05 listopada 2014

"Wstyd" Sarbjit Kaur Athwal


„Zaczęło się to pewnego zwykłego piątkowego popołudnia. Kolejne rodzinne spotkanie w naszym domu w zachodnim Londynie. Na sofie siedziała moja teściowa. Rozejrzała się dumnie wkoło, uśmiechnęła, po czym przemówiła: "A zatem postanowione. Musimy się jej pozbyć".

Jej, czyli Surjit Athwal, szwagierki Sarbjit. Została zwabiona do Indii i uduszona, a jej ciało wrzucono do rzeki Ravi. Nigdy go nie odnaleziono. Tylko Sarbjit była wstrząśnięta losem Surjit. Otoczona przez zabójców, wiedziała, że musi walczyć o sprawiedliwość - ale jak? Za cenę jakiego ryzyka?

Oto jej poruszająca historia.”


Sarbjit urodziła się w tradycyjnej, hinduskiej rodzinie mieszkającej w Londynie. Wychowywana pod czujnym okiem rodziców była prawdziwą sikhijką, posłuszną rodzinie i obyczajom. Mając osiemnaście lat, dowiedziała się o mężczyźnie, którego rodzice wybrali jej na męża. Nie chciała wychodzić za mąż, lecz nieustępliwość bliskich w końcu złamała jej opór. Ten mariaż zmienił całe życie dziewczyny – Sarbjit nie tylko związała swoje życie z obcym mężczyzną, ale także z jego rodziną, która wkrótce miała się przyczynić do największego koszmaru jej życia – do śmierci szwagierki. 

źródło
Nie czytuję takich książek. Po prostu. Za każdym razem, gdy słyszę o podobnej historii – honorowych morderstwach – coś we mnie pęka. To mnie po prostu przeraża – w niektórych krajach kobiety nie mają prawa do podejmowania samodzielnych decyzji, a rodzice wybierają im mężów, decydując o całym ich życiu. Tak więc te biedne dziewczęta muszą potulnie zgodzić się na mariaż, a jeśli któraś okryje rodzinę hańbą, czeka ją okropna, zupełnie niewspółmierna do czynu kara. Żyjemy w XXI wieku, takie rzeczy nie powinny się dziać – ani teraz, ani nigdy! A jednak się dzieją. I to całkiem blisko nas. Historia Sarbjit Kaur Athwal opisana w książce zatytułowanej Wstyd jest tego najlepszym przykładem.

Największym plusem Wstydu jest jego język – prosty, ale niepozbawiony jakiejś trudnej do określenia elegancji. Narratorka powieści i jednocześnie autorka książki opowiada przerażająca historię morderstwa swojej szwagierki w taki sposób, że od książki po prostu nie można się oderwać. Jej historia jest płynna, a dołączone do tekstu zdjęcia prawdziwych osób – bohaterów opowieści – nadają książce niezwykłego wydźwięku, bo przecież to wszystko wydarzyło się naprawdę. Ta świadomość działa na czytelnika niezwykle sugestywnie. Wszak zupełnie inaczej odbiera się historię morderstwa, gdy jest to fikcja literacka, a zupełnie inaczej, gdy jest to prawdziwa historia. I w dodatku wiemy, jak wyglądała ofiara i jej oprawcy! Ale Wstyd to także historia odwagi, którą odnalazła w sobie Sarbjit – odwagi, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie.

Wstyd to książka, po którą nie sięgnęłabym ot tak, z własnej inicjatywy. Jak już wspomniałam – omijam takie historie szerokim łukiem i przez to nie czuję się wystarczająco kompetentna, by oceniać tego rodzaju dzieła. Ale kiedy opowieść Sarbjit trafiła w moje ręce, musiałam się nad nią pochylić. I nie żałuję. Nie tylko ze względu na to, że książka jest wspaniale napisana i czyta się ją z niekłamanym zainteresowaniem, ale także dlatego, że na końcu tej drogi odnalazłam to, na co czekałam przez całą lekturę – sprawiedliwość. Dlatego książkę polecam wszystkim tym osobom, które lubią trzymające w napięciu opowieści oparte na faktach – historie ludzi takich jak my. Ja jeszcze długo będę pod wrażeniem tej historii… i odwagi autorki, która postanowiła przeciwstawić się rodzinie i zasadom panującym w ich kulturze. Wstyd autorstwa Sarbjit Kaur Athwal otrzymuje ode mnie ocenę 4/6.

