Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

21 grudnia 2017

„Świąteczny romans” Jude Deveraux, Judith McNaught , Jill Barnett, Arnette Lamb


Jestem zagorzałą fanką romansów historycznych, kiedy więc dwa lata temu natrafiłam w księgarni na antologię Świąteczny romans (wydany wcześniej także pod tytułem Miłość pod choinkę) autorstwa  znanych autorek romansów, z których trzy pisarki są moimi ulubionymi, nie zawahałam się przed zakupem. Potrzebowałam jednak trochę czasu, by się zdecydować na przeczytanie czterech historii. Czy moje ukochane autorki porwały mnie swoimi opowiadaniami? Czy zakochałam się w którymś z wykreowanych bohaterów?

Dawno nie czułam się tak zawiedziona, jak po opowiadaniu Jude Deveraux pt. Zmiana uczuć. To był jakiś absolutny koszmar, historia nie tylko zupełnie nieświąteczna, ale także głupiutka. Mały chłopiec bowiem planuje wyswatać swoją matkę z pewnym wyjątkowo oschłym mężczyzną. Powiem tak – Jude umie pisać i wiem to z własnego doświadczenia, kilka jej książek po prostu kocham... Ale to, co zaserwowała w antologii, nie mieści się w żadnej skali żenady. Odradzam definitywnie!

Cud autorstwa Judith McNaught to krótki dodatek do Sagi Westmoreland, którą ubóstwiam. Tym razem autorka przedstawia historię Nicholasa DuVillle, jednego z bohaterów pobocznych jej poprzednich książek. Nie ukrywam, że nawet w tak krótkim utworze Judith potrafiła mnie zachwycić, tworząc słodką historię o zranionych nadziejach i wielkich uczuciach. Choć pewne wydarzenia i zachowania były mocno przesłodzone, a święta stały się jedynie pretekstem do rozwoju fabuły, całość oceniam bardzo dobrze. Poza tym miło było chociaż na chwilę spotkać się ze starymi znajomymi.

Trzecie opowiadanie to Daniel i anioł od Jill Barnett. Przyznam szczerze, że to najlepszy tekst z całej antologii. Inspirację do tej historii autorka zaczerpnęła niewątpliwie z Opowieści wigilijnej Dickensa, tworząc na kanwie klasycznego utworu przepiękną opowieść o odnajdywaniu w sobie głęboko ukrytego dobra i odkrywaniu na nowo magii świąt. Oraz o niesamowitej, oszałamiającej miłości, która zwala z nóg. Jestem tą historią absolutnie oczarowana!

Ostatnie opowiadanie stworzyła Arnette Lamb, jedyna w tym gronie pisarka, której w ogóle nie znam. I szczerze mówiąc chyba nie mam czego żałować, bo jej Królewski posłaniec to tytuł, o którym w zasadzie mogę powiedzieć niewiele. Akcja historii dzieje się w XIV wieku w Szkocji, a magii świąt nie ma w niej żadnej. Co więcej, główny bohater opowiadania to w moim odczuciu bezmózgi osiłek, zatem nie ukrywam – nawet nie doczytałam tego tekstu do końca. I myślę, że nic nie straciłam.

Podsumowując – antologie to nie moja bajka, czasami można jednak natrafić na perełki, do których chętnie się później wraca. Tak jest i w tym przypadku – opowieść Jill Barnett jest po prostu przepiękna i na pewno jeszcze nie raz w okresie przedświątecznym spotkam się z bohaterami jej historii. Także Judith McNaught sprostała zadaniu, choć klimat jej opowiadania nie jest tak świąteczny, jak u Jill Barnett. Natomiast Deveraux i Lamb powinny się wstydzić za to, co napisały. Czy polecam? Jeśli będziecie mieli okazję poznać teksty McNaught i Barnett, to owszem, naprawdę warto! Natomiast pierwsze i ostatnie opowiadanie od razu sobie odpuśćcie. Szkoda czasu.


Tytuł oryginalny: A Holiday of Love
Ilość stron: 383
Data wydania: 3.12.2007
Tłumaczenie: Katarzyna Kosterka, Katarzyna Jacyna
Wydawca: Prószyński i S-ka
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:

15 grudnia 2017

„Pocałunek pod jemiołą” Lisa Kleypas


Wallflowers to jedna z najlepszych serii romansów, jaką miałam okazję poznać. A jak wiecie, romansów czytam dużo ;) Lisa Kleypas nie tylko wykreowała pełnokrwiste, charakterne bohaterki, które od razu pokochałam, ale także stworzyła cztery rozbudzające wyobraźnie historie, w których moje ulubienice spotykają mężczyzn swojego życia. Kiedy się dowiedziałam, że wydany zostanie dodatek do czterotomowej serii, tzw. tom 4.5 – ang. A Wallflower Christmas – bardzo się ucieszyłam. To niezbyt obszerna, bo ledwie 200 stronicowa historia, której akcja rozgrywa się w czasie świąt Bożego Narodzenia, i w której ponownie dane mi było spotkać się z Annabelle, Lillian, Evie i Daisy, a także poznać nowych bohaterów – Rafe’a Bowmana i jego oblubienicę. Zdradzę Wam coś – po raz kolejny jestem powieścią Lisy kompletnie zauroczona!

Lisa Kleypas w swoich romansach historycznych nigdy nie stylizuje języka na modłę XIX-wieczną. Nie przeszkadza to jednak poczuć klimatu tamtych czasów – pisarka przykłada dużą wagę do kreacji realiów, w których żyją jej bohaterowie. Podobnie jest z Pocałunkiem pod jemiołą – autorka przygotowała się do napisania tej książki, pilnując poprawności historycznej związanej z obchodami Bożego Narodzenia w Anglii w czasach wiktoriańskich. Poza tym piękny styl Lisy i jej dbałość o szczegóły pozwoliły mi poczuć magię świąt, które zorganizowały Paprotki. Pierwsze skrzypce gra oczywiście romans pomiędzy Rafe’m, bratem Lillian i Daisy, a Hannah. Rafe trochę przypominał mi tu Sebastiana St. Vincenta, który jest niewątpliwie moim ulubionym bohaterem męskim z tej serii, zatem od razu zapałałam sympatią także do niego. Hannah natomiast to urodzona piąta Paprotka – krnąbrna, odważna, z uporem trzymająca się swojego zdania, gotowa walczyć ze wszystkich sił o to, co kocha. Nie miałam więc szans – poznając ich historię, przepadłam z kretesem!

Polskie wydanie ostatniej części Wallflowers otrzymało przepiękną, zimową okładkę. Jestem naszemu rodzimemu wydawnictwu ogromnie wdzięczna za dbałość o oprawy książek – żadne inne serie romansów nie wyglądają tak pięknie jak te autorstwa Lisy Kleypas (choć nie da się ukryć, że niestety nie nawiazują do epoki wiktoriańskiej). A kiedy dodamy do tego wciągające historie, otrzymujemy lektury idealne na każdą porę roku. Ale Pocałunek pod jemiołą polecam Wam wyjątkowo na teraz – to bardzo nastrojowa, romantyczna historia o magii świąt. Oraz o miłości, która pojawia się znienacka i potrafi wywrócić świat do góry nogami. Książkę tę można poznać niezależnie od znajomości poprzednich tomów Paprotek, niemniej osobiście polecam przeczytać serię w odpowiedniej kolejności. Nie zawiedziecie się! 

