashton zadaje pytanie o to, czym jest przeznaczenie i jak wiele jesteśmy w stanie zrobić dla tych, których kochamy.”


Ponad dwa lata czekałam na kontynuację debiutanckiej powieści Brodi Ashton. Dwa lata niepewności i powracających pytań o to, co zrobi Nikki Beckett, by odzyskać ukochanego chłopaka, którego los wydaje się być przesądzony. I wiecie co? Warto było czekać! Wieczna Więź okazała się bowiem lepsza od  pierwszej części serii!

źródło
Tym, co odróżnia Wieczną Więź od Podwieczności, jest miejsce akcji. Bohaterowie zabierają nas w niezwykłą podróż do świata opartego na motywach z greckiej mitologii, w którym żyją Wiecznie żywi. Podwieczność nie jest miejscem przyjaznym i otwartym dla wędrowców. Bohaterowie zostają wystawieni na próbę i muszą walczyć nie tylko z czyhającym na każdym kroku niebezpieczeństwem, ale także z własnymi słabościami i uprzedzeniami. 

Przy lekturze Wiecznej Więzi bardzo zżyłam się z główną bohaterką (narratorką historii) i szczerze jej współczułam. Nikki swoim prostym, współczesnym językiem szybko wciąga czytelnika w wir wydarzeń, wywołując na zmianę smutek, współczucie, nadzieję i niedowierzanie. Jej opowieść dzieli się na wydarzenia rozgrywające się w czasie teraźniejszym oraz na retrospekcje, dzięki którym możemy poznać przeszłość dziewczyny i zrozumieć uczucia, jakie nią targają. Dzięki temu zabiegowi Nikki stała się w moich oczach bohaterką z krwi i kości, zaimponowała mi determinacją i odwagą. Pokazała, że dla miłości jest w stanie poświęcić naprawdę wiele. Brodi Ashton otwarcie pyta o to, co zrobilibyśmy dla tych, których kochamy. Autorka z łatwością kreuje sylwetki bohaterów, nadając im indywidualnych cech charakteru. Co więcej, zaskakuje podejmowanymi przez bohaterów decyzjami i finałem, który pozostawia odbiorcę w totalnym osłupieniu. Nie ukrywam, że zupełnie nie spodziewałam się takiego cliffhangera! 

Podsumujmy: Wieczna Więź jest lepsza od Podwieczności. Bardziej romantyczna. Bardziej wciągająca. Bardziej dynamiczna. Tu wszystko jest bardziej! Nie da się opisać słowami, jak mocno zaskoczyła mnie druga część serii. Nie sądziłam, że młodzieżówka z pogranicza paranormal romance może mnie tak wzruszyć i zachwycić. A jednak! Z niecierpliwością wypatruję trzeciego tomu i jestem pewna, że będzie to spektakularne zwieńczenie serii! Powiem tak: jeśli znacie Podwieczność, koniecznie sięgnijcie po Wieczną Więź, a jeśli nie znacie tej historii – szybko nadróbcie zaległości. Warto! :)

Original: Everbound (Everneath #2)
Wydawca: Papierowy Księżyc
Ilość stron: 400
Przeł. Gabriela Jakubowska
Moja ocena: 5+/6

Premiera: 25 listopada 2015!

Za książkę dziękuję wydawcy.

17 listopada 2015

Mój pierwszy patronat: "Wieczna Więź" Brodi Ashton + fragment

Bardzo miło mi poinformować, że mój blog Tirindeth's po raz pierwszy w swojej karierze objął książkę patronatem! I to nie byle jaką książkę, a drugą część Podwieczności od Brodi Ashton – Wieczną Więź. Osoby, które obserwują mojego facebooka wiedzą, że niedawno pracowałam nad korektą tego tekstu. Dziś przychodzę do Was z fragmentem pierwszego rozdziału :) Ale to nie koniec atrakcji – pod koniec tygodnia na blogu pojawi się przedpremierowa recenzja, a w dniu premiery książki ogłoszę konkurs, w którym będzie można wygrać dwa egzemplarze Wiecznej Więzi

Miłego czytania!


ROZDZIAŁ PIERWSZY

NOC
Moja sypialnia.

Każdej nocy widzę Jacka. W snach.
Leży obok mnie. Równoległe światy – Powierzchnia dla mnie, a dla niego Tunele Podwieczności – w tym jednym miejscu, zaledwie na moment, nakładają się na siebie. W mojej sypialni, gdy śpię.