Original: Shamed
Wydawca: Świat Książki
Data wydania: 25.06.2014
Ilość stron: 333


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Świat Książki :)

02 listopada 2014

"Mara Dyer. Tajemnica" Michelle Hodkin

„Każdy kryje w sobie tajemnicę, wystarczy ją obudzić.

Kim jest Mara Dyer?

W tajemniczych okolicznościach giną przyjaciele głównej bohaterki. Wygląda na to, że ich śmierć została przepowiedziana, ktoś wiedział co się wydarzy.

Powieść z paranormalnym twistem i przesłaniem: pozory mylą. Spodoba się nastolatkom płci żeńskiej, szczególnie, że główna bohaterka – wbrew przestrogom - zakochuje się w najbardziej nieodpowiednim i intrygującym chłopaku ze szkoły.”


Nastoletnia Mara Dyer budzi się w szpitalu, otoczona personelem medycznym. Okazuje się, że dziewczyna jako jedyna przeżyła wypadek, w którym zginęła trójka jej przyjaciół. Mara jednak podejrzewa, że za tym szczęśliwym ocaleniem kryje się coś więcej. Jej rodzina postanawia przenieść się do innego miasta, ale nawet z dala od miejsca wypadku, otoczona nowymi twarzami, dziewczyna nie może poradzić sobie ze swoim życiem. I z wizjami, które ją nawiedzają. Jednak największy problem Mary stanowi nowo poznany chłopak, któremu najwyraźniej bardzo zależy na bliższej znajomości.

Po debiutancką powieść Michelle Hodkin sięgnęłam tylko i wyłącznie ze względu na opinię innych czytelników – pochwał i zachwytów przybywało z każdym dniem i w końcu postanowiłam sama zaryzykować i sięgnąć po tę powieść. Poza tym nie ukrywam, że spodobała mi się okładka, a nawet cała seria zdjęć promujących zagraniczne wydanie Mary Dyer. Gdyby tylko treść książki była równie piękna, jak jej oprawa…

Największym problemem tej powieści jest jej język. I narratorka. Bo historia została opowiedziana przez główną bohaterkę – tytułową Marę. Dziewczyna jest niesamowicie nijaka, nudna, momentami strasznie irytująca, przez co snutą przez nią opowieść wyjątkowo trudno się czyta. Najgorsze jednak jest to, że nie jestem w stanie dokładnie określić, co w tej narracji jest nie tak – czy to ten prosty, niewymagający język, czy ten chaos myśli dziewczyny, a może dialogi pomiędzy bohaterami, które momentami wywoływały we mnie odruch wymiotny? Albo ten typowy schemat wielkiej miłości pomiędzy zwyczajną, nieco dziwną dziewczyną a największym przystojniakiem w szkole? Chyba wszystko po trochu.

Ale jest i plus – pomysł. Choć nie da się ukryć, że książek o podobnej tematyce nie brakuje na rynku wydawniczym, to jednak historia Mary potrafi trzymać w napięciu. I właśnie to zadecydowało o fakcie, że przeczytałam tę książkę do końca. Bo kiedy czytelnik nie lubi głównej bohaterki i irytuje go oklepany i do cna mdły wątek miłosny, to naprawdę trudno zmusić się do dalszej lektury. Ale ja naprawdę byłam ciekawa, o co chodzi w tym wszystkim – dlaczego Mara ma wizje i jak poradzi sobie ze swoim „nowym życiem”. I w sumie nie żałuję, że zdecydowałam się na tę lekturę, bo zakończenie totalnie mnie zaskoczyło, wręcz wbiło w fotel i dopiero po skończonej lekturze wszystko zaczęło nabierać sensu. Może więc skuszę się na kontynuację?

Mara Dyer. Tajemnica to książka, która wydana u nas kilka lat temu, na pewno zrobiłaby na mnie ogromne wrażenie i rozkochała mnie na tyle, bym w zachwytach i niecierpliwości oczekiwała kolejnych tomów. Ale paranormalne romanse już dawno odrobinę mi się przejadły. Mara Dyer broni się jednak ciekawym pomysłem i atmosferą, która trzyma czytelnika w napięciu. Bo nigdy nie wiesz, co może się za chwilę wydarzyć, co znowu ujrzy główna bohaterka i jakie będą konsekwencje jej dalszych poczynań. Powieść Michelle Hodkin jest poprawna (jak na debiut) i myślę, że najbardziej spodoba się nastoletnim czytelniczkom, zwłaszcza tym niewymagającym oraz lubującym się w typowych romansach paranormalnych. Dlatego – na zachętę – pierwszy tom przygód Mary Dyer dostaje ode mnie ocenę 4-/6.

Original: The Unbecoming of Mara Dyer (The Mara Dyer Trilogy)
Wydawca YA!
Data wydania: 10.09.2014
Ilość stron: 480

Na koniec jedno ze zdjęć promujących serię (a przy tym także okładka ostatniego tomu trylogii)
 - coś niesamowitego!

źródło

Za książkę dziękuję Grupie Wydawniczej Foksal :)

27 października 2014

Zimowa odsłona Tirindeth's Blog :)


Dzisiaj będzie krótko i na temat - nadchodzi zima, więc i na moim blogu małe zmiany :) A dokładniej nowy szablon. Jak zawsze autorką tych zmian jest niezastąpiona Dzosefinn! <3 Dziękuję!

Ale to nie koniec nowości! Nieznacznie przeformułowałam tytuł bloga - z Tirindeth's Books na Tirindeth's Blog. W ciągu ostatnich miesięcy sporo myślałam nad całkowitą zmianą tytułu bloga. Zależało mi na tym, by tytułem nie szufladkować swojej strony - w końcu nie tylko o książkach tutaj piszę. No i w sumie poszłam na łatwiznę :P

W ramach ogłoszeń drobnych - właśnie czytam Marę Dyer, zatem na pewno za jakiś czas podzielę się z Wami moimi wrażeniami z lektury, natomiast wśród zaplanowanych najbliżej recenzji znajduje się opinia dotycząca powieści Podróż na sto stóp :) Ale póki co jestem nie do życia, bo próbuję się wyleczyć z wyjątkowo uciążliwego przeziębienia. Ech, jesień w pełni... 

Wszystkiego dobrego!

19 października 2014

TOP 10: Ulubione filmy kostiumowe!

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu ma blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - wypatruj nowych tematów na blogu Kreatywy.

Filmy kostiumowe to taki rodzaj kina, który nigdy mi się nie znudzi. Po prostu uwielbiam oglądać filmy o minionych czasach - zarówno ekranizacje sławnych powieści i melodramaty historyczne, jak i filmy biograficzne czy wojenne. Uwielbiam konfrontować obraz pokazany w filmie z prawdą historyczną, uwielbiam oglądać stroje bohaterów, czuć klimat tamtych czasów, zasłuchiwać się w nierzadko genialnych ścieżkach dźwiękowych przygotowanych na potrzeby obrazu... Uwielbiam w tych filmach po prostu wszystko! Dlatego postanowiłam w końcu zestawić dziesiątkę moich najulubieńszych filmów kostiumowych. Nie ukrywam - było ciężko. Kolejność też w zasadzie odrobinę przypadkowa. A więc:

Na pierwszym miejscu bezsprzecznie znalazł się miniserial Północ i Południe (2004) - to stanowczo najlepszy film kostiumowy, jaki w życiu widziałam. Czy to zasługa wspaniałego Richarda Armitage, klimatu przemysłowego, dziewiętnastowiecznego miasta, czy niezwykłej historii stworzonej przez Elizabeth Gaskell, tego nie wiem. Ale jednego jestem pewna - ta ekranizacja nigdy mi się nie znudzi :D

Na drugim miejscu obsadzam Perswazje (2007) - za niesamowity klimat, za świetną grę aktorską Sally Hawkins i Ruperta Penry-Jonesa, za emocje, jakich mi dostarczyła ta historia. W zasadzie film podobał mi się nawet bardziej od literackiego pierwowzoru. Szczerze polecam! :)

Trzecie miejsce przypadło Patriocie (2000) - to stanowczo najlepszy film z Melem Gibsonem, pełny rozmachu obraz amerykańskiej wojny niepodległościowej w drugiej poł. XVIII wieku. Oglądałam tę historię już kilkanaście razy - za każdym razem nie mogę się od niej oderwać!

Wichry namiętności (1994) trafiły na czwarte miejsce - tego filmu nie da się opisać słowami, to po prostu trzeba zobaczyć. Wspaniały melodramat, doskonała ścieżka dźwiękowa, niezwykła gra aktorska... zawsze podczas seansu ryczę jak głupia.

Na piątym miejscu znalazła się Duma i Uprzedzenie (2005) - w zasadzie tę ekranizację powieści Jane Austen najbardziej lubię za piękną muzykę i niezwykły klimat. No i za przystojnego Darcy'ego (tak, wiem, że muszę zobaczyć wersję z Colinem! :P)

Szóste miejsce przypadło ekranizacji powieści Charlotte Bronte - Dziwne losy Jane Eyre (1997). Miałam dylemat, czy wybrać tę wersję z 1997 roku czy serial BBC z 2006 roku - w wersji BBC podoba mi się obsada, ale to film z 1997 roku był pierwszym, który mnie zachwycił i mam do niego ogromny sentyment.

Siódme miejsce otrzymały Wichrowe wzgórza (1992) - ta ekranizacja była jednym z pierwszych (o ile faktycznie nie pierwszym) filmów kostiumowych, jaki obejrzałam. Pamiętam, że historia miłości Cathy i Heathcliffa zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. I w sumie do dziś uważam, że to jedna z najlepszych ekranizacji w historii kina.

Na ósme miejsce zasłużył Hrabia Monte Christo (2002) z Jimem Caviezelem w roli głównej. Nawet nie jestem w stanie powiedzieć, za co lubię ten film. Tak po prostu :)

Dziewiątkę dostał Marzyciel (2004) - klimat tego filmu jest niepowtarzalny! No i wspaniała obsada - Johnny Depp i Kate Winslet to wspaniały duet, uwielbiam ich :)

Ostatnie, dziesiąte miejsce otrzymuje Człowiek w żelaznej masce (1998) - co prawda spora część widzów swego czasu zjechała ten film, a zwłaszcza Leonarda DiCaprio, który zagrał tutaj podwójną rolę braci bliźniaków, ale mnie ta historia bardzo się spodobała i za każdym razem, gdy "leci" w telewizji, nie mogę sobie odmówić obejrzenia jej po raz kolejny ;)

***

Z moich typów to by było na tyle. A jak jest u Was? Lubicie filmy kostiumowe? Macie jakiegoś swojego faworyta? Może moglibyście mi coś ciekawego polecić? :)

Na koniec utwór ze ścieżki dźwiękowej do Wichrów namiętności. Niesamowita nuta, bardzo polecam! :)

13 października 2014

"Szturm i Grom" Leigh Bardugo

TOM 2 TRYLOGII GRISZA 

„Ciemność nie umiera.

Uciekła za Morze Prawdziwe. Nękają ją duchy ludzi, których zabiła w Fałdzie Cienia. Ukrywa swoją tożsamość jedynej Przyzywaczki Słońca. Teraz Alina próbuje ułożyć sobie życie w obcym kraju u boku Mala. Jednak wkrótce będzie musiała się zmierzyć ze swoją przeszłością – i przeznaczeniem.

Darkling wyłonił się z Fałdy Cienia zbrojny w nową, potworną moc. Ma niebezpieczny plan, który może rozsadzić granice naturalnego świata. Z pomocą niesławnego korsarza Alina wraca do kraju, który porzuciła by walczyć z siłami zagrażającymi Ravce. Ale podczas gdy jej moc rośnie, ona sama wikła się coraz głębiej w grę zakazanej magii, w którą wciąga ją Darkling. I odsuwa się od Mala.

Alina będzie musiała dokonać wyboru między swoim krajem, własną mocą a miłością, która miała zawsze ją prowadzić. W przeciwnym razie podejmuje ryzyko, że w nadciągającej burzy straci wszystko.”


Alina i Mal uciekają za Morze Prawdziwe, by uwolnić się od Darklinga, jednocześnie pozostawiając za sobą ciemność i śmierć. Ukrywając swoją prawdziwą tożsamość, planują ucieczkę na nowoziemczańskie bezdroża, gdzie w końcu będą bezpieczni. Wróg jednak nie każe na siebie długo czekać – bohaterka ponownie staje oko w oko z niebezpieczeństwem i musi zdecydować, czy chce uciekać dalej, czy walczyć z przeciwnościami losu, a przede wszystkim stawić czoła groźbie zniszczenia Ravki. 

źródło
Po lekturze pierwszej części Trylogii Grisza, z niecierpliwością wyczekiwałam kontynuacji. Powieść Leigh Bardugo, amerykańskiej pisarki i entuzjastki kultury rosyjskiej, została okrzyknięta jedną z najlepszych powieści fantasy YA, zaś prawa do ekranizacji zakupiła wytwórnia Dreamworks. Muszę przyznać, że pozytywne opinie o tej historii wcale nie są przesadzone – Szturm i Grom, podobnie jak Cień i Kość czyta się z zapartym tchem, choć niestety nie oznacza to, że kontynuacja jest lepsza od tomu pierwszego.

Jak już wspomniałam przy okazji recenzji Cienia i Kości, autorka śmiało sięga do tradycji Imperium Rosyjskiego, łącząc ją z elementami fantastycznymi i magicznymi. Świat Aliny i Mala mami czytelnika niezwykłymi barwami i niepowtarzalnym klimatem. Sami bohaterowie także zostali wykreowani nadzwyczaj realistycznie, choć nie każdy z nich zasługuje na sympatię. Mam tu na myśli przede wszystkim Alinę, która w pierwszej części serii zyskała moje uznanie i byłabym nawet gotowa stwierdzić, że ją szczerze lubię. Niestety tutaj w pewnym momencie jej zachowanie zaczęło mi przeszkadzać. Także z Mala zaczęły „wychodzić” wady, których wcześniej czytelnik nie miał możliwości dostrzec. Obie te postaci wypadają wyjątkowo słabo na tle nowego bohatera, którego jest nam dane poznać w Szturmie. I chwała za tę postać – bez niego historia byłaby odrobię pusta i pozbawiona humoru. W książce nie zabrakło także akcji – pod tym względem Szturm i Grom góruje nad pierwszą częścią serii. Dzieje się dużo, jest zaskakująco i niewątpliwie nuda czytelnikowi nie grozi.

Szturm i Grom ma w sobie to „coś”, co sprawia, że od książki nie można się oderwać nawet na sekundę. Choć nie jest to powieść wybitna i jako kontynuacja nie przewyższa Cienia i Kości, to jednak nie ukrywam, że przygody Aliny i Mala czytałam z ciekawością, a momentami szczerze martwiłam się o ich losy. Niespodziewany obrót wydarzeń i równie zadziwiające zakończenie pozostawiło mnie z pewnym niedosytem i jestem przekonana, że po ostatni tom Trylogii Grisza sięgnę niezwłocznie po jego premierze. Dlatego też Szturm i Grom otrzymuje ode mnie ocenę 5/6. Serię szczerze polecam fanom młodzieżowych fantasy – niezapomniana, pełna niebezpieczeństw przygoda gwarantowana!

Za książkę dziękuję wydawnictwu Papierowy Księżyc.

Original: Siege and Storm (The Grisha #2)
Wydawca: Papierowy Księżyc
Data wydania: 21.05.2014
Ilość stron: 400