17 lipca 2012

"Uwieść pannę młodą" Nicole Jordan

"Romantyczne podstępy i burza uniesień w zmysłowym romansie historycznym z Top 5 list bestsellerów.
Lilian uważa miłość za uczucie zbyt ryzykowne, by mu ulegać, a małżeństwo za pułapkę, której powinna się strzec każda rozsądna kobieta. Kiedy więc czarujący hulaka zaczyna zabiegać o jej serce i rękę, dziewczyna usiłuje za wszelką cenę go unikać. W końcu postanawia schronić się tam, gdzie żaden dżentelmen nie powinien jej szukać..." 


Lily Loring nie lubi towarzystwa mężczyzn i jest zagorzałą przeciwniczką małżeństw, więc w naszych czasach mogłaby uchodzić za zatwardziałą feministkę. Ale dziewczyna żyje w XIX wieku i właśnie upiła się na ślubie swojej najstarszej siostry, Arabelli. Aby nikt nie zorientował się, w jakim jest stanie i z czyjego powodu doszło do tego incydentu, młoda panna ukrywa się na strychu stajni, dokarmiając zamieszkałe tam koty. Gdy jednak chwilę później w stajni pojawia się markiz Claybourne, przyjaciel jej opiekuna Marcusa, dziewczyna jest przerażona. Od chwili, gdy tylko go zobaczyła, bała się jego bliskości, a mężczyzna najwyraźniej był innego zdania, zręcznie dążąc do konfrontacji. Co więcej, poza irytacją, młody lord wzbudza w Lilian zgoła odmienne uczucia, niżby sobie tego życzyła i to właśnie ta świadomość zmusi młodą kobietę do ucieczki w miejsce, w którym żaden gentleman by jej nie szukał...

Uwieść pannę młodą to trzecia część Wojen zalotów i jednocześnie moje trzecie spotkanie z twórczością Nicole Jordan. Powieść dotyczy historii Lilian Loring, najmłodszej spośród trójki sióstr i jednocześnie najbardziej zagorzałej przeciwniczki małżeństw. Niezmiernie zachęcona po drugiej części serii – Usidlić piękność – z niecierpliwością sięgnęłam po kontynuację, licząc na niezwykłe emocje. Niestety muszę przyznać, że spotkało mnie rozczarowanie.

"Zamierzam dowieść jego lordowskiej mości, że jestem zbyt niezależna jak na kobietę, którą by zechciał uczynić swoją żoną" *

Narracja obserwatora wszechwiedzącego zgrabnie przedstawia nam wydarzenia oczami Lily i Heatha Claybourne, których drogi przecinają się na weselu najstarszej siostry bohaterki. Akcja powieści zbiega się w czasie z akcją drugiej części, dzięki czemu seria nabiera pełnego wymiaru. Kreacja bohaterów jest ciekawa, wszak widać od razu różnicę pomiędzy Lily a jej starszymi siostrami oraz pomiędzy Heathem a jego przyjaciółmi. Markiz to silny mężczyzna nie tylko z charakteru, ale także z wyglądu – jest postawna sylwetka będzie więc urozmaiceniem i odskocznią od lekkoatletycznych przystojniaków, jakich dotychczas kreowała autorka. Także Lily jest inna od kobiet, które poznajemy w poprzednich częściach – niezbyt imponującą posturę nadrabia hartem ducha i nieugiętą postawą przeciwko konwenansom i zamiarom przyjaciół, którzy pragną wyswatać ją z markizem. 

Niestety największy minus powieści, który stawia ją o wiele niżej od poprzedniczki, to absurdalność uczuć obojga bohaterów i ich zachowań. Heath od pierwszej chwili, gdy tylko pojawia się na scenie, jest zainteresowany Lily, a jego mętne wyjaśnienia nie dają czytelnikowi jednoznacznej odpowiedzi, kiedy i jak doszło do zauroczenia, a w końcu – dlaczego ten mężczyzna tak uparcie pragnie zalecać się do młodej dziewczyny. Także Lilian ze swoim ciętym językiem i nieustraszonym zachowaniem nagle mięknie w ramionach faceta, który nic dla niej nie znaczy – no przepraszam bardzo! Nie przekonała mnie ich historia, nie wstrzymywałam oddechu za każdym razem, gdy tych dwoje się spotykało, gdy dochodziło do intymnych scen – choć erotyki jest nie mało, ale całkowicie różni się od pełnych zmysłowości chwil pomiędzy bohaterami drugiej części. A dialogi? Jak na tak niezależnego faceta, to Claybourne gadał całkowicie od rzeczy, a rozmowy pomiędzy bohaterami a postronnymi postaciami były sztuczne i całkowicie niezgodne z etyką i konwenansami XIX wieku – to ostatecznie odebrało powieści realizmu!