Tytuł oryginalny: A Wallflower Christmas
Seria: Wallflowers #4.5
Ilość stron: 200
Data wydania: 28 listopada 2017
Tłumaczenie: Agnieszka Myśliwy
Wydawca: Prószyński i S-ka
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:



Moje recenzje poprzednich części:

#1 Sekrety letniej nocy – historia Annabelle




A tak już całkowicie poza tematem ostatniej części serii – dla tych, którzy obserwują mojego bloga nie będzie to niespodzianką. Otóż rok temu, 5 grudnia 2016, opublikowałam pierwszą recenzję po ośmiomiesięcznej przerwie w blogowaniu. Tą recenzją była właśnie opinia o... Sekretach letniej nocy Lisy Kleypas! Tak, to właśnie Lisa wyciągnęła mnie z czytelniczego kryzysu. Nie ma więc drugiej takiej autorki, której dałabym większy kredyt zaufania. Cieszę się, że w ciągu tego roku miałam okazję poznać wszystkie części serii – jest to dosyć niespotykane, kiedy spojrzymy na niedokończone sagi i trylogie, które wydawcy zwyczajowo porzucają w połowie. Tym bardziej więc cieszę się, że książki Lisy pojawiają się regularnie na naszym rynku. W sumie nie dziwi mnie to – ta kobieta umie pisać! Naprawdę polecam Wam jej twórczość :) 

12 sierpnia 2017

„Apetyt na życie” Mary Simses


Ciepła historia na lato? Mam dla Was coś specjalnego – powieść Mary Simses. W dodatku jej debiut, co mnie niesamowicie zaskoczyło. Bo widzicie, Apetyt na życie to dobra książka. Nie idealna, ale ma w sobie urok i wciąga od pierwszej strony. I na dokładkę poznajemy w niej na pozór poukładaną, lecz w głębi ducha trochę szaloną bohaterkę, której perypetie potrafią nie tylko rozbawić, ale też zmusić do przemyśleń nad własnymi wyborami. Zaciekawieni? 

Babcia Ellen Branford umiera i dziewczyna pragnie spełnić jej ostatnie życzenie – dostarczyć list osobie, która niegdyś odgrywała ważną rolę w życiu zmarłej. W tym celu młoda kobieta musi pojechać do rodzinnego miasteczka babci – malutkiej mieściny, tak bardzo innej od wiecznie pędzącego Nowego Jorku, gdzie mieszka bohaterka. Czy uda jej się spełnić ostatnią prośbę ukochanej babci? Jak ta podróż wpłynie na nią samą?

Opowieść poprowadzona została w narracji pierwszoosobowej z punktu widzenia głównej bohaterki. Szczerze mówiąc nie umiem polubić tego typu narracji, pasuje mi ona jedynie do powieści młodzieżowych. W obyczajówkach natomiast cenię możliwość poznawania myśli wszystkich bohaterów dzięki narratorowi wszechwiedzącemu. Tutaj musiałam się zadowolić tym, jak Ellen patrzy na świat i jak widzi rozgrywające się wokół niej wydarzenia. Bo w zasadzie od pierwszej chwili, gdy trafia do Beacon, dzieje się bardzo dużo. Ellen jest typem poukładanej, znającej swoją wartość kobiety, która czasami (no dobra, nawet częściej niż czasami) popełnia gafy, pakując się w kłopoty. Z tymi gafami to jesteśmy do siebie nawet podobne. Narratorka nie jest pozbawiona wad, a jednak nie sposób jej nie lubić. Może dlatego, że coś się zmienia w trakcie pobytu w miasteczku rodzinnym babci – odkrywając tajemnice z przeszłości, dziewczyna odkrywa samą siebie. I to bardzo mi się podobało. Niestety wątek romantyczny mnie nie przekonał. Minusem jest tu fakt, że czytelnik nie zna myśli bohatera męskiego, więc może bazować tylko na przemyśleniach Ellen. W ogóle mam wrażenie, że o ile kreacja Ellen udała się autorce całkiem nieźle, o tyle kreacja postaci męskiej wyszła słabo. I chyba właśnie z tego powodu nie udało mi się poczuć dreszczu emocji i typowej dla tego rodzaju książek romantycznej nuty. Co nie zmienia faktu, że powieść Simses czytało mi się bardzo dobrze.

Powiem tak – lubię książki o odkrywaniu tajemnic z przeszłości, o dokonywaniu wyborów i naprawianiu błędów. Jest coś magicznego w opowieściach o rodzinnych więzach, czyż nie? Apetyt na życie ma w sobie właśnie tę magię – to ciepła, urokliwa i wciągająca historia. Może trochę zbyt przewidywalna, niemniej nadaje się idealnie na leniwy wieczór. I choć nie wszystko do mnie przemawiało, jestem zadowolona z finału powieści i rozwiązania wszystkich tajemnic. Jeśli więc w przyszłości w moje ręce trafią kolejne dzieła autorki, na pewno je przeczytam. Apetyt na życie polecam tym, którzy lubią ciepłe, lekkie, a jednocześnie bogate w życiowe mądrości historie, po których sami zadajemy sobie pytanie o nasze powołanie i nasze miejsce na świecie. Polecam – szczególnie na lato! 

Tytuł oryginalny: The Irresistible Blueberry Bakshop & Cafe
Ilość stron: 384
Data wydania: 23.06.2016
Tłumaczenie: Hanna Pasierska
Wydawca: Prószyński i Ska
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:


27 lipca 2017

„Nie ma tego złego” Kristan Higgins


Znacie to powiedzenie „Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło”? Nie lubię go. Często to słyszę – jako pocieszenie, obietnica, że będzie lepiej, albo potwierdzenie, że ktoś kiedyś miał rację, gdy ja miałam gorszy okres w życiu. Ale kiedy myślę o powieści Kristan Higgins Nie ma tego złego, pierwszy raz naprawdę uważam, że te słowa mogą nieść z sobą prawdę. Przekonała się o tym główna bohaterka powieści, Faith Holland. 

Bo widzicie, Faith bardzo kochała Jeremy’ego. I miała go poślubić. Ale jej idealny narzeczony w dniu ślubu oznajmił, że jest gejem. I zostawił ją przed ołtarzem na oczach połowy miasteczka. Młoda dziewczyna wyjeżdża więc na drugi koniec kraju, by zapomnieć i poskładać swoje życie na nowo. Ale po trzech latach wraca w rodzinne strony i musi stawić czoła nie tylko swoim bliskim, byłemu narzeczonemu, znienawidzonemu koledze ze szkoły, który zniszczył jej szczęście, ale także własnym uczuciom i wyrzutom sumienia, które dręczą ją od wielu lat. 

Najmocniejszą stroną powieści Kristan Higgins przede wszystkim jest humor. Zarówno wydarzenia rozgrywające się na kartach powieści, jak i część dialogów pomiędzy bohaterami są niesamowicie zabawne i wywołują uśmiech na twarzy odbiorcy. Wielokrotnie śmiałam się w głos, ukradkiem ocierając łzy w kącikach oczu. Łzy rozbawienia, bo Higgins stworzyła kapitalnych bohaterów, zwłaszcza Faith, której perypetie bawią i wzruszają odbiorcę. To ciekawa, nieco złożona postać, o której można mieć nieco mylne pojęcie, gdy patrzymy na nią oczami innych bohaterów. Powieść wyróżnia się także ciekawą narracją – prolog opowiedziany został w punktu widzenia kogoś, kto zwraca się do czytelnika, jakby był jednym z bohaterów powieści, obserwatorem ukrytym pomiędzy postaciami. Później rozdziały przedstawione zostają w narracji trzecioosobowej, choć nie brakuje momentów, w których wręcz słyszymy myśli bohaterów (i tu po raz kolejny podkreślam, że najczęściej były to momenty, w których znowu płakałam ze śmiechu). Nie ma tego złego to przede wszystkim wspaniała historia, która aż się prosi, by ją przenieść na duży ekran. Powiem więcej – powieść Kristan Higgins to idealny przykład dobrze napisanej komedii romantycznej, która spodoba się prawdopodobnie każdej czytelniczce. 