Jego włosy wciąż zwijają się za uszami w idealne fale. Dzisiejszej nocy stalowy ćwiek w jego brwi lśni w mdłym, księżycowym świetle wpadającym przez moje okno. Wygląda tak realnie, że mogłabym wyciągnąć rękę i dotknąć go. Jednak muszę sobie przypominać, że ten blask nie jest prawdziwy, gdyż ćwiek jest jedynie bladą kopią prawdziwego przedmiotu. Podobnie jak Jack, który zaczyna już zapominać różne rzeczy. Rzeczy, o których wcześniej zawsze pamiętał.
O czym rozmawiamy, gdy tu jestem? – pyta.
– O wszystkim – odpowiadam.
Na przykład?
– Zawsze mówisz, że za mną tęsknisz.
Nakrywa ręką moją dłoń, lecz jego palce przenikają przez moją skórę. Zapomniał, że jest dla mnie tylko duchem. A może jestem nim ja?
– To oczywiste – mówi. – Co jeszcze?
– Opowiadasz o tym, jak Jules powiedziała ci, że cię lubię.
– I…?
Słowa płyną z moich ust, gdy wspomnienia owinęły moje serce niczym ciepły koc.
– Mówisz o domku swojego wuja. O Tańcu Bożonarodzeniowym. O tym, jak moje włosy ukrywają moje oczy. Jak moja dłoń doskonale pasuje do twojej. Że mnie kochasz. I że nigdy nie odejdziesz.
– A co ty odpowiadasz?
– Że przepraszam. I pytam cię, jak mam to robić. – Mój głos zaczyna drżeć. – Jak ja mam to robić, Jack?
– Co robić?
– Żyć tym pożyczonym życiem. Bez ciebie. Wiedząc, że jesteś tam przeze mnie.
Milczy. Przez okno wpadają pierwsze promienie słońca. Nadchodzi ranek (jak zawsze za szybko) i mimowolnie przewracam się przez sen.
Jack przygląda mi się. Wie, że zaraz się obudzę.
– Jak się żegnamy?
Staram się, by na mojej twarzy nie pokazał się ból, jaki poczułam w sercu na dźwięk tego słowa, gniew na Podwieczność za to, że w ogóle istnieje, albo moja niechęć do Cole’a za to, że nieco ponad rok temu zabrał mnie na Karmienie. Przede wszystkim jednak muszę ukrywać złość na samą siebie. Jack nie lubi patrzeć na mój gniew.
Kiedy zaczynam mówić pilnuję, by mój głos był spokojny.
– Mówimy: „Do zobaczenia jutro”.
– Do zobaczenia jutro, Becks. – Zaciska mocno oczy, jakby nie był w stanie patrzeć, jak znikam. Przykrywam dłońmi jego ręce, z desperacją chwytając powietrze.
Martwi mnie to zapominanie. Podczas większości naszych spotkań jest w pełni świadomy, a jego myśli są jasne. Czasami jednak miewa złe noce i zastanawiam się, czy w końcu całkowicie mnie zapomni i przestanie odwiedzać mnie w snach.
Jeśli tak się stanie, jak będę mogła utrzymać go przy życiu?
Wschodzi słońce i otwieram oczy. Jack zniknął. Moje łóżko jest puste, a mnie pozostało jedynie poczucie winy z powodu towarzysza. Przyciskam do siebie poduszkę i zastanawiam się, jak długo jeszcze będę w stanie żyć z pęknięciem w sercu.
Być może stanie się ono wystarczająco duże, by mnie pochłonąć.
Jeśli tak się stanie, jak odnajdę Jacka w następnym życiu?

TERAZ
Powierzchnia. Moja sypialnia.

Nagłówek krzyczał: MARTWI WPADNĄ DO AUSTIN.
Przewróciłam oczami. Brzmiało to jak zapowiedź apokalipsy zombie, a nie prawdziwego wydarzenia, jakim był niezapowiedziany koncert zespołu Dead Elvises w Austin.
Kilka miesięcy temu pewien dziennikarz z magazynu Rolling Stone nazwał ich „następnymi Wdzięcznymi Martwymi”. Od tamtej pory przezwisko „Martwi” przylgnęło do nich. Miałam ochotę pobić tego pismaka.
Ostatnio jednak miałam ochotę pobić każdego.
Wydrukowałam artykuł, wycięłam nagłówek i zaniosłam na biurko. Większość ludzi prawdopodobnie zachowałaby taką rzecz na komputerze, lecz kiedy chodziło o odnalezienie Cole’a – i reszty zespołu – wolałam namacalne wskazówki. Mapę, którą mogłam rozłożyć. Nagłówki, które mogłam składać i na powrót rozkładać.
Skoro zajmowało to moje ręce, zajmowało też umysł. A jeśli zajmowało mój umysł, było niemal możliwe, że ukryję wspomnienia o moim ostatnim spotkaniu z Jackiem.
Niemal.
Kogo chciałam oszukać? W większość poranków czułam się, jakbym musiała posklejać fragmenty siebie, by w ogóle zacząć dzień. Bo to, co zrobił dla mnie Jack – kiedy wskoczył do Tuneli i zajął moje miejsce w piekle – doszczętnie rozbiło moją duszę.
Ukradkiem zerknęłam na półkę nad moim biurkiem, gdzie obok karteczki z nabazgranymi jego niestarannym pismem słowami Twój na wieczność, leżało kilka naszych zdjęć. Ślady jego niedawnej obecności były wszędzie – w talii kart na biurku, kołdrze na łóżku, książce, którą pożyczył mi wieki temu – jednak największe było na tej półce. Sama już nie wiedziałam, ile razy chciałam zabrać stamtąd te zdjęcia. Schować je w szufladzie pod łóżkiem tak, by zniknęły mi z oczu. Jednak nie mogłam się do tego zmusić.
Sięgnęłam po jedną z fotografii w rogu, na której widniała połowa mojej twarzy i cała Jacka. Było to jedno z selfie. Na szczycie Alpine Slide Jack odwrócił kamerę, lecz jedynym, co można było dostrzec, były nasze twarze i rozmyta roślinność w tle.
Na to wspomnienie moje serce ścisnęło się niczym w imadle, lecz ledwo moje palce dotknęły ramki, gwałtownie cofnęłam rękę. Zdjęcie spadło z półki, a szkło w oprawie roztrzaskało się na drewnianej podłodze. Dźwięk, jaki się przy tym rozległ nie był jedynie odgłosem rozpryskujących się odłamków. Był to dźwięk otwierającej się na nowo rany, rozbrzmiewający z głębi mojej duszy. Objęłam głowę rękami i ścisnęłam. Czasami był to jedyny sposób, by utrzymać wszystkie fragmenty wewnątrz.
Właśnie takie myśli uświadamiały mi, że żadna ilość ćwiczeń na wizualizację od doktor Hill – terapeutki zatrudnionej przez mojego ojca – mi nie pomoże.
Z korytarza dobiegły mnie czyjeś kroki i wstrzymałam oddech. Może ojciec usłyszał trzask rozbijanego szkła? Czekałam na pukanie do drzwi, lecz to się nie rozległo. Przeciągnęłam dłońmi po włosach, po czym starałam się uporządkować biurko i skupić na mapie. Nie mogłam pozwolić, by mój ojciec zobaczył, jak bardzo byłam załamana. Nie tylko załamana nagłym zniknięciem chłopaka, którego kochałam. Załamana tym, że to była moja wina.
Ojciec wystarczająco już przeszedł.
Górna szuflada mojego biurka była szeroka i płaska – idealna na mapę Stanów Zjednoczonych. Zdjęłam zatyczkę z czerwonego flamastra i drżącą ręką postawiłam kropkę na Austin, po czym dodałam wycinek do sterty przy mapie.
DEAD ELVISES NIEZAPOWIEDZIANYM KONCERTEM DZIĘKUJĄ FANOM CHICAGO.
DEAD ELVISES GRAJĄ IMPROWIZOWANY, DARMOWY KONCERT W NOWYM JORKU.
NASTĘPNY PRZYSTANEK NA TAJEMNICZEJ TRASIE: MARTWI W DURHAM
W POSZUKIWANIU MARTWYCH: VLOG.
Ja również szukałam Martwych, lecz nie dlatego, że byłam ich fanką. Trzy tygodnie temu Cole Stockton, ich główny gitarzysta, przepadł bez śladu, zabierając mi jedyną szansę na dotarcie do Podwieczności.
Moją jedyną szansę na odnalezienie Jacka.
Zamknęłam oczy.
Zostań ze mną, Becks. Śnij o mnie. Jestem twój na wieczność.
Właśnie to usłyszałam od Jacka dwa miesiące temu. Były to jego ostatnie słowa, zanim wessały go Tunele Podwieczności. Prześladowały mnie i wiedziałam, że nie będę w stanie żyć jakimkolwiek życiem, dopóki on do mnie nie wróci. Problem w tym, jak go wydostać.