Podsumowując przyznaję, że po tej powieści spodziewałam się czegoś więcej, a póki co zaobserwowałam, iż seria ma tendencję spadkową – po świetnej drugiej części przyszedł czas na kiepską trójkę bez krzty prawdopodobieństwa. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że od romansów historycznych nie należy wymagać zbyt wiele, ale gdy pominę fakt, z jaką literaturą się zmierzyłam, muszę spojrzeć na powieść od strony praktycznej – realizm sytuacji to istotna cecha dzieła, która albo podniesie wartość książki, albo ją znacznie zmniejszy. Tu niestety potyczki pomiędzy Heathem a Lilian były mocno naciągane, przez co książkę przeczytałam jedynie dla spokoju ducha – bowiem czekała na mnie jeszcze jedna część z czterotomowego wydania. Czy Uwieść pannę młodą polecam? Niewymagającym czytelniczkom owszem, ale podkreślam – po tej książce nie należy się spodziewać zbyt wiele. Nawet ja – zagorzała fanka romansów – podeszłam do powyższej lektury autorstwa Nicole z lekką rezerwą. Daję ocenę 3/6.


Original: To Seduce a Bride
Wydawnictwo: Amber
Data wydania: 2008
* cytat str. 84. 
Seria The Courtship Wars składa się z 6 części:

# 1 To Pleasure A Lady (Rozkosze damy)
# 2 To Bed A Beauty (Usidlić piękność)
# 3 To Seduce A Bride (Uwieść pannę młodą)
# 4 To Romance A Charming Rogue (Zdobyć donżuana)
# 5 To Tame a Dangerous Lord
# 6 To Desire a Wicked Duke

***
Wybaczcie, że tak Was zasypuję ostatnio recenzjami romansów, ale postanowiłam bliżej przyjrzeć się całej tej serii. Romanse historyczne przez wiele osób są traktowane po macoszemu - wrzuca się je do worka z tanimi harlekinami, a czytelników tej literatury wyśmiewa, zarzucając brak ambicji. Wierzcie mi, niejeden harlekin mam za sobą i umiem odróżnić dobrą powieść o gniota :P Niedługo recenzja czwartej i ostatniej z sześciu książek, które wydał Amber. Zastanawiam się, czy planują kontynuację - wszak zostały jeszcze dwie książki do publikacji :) Nie narzekałabym, gdyby pojawiły się na polskim rynku - z ciekawości przeczytam, zwłaszcza, że szóstka opowiada o Tess, która polubiłam z poprzednich powieści :)  Jeśli natomiast któraś z moich opinii przekona Was do sięgnięcia po jakiekolwiek dzieło Nicole (każdą część można czytać osobno), to będzie to dla mnie niezwykły zaszczyt i największa radość!

Póki co dodaję piosenkę - bardzo ją lubię - i życzę Wam udanego tygodnia! <3 A niedługo może nawet zorganizuję jakiś blogowy konkursik :P

14 lipca 2012

TOP 10: Książki, które powinny zostać zekranizowane!

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień na blogu KREATYWY.


Dziś czas na... Dziesięć książek, które powinny zostać zekranizowane!

Na filmach się nie znam – mówię wprost. Coś może mi się podobać, o czymś mogę napisać, ale nigdy nie będzie to recenzja znawcy, bo nim nie jestem. Do filmów – podobnie jak i do książek – podchodzę emocjonalnie, choć od pewnego czasu wyparłam ze swojego życia kino na rzecz czytania. Uważam filmy za całkowity odpoczynek umysłu – kiedy jestem zmęczona, albo mam kryzys czytelniczy, po prostu coś oglądam. Niemniej nigdy bym nie zamieniła książki na film i nikt mnie nie przekona, że ekranizacja może być lepsza od powieści (choć przyznaję, że kilka części Harry'ego Pottera mogłoby przełamać moje podejście). Nie ukrywam, że jestem wzrokowcem – może dlatego film The Fountain, oczywiście poza wspaniałą tematyką, zachwycił mnie piękną, pełną kolorów oprawą. W filmach szukam uczuć – i to nie byle jakich! Dlatego podchodzę do nich nie jak krytyk, lecz jak esteta, który poszukuje piękna i wzruszeń...


1. Trylogia Moorehawke

Z trylogią Celine Kiernan to jest tak, że z jednej strony chciałabym, by zekranizowano jej powieść, z drugiej nie chciałabym. Na szczęście wyobrażenia dotyczące bohaterów mamy z Celine dosyć podobne, bowiem jakiś czas temu wymieniałyśmy się opiniami, a autorka na deviantart udostępniła kompilacje aktorów, którzy mogliby ubiegać się o role głównych postaci. Ja nieśmiało zaproponowałabym Bena Barnesa do roli Christophera, choć to wciąż nie będzie dokładnie to, czego pragnę... Doskonale zdaję sobie sprawę, że nawet arcyprzystojny Ben nie ugasiłby mojego głodu i nie sprostałby wymaganiom, jakie stawiam postaci pana Garrona. Dlatego chcę i nie chcę tej ekranizacji – chyba wolę jednak mieć swoje wyobrażenie gdzieś we własnej głowie :)


2. Metro 2033

Po obejrzeniu trailera do gry nabrałam przekonania, że ekranizacja to rzecz niezbędna! Trailer niezwykle mną potrząsnął, wywołał dreszcz podniecenia i przerażenia, a śpiew matki małego chłopca... no właśnie. Sprawił, że nagle zrozumiałam w pełni, co by się stało, gdyby scenariusz Dmitra naprawdę się ziścił. Wracając jednak do ekranizacji – byłby to kawał dobrego kina ściskającego za serce i wbijającego widza w fotel. Jestem na tak! A trailer polecam – robi wrażenie – KLIK


3. Nowa Ziemia

I kolejna powieść, która wywołuje ciarki na plecach. Gdyby dodać trochę więcej dramatyzmu w ekranizacji, otrzymalibyśmy naprawdę przerażającą, futurystyczną wizję naszego świata. I także w tym wypadku zadziałał na moją wyobraźnię trailer do Pure (KLIK), który swoją drogą po przeczytaniu książki ciągle i ciągle sobie odtwarzałam, niesamowicie urzeczona wykonaniem i klimatem – w takim też stylu mogliby stworzyć film :) Koniecznie z tą samą ścieżką dźwiękową!


4. Żelazny Dwór

Kto widział Alicję w Krainie Czarów Tima Burtona? W takim klimacie mogłaby powstać ekranizacja powieści Julie Kagawy. Nie mówię, że Ash ma wyglądać jak Szalony kapelusznik – o nie, nigdy w życiu! – ale sama atmosfera dzieł Burtona przypadła mi do gustu – ten człowiek potrafi z każdej historii i z każdej rzeczy zrobić coś mrocznego, niebezpiecznego i pociągającego jednocześnie. Poza tym Grimalkin aż się prosi o kreację w stylu Tima!


5. Więzień Labiryntu

Widzieliście Cube?  Ja byłam tym filmem zachwycona, więc marzy mi się w podobnym klimacie ekranizacja Więźnia. Choć są to dwa różne światy i dwa różne typy historii, wspólnym mianownikiem (poza oczywiście położeniem bohaterów) jest strach i to on powinien dominować w adaptacji powieści Dashnera. Chciałabym taki film, przy którym bałabym się usiedzieć spokojnie w kinie, nagle przekonana, że z sali nie ma wyjścia. Chcę czuć emocje bohaterów, ich niepewność, ich strach. Reżyser Więźnia miałby naprawdę trudne zadanie do wykonania...


6. Heretycka królowa

Nie wiem, dlaczego pomyślałam o tej książce. Ale niewątpliwie chciałabym, by ktoś podjął się zekranizowania historii wielkiej miłości Nefer i Ramzesa ze wszystkimi szczegółami, dokładnością w oddaniu faktów historycznych. Chciałabym móc zobaczyć Egipt sprzed trzech tysięcy lat, móc podziwiać piękne kobiety w skąpych sukniach i urodziwych wojowników walczących dla faraona...


7. Pożeracz snów

Ta powieść pozwoliłaby niejednemu reżyserowi naprawdę popłynąć... Pożeracz snów to melancholijna i mroczna historia, której charakter powinien odpowiadać marom sennym, a nie romansom czy ekranizacjom młodzieżówek. Także wybór aktorów byłby trudny. Na główną bohaterkę wybrałabym jakąś bladą, eteryczną dziewczynę, natomiast do roli Colina... tu na bank nie mogłabym szukać przystojniaka, bo w moim wyobrażeniu Colin był przystojny w innym znaczeniu – jego uroda powinna być drapieżna, ukryta pod fasadą pospolitości, niebezpieczna i przyciągająca uwagę dopiero po pewnym czasie. Kolejne trudne zadanie, by mi dogodzić ;)


8. Wyzwolona

Pamiętacie teledysk Madonny „You'll see”? Ten utwór zawsze kojarzył mi się z powieścią Jude Deveraux. Dlaczego? Zakończenie książki odpowie na to pytanie. Natomiast sam charakter powieści niejedna osoba porównuje do filmu Kate i Leopold. Dla mnie to zbyt duże uproszczenie – obie te historie wystarczająco się różnią, więc nie widzę w nich takiego ogromnego podobieństwa. Ale ekranizacja byłaby w podobnym guście – lekka, przyjemna, romantyczna... I poruszająca tak samo, jak dzieło Jude!


9. Nevermore

Teledysk do Nevermore to totalna masakra i proszę o wybaczenie, jeśli kogoś urażę, ale ani trochę mi się nie podobają aktorzy wybrani do roli Varena i Is. Ekranizacja Nevermore byłaby ciężkim przedsięwzięciem, choć jednego mogę być pewna – aktorami odgrywającymi główne role muszą być te same osoby, które uwieczniono na oficjalnej okładce – najzwyczajniej w świecie nie wyobrażam sobie innego Varena!!! Zekranizowanie drugiej połowy książki natomiast powierzyłabym znowu Timowi Burtonowi. W sumie jego klimat :)


10. Silmarillion

Ekranizacja technicznie niemożliwa, wiem. Dlatego tak bardzo mi się marzy, choć chyba musiałaby trwać z piętnaście godzin. Mnie by to w sumie nie przeszkadzało, ale kto pójdzie do kina na 15-godzinny seans? Zekranizowanie w kilku częściach jest jakąś opcją, ale tej książki nie da się podzielić tak, by każda osobna część trzymała się jako oddzielny byt i miała charakter. Jedyne wyjście – wybrać najciekawsze historie i o nich nakręcić adaptację. Liczę na Petera Jacksona, że kiedyś pomyśli o tym :)






A na koniec standardowo piosenka :)  Ponieważ dzisiaj wyszło na jaw, jak bardzo lubię Burtona... coś z jego dzieł ^^ Zatem, my Friends... miłego weekendu! <3

Swoją drogą słyszeliście o nowej animacji Burtona -Frankenweenie? Trailer jest super, coś czuję, że ten film wyciśnie ze nie niejedną łzę :)

12 lipca 2012

"Usidlić piękność" Nicole Jordan


Romantyczne uniesienia w świecie salonowych konwenansów w powieści gwiazdy zmysłowego romansu historycznego.


 Piękna Roslyn zamierza wyjść za mąż wyłącznie z miłości. Lecz dżentelmeni obdarzają gorącym uczuciem raczej kochanki niż żony. Dziewczyna postanawia więc poznać sztukę rozpalania w mężczyznach miłosnego żaru. Na nauczyciela wybiera sobie księcia Arden, osławionego donżuana i zatwardziałego kawalera.”

"... namiętność ma niesamowitą moc". *

Panna Roslyn, druga po Arabelli córka Loringów, uchodzi za najpiękniejszą kobietę w rodzinie. O jej rękę mógłby się starać każdy dobrze urodzony gentleman gdyby nie fakt, że nad dziewczętami zawisł skandal wywołany przez ich matkę, która uciekła z kochankiem do Francji, zaś nieco później ojciec dziewcząt zginął w pojedynku. Roslyn nauczona więc doświadczeniem rodziców, zapragnęła małżeństwa jedynie z miłości i tylko dla takiego jest gotowa poświęcić swoje życie. Jej uwagę przykuwa mieszkający po sąsiedzku hrabia, który – jak głoszą plotki – rozgląda się za żoną. Roslyn chce, by arystokrata się w niej zakochał, lecz nie ma pojęcia, jak przekonać go do swojej osoby. Wtedy też postanawia poprosić o pomoc zatwardziałego kawalera i łamacza niewieścich serc – księcia Ardena. Mężczyzna przyjmuje propozycję, licząc na świetną zabawę, lecz ani on, ani jego uczennica nie mają pojęcia, do czego doprowadzi ich ta niepozorna gra...

Usidlić piękność to moja druga przygoda z twórczością amerykańskiej autorki romansów historycznych Nicole Jordan. To także druga w kolejności powieść o perypetiach sióstr Loring – historię Arabelli poznałam dzięki Rozkoszom damy, natomiast część trzecia, Uwieść pannę młodą, opowiada o najmłodszej z sióstr Lilian (dotychczas wydana seria składa się z czterech tomów i została zatytułowana Bojowe zaloty – nie wiem, kto wymyślił ten frazes, ale rozśmiesza mnie wyjątkowo). Usidlić piękność opowiada o jasnowłosej i niezwykle eleganckiej Roslyn, która – podobnie, jak jej siostry – jest zatwardziałą przeciwniczką aranżowanych małżeństw i pragnie wyjść za mąż z miłości. Wydawałoby się więc, że tematyka tej historii nie będzie niczym zaskakującym – ot, jeden z wielu typowych romansów osadzonych w realiach XIX wieku. Okazuje się jednak, że Nicole potrafi zaskoczyć czytelnika niebanalnym wykonaniem i... no właśnie. O tym za chwilę!

Podobnie, jak tom pierwszy, i tu każdy rozdział zaczyna się od fragmentu listu – tym razem są to wiadomości od Roslyn do Fanny, popularnej i rozchwytywanej londyńskiej kurtyzany i jednocześnie bliskiej przyjaciółki sióstr Loring. Niestety muszę przyznać, że o ile listy Arabelli niezwykle mnie rozśmieszały, o tyle rozterki Roslyn były bardzo poważne i przez to wymuszały nieco inną reakcję czytelnika. W zasadzie to dzięki tym krótkim zdaniom na początku każdego rozdziału można się domyślić, jakim typem jest bohaterka i jak bardzo różni się od swojej siostry – a to ogromny plus! Narrator wszechwiedzący natomiast zgrabnie przedstawia nam wydarzenia oczami młodej kobiety oraz amanta, z którym przetną się jej drogi. 

"Niektórzy arystokraci są na tyle próżni i zadufani w sobie, by oczekiwać, że każda przedstawicielka płci przeciwnej z zachwytu padnie im do stóp". **

Na uwagę zasługuje kreacja postaci. Jak już wspomniałam, główna bohaterka – Roslyn – została przedstawiona niezwykle dokładnie, jako dama rozsądna, poważna i nader inteligentna. Czytelnik od razu wie, że nie jest to ''pusta'' panna z wyższych sfer, lecz kobieta silna i doskonale zorientowana w tym, czego oczekuje od życia. Dzięki temu jej potyczki z przystojnym księciem Ardenem, zatwardziałym kawalerem, a przede wszystkim aroganckim i pewnym siebie mężczyzną, są tak emocjonujące i przyciągają uwagę widza. Największym jednak atutem powieści są tak naprawdę liczne, zmysłowe sceny erotyczne, które nawet najbardziej niewzruszoną osobę potrafią przyprawić o zawrót głowy. Pod tym względem Usidlić piękność jest o niebo lepsza od Rozkoszy damy – pobudza nie tylko wyobraźnię, ale także i ciało. Nie będzie to wyolbrzymieniem, jeśli Wam zdradzę, że czytając tę książkę ciągle miałam rumieńce na twarzy. Oj tak, dla osób spragnionych mocnych wrażeń to na pewno doskonała lektura!

Mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że drugi tom serii o siostrach Loring autorstwa Nicole Jordan jest jednym z najbardziej zmysłowych romansów historycznych, jaki przyszło mi poznać. To także ciekawa panorama XIX-wiecznego, wiejskiego życia i uwięzionego w konwenansach społeczeństwa oraz pełne humoru przedstawienie codzienności z życia przedstawicieli arystokracji. Jeśli ktoś uważa, że na początku XIX wieku ludzie mieli nudne życie, to radzę czym prędzej zmienić zdanie – Usidlić piękność dostarczy niejednemu czytelnikowi niezwykłych wrażeń. I choć po raz kolejny przyznaję, że romanse historyczne nie są literaturą wysokich lotów, to czyta się je niezwykle miło – w zasadzie to lektura idealna na upalne dni. Dlatego serdecznie polecam wszystkim paniom powieść Nicole – silne emocje gwarantowane!

Original: To Bed a Beauty
Wydawnictwo: AMBER
Data wydania: 5.05.2009
* cytat str. 171.
**cytat str. 25.
Ocena: 5/6

Seria wydana w Polsce składa się z czterech tomów (choć jest ich więcej i kolejne opowiadają o przyjaciołach sióstr Loring):

#1 Rozkosze damy - RECENZJA

#2 Usidlić piękność

#3 Uwieść pannę młodą

#4 Zdobyć donżuana

Na marginesie dodam tylko, że ubolewam nad okładkami, które wydawnictwo Amber serwuje przy tego typu publikacjach - są tworzone bez zastanowienia, stroje modelek nie odpowiadają epoce, w której dzieje się akcja utworu, a często i przedstawione kobiety nie pasują do opisów głównych bohaterek... Wielka szkoda, bowiem oprawa dzieła jest jego wizytówką.
A i na koniec chciałabym zauważyć, że książki można czytać całkowicie oddzielnie - to odrębne historie, choć łączą się ze sobą miejscem akcji i tym, iż bohaterowie się znają (wszak seria opowiada o trzech siostrach i ich bliskich) :)

09 lipca 2012

"Uległa i posłuszna" Shirlee Busbee

Romans historyczny, napisany zgodnie z najlepszymi regułami gatunku.

Akcja toczy się na początku XIX w. w środowisku posiadaczy ziemskich w Anglii, łącząc elementy romansowe i sensacyjne. Książka ta stanowi znakomitą lekturę odprężającą. Akcja obfituje w zaskakujące zwroty, a prócz tego mamy doskonałe opisy przyrody, eleganckich wnętrz i przyjęć, w które czytelnik chętnie się zanurza.
Autorka umiejętnie buduje atmosferę beztroskiego, spokojnego luksusu, w którym przebywają ludzie dobrzy i pogodni. Zwłaszcza opisy dworów i dworskiego życia przenoszą czytelnika w inny świat. Jest to również książka pełna humoru, znajdziemy w niej wiele błyskotliwych dialogów i dowcipnych ripost, lecz dobrotliwy humor przejawia się też w stosunku autorki do swych bohaterów, ich mniej istotnych problemów, a także ogólnie do świata i życia.”


Isabel od najmłodszych lat była uparta i za wszelką cenę pragnęła postawić na swoim. Kiedy więc jej opiekunem zostaje Marcus, ledwie dwudziestotrzyletni krewny, z którym znają się od dziecka, bohaterka robi wszystko, by pokazać mu, że nie jest małą dziewczynką i ma prawo decydować o sobie. Gdy jednak dochodzi do kłótni pomiędzy mężczyzną a jego siedemnastoletnią podopieczną, wypowiedziane w gniewie słowa zmieniają ich życie. Isabel ucieka, by udowodnić Marcusowi, że nie jest podlotkiem, a on postanawia ją znienawidzić za to, co uczyniła. Kilka lat później spotykają się ponownie, lecz minie sporo czasu, nim los znowu przetnie ich drogi i zakłóci spokój codzienności...

Uległa i posłuszna to pierwsza powieść Shirlee Busbee, którą wydano w Polsce. Przeglądając zagraniczne portale literackie zauważyłam, że autorka ta ma na koncie ogromną ilość powieści, a część z nich tworzy obszerny cykl – historie łączą się ze sobą poprzez miejsce akcji i bohaterów. Przyznam szczerze, że nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać – polska okładka od razu przyciągnęła mój wzrok, ale opis nie zdradził nawet w najmniejszym stopniu, z czym przyjdzie się zmierzyć czytelnikowi. Niemniej hasło promujące powieść „Romans historyczny, napisany zgodnie z najlepszymi regułami gatunku” niezwykle mnie zaintrygowało i zapragnęłam poznać dzieło spod pióra Shirlee. I okazuje się, że to był dobry wybór!

Pierwszą rzeczą, która rzuca się od razu w oczy, jest język powieści – elegancki i stylizowany na starodawny (pojawia się wiele zwrotów, których obecnie się nie wykorzystuje), który nadaje dziełu staromodnego smaku, podnosząc wiarygodność historii. Autorka bardzo wnikliwie przedstawia rzeczywistość ówczesnej socjety, ich obyczaje i zachowania, jednocześnie nie szczędząc miejsca na rozterki, które rodzą się w głowie dwójki najważniejszych bohaterów – Marcusa i Isabeli. Narrator wszechwiedzący zgrabnie opisuje wydarzenia, ukazując sytuacje oczami różnych postaci, by dzięki temu dodać historii prawdopodobieństwa i pozwolić postronnemu obserwatorowi rozeznać się w uczuciach bohaterów.

Shirlee, poza wątkiem miłosnym, skupia się także na intrydze, wprowadzając czarne charaktery i zmuszając widza do podjęcia własnego śledztwa, które mogłoby wyjaśnić rozgrywające się na kartach powieści wydarzenia. Intryga nie była może specjalnie emocjonująca i finału można się domyślić, lecz nie umniejsza to piękna historii – wydźwięku, elegancji i przede wszystkim emocji, jakie wywołuje. Niestety podczas czytania znalazłam trochę błędów w przekładzie – niektóre zdania były dziwnie skonstruowane (i na pewno nie jest to wina języka, jakim posługuje się pisarka), a w kilku miejscach pojawiły się literówki. Natomiast na plus poczytuję sobie oprawę powieści – porównując ją do zagranicznych odetchnęłam z ulgą, gdyż wygląda gustownie i interesująco, choć nie mogę pominąć faktu, iż suknia, w którą ubrana została modelka, nie odpowiada ówczesnej modzie.

Historie tego typu zawsze budzą we mnie pewną tęsknotę. Tęsknotę za światem, którego nie będzie mi dane posmakować. I właśnie to sprawia, że powieści, których akcja rozgrywa się w XIX wieku, są dla mnie niezwykle atrakcyjne i przyciągają mnie jak magnes. Gdybym bowiem miała wybrać epokę, w której chciałabym żyć, byłaby to niewątpliwie pierwsza połowa XIX wieku w Anglii...

Uległa i posłuszna to wspaniała powieść dla kobiet, które uwielbiają klimat początku XIX wieku, rzeczywistość eleganckich gentlemanów z zawiązanymi pod szyją fularami i dam odzianych w piękne, bogate suknie. To powieść idealna dla tych, którzy lubią się zapomnieć i potrafią czerpać przyjemność z lekkiej, ale niepozbawionej morału historii, zmuszającej czytelnika do zastanowienia się nad tym, co w naszym życiu jest najcenniejsze i pytającej wprost, czy umiemy przyznać się do własnych uczuć i słabości. Ale przede wszystkim to historia, która zmiękcza serce i powoduje szybsze krążenie krwi. Tak, polecam powieść Shirlee i bardzo się cieszę, że już za miesiąc premiera kolejnej części serii w angielskich klimatach. Z radością daję ocenę 5/6!

Original: Surrender becomes her
Wydawnictwo: BELLONA
Data wydania:  maj 2012
Za książkę cieplutko dziękuję Patrykowi i Wydawnictwu Bellona!

***
I dla wszystkich dodaję zapowiedź kolejnej powieści autorki. Niestety uprzedzam, że opis ze strony wydawnictwa zdradza pewien fakt z poprzedniego tomu 
- niewybaczalne faux pas! -
 dlatego nie przytaczam go w całości :)

9 sierpnia 2012
Przebiegła i niewinna
BELLONA  

KOLEJNA, DOSKONAŁA POWIEŚĆ BESTSELLEROWEJ AUTORKI AMERYKAŃSKIEJ!

NAKŁAD JEJ KSIĄŻEK PRZEKROCZYŁ JUŻ 9 MILIONÓW EGZEMPLARZY!

Bardzo zręcznie napisana powieść sensacyjna, o wartkiej akcji, pełnej nieoczekiwanych zwrotów, jedno zdarzenie goni drugie. Silnie zaznaczony jest też wątek romansowy, ze śmiałymi scenami erotycznymi. Godne odnotowania jest również poczucie humoru autorki, przejawiające się w dowcipnych dialogach, stosunku autorki do jej bohaterów i opisywanych zdarzeń.

Nie wiem, jak Wy, ale ja na milion procent sięgnę po ten tom! ^^

05 lipca 2012

"Królewska nierządnica" Gillian Bagwell

"Romans historyczny ukazujący Londyn i Anglię w drugiej połowie wieku XVII, rządy króla Karola II Stuarta po powrocie na tron, a przede wszystkim życie jednej osoby - tytułowej ladacznicy - Nell Gwynn.

Czytelnik poznaje ją jako nastoletnią dziewczynę handlującą dla matki ostrygami na ulicach angielskiej stolicy; ogląda razem z nią powrót do kraju króla Karola II; wkracza do przybytków rozkoszy, gdy Nell postanawia zostać - tak jak starsza siostra - prostytutką, by uniezależnić się od despotycznej matki i samej zarobić na godne życie; doświadcza fascynacji teatrem i aktorskim życiem, gdy Nell odnajduje w sobie talent i występami na scenie zaskarbia sobie miłość widowni, a jednocześnie odnajduje pierwszą, prawdziwą miłość; dowiaduje się, w jaki sposób dziewczyna z desek teatru przechodzi do łóżek możnych i wpływowych mężczyzn, by w końcu zostać monarszą kochanką - jedną z wielu, co należy nadmienić - i urodzić mu dzieci.

Książka jest napisana barwnym językiem; w interesujący sposób przybliża współczesnemu czytelnikowi czasy restauracji dynastii Stuartów i rządów Karola II - nie poprzez opis życia mężczyzn, decydujących o losach królestwa, lecz kobiet, które ich w sobie rozkochiwały."


Z powieściami historycznymi bywa różnie... Często dawne czasy stają się dla autorów tylko tłem, w którym osadzają swoich bohaterów i próbują wmówić czytelnikowi, iż 'to tak właśnie wyglądało setki lat temu'. Tworzenie powieści o czasach, w jakich się nie żyło, jest ciężkim orzechem do zgryzienia i wielu pisarzy poległo w walce z faktami historycznymi. Czy zatem jest szansa na poprawną historycznie, a przy tym pozbawioną nudy i sztywności powieść, która wciągnie czytelnika w wir wydarzeń i zapewni interesującą podróż w minione czasy?

Nell Gwynn była młodą dziewczyną, gdy postanowiła zarabiać na własne utrzymanie i uciec od despotycznej matki. Niestety dla osoby niskiego stanu jedynym możliwie dobrze płatnym zawodem była prostytucja. Nell idzie w ślady swojej starszej siostry, Rose i rozpoczyna pracę w znanym domu rozkoszy u Madame Ross. Niewinna panna szybko pojmuje, że od tej chwili jej życie ulegnie całkowitej zmianie, a obrana droga nie będzie łatwa i bezpieczna. Ale marzy o dostatnim życiu, a nierząd wydaje się być jedyną nadzieją na poprawienie warunków bytu. Pewnego dnia dziewczyna poznaje trupę aktorów i niedługo potem odkrywa w sobie talent aktorski. Postanawia spróbować szczęścia na deskach teatru, jednocześnie wędrując dzięki swoim wdziękom do łóżek możnych protektorów i niechybnie zbliżając się ku komnatom samego króla Anglii – Karola II…

Po Królewską nierządnicę sięgnęłam z dwóch powodów – dla pięknej okładki oraz z przekory. Nie wierzyłam bowiem, że współczesna, w dodatku debiutująca pisarka, będzie w stanie dostatecznie dokładnie oddać realia Anglii drugiej połowy XVII wieku. W gruncie rzeczy z jednej strony liczyłam na oszałamiający romans historyczny okraszony niewybrednymi scenami erotycznymi, a z drugiej na literacką klapę, która dostarczy mi argumentów do utwierdzania siebie i innych w przekonaniu, iż książki historyczne nie powinny być pisane przez ludzi współcześnie żyjących. Jak więc ocenię moją przygodę z debiutem Gillian Bagwell?

Autorka ma niezwykły dar opowiadania, dzięki któremu już od pierwszych stron czytelnik zostaje wciągnięty w rzeczywistość angielskiej biedoty tłoczącej się na brudnych ulicach i w zaułkach Londynu, w skwarze i smrodzie. Narrator wszechwiedzący skrupulatnie opowiada o życiu głównej bohaterki – Nell – pokazując jej oczami, że życie dziewczyny nie było łatwe i, aby przeżyć, należało wiele poświęcić. Obserwujemy walkę o każdy grosz, o każdy kęs, o dach nad głową, ale przede wszystkim widzimy, jak młoda kobieta z uporem szuka własnego miejsca na świecie. Miejsca, gdzie czułaby się akceptowana i potrzebna. Niestety życie nigdy jej nie rozpieszczało, zatem jedyną drogą ku zbytkowi i luksusom stał się nierząd, niezwykle zresztą wówczas popularny i powszechnie akceptowany.

Książka Królewska nierządnica to świetne skonstruowana panorama londyńskich, XVII-wiecznych realiów, plejada znanych z historii, pełnokrwistych bohaterów i rysy dziejów, które dostarczają czytelnikowi dobrej lekcji historii. Fikcja literacka miesza się z niepodważalnymi faktami, nadając historii realizmu – myślę, iż niejedną osobę miło zaskoczą ciekawie odtworzone dzieje życia Karola II Stuarta. Powieść została napisana wspaniałym językiem – obrazowym i sugestywnym, a to niewątpliwie podnosi wartość lektury.

Niestety historia stworzona przez pisarkę ma też spory minus – jest nim opisowość wydarzeń. O ile pierwsza część książki została przedstawiona bardzo dokładnie, a akcja rozwija się powoli, ukazując wszystkie wydarzenia z życia młodej Nell, o tyle druga połowa historii niebezpiecznie zaczyna przypominać chronologiczny spis wydarzeń, który traci emocje, a przytacza suche fakty. Bywały takie fragmenty, gdzie autorka na kilku stronach zawierała cały rok z życia bohaterki, wplatając tylko pojedyncze sytuacyjki będące jednocześnie motorem napędowym wydarzeń w kolejnych latach. Oczywiście rozumiem, że powieść przedstawia historię Nell i już sam zamysł, by w jednej książce zmieścić całe życie bohaterki jest zadaniem niezwykle trudnym, ale… no właśnie. Co nam przyjdzie po języku, nawet najbardziej bogatym i przyciągającym, po historii, nawet najlepiej odtworzonej i bohaterach nawet najdoskonalej skonstruowanych i przyciągających spojrzenie, skoro wydarzenia w pewnym momencie zaczynają nas nudzić? Charakter drugiej połowy książki potrafi zniechęcić czytelnika, który zachwycony akcją i wydarzeniami pierwszej połowy, nagle dostaje suche fakty bez grama emocji. Przypominało mi to trochę czytanie podręcznika. Ale nie ma tego złego   zakończenie bowiem nieco rehabilituje historię w oczach widza.

Podsumowując powiem tak: Królewska nierządnica to interesujący i niewątpliwie udany debiut, zatem nominacja do RITA Award 2012 mnie zupełnie nie dziwi – jest w pełni zasłużona. Pierwsza część książki jest wspaniała, wciągnęła mnie bez reszty i sprawiła, że z przerażeniem i zachwytem towarzyszyłam Nell w jej przygodach, dopingując bohaterkę i jednocześnie litując się nad jej losem oraz trudnym życiem. Ponadto niewybredne opisy uciech cielesnych i ukazanie preferencji seksualnych ówczesnej socjety niejedną osobę mogą zainteresować i skusić do sięgnięcia po książkę – muszę przyznać, że autorka nie boi się nazywać rzeczy po imieniu! Druga część powieści trochę mnie rozczarowała, brakowało w niej życia i ognia, który obserwujemy na początku. Nie mogę jednak nie wspomnieć o łzach, jakie pojawiły się moich oczach po zakończonej lekturze. To była interesująca i pouczająca przygoda, która potrafi wprowadzić czytelnika w zadumę. Zatem przyznaję, że powieść Gillian Bagwell do kawał dobrej prozy, która pomimo wspomnianych niedociągnięć, jest na pewno warta poznania – daję ocenę 4/6 i oczywiście gorąco polecam!

Original: The Darling Strumpet
Wydawnictwo: BELLONA
Data wydania: 24.05.2012
Obraz przedstawiający Nell (wykorzystany w recenzji) został namalowany przez Sir Petera Lely w roku 1675.  Źródło TU.

Za książkę dziękuję Patrykowi i Wydawnictwu Bellona