Nie ma tego złego jest książką niesamowicie zabawną, taką pełną dobrego humoru, odrobinkę pikantną, rozbudzającą wyobraźnię, a przede wszystkim niosącą nadzieję, że nigdy nie jest za późno na drugą szansę i na to, by odnaleźć miłość. Charakterni bohaterowie (jak nie pokochać tej zgrai Hollandów!), tajemnica z przeszłości i romans, który na pierwszy rzut oka nie miał prawa w ogóle się narodzić to silne atuty powieści Kristan Higgins. Powieści, którą – co tu ukrywać – czytałam z niesłabnącym zainteresowaniem już od pierwszego zdania. Minusem jest jedynie polska okładka – podebrana z jednej z kolejnych części zagranicznego wydania tej pięciotomowej serii niestety nie pasuje do historii Faith. Ale kto by się przejmował okładką? Nie przedłużając więc BARDZO POLECAM – w towarzystwie Faith i jej rodziny dobra zabawa gwarantowana!

Tytuł oryginalny: The Best Man
Seria: Blue Heron #1
Ilość stron: 488
Data wydania: 18.03.2014
Tłumaczenie: Alina Siewior-Kuś
Wydawca: Prószyński i S-ka
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:


04 kwietnia 2017

„Wiosna pełna tajemnic” Lisa Kleypas


Po raz kolejny powiem Wam, że jestem absolutnie i obłędnie zakochana w twórczości Lisy Kleypas. Ta autorka tworzy książki specjalnie dla mnie! Dotychczas tylko jeden jej tytuł nie przypadł mi do gustu, żadnemu autorowi nie daję więc takiego kredytu zaufania, jak Lisie! Kiedy w moje ręce trafiła czwarta część Paprotek, wiedziałam, że spędzę przy tej lekturze bardzo przyjemne wieczory. Nie myliłam się!

Daisy Bowman to ostatnia z czwórki przyjaciółek, której trzeba znaleźć męża. Z Daisy jest jednak pewien problem – dziewczyna bardziej preferuje spędzanie czasu z nosem w książce niż udział w wieczorkach towarzyskich w celu znalezienia konkurenta do swojej ręki. Jej marzycielska, spokojna natura wprawia jej ojca we wściekłość, w końcu więc pan Bowman informuje swoją córkę, że jeśli w ciągu najbliższych tygodni nie znajdzie sobie narzeczonego, będzie zmuszona poślubić zaufanego pracownika Bowmana. Problem polega jednak na tym, ze Daisy pamięta ów młodzieńca jako niezbyt przystojnego, chłodnego bufona. Jak więc tak delikatna z natury dziewczyna miałaby poślubić praktycznego, oschłego karierowicza? Do akcji w poszukiwanie męża włączają się wszyscy jej najbliżsi. I wtedy Daisy poznaje czarującego mężczyznę, który wywraca jej świat do góry nogami. Jakież jest więc jej zdziwienie, gdy tożsamość obcego wychodzi na jaw! 

Fabuła Wiosny pełnej tajemnic wydaje się oklepana, ale wciągnęłam się w tę opowieść całkowicie. Nie jest co prawda tak dobra, jak trzeci tom serii (Zimowy ślub to geniusz!), ale nie można jej odmówić magii. Wyjątkowo polubiłam Daisy (to taki typ XIX-wiecznego mola książkowego), a i jej amant miał w sobie coś interesującego. Ich perypetie okazały się miłą odskocznią od codzienności, z zapartym tchem śledziłam ich losy i byłam bardzo ciekawa, jaką tajemnicę skrywa główny bohater. Autorka po raz kolejny z typową dla swojej prozy lekkością przedstawia obraz XIX-wiecznej angielskiej prowincji i choć nie da się ukryć, że dosyć luźno podchodzi do ówczesnych konwenansów i etykiety, wciąż są one powodem, dla których los kobiety zależy od dobrego ożenku i jest ograniczany z powodu towarzyskich wymogów. Co do polskiego wydania, nie mogę ścierpieć obrzydliwej wręcz okładki, która w żaden sposób nie nawiązuje do czasów trwania akcji powieści, a i tłumaczenie oryginalnego tytułu (Scandal in Spring) pozostawia wiele do życzenia. Na szczęście treść Wiosny pełnej tajemnic całkowicie mnie usatysfakcjonowała i przyznam, że ciężko mi jest rozstać się z paprotkami – ich historie są pełne pasji i romantyzmu, i jestem pewna, że jeszcze nie raz do nich wrócę. Oby więcej takich romansów historycznych! Dlatego też bardzo szczerze polecam Wam wszystkie książki Lisy Kleypas! 

Tytuł oryginalny: Scandal in Spring 
Seria: Wallflowers #4
Ilość stron: 312
Data polskiego wydania: 21.03.2017
Tłumaczenie: Agnieszka Myśliwy
Wydawca: Prószyński i S-ka
Opis wydawcy: KLIK

Każdą książkę z serii można czytać jako osobną opowieść, choć oczywiście poznanie historii bohaterek w powyższej kolejności przyniesie najwięcej satysfakcji i pozwoli zrozumieć wszystkie powiązania pomiędzy bohaterami :)

14 stycznia 2017

„Zimowy ślub” Lisa Kleypas


Czy wspominałam Wam, że kocham twórczość Lisy Kleypas? Niezliczoną ilość razy, wiem. Gdybym jednak miała wybrać tytuł, za który kocham ją najmocniej, chyba byłby to trzeci tom Paprotek. Devil in Winter absolutnie zawładnął moim sercem!

Evangeline Jenner pragnie uciec od swojej rodziny, która liczy na przejęcie majątku po śmierci jej ojca. A jedynym sposobem, by to osiągnąć, jest jak najszybsze wyjście za mąż. Młoda kobieta nie ma najmniejszych złudzeń, że kiedykolwiek spotka swojego księcia z bajki, postanawia więc zaproponować małżeństwo jednemu z najbardziej zdegenerowanych mężczyzn, jakiego zna – osławionemu hulace, wicehrabiemu St. Vincentowi. Oboje są zdesperowani – ona potrzebuje wolności i bezpieczeństwa, on jej pieniędzy. Czy Evie poradzi sobie u boku mężczyzny, któremu za żadne skarby nie powinna zaufać?

Trzecia część Wallflowers okazała się objawieniem! Choć na początku byłam zniesmaczona wyborem głównego bohatera, szybko o tym zapomniałam – historia wciągnęła mnie bez reszty. Historia Evie jest słodka, wzruszająca, zaskakująca i pikantna, a przy tym chwyta za serce i nie pozwala na odłożenie lektury nawet na chwilę. Nie mogłam się skupić na niczym innym w ciągu dnia – wszystko sprowadzało się do tego, aby ponownie sięgnąć po książkę i poznać dalsze losy bohaterów. Dawno nie byłam tak pochłonięta przez powieść! I dawno już żadnej książki nie pokochałam tak, jak Zimowego ślubu. Może więc dlatego tak bardzo irytuje mnie nasze polskie tłumaczenie tytułu – oryginalny Devil in Winter ma w sobie charakter, którego brakuje polskiemu przekładowi. 

Podsumowując – nie znajduję w trzeciej części Paprotek ani jednego minusika, nawet najmniejszego. Wszystko w tej historii mnie zachwyca i wzbudza ogromne emocje – śmiałam się i płakałam razem z bohaterami, przeżywałam ich przygody z zapartym tchem i jestem pewna, że jeszcze nie raz wrócę do tej lektury. Lisa Kleypas bezpowrotnie wspięła się na szczyt moich ulubionych pisarek, rozbudzając moją wyobraźnię i dostarczając mi ogromnej satysfakcji z przeczytania jej książki. Polecam po tysiąckroć!


Tytuł oryginalny: Devil in Winter 
Seria: Wallflowers #3
Ilość stron: 336
Data polskiego wydania: 13.10.2016
Tłumaczenie: Teresa Komłosz
Wydawca: Prószyński i S-ka
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:

12 grudnia 2016

„Jesienne zauroczenie” Lisa Kleypas


Druga część Paprotek Lisy Kleypas to jeden z najgorętszych romansów historycznych, jaki miałam okazję przeczytać (a przeczytałam ich sporą ilość!). Zawdzięczać to możemy niezwykle temperamentnej parze bohaterów – krnąbrnej, niepokornej Lillian oraz oschłemu, stanowczemu lordowi Westcliffowi. Ach, cóż to za wybuchowa kombinacja! 

