16 kwietnia 2012

"Brak tchu" George Orwell

Powieść często uznawana za najlepsze dzieło autora Folwarku zwierzęcego i Roku 1984, przełożona na kilkadziesiąt języków!

 Akcja rozgrywa się w Anglii, a bohater - gruby komiwojażer George Bowling, po nieoczekiwanym wygraniu na wyścigach pokaźnej kwoty funtów, postanawia wyruszyć w sentymentalną podróż do Dolnego Binfield, miasteczka swojego dzieciństwa. Niestety, krajobraz się zmienił, a zamiast sielskiej brytyjskiej prowincji zastaje na miejscu ponurą rzeczywistość zbliżającej się wojny i totalizmu. Powieść uznawana jest przez wielu krytyków za lepszą nawet od Roku 1984 i Folwarku zwierzęcego, tyle że pozostaje w cieniu tamtych utworów.

GEORGE ORWELL (ur. 25 czerwca 1903, zm. 21 stycznia 1950) - pisarz i publicysta angielski. Urodzony w Indiach, do Anglii przeprowadził się w 1907 roku. Jego dzieła, znane na całym świecie, odznaczają się inteligencją i dowcipem oraz wrażliwością na nierówności społeczne. Orwell zagorzale krytykował systemy totalitarne, czego wyrazem były jego głośne powieści Folwark zwierzęcy (1945) oraz Rok 1984 (1949).”


George Bowling, czterdziestopięcioletni Anglik z nadwagą, mieszkający w małym domku wraz z żoną i dwójką dzieci, pewnego dnia wybiera się po nową, sztuczną szczękę. Dzień wydawałby się dokładnie taki sam, jak każdy poprzedni, gdyby nie afisz, na którym pojawia się jedno niepozorne imię. I to właśnie imię sprawia, że w bohaterze odżywają wspomnienia. George zaczyna snuć leniwą opowieść o swoim dzieciństwie, młodości i dorosłości, wprowadzając nas w swój świat. Dzięki niemu dane jest nam zobaczyć rzeczywistość przełomu XIX i XX wieku, ze wszystkimi jego dobrymi i złymi stronami – widzimy oczami Bowlinga biedę, śmierć, walkę o przetrwanie, ale także uśmiechy i radości codziennego życia tych, których nigdy nie będziemy mogli poznać. A wszystko to łączy się ze strachem bohatera przed tym, co będzie – wojną, która powoli nadchodzi. Kiedy więc spontanicznie postanawia odwiedzić miejsce, w którym się urodził i dorastał, nie wie jeszcze, że dawne Dolne Binfield zupełnie się zmieniło...

Brak tchu uważany jest za najlepszą powieść Orwella, choć całkowicie zapomnianą, bo ukrytą w cieniu Folwarku zwierzęcego i Roku 1984. Osobiście nie czuję się kompetentna do wyrażania tak śmiałych opinii, gdyż Brak tchu jest pierwszym dziełem tego pisarza, które przeczytałam. I nawet nie znając dwóch wspomnianych wcześniej utworów, z ręką na sercu stwierdzam, że Brak tchu zrobiło na mnie niemałe wrażenie! Poza tym czy można w ogóle oceniać dzieło uznane za klasykę światowej literatury?

Akcja powieści w zasadzie tylko teoretycznie rozgrywa się w 1938 roku, w przededniu II wojny światowej, gdyż w rzeczywistości historia opowiadana przez bohatera jest rozpięta na przestrzeni lat jego życia, od dzieciństwa do dorosłości. Narracja pierwszoosobowa George’a pozwala nam poznać wszystkie myśli bohatera, który nierzadko zwraca się bezpośrednio do widza, jakby właśnie udzielał długiego wywiadu – bardzo intymnego wywiadu, trzeba podkreślić. Jego oczami obserwujemy świat targany niepokojem i strachem przed nadchodzącym niebezpieczeństwem, a także widzimy zmiany społeczne i polityczne w Anglii początku XX wieku. Trzeba jednak podkreślić, że snuta przez Bowlinga historia nie jest w żadnym wypadku koloryzowana – to historia o codziennych trudnościach, słabościach i prostym życiu, relacjonowana powolnym rytmem.