Do Podwieczności nie może wejść każdy. W badaniach, jakie przeprowadzałam od dwóch miesięcy, nie znalazłam żadnej informacji o kimś, kto przeniknąłby do Podwieczności bez pomocy któregoś z Wiecznych. Nie było nikogo, kto dostałby się tam – i wrócił – sam.
Wszystko więc sprowadzało się do Cole’a. On i jego zespół byli jedynymi Wiecznymi, jakich znałam.
Cole odwiedził mnie raz, jakiś miesiąc po tej okropnej nocy. Stał na podwórzu przed moim domem, już nie tak zuchwały. Chciał, bym była nieśmiertelna, tak jak on.
Mam dziewięćdziesiąt dziewięć lat do następnego Karmienia – powiedział. – Czemu myślisz, że się poddam?
Wydawał się taki z siebie zadowolony. Położyłam dłoń na jego piersi.
Jeśli cokolwiek do mnie czujesz, zostaw mnie w spokoju – powiedziałam.
Nie sądziłam, że to zrobi, a jednak. Odszedł. Moje jedyne połączenie z Podwiecznością zniknęło. Teraz żałowałam, że go o to poprosiłam.
Obok Austin dopisałam datę: 1 czerwca.
Przesuwając palcem na wschód odczytałam poprzednie przystanki na trasie zespołu: Houston, 29 maja. Nowy Orlean, 27 maja. Tampa, 24 maja.
Dead Elvises zmierzali na zachód. Przez chwilę próbowałam odgadnąć, które miasto wybiorą jako następne, by móc zapakować samochód i wyjechać. Lecz dla mojego ojca jedno zniknięcie córki było aż nadto, a ja miałam już wystarczająco dużo terapii.
Poza tym spontaniczne wycieczki nigdy nie pomagały mi w badaniach, bo zawsze zgadywałam źle. Kończyło się na bezsensownych poszukiwaniach. Mimo iż sądziłam, że znam Cole’a, byłam naprawdę kiepska w przewidywaniu jego ruchów.
Przeciągnęłam palcem na zachód od Austin, w kierunku następnych miast na ich niezapowiedzianej trasie. Fort Worth? Albuquerque? Phoenix? Zagięłam ścieżkę nieco na północ, aż natrafiłam na moje miasto. Czy mogłam pozwolić sobie na nadzieję, że Dead Elvises powrócą do Park City? Że w końcu uda mi się zdobyć kosmyk włosów Cole’a i dostać się do Podwieczności? Odchyliłam się na krześle i przyjrzałam czerwonym kropkom. Z pewnej odległości tworzyły kształt odwróconego C, zaczynając się w Chicago i skręcając na południe, a potem na zachód. Tak. Mogłam żywić nadzieję, że wrócą do domu, do Park City.
Jeżeli zmieniłam się w ciągu ostatnich kilku miesięcy, to tylko w jeden sposób: zawsze miałam nadzieję.
Prawda jednak była taka, że dopóki nie znajdę Cole’a, albo kosmyka jego włosów, utknęłam na Powierzchni. Widziałam już, jak ludzka ofiara połknęła włos Wiecznego. Kobieta w źle dopasowanych ubraniach i z twarzą, która widziała już zbyt wiele, siedziała na tyłach Shop-n-Go, w miejscu stanowiącym słaby punkt między Powierzchnią a Podwiecznością. Maxwell Bones, drugi gitarzysta zespołu, podał jej pigułkę. Kobieta połknęła ją i prześlizgnęła się w dół, pod podłogę.
Wtedy ta scena przyprawiła mnie o mdłości. Teraz zrobiłabym to co ona, jeśli oznaczałoby to, że dostanę się do Jacka. Nie żebym miała jakikolwiek plan co zrobię, jeśli dotrę do Podwieczności. Cole kiedyś powiedział mi, że nie wiedziałabym, gdzie szukać Tuneli, które więziły Jacka. Jednak być może sędziowie energii – Cienie – odnajdą mnie pierwsze. Odpowiadały za maksymalizowanie energii skradzionej ludziom, by nasycić Podwieczność. To one zabierały ludzi do Tuneli. Dwa miesiące temu sama od nich uciekałam. Teraz jednak może Cienie same mnie odnajdą, może zabiorą mnie do Tuneli i może wymyślę jakiś sposób, by dostać się do Jacka…
Zapędzałam się jednak myśląc o tych wszystkich rzeczach, o których nie miałam pojęcia. Musiałam skupić się na tej jednej, o której wiedziałam na pewno, a mianowicie na fakcie, że nie mogę uratować Jacka bez dostania się do Podwieczności. Do tego zaś potrzebny był mi Cole.
A przynajmniej fragment jego DNA.
Ponieważ tak długo, jak ja tkwiłam na Powierzchni, Jack był uwięziony w Tunelach. Dopóki te nie osuszą go z ostatniej kropli energii.
Dopóki nie umrze.

Original: Everbound
Wydawca: Papierowy Księżyc
Trylogia: Podwieczność, tom 2
Przeł. Gabriela Jakubowska
Ilość stron: 400

Premiera: 25 listopada 2015!