Kiedy Annabelle w końcu pożegnała stan panieński, w drugiej kolejności do zamążpójścia znalazła się młoda Amerykanka, Lillian Bowman. Jednak jej szokujące zachowania i temperament nieodpowiedni dla eleganckiej, dobrze urodzonej panny, stanowią istotny problem w znalezieniu dla niej arystokratycznego konkurenta. Miłość jednak rządzi się własnymi prawami, a uczucia nigdy nie dadzą się zakuć w okowy konwenansów. 

Po raz kolejny Lisa Kleypas udowadnia, że jest mistrzynią pióra – w drugiej części Paprotek podnosi poprzeczkę jeszcze wyżej, tworząc nie tylko wspaniałe kreacje bohaterów, ale także snując szaloną, pełną namiętności opowieść o czymś więcej, niż tylko o pożądaniu. Historia ma w sobie wspaniały humor i gorące, wywołujące szybsze bicie serca sceny, a także magię, która nie pozwala odłożyć lektury aż do ostatniej strony. Próżno szukać w tej opowieści minusów – może poza jednym: szkoda, że ta historia tak szybko się kończy!

Podsumowując – jestem zachwycona, rozkochana i absolutnie wierna twórczości Lisy Kleypas. Moim zdaniem nie ma drugiej tak dobrej autorki romansów historycznych, a jej seria Wallflowers pnie się na szczyt moich najukochańszych książek. Jesienne zauroczenie polecam wszystkim Paniom, które uwielbiają rumienić się podczas lektury – przy bohaterach tej opowieści szybsze bicie serca gwarantowane! 


Tytuł oryginalny: It Happened one Autumn 
Seria: Wallflowers #2
Ilość stron: 392
Data polskiego wydania: 21.07.2016
Tłumaczenie: Agnieszka Myśliwy
Wydawca: Prószyński i S-ka
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:


05 grudnia 2016

„Sekrety letniej nocy” Lisa Kleypas


Lisa Kleypas nigdy mnie nie zawodzi, po jej książki mogę więc sięgać w ciemno. I tym razem autorka udowodniła, że jest mistrzynią pióra – stworzyła cykl romansów historycznych Wallflowers, które nie tylko mnie w sobie rozkochały, ale i wyrwały z trwającego ponad pół roku kryzysu czytelniczego! Sekrety letniej nocy to pierwsza część Paprotek.

Historia rozgrywa się w pierwszej połowie XIX wieku w Anglii. Piękna acz uboga Annabelle musi jak najszybciej znaleźć dobrze sytuowanego męża, aby uratować rodzinę przed nędzą. Jej wybranek musi być jednak nie tylko bogaty, ale i winien pochodzić z arystokracji. Dlaczego więc jej serce tak niebezpiecznie reaguje na przystojnego syna rzeźnika, który w nieprzystający dżentelmenowi sposób dorobił się wielkiej fortuny? Simon Hunt bowiem zupełnie nie odpowiada jej wyobrażeniom o wymarzonym ukochanym, lecz cóż począć – serce nie sługa!

Bohaterowie są kapitalni – po raz kolejny autorka pokazuje, z jaką łatwością przychodzi jej kreowanie pełnokrwistych, realistycznych postaci, które łatwo polubić. Akcja powieści rozwija się powoli, by stopniowo nabierać tempa i podgrzewać atmosferę. Dopiero przy ostatnich stu stronach opowieść odrobinę zwalnia, niestety pojawia się kilka nużących momentów, lecz historia nieubłaganie kieruje nas ku finałowi, który pozostawia czytelnika usatysfakcjonowanym. Oczekiwania wobec gorących scen także zostają spełnione – Lisa ma dar do tworzenia pikantnych i smakowitych momentów ociekających erotyzmem i romantycznością. 

Podsumowując – tom otwierający Paprotki oceniam jako bardzo dobry. Poza kilkoma nudniejszymi momentami, książkę czytałam z ogromną przyjemnością, nie mogąc się doczekać finału opowieści. Wykreowane postaci bardzo przypadły mi do gustu, gorące sceny pozostawiły rumieniec na twarzy, a humor dopisujący bohaterom udzielił się także mnie, przez co nieustannie chichotałam podczas lektury. Słowem: POLECAM!


Tytuł oryginalny: Secrets of a Summer Nights 
Seria: Wallflowers #1
Ilość stron: 384
Data polskiego wydania: 24.03.2016
Przełożyła: Agnieszka Myśliwy
Wydawca: Prószyński i S-ka
Opis wydawcy: KLIK

Moja ocena:

27 sierpnia 2014

"Zanim się pojawiłaś" Judith McNaught

„Piękna, pełna temperamentu, ognistowłosa młoda Amerykanka przypływa statkiem do Londynu. W porcie czeka wytworny arystokrata Stephen Westmoreland. Dziewczyna ulega jednak nieszczęśliwemu wypadkowi, a kiedy odzyskuje przytomność w domu Stephena, okazuje się, że straciła pamięć i własna tożsamość stanowi dla niej zagadkę. Między obojgiem rodzi się namiętne uczucie, lecz na skutek niefortunnego splotu okoliczności każde z nich bierze to drugie za kogo innego. Gdy wreszcie pomyłka się wyjaśnia, wygląda na to, że wspólna, szczęśliwa przyszłość jest nierealna.”


Stephen Westmoreland znany jest ze swojego zamiłowania do pięknych, obeznanych w sztuce miłosnej kobiet. Kiedy więc w jego domu pojawia się młoda niewiasta, która w dodatku w wyniku nieszczęśliwego wypadku straciła pamięć, skandal wisi w powietrzu. Nie to jednak jest dla Stephena najgorsze – obca kobieta wzbudza w nim uczucia, o które nigdy by siebie nie podejrzewał. Mężczyzna broni się jednak przed tym ze wszystkich sił, gdyż doskonale wie, że to on jest przyczyną wszelkich nieszczęść, które spadły na piękną nieznajomą.

Nie ukrywam, że jeszcze do niedawna postawiłabym wszystkie pieniądze na książki Judith McNaught – moje dotychczasowe spotkania z jej twórczością zawsze kończyły się wzruszeniami i okrzykami zachwytu. Przeczytanie więc Zanim się pojawiłaś było tylko kwestią czasu – tytuł ten wieńczy serię o rodzie Westmoreland, a dwa pierwsze tomy – Królestwo Marzeń i Whitney, moja miłość mogę śmiało nazwać najlepszymi romansami historycznymi wszech czasów. Jakże więc zaskoczona byłam, gdy po lekturze Zanim się pojawiłaś zamiast zachwytu było… gorzkie rozczarowanie. 

źródło
W sumie od pierwszej strony historia niesamowicie mnie wciągnęła – wypadek głównej bohaterki i związane z nim nieporozumienia niewątpliwie okazały się atutem powieści. Z niesłabnącym zainteresowaniem i zapartym tchem obserwowałam poczynania bohaterów, szczerze ubawiona i jednocześnie ciekawa, jak rozwinie się ta historia i do czego doprowadzą kłamstwa oraz niedopowiedzenia pomiędzy Sherry i Stephenem. Klimat powieści, podobnie jak w przypadku dwóch poprzednich tomów trylogii, jest wyjątkowy, a język, jakim posługuje się narrator, elegancki i na swój sposób prosty. Dzięki temu przez powieść się po prostu płynie. 

Kreacja bohaterów udała się Judith wyśmienicie, choć z perspektywy znajomości całej trylogii nie mogę pozbyć się wrażenia, że postacie kreowane są nieco tendencyjnie. O ile na podobieństwo u mężczyzn z rodu Westmoreland można przymknąć oko, o tyle momentami irytował mnie fakt, że Sherry okazała się kopią Whitney, bohaterki drugiego tomu serii. Obie kobiety są uparte, nieokiełznane, piękne i inteligentne. I obie posiadają bardzo oryginalne osobowości. Zdaję sobie sprawę z faktu, że romans z nijaką bohaterką byłby nie do zaakceptowania, niemniej nie mogę się pozbyć wrażenia, że te postaci są momentami identyczne.

Tym, co w szczególności nie spodobało mi się w Zanim się pojawiłaś, okazał się wyjątkowo tandetny finał. Jakieś 3/4 książki czytałam z prawdziwym zainteresowaniem, by nagle zupełnie stracić ochotę na kontynuację lektury. Ostatnie kilkadziesiąt stron powieści bowiem było napisanych jakby „na kolanie” – w sposób całkowicie nieprzemyślany, jakby niedokończony. Akcja nagle bardzo przyspieszyła, zabrakło magii i romantyzmu, a bohaterowie zbyt szybko i zbyt łatwo podejmowali decyzje, od których zależało całe ich życie. Nie ukrywam również, że sceny erotyczne także były wyjątkowo niedopracowane, co bardzo gryzło się z moimi wrażeniami po lekturach innych książek pani McNaught. 

Zanim się pojawiłaś to przyzwoity romans historyczny, który pomimo niedopracowania i mało satysfakcjonującego finału, czytało się całkiem przyjemnie. Niestety na tle poprzednich dwóch części serii, ta część wypada wyjątkowo słabo, dlatego mogę ją polecić przede wszystkim fankom Judith, które już znają jej pióro i których nie zniechęci ta słabsza powieść. Zaś tym osobom, które dopiero planują rozpocząć znajomość z dziełami amerykańskiej autorki, polecam najpierw sięgnąć po Królestwo marzeńZanim się pojawiłaś dostaje ode mnie nieco naciąganą ocenę 4-/6.

Original: Until you (Westmoreland #3)
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 12.01.1998
Ilość stron: 475

Saga Westmoreland:
#3 Zanim się pojawiłaś 4-/6

Książka bierze udział w akcji Sierpień miesiącem romansów :)

24 sierpnia 2014

"Bez pamięci" Lisa Kleypas

„Ona nie pamięta, kim była… On jest jedynym mężczyzną, któremu może zaufać…

Oszałamiająco piękna kobieta budzi się w łożu nieznajomego; cudem uratowana z lodowatych wód Tamizy, niczego nie pamięta. Okazuje się, że po wypadku trafiła pod opiekę enigmatycznego, czarującego Granta Morgana. Jej życie jest teraz w jego rękach, a ona w głębi serca podejrzewa, że z kimś ją pomylono…

Jako jeden z najbardziej pożądanych, a jednocześnie nieosiągalnych kawalerów w Londynie, Grant Morgan wie wszystko o kobietach. Ta, która znalazła się w jego ramionach, wydaje się tak niewinna, tak krucha, że musi ulec jej urokowi. Obdarzywszy tajemniczą piękność uczuciem, postanawia rozwikłać zagadkę jej przeszłości i odkryć prawdę, jakakolwiek by ona nie była…”


Detektyw Grant Morgan zostaje wezwany nad Tamizę, gdzie z lodowatych wód rzeki wyłowiono ciało młodej kobiety. Po przybyciu na miejsce okazuje się, że niewiasta żyje, a Grant rozpoznaje w niej osławioną królową półświatka – Vivien Duvall. Mężczyzna postanawia zabrać ją do swojego domu i wzywa lekarza. Okazuje się, że młoda kobieta doznała amnezji i nie pamięta niczego ze swojej przeszłości. Morgan podejrzewa, że ktoś nastaje na życie kurtyzany i zrobi wszystko, by rozwikłać zagadkę niedoszłego morderstwa. Najbardziej jednak pragnie dowiedzieć się prawdy o damie, która przebywa w jego domu…

źródło
Jak już wspominałam nie raz, po książki Lisy Kleypas mogę sięgać w ciemno. Jej romanse historyczne są jakby napisane specjalnie dla mnie – nawet najsłabsza historia chwyta mnie za serce i nie puszcza, nim nie dobrnę do ostatniej strony powieści. Tak się stało i tym razem. Bez pamięci to pierwsza część serii Bow Street Runners, w której autorka opowiada o osławionych, londyńskich detektywach, a akcja książki rozgrywa się w pierwszej połowie XIX wieku. Okładka polskiego wydania mieści się w tej samej konwencji, w której została wydana seria o siostrach Hathaway, a także dwa inne romanse historyczne, które już miałam okazję zrecenzować – W teatrze uczuć i Wołanie miłości. Muszę przyznać jednak, że Bez pamięci jest o wiele lepsze od dwóch wyżej wymienionych tytułów.

Śledztwo jest w tej historii głównym, najważniejszym wątkiem – Grant chce odkryć, kto nastaje na życie kobiety, którą uratowano z wód Tamizy, a jednocześnie pragnie poznać prawdę o niej samej: czy utrata pamięci naprawdę ją zmieniła, czy kobieta – jako znana, przebiegła kurtyzana – tylko z nim pogrywa. Romans pomiędzy tą dwójką to równie ważna część książki, ale nie tak dominująca, jak w przypadku typowych romansów – Lisa Kleypas zawsze dużo uwagi poświęca na opisy otoczenia, zbudowanie odpowiedniej oprawy oraz wykreowanie dobrych bohaterów, którzy będą dopełnieniem historii wielkiej miłości. I tutaj otrzymaliśmy niezwykle realną wizję XIX-wiecznego Londynu, choć oczywiście nie jest ona pozbawiona wad – jedną z nich będzie całkowicie nowoczesny język, jakim posługują się bohaterowie. Mimo to gdy spojrzę na tę książkę jako całość, muszę przyznać, że ten mankament mi nie przeszkadzał.

Bez pamięci to jedna z ciekawszych powieści Lisy Kleypas – dobrze rozbudowany wątek kryminalny i wątek romansowy doskonale się ze sobą splotły, tworząc interesującą mieszankę. Główni bohaterowie wykreowani są wspaniale, uroki Londynu sprzed dwustu lat także dostarczają czytelnikowi wielu przyjemności, a ponad tym wszystkim mamy tajemnicę, którą bardzo chcemy rozwikłać. Nie ukrywam, że przeczuwałam, jaki finał zaserwuje autorka. Nie przeszkodziło mi to jednak w śledzeniu poczynań bohaterów i przeżywania ich przygód z zapartym tchem. Bez pamięci to przyzwoity romans historyczny z elementami powieści kryminalno-detektywistycznej. Dzieła Lisy Kleypas polecam przede wszystkim tym Paniom, które lubią historie o namiętnej, nierzadko zakazanej miłości. Bez pamięci otrzymuje ode mnie ocenę 4+/6, a ja z niecierpliwością oczekuję na Bez skrupułów – kontynuację serii Bow Street Runners!

Original: Someone to Watch Over Me (Bow Street Runners #1)
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 8.04.2014
Ilość stron: 320

Książka bierze udział w akcji Sierpień miesiącem romansów :)

Inne przeczytane przeze mnie powieści Lisy:

Seria Siostry Hathaway:
#1 "Wyjdź za mnie" 4+/6
#2 "Uwiedź mnie" 3+/6
#3 "Pokochaj mnie" 5/6
#4 "Zaufaj mi" 3/6
#5 "Znajdź mnie" 6/6!

Oraz:

27 maja 2014

"W teatrze uczuć" Lisa Kleypas

„Lady Madeline Matthews woli okryć się hańbą niż poświęcić wolność. Aby uniknąć małżeństwa ze starzejącym się rozpustnym lordem, szuka towarzystwa Logana Scotta – burzliwy romans z aktorem, właścicielem teatru i notorycznym kobieciarzem bez wątpienia sprowadzi na nią potępienie w oczach towarzystwa i wybawi od niepożądanego mariażu.


Logan to w rzeczywistości niezwykle skryty mężczyzna dręczony przeszłymi zdradami. Tymczasem bezpośrednia mała kokietka, całkowicie zagubiona w londyńskim wielkim świecie, zakłóca jego spokój radosną energią, urokiem i nieskalanym pięknem. Niewinny pocałunek przeradza się w coś więcej, coś zachwycającego i prawdziwego. Czy Logan i Madeline odnajdą w sobie odwagę, by w imię miłości zrzucić maski, za którymi się ukrywają?”


Po powieści Lisy Kleypas sięgam zawsze wtedy, gdy jestem spragniona niezobowiązującej lektury w postaci dobrego romansu historycznego, który przyniesie ze sobą chwile zapomnienia i odprężenia. W teatrze uczuć to kolejne dzieło mojej ulubionej amerykańskiej pisarki, którego akcja rozgrywa się w latach 30 XIX wieku w Anglii. 

źródło
Jak już wspominałam nie raz, Lisa ma niezwykły dar opowiadania – jej powieści są pełne magii i tajemnicy, a język jest miły, lekki i obrazowy. Autorka z niezwykłą zręcznością potrafi nakreślić realia życia w XIX wieku, wciągając czytelnika w świat pełen konwenansów, ukrytych pragnień i sekretów skrywanych przez wykreowanych bohaterów. Sylwetki postaci to także niezwykle silny atut powieści W teatrze uczuć, gdzie zarówno główna bohaterka, Madeline, jak i Logan, to osobowości wielowymiarowe, plastyczne, targane różnymi emocjami oraz pragnieniami, posiadające indywidualne cechy charakteru. Nie są to jednak bohaterowie idealni – popełniają błędy i właśnie dzięki temu stają się bardziej realni, bardziej ludzcy. 

Nie ukrywam jednak, że mam mieszane uczucia w stosunku do niektórych zachowań bohaterów. Wiem, że nie są idealni i mają prawo popełniać błędy, ale w pewnym momencie ich działania wydawały mi się wymuszone, wręcz śmieszne. Oczywiście rozumiem tutaj zamysł autorki, by utrudnić im życie i skomplikować relacje pomiędzy nimi, ale czy w pewnym momencie zwyczajne nieporozumienia nie zamieniają się w ostentacyjną, zatwardziałą ignorancję? Czy nie dałoby się tej opowieści skierować nieco na inne tory, pogłębić konflikt jakimś wyjątkowym wydarzeniem, zagrać na emocjach czytelnika, by potem zaskoczyć go finałem? Niestety tutaj zakończenie było bardzo przewidywalne, a wyjaśnienie konfliktu – zbyt proste.

Mimo to pragnę zaznaczyć, że W teatrze uczuć to lektura przyjemna i pomimo typowej przewidywalności – ciekawa. Dlatego też szczerze polecam ją fankom romansów historycznych, a zwłaszcza tym osobom, które miały już styczność z twórczością Lisy. Wbrew denerwującemu zachowaniu Madeline i Logana, oceniam tę powieść pozytywnie, gdyż spędziłam przy niej kilka udanych godzin – książka pani Kleypas pozwoliła mi zapomnieć o codziennych obowiązkach i dała możliwość przeniesienia się w czasie do XIX wieku, gdzie byłam świadkiem narodzin wielkiej, budującej miłości. W teatrze uczuć polecam romantycznym duszyczkom i daję ocenę 4-/6.

Original: Because You're Mine (Capital Theatre #2)
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 29.10.2013
Ilość stron: 368

Na koniec dodam tylko, że W teatrze uczuć, według zagranicznych stron, jest drugą częścią serii Capital Theatre. Pierwsza część nie została jednak wydana w Polsce. Na szczęście z opisów na Goodreads wynika, że można wszystkie tytuły trylogii traktować jako powieści jednotomowe :)

Poniżej przedstawiam listę wszystkich przeczytanych przeze mnie książek Lisy Kleypas, z podlinkowaniem do recenzji i oceną obok tytułu:
Seria Siostry Hathaway:
#1 "Wyjdź za mnie" 4+/6
#2 "Uwiedź mnie" 3+/6
#3 "Pokochaj mnie" 5/6
#4 "Zaufaj mi" 3/6
#5 "Znajdź mnie" 6/6
Inne:
-> "W teatrze uczuć" 4-/6 <-
W sumie przeczytałam 8 powieści jej autorstwa ^^

22 kwietnia 2014

"Wołanie miłości" Lisa Kleypas

„Kiedy Lucinda otwiera oczy, po tym jak Heath Raine uratował ją z rwącego nurtu lodowatej rzeki, ze zdumieniem stwierdza, że jest w objęciach przystojnego nieznajomego o bardzo złej reputacji – mężczyzny, z którym nie powinna mieć żadnych kontaktów, gdyż zabraniają jej tego reguły społeczne i jej własne ostrożne serce. Ale przypadkowe spotkanie roznieca w niej nieodparte pragnienie, które może skończyć się tylko kłopotami. Przecież Lucinda jest zaręczona z człowiekiem bogatym i zajmującym wysoką pozycję w elitach stanu Massachusetts, dlatego nawet cień skandalu mógłby ją zrujnować. Pomimo usilnych starań Lucindy, by stłumić uczucia do czarującego awanturnika, Heath stanowi dla niej pokusę, której nie może się oprzeć…”


Lisa Kleypas to niewątpliwie jedna z moich ulubionych pisarek – kiedy kilka lat temu wpadła w moje ręce jej powieść Namiętność, stałam się fanką jej twórczości. Dziś mogę pochwalić się posiadaniem wszystkich powieści Lisy wydanych w Polsce, z których większość została opublikowana przez wydawnictwo Prószyński i S-ka. Wołanie miłości to jedna z pierwszych książek napisanych przez tę niezwykle utalentowaną, amerykańską pisarkę. Powieść została wydana w Stanach w 1988 roku, a u nas pojawiła się w maju zeszłego roku. Przyznam szczerze, że jak na początki twórczości, autorka stworzyła niesamowicie wciągającą opowieść o miłości, uprzedzeniach i dumie, a wszystko to zgrabnie wplotła w realia drugiej połowy XIX wieku w Ameryce, tuż po zakończeniu wojny secesyjnej.

Bohaterowie powieści – Lucy i Heath – to osoby o silnych charakterach, w dodatku pochodzący z całkowicie różnych światów, co nadaje ich związkowi pewnej pikanterii. On pochodzi z Południa, ona z Północy i choć wojna się skończyła, wciąż w ludziach żywe były wspomnienia tamtych wydarzeń. Kiedy więc Heath przeniósł się na wrogą Północ, nie mógł liczyć na uprzejmość i zrozumienie – dla mieszkańców miasteczka, w którym Lucy się wychowała, był brudnym południowcem niewartym najmniejszej uwagi. Wkrótce jednak los splótł drogi dwójki głównych bohaterów – tak właśnie zaczyna się ta zamknięta w jednym tomie opowieść. 

Tym, co mnie szczególnie urzekło, okazał się charakter głównej bohaterki – z niemałym zaskoczeniem odnalazłam w niej odrobinę siebie samej. Być może dlatego perypetie dziewczyny były mi szczególnie bliskie i zatraciłam się w lekturze bez reszty. Nie ukrywam jednak, że przy pierwszych kilku rozdziałach miałam wrażenie, że akcja rozwija się zbyt szybko. Pamiętałam jednak, że Wołanie miłości to jedna z pierwszych książek Lisy, więc starałam się być wyrozumiała. Niepotrzebnie – w pewnym momencie opowieść tak mnie wciągnęła, że przestałam zwracać uwagę na niedociągnięcia. A po skończonej lekturze poczułam, że mogłabym przeczytać jeszcze więcej, żeby tylko poznać dalsze losy Lucy i Heatha – zwłaszcza, że poza historią ich uczucia otrzymałam także sporo informacji o wojnie secesyjnej i o nastrojach społecznych tuż po zakończeniu konfliktu. 

Lisa Kleypas stworzyła wciągającą opowieść o zakazanym uczuciu i o wierze we własne przekonania. Choć zdaję sobie sprawę z tego, że romanse historyczne nie są literaturą najwyższych lotów i można im zarzucić m.in. przewidywalność, to jednak nie ukrywam swojej sympatii dla książek tego rodzaju i chętnie po nie sięgam. Powieści Lisy wyróżniają się prostym, obrazowym językiem, wyczuciem smaku i dokładnością w oddaniu realiów dawnych czasów, a przede wszystkim świetną kreacją bohaterów. Jedyne zastrzeżenie z mojej strony – poza infantylnym tytułem – dotyczy polskiego wydania, gdzie zaobserwowałam błędy edytorskie w postaci braku rozdzielności pomiędzy scenami (przez co czytelnik podczas lektury nagle odkrywa, że z jednej sceny przeniósł się do drugiej, choć nie było żadnego podziału, odstępu pomiędzy akapitami itp.). Jest to jednak uwaga techniczna, która nie wpływa na moją ocenę powieści Lisy. Komu mogę polecić Wołanie miłości? W zasadzie każdemu, kto lubi dobrze skonstruowane romanse historyczne. Daję ocenę 4+/6.

Original: Love, Come to Me
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 28.05.2013
Ilość stron: 400

18 lutego 2013

"Whitney, moja miłość" Judith McNaught

Mając niespełna piętnaście lat, Whitney Stone postanowiła, że Paul Sevarin, przystojny i czarujący właściciel pobliskiego majątku, zostanie w przyszłości jej mężem. Wszelkimi sposobami starała się zwrócić uwagę ukochanego, ku oburzeniu i zgorszeniu całej okolicy. Owo naiwne, dziewczęce uczucie dojrzało i umocniło się jeszcze w Paryżu, dokąd zawieźli Whitney wujostwo, by nabrała ogłady i stała się elegancką młodą damą. Po kilku latach Whitney, odniósłszy oszałamiający sukces towarzyski w paryskich salonach, wraca do Anglii. Zamierza oczarować Paula i wyjść za niego za mąż. Nie wie, że ojciec, zagrożony bankructwem, zgodził się oddać jej rękę znanemu uwodzicielowi i pogromcy serc niewieścich, Claytonowi Westmorelandowi, księciu Claymore. Kontrakt narzeczeński jest już podpisany, a Martin Stone otrzymał od księcia sto tysięcy funtów na spłatę długów. Ale czy uparta i samowolna Whitney, bezgranicznie zakochana w Paulu, zgodzi się poślubić innego mężczyznę?”


Niepokorna Whitney Stone od zawsze sprawiała swemu ojcu same kłopoty. Wszystkie jej działania jednak motywowane były miłością do Paula Sevarina, starszego od niej młodzieńca, któremu początkowo przychylność dziewczyny sprawiała przyjemność, lecz z czasem zmieniła się w udrękę i powód drwin całej wsi. Pewnego dnia Martin Stone postanawia raz na zawsze uporać się z okropną pannicą, wysyłając ją do Francji do jej wujostwa – wierzy, że tam jego córka zmieni się w normalną dziewczynę. Najwyraźniej jednak nie wie, że Whitney jest zdeterminowana, by poślubić Paula i nie spocznie, nim ten jej nie pokocha tak mocno, jak ona jego. Niemniej dziewczyna nie zdaje sobie sprawy z tego, że we Francji ktoś może się nią zainteresować. I nie spodziewa się, że ów mężczyzna – bardzo wpływowy mężczyzna – zawrze z jej ojcem pewien układ. Układ, który może całkowicie pokrzyżować plany zakochanej pannie Stone...

Ale ja nie chcę być jedynie twoją przyjaciółką”.

W zasadzie za każdym razem, gdy postanawiam napisać recenzję książki Judith, zastanawiam się, czy to w ogóle ma sens – nie jestem w stanie o powieściach tej pisarki pisać inaczej, jak tylko w superlatywach. Po Whitney, moja miłość sięgnęłam ze względu na wysokie rekomendacje od Lady Lukrecji, dla której Saga Westmoreland jest najulubieńszą serią. I po raz kolejny, poznając historię autorstwa Judith, absolutnie przepadłam!

Sequel Królestwa marzeń to przede wszystkim historia wojny płci. Na drodze samowolnej i upartej dziewczyny staje arogancki i intrygujący mężczyzna, który nie przywykł do tego, by ktoś mu odmawiał. Cała jego postawa oraz zachowanie wskazują na to, że ów dżentelmen nie spocznie, nim nie dostanie tego, czego pragnie. Czytelnik od początku zostaje wciągnięty w opowieść o młodzieńczej miłości nastolatki – miłości, która rozczula i zachwyca, by następnie móc zobaczyć, jak świat Whitney rozpada się, gdy tajemniczy arystokrata wkracza w jej życie. Co więcej – dzięki niesamowitej kreacji głównych bohaterów – odbiorca nagle orientuje się, że współczuje młodej pannie, która musi walczyć nie tylko o swoją niezależność, ale także o uczucie rodzica, akceptację oraz miłość, dla której poświęciła w swoim życiu naprawdę wiele – łącznie z dumą. Wszystko to sprawia, że Whitney po prostu nie da się nie lubić!

- Żałuję, że nie mogę znaleźć właściwych słów, aby powiedzieć, jak bardzo nienawidzę ciebie i wszystkiego, co sobą reprezentujesz.
- Jestem pewien, że będziesz się starała tak długo, aż znajdziesz.”

Książę Claymore natomiast to kawał drania, ot co! Ale za to jakiego kochanego drania! Muszę przyznać, że na początku u boku Whitney widziałam naprawdę kilku ciekawych młodzieńców, a na prowadzenie wysunął się jej przyjaciel z Francji, natomiast Clayton wzbudzał we mnie czystą wściekłość. Im dalej jednak w las... zaczęłam patrzeć na niego troszkę inaczej. Trudno mi ocenić, co zmieniło moje podejście do tego aroganckiego, bezczelnego, niebezpiecznego ale i szalenie atrakcyjnego mężczyzny – myślę, że każda czytelniczka będzie miała o nim własne zdanie. Buntowniczki, feministki i indywidualistki najprawdopodobniej będą odczuwać do niego pewną niechęć, co wrażliwsze dziewczyny natomiast mogą być zarówno przerażone, jak i zaintrygowane znajomością z takim człowiekiem, zaś ja... ja jestem nim oczarowana! To mężczyzna przez mocne M – silny, władczy, niebezpieczny, ale także delikatny i czuły. Po prostu fascynujący!

Whitney, moja miłość to historia walki o akceptację i zrozumienie. To szalona przygoda w pogoni za ukochaną osobą, opowieść o nieporozumieniach, nienawiści, strachu oraz miłości, która obezwładnia i zmienia człowieka. Piękny język powieści oraz malownicze opisy arystokratycznego świata przeplatają się z prostotą życia na angielskiej wsi XIX wieku. Myślę, że Saga Westmoreland to najbardziej dojrzała seria w dorobku Judith – to książki, które obezwładniają, zachwycają, rozkochują i pozostawiają czytelnika w całkowitym oszołomieniu oraz pragnieniu przeżycia przygód, które stały się udziałem głównych bohaterów. Szczerze mówiąc, gdyby wszystkie romanse historyczne były tak dobre jak ten, czytałabym tylko takie książki! Powieści Judith to prawdziwe perełki, dlatego, nie przedłużając, polecam Wam serdecznie tę powieść – jestem szalenie ciekawa, jak Wy, drogie Panie, zareagujecie na aroganckiego Claytona. Gwarantuję, że przy nim nuda Wam nie grozi! Daję oczywiście ocenę 6/6!

Original: Whitney, my love (Westmoreland #2)
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2002
Ilość stron: 528
Saga Westmoreland:

1 Królestwo marzeń (The Kingdom of Dreams, 1989)
#2 Whitney, moja miłość (Whitney, my love, 1985)
#3 Zanim się pojawiłaś (Until You, 1994) 
#3.5 Trzy zaklęcia (Miracles w antologii A Holiday of Love, 1995)
oraz
 #4 Someone Like You (premiera w 2014)
Swoją drogą ja przygodę z tą serią zaczęłam właśnie od Whitney – spokojnie można każdą część czytać jako osobną historię  :)
Ciekawi mnie też to, czy ktoś wyda w Polsce planowaną na 2014 nową powieść z tej serii – wszystkie dotychczasowo wydane romanse historyczne Judith są już niedostępne w regularnej sprzedaży i póki co wydawnictwo Prószyński nie zapowiedziało wznowienia. A szkoda...

14 lutego 2013

"Królestwo marzeń" Judith McNaught

Anglia na przełomie XV i XVI wieku. 

Royce Westmoreland, najlepszy i najzdolniejszy rycerz Henryka VII, dowodzi wojskami króla podczas wyprawy przeciw Szkotom. Znany jako Czarny Wilk, budzi lęk i grozę w sercach wrogów, szkockie wieśniaczki straszą nim dzieci. Tylko piękna Jennifer, córka przywódcy dumnego klanu Merrick, nie lęka się potężnego wojownika. Porwana z siostrą z klasztoru przez Anglików, przeciwstawia się Royce’owi, który zamierza wykorzystać zakładniczki w rokowaniach z ich ojcem. Jednak któregoś dnia Jennifer zauważa, że jej uczucia do znienawidzonego wroga uległy całkowitej zmianie; Royce też myśli z niechęcią o chwili, gdy przyjdzie mu odesłać krnąbrną i arogancką piękność do domu. Nagle oboje dostrzegają, że tkwią w samym środku splątanej sieci, na którą złożyły się duma, namiętność i wszechwładna miłość.”


Znajdujemy się właśnie w samym środku niecodziennego wesela, gdy Jennifer Merrick, najstarsza córka władcy szkockiego klanu, powraca myślami do dnia, w którym wszystko się zaczęło. Przez dwa lata przebywała w klasztorze, do którego została wysłana przez własnego ojca, bowiem jej klan nie darzył cieplejszymi uczuciami tej krnąbrnej i upartej, lecz niepozbawionej odwagi siedemnastolatki – wszystko za sprawą jej przybranego brata, który nie szczędził oszczerstw pod adresem Jenny. Aż pewnego dnia do klasztoru przybyła jej siostra i życie dziewczyny całkowicie się zmieniło – nierozważna wyprawa z Brenną kończy się porwaniem – obie panny Merrick zostają uprowadzone przez rycerzy niebezpiecznego Czarnego Wilka – pogromcy Szkotów. Tak zaczyna się zapierająca dech w piersi opowieść o nienawiści przeplatanej gorącym uczuciem.

Królestwo marzeń to pierwszy tom Sagi Westmoreland, choć technicznie część ta została wydana cztery lata po publikacji sequela Whitney, my love. Akcja Królestwa rozgrywa się w XV wieku w Anglii, kiedy na tronie zasiada Henryk VII, a pomiędzy Anglią a Szkocją toczy się krwawa wojna. W samym środku tych wydarzeń znajduje się Royce Westmoreland, najwspanialszy wojownik króla Henryka i jednocześnie największy wróg Szkotów. Nazywany Czarnym Wilkiem, plagą Szkocji, budzi postrach, a kobiety straszą nim swoje nieposłuszne dzieci. To właśnie na drodze Royce'a stanie waleczna panna Merrick.

Nie ukrywam, że sięgając po tę opowieść, obawiałam się tego, czy akcja osadzona w XV wieku przypadnie mi do gustu – nie są to czasy, które by mnie interesowały, choć nierzadko miałam styczność z powieściami osadzonymi na przełomie epoki średniowiecza i renesansu. Kiedy więc zdecydowałam się przeczytać ową powieść, spodziewałam się wielu emocji, ale nie byłam przygotowana na tak obezwładniającą, szaloną, totalnie wciągającą fabułę, która porwała mnie w samo centrum wojny angielsko-szkockiej i sprawiła, że opowieść o Czarnym Wilku i Jenny po prostu pokochałam! I choć mogłabym w samych superlatywach mówić o kreacji świata przedstawionego, o realizmie przytoczonych faktów, a także o klimacie powieści, który mami odbiorcę, otulając go cudownie baśniową mgiełką, to jednak nic nie przebije kreacji bohaterów – a ci wykreowani zostali idealnie!

Jenny jest Szkotką z krwi i kości – dumną i waleczną, gotową walczyć o swój klan i najbliższych. Royce zaś to mężczyzna, który większość swojego życia spędził na polu walki, przelewając krew za króla i Anglię. Kiedy ich drogi przecinają się ze sobą, mamy pewność, że potyczki między tą dwójką będą wręcz spektakularne. I takie są! Powieść obfituje w wiele zaskakujących wydarzeń oraz wartką akcję. Przyznam, że w niektórych momentach zdradzieckie łzy cisnęły mi się do oczu, by przy całkowicie zaskakującym finiszu popłynąć prawdziwą rzeką! Zupełnie nie spodziewałam się takiego punktu kulminacyjnego, takich decyzji i zachowań bohaterów, a także tych wszystkich emocji, które wywołały we mnie wybory Jenny i Royce'a. To była prawdziwa wojna charakterów i niesamowita uczta dla takiej entuzjastki romansów historycznych, jak ja.

Królestwo marzeń to książka, która najpewniej nigdy mi się nie znudzi. To historia pełna intryg, szalonej namiętności, nienawiści i pasji. Historia z duszą. Historia, która rozpala i zachwyca. W dobie mody na romanse historyczne rozgrywające się w XIX wieku, Królestwo marzeń jest nie tylko wyjątkiem ze względu na epokę, w której opowieść została osadzona, ale także na kunszt wykonania – Judith po raz kolejny udowadnia, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych, bowiem z każdej historii jest w stanie stworzyć zapierającą dech w piersi opowieść o prawdziwej, cudownej miłości. I bez względu na to, czy główni bohaterowie będą nosili u boku miecze czy fulary na szyi, zawsze będą to opowieści z duszą, opowieści, od których wręcz nie można się oderwać. Nie wątpię, że po Królestwo sięgnę jeszcze co najmniej sto razy – nie spotkałam drugiego tak doskonałego romansu historycznego! Czy polecam? To chyba oczywiste! Daję ocenę 6+/6!

Original: The Kingdom of Dreams (Westmoreland #1)
Wydawca: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2002
Ilość stron: 351 
Saga Westmoreland:

#1 Królestwo marzeń (The Kingdom of Dreams, 1989)
#2 Whitney, moja miłość (Whitney, my love, 1985)
#3 Zanim się pojawiłaś (Until You, 1994) 
#3.5 Trzy zaklęcia (Miracles w antologii A Holiday of Love, 1995)
oraz
 #4 Someone Like You (premiera w 2014)


Bardzo dziękuję Lady Lukrecji, która poleciła mi przeczytanie tej książki, jak i kolejnych tomów Sagi Westmoreland – jesteś kochana! Ten wybór okazał się strzałem w dziesiątkę, DZIEKUJĘ! <3 Dodam też, że Lady Lukrecja na swoim blogu również napisała słów kilka o powyższej książce – polecam jej opinię [TU] :)

A już wkrótce recenzja Whitney, moja miłość – równie pięknej opowieści o losach potomka z rodu Westmorelandów.