Oczywiście poza nakreśleniem pejzażu współczesnej bohaterowi rzeczywistości, otrzymujemy także zgrabną, melancholijną, nawet nieco pesymistyczną opowieść o przemijaniu oraz wyjątkowo wnikliwe studium psychologiczne człowieka, którym targają przeróżne obawy i wspomnienia. To także historia naszpikowana antypolitycznymi przesłaniami, zawierająca osobiste poglądy autora dotyczące wojny. Można odczuć wówczas silne wrażenie, że George Bowling to alter ego samego Orwella. A kreacja tej postaci swoją drogą udała się wyjątkowo – to bohater w żadnym wypadku nie idealizowany, całkowicie ludzki i rzeczywisty. Ot, zwyczajny facet, którego każdy z nas mógł minąć na ulicy.  

Brak tchu dla jednych będzie niesamowitą historią stworzoną przez klasyka literatury angielskiej, niosącą w sobie bardzo ważne przesłanie. Dla innych natomiast będzie to nudna książka o wewnętrznych rozterkach grubasa w średnim wieku. Nie powiem Wam, jakim torem myślenia należy iść, ani jak wiele wyciągniecie z tej książki. Powiem jednak za siebie, że powieść Orwella nie tylko w pewnym momencie niezwykle mnie poruszyła, ale także zmotywowała do przemyśleń i pozwoliła przyjrzeć się życiu, jakie wiedziemy, wspomnieniom, jakie posiadamy i przyszłości, jaka na nas czeka. A ostateczne wnioski każdy musi wydobyć sam…
 
Original: Coming Up For Air
Wydawnictwo: Bellona
Data wydania: 2.02.2012

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Bellona!

10 kwietnia 2012

"Strażnicy Historii. Nadciąga burza" Damian Dibben

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA!

"Czas na nowego bohatera.

Wyobraź sobie, że twoi rodzice zniknęli - nie tylko z twojego domu, ale i epoki.

Rodzice Jake'a Djonesa zaginęli i mogą być w jakimkolwiek miejscu na ziemi, w dowolnej epoce. Jake poznaje ich zdumiewający sekret: jego rodzice należą do Straży Historii, tajnego stowarzyszenia, którego członkowie podróżują przez stulecia, by stawić czoła złoczyńcom manipulującym przy dziejach świata.

Przeszłość jeste w niebezpieczeństwie - tylko Jake Djones może ją ocalić."


Czym jest historia? Czy zastanawialiście się kiedyś, co by się wydarzyło, gdybyśmy mogli ją kontrolować? Gdyby mogła zostać zmieniona, przearażnowana, dostosowana do naszych potrzeb? A przede wszystkim czy wciąż bylibyśmy tymi samymi ludźmi, gdybyśmy mogli „cofnąć czas” i naprawić swoje błędy, zmieniając przeszłość?

Jake Djones właśnie wyszedł ze szkoły i nie mógł już doczekać się powrotu do domu, gdzie mieli czekać na niego, powróciwszy z trzydniowych targów w Birmingham, rodzice. Jednak właśnie wtedy drogę chłopcu zastąpiła nieznana postać twierdząca, że Jake natychmiast musi z nią iść. Tak oto czternastolatek zostaje porwany przez tajemniczego jegomościa, pana Cole, i wciągnięty w mrocznie brzmiącą, całkowicie nierzeczywistą przygodę. Okazuje się bowiem, że rodzice Jake'a zaginęli, a Jupitus Cole służy w Straży Historii – organizacji broniącej porządku czasu. Teraz Jake odkrywa nieznaną dotąd przeszłość swoich rodziców i wie, że jedynym sposobem, by ich odzyskać, jest zaangażowanie w akcję, odnalezienie swojego własnego ja i wyruszenie w przeszłość – w dosłownym znaczeniu tego słowa. Jednak czy młody chłopiec w szkolnym mundurku, mający za jedyny bagaż podręczniki szkolne, poradzi sobie w świecie pełnym intryg i walki z zaciekłym wrogiem Strażników?

Strażnicy Historii. Nadciąga burza to pierwszy tom porywającej serii o czternastoletnim Jake'u, który nagle dowiaduje się, że w jego żyłach płynie najprawdziwsza magia – dar przenoszenia się w czasie. Powieść została uznana za światowy bestseller i przetłumaczona na dwadzieścia języków! Nikt więc nie powinien się dziwić, że od razu zapragnęłam zdobyć dzieło Damiana Dibbena i zapoznać się z jego debiutanckim tworem. A wyniki tej znajomości przybliżę w poniższej recenzji.

Najwspanialszą rzeczą w książce Dibbena jest język narratora. Jestem pod niebywałym wrażeniem kunsztu pisarskiego (a może to zasługa tłumacza?), bowiem autor świetnie poradził sobie z wymogiem, jaki narzuciła na niego fabuła i zmieniające się miejsce akcji – potrafił stylizować język odpowiednio do wydarzeń i epoki, w których się one rozgrywały, nie wywołując w widzu w najmniejszym stopniu poczucia sztuczności czy niestosowności. Nowoczesność przeplotła się tu ze staromodną elegancją, a całość okraszona została humorem bohaterów i niebywałym wyczuciem w doborze odpowiednich dialogów. Ponadto czytelnik nie jest zasypywany niepotrzebnymi opisami i rozmyślaniami bohaterów, co czyni z powieści nader smakowity kąsek dla osób, które chcą wartkiej akcji i sytuacji mrożących krew w żyłach.

Istotni w powieści są także bohaterowie – cała plejada postaci w najróżniejszym wieku – od małych, dwunasto i czternastoletnich dzieciaków, po dorosłych, blisko pięćdziesięciolatków. Każda z tych postaci wnosi do powieści coś istotnego, ale nie można nie zauważyć, że największa uwaga skupia się właśnie na młodszej młodzieży, gdyż to ona będzie motorem napędowym całej historii. Nie brakuje im przy tym indywidualnych, ciekawych cech charakteru, które wyróżniają postaci na tle ówczesnych kreacji bohaterów powieści młodzieżowych. Tu otrzymujemy solidną dawkę odwagi, poczucia honoru, męstwa i przede wszystkim humoru – dużo humoru! A ten w największym stopniu zawdzięczamy jednemu z towarzyszy Jake'a, który pomimo swojej pyszałkowatości i narcystycznego zachowania, i tak jest bohaterem, jakiego nie sposób nie polubić.

Akcja mknie jak szalona, w zasadzie już od pierwszych stron, nie dając widzowi nawet chwili wytchnienia. Autor nie bawi się we wprowadzanie czytelnika w historię – wrzuca go od razu na głęboką wodę. Serwuje jednak po drodze szczątkowe informacje, które z czasem nabierają pełnego znaczenia, by pod koniec zaskoczyć z największą mocą. Zakończenie jest intrygujące, choć nie można się pozbyć wrażenia, że trochę niedopracowane – jakby autor chciał jak najszybciej dokończyć rozdział. Inna rzecz, która też troszkę nie do końca mi współgrała z fabułą, to wiek bohaterów – byli nieco zbyt młodzi, by wyruszyć w podróż, od której zależą losy świata. Powiedziałabym nawet, że już o wiele bardziej prawdopodobnie wyglądałaby sytuacja, gdyby autor postarzał ich o dwa, trzy lata.  Ale mniemam, że zamysł Damiana nie był przypadkowy i kolejne przygody Jake'a i jego przyjaciół rozwieją moją niepewność w tej kwestii.

Strażnicy Historii to zapierająca dech w piersi, niezapomniana przygoda poprzez czas i przestrzeń. To opowieść o odwadze i miłości, która potrafi pokonać więcej, niż jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. I przede wszystkim to kolejna doskonale wykreowana i dopracowana historia o podróżnikach w czasie, która potrafi rozbudzić wyobraźnię i zmusić nas do refleksji nad tym, co było, jest i co będzie. Przyznam, że po tej lekturze czułam w pierwszej kolejności zazdrość, gdyż chciałabym, tak jak młodzi strażnicy, wyruszyć w podróż poprzez stulecia, przywdziać renesansową suknię, wziąć udział w wystawnej kolacji i przeżyć po prostu niesamowitą przygodę w baśniowym klimacie. Tak, Strażnicy Historii niewątpliwie zagwarantują każdemu niesamowite emocje i dużą dawkę dobrego humoru, zatem nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam debiut Damiana Dibbena. Podkreślam jednak, że porównywanie tej powieści do Trylogii Czasu Gier jest mylące. Dlaczego? Przekonajcie się sami! Z niecierpliwością wyczekuję kolejnej części przygód młodych przyjaciół, a Nadciąga burza otrzymuje ode mnie w pełni zasłużoną ocenę 5/6!



Za przedpremierowy egzemplarz serdecznie dziękuję Pani Edycie z Wydawnictwa Egmont!

Original: The History Keepers. The Storm Begins
Wydawnictwo: Literacki EGMONT
Premiera: 18 kwietnia 2012!

Dodaję stronę www autora: Damian Dibben,
oraz trailery do pierwszej części serii:

09 kwietnia 2012

"Szkarłatna partytura" Ralf Isau

"Słynna pianistka Sarah d’Albis posiada tajemniczy dar, który fascynuje naukowców – dar synestezji. To zaś oznacza, że widzi dźwięki jako barwy i kształty. Podczas premierowego wykonania nowo odkrytego utworu Franciszka Liszta w Weimarze jej oczom ukazuje się straszliwa wiadomość...
Sara stara się zgłębić tajemnicę – i wpada w śmiertelne niebezpieczeństwo. Okazuje się bowiem, że Związek Ciemnych poszukuje właśnie partytury, która zapewniłaby jej właścicielowi nieograniczoną władzę. Gdyby nuty te wpadły w niepowołane ręce, oznaczałoby to koniec naszego świata. Pianistka musi stanąć przeciw wrogowi, który nie zna współczucia ani skrupułów. Tak zaczyna się szaleńczy pościg przez całą Europę…"


Muzyka, jako sztuka piękna, uważana jest za jeden z najsilniejszych bodźców oddziałujących na człowieka. Muzyka może wzruszyć, zaskoczyć, ukontentować, uradować, a nawet zezłościć czy wręcz doprowadzić do furii. Dla twórców zaś jest możliwością przelania swoich emocji na konstrukcję wielu dźwięków połączonych ze sobą w całość. Ba, nierzadko stanowią integralną część z duszą autora. Czy zatem chcielibyśmy, poza możliwością usłyszenia muzyki, móc ją także zobaczyć? Czy widzenie dźwięków odmieniłoby nasze postrzeganie muzyki, czy wciąż byłoby to przede wszystkim doświadczenie słuchowe? A co by się stało, gdyby nagle ta muzyka chciała nam coś „pokazać”?

Sara d’Albis, niezwykle utalentowana pianistka z darem synestezji, właśnie bierze udział w donośnym wydarzeniu – premierze utworu niezwykłego węgierskiego twórcy – Ferenca Liszta. Kobieta nie wie jednak, że tego wieczoru pozna coś, co odmieni jej życie – zobaczy ukrytą w dźwiękach wiadomość. Chcąc poznać prawdę, zagłębi się w mroczny świat, który ani trochę nie jest bezpieczny. Teraz jej tropem będzie podążał zabójca, a tajna organizacja zapragnie zdobyć dziewczynę, by poznać tajemnicę, jaką widziała tylko ona i posiąść dzieło muzyczne, dzięki któremu można rządzić światem. Sara postanawia ruszyć tropem wielkiego kompozytora, by zapobiec najgorszemu…

Szkarłatna partytura przyciągnęła moją uwagę piękną okładką i intrygującym opisem. Kiedy więc sięgnęłam po dzieło, byłam bardzo pozytywnie nastawiona, lecz z kolejnymi kartami tej prawie sześciuset stronicowej powieści mój entuzjazm stopniowo malał. Obszerna historia o dziewczynie obdarzonej niesamowitym darem i zmarłym grubo ponad sto lat temu kompozytorze, który „powraca” w mrocznej intrydze, nie do końca spełniła moje oczekiwania. Ale zacznijmy od początku.


Cała recenzja na:


Za książkę dziękuję ParanormalBooks!

Original: Die Dunklen
Wydawnictwo: TELBIT
Data wydania: 23.11.2011

A na koniec utwór Liszta, a co! ;)

03 kwietnia 2012

"Pan Potwór" Dan Wells

"Całe życie starałem się trzymać moją mroczną naturę pod kluczem, gdzie nikogo nie może skrzywdzić. Jednak pojawił się demon i aby go powstrzymać, musiałem ją uwolnić. A teraz nie bardzo wiem, jak nad sobą zapanować.
Tę mroczną stronę nazwałem Panem Potworem. To on śni o ociekających krwią nożach i wyobraża sobie, jak wyglądałaby czyjaś głowa wbita na pal. Nie cierpię na rozszczepienie osobowości, nie słyszę głosów ani nic w tym stylu, tylko... Trudno to wyjaśnić.

Co mogę o sobie powiedzieć?
Nazywam się John Cleaver. Mieszkam w Clayton, w zakładzie pogrzebowym na obrzeżach miasta. Mam mamę, siostrę i ciotkę. Mam szesnaście lat. Lubię czytać, gotować i lubię też dziewczynę, która ma na imię Brooke. Chcę postępować słusznie, bez względu na wszystko. Pragnę być dobrym człowiekiem.

Można też ująć to inaczej:
Jestem Panem Potworem. Moje zachowania zdradzają wiele objawów charakterystycznych dla seryjnych morderców, a poza tym fantazjuję na temat przemocy i śmierci. Czuję się bardziej swobodnie w otoczeniu zwłok aniżeli ludzi. Zabiłem demona i każdego dnia odczuwam rosnącą potrzebę, by zabić po raz kolejny. To jak bezdenna otchłań w środku mej duszy."


Socjopatia jest zaburzeniem osobowości cechującym się m.in. nie przestrzeganiem norm ustanowionych przez społeczeństwo. Dysocjacja tożsamości natomiast często związana jest z ciężkimi przeżyciami w okresie młodzieńczym. Oba te zaburzenia są niewątpliwie poważną dysfunkcją działania psychiki człowieka i mogą, a nawet muszą, mieć swoje konsekwencje w zachowaniu jednostki wobec innych. Co się więc stanie, gdy nastoletni chłopak, „obdarzony” tymi zaburzeniami, będzie zmuszony walczyć o swoją tożsamość i w miarę normalne funkcjonowanie w małym, prowincjonalnym miasteczku?

Ponownie spotykamy się z piętnastoletnim, nieprzeciętnie inteligentnym Johnem Cleaverem, który ma predyspozycje do bycia seryjnym mordercą. Po tym, jak Morderca z Clayton opuścił miasteczko, nastał względny spokój. Względny, bo rozprawienie się z mordercą było dla Johna czymś więcej – było początkiem walki z mroczną częścią jego natury. Nazwał ją Panem Potworem – siłą, która pcha go do robienia złych rzeczy, która podsyca w nim chęć niszczenia, podkłada do podświadomości myśli o krwi, wypruwaniu flaków i podpalaniu wszystkiego na swojej drodze. Chłopiec jednak dzielnie walczy ze swoimi słabościami, przynajmniej dopóki agent FBI, zajmujący się sprawą minionych zbrodni, nie zaczyna interesować się Johnem. Nastolatek jednak nie chce powiedzieć prawdy o wydarzeniach, w których brał udział, gdyż i tak nikt by mu nie uwierzył. Kiedy więc w miasteczku następuje nowa fala morderstw, John staje się pierwszym podejrzanym…

Dan Wells zadedykował Pana Potwora swojej żonie, stwierdzając, że ta część jest jej ulubioną. te słowa wywołały we mnie nie tylko ciepłe uczucia, ale także podniosły poprzeczkę oczekiwań w stosunku do powieści. Zatem czy dedykacja miała w sobie choć trochę prawdy? Oczywiście, że tak!

Druga część przede wszystkim jest o wiele mroczniejsza od Nie jestem seryjnym mordercą, i niesie z sobą zapowiedź trójki, która niewątpliwie będzie najostrzejsza. Muszę przy tym podkreślić, że moim zdaniem Pan Potwór  jest książką, której młodszy odbiorca nie powinien czytać ze względu na drastyczne, często obrzydliwe sceny potrafiące zjeżyć włoski na karku czytelnika. Autor wciąga nas głębiej w świat chorych, ociekających krwią fantazji, zmuszając do zrozumienia psychiki głównego bohatera. Czy jednak jest to możliwe? Czy potrafilibyśmy zrozumieć pobudki, które kierują socjopatycznym nastolatkiem walczącym z „własnymi demonami”? Wciąż się nad tym zastanawiam...

Akcja powieści nabiera niesamowitego tempa, tym samym nie pozwalając nam nawet na chwilę oddechu. John po raz kolejny zgrabnie przedstawia nie tylko wydarzenia, których jest świadkiem, ale także własne emocje i przemyślenia. Na pozór zwykły dzieciak nagle staje się w naszych oczach chłopakiem, któremu na pewno nie pozwolilibyśmy spotykać się z naszą córką. Z drugiej jednak strony obserwujemy jego wewnętrzną walkę z Panem Potworem i wiemy, że to silny charakter, który potrafi poradzić sobie w każdej sytuacji. I – choć wciąż marzy o krwawych zbrodniach – wie, co jest dobre i stara się owo dobro szerzyć. A to nieco rekompensuje jego osobę w oczach widza.

W kwestii wyjaśnienia – nie jestem psychologiem, a moje rozmyślania mają charakter czysto teoretyczny i są podparte domysłami, dlatego też nie mogę stwierdzić, czy zaburzenia osobowości i problemy Johna mają głębsze podłoże i są naukowo dopracowane przez autora. Mogę natomiast stwierdzić, że pan Wells wie, co pisać i w dodatku pisze bardzo dobrze. A to sprawia, że jego powieści czyta się płynnie i – nawet przy ciężkich i często mrocznych, przerażających scenach – także lekko. W tej części język Johna już mi nie przeszkadzał, bo cała moja uwaga skupiła się na wydarzeniach i próbie rozszyfrowania tajemnicy kolejnych zbrodni. Autor po raz kolejny serwuje nam wątek fantastyczny połączony z prozaicznym i całkowicie racjonalnym motywem kryminalnym, a to naprawdę emocjonujące połączenie. Dlatego przyznaję rację, ta część jest lepsza od poprzedniej, a poza wystawieniem oceny 5/6 mogę jedynie oczekiwać z niecierpliwością na ostatnią część - Nie chcę cię zabić, ktorej premiera przewidziana jest na czerwiec tego roku. I na koniec podkreślam: przeczytajcie opowieść o Johnie, gdyż tej lektury po prostu nie można przegapić!


Za książkę dziękuję Wydawnictwu Znak!

Original: Mr Monster
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Data wydania: 8.02.2012

27 marca 2012

"Nie jestem seryjnym mordercą" Dan Wells

"Miasteczkiem Clayton wstrząsa seria tajemniczych morderstw. To moja obsesja. Muszę się dowiedzieć, kto zabija.

Mój terapeuta twierdzi, że sam mam cechy seryjnego mordercy. 95% procent seryjnych morderców w dzieciństwie unikało ludzi, podpalało i dręczyło zwierzęta, ale to przecież nie oznacza, że każde pokręcone dziecko wyrasta na zabójcę, prawda?

John Cleaver, lat 15, diagnoza: antyspołeczne zaburzenia osobowości/ obsesyjnie zainteresowany seryjnymi mordercami/ może być niebezpieczny.
 Nie jestem seryjnym mordercą. Ale mógłbym nim być."


Morderstwo brzmi tak… zwyczajnie. To wszak tylko słowo, zlepek kilku sylab, które przy częstym powtarzaniu tracą swoje znaczenie. Nie będzie to jednak tylko słowo, gdy dodamy do niego obraz, dźwięk a nawet zapach. Wówczas morderstwo nabierze nowego znaczenia, stanie się problemem do rozważenia, głębszej analizy, przyczyną silnych emocji, jakie możemy poczuć. I najprawdopodobniej nie będą to pozytywne emocje. Czy zatem morderstwo może być tematem zainteresowania u dziecka, tak po prostu? Zwykłym hobby, jak jazda na rowerze albo popularne gry komputerowe? Co się stanie, gdy dziecięce zabawy zastąpione zosta obsesją na punkcie krwi, śmierci i… seryjnych morderców?

John ma piętnaście lat i bardzo nietypowe zainteresowania – fascynują go seryjni mordercy (nie mylić z zabójcami!). Jego obsesja wynika w dużej mierze z tego, że chłopak sam ma zadatki na seryjnego mordercę – najwyraźniej nie radzi sobie z emocjami, potrafi prześladować wybraną osobę (choć robi to nieświadomie), a nawet ma dosyć mroczne, ociekające krwią wyobrażenia. Nic więc dziwnego, że matka chłopca (prowadząca zakład pogrzebowy, w którym dziecko się praktycznie wychowało!) wysyła syna na leczenie. I może ten plan zakończyłby się powodzeniem, gdyby nie brutalne morderstwa, które wstrząsają ich miasteczkiem. Chłopak zaczyna podejrzewać, że w mieście pojawił się seryjny morderca, więc postanawia odnaleźć go i… no właśnie. Co wtedy?

Przyznaję szczerze – sięgając po powieść Nie jestem seryjnym mordercą, nie miałam pojęcia, czego mogę się spodziewać. Co więcej, nie znam Dextera, do którego odwołuje się promocyjne hasło na okładce. Dlatego też powieść pana Wellsa była dla mnie ogromnym zaskoczeniem – dotychczas nie miałam okazji przeczytać książki o podobnej tematyce. I od razu Wam zdradzę, że lektura okazała się godna uwagi!

Oryginalność tej książki tkwi w jej zamyśle – poznajemy młodego chłopca (wszak 15 lat to jeszcze dziecko!), którego fascynuje śmierć w najokropniejszej odsłonie – będąca efektem makabrycznego morderstwa. John przedstawia nam historię swojego życia pięknym, bardzo obrazowym językiem, nie szczędząc widzowi drastycznych, często niesmacznych scen. Były chwile, gdy musiałam robić sobie przerwy w lekturze, by odzyskać nad sobą panowanie – nie co dzień czyta się o podobnych rzeczach. Minusem jednak może być fakt, że język – jakkolwiek dojrzały i przemyślany – całkowicie nie pasuje do młodego narratora, jakim jest nasz bohater, przez to wydźwięk dzieła wydaje się dosyć sztuczny.

Akcja powieści trzyma w napięciu – wraz z Johnem staramy się odkryć tożsamość mordercy, wtapiając się w emocje bohatera, a finał potrafi zwalić z nóg przede wszystkim dlatego, że jest nieco zaskakujący. Ponadto czuć w tej książce taką dziwną, trochę chorą fascynację nie tylko śmiercią, ale i zabijaniem, rozkładem oraz brakiem zahamowań. Zawdzięczamy to niewątpliwie świetnej kreacji głównego bohatera, który wciąga widza w świat swoich koszmarnych wizji. Sytuacja, w jakiej znajduje się John, z pewnością wzbudzi w czytelniku emocje i tym samym przekona go do sięgnięcia po kontynuację, która – mam nadzieję – będzie równie emocjonująca.

Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że Nie jestem seryjnym mordercą to książka dla ludzi o mocnych nerwach, którzy nie boją się drastycznych scen i psychopatycznych zamiłowań do wyprutych wnętrzności i skradających się w mroku niebezpieczeństw. To książka, która sprawi, że idąc ulicą późnym wieczorem mimowolnie będziemy oglądali się za siebie. Ale jest to też książka, która – wbrew pozorom – nadaje się dla osób w różnym wieku – kto bowiem powiedział, że thrillery psychologiczne są tylko dla dorosłych? Pomimo drobnego zgrzytu, jaki narodził się w doborze języka dla młodego narratora, szczerze mogę polecić powieść Dana Wellsa każdemu, kto lubi dreszczyk emocji i mrożące krew w żyłach sceny, dając ocenę 4+/6. Z największą przyjemnością sięgnę po kontynuację przygód Johna w powieści Pan Potwór, a Wam, drodzy Czytelnicy, zalecam rozwagę. Kto wie, jakie sekrety kryją się w głowie kolegi ze szkoły, bądź sprzedawcy z warzywniaka? Miejcie oczy szeroko otwarte!


Za książkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak!
Original: I am not a serial killer
Wydawnictwo: Znak Emotikon
Data wydania: 11.01.2012

Trailer